To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Leśne Ostępy - Pierzasty Las

Chrząszczowa Łapa - 2019-02-01, 12:54

Chrząszcz z polowania nie był orłem. Zwykle jego zdobycze były szczęśliwym trafem. Najwyżej teraz kiedy jest jej mniej. A jak już jest, to płochliwa. W lecie piszczki są bardziej rozleniwione, jest ich dużo i złapanie jednego nie jest żadnym trudnym zadaniem. Więc srebrny, preferujący walkę (która i tak od dawnego nie ćwiczenia nie szła mu dobrze) podczas zimy głodował. Rzadko w łapy wpadło mu coś większego. Więc gdy zmęczony po prostu leżał, zamiast podnieść się i iść dalej. Może to i dobrze, bo, właśnie gdy tak żałośnie użalał się nad myszą, usłyszał kroki. Obrócił głowę, a tam — brązoworuda kotka, z białymi znaczeniami, niebieskich oczach. Krogulec. Wstał natychmiast. Poszła po niego? Po kiego grzyba? A ona się przywitała.
- Cz-cześć, Krogulec - odparł na jej słowa, po czym usiadł i owinął się ogonem. Chrząszcz raczej posługiwał się krótkim, kocięcym mieniem, jednak dla siebie nadal był Chrząszczowym Brzuchem.
Dalsza wypowiedź Krogulczej, cóż, zdziwiła go. Nie spodziewał się pochwał za swoje zachowanie, raczej skarcenia. Po co innego miałaby tu przychodzić? A tu, szylkretka niespodziewanie mu dziękuje. Mrugnął kilka razy zaskoczony. Po chwili odrzekł niepewnie:
- Nie...ma za co, naprawdę. Ja po prostu nie mog-głem żyć ze świadomością, że ktoś z mojego...znaczy, mojego dawnego klanu przegrywa z drapieżnikiem, a czuć było krew.
Krogulec rzuciła u jego stóp królika, na co srebrny zastrzygł uszami i spojrzał nieśmiało na kotkę.
- Dzię...kuję. Bardzo. - wymamrotał, patrząc na nią z wdzięcznością. Nie spodziewał się również, żeby ta zdobycz była dla niego. A jednak córka Traszki upolowała coś dla pręgusa.

Krogulczy Szpon - 2019-02-07, 14:30

Zawsze podczas Pory Nagich Drzew było ciężko o zwierzynę. Chrząszcz mógł nie pamiętać swojej pierwszej zimy, ale był wtedy niewielkim kociakiem, który ledwo się urodził i wyściubił nos z kociarni. Nie było więc w sumie w tym nic dziwnego, że nie wiedział, w jaki sposób zachować się podczas, gdy krainę ogarniał śnieg, a zwierzyny było coraz mniej.
- Nie dziękuj tylko jedz. Wyglądasz jak chodzące sto nieszczęść – mruknęła w odpowiedzi na jego podziękowania, nie reagując też na wyjaśnienia w kwestii tego, dlaczego zdecydował się wkroczyć na tereny Klanu Cienia i pomóc jej siostrzenicy, pomimo że mogło grozić mu za to ścięcie głowy.
- Wiesz, Grzmiącą Łapę wygnali z klanu za to, że nie mogła się dostosować. Możesz próbować ją odnaleźć i zaproponować współpracę. Zawsze to w grupie jest łatwiej przeżyć mrozy – powiedziała, mrużąc oczy i obserwując reakcję srebrnego. Jak zareaguje na wieść, że kocica, za którą nadstawiał karku została wygnana? Jednocześnie Krogulec chciała zapewnić Ryk chociaż trochę pomocy, a nie mogła sobie pozwolić na zbyt długie wyprawy. Miała wciąż wrażenie, że wszyscy patrzą jej na łapy.
- I jak ci w ogóle idzie samotne życie? Znalazłeś swojego ojca? – zagadała, chcąc się nieco więcej dowiedzieć na temat Motylego Lotu, który, bądź co bądź, był jej przyjacielem, a zniknął równie niespodziewanie co pewna część klanu.

Chrząszczowa Łapa - 2019-02-11, 19:40

Nigdy wcześniej nie przeżywałem zimy. Znaczy, urodziłem się wtedy, jednak wtedy byłem jeszcze małym brzdącem. Nie polowałem, nie musiałem sam się sobą zajmować. A wewnętrznie przecież ciągle byłem dzieciakiem. Niedojrzałym, beztroskim, wybuchowym. Potrzebującym mentora, wzoru, za którym mógłbym podążać. W klanie miałem Olchę. Starałem się kisić w sobie wybuchy złości czy smutku, uwalniając je w samotności. Czasami nawet nie. Po prostu blokowałem je, a emocje opadały i nie musiałem wychodzić na jakieś odludzia. A teraz...teraz mam zabłocone, mokre łapy. Wszystko mnie boli, jest mi zimno. A jednak muszę nadal tak funkcjonować. Brakuje mi opieki, jaką mi zapewniał Klan Cienia. Rodzina. Przyjaciele.
Sto nieszczęść? Możliwe. Nigdy nie zwracałem większej uwagi na to, jak teraz wyglądam. A jednak byłem mokry, brudny i do tego przeraźliwie chudy. W porównaniu z Krogulec, rzeczywiście, można mnie tak nazwać.
- Pewnie tak - odparłem, po czym ugryzłem kęs zwierzyny. Normalnie rzuciłbym się na nią jak jakiś dzikus, ale skoro już rozmawiam z wojowniczką, wolałem zachować jakąś kulturę.
- Och - wymamrotałem na wiadomość o Grzmiącej. - Szkoda, wyglądała na kogoś, kto wyrośnie na silnego wojownika. Ale...nie, raczej nie mam zamiaru jej szukać. Właściwie to planuje tu zostać - wytłumaczyłem, omijając jednak sprawę Olchy. Który zabronił mi przekraczania granic. Ech...mam nadzieję, że szylkretka nic nie powiedziała klanowi. Chociaż to mało możliwe, przecież jest samotnikiem, a wlazł sobie na cieniste tereny jak jego.
Ojca? Czyli Krogulec wiedziała, skądś, że mam nieklanowe pochodzenie. Nie było to celem mojego odejścia, a nawet nie wiem, kto nim jest, więc nie miałem jak go rozpoznać. W końcu Motyl został w klanie, więc pytanie Krogulczej byłoby bez sensu...chyba że ten ptasi móżdżek po niego poszedł. W każdym razie go też nie spotkał.
- Nie, i nie miałem też takich chęci - odpowiedziałem więc, nie określając, o którego ojca chodzi. W każdym przypadku była to poprawna odpowiedź.

Krogulczy Szpon - 2019-02-12, 12:28

Krogulec nadal miała dość atletyczną sylwetkę, pomimo że ostatnio sobie odpuściła. Dużo mniej pracowała dla klanu, woląc skupić się na odchowaniu kolejnych kociąt. Przy nich nie popełniała już tyle błędów rodzicielskich i zamierzała im dać szczęśliwe lata życia przed tym, jak zostaną mianowane.
- W porządku - odpowiedziała ze wzruszeniem ramionami na odpowiedź, ze srebrzysty zamierza tu zostać. W lesie łatwiej było znaleźć zwierzynę niż gdziekolwiek, gdzie by się nie wybrał. Zawsze to może złapać jakąś ospałą wiewiórkę, która zeszła z drzewa w poszukiwaniu czegoś do jedzenia czy zająca, który byłby zbyt słaby, żeby uciekać. Ale widocznie srebrzysty kocur miał dość spore problemy ze znalezieniem zwierzyny, pomimo wyszkolenia przez Porannego Szrona.
- Szkoda. W pewnym momencie bez słowa opuścił klan i tyle go widziano - powiedziała, wzdychając przy tym cicho. Nieco brakowało jej dawnego przyjaciela, który zawsze był niepoprawnym optymistą, ale z tego, co go obserwowała to dojrzał odkąd pierwszy raz się spotkali. Szkoda, że pozostawił swoich terminatorów i resztę rodziny w klanie. W końcu, Ćma oraz Ważna nadal w klanie istniały, podobnie jak Modliszka.
- No, chyba będę się już zbierać - stwierdziła w pewnym momencie, rozciągając nieco zastane mięśnie. Rozmowa się przedłużała, a Krogulec powinna wracać do siebie. Szczególnie, że rozmowa niezbyt się kleiła.

Chrząszczowa Łapa - 2019-02-12, 18:05

Cóż, byłem trenowany przez Porannego Szrona. Jednak w klanie prócz tego, co łapiesz sam, masz stos — cały system stworzony tak, by nikt nie głodował. Ja zaś jestem sam, wychudzony i słaby. Nie należę do kotów, które wolą samotność. Czasami lubię być na osobności, lecz na dłuższą metę potrzeba mi towarzystwa. Mam lepsze samopoczucie, czuję, że mam po co żyć. Trudno starać się na polowaniu, jeżeli nie masz dla kogo łapać zwierzyny...
- Opuścił klan? Mhm - odpowiedziałem szybko. Odszedł? Po co. Miał tam rodzinę, dobre warunki. Wątpię, by chciał mnie szukać, ma jeszcze sześć innych bachorów. Które lubią go bardziej niż ja. Oddaliliśmy się od siebie, nasze relacje uległy zmianie. Nie widziałem i nadal nie widzę w nim ojca, a on zapewne we mnie syna. Przecież oboje doskonale wiemy, jak jest.
- Och, tak szybko? - zapytałem. Bądź co bądź, Krogulec to towarzystwo. Znowu zostanę sam. Wśród drzew, kamieni, krzewów. Znów nie będę mógł spać, czując, jak gdyby niebo spadało mi na głowę. Znowu głowa będzie płatać mi figle, osłabiona głodem, zimnem i samotnością. Czy to już szaleństwo? - A...właśnie. Nie wiem, czy to zrobiłaś, ale jeśli nie...proszę, nie mów nikomu, że wszedłem na wasze tereny. To dla mnie, yy, ważne, tak, ważne. Proszę. - dodałem. W końcu Olcha kazał mi za nic nie wchodzić poza granice. Jeżeli już o tym wie, moje szanse na powrót są przekreślone. I po co ja to robiłem, jeżeli Grzmiąca i tak została wyrzucona? Czemu w ogóle tak myślę, to jak cieszenie się z czyjeś śmierci... Czy to wszystko naprawdę aż tak mota mi w głowie?

Krogulczy Szpon - 2019-02-15, 12:14

- Ale nie tylko on. W sumie, prócz waszej dwójki zniknął też Żuczy Grzbiet, Osia Łapa, Pchla Łapa... A reszty też zbyt często nie widuje, a przebywam w obozie sporo - odpowiedziała mruknięciem, dzieląc się może nieco poufnymi informacjami, ale srebrzysty powinien wiedzieć, kto z rodziny się ostał. W końcu, to są jego krewni.
- Tak. Muszę wracać do dzieciaków, bo mi Mrówczy Kopiec urwie w końcu głowie - zażartowała, uśmiechając się lekko i wydając z siebie cichy, krótki chichot. Po śmierci Ostrego Ciernia i zaginięciu Łaciatej Skóry nie miała zbyt dużo opcji, komu dzieci podrzucać. Wiewiórowi nie będzie sprawiać takiej przyjemności, a czarna szylkretka była jedyną sensowną opcją, razem z Drapiącym Gardłem. I przy okazji może to pomóc uporać jej się z problemami, jakie zwaliły się siostrze na głowę przez wygnanie Ryk.
- Do tej pory nie powiedziałam i nie powiem. W końcu, nie miałeś chyba złych zamiarów, co? - mruknęła nieco niższym tonem, mrużąc przy tym lekko podejrzliwie oczy. Poza tym, w jakim celu miałaby gnębić terminatora Porannego Szronu, skoro i tak miał już ciężko w życiu? Wystarczy spojrzeć na niego i widać obraz nędzy i rozpaczy.
- A w ogóle, będziesz wracał do klanu? - zapytała na odchodne, podnosząc już swoje cztery litery z ziemi i szykując się do odwrotu w kierunku rodzimych terenów.

zt

Płomykówkowy Lot - 2019-03-14, 00:21

Patrol, patrol, znów samotny patrol... tsk tsk, jednak nie tym razem. Akurat tego dnia Płomykówka o dziwo wcale nie była sama, choć na to mogło właśnie wyglądać. Faktycznie w pobliżu nie było widać żadnego kota poza nią, kiedy szła wzdłuż Czarnego Ogona i dokładnie doglądała granicy. Ta tutaj nie była taka ciężka do doglądania, w końcu od terenów niczyich klan Cienia oddzielała woda, jednak Płomykówka wolała mieć pewność, że nie kręciły się tam żadne podejrzane typki. I naprawdę wyglądało na to, że tak jak zwykle była samotna. A jednak wcale nie do końca, bo w niedalekiej odległości kręciła się Łasicze Futerko, najpewniej polując. Wcześniej tego dnia zaczepiła pointkę w obozie i spytała, czy ta może nie chciałaby się z nią udać na polowanie, a za namową Płomykówki zdołały to połączyć w spacer wzdłuż granicy. Chociaż matka wojowniczki była nieco oddalona, umówiły się, że będą szły w konkretną stronę, dość blisko siebie, żeby w razie jakichkolwiek pilnych spraw móc siebie nawzajem zawołać. Dlatego rudo-kremowa nie przejmowała się za bardzo, nawet jeśli jej mama znikała gdzieś trochę dalej za drzewami. Robiła to, co do niej w tej chwili należało: obserwowała granicę. I tak właśnie zbliżała się do miejsca, w którym Czarny Ogon zataczał łuk. Gdzieś po drugiej stronie rozciągał się Pierzasty Las, ale obecnie mało ją to interesowało. Wyczuła słabą woń, inną niż woń Cienia, a chwilę później dostrzegła, że kilka długości ogona na ukos od niej, po drugiej stronie granicy, ktoś siedzi. Jakaś mała puchata kotka o ładnym kremowo-szarym futerku z odrobiną bieli. Wyglądała tak, jakby na kogoś czekała. Płomykówka natychmiastowo przyspieszyła kroku, już po chwili stając na przeciw nieznajomej. Z tym tylko, że po drugiej stronie rzeki.
Ty – odezwała się głębokim głosem, patrząc wprost na nią. Zwykle nie przepadała za zaczynaniem rozmów, choć ostatnio uległo to poprawie, ale skoro ta samotniczka siedziała im przy granicy i wyglądała, jakby miała jakąś sprawę, to chyba wypadało się tym zainteresować. – Czekasz na kogoś – dodała po chwili milczenia, typowym dla siebie ni to pytaniem, ni stwierdzeniem. No proszę, proszę. Co cię sprowadza na granicę z klanem Cienia?

/może zwyczajnie jestem ułomna, ale nie mogłam znaleźć wolnego tematu na granicach/terenach Cienia, więc wbiłam tu. zapraszam Modraszkę uwu

Brzozowa Łapa. - 2019-03-14, 21:25

Modraszka naprawdę bardzo się cieszyła, że udało jej się odnaleźć klan Cienia. Nie zrobiła tego sama bo pomógł jej w tym nowy przyjaciel, którego poznała na osiedlu... Ale to nic! Nawet jeśli był tym tak zwanym pieszczochem to kremowo-niebieskiej czy też jak kto woli niebiesko-kremowej, wcale to nie przeszkadzało, bo był dla niej bardzo miły i pomógł jej się w miarę dostosować do życia u dwunogów. Oczywiście nie chciała tam zostać na wieczność ale jakoś musiała tam przetrwać, no nie? Chociaż wcale nie było to trudne, bo na każde zawołanie kicie dostawały jedzenie lub zabawki.
Tak więc usiadła po drugiej stronie rzeczki, aby zaczepić najbliższy patrol i... Nie musiała długo czekać, bo już za chwilę jej oczom ukazała się kotka, i to nie byle jaka! Modraszka nawet nie zauważyła kiedy jej mordka otworzyła się z wrażenia. Była naprawdę ładna! Wyglądała prawie jak Szczur, tylko taki wyższy, trochę grubszy, z długim futrem i zamiast szarego miał rudy kolor, a na dodatek był kocicą! Niedoszła terminatorka potrząsnęła głową aby wyrzucić z niej obraz porównujący tego wariata do rudej pointki i spojrzała w jej niebieskie oczy.
- Ja! - niemal natychmiast krzyknęła słysząc 'ty', po czym skarciła się w myślach za ten głupi odruch. Przecież musi wywołać na kotce dobre wrażenie, halo! Nie mogła pozwolić na to żeby taka ślicznotka jej nie lubiła - Znaczy... Tak - poprawiła się szybko - Czekam na patrrol klanu Cienia, a ty chyba w nim jesteś, prrawda? Chciałabym porrozmawiać z Wężową Gwiazdą. Kilka księżyców temu po mojej cerremonii wybrrałam się na spacerr wzdłuż grranic, tylko trroszeczkę się zgubiłam i złapali mnie dwunodzy. Chcę wrrócić do klanu.

Płomykówkowy Lot - 2019-03-14, 22:16

Powstrzymała mimowolny odruch w postaci chęci wywrócenia oczami, kiedy usłyszała jej entuzjastyczny okrzyk. Hę? Tak, widzę, że właśnie ty. W ogóle cały ten podekscytowany krzyk trochę ją zdziwił, bo ona rzadko kiedy mówiła głośno i raczej starała się tego unikać. Najwyraźniej jednak koty potrafiły być zupełnie różne, a po tej tutaj mogła się w sumie spodziewać wszystkiego. Widocznie była typem entuzjasty, huh. Zaraz jednak się zreflektowała i poprawiła, odpowiadając jej na połowiczne pytanie, a więc może mimo wszystko była dość porządna. Nawet jeśli właśnie siedziała sobie nad rzeką przy granicy spory kawałek od jakiejś przeprawy. Zastrzygła uszami, kiedy usłyszała, że kotka czeka na patrol i chce porozmawiać z Wężową Gwiazdą. I tu pojawił się problem, bo chociaż Płomykówka faktycznie była na jako-takim patrolu, kompletnie kotki nie kojarzyła przez swój długi pobyt w lecznicy. Co jeśli kremowo-szara próbowała ją oszukać? Z drugiej strony wcale nie zdawała się niebezpieczna, a poza tym grzecznie czekała za granicą. Gdyby miała sprawiać zagrożenie, być może już weszłaby na ich tereny, a poza tym przywódca na pewno ją pozna, jeśli faktycznie tak było, prawda? Odchrząknęła.
Rozumiem – rzuciła, po czym odwróciła na chwilę głowę do tyłu. – Mamo? – zawołała, mając nadzieję, że Łasice Futerko naprawdę jest gdzieś w pobliżu. I faktycznie, bo po jakiejś chwili ciszy zjawiła się na miejscu. Rudo-biała na szczęście Modraszkę poznała i po krótkiej wymianie zdań zgodziła się pójść do obozu, żeby zawiadomić Wężową Gwiazdę. Do czasu jej powrotu Płomykówkowy Lot miała zamiar zostać i popilnować kotki. Znów zostały więc same. – Jak udało ci się uciec? – spytała. W sumie z ciekawości, bo dotarło do niej, że nigdy nie spytała o to na przykład Nocnej Wichury, a mogła być to wiedza całkiem przydatna.

Brzozowa Łapa. - 2019-03-14, 23:46

Uśmiechnęła się wdzięcznie do klanowej kotki, gdy ta zawołała Łasicze Futerko, aby poszła po Wężową Gwiazdę. Już mało dzieliło ją od ponownego spotkania z rodzicami, rodzeństwem... Tak bardzo za nimi wszystkimi tęskniła! Oprócz tego chciała znowu poczuć jak to jest spać w miękkim mchu, bawić się z rówieśnikami czy też w końcu zacząć swój trening. Pewnie jej rodzeństwo już dawno wyrosło na wspaniałych wojowników i tylko ona została sama z rangą terminatora, a przynajmniej właśnie tak jej się wydawało, bo niby co innego mieli robić? Przecież nie mogli tak o zniknąć.
Z zamyśleń wyrwało ją pytanie pointki. Modraszka zmarszczyła pyszczek i zaczęła nerwowo wymachiwać puchatym ogonkiem. Powinna powiedzieć że pomógł jej pieszczoch? Czy to nie byłoby niezgodne z kodeksem wojownika? Serduszko szylkretowej zaczęło szybciej bić. Przecież nawet go nie przerobiła! Nie miała kiedy! Wzięła głęboki wdech i cicho wypuściła powietrze. No nic, najwyżej wyrzucą ją z granicy i nie pozwolą wrócić do klanu Cienia, pff, drobnostka.
- Pomógł mi w tym pieszczoch, z którrym mieszkałam w domu dwunogów. Tam na osiedlu - wyciągnęła łapkę w stronę, z której niedawno przyszła - Po krrótkim czasie szybko załapaliśmy kontakt i się zaprzyjaźniliśmy, więc tak jakoś wyszło, że zgodził się pomóc mi uciec - dodała nieśmiało, patrząc gdzieś w bok.

Płomykówkowy Lot - 2019-03-16, 13:59

Czekała. Obserwowała reakcję kotki na swoje pytanie, jednocześnie zastanawiając się, co właściwie mogła ona oznaczać. Widać było, że chyba trochę się zdenerwowała, ale to jeszcze nic nie oznaczało. Mogła na przykład kłamać, owszem, ale równie dobrze mogła po prostu się stresować tym, że wraca do domu, czy coś. Szczególnie że ogólnie reagowała w dość ekspresyjny, rozemocjonowany sposób. Poza tym... skoro faktycznie wracała do klanu, chyba musiała się trochę tym wszystkim przejmować. Nerwy i tak dalej. Płomykówka zastanawiała się, jakby to musiało być – tak wracać do domu, z nie do końca wiadomym skutkiem. Gdyby w ogóle miała taką sytuację, pewnie również by się denerwowała. Jak przy składaniu przysięgi czy na moment przed ceremonią na terminatora. Kiedy Modraszka w końcu odpowiedziała, pokiwała lekko głową.
Rozumiem – mruknęła cicho, a potem zamilkła na dłuższą chwilę. – Przy okazji, nazywam się Płomykówkowy Lot – przedstawiła się, bo podejrzewała, że jak ona jej nie kojarzyła, tak pewnie Modraszka nie kojarzyła i jej. Jak dobrze, że w pobliżu była akurat Łasicze Futerko, która orientację miała większą. Potem rudo-kremowa już się nie odzywała, a jedynie siedziała, uważnie obserwując pointkę i czekała na pojawienie się Wężowej Gwiazdy. Czy też Łasiczego Futerka z wieścią, że przywódcy nie mogła znaleźć, ale oby nie.

Wiewiórczy Ogon - 2019-03-18, 17:56

Gdy Łasicze Futerko poinformowała Wężową Gwiazdę o powrocie Modraszki, ten natychmiast polecił swojemu zastępcy, by udał się w miejsce, gdzie zaginiona się znajduje. Długo nie zwlekając, rudzielec ruszył w wyznaczone przez wojowniczkę miejsce i ujrzał tam Płomykówkowy Lot wraz z wcześniej wspomnianą kotką. Podszedł do nich powolnym, acz dostojnym krokiem i kiwnął swojej byłej uczennicy w geście przywitania.
- Wężowa Gwiazda jest zajęty i nie mógł zjawić się tu osobiście, dlatego przysłał tu mnie. Witaj w klanie, Brzozowa Łapo - rzekł, patrząc na niebiesko-kremową córkę Wrzosowej Ścieżki, po czym ruszył w kierunku obozu. - Udamy się jeszcze do przywódcy, abyś osobiście mogła z nim porozmawiać - mruknął jeszcze, po czym zamilkł, do końca już maszerując w ciszy. Wykonał swoje zadanie, koniec.

zt?

Brzozowa Łapa. - 2019-03-19, 18:06

Odetchnęła z ulgą, kiedy kocica nie zaczęła na nią krzyczeć za to, że przyjęła pomoc od pieszczocha. Najwyraźniej nie było to jakoś niezgodne z kodeksem wojownika, i bardzo dobrze. Modraszka nie wiedziała co by zrobiła, gdyby nie przyjęli jej z powrotem do klanu. Koteczka uspokoiła się i spojrzała na wojowniczkę.
- Barrdzo ładne imię, Płomykówkowy Locie - stwierdziła z uśmiechem na pyszczku. Idealnie, ładne imię dla ładnej kotki - Ja mam na imię Brzozowa Łapa, ale możesz mi mówić Modrraszka - dodała, puszczając pointce oko. Pewnie Łasicze Futerko powiedziała jej jak się nazywa, no ale... Zawsze Płomykówce mogło się zapomnieć, co nie?
Chwilę później jej uwagę przykuł znajomy już wojownik. Pamiętała go z incydentu ze Szczurem, który wydarzył się kilka księżyców temu. Wesoło machnęła ogonkiem i podniosła się na cztery łapy.
- Cześ Wiewiórrczy Ogonie! - przywitała wojownika, a na kolejne słowa tylko skinęła głową i radosnym krokiem podążyła za rudym kocurem.

Płomykówkowy Lot - 2019-03-24, 14:35

Bardzo ładne, a i owszem. Płomykówka lubiła swoje imię od samego początku, a właściwie jeszcze bardziej odkąd spotkała się z Nocną Wichurą, kiedy to dowiedziała się pewnej interesują ej rzeczy. Było silne. Od drapieżnika. W dodatku lot płomykówek był bezdźwięczny, co na pewno ułatwiało im polowanie, sprawiało, że były nie do wychwycenia i czyniło z nich lepszych łowców. A to z pewnością brzmiało dobrze.
Dziękuję – odparła na komplement, a potem skinęła jeszcze kocicy głową. Dalej siedziała w ciszy, aż do przybycia...
...Wiewiórczego Ogona? Huh, no cóż. Skinęła głową swojemu dawnemu mentorowi, zewnętrznie nie okazując zdziwienia, które jego pojawienie się na miejscu trochę wywołało, a zresztą wszystko się szybko wyjaśniło, bo Wąż zwyczajnie nie mógł przyjść. Dobrze, że w takim razie nie musiały długo czekać i chociaż przysłał rudego. A skoro Modraszka została przyjęta, to nie musiały już dłużej tam tkwić i mogli już w trójkę zwyczajnie ruszyć w kierunku obozu. Wspaniale.

/zt

Dębowy Cień - 2019-04-14, 19:58

Dąb nie byłby Dębem, gdyby w końcu ciekawość nie zwyciężyła nad jego postanowieniem, że nie wyjdzie z terenów klanu. Po wyzdrowieniu odczekał jeszcze parę wschodów słońca zanim zaczął zwiedzać świat, a następnie sam wyszedł, zapuszczając się daleko. W pewnym momencie przeszedł przez Czarny Ogon dzięki powalonemu drzewu, które utorowało mu ścieżkę naprzód. Zeskoczył z niej, lądując na czterech łapach... Pośrodku lasu. Czy to nadal były tereny klanowe czy już nie. Zapach był dość słaby już tutaj, ale być może patrol nie zdążył jeszcze oznaczyć? Dziwne... Mogłoby się wydawać, że tereny przygraniczne są mieszaniną wielu róznych zapachów, które ledwie dostawały się do nosa Gorącej Łapy, dlatego lekko uchylił pysk, chcąc lepiej czuć wszystko dookoła, jednak za bardzo to nie pomogło. Las wyglądał bardzo... Ciekawie. I zachęcał do zwiedzania! Ale czy na pewno powinien? Lampart mógłby być zły o to, że gdzieś łazi po jakiś nieznanych terenach, nawet za bardzo granic nie mogąc zwiedzać! Owszem, bywał na patrolach, ale to było zbyt małe doświadczenie żeby móc bezproblemowo się poruszać. Szczególnie, że teraz długo leżał u Ciernistego Kwiatu, dlatego jego sierść nadal lekko pachniała ziołami. Śmiesznie by było, gdyby ktoś go wziął za nowego terminatora medyka! Nie żeby coś, ale niebieski miał już na tyle doświadczenia w tym wszystkim, że z łatwością przyszłoby mu opanowanie pozostałych ziół, których nie zna!

//Czosni uwu



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group