Wojownicy - Artemida

Pełna wersja: Kocięta w Klanie Rzeki [NPC]
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2
Oto kolejna okazja, by zagrać postacią urodzoną w Klanie Rzeki. Kocięta pochodzą z miotu NPC (rodzice nie są i nie będą nigdy odgrywani), a grę rozpoczynamy od razu po wysłaniu i zaakceptowaniu Karty Postaci.

Rodzicami są Żołędziowa Cętka i Słony Wiatr:


[Obrazek: HFYGTsv.png]

Imię: Żołędziowa Cętka
Płeć: Kotka
Wiek: 34

Wygląd: Kotka nie należy do najwyższych, wręcz przeciwnie. Wzrostem pozostawia wiele do życzenia, ale nadrabia za to swoją "obszernością". Jest okrągła, ma szerokie barki i grube łapki, dlatego nawet jeśli nie wystaje głową ponad inne koty, to łatwo ją zauważyć i wręcz ciężko pominąć. Ma niewielkie, zaokrąglone uszy i średniej długości ogon, a do tego jeszcze w miarę krótki, mocny pyszczek, przez co cały jej wygląd w zasadzie idealnie wpisuje się w koło. Na tyle, że czasem nawet padają żarty, że kotka, zamiast iść, mogłaby pozwolić sobie na to, by ją toczyć. Oczy Żołędziowej Cętki są duże i okrągłe, w intensywnie pomarańczowym, niemal brązowym kolorze i zawsze patrzą nieco nerwowo na otaczający ją świat. Jest posiadaczką krótkiego, ale dosyć puchatego i gęstego, mięciutkiego futra, które łączy w sobie trzy barwy - jednolicie czekoladową, rudą tygrysio pręgowaną oraz białą, z czego białe znaczenia rzeczniaczki pojawiają się niesymetrycznie na mordce, szyi, karku, brzuchu i łapkach. Zawsze stara się utrzymywać swoją sierść w czystości i porządku, ale rzadko kiedy jej to faktycznie wychodzi, przez co często zamiast być ulizane i ułożone sterczy w różne strony i można w nim znaleźć nawet listki albo fragmenty gałązek, co tylko dodatkowo stresuje kotkę. Nie ma żadnych blizn, jednak końcówka jej ogona jest lekko zagięta, jakby coś ją kiedyś niefortunnie złamało.

Charakter: Jest dosyć... specyficzna. Zawsze stara się wszystko zrobić jak najlepiej i wkłada całą siebie w każdy obowiązek jaki zostanie jej powierzony. W tym wszystkim jest jednak haczyk - jest straszną fajtłapą. A im częściej się myli, potyka i czegoś zapomina, tym bardziej się stresuje. A im bardziej się stresuje, tym więcej mówi. A im więcej mówi, tym bardziej się plącze. A im bardziej się plącze, tym, po raz kolejny, bardziej się stresuje, wpadając w błędne koło. Nie pomaga w tym wszystkim fakt, jak zapominalska i nieuważna jest. Zawsze myli imiona otaczających ją kotów, spóźnia się na patrole i zapomina, komu obiecała spacer albo wspólny posiłek. Wydaje się być kotką irytującą, ale jeśli tylko ma się odrobinę serca, to ciężko jej szczerze nie lubić - jest pomocna i zawsze wesoła, nawet, gdy jest zestresowana i wpada w swój zwykły tryb nieustannego paplania to próbuje z całych sił pozostać pozytywna i naprawić to, co źle zrobiła. Nie boi się przepraszać i jest gotowa pracować jeszcze ciężej, by odrobić każdą swoją pomyłkę czy potknięcie. Żołędziowa Cętka ma w sobie mnóstwo werwy i energii, nawet, jeśli czasem lekko załamuje się swoimi... wadami. Dobrze radzi sobie z kociętami i terminatorami, nawet tymi, którzy nie są w żaden sposób z nią związani. Do każdego jest w stanie wyciągnąć pomocną łapę, każdemu jest w stanie udzielić swojego puchatego barku do wypłakania swoich żali i każdego chce pocieszyć, bez względu na wszystko!

Urodzona: w Klanie Rzeki.
Pochodzenie: nieznane.



[Obrazek: IA7jH51.png]

Imię: Słony Wiatr
Płeć: Kocur
Wiek: 36

Wygląd: Trochę się... wyróżnia na tle większości członków Klanu Rzeki. Ma nienaturalnie duże, odstające uszy i długi pysk z lekko garbatym, prostym nosem, osadzonym na trójkątnej, szlachetnie ociosanej głowie z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Jest wyjątkowo wysoki, a zawdzięcza to swoim nienaturalnie długim, tyczkowatym łapom. W zasadzie to... wszystko ma długie. Łapy, grzbiet, ogon, szyję, uszy, pysk. Jakby ktoś go kiedyś złapał i na siłę rozciągnął we wszystkie strony. Jest w dodatku lekki i chudy, sprawia wrażenie, jakby najsłabszy podmuch wiatru mógł go oderwać od ziemi i zabrać hen hen w siną dal. Wygląda przez to niemal... anemicznie. Można do tego jeszcze dodać to, że porusza się w równie ulotny, lekki sposób, jakby wcale nie dotykał łapami podłoża a unosił się odrobinę nad nim, przypominając raczej członka Gwiezdnego Klanu niż żywego wojownika. Ma dosyć długie, delikatne futro, wyraźnie dłuższe na policzkach, brzuchu, ogonie i łokciach oraz udach. Ma ono kolor niebieski, nieco ciemniejszy od grzbietu a jaśniejszy od łap, pręgowane w sposób ticked. Na świat patrzy owalnymi, dużymi ślepiami w bladozielonym, lekko szarawym kolorze, będącym dużym kontrastem do ciepłego i ciemnego odcienia oczu jego partnerki. Na tylnej części grzbietu, niedaleko ogona, posiada sporą bliznę po walce z psem, która rozciąga się w dół, niemalże do pięty jego lewej łapy. W żaden sposób mu to jednak nie przeszkadza i nigdy nie wygląda na to, jakby kocur w ogóle zdawał sobie sprawę z istnienia owej... niedoskonałości na jego delikatnym, pięknym ciele.

Charakter: Nie ma w nim niemalże żadnej agresji, złości czy jakichkolwiek innych ognistych emocji. Poza tym nie ma na nie za bardzo czasu, bo jest posiadaczem pracy na pełen etat, a tą pracą jest pilnowanie, by Żołędziowa Cętka nie zrobiła sobie niechcący krzywdy, nie zgubiła się, nie zapomniała o żadnej ważnej sprawie ani patrolu, niczego nie pomyliła, nie otruła się, się wpadła niechcący do rzeki, do poszła przez pomyłkę spać do Królikarni, nie zjadła zepsutej nornicy, nie dobiła do Śpiącego Pnia... i tak dalej i tak dalej i tak dalej. Kocur jest nienaturalnie wręcz poukładany, odpowiedzialny i pragmatyczny. Zawsze wie co się wokół niego dzieje, co ma danego dnia zrobić, co jego partnerka ma danego dnia zrobić, gdzie kto jest, co się zmieniło w ostatnich dniach... przez co stanowi uderzający kontrast względem swojej partnerki. Żyje w przeświadczeniu, ze gdyby nie jest ciągła obserwacja i czuwanie nad nią, to kotka już dawno by nie żyła albo została wyrzucona z Klanu. Nie przeszkadza mu to jednak ani odrobinę! Kocha ją całym sercem i równie całe serce wkłada w to, by im obu żyło się jak najlepiej. Jest bardzo cierpliwy i wyrozumiały, nie przeszkadza mu powtarzanie jednej rzeczy dziesięć razy, tłumaczenie i pomaganie. Tak, jak Żołędziowa Cętka doskonale radzi sobie z kociętami i młodszymi kotami właśnie przez swoją ponadprzeciętną wyrozumiałość, bowiem niemalże niemożliwe jest wytrącenie go z równowagi, rozzłoszczenie albo spowodowanie, żeby zaczął krzyczeć. Ma się wrażenie, że Słony Wiatr w zasadzie wcale nie potrafi podnosić głosu. Wszystko to kontrastuje z jego nieco ulotną, anemiczną i delikatną urodą, bo kocur tak naprawdę zachowuje się, jakby zawsze się gdzieś śpieszył albo miał coś ważnego do zrobienia... bo tak też jest. Nie może sobie pozwolić nawet na chwilę spoczęcia na laurach, bo wie, że tragedie czyhają na nich na każdym kroku!

Urodzony: w Klanie Rzeki.
Pochodzenie: nieznane


Historia: Ich bliska relacja zaczęła się już w kociarni, gdzie Słony Wiatr, wtedy jeszcze Sól, szybko zorientował się, że jego młodsza koleżanka z Chruśniaka nieco różni się od reszty kociąt. Nawet z jej czuwającymi rodzicami niemal nieustannie robiła sobie krzywdę albo gubiła się w obozie, ba, raz nawet, zupełnie niechcący, wyszła z obozu! Młody kocurek szybko zaczął martwić się o bezpieczeństwo sympatycznej i dobrodusznej kotki, przez co zaczął trzymać się bliżej niej, z nadzieją, że dzięki temu uda mu się uchronić ją chociaż trochę od ewentualnych problemów i będzie w stanie nauczyć ją, jak sobie radzić w życiu. Przynajmniej odrobinę. Było jednak ciężko i cierpliwość Soli była wystawiana nieustannie na poważną próbę. Nie przeszkadzało mu to jednak w żaden sposób, wręcz przeciwnie. Szybko przyzwyczaił się do towarzystwa wesołej Żołądź i polubił spędzanie z nią czasu, przez co, jeszcze jako kociaki, zaczęli być praktycznie nierozłączni. Sama kotka była bardzo wdzięczna swojemu starszemu koledze na opiekę, jaką ten nad nią roztaczał, martwiła się jednak nieustannie o to, że sprawia mu tym problemy albo go męczy, przez co jest samoocena z czasem zaczęła delikatnie podupadać, by w końcu z czasem całkowicie się rozpaść.
xxxxxGdy oboje zostali terminatorami, przed Słoną Łapą, poza treningiem i próbą uchronienia Żołędziowej Łapy od zrobienia sobie krzywdy, zostało postawione kolejne wyzwanie. Mianowicie pomoc w odbudowaniu żałosnej, rozbitej samooceny swojej przyjaciółki. Nie było to łatwe zadanie, zwłaszcza, gdy musiał je połączyć z oddzielnymi treningami i nowymi obowiązkami terminatora Klanu Rzeki. Słona Łapa jednak nie narzekał, zamiast tego po prostu zmusił się do pracowania więcej i ciężej od pozostałych uczniów w jego wieku. Na początku jednak jego starania nie przynosiły prawie żadnych rezultatów. Żołędziowa Łapa, od kiedy wyszła z Chruśniaka i dołączyła do stałego Klanowego życia miała jeszcze więcej problemów, niż wcześniej. W dodatku kotka doskonale wiedziała, że jej problemy wynikając z jej samej - nie jest to niczyja wina, poza nią i tylko nią. To ona się myliła, to ona zapominała, to ona się przewracała. A podczas patroli, treningów, polowań i innych spraw nie była w stanie mieć swojego czuwającego nad nią towarzysza nieustannie, wręcz przeciwnie - ich ścieżki coraz częściej musiały się mijać. Co doprowadziło do lekkiego kryzysu w ich młodej przyjaźni.
xxxxxZestresowana Żołędziowa Łapa zaczęła nieco świadomie nieco nieświadomie sama odsuwać się trochę od swojego kolegi, martwiąc się, że swoim zachowaniem i niekompetencją sprawia mu dużo problemów i odciąga jego uwagę od faktycznego treningu, marnując jego czas i siły. Słona Łapa oczywiście się z tym nie zgadzał i z całej siły próbował to kotce uświadomić, ta jednak zaczęła go unikać, próbując z całych sił radzić sobie samej i samej naprawiać wszystko to, co zepsuje. A to prowadziło tylko do coraz większych tragedii i obsuw w jej, już i tak niezbyt owocnym, treningu. Słona Łapa jednak się nie poddawał. Danie za wygraną i porzucenie przyjaźni z kotką, na której mu szczerze zależało, nie leżało w jego upartej naturze, dlatego księżyc w księżyc starał się udowodnić Żołędziowej Łapie, że w niej samej nie ma nic złego i zasługuje na przyjaciół, miłość i szczęście tak, jak każdy inny kot. Nie było to łatwe, ale jego starania z czasem zaczęły przynosić pewne efekty, i terminatorka znów coraz częściej się uśmiechała i z większym zapałem podchodziła do swoich obowiązków, które w pewnym momencie niemal całkowicie porzuciła.
xxxxxPrawdziwy przełom w ich, wciąż nieco burzliwej, relacji, nastał jednak pod koniec treningów dwójki kotów. Było to podczas jednego z polowań, na które udali się razem wraz z jednym z wojowników. Polowali w okolicach Ptasich Krzewów, gdy Żołędziową Łapę, próbującą pochwycić rudzika, wytropił błąkający się wolno pies. Kotka zaczęła uciekać, próbują ratować swoje życie, była jednak między krzewami, a jakiekolwiek drzewa, na które mogła uciec, były dopiero kawałek dalej. Pies już prawie miał ją w swoich szczękach, gdy na ratunek rzucił jej się Słona Łapa, bohatersko atakując pysk przeciwnika i próbując odciągnąć go od przyjaciółki. Pies zamiast na kotkę kłapnął pyskiem właśnie w jego stronę, zaciskając kły na tylnej części jego grzbietu i odrywając spory kawałek skóry. Na szczęście wtedy przybył wojownik, który polował wraz z dwójką terminatorów, oraz hałas zawiadomił patrol przechodzący po okolicznej granicy. Grupce wojowników udało się skutecznie przegonić psa z terenów Klanu Rzeki, ratując w ten sposób życie i Żołędziowej Łapie i Słonej Łapie.
xxxxxRana na grzbiecie młodego kocura jednak wcale się chciała się tak ładnie goić, wręcz przeciwnie. Wdała się infekcja, a Słona Łapa spędził niemal dwa księżyce w Królikarni, z gorączką i dreszczami, walcząc o swoje życie. Żołędziowa Łapa czuwała przy nim, wdzięczna za ratunek i pełna nadziei, że jej towarzysza uda się jednak ocalić i nie dołączy przedwcześnie do Gwiezdnego Klanu. Być może to siła jego młodego organizmu, może modlitwy terminatorki, może umiejętności medyka, może czyste szczęście a może każdy z tych rzeczy, tak czy inaczej coś poskutkowało i kocur w końcu odzyskał siły i mógł wrócić do treningu, a po niedługim czasie, gdy w pełni odzyskał sprawność, i on i kolorowa kotka zostali wezwani pod Mroźną Skałę gdzie złożyli przyrzeczenie, a przywódczyni obdarowała ich nowymi imionami - Słonym Wiatrem i Żołędziową Cętką. Teraz ich prawdziwe, dorosłe życie miało się dopiero zacząć. Nie mogli już dłużej polegać na swoich mistrzach, musieli zacząć brać sprawy we własne łapy i samym dbać o swoje powinności względem Klanu Rzeki. Żołędziowa Cętka teraz wiedziała jednak, że ma kogoś na dobre i na złe, kto zawsze będzie przy niej, bez względu na wszystko, dlatego podeszła do nowej roli z dodatkową porcją zapału i werwy. Nawet, jeśli w dalszym ciągu nie było to dla niej proste i jak popełniała błędy wcześniej, tak popełniała je dalej.
xxxxxW zasadzie parą stali się... zupełnie naturalnie. Jeśli oczekiwałeś, czytelniku, jakichś burzliwych wyznań, problemów, dramatów, kłótni, niepewności czy wzdychania z ukrycia - niczego takiego tutaj nie było, muszę cię rozczarować. Związanie się ze sobą i przerodzenie ich przyjacielskiej, opiekuńczej relacji w coś romantycznego było dla tej dwójki tak naturalne jak oddychanie. I tak byli już praktycznie nierozłączni, więc, w gruncie rzeczy, i tak niewiele się w tej materii zmieniło. Już wcześniej wiele kotów miało ich za związek i dziwiło się, że tak nie było i, że zeszli się ze sobą tak późno. A decyzja o kociętach była tylko kwestią czasu. Niedługo później Żołędziowa Cętka zaszła w ciążę i chyba nigdy nie była w całym swoim życiu tak szczęśliwa, jak w tym momencie, gotowa poświęcić całą siebie dla swoich przyszłych kociąt. Od razu poczuła, że to jest to, na czym jej zależy i w czym czuje się dobrze, dlatego już po krótkim czasie po przenosinach do Chruśniaka powiadomiła przywódczynię Klanu, że chciałaby pozostać w niej na stałe, jako matka "na pełen etat". A Słony Wiatr tylko ją w tej decyzji poparł, szczęśliwy, że jego ukochana w końcu odnajduje w Klanie coś, w czym czuje się chociaż odrobinę przydatna i co daje jej radość i poczucie spełnienia. Sam natomiast nie przestał latać wokół niej o każdej porze dnia, pilnując, czy wszystko w porządku i czy niczego jej nie potrzeba... oraz jednocześnie w dalszym ciągu chroniąc ją przed problemami, które sama nieustannie na siebie ściągała.


Jest możliwość wcielenia się w ósemkę kociąt. Kocięta można adoptować przez najbliższe trzy miesiące, aż do osiągnięcia przez miot wieku terminatorskiego. Rozpoczynamy grę jako 1 księżycowy kociak (wiek pod koniec sierpnia: 2 księżyce). W historii obowiązkowy jest zapis, że posiada się siódemkę rodzeństwa z miotu a rodzicami są Żołędziowa Cętka i Słony Wiatr.

Proszę pamiętać, że w pierwszej kolejności miot jest przeznaczony dla NOWYCH użytkowników; w miocie może grać maksymalnie czwórka graczy już posiadających aktywną postać na forum. Rezerwacja miejsca przepada, jeżeli w ciągu tygodnia nie zostanie napisana i wysłana Karta Postaci.

Wszelkie wątpliwości, pytania i zapisy można zamieszczać w tym temacie.


Lista chętnych:
x NiedźwiedźŻbik (już gra)
x Sum (już gra)
x Zboże (już gra)
x Bawełna (już gra)
x Kurdybanek (już gra)
x SzczupakGlon (już gra)
x TrybulaRybka (już gra)
x Serce (już gra)


Kocięta mogą być (kliknij na umaszczenie by zobaczyć przykładowe zdjęcie): Krótkowłose lub długowłose. Czarne, bure, niebieskie, niebieskie pręgowane, czekoladowe, czekoladowe pręgowane, liliowe, liliowe pręgowane, szylkrety (czarno-rude, buro-rude, niebiesko-kremowe, niebiesko-kremowe pręgowane, czekoladowo-rude, czekoladowo-rude pręgowane*, liliowo-kremowe, liliowo-kremowe pręgowane*), rude, kremowe. Jeżeli pręgowane: tygrysie, klasyczne, cętkowane lub ticked. Te oznaczone * są wyjątkowo rzadkie i może być ciężko znaleźć zdjęcia. Kocięta mogą być pozbawione bieli, ale mogą pojawić się białe znaczenia od minimalnych do pokrywających około połowy ciała kota.
Koty z jakąkolwiek ilością białych znaczeń mogą mieć heterochromię (jedno oko niebieskie, drugie w dowolnym naturalnym kolorze). Przypominamy, że kocięta rodzą się z niewybarwionymi oczami, tzn. niebieskimi, a docelowy kolor przyjmują one w wieku ok. 3-5 księżyców. Można wcielić się w kota przypominającego rasę orientalną, zarówno krótkowłosego, jak i długowłosego.
Oo kolejne słodziaczki :3 Może Złocista weźmię jednego na sesje ^^
Pot, dobije 50 na szczypku i pytam się o zgodę :
Można mnie wpisać na listę? I jeśli nie ma chętnych to chciałabym urodzić się jako pierwsza, tak informacyjnie piszę dla innych xd
W miotach NPC nie ma ustalonej kolejności narodzin bo rozpoczyna się grę w wieku 1 ksieżyca, ale jeśli reszta rodzeństwa nie będzie miała nic przeciwko, to nie widzę przeszkód, by uznawać że jakaś postać urodziła się pierwsza.


Dopisuję na listę, może pisać KP!
zgłaszam się
Dopisuję.
poproszę miejsce w miocie :zez:
chciałabym miejsce!! :
lećcie pisać kp :lgbt:
chciałabym zrezygnować:(
Spoko, usuwam :ha:
dziękuję! :
Poproszę jedno miejsce :ha:
Dopisuję :piona:
Stron: 1 2