To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Granice - Kępy Traw

Stokrotka - 2018-06-24, 09:35

/ przepraszam

Zaśmiała się cicho. Tak, zdecydowanie lepiej by było, gdyby jej nowe imię znajdowało się w zakresie możliwości jej znajomego. Najlepiej, żeby wszystkie koty mogły wyartykułować każde imię, ale to nie wina kocura, że nie potrafił wymówić "r". Chyba, że ta litera znajdowała się na początku wyrazu, co właśnie udowodnił. Trochę dziwne, że jednak mu się udało, że umie to zrobić, a jednak chociażby taki wyraz jak "Stokrotka" nie brzmi w jego wykonaniu tak jak powinien. Ale nie miał na to najmniejszego wpływu, podobnie jak na fakt, że urodził się z czarno-białym futrem, chociaż to akurat nie utrudniało mu życia. Za to niewymawianie "r" już tak. Stokrotkowa Łapa nie spotkała nigdy wcześniej nikogo z podobną przypadłością, więc to chyba rzadkość?
- Tak, podoba mi się! - stwierdziła. To ładne, delikatne imię. Na kolejne słowa terminatora uniosła lekko brwi. Nie spodziewała się, że będzie wolał swoje kocięce imię, choć to oczywiste, że nie uda mu się go zachować. Każdy wojownik musiał nosić dwuczłonowe i nie słyszała jeszcze o odstępstwie od tej reguły.
- Tak? Wiesz, koty zawsze mogą mówić na ciebie "Głóg" nawet kiedy zostaniesz wojownikiem. Więc jest ci zupełnie obojętne, jak będziesz się oficjalnie nazywał? - spytała. Nie miał żadnych życzeń, ulubionych imion z członem "Głóg"? Trochę dziwne, ale może inne koty nie przykładają wagi do tego, jak się nazywają. W sumie nawet gdyby Głóg miał inaczej na imię, dalej byłby tym samym kotem, to fakt, jednak łaciata kotka chciała się nazywać jakoś... dobrze. Chyba by nie wytrzymała, gdyby wszyscy zwracali się do niej głupio brzmiącym zlepkiem słów, na przykład, dajmy na to, per Stokrotkowy Łoś. To mimo wszystko ważna kwestia!
- Tak. Rozesłano za nim patrole, ale przepadł jak kamień w wodę - krążyły plotki, że odszedł z własnej woli. Nie znaleziono jego ciała ani w ogóle niczego, nie licząc tylko starego zapachu. Dziwne. Nie wyglądało to na atak drapieżnika, a Stokrotkowa Łapa nie wiedziała już, co o tym myśleć. Przywódca zdradzający własny klan? Rodzice bardzo go lubili, więc nie mógł być złym kotem. Jeśli naprawdę opuścił Wichrzaków z własnej woli, musiał mieć ku temu ważny powód.
- Och, nie. Chciałabym, tylko... przyzwyczaiłam się do Kruczej Gwiazdy. Niektórzy sądzą, że on może się jeszcze pojawić w klanie i Grad nie powinien go zastępować, póki nie wróci. Koty się trochę pokłóciły i Gwiezdni się zdenerwowali, zrobili nagle burzę z piorunami i latały gałęzie! - wyjaśniła. W ten sposób chyba nie zdradziła zbyt wiele? Nie wspomniała przecież, że według większość klanu Grad nie nadaje się na zastępcę, a co dopiero na lidera i koty go nie słuchają. Najchętniej opowiedziałaby mu wszystko, skoro był tego ciekaw, ale pewne informacje nie powinny wychodzić poza Klan Wichru.

Głogowy Cień - 2018-06-30, 20:31

Wady wymowy były różne. Kiedyś się jąkał, mieszał kolejność liter w słowach i miał generalnie spory problem z prawidłowym wymawianiem słów; później został mu brak możliwości wymawiania litery "r". Być może w przyszłości opanuje wymawianie jej, może po prostu potrzebował dłużej ćwiczyć i bardziej świadomie wymawiać każde słowo... Jednak wymagało to naprawdę skupienia się na tym, co mówił. Łatwiej gubił wątek, gdy zamiast myśleć o kontynuacji zdania skupiał się bardziej na tym, by odpowiednio wypowiedzieć konkretne słowo. Już teraz i tak mówił dość oszczędnie i powoli, w miarę możliwości omijając sprawiające mu trudność wyrazy, jednak mentalne akrobacje jakich to wymagało były po prostu, cóż, męczące. Nikt nie miał czasu na to, żeby całą energię poświęcać na mówienie. Nikt, a już na pewno nie Głóg. Uśmiechnął się wesoło gdy kotka przyznała, że podoba mu się jego propozycja; przez chwilę nawet miał nadzieję, że może faktycznie będzie miała takie imię, jakie dla niej wymyślił, jednak zaraz uświadomił sobie to, o czym myślał - i z pełną świadomością odsunął od siebie tę emocję. Nie.
- Tak jakby - odparł, po raz kolejny wzruszając barkami. Jego długa, biało-czarna kryza zafalowała nieznacznie pod wpływem tego ruchu. - Nie... czuję tych całych zmian. Według mnie są niepotrzebne - dodał po chwili i przysiadł na zadzie. Co tak będą rozmawiali cały czas stojąc. - Zwłaszcza że czuję, że dostanę jakieś idiotyczne imię - bąknął jeszcze odchylając się nieznacznie w tył; białe zęby kocura błysnęły w lekkim, krzywym półuśmiechu. Nie żeby Świetlikowa Gwiazda nie był mistrzem nadawania bardzo dobrych lub beznadziejnie tragicznych imion. Potrafił jednym tchem na tej samej ceremonii nazwać koty Mroźnym Nurtem (dobre, zrozumiałe, mające sens imię) i Iskrzącym Nosem (alergia? katarek, od którego wilgotny nos mu się iskrzy?), nie wspominając o momentach w których przeszedł samego siebie, jak chociażby wtedy, gdy nazwał jakiegoś biednego frajera Pylistym Czołem. Nic dziwnego, że już go nie było w klanie; ośmieszony w ten sposób sam odwróciłby się na pięcie i odszedł nie oglądając się za siebie.
- To... podejrzane - mruknął marszcząc czoło w odpowiedzi na słowa o Kruczej Gwieździe. W końcu nie zawsze przywódca klanu znika bez wieści. Co go bardziej zaskoczyło był fakt, że najwidoczniej do tej sprawy był zamieszany sam gwiezdny klan, który manifestował swoją obecność bardzo dobitnie. Wiara Głoga zawsze była dość średnia, więc informację o interwencji przodków przyjmował z przymrużeniem oka. - Burza? Przecież ostatnie dni były słoneczne. Nie słyszałem żadnych grzmotów czy czegoś - stwierdził zaraz. Nie zarzucał Stokrotce kłamstwa, a jedynie... no tak średnio chciało mu się wierzyć, zwłaszcza że burza to nie jest coś, co nagle się pojawia, zrzuci wiadro wody na drzewo, poszarpie gałęziami i zniknie. Mało wiarygodna ta opowieść, chyba że się wierzy w zdolność duchów do manipulacji zjawiskami atmosferycznymi.

Stokrotka - 2018-07-05, 17:42

Postanowiła dołączyć propozycję kocura do listy swoich ulubionych imion, które chciałaby nosić. Śmiesznie by było, gdyby przywódca, jakikolwiek on będzie, bo koty nie doszły jeszcze do porozumienia w tej kwestii, nadał jej właśnie takie imię. Może dałoby się szepnąć mu słówko? Głóg miałby później niespodziankę i ucieszyłby się! Chociaż nad tym trzeba się dobrze zastanowić, bo skutki wyboru Stokrotki, jeśli taki w ogóle będzie miała, pociągną się za nią przez resztę życia. Nie warto nadawać sobie głupiego imienia, żeby sprawić przyjemność koledze, jednak to było ładne i brała taką opcję pod uwagę.
- Czemu? Myślisz, że przywódca cię nie lubi? - zmarszczyła lekko czoło w zdumieniu. Również usiadła, owijając rudy, pręgowany ogon wokół łap. Ona sama miała dobrą relację z Kruczą Gwiazdą i postrzegała przywódców jako sympatyczne, odpowiedzialne koty o silnym charakterze. Nie słyszała, żeby któryś z obecnych liderów zrobił coś nie w porządku, nie licząc może wyboru Grada na zastępcę, z którym mało kto się zgadzał, ale Kruk na pewno chciał dobrze! Przynajmniej nadawał klanowiczom ładne wojownicze imiona. Terminatorka nie miała okazji rozmawiać ze Świetlikową Gwiazdą, lecz czarny kocur nie mógł być przecież taki zły. Rzecznemu terminatorowi chyba tylko się wydaje, że dostanie głupie imię.
- Bo ta burza była tylko u nas, a do was nie doszła - odparła po prostu. Głóg mógł się zacząć z nią kłócić o coś, co widziała na własne oczy, ale każdy zapytany przez niego członek Klanu Wichru powiedziałby to samo, co ona. Nawet jeśli brzmiało to dość dziwnie, to chyba wszyscy nie ulegli zbiorowym halucynacjom i trwająca chyba kilkanaście uderzeń serca burza naprawdę miała miejsce? Przed tym incydentem wiara Stokrotkowej Łapy również zbyt silna nie była, ale teraz nie miała wątpliwości, że Gwiezdny Klan naprawdę istnieje. Przecież normalna burza by nie przyszła tak znikąd, nie strąciła gałęzi idealnie pod łapy kotów i po chwili wszystko nie wróciłoby do normy. Klanowy medyk potwierdził przypuszczenia zebranych, a on musi się znać na rzeczy.

Głogowy Cień - 2018-07-20, 21:52

Wzruszył lekko barkami.
- Nie lubi całej mojej rodziny - odparł nieco markotnie, na moment uciekając wzrokiem gdzieś w bok. - Moja matka jest za miękka dla zastępczyni, więc na nią krzywo patrzą. Moje siost'y za gówniaka wykrzyczały kilka słów za dużo. Głupia sp'awa, rozumiesz, ciągnie się to za nami od dawna - dodał po chwili wywracając bladożółtymi ślepiami, by znów powrócić spojrzeniem do Stokrotkowej Łapy. Jej myślenie było dość... dziecinne i bardzo idealistyczne, jednak prędzej czy później życie z całą pewnością zweryfikuje jej ślepią wiarę w jej ideały. Oby prędzej nim później, bo z każdym kolejnym księżycem na karku bolało to coraz bardziej i coraz trudniej było wstać po tym, gdy upadały fundamenty.
- Nie to, że ci nie wierzę - zastrzegł jeszcze, nieznacznie pochylając się w jej stronę i poważnie spoglądając w jej oczy. - Tylko... no. Chyba rozumiesz, że coś takiego nie dzieje się zawsze - mruknął i uśmiechnął się lekko. Nabrał powietrza w płuca i spojrzał w bok, po czym znów na swoją towarzyszkę. - Ech, nie ma co gadać na takie tematy i sobie psuć niepotrzebnie humo'. Może się przejdziemy? - zaproponował uśmiechając się do niej nieco po szelmowsku. Nie mieli zbyt dużego pola do popisu, jednak zawsze mogli iść wzdłuż granicy, zamiast tak siedzieć w kępie traw i się na siebie patrzeć. Zawsze to jakieś urozmaicenie, prawda?

Stokrotka - 2018-07-22, 19:58

- Przykro mi to słyszeć - odparła, nie mijając się z prawdą. Relacje z najbliższymi kotami były dla niej bardzo ważne. W Klanie Wichru niemal każdy był z nią w jakiś sposób spokrewniony i wszyscy tworzyli jedną wielką rodzinę. Kłócącą się, ale wciąż rodzinę. Terminatorka nie mogła powiedzieć, że jej nie lubi, zresztą starała się nie zrażać do nikogo zbyt szybko. Wydawało jej się, że Głogowa Łapa nieco przesadza. Bo niby czemu przywódca miałby nie znosić całej jego rodziny, nawet jeśli niektórzy przeskrobali coś za młodu? Gwiazdy właśnie powinny traktować wszystkie koty równo, segregując je tylko ze względu na dzierżoną rangę, bo jednak kocię nie dorównywało wojownikowi, a nie według sympatii do nich i tym mniej lubianym nadawać głupie imiona. Bez sensu.
Zetknięcie z rzeczywistością mogło nastąpić już niebawem. W jej głowie zaczynało kiełkować przypuszczenie, ale na razie oddalała je od siebie. Jak to, wspaniały i lubiany przez rodziców Krucza Gwiazda miałby dopuścić się tak haniebnego czynu jak zdrada własnego klanu? Miałby porzucić ich wszystkich na pastwę losu, z nielubianym zastępcą? Póki co trzymała się wersji, że przywódca odszedł, bo... musiał. Może porwali go dwunodzy, może uciekał przed drapieżnikiem. Cały klan znajdował się jeszcze na tym etapie, że wszyscy tylko snuli domysły i szukali na granicach najdrobniejszego śladu Kruczej Gwiazdy. Jego zniknięcie wstrząsnęło chyba każdym w większym lub mniejszym stopniu, jednak nie przewróciło go góry nogami postrzegania świata Stokrotki. Przynajmniej jeszcze nie.
Już otworzyła mordkę, żeby dodać coś w sprawie wywołanej przez przodków burzy, gdy rzeczny kocur zaproponował spacer na rozluźnienie atmosfery. W tych okolicznościach mogli przejść się tylko wzdłuż granicy, ale w sumie czemu nie?
- Dobra, chodźmy - przystała na tą propozycję, odwzajemniając uśmiech terminatora. Wstała i obróciła się w prawo, żeby rozpocząć mały spacerek - Co mi jeszcze powiesz ciekawego? - spytała, decydując się porzucić niewygodny temat. Tak będzie lepiej. Pewnie, że tego typu rzeczy nie zdarzają się codziennie, ale nie znaczy to, że są nieprawdziwe i niedorzeczne. Niby kocur nie mówił, że wątpi w jej słowa, ale wydawał się mocno sceptyczny. Niech już mu tam będzie, nie ma sensu więcej strzępić języka, żeby udowodnić, że nagła burza i spadające gałęzie po prostu jej się nie przyśniły.

Głogowy Cień - 2018-07-30, 00:11

Przesadzał? Według siebie samego - nie. Czuł, że miał prawo do tego, by czuć się traktowanym inaczej, on i jego rodzina. Stokrotkowa Łapa nie podejmowała jednak tego tematu, a i on sam nie zamierzał tego dalej rozgrzebywać. Chyba wyrósł już z tego robienia z siebie ofiary na absolutnie każdym kroku i teraz wystarczało mu jedynie wspomnienie o tym od czasu do czasu, tak żeby nikt aby na pewno nie zapomniał o tym, że był pokrzywdzony przez życie ze względu na krew, jaka płynęła w jego żyłach. Cieszył się w ogóle z tego, że udało mu się ostatecznie zmienić temat, który zaczynał wchodzić na niewygodnie grząski grunt; wolał czuć się pewnie podczas prowadzonych rozmów, dlatego też zdecydował się na ten spacer i jakąś rozmowę o pierdołach, choć obecnie musiał w panice przetrząsać w głowie wszelkie możliwe tematy do rozmów, byleby nie palnąć czegoś tak głupiego jak, no nie wiem, rozmowa o pogodzie. To byłby szczyt nudziarstwa, a przecież nie chciał, żeby właśnie w tym kierunku poszła ta znajomość. Ruszył więc na wolny spacer przeczesując meandry swoich myśli, dopóki Stokrotka nie wypowiedziała magicznych słów "co mi jeszcze powiesz ciekawego". Wiedział, że takie pytanie padnie, dlatego też się zawczasu przygotował! Dzięki temu oszczędził sobie jakieś dwa albo trzy uderzenia serca stania z rozdziawioną mordą i wydawania z siebie jednostajnego "yyy", gdy się zastanawiał.
- A nie wiem - mruknął nonszalancko, że niby to on wcale nie spędził kilku uderzeń serca na nerwowe szukanie tematów do rozmowy. Wzruszył przy tym lekko barkami. - Hm. Wybacz taką moją może zbytnią ciekawość, ale masz może jakiegoś chłopaka w tym Wichrze? - spytał zerkając na nią kątem oka, a jego mordka wygięła się w lekkim, nieco zaczepnym uśmiechu. - Nie powiesz mi, że za taką babką jak ty faceci się nie oglądają jak psy za kością - dorzucił jeszcze przymrużając jeszcze ślepia. Ze Stokrotki była niezła szprycha i nie zdziwiłby się wcale, gdyby ustawiał się za nią łańcuszek adoratorów.

nie zauważyłem że odpisałaś (/A\) weź mnie kopnij następnym razem jak znowu tak zmulę ojejuu

Stokrotka - 2018-08-04, 17:30

Stokrotkowa Łapa również wolała czuć się pewnie, zwłaszcza jeśli przyszło jej rozmawiać z kotem, którego nie znała zbyt dobrze. Tak stało się i tym razem, jednak Głóg był sympatyczny i w sumie nie miałaby nic przeciwko spotkaniu go ponownie za jakiś czas. Wolała nie ciągnąć dalej wątku - nie znała dokładnie sytuacji i nie miała dowodów, że kocur wyolbrzymia, jak mówiło jej przeczucie. Tak samo jak on nie był przekonany co do burzy wywołanej przez przodków i zmienił temat. Najlepiej po prostu się przejść, rozprostować trochę łapy i pogawędzić na jakieś luźne, nie wywołujące kontrowersji tematy. Byle tylko nie mówić o pogodzie!
Komplement Głogowej Łapy mile połechtał jej ego. Uśmiechnęła się, odrobinę speszona. Nigdy wcześniej nie słyszała czegoś takiego od płci przeciwnej. Może rzeczywiście podobała się kocurom, ale nie zwracała na to zbytniej uwagi? Nigdy nie goniła za chłopakiem i nie wiedziała, czy byłaby gotowa na związek. Chyba tak. Zawsze jakieś nowe wyzwanie, coś, czego nigdy wcześniej nie próbowało się robić. Nie posiadała zbyt dużego doświadczenia we flirtowaniu, chociaż przecież zawsze mogła je zdobyć. Nie zamierzała oczywiście uwodzić każdego kocura w lesie - nie widziała w nich tylko i wyłącznie potencjalnych partnerów. Poza tym nie wszyscy przypadliby jej do gustu. A co ten Głóg taki ciekawy? Czyżby chciał się zgłosić na kandydata? Nie za wcześnie, skoro widzieli się zaledwie drugi raz? Stokrotkowa Łapa miała jeszcze mnóstwo czasu na decyzję, z kim spędzić resztę życia. Na razie chciała się skupić na treningu, a później... się zobaczy.
- A wiesz, że nie? Jakoś nie zauważyłam, żeby się oglądali - stwierdziła, patrząc na niego. Może nie potrafiła jeszcze odczytywać tych subtelnych sygnałów świadczących o tym, że podoba się komuś. Nie była to przecież rzecz, o której mówiło się na treningu czy naukach. A trochę szkoda, zawsze byłoby łatwiej.
- A ty masz jakąś dziewczynę? - odbiła piłeczkę, poruszając lekko wąsami. Skoro jej znajomy mógł być ciekawy, to ona również! Bo czemu nie? W Klanie Rzeki też pewnie są jakieś ładne kotki. A może Głóg chciał jakąś poderwać i nie wiedział, jak to zrobić? Stokrotka niestety mu zbyt wiele nie pomoże.

Głogowy Cień - 2018-08-04, 23:09

Dostrzegł to, że się nieco speszyła tematem, jaki podjął, co znów wywołało na jego mordce uśmiech pełen samozadowolenia. Podobało mu się to, że narzucił tej konwersacji właśnie taki tor, bo było to przyjemne gadanie o pierdołach, a i tak o wiele ciekawsze niż rozmowy o, dajmy na to, pogodzie. Na jej stwierdzenie, że nie zauważyła w ogóle żadnych adoratorów przymknął jedno oko, przyglądając się jej z lekkim uśmiechem.
- No co ty, bujasz mnie chyba - mruknął zaraz nieco żartobliwym tonem przekomarzając się z terminatorką. - Chyba w tym wichrze oczu nie mają - stwierdził zaraz ostatecznie wydając diagnozę na temat stanu klanu wichru. Nie mają oczu, że nie widzą takiej kotki jak ona? Okej, w porządku, widział kotki równie piękne co ona w innych klanach, może nawet i ładniejsze od niej, ale to wcale nie odbierało jej urody. Głóg uniósł swój pierzasty ogon, co robił dość rzadko; był to jednak gest przyjacielski, który koty z reguły odbierały pozytywnie dlatego też zdecydował się jednak na ten drobny gest, ot. Na jej pytanie uśmiechnął się lekko.
- Nie - odparł na jej pytanie i zrobił pauzę, jaka trwała dwa, może trzy uderzenia serca. - Wciąż leczę złamane se'ce, jeżeli mogę to tak nazwać... - dodał nieco ciszej i westchnął, na moment uciekając spojrzeniem gdzieś w bok. Nie był w żadnym wypadku szczery, jedyny kot który byłby blisko tego określenia to Jasna Łapa, która zniknęła wiele księżyców temu i zauroczenie w niej już dawno stało się jedynie obojętną częścią jego historii. Jak sądził jednak kotki lubiły takich, którzy byli silni, ale potrafili pokazywać uczucia i w ogóle, dlatego też zdecydował się podkoloryzować nieco swoje wyznanie, by widziała go w nieco lepszym, bardziej uczuciowym i delikatnym świetle. A co.

Lśniąca Sadzawka - 2018-10-05, 00:38

Przerobiłam już na treningu z mamą walkę, a to oznaczało, że mogłam iść na granicę z klanem Rzeki, aby porozmawiać z medykiem w sprawie nauczania. Klan Gromu jak widać nie był w stanie poinformować nas o tym, dlaczego Malinowe Chaszcze nie daje znaku życia, ale to nic, poradzę sobie jakoś sama. Cały czas z resztą jestem sama ze wszystkim, jeśli chodzi o sprawę swojej edukacji. Szałwia sobie zniknął jakby nigdy nic, a ja musiałam walczyć o każdą informację, jakby to było nie wiadomo co.
Spotkałam patrol. Poprosiłam ich, żeby zawołali Łososiową Łuskę i że prosi o to terminatorka Medyka klanu Wichru. Usiadłam sobie i czekałam. Przywykłam do tego. Cały czas czekam. Dziwnie będzie, kiedy w końcu nie będę musiała tego robić.

/Łosoś uvu

Łososiowa Łuska - 2018-10-05, 15:00

Nie mógł powiedzieć, że był zadowolony z tego że patrol po zakończeniu obchodu granic przypałętał się do Królikarni by przekazać mu radosną nowinę o tym, iż jakaś Lśniąca Łapa z Klanu Wichru czeka na niego na granicy. Już miał brać ze sobą pakunek z ziołami gdy usłyszał, że jest to niepotrzebne - wyglądała na zdrową i nie miała ze sobą nikogo, kto również wyglądałby na takiego, co to potrzebuje pomocy, co tym bardziej nie spodobało się Łososiowej Łusce. Burcząc coś pod nosem wyszedł więc z obozu i ruszył w stronę granicy, a konkretniej Kępy Traw nieopodal Zielonego Pagórka, a żeby się tam dostać bez większego zastanowienia przeszedł przez Trzcinowy Bród, przez co później musiał otrząsnąć swoje łapy i pierś z wody. Ostatecznie Lśniąca Łapa musiała się nieźle naczekać na zakończenie tej całej operacji, bo patrol musiał przecież skończyć... no, patrol, bo nikt się dla byle smarkuli z Klanu Wichru nie będzie fatygował do obozu i z powrotem dla jej zachcianki, a i Łosoś musiał się ze swoją niesprawną łapą tu przytarabanić.
- O co chodzi - odezwał się, gdy dzieliła go od granicy długość drzewa, a żeby się porozumiewać nie musiał już szczególnie podnosić głosu.

Lśniąca Sadzawka - 2018-10-05, 15:15

Przywykłam już do czekania, nawet takiego bardzo długiego. Do rozczarowań również. Odkąd tylko zostałam terminatorką Medyka, czekałam i czekałam, i czekałam. Nigdy się nie doczekałam. Zawsze sama musiałam brać sprawy w swoje łapy i wszystko załatwiać, w przeciwnym razie nadal nic bym nie wiedziała. Tak, to przynajmniej mam jakąś elementarną wiedzę.
Grzebałam łapą w ziemi, żeby jakoś zająć ten czas, przez co udało mi się wykopać niemałych rozmiarów dołek. Nagle jednak usłyszałam czyjś głos. Od razu spojrzałam w tamtym kierunku i ujrzałam te samą kocicę, która opowiedziała mi wtedy o ojcu. Już się spotkałyśmy. Nie wiedziałam wtedy, że miałam do czynienia z medykiem.
Poczekałam aż bura sylwetka zbliży się nieco do granicy, cobym nie musiała podnosić głosu.
- Witaj. Jak pewnie już wiesz, jestem terminatorką Medyka, choć w naszym klanie już od dawna Medyka nie ma. Szkoliła mnie Malinowe Chaszcze, jednakże spotkałyśmy się raz, parę księżyców temu i od tamtej pory nie dostajemy żadnych wieści od klanu Gromu. Zbliża się Pora Opadąjacych Liści, o ile już nie nastąpiła, więc nie mogę sobie pozwolić na brak umiejętności leczenia chorób. Chciałabym się zapytać, czy nie miałabyś czasu i ochoty, by mnie wyszkolić? Jeżeli nie - zrozumiem, ale prosiłabym wówczas, o opowiedzenie mi chociaż jak powinnam sobie radzić z chorobami, jak je diagnozować i leczyć - powiedziałam, nie owijając w bawełnę. Od razu powiedziałam o co chodzi, bo po co się bawić w jakąś miłą pogawędkę i w ogóle? Miałam cichą nadzieję, że kocica się zgodzi. Nie chciałam za bardzo iść na granicę z klanem Cienia. Jeszcze nie.

Łososiowa Łuska - 2018-10-05, 20:59

Mrugnął powoli powiekami, gdy kotka zaczęła mówić. I mówić. I mówić. Wyrzuciła to z siebie na raz w czasie, którego potrzebował do tego, by podejść do granicy i spojrzeć na terminatorkę. Zmarszczył lekko czoło i przez chwilę milczał, zastanawiając się nad tym, co powinien jej odpowiedzieć.
- Mam swojego terminatora - zaczął więc powoli, bez pośpiechu unosząc spojrzenie na jasne oczy Lśniącej Łapy. - I obowiązki. Nie mogę teraz zadecydować. Bez zgody Świetlikowej Gwiazdy - wyjaśnił prosto, w czym był problem. Nie mógł tak po prostu zdecydować się na zniknięcie na pół dnia, a swojego terminatora i przywódcę poinformować o tym dopiero po fakcie i podjętej decyzji. Był medykiem i miał pełne prawo do tego, by decydować o tym czy chce kogoś szkolić czy też nie (a nawet jeżeli nie miał to był gotów sobie takie prawo rościć), jednak szanował zwierzchnictwo swojego wuja jako przywódcy.
- Masz już jakieś... podstawy - spytał, przekręcając lekko głowę w bok. Zauważył, że był to gest który pomagał innym zrozumieć, że pomimo braku pytającego tonu było to pytanie, na które oczekiwał jakiejś odpowiedzi. Każdy jego gest był sztywny i mechaniczny, przez co Lśniąca Łapa mogła mieć wrażenie, że rozmawia nie z kotem, a kimś przebranym za kota, kto nauczył się wykonywania konkretnych zachowań i ruchów, ale nie wychodziło mu to jeszcze naturalnie. - Jakie znasz choroby. Jakie zioła.

Lśniąca Sadzawka - 2018-10-05, 21:14

- Rozumiem. Kiedy zdecydujesz, poinformuj któryś z patroli, będę wdzięczna - odpowiedział. Będę zadowolona chociażby wtedy, gdy usłyszę odmowę. Ale się o tym dowiem i nie będę na próżno czekać. Po prostu pójdę poszukać pomocy gdzieś indziej. Byle bym tylko ZNOWU nie musiała marnować czasu na czekaniu, bo to już było nudne i meczące.
Obserwowałam rzeczniaczkę uważnie i gdyby nie to, zapewne nie zorientowałabym się, że zadała mi pytanie. Nie było słychać, że to pytanie w żadnym wypadku, jednak było widać, że oczekuje odpowiedzi.
- Umiem opatrywać rannych i pozbywać się kleszczy. Tylko tyle zdążyłam się nauczyć - odpowiedziałam, bez zastanowienia. Nie umiałam nic poza tym. Mogłam komuś podać ziarenko maku, jak go coś bolało no i to w sumie tyle. Także tego.
- Kocięcy kaszel. To znam, bo mam w lecznicy wiele chorych kociąt. No i poza tym wiem tylko o istnieniu jakichś innych kolorowych kaszelków. Z ziół znam mysią żółć, ziarenko maku *i wszystko inne do opatrywania ran - odpowiedziałam, przypominając sobie wszystko to, co już przerobiłam z Malinowymi Chaszczami. Nie było tego wiele, ale zawsze coś.


*"pokazały się praktycznie wszystkie zioła, jakie mogły zostać użyte do opatrywania ran. Malina przedstawiła je wszystkie, podając kotce do powąchania i zapoznania się z ich strukturą" <- czyli ja dokładnie nie wiem jako userka, jakie to zioła, poza tymi, które Malina mi nazwała na treningu (a nie wiem, czy to wszystkie), więc możesz uznać, że Lśnienie je wymieniła z nazwy 'D.

Łososiowa Łuska - 2018-10-07, 03:41

- Mm - mruknął krótko i poruszył powoli, dość sztywno głową w geście potwierdzenia. To właśnie miał na celu. Był dość obowiązkowym kotem i po tym, jak oberwało mu się od Gwieździstej Ścieżki za brak raportów z własnego leczenia zaczął przykładać większą wagę do tego, by w przypadku komunikacji międzyklanowej rozsyłać informacje chociażby za pomocą patroli. W tym wypadku brak odpowiedzi nie był wystarczająco jasną odpowiedzią, jak mogłoby być w wypadku komunikacji pomiędzy swoim własnym klanem... a nawet wtedy jednak w oficjalnych sprawach wolał uniknąć niedopowiedzeń.
- Biały kaszel wygląda jak kocięcy kaszel - powiedział przymrużając ślepia. Skoro była świadoma tego, jak wygląda kocięcy kaszel nie było mowy o tym, by nie była w stanie rozpoznać wersji, jaka dotykała częściej dorosłe koty. - Biała wydzielina z nosa, wysoka temperatura, chrypa. Zielony kaszel daje zielonkawy wysięk. Z nosa, oczu... pyska - dodał po krótkiej chwili milczenia i zmarszczył na moment czoło. Znała zioła leczące rany, jednak czy oznaczało to, że były to zioła leczące też złamania i inne urazy? Nie powinien prawdopodobnie mieszać jej w głowie. - Podajesz jałowiec... szarą jagodę. Miód na ból gardła. Podbiał ułatwi oddychanie.

Lśniąca Sadzawka - 2018-10-07, 16:43

Łososiowa Łuska była dziwna. Nie rozumiałam, co chciała przekazać przez „mm”, ale nie zamierzałam się w to zagłębiać. Co będzie to będzie.
Słysząc następne słowa rzecznej Medyczki zastrzygłam uchem. Jak to biały kaszel wyglądał jak kociecy kaszel? To po co dwie różne nazwy na tę samą chorobę? Nie rozumiałam tego.
- To jaka jest różnica między białym kaszlem, a kocięcym kaszlem? - zapytałam, mając nadzieję, że nie zostanę za to zjedzona. W końcu kto pyta nie błądzi, czy coś.
Biała wydzielina z nosa, wysoka temperatura, zakodowane. Zielony kaszel dodatkowo daje jakąś zieloną wydzielinę z nosa, oczu i pyska. Jasne.
Próbowałam zapamiętać i wyobrazić sobie zioła, które powinny być użyte do leczenia tego i za nic nie mogłam sobie przypomnieć żadnej fioletowej jagody w składziku.
- A jak powinnam zebrać jagodę jałowca? Bo chyba nie mam niczego takiego w składziku. I podbiału chyba też mam mało - zadałam kolejne pytanie. Musiałam iść w najbliższym czasie na ziółka, zdecydowanie. W końcu w każdej chwili ktoś mógł zachorować.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group