To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Gromu - Wysoki Pagórek

Truskawkowy Gąszcz - 2020-10-05, 20:48

No i cóż, tym razem jej atak nie powiódł się absolutnie, bowiem jedyne co zdołała zrobić, to wyszarpać lisowi kupkę włosów, którymi, natychmiast po wylądowaniu z powrotem na czterech łapach, zaczęła pluć na prawo i lewo. Łapa zaczynała pulsować coraz większym bólem, co tylko irytowało medyczkę, bowiem nie dość, że niemal nic nie znalazła, to jeszcze będzie musiała marnować zioła na wyleczenie tej rany szarpanej. Miała nadzieję, że jej nauczycielka miała więcej szczęścia i znalazła coś wartego uwagi, w porównaniu do tego, co dane było znaleźć Truskawce. Bo nie było tego wiele.
Niemniej, poddawać się też nie zamierzała, miała nadzieję powtórzyć ten atak, ale trochę w innym stylu. Skoczyła w stronę grzbietu lisa, by, podobnie jak wcześniej, zaatakować kark. Zamierzała wczepić się pazurami w jego grzbiet, a następnie rozszarpać mu kłami kark. Czy wyjdzie? Kto wie, w każdym razie, lis był już sporo osłabiony, wręcz słaniał się na nogach, no i ledwo widział, cóż mogło pójść nie tak?

Wilczy Ślad - 2020-10-30, 12:53

Nasz atak wyszedł dokładnie tak, jak powinien. Idealnie wycelowaliśmy w pysk lisa i pogłębiliśmy zadaną wcześniej przez Truskawkowy Gąszcz ranę. Lis już praktycznie ledwo dychał... I chociaż Truskawka była ranna, to powinna bez większego problemu go dobić, czyż nie? Zamierzałem więc zostawić jej wolną łapę w tej kwestii i pozwolić dokończyć sprawę. W razie potrzeby jednak gdyby lis jakimś cudem zdołał jeszcze wykonać jakiś ruch, wyskoczyłbym do przodu i podciąłbym mu łapy, ale to tylko w ostateczności. Uważnie obcerowałem i śledziłem sytuację, by w razie czego móc jeszcze zareagować.
Malinowe Chaszcze - 2020-10-30, 13:44

Po kolejnym udanym ciosie, lis zaczał się kulić, skomląc tak, jakby prosił o litość. Niestety, Malina nie zamierzała go oszczędzać. Teraz było dla niego już za późno, rany lisa były zbyt poważne, żeby mógł przeżyć samotnie bez niczyjej pomocy, nie zamierzała również leczyć drapieżnika, który mógłby zagrozić klanowi. Wyszeptała jedynie ciche "przykro mi", po czym zdecydowała się zrobić prawdopodobnie ostatni krok. Podeszła bliżej, by chwycić zębami szyję rudego drapieżnika, chcąc szybko i w miarę bezboleśnie wysłać młodego osobnika na tamten świat. Gdziekolwiek się po śmierci podzieje, na pewno będzie mu lżej, niż obecnie. Przynajmniej patrząc po jego ranach, które były poważne. Wybrał nieodpowiednie tereny na przechadzkę, stanowił zagrożenie dla wielu młodych kotów, które poruszały się po ziemiach Klanu Gromu, a Malina wiedziala, że Klan nie może sobie pozwolić na większą ilość śmierci.
Dynia. - 2020-11-03, 14:37

Atak Maliny: Udany! (100%) → (14 - 19) + (8 - 6) = 19

Lis dalej leżał popiskując, jednak nic poza tym nie robił - nie tylko sam stwierdził, że walka nie miała już sensu, ale i nie miał na nią siły; jego wany wciąż krwawiły, a poza tym nic nie widział i nie czuł. Ze swoistą pomocą przyszła mu jego oprawczyni, której napatoczył się pod łap. Malinowe Chaszcze bez większego problemu podeszła do zwierzęcia i zacisnęła kły na jego gardle zadając konającemu drapieżnikowi szybką śmierć. Przez ciało lisa przeszły jeszcze delikatne, pośmiertne dreszcze, jednak już po chwili leżał nieruchomo a jedynie wiatr poruszał jego rudym, ubrudzonym od krwi futrem.

Malinowe Chaszcze: S: 19 | Zr: 13 | Sz: 15 | Zm: 18 | HP: 67 - 1 - 1 = 65/85| W: 64 - 3 = 61/75
⚬ przerzuty 0/6
• rana 1. stopnia: ugryzienie na łapie (-1HP aż do końca walki; krwawi)
• rana 1. stopnia: ugryzienie na prawej łapie (-1HP aż do końca walki; krwawi)

Lis: S: 10 (14) | Zr: 6 (9) | Sz: 6 (8) | HP: 8 - 1 - 2 - 3 - 19 = no umarł/75 | W: 29 - 3 = 26/40
⚬ Statystyki spadają o ¼ z powodu spadku HP o połowę!
PODDANIE SIĘ

ŚMIERĆ
• rana 1. stopnia: ślady pazurów na grzbiecie, krwawią (-1HP aż do końca walki)
• rana 2. stopnia: głębsze rozcięcie nosa (-2HP aż do końca walki; krwawi)
• rana 2. stopnia: uszkodzenie gałek ocznych ( -2HP aż do końca walki; krwawi)
• no rana na gardle, umarł, więc nie opisuje b na nic mu się to nawet nie przyda

Atak Truskawki: Nieudany! → [przerzut 1/2] → Krytyczny! (150%) → [(15 + 10) - (8 + 4)]*1.5 = 8 *1.5 = 12

Podobnie sprawy się miały w przypadku lisa, który sprawiał problemy Truskawkowemu Gąszczowi i Wilczemu Śladowi. Po oślepieniu przez Wilczy Ślad, lis popadł w panikę nie wiedząc co robić i zaczął kręcić się kółko bez wyraźnego celu, szarpiąc łbem na boki. Wtedy też doskoczyła do niego Truskawka, zadając ostateczny i śmiertelny cios, po którym drapieżnik po prostu pisnął i opadł na ziemię chwilę walcząc o oddech, jednak ostatecznie przegrał i leżał nieruchomo z szeroko otwartymi, poranionymi ślepiami zachodzącymi bielmem.

Truskawkowy Gąszcz: S: 10 | Zr: 7 | Sz: 8 | Zm: 12 | HP: 40 - 2 - 1 = 37/70| W: 41 - 3 = 38/50
⚬ przerzuty: 1/2
⚬ medyczne przerzuty: 0/3
• rana 2. stopnia: wyrwany płat skóry na szyi (-2HP aż do końca walki; krwawi)
• rana 1. stopnia: lekkie ugryzienie na przedniej łapie (-1HP aż do końca walki; krwawi)

Wilczy Ślad: S: 19 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 80 | W: 54 - 3 = 51/60
⚬ przerzuty: 0/4

Lis: S: 10 (14) | Zr: 4 (9) | Sz: 4 (8) | HP: 9 - 1 - 3 - 2 - 12 = a kto umarł ten nie żyje/75| W: 30 - 3 = 27/40
⚬ zr i sz obniżone z powodu walki 2:1

ŚMIERĆ
⚬ Statystyki spadają o ¼ z powodu spadku HP o połowę!
⚬ Celność obniżona o 2 z powodu oślepienia; krew ściekająca do oczu (2/2 tury)
⚬ Od następnej tury statystyki spadają o połowę z powodu spadku HP o ¼!
• rana 1. stopnia: ugryzienie na karku (-1HP aż do końca walki; krwawi)
• rana 1. stopnia: głębsze zadrapanie przechodzące przez oczy (brak uszkodzenia) → rana 2. stopnia: lekkie uszkodzenie gałek ocznych (- 3HP w tej turze, w następnej -2HP aż do końca walki; krwawi)
• rana 2. stopnia: wyrwany płat skóry na szyi, krwawi (-2HP aż do końca walki; krwawi)
• rana 0. stopnia: wyrwana sierść na karku.
• no tu podobna sytuacja, umarł, po co drążyć temat chłopaki

+ 50 exp Malina
+ 20 exp Truskawka
+ 20 exp Wilk

Truskawkowy Gąszcz - 2020-11-04, 20:12

Z satysfakcją przebiła kłami skórę na karku swojego przeciwnika, tym samym kończąc jego życie łatwym, prostym, szarpnięciem. Nie, żeby lis miał się jeszcze jakkolwiek bronić, skoro już ledwo dychał, co nie? Gdy ten więc padł bez życia ta wypluła na ziemię wszelkie kłaki, które przy okazji zostały jej na języku i chwilę tak stała, ciężko oddychając ze zmęczenia, które poczuła dopiero teraz, gdy adrenalina w całości z niej zeszła i nieco się skrzywiła, czując pulsujący ból na szyi, na który wcześniej niespecjalnie zwracała uwagę, zbyt skupiona na tej rudej kupie futra. Wtedy też spojrzenie medyczki ulokowało się na srebrnej postaci wojownika, który przybiegł jej na ratunek. Pf, nie to, że sama nie dałaby rady... Ale mogło być krucho, dlatego skinęła delikatnie głową, na razie jeszcze nic nie mówiąc, w celu uspokojenia oddechu. Miało to być takie przed-podziękowanie, czy coś, o.
- Tobie nic nie jest? - spytała Wilka, wpatrując się uważnie w jego sylwetkę. Nie zauważyła żadnych widocznych ran, a i nie utykał jakoś specjalnie, zresztą, w ferworze walki niespecjalnie zwracała na niego uwagę, nie licząc zerkania w którym miejscu jest, by nie zaatakowali przypadkiem siebie, zamiast lisa, na przykład na siebie wpadając, ale chyba drapieżnik wydawał się bardziej skupiony na niej samej, aniżeli na wojowniku. Następnie rzuciła nienawistne spojrzenie drapieżnikowi. - Pomogę ci go zakopać - rzuciła po chwili, tonem, który oznaczał, że nie przyjmuje sprzeciwu. Nie była jeszcze umierająca, a to, że nadal nieco krwawiła, a pff, kto by się tym przejął, to tylko krew, wytworzy się nowa, czy coś. Nie była jeszcze osłabiona na tyle, żeby od razu wlec się do obozu, szczególnie, że wiedziała, że niemal nie ma do czego tam wracać, bo pajęczyn miała... Niewiele. Mogła tylko dziękować Gwiezdnym, że rana na łapie nie wyglądała na tyle poważnie, by musiała ją bandażować - szkoda tylko, że nie wiedziała, że tam, niedaleko, Malina również walczyła z lisem i sama nabawiła się paru ran.
Tak więc, nawet jeśli od strony wojownika wyszły jakieś protesty, to i tak została, by faktycznie mu pomóc, a następnie cofnęłaby się po swoje... Marne dość zdobycze, które udało jej się zebrać przed atakiem tego parszywego kundla i dopiero wtedy, powoli, ruszyłaby w stronę obozu, by się, tsk, opatrzeć.

[no chyba w końcu zt :pajac: ]

Malinowe Chaszcze - 2020-11-15, 23:29

Dobiła bezproblemowo lisa, który zwiotczał w jej szczękach, dlatego upuściła go pod wpływem ciężaru na ziemię. Splunęła na bok krwią, która dostała się niebieskiej kocicy do ust, po czym musiała zabrać się do zakopywania ofiary. Niechętnie odbierała życia, jednak Wysoki Pagórek był terenem Klanu Gromu, na który mogli przyjść terminatorzy, którzy nie mieliby tak łatwo, jak ona. Oni by nie wyszli z dwoma zadrapaniami a z poważnymi ranami, które mogłyby nawet stanowić zagrożenie dla ich życia. Teraz zagrożenie zostało wyeliminowane, pomimo że trochę jej to zajęło, by zająć się odpowiednio ciałem i polem walki. Dowiedziała się, że do Truskawkowego Gąszczu dołączył Wilczy Szlak, któremu kiwnęła głową w podziękowaniu za pomoc medyczce. Sama wróciła się po swoje ostatnie zdobycze z polowania, po czym ruszyła do obozu, by móc opatrzyć swoje rany. Chociaż, czy była taka potrzeba? Sama nie wiedziała, jak ocenić, szczególnie że jej poglądy na różne sytuacje zmieniły się wraz z biegiem księżyców.

zt

Rysia Skała - 2021-01-28, 14:04

Wyszła z obozu o świcie, nie zjadła śniadania. Obóz powoli budził się do życia, więc to nie tak, że się wyslizgiwała ponieważ wychodząc z obozu kiwnęła głową Źdźblastemu Chwastowi i Białowąsej. Temu pierwszemu odpowiedziała nawet na pytanie, gdzie się wybiera - wymieniła Wysoki Pagórek na wypadek, gdyby długo nie wracała i trzeba było jej szukać. W przypadku samotnego polowania był to konieczny środek ostrożności. Kiedy dotarła na miejsce, dzień zdążył już się na dobre rozkręcić. Było chłodno ale w tej chwili na szczęście nie padało. Rysia Skała miała wielką nadzieję, że to się nie zmieni i nie będzie musiała kończyć swoich łowów przedwcześnie i w rezultacie wrócić do obozu z pustymi łapami.
Polowanie rozpoczęła od rozglądania się dookoła. Szła w ciszy, nie myśląc zbyt dużo. Chciała tego dnia zażyć trochę ruchu i zanieść do obozu trochę zwierzyny, w którą przecież żaden klan podczas pory nagich drzew nie opływał. Stawiała powoli łapę za łapą już teraz dbając o niehałasowanie, by nie przestraszyć nawet zwierzyny, której w tej chwili nie widziała.

Pochmurny Sen - 2021-01-28, 19:25

Ryś: lvl: 2 | S: 7 | Zr: 7 | Sz: 8 | Zm: 5 | HP: 55 | W: 55 || przerzuty: 0/1

Ranek był wczesny i dość mroźny. Roślinność była pokryta szronem, mieniącym się delikatnie w świetle dnia. Całe niebo pokryte było chmurami, nie dając poglądu na to ani gdzie było słońce ani jak wyglądało. Mimo to nie zapowiadało się na razie na śnieg, więc Rysia Skała mogła być spokojna, że nic nie przerwie jej polowania zbyt łatwo.
Mimo to polowanie zapowiadało się na raczej długie i uciążliwe. Idąc przed siebie nie dostrzegała żadnych śladów zwierzyny. Dotarł do niej zapach bobków, ale te nie należały do niczego, co mogłaby upolować, bo w końcu sarny były o wiele za duże dla kota. Jeśli chciała znaleźć coś drobniejszego musiała szukać dalej.

Rysia Skała - 2021-01-28, 20:00

Przez kilka uderzeń serca zastanawiała się czy jednak nie ruszyć śladem boków. W końcu zające i króliki również je robią. Jednak zdecydowała się podążyć za swoją intuicją ponieważ pierwsze co przyszło jej do głowy po ich zobaczeniu były duże ssaki kopytne, nie zajęczaki. Wpadnięcie pod nogi kopytnemu z pewnością mogło się nie skończyć dobrze. Musiała być przecież ostrożna, w zasięgu głosu nie było żadnego towarzysza, który mógłby w razie kłopotów przyjść z pomocą. Zanim jakiś Gromiak pojawi się w tym miejscu, Rysia Skała mogłaby już wystygnąć; martwa i rozszarpana przez prawie każdego możliwego drapieżnika.
Zignorowała więc odchody i ruszyła w dalszą drogę, ciągle starając się być w miarę cicho. Nie na tyle, żeby ja to znacząco spowalniało a jednak do tego stopnia, by nie spłoszyć niezauważonej jeszcze zwierzyny. Musiała się przecież ruszać żeby nie zmarznąć lub nawet zamarznąć. Na szczęście długie futro stanowiło pewną osłonę przed zimnem; ciekawe swoją drogą, czy krótkowłosym kotom jest zimą choć trochę trudniej niż długowłosym.

Pochmurny Sen - 2021-01-28, 20:24

Ryś: lvl: 2 | S: 7 | Zr: 7 | Sz: 8 | Zm: 5 | HP: 55 | W: 55 || przerzuty: 0/1

Może jednak pójście za bobkami byłoby lepszym wyborem? Przynajmniej Rysia Skała by coś znalazła, miałaby trop za którym mogłaby podążać. A tak? Absolutnie nic. Tylko wiatr się delikatnie ruszył, przywołując do kocicy trochę więcej mrozu. Nie wpadła na żaden trop, nie usłyszała żadnej zwierzyny. Musiała kontynuować dalej, jeśli chciała cokolwiek znaleźć.

Rysia Skała - 2021-01-28, 20:57

No to zapraszamy do testu cierpliwości, Rysia Skało.
Może faktycznie mogła iść za zapachem bobków. Tylko co by jej to dało? Być może znalazłaby to, co te bobki zostawiło. Prawdopodobnie sarnę lub jelenia i co by wtedy zrobiła? Mogłaby go co najwyżej zasyczeć na śmierć. Swoją drogą, taki jeleń byłby w stanie nasycić pewnie ze dwa klany w całości. No, tyle że na zjedzenie takiego zwierzęcia trudno się zdecydować, znalezienie go martwego pozostawiało ryzyko zjedzenia mięsa zepsutego lub chorego. Tylko w przypadku zabicia takiej zwierzyny można by się pokusić o jej spożycie.
Młoda wojowniczka szła dalej, starając się nie zastanawiać już dłużej nad tym, co mogłoby się stać, gdyby poszła jednak śladem zapachu bobków. Nie miało to większego sensu, a tak uporczywe myślenie na jakiś temat mogło sprawić, że umknie jej jakiś ślad, dźwięk czy inna poszlaka, wskazująca na obecność zwierzyny.
Zapomniała więc o przeklętych bobakach i wędrowała przed siebie, licząc że w końcu zdarzy się coś, co pozwoli jej nieco się rozgrzać.

Pochmurny Sen - 2021-01-28, 21:11

Ryś: lvl: 2 | S: 7 | Zr: 7 | Sz: 8 | Zm: 5 | HP: 55 | W: 55 || przerzuty: 0/1

Niestety Rysia Skała dalej nie znajdowała nic, co by było przydatne podczas polowania. Może po prostu cała zwierzyna z okolicy jeszcze spała? Wydawało się to dość nierealne, ale przy tak sennej, zimowej atmosferze pewnie mało komu chciało się wychodzić z legowiska. Wojowniczka Klanu Gromu się na to zdecydowała, i nic jej to nie dawało, więc może zostanie w domu było lepszą opcją? Ale ktoś ten klan musiał wykarmić. W takim wypadku musiała po prostu znaleźć w sobie pokłady cierpliwości i szukać dalej.


Rysia Skała - 2021-01-28, 21:44

No to idziemy dalej.
Być może była to kwestia tego, że część zwierzyny jeszcze spała; ta część, która żerowała w dzień. Za to gatunku aktywne nocą już spały, czekając na zapadnięcie kolejnego zmierzchu. Było to możliwe, a jednak córka Nakrapianego Liścia nie wierzyła, że niczego nie uda jej się znaleźć. Nie darowałaby sobie powrotu z zupełnie pustymi łapami. Musi znaleźć chociaż jednego chudego wróbla albo wyleniałą mysz. Zastrzygła czujnie uszami i wypełniona nową energią spowodowaną wizją min wojowników, z którymi wymieniła kilka zdań przed wyjściem na widok jej bez zwierzyny. Obiecała sobie, że nie spocznie, dopóki czegoś nie znajdzie. Czegokolwiek. Po prostu nie wróci do domu bez choćby jednej sztuki zwierzyny. Podjęcie konkretnej decyzji dodało jej animuszu i nieco żwawszym niż dotąd krokiem ruszyła przed siebie. Przez chwilę znowu cieszyła się z tego, jak jej imię brzmi w jej głowie i jak do niej pasuje. Było dla niej wiecznym komplementem od Żubrzej Gwiazdy, który zawsze miała już nosić przy sobie.

Pochmurny Sen - 2021-01-29, 12:28

Ryś: lvl: 2 | S: 7 | Zr: 7 | Sz: 8 | Zm: 5 | HP: 55 | W: 55 || przerzuty: 0/1

Wiatr dął coraz bardziej i bardziej, ciągnąc zimne i wilgotne powietrze znad terenów Klanu Rzeki. Wojowniczka była spory kawałek od granicy, ale wiatr był na tyle silny, że dolatywały do niej zapachy zarówno Grzmiącej Rzeki jak i samych rzecznych terenów, co mogło drażnić nos nieprzyzwyczajony do zapachów innych klanów. Jednak poza tymi odległymi zapachami wiatr nie przynosił żadnych tropów. Wojowniczka musiała szukać dalej by coś znaleźć.


Rysia Skała - 2021-01-29, 19:40

Tego dnia naprawdę miało okazać się, że bardzo młoda wojowniczka klanu Gromu należy do cierpliwych kotów czy też nie. Jeżeli ten test miał jakiekolwiek znaczenie...
Kamyczek niepokoju zaczął uwierać ją gdzieś za żołądkiem. Wędrowała już przez jakiś czas, a w dalszym ciągu nie trafiła nawet na najmarniejszą zwierzynę. Powoli przestawało ją to bawić. Mijały kolejne uderzenia serca, a córka Nakrapianego Liścia wciąż nie miała okazji na wypróbowanie swoich nowo zdobytych zdolności skradania się i dobijania zdobyczy. Zaczęła mieć nawet wątpliwości co do tego, czy aby na pewno wszystko do tej pory wykonywała poprawnie. Wobec swojej niepewności postarała się stąpać jeszcze ciszej i poświęcać odrobinę więcej czasu na analizowanie tego, co ma pod łapami. Co jakiś czas spoglądała na drogę, którą miała przed sobą, żeby dostosować swoje kroki do ewentualnych przeszkód na drodze; patyczki, gąłązki czy kamienie, o które mogłaby się potknąć. Liczyła, że ta strategia pozwoli jej nieco efektywniej przemierzać teren, który miała przed sobą.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group