To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Gromu - Borowikowa Polana

Koziczy Skok - 2020-07-13, 20:40

Kozica była, cóż tu dużo mówić, nieco inna. Nie chodziło nawet o to, że zaliczała się do jednostek zdecydowanie leniwych, które nie przepadały za wykonywaniem swoich obowiązków, a gdy już to robiły, to w sposób daleki od ideałów. Nie chodziło o to, że nie pasowała do tej całej bandy idealnych wojowników, ona po prostu myślała zupełnie inaczej, a co za tym idzie, bardzo nudziła się, gdy nie miała z kim rozwijać swoich myśli, gdy nie miała na kogo zrzucać swojego sposobu myślenia, który nie był dokładnie taki sam, jak u innych kotów. Właśnie dlatego lubiła rozmawiać z Wilkiem, chociaż ich dysputy nie prowadziły tak naprawdę do żadnych wniosków. Mówiąc jednak najprościej - nie potrzebowała ich. O wiele bardziej odpowiadało jej po prostu gimnastykowanie umysłu, który nie powinien nigdy się zastać, bo wtedy na pewno spotkałaby ją jakaś tragedia, której nie chciała. Nic zatem dziwnego, że brnęła w tę rozmowę, choć każdy inny kot powiedziałby, że przecież to nie ma najmniejszego nawet sensu.
- Na pokaz? A czy nie można tego uznać za szczyt mądrości i sprytu? - spytała leniwie, jakby nie do końca była przekonana do swoich własnych słów, a następnie przeciągnęła się i poruszyła nieznacznie ogonem, by zaraz spojrzeć na Wilka. Zachowywała się tak normalnie, tak zwyczajnie i bez nacisku, że nie dało się powiedzieć - w ogóle! - by w tej chwili w jakichś podchwytliwy sposób pytała o samą siebie, a może trochę tak właśnie było.
- A może każdy z nas posiada oba te wcielenia? Jak dzień i noc, słońce i księżyc. Co o tym sądzisz, mój drogi? - zamruczała, ciekawa, jak w tej chwili Wilk postanowi wybrnąć z miejsca, w które właśnie trafili.

Wilczy Ślad - 2020-07-16, 12:05

- Zależy, jak dokładny jest ten pokaz, jak doprracowany. Zawsze komuś może podwinąć się łapa, a główna rrola zaniknąć, nie mniej jednak jeśli pokaz jest perrfekcyjny.. To myślę, że można - odpowiedziałem, na koniec lekko się uśmiechając. Czyżbyśmy właśnie doszli do jakichś wniosków? Cóż, ciężko powiedzieć, bo ta rozmowa jest tak obszerna, tak zawiła i niejednoznaczna, że naprawdę potrzeba sprytu, by coś z niej wyciągnąć. Niekiedy ciekawie byłoby w ten sposób rozmawiać z kimś jeszcze, oprócz mnie i Koziczego Skoku. W zasadzie to szkoda, że nie napatoczył się żaden kot, bo niewątpliwie jego mina na tą naszą konwersację to coś, co chciałbym zobaczyć. Ciekawe, czy Koziczy Skok również.
- Pasowałoby. Może więc szkoda zaczyna się dopierro w momencie, kiedy któregoś elementu jest za dużo? - nie ważne, czy szkoda, czy jej brak. Czyżbyśmy dochodzili tutaj do rozważań na temat pewnych kontrastów, które chcąc nie chcąc występują? Spojrzeliśmy w niebo, dostrzegając, że nasza rozmowa pochłonęła już ogromną ilość czasu. Nawet jeśli bardzo chciałbym kontynuować tę grę, to niestety nie mogę. Zatrzymałem się na moment i spojrzałęm na Koziczy Skok.
- Wygląda na to, że zbliża się wieczórr, a mnie wzywają obowiązki w postaci patrrolu. Chętnie porrozmawiam rraz jeszcze, chyba że masz ochotę porrozważać w drrodze do obozu. Chociaż, nie sądzę, by i to wystarrczyło na dokończenie gry - rzuciłem. Jeśli Koziczy Skok również w tym momencie zmierzała w stronę obozu, to oczywiście kontynuowałem jakże przedziwną i w pewnym sensie ekscytującą rozmowę. Jeśli nie - sam pożegnałem się z Kozicą i po prostu ruszyliśmy w satronę obozu Klanu Gromu.

[zt]
//kończę, bo trochę przestarzała czasoprzestrzeń z kwietnia, dzięki za sesję, bo świetnie się pisało!

Koziczy Skok - 2020-07-19, 21:20

Uśmiechnęła się lekko pod nosem na jego uwagę, gdyż była czymś, co właściwie jej odpowiadało, bowiem pośrednio było to coś, co odnosiła do samej siebie. Jeśli dawało się radę wiecznie grać, można było to uznać za coś doskonałego, a ona właśnie do tego dążyła, do tego, by oszukać cały świat, by oszukać każdego, kto ich otaczał, by sięgnąć tam, gdzie sięgać należało, żeby być kimś. Nie zależało jej na noszeniu miana najlepszej wojowniczki pod słońcem, tym bardziej że tak naprawdę dla niej mogło mieć to zupełnie inne znaczenie niż dla innych kotów, nie zależało jej również na tym, by zostać pieszczoszką ojca, by uchodzić w jego oczach za najlepszą, najwspanialszą, czy cokolwiek takiego, do podobnych kwestii było jej naprawdę daleko. Odpowiedź Wilka jednak bardzo jej się spodobała i doszła do wniosku, że musi ćwiczyć więcej, że więcej musi grać, by pokazać wszystkim, że w roli, jaką sobie dobrała, jest wręcz idealna.
- Gdy nie są wyważone, tak bym powiedziała - stwierdziła w końcu z namysłem, jednocześnie poruszając nieznacznie końcówką ogona, zastanawiając się, co właściwie to oznacza, bo to była kolejna sprawa, jaką należało zważyć. Cóż za ironia. W każdym razie, kiedy Wilk zwrócił uwagę na to, że robi się późno, skinęła łbem, by ruszyć wraz z nim na patrol, w stronę obozu, jakikolwiek by chciał. Doszła do wniosku, że dzięki temu doda cegiełkę do swojej nudnej roli dobrego wojownika, a gdy ktoś zapyta, czy wypełnia swe obowiązki, spokojnie będzie w stanie wskazać na sytuacje, gdy tak jest.

//zt :<3:

Kuni Syk - 2020-11-30, 14:11

***

Ostatnie księżyce byłem zmuszony przesiedzieć w lecznicy, ale na szczęście w końcu się wyleczyłem pod okiem Truskawkowego Gąszczu. W tym czasie Tygrzykowa Łapa przeszła z moich łap do Cyprysowej Łuski. Obecnie byłem bez żadnego terminatora i nie ukrywam, że delikatnie mnie to drażniło. W końcu nie miałem żadnego zajęcia na tą chwilę poza polowaniami i patrolami. Na całe szczęście niedawno zwróciła się do mnie Błękitna Toń z prośbą, abym pomógł Głuszcowej Łapie w treningu.
- Głussszcowa Łapo! - zawołałem znajomą mi kotkę, gdy byłem przed legowiskiem terminatorów - Błękitna Toń poprosssiła mnie, abym zabrał cię dziśss na trening. Powiedz mi czego nie przerobiłyśsscie? - zapytałem później gdy długowłosa do mnie podeszła. Mój ton był jak zwykle chłodny i formalny. Jeśli młodsza nie sprawiała problemów ruszyłem w stronę wyjścia z obozu. Nawet jeśli znała granice to tak czy siak na terenach jest znacznie więcej miejsca i mniej gapiów.

Głuszcowa Łapa - 2020-11-30, 14:13

Szylkretowa kotka siedziała w legowisku terminatorów, nie bardzo wiedząc co robić. Właściwie to zrobiła wszystko, co trzeba było, a Truskawkowy Gąszcz nie paliła ją do dalszej pracy, więc po prostu się nudziła. Nie chciała męczyć swoją obecnością Plamki, która opiekowała się swoimi maleństwami, a wszyscy terminatorzy wraz ze swoimi mistrzami dawno byli już na treningu. W obozie panowała pustka, której nie miała jak wypełnić, ponieważ nie było z kim. Na szczęście przed jej oczami bardzo szybko pojawił się Kuni Syk. Podskoczyła i w mig stanęła na wszystkich łapach.
Kuniii SSSSSSSSSSSSyku! — krzyknęła zaraz po nim, podnosząc powoli przednie łapki do góry. — Dzisiaj taki brzydki dzień, że aż miło się ciebie widzi!
Tak? Myślałam, że całkiem dobrze idzie nam trening, ale skoro Błękitna Toń tak mówi... — mruknęła, w ogóle nie wiedząc, o co chodziło. No jasne, ostatnio bardzo rzadko spotykała się z mistrzynią na treningach, ale nie mogła jej za to winić. Sama Głuszec uznawała, że wychowanie kociąt kuzynki jest o wiele ważniejsze niż szybkie ukończenie treningu. Postawiła uszy do góry, myśląc co odpowiedzieć na pytanie wojownika. — No nie wiem, czego nie przerobiłyśmy. Za to wiem, co ostatnio robiłyśmy... Głównie trenowałam walkę oraz uczyłam się kodeksu, a niedługo... miała mnie nauczyć polowania — odparła, pochylając głowę w dół z ukrywanym smutkiem. Chciała się nauczyć polowania; i to bardzo. Nie wspominała jednak o tym, że trochę poduczyła się pod okiem Dymiącego Stawu. To było trochę jak tajemnica! Bardzo szybko podniosła głowę, od razu się uśmiechając. — Czemu Błękitna Toń cię o to prosiła? Hmm, może po prostu chcesz spędzić ze mną czas, bo ci ostatnio bardzo ładnie pysk obiłam? — wyszczerzyła się i poszła poza obóz wraz z wojownikiem.

Dymiący Staw - 2021-02-27, 11:55

***
Trochę się ostatnio zmieniło u syna Suchej Gałązki. Nie chodziło tylko o to, że miał młodsze rodzeństwo. Bardziej męczyła go pewna rzecz związana z Truskawką...
Gdy tylko się wyleczył, postanowił już nie zaglądać do legowiska medyka. Ceremonia dała mu do zrozumienia, że jeżeli będzie tak przylepiony do medyczki to niektore koty zacznął coś podejrzewać. Potem jedynie będzie jeszcze gorzej. Czemu? Bo potem z cichych rozmów przejdzie do rozgłaszania tego na lewo i prawo, że Truskawka pozwala wojownikowi spędzać dużo czasu w lecznicy. Będą jej to wypominać i to tylko będzie kolejny problem dla jej przyjaciółki. Dlatego wolał się usunąć... Ograniczyć ich spotkania. Jak to robił? Po prostu starał się ją unikać i chować. Gdy jednak chciał jej przynieść zioła to zostawiał je szybko w środku, blisko wejścia gdy tylko medyczki nie było. Wszystko robił uważnie i starannie. Tak więc Truskawkowy Gąszcz nie miała za bardzo okazji by go złapać. A jak już była taka sytuacja, że go dopadła to kocur jej krótko odpowiadał, że musi coś zrobić.
Nie podobało mu się to ale wiedział, że tak będzie lepiej. Nie chciał być problemem. Chciał żeby Truskawka miała przez chwilę spokój.
Też gdy tak mijały dni od ostatniego ich rozmowy, zastanawiał się czy nie męczył córki Rydza. W końcu dużo rozmawiali, spędzali czas razem. Czasem on sam przychodził i zaczynał rozmowę, nie pytając czy jej to odpowiada.
Nie powinien się tak jej narzucać. Miała dużo roboty na głowie.
No i ta sytuacja z raną medyczki. Nie wiedział czemu ale trudno było mu o tym zapomnieć. Przecież to nie było nic dziwnego prawda? A jednak siedziało mu to w głowie i sprawiałoby, że czuł się nieswojo.
Po skończonym treningu z Aronią, wojownik postanowił się przejść na spacer i trochę odpocząć.
Pogoda była dzisiaj dość łagodna jak na Porę Nagich Drzew. Nie wiało zimnym chłodem i nie pruszyło mocno śniegiem.
Dotarł do Borowikowej Polany. Nie zobaczył rządnego grzyba ani nic co mogłoby go zainteresować.
Jedynie pewna gałąź drzewa go zaciekawiła. Była złamana a mimo to, jakoś się trzymała niskiego drzewa. Gałąź ta robiła lekki łuk a igiełki zasłaniały gałąź od reszty świata. Wojownik postanowił wejść pod gałąź i gdy to zrobił, uznał że to dobre miejsce na odpoczynek. Gałąź go chowała tak samo jak i igły. Więc był dość dobrze schowany a na tą chwilę chciał pobyć trochę sam.
Położył się na boku i przez chwilę obserwował przez szparę czy nikogo w pobliżu nie ma. Gdy usłyszeć tylko ciszę, położył głowę na ziemi i zamknął ślepia. Musiał się ogarnąć zanim wróci do obozu.

/ :zez:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group