Wojownicy - Artemida

Pełna wersja: Ukryta Rzeka - Dół
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2
Brzeg Ukrytej Rzeki znajdujący się tuż nad Wysokimi Szuwarami. Wciąż jest tu wiele trzcin i tataraku, ale roślinność jest o wiele rzadsza a sam brzeg nie jest taki wilgotny, przez co miejsce to stanowi dużo wygodniejsze miejsce na polowanie, łowienie ryb lub spędzanie wolnego czasu.
Czy istniała zła pora na polowanie? Och, z pewnością. Dlatego kiedy Tundra uznała, że moment, w którym dopiero zaczyna świtać, a pogoda jest bezwietrzna i sucha, do takich pór nie należy, wyszła z obozu Nowego Świtu mimo panującego chłodu. Wychodzenie na łowy po południu było dość ryzykowne, jako że bardzo szybko robiło się ciemno, dlatego Opoka preferowała rozpoczynać polowanie z samego rana. Zamierzała zanieść kociętom Tsunami kilka myszy, a sama zjeść posiłek na szczycie Świtającej Skały.
Szła powoli wydłuż brzegu, ostrożnie skanując czułymi zmysłami okolicę.
Wyszła na polowanie, z myślą o schwytaniu dla swoich wnuków i córki posiłku. Było wcześnie, owszem. Piszczki dopiero budziły się do życia. Było chłodno, ale nie nazbyt wietrznie, jaśniejącego powoli nieba nie pokrywało wiele chmur co sugerowało, że, może, dziś będzie ładna pogoda. Zamiast deszczu i wichury, dla odmiany.
Tundra szybko wpadła na, cóż - coś. Czy zwierzyna? Nie, raczej nie. W powietrzu unosiła się woń obcego kota, nienależącego do Nowoświtowców oraz zapewne znajoma kocicy woń krwi. W ciszy poranka słychać było niewyraźnie rzężenie i szelest traw nieopodal. Coś się stało.

tundra | lvl: 4 | S: 14 | Zr: 16 | Sz: 4 | Zm: 4 | HP: 85 | W: 45 | prz: 3/3
Poczuła, jak na zapach krwi jeży jej się sierść na karku. Nie była w centrum ziem Nowego Świtu ale mimo tego była na ich terenie. Jeżeli działo się coś złego, musiała to sprawdzić. Napięta i pełna obaw ruszyła w stronę, z której dobiegał zapach.
Wcale nie musiała iść długo. Trawy i trzciny nieopodal szeleściły z każdą chwilą coraz wyraźniej, pod wpływem ruchu jakiegoś stworzenia. Niewyraźne charczenie z każdą chwilą docierało do uszu Opoki coraz wyraźniej i teraz miała pewność, że ranny został kot. A sam widok, gdy znalazła się w miejscu z którego woń i dźwięki dobiegały, zbyt ładny nie był.
Dziwna konstrukcja dwunogów, bez dwóch zdań - dziwny, srebrzysty przedmiot, jakby kij wbity w ziemię, a do niego przywiązane coś na rodzaj pajęczyny, również przezroczysta, srebrna nić. Dużo grubsza jednak, od pajęczyny i dużo stabilniejsza, w pełni napięta, a na drugim końcu, w sidłach złapany biedak, próbujący się z pułapki wydostać.
Pętla zacisnęła się wokół szyi młodego, szarego kota; młodzieniec, dla Tundry pewnie niedoświadczony, nieogarnięty w życiu dorosłym szczeniak. Dziwna pajęczyna wżynała się kocurowi w skórę. Wyrywał się w panice, próbując przerwać linkę; był ranny. Krwawił, ledwo oddychał, rzęził niewyraźnie i, widząc Tundrę, nawiązał z nią kontakt wzrokowy. Zielone ślepia błagały o pomoc.

tundra | lvl: 4 | S: 14 | Zr: 16 | Sz: 4 | Zm: 4 | HP: 85 | W: 45 | prz: 3/3
Teraz już wiedziała, że jej serce słusznie waliło, jak szalone. Słusznie się bała, a mimo tego, że widziała w życiu wiele, widok umęczonego, niemal umierającego kocurka, zszokował doświadczoną kocicę. Przez dwa uderzenia serca patrzyła na niego, oszołomiona, jakby neurony potrzebowały tak dużo czasu na przekazanie informacji do jej mózgu.
- NIE RUSZ SIĘ - nakazała głośno bardzo stanowczym, nieznoszącym sprzeciwu. Przede wszystkim muszą postarać się zapobiec powstawaniu kolejnych uszkodzeń jego ciała. Żeby to się stało, kocur musi przestać się wiercić. Kiedy już znieruchomiał (chyba że nie znieruchomiał to wtedy po prostu ot tak) podeszła do niego i rozpoczęła próbę odplątania młodego kota z ostrej pajęczyny. Starała się działać ostrożnie i powoli, przede wszystkim nie poranić samej siebie.
Podziałało.
Młodzik natychmiast cały zesztywniał, poruszając jedynie łapami w spazmach bólu. Ledwo oddychał, krew ciekła mu z pyska, z nosa. Pętla owinięta ciasno wokół jego szyi nie zdawała się luzować nawet, gdy przestał się szarpać; białe futerko na jego szyi, karku, zostało splamione krwią. Tundra szybko wkroczyła do akcji i zapewne tym uratowała kocurowi życie.
Opoka szarpała żyłkę w zębach, nie bez uszkodzenia samej siebie. Czuła na języku smak własnej krwi, zaczęły boleć ją dziąsła (-5hp), ale nie uszkodziła się... zbytnio. Za to po chwili linka puściła z trzaskiem, a młody kocur mógł odetchnąć, i od razu to zrobił. Nie podniósł się, nie miał na to siły, ale... cóż, żył. Dzięki Tundrze.

tundra | lvl: 4 | S: 14 | Zr: 16 | Sz: 4 | Zm: 4 | HP: 85-5=80/85 | W: 45 | prz: 3/3
Udało jej się. Mimo, że z pyska do gardła i na białą szyję ciekła jej krew, czuła zadowolenie z samej siebie. Serce wciąż biło, jak oszalałe a ona nie wiedziała, co teraz zrobić z tym kocurem. Patrzyła na niego przez jakiś czas, w ciszy. Zamrugała powiekami.
- Jak się nazywasz? Jestem Tundra, a ty jesteś na terytorium Nowego Świtu. - powiedziała twardym tonem, prawie tym samym, którym przemawiała do niego wcześniej. Dalej myślała o tym, co ma z nim zrobić.
Młody kocur chyba nie miał faktycznego pojęcia, gdzie się znalazł. Jedyne, czego był w pełni świadom to tego... że żył. I to było dla niego najważniejsze, gdy po chwili spróbował dźwignąć się chociaż do pozycji siedzącej na przednich łapach. Łapał powietrze chciwymi haustami, ślinił się i pluł krwią, ale żył. Dyszał, patrzył rozbieganym wzrokiem na własne łapy i Tundrę naprzemiennie. Teraz jego oczy zdawały się być bardziej złote niż zielone, zaszklone.
- Cy-ryl - wyrzęził niewyraźnie, plując krwią i po chwili wylizując pysk. -Je-stem Cyryl - kolejny wdech. - ... dzię... kuję.
- Dasz radę iść? Znam kogoś, kto może ci pomóc. - powiedziała, myśląc o Fairy’m. Trzepnęła ogonem i przeniosła wzrok w nicość. - Potem wyjaśnimy ci, czym jest Nowy Świt i zdecydujesz, czy chcesz zostać. - dodała, tym razem nieco bardziej do siebie, niż do niego, a jednak tak głośno, by mógł to usłyszeć. Przyszło jej też do głowy, że powinni zabezpieczyć jakość to, co było powodem ran Cyryla. Przez chwilę rozglądała się dookoła, nie wiedziała co z tym zrobić. Jedyne, czego była pewna to to, że nie może tu tego zostawić. - Muszę to zakopać. - jak powiedziała, tak zrobiła, zakopała krwawe narzędzie tak, jakby to zrobiła w przypadku zwierzyny.
Nie odpowiedział - ale kiwnął głową w odpowiedzi. Zajęło mu to chwilę, aby był w stanie faktycznie się podnieść na wszystkie cztery łapy i zaraz się okazało, że w młodym wieku był już nieco wyższy od Tundry. Cyryl wciąż oddychał ciężko, kręcił się w miejscu przez chwilę... i finalnie zupełnie nieświadomie, na kilka chwil, oparł się bokiem o bok starszej kocicy.
Ale zaraz znowu się wyprostował, gotowy, i chyba naprawdę chętny do drogi. W rzeczywistości Cyryl niewiele rozumiał z tego, co się dzieje, ale nie chciał umierać i być może właśnie z tego powodu postanowił zaufać Tundrze. W końcu ocaliła mu życie, jeśli znała kogoś, kto mógł mu pomóc - pójdzie za nią.
Cieszyła się, że był w stanie chodzić. Przyprowadzanie w to miejsce Fairy'ego wraz z ziołami, znajdowanie dla kocura bezpiecznego miejsca na czas potrzebny do odzyskania możliwości samodzielnego poruszania się; to wszystko było o wiele bardziej skomplikowane niż zwyczajne zabranie kocura do obozu jako Nowicjusza i tam wyleczenie jego ran.
Ruszyli więc razem dość spokojnym krokiem w stronę Świtającej Skały, gdzie jak miała nadzieję Tundra, znajdował się medyk, gotowy pomóc potrzebującemu kotu. Opoka zostawiła go tam, najpierw wyjaśniwszy liliowemu radnemu, co się stało.

Sama wróciła do dolnej części Ukrytej Rzeki by kontynuować polowanie. Od momentu, kiedy o świcie czekoladowa wyruszała na polowanie, minęło już sporo czasu i niebo prawie docierało już do szczytu swojej wędrówki (która o tej porze roku była dość krótka).
Wznowiła szukanie zwierzyny, licząc na brak niespodzianek.
Odstawiła Cyryla w bezpieczne miejsce, zostawiła go pod opieką medyka - a potem powróciła w to samo miejsce, szukając zwierzyny.
I znalazła, bo coś zainteresowało się plamą krwi pozostawioną przez szarpiącego się w sidłach Cyryla. Pomiędzy szuwarami Tundra mogła zauważyć sporą, ciemną wronę.

tundra | lvl: 4 | S: 14 | Zr: 16 | Sz: 4 | Zm: 4 | HP: 80/85 | W: 45 | prz: 3/3
Opoka zareagowała błyskawicznie. Od razu ugięła łapy, by przejść do pozycji łowieckiej. Jej brzuch znalazł się blisko ziemi ale w żadnym stopniu nie dotykał. Czekoladowa zadbała o to, by jej głowa, kręgosłup i ogon znalazły się w jednej linii, a ogon nie poruszał się zbyt gwałtownie by jego ruch nie zwrócił uwagi zwierzęcia. Upewniła się, że podchodzi do ptaka pod wiatr, a na jej drodze nie znajduje się nic, co nadepnięte przestraszy wronę. Starała się chować za obiektami, jeżeli miała taką możliwość, a także zastygała w bezruchu, kiedy miała choćby najmniejsze podejrzenie, że opierzona może spojrzeć w jej stronę. Kiedy znalazła się odpowiednio blisko, skoczyła w jej stronę. Chcę go uśmiercić możliwie jak najszybciej. Próbowała złamać jej skrzydło łapami, a zęby usiłowała zacisnąć na szyi zwierzęcia.
Bezbłędnie. Opoka zakradła się do popielatego ptaka bezbłędnie, nie zwracając na siebie uwagi nawet na chwilę - wrona nie zorientowała się, co ją dopadło. Bardzo nagle urwał jej się film, zwiotczała w szczękach Wielkiej Matrony. Trzask. Kurtyna.

+ 15exp

tundra | lvl: 4 | S: 14 | Zr: 16 | Sz: 4 | Zm: 4 | HP: 76/85 | W: 35-3=32/45 | prz: 3/3

staty przepisane z tego bicia łąbędzia z artemem, i co, chyba kończymy?
Stron: 1 2