To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Gromu - Wysoki Pagórek

Słowicza Łapa. - 2018-12-17, 09:01

Jej nozdrza zalały się ciężkim, znajomym zapachem, który dziwnie połaskotał ją w brzuch... w przyjemny sposób. Poruszyła wąsikami i powoli przekręciła się w stronę kroków, tracąc zainteresowanie śniegiem i mroźną pogodą. Teraz było jej cieplej. Ciepłej i zabawniej, ponieważ wygląd burego kocura niemalże poskutkował wybuchem śmiechu. Zdusiła to jednakże w płucach - sama przecież nie wyglądała lepiej! Czuła się jednakże dobrze ze świadomością, że każdy dzisiejszego dnia wygląda jak wymoczone truchełko.
- W-witaj Lwia Łapo - i choć głos jej zadrżał, nie miała zamiaru ulegać zawstydzeniu, ha! Zgniecie to w zalążku i wszystko pójdzie po jej myśli. W kilku krótkich, zwinnych susach doskoczyła do boku długowłosego syna Słonecznego Poranka, by zetknąć z nim swój zimny nos. Jak zwykle zrobiła to odrobinę za mocno, przez co przymrużyła na chwilę ślepia, ale skorygowała to i uśmiechnęła się promiennie, ciepło.
- Pogoda pod psem! Jestem zmarznięta - odsunęła się nieco i podniosła jedną łapkę - przemoczona - poskarżyła się, zerkając na swój bok - Ale... Ale T-ty poprawiasz ten dzień - przymrużyła jedno oko i wyszczerzyła pysk w szczerozłotym uśmiechu, by ponownie zbliżyć się do kocura. Przesunęła spojrzeniem po jego przemoczonym ciele. Początkowo chciała się w niego wcisnąć, tak jak zwykła to robić, lecz chłodna wilgoć ją odstraszyła. Czuła się... Jakoś tak inaczej w jego towarzystwie. Być może jest to kwestia luźnej gadki o pierdołach? A być może fakt, że kocur nie emanował teraz dominacją. Nieważne. Spojrzała w jego dwukolorowe ślepia, analizując przez chwilę ten nikły uśmiech. Uuaaa. To był... Ładny obrazek. Wciągnęła głośno powietrze do płuc, czując poraz kolejny dziwny ścisk w brzuchu. Nie wiedziała, co ją tak ściska. Może znowu będzie chora? A może zjadła coś niezdrowego? Lecz w takich przypadkach powinno to sprawiać ból.
- A Ciebie co t-tu... przygoniło? - zapytała w końcu, nieświadomie przysuwając się do niego bliżej. Dopiero teraz zarejestrowała zjawisko równości, albo nawet mniejszości - nie górowała nad nim wzrostem tak jak kiedyś. Zmalałam. Albo to on urósł.

Lwi Zew - 2018-12-21, 19:58

Oh, czyli wszystko jest w porządku? Lew uniósł lekko brew. Nie potrafił zrozumieć tej kotki. Ani chyba żadnej nigdy nie zrozumie. W jednej chwili go unika, a teraz niemal wtula się w jego futro.
- Pogoda faktycznie nie należy do najprzyjemniejszych. - Mruknął spoglądając na Słowik, która coraz bardziej nakręcała siebie. Nieprawdą byłoby gdyby stwierdził, że nie lubi tej kotki. - Ale zawsze można gdzieś się schować. - Dodał. Nie był to głupi pomysł, a sam chętnie by uciekł z tej deszczowej pory najlepiej do ciepłych krajów. Aktualnie nawet upał byłby lepszy. Straciłby tylko troche swojej sierści, ale jakoś chyba by to przeżył. Przynajmniej ważył by mniej i wyglądał jak kot, a nie mokry, nieopierzony drozd.
- Poprawiam? Ostatnio miałem wrażenie, na ceremonii, że wręcz przeciwnie. - I po co to mówisz? Chciałeś naprawić sytuację, a brniesz w odwrotną stronę. Zrób coś, szybko. - Ale to dobrze, że się myliłem. - Stwierdził w końcu rozglądając się za jakimś schronieniem. Ale jakoś niczego nie mógł dojrzeć. Jakaś jaskinia by się przydała albo tunel. Miejsce z dachem.
- A zobaczyłem, że stoisz tak sama i marzniesz to stwierdziłem, że pomarzne z tobą. - Mistrz podrywu się znalazł. To było... słabe. I sam Lew nieco przymknął oczy słysząc własne słowa i kuląc uszy. Naprawdę? Lwie, jesteś elokwentny, a wychodzisz z takim tekstem, że łapy opadają.

Słowicza Łapa. - 2018-12-22, 14:16

Ciężko jest zrozumieć kogoś, kto sam siebie nie rozumie. Córka Lekkiego Kroku zaczęła powoli zatracać się w swoich sztucznie wykreowanych osobowościach. Początkowo każda z nich była kontrastem dla pozostałych, dawały się rozróżnić; teraz zaczęły się zlewać w jedną, bliżej niesprecyzowaną masę, tworząc roztrzęsioną kupkę niezdecydowania i sprzeczności. Tak bardzo chciała być ideałem w oczach wszystkich, że w maniakalnym pędzie pogubiła najważniejsze notatki i opisy, jakie mogły ją kiedykolwiek charakteryzować. Wciąż trzymała się utartych schematów, gdyż wychodzenie poza nie było zbyt niebezpieczne i wymagające. Nie jeden psycholog zachwyciłby się możliwością zanalizowania jej.
Podniosła odrobinę udręczone spojrzenie na kocura, w którym to po chwili błysnęło małe rozbawienie. Miała wrażenie, że w obecnej chwili jej łapy są jak z waty, a każdy, nawet najmniejszy krok u boku syna Słonecznego Poranka skończy się jej pyskiem pełnym śniegu - dopóki Gwiezdni nie poniosą jej na swoich ramionach, dopóty nigdzie się stąd nie rusza i basta. Lew jednakże dbał o to, by nie było jej za zimno. Na wspomnienie ceremonii poczuła, że jej policzki zaczynają płonąć, a pod ciężarem tego gorąca aż zaswędziała ją skóra.
- Ź-Ź-Źle się wtedy czułam - uniosła podbródek do góry i spojrzała na niego ukradkiem, z wysoka i dodatkowo spod przymrużonych powiek, chcąc jak najwiarygodniej wyjaśnić swoje durne zachowanie, które w rzeczywistości w żaden sposób nie było wytłumaczalne i dobrze o tym wiedziała, zapędzając się w kozi róg- Nie musisz mi tego wypominać - wysyczała w defensywnej manierze, czując, jak mimowolnie się kuli pod naporem mięśni, tak jakby chciały ją teraz wcisnąć pod ten śnieg, gdzie niczyj wzrok nie sięga. Wzięła głęboki wdech i uniosła brew, analizując przez chwilę pysk kocura, który jednocześnie ją stresował i uspokajał. Nie chciała, żeby poniosły ją teraz te negatywne emocje, które kotłowały się pod jej czaszką podczas ceremonii. Chciała natomiast nauczyć się je kontrolować, trzymać na smyczy, a obcowanie z synem Skaczącej Żaby pomagało jej w tym.
- Już nie marznę... - powiedziała cicho, powoli, kiedy jej ślepia z chwili na chwilę nabierały coraz to więcej życia i wesołości- Ale skoro Ty tak... - podniosła się z cichym stęknięciem, po czym bezczelnie i bez ostrzeżenia uderzyła całym ciężarem ciała w bok kocura, stawiając łapy tak, by ten nie miał oparcia i po prostu runął na ziemię - To może i Ciebie trzeba rozgrzać, co? - wymruczała ciepłym głosem, a kąciki jej pyska uniosły się w zadziorny, być może odrobinę dokuczliwy sposób. Buńczucznie stanęła nad nim i spojrzała zalotnie w jego dwukolorowe ślepia, pławiąc się w tym zwycięstwie i triumfie, jaki odniosła.
W pewnym sensie była ciekawa tego jak Lew zareaguje i czy w ogóle będzie próbował zachować swoją typową twarz. Mogłoby się wydawać, że nie jest to szczególnie istotne w zaistniałej sytuacji, lecz dla niej stanowiło to niezwykle cenną naukę, która z pewnością pomoże jej w późniejszym czasie poskładać siebie z tych kawałeczków i urywków. Nawet jeśli kocur nagle postanowi się z przytupem obrazić i odejść z wysoko uniesionym ogonem, na znak urażonej dumy - warto.

Lwi Zew - 2018-12-30, 13:21

A Lew zatracając się w swojej zawsze poważnej i niewzruszonej pozie coraz bardziej zauważał, że życie go nudzi. Nie ma chyba rzeczy, która postawiłaby go na nogi tak, że zdecydowałby się żyć pełnią. On od zawsze pławiąc się w samotniczym trybie nie zwracał uwagi na zaczepki. Nie robiło to na nim wrażenia. Tak samo jak małe wrażenie na nim robiło postępowanie Słowik. Była niezdecydowana i różna - koniec. I Lew nie rozwodził się nad tym jak wiele innych kotów - dlaczego, a jaki był powód, czemu aż tak bardzo się denerwuje albo co pchnęło ją do takiej decyzji i kroku. On robił rzeczy i inni robili rzeczy. I nie było miejsca w jego życiu na zastanawianie się dlaczego. Przykładowo gdyby skoczył prosto w gardziel bliżej nieokreślonego stwora to zrobiłby to, bo tak. I sam nie myślałby wcześniej o powodzie. Ściślej ujmując nie debatował nad swoimi poczynaniami.
- Nie wypominam. - Odparł patrząc na kotkę tym samym wzrokiem co zawsze. Tylko wypowiedział słowa zaczepiając nimi o niezbyt komfortowy temat - dla Słowik oczywiście. Jemu jak zawsze było wszystko jedno i gdyby ktoś teraz przyszedł oznajmiając, że ktoś z rodzeństwa umarł... cóż. Przełknąłby to wraz z kolejnym haustem powietrza żyjąc dalej. Lub egzystując. W jego istnieniu nie działo się nic szczególnego więc raczej miało to wydźwięk wegetacji. I do tego marnej. To też było dla niego mało istotne. Jedynie podczas walki lubił skok adrenaliny, który miło łaskotał jego trzewia. Można powiedzieć, że adrenalina to jego kochanka. A śmierci się nie bał. Była oczywista i naturalna.
Następnie poczuł jak jego ciało zderza się z ziemią, bo nie przewidział, że kotka zechce do powalić na ziemię. I że jej się to uda. Rąbnął łbem o podłoże, a drobinki śniegu wzbiły się w góre osiadając leniwie, ale natarczywie na pysku i wąsach burego kocura. Przymknął oczy czując, że podrażniły i tak już zimny nos.
- Mam grube futro. - Skwitował wpatrując się w kotkę tymi swoimi oczyma bez wyrazu. Można je w końcu tak nazwać. Widać w nich tylko permamentny brak odruchów zdrowego organizmu. Wypalenie uczuciowe. Brak tych uczuć i mimo, że Lew odczuwał to głównie gniew.
- A co masz na myśli? - Zapytał i przejechał po niej swymi oczyma odwracając nieco pysk i przymykając ślipia tak jakby pozwalał tej chwili trwać. A tak naprawdę czekał na reakcję kotki i jej kolejne słowa. Jedyne co jest w stanie rozgrzać tego wyjałowionego z odczuć kota to walka.

Słowicza Łapa. - 2018-12-30, 17:47

Przypatrywała się na ciało burego kocura z rozlewającą się gdzieś między trzewiami dziwną obojętnością i spokojem, tak jakby wszelkie troski na chwilę odeszły. Na tym się skończyła cała karuzela emocji. Na potrzebie defensywnego wycofania się.
- Wedle Twoich słów niewiele masz pożytku z tego futra - wyglądało na to, że syn Skaczącej Żaby sam nie wiedział czy jest mu zimno, czy gorąco, czy jego futro grzeje, czy też bardziej ziębi. Nie rozumiała jego zachowania, które poniekąd było równe zmienne, jak to jej. Z jednej strony co i rusz widywała go w pobliżu, kręcił się, inicjował coś, a z drugiej udawał nieprzystępną masę, nieposiadającą żadnego sensu i intelektu w ślepiach. Masę skutą grubą warstwą kamienia i lodu, której towarzystwo przerastało córkę Lekkiego Kroku. W tym momencie przypomniała też sobie słowa Piórka, przez co odskoczyła od kocura jak poparzona.
- Coś, czego nigdy nie zrozumiesz, Lwia Łapo - zacisnęła zęby, biorąc głęboki wdech. Skorupa. Bury dżentelmen był jedynie pustą skorupą. Przepiękna oprawka, przyciągająca oko, lecz treść niezwykle wybrakowana. Patrzyła ociężale na śnieg, który powoli opadał na jego długie futro, by wkrótce zasypać go całego i ukryć przed nieproszonym okiem. Z chwili na chwilę uświadamiała sobie coraz to więcej rzeczy, choć część z nich pojawiała się pod wpływem nagłego impulsu. Nie interesowało ją to.
- Sam nie wiesz, czego chcesz - fuknęła pod nosem i odwróciła się na pięcie, czując, jak oczy zaczynają ją szczypać. Zamrugała szybko, chcąc pozbyć się tego obrzydliwego uczucia - Ślepy głupek - powiedziała cicho sama do siebie, nie dbając o to czy Lew to usłyszy, czy nie. Co za różnica. Zbiegła z pagórka i wartkim tempem ruszyła w stronę lasu, zaciskając zęby tak mocno, że czuła ich zgrzytanie pod czaszką.


Zt.

Lwi Zew - 2019-01-01, 22:36

Nagła zmiana humoru w pewnym sensie zdziwiła Lwa, a z drugiej strony można powiedzieć, że spodziewał się takiego... wybuchu. Mimo wiedzy o skrajnościach Słowik bury terminator za każdym razem nie potrafił pojąć całej jej natury. Był... zszokowany. Po raz pierwszy raz w życiu ktoś sprawił, że w jego głowie pojawiły się pytania, które wcześniej nawet nie miały prawa istnieć. To pytanie brzmiało dlaczego? Jednak odpowiedź nie przychodziła.
Jedno Słowik trzeba przyznać - w Lwie potrafi wzbudzić emocje inne niż jego obojętność, która tak silnie wtopiła się w posture burego. Lew... nie odczuwa wiele, a przy tej kotce czuje coś czego nie potrafi zrozumieć. I walczy z tym. To nie tak, że on nie wie co to zauroczenie, miłość, radość. Po prostu do tej pory nie odczuwał tego. A przy Słowik dodatkowo czuje zdziwienie i niezrozumienie. Niezrozumienie, które towarzyszy mu od pierwszego ich spotkania.
- A czego Ty tak naprawdę chcesz ? - Zapytał, ale było za późno. Kotka uciekła jakby rażona piorunem, a Lew? Lew podniósł się leniwie patrząc jak znajoma postać niknie mu z oczu. Wraz z znikającą Słowik pojawiło się inne doznanie - gorycz.
Myślał - biec za nią? Ale co to da? I czy ona tego by chciała? Finalnie bury stwierdził iż należy dać jej czas, zrozumieć przede wszystkim o co w tym wszystkim chodzi i... może porozmawiać z Pierzastą? Jest jej siostrą więc raczej chce dla niej dobrze. A Lew w pewnym sensie też chciał, aby Słowik była zadowolona, ale sam jeszcze tego nie rozumiał.
Pokręcił łbem po czym wstał otrzepując z siebie śnieg. Odszedł.

Zt.

Trzmieli Pył - 2019-04-03, 17:56

Trzmiel miał ostatnio sporo na głowie, ale musiał również wypełniać podstawowe obowiązki, toteż polował dzień w dzień, choć trochę rzadziej, niż gdy był jeszcze wojownikiem. Gromowy przywódca opuścił obóz i na ugiętych łapach ruszył przez włości, aby znaleźć dobre, ciche miejsce do łowów. Niedługo później zawędrował na wysoki pagórek, gdzie przystanął na moment, po czym rozejrzał się i nabierając rześkiego, wiosennego powietrza w płuca zmierzył ciemnopomarańczowymi ślepiami okolicę. To było dobre miejsce. Od razu ruszył pod wiatr na lekko ugiętych łapach, uważając gdzie stawia kroki i wytężając wszystkie zmysły. Wzrokiem skrupulatnie badał teren, krótkimi uszami poruszał na boki, nasłuchując uważnie, a lekko rozchylony pysk pomagał mu w węszeniu. Czekał na jakiś sygnał, bądź trop, który świadczylby o znalezieniu się w pobliżu zwierzyny.
Jesionowa Kora - 2019-04-13, 15:48

Pora Nowych Liści dawała kotom już o sobie znać. Śnieg całkowicie zniknął z terytorium czterech klanów, pozostawiając po sobie jedynie wspomnienie. Pierwsze kwiaty zaczynały pokazywać się na coraz bardziej zielonej i miękkiej trawie. Na gałęziach drzew, pojawiały się pąki, a nawet niektóre, były już pokryte białymi bądź różowymi kwiatami. Zwierzyna również zaczęła się częściej pokazywać. Dziś jednak lider Klanu Gromu, mimo ładnie świecącego słońca, nie miał tyle szczęścia. Jak na razie, mógł jedynie słuchać ćwierkania okolicznych ptaków, gdyż nie znalazł żadnych śladów piszczaków, które mogły stać się jego posiłkiem.

lvl: 7 | S: 23 | Zr: 16 | Sz: 9 | Zm: 9 | HP: 95 | W: 65

Trzmieli Pył - 2019-04-13, 18:16

Pora Młodych Liści dokazywała, a roślinność radośnie kwitła. Niedługo słońce będzie grzało tak mocno, że nagrzeje piasek, który przyjemnie będzie grzał w poduszki łap kotów z Klanu Gromu. Trzmielowi bardzo do gustu przypadły nowe ziemie, ale wciąż miał sentyment do Złocistych Równin sprzed wielkiej migracji, którą przeżył. Z biegiem czasu okazało się, że w klanie przetrwało niewiele kotów, które tego doświadczyły. Czasami zastanawiał się, czy kocięta w ogóle zdają sobie sprawę, że żyją tutaj dopiero od niedawna, bo czym jest jeden obieg pór roku.
Rozglądając się uważnie i nasłuchując, a także węsząc w przemierzał terytorium Klanu Gromu w poszukiwaniu zwierzyny, jednakże niczego nie udało mu się na razie znaleźć. Tęgi kocur przystanął na chwilę i po wyłapaniu kierunku wiatru zaczął iść pod niego na lekko ugiętych łapach, uważając na to, gdzie stawia kroki i rozglądając się uważnie.

Jesionowa Kora - 2019-04-15, 15:22

Trzmiela Gwiazda chyba nie miał dzisiaj szczęścia do zwierzyny. Pomimo rozpoczynającej się Pory Nowych Liści, gdzie zwierzyna sama powinna wpadać kotom pod łapy, Gromowy nie potrafił znaleźć żadnych śladów piszczaków. Jedynie dalej ćwierkające ptaki, dawały o sobie znać, przelatując co jakiś czas nad głową syna Cietrzewiowego Grzbietu. Kiedy kocur skradał się, szukając zwierzyny, gdzieś z boku, mógł spostrzec... kolorowe skrzydła. Właściwie to żółte, niczym słońce, przechodzące po błękitnym niebie. Chwilę tak tam siedział, nim nie poleciał dalej.

lvl: 7 | S: 23 | Zr: 16 | Sz: 9 | Zm: 9 | HP: 95 | W: 65

Trzmieli Pył - 2019-04-17, 00:11

Trzmiela Gwiazda skradał się pomiędzy drzewami, czując ciepłe promienie słońca na szarym grzbiecie. Wytężał każdy ze swoich zmysłów, skrupulatnie badając nimi okolicę. Szedł z lekko rozchylonym pyskiem, żeby poprawić swój węch, a małymi uszami poruszyła niczym antenami w próbach złapania zasięgu. Sęk w tym, że nie znajdywał niczego w zasięgu swojego wzroku. Jedynie ćwierkające wysoko w górze, czy lecące po niebie ptaki. W pewnym momencie dostrzegł ptaka, który znalazł się bliżej niego i już chciał sie przygotowywać do łowów, kiedy stworzenie po prostu odleciało. Zapewne nawet nieświadome, że tęgi kocur na nie czatował. Cóż, nie pozostało mu nic innego, jak dalsze poruszanie się pod wiatr na lekko ugiętych łapach i uważanie na to, gdzie stawia kroki, skupiając wszystkie swoje zmysły na poszukiwaniu zwierzyny.
Śnieżna Zamieć - 2019-04-19, 14:31

Gromowy przywódca raczej nie miał dzisiaj szczęścia. Pora Nagich Drzew już na dobre odeszła z terenów czterech klanów a pomimo tego, Trzmiela Gwiazda nie umiał znaleźć żadnego śladu zwierzyny. I wreszcie. Jakieś małe ślady łap. Zapach jednak wskazywał na coś... mniej jadalnego o ile w ogóle. Zaraz potem, za jednym z pobliskich pagórków, oczy syna Jaszczurczego Języka, natrafiły na mały, brązowy kształt, który rozglądał się bacznie dookoła, idąc przed siebie. Mimo tego, łasica nie zauważyła jeszcze kocura, więc to od niego zależała decyzja, czy woli odejść czy też walczyć.

Trzmiel
lvl: 7 | S: 23 | Zr: 16 | Sz: 9 | Zm: 9 | HP: 95 | W: 65

Łasica
S: 5 | Zr: 9 | Sz: 5 | HP: 40 | W: 35

Trzmieli Pył - 2019-04-19, 15:02

Cierpliwie szedł pod wiatr, rozglądając się uważnie po okolicznych ziemiach, które należały do jego klanu, z myślą, że niedługo natrafi na coś, co mógłby przynieść na stos. Na razie jednak nie zapowiadało się, żeby coś znalazł. Mimo, że było spokojnie, a pogoda dopisywala, to wszystkie ptaki i zające, czy inne stworzenia, pochowaly się przed nim.
Aż do momentu, w którym nie dostrzegł podłużnego stworzenia o brązowej sierści i bialawym brzuchu. Dla niego taka łasica była niczym, ale jakiś młody terminator mógłby mieć z nią poważny problem, toteż nie czekając na to aż go zobaczy, Trzmiela Gwiazda podkradl się do niej na lekko ugietych łapach, uważając na to gdzie stapa, z wiatrem wiejacym mu w pysk. Ogon i głowę trzymał na wysokości grzbietu i przeniósł ciężar na tylne kończyny. Gdy udało mu się podejść wystarczająco blisko po prostu skoczył na łasice, chcąc złapać ją zębami za kark i go skręcić.

Śnieżna Zamieć - 2019-04-19, 15:28

Czy Trzmiel zakradnie się niezauważony?{Rzut 1d6}
parzyste - udany
nieparzyste - nieudane
Wypada 6 - udane

Atak Trzmiela - słaby(50%)[(16+23)-(10+9)*0.5=10]

Trzmiela Gwiazda zakradł się do drapieżnika niezauważony. Wiatr wiał w stronę jego pyska, a łasica nawet nie usłyszała, że kot się do niego zakrada. Kiedy zorientowała się o ataku, było już za późno. Kocur chwycił ją za kark, jednakże ugryzł ją ze zbyt małą siłą. Zostawił jej jednak ślady swoich kłów na skórze, a w jego pysku rozniósł się metaliczny posmak krwi, która zaczęła kapać z rany.

Trzmiel
lvl: 7 | S: 23 | Zr: 16 | Sz: 9 | Zm: 9 | HP: 95 | W: 65-3=62(65)
•przerzuty 0/6

Łasica
S: 5 | Zr: 9 | Sz: 5 | HP: 40-10=30(40) | W: 35
•rana 1.stopnia - ślady zębów na karku(Od następnej kolejki -1HP do końca walki)

Trzmieli Pył - 2019-04-19, 17:04

Srlsy, 1 na kości?? XDDD //

Trzmielowi udało się niezauwazenie podkrasc do niczego nie świadomej łasicy i już chwilę później leciał w jej kierunku. Brązowo-białe stworzenie nie miało czasu na reakcję, ale tak się akurat złożyło, szczęśliwie dla łasicy, że Trzmiel, mimo iż udało mu się ją złapać za kark, to jednak w zamieszaniu nie złapał jej na tyle skutecznie, aby od razu skręcić jej kark, a jedynie zostawił ślady zębów na skórze, chwilę później czując metaliczny posmak krwi na języku. Cóż, małe niepowodzenie. Nie zamierzał dawać jej okazji na kontratak i od razu rzucił się w wir walki, chcąc złapać łapami za długie ciało, żeby łasica mu nie umknęła i wgryzc się w zranione już miejsce.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group