To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Gromu - Lisia Nora

Truskawkowy Gąszcz - 2020-08-31, 16:50

Łypała cały czas zza łap na czyny dymnego, cały czas cicho chichocząc, udając, że naprawdę drży o swoje życie - a miała w tym już doświadczenie, bowiem przed Łupiną niegdyś uciekała i piszczała tak samo, gdy on, udając przywódcę klanu uznał, że chce również zostać medykiem i ją zaatakował, ostatecznie sadzając swój odwłok na jej brzuchu. Miała nadzieję, że dymny kocur nie zacznie się bawić w kociaka i nie zrobi podobnie, by pokazać, że ją pokonał! Bo jednak ważył zdecydowanie więcej, aniżeli księżycowy kociak, który mimo wieku też nie ważył jakoś bardzo mało. Dymek prawdopodobnie, mimo wszystko, by ją zabił!
Nie spodziewała się jednak tego, co się stanie. Widząc, jak Dymiący wysuwa jednego ze swoich ostrych szponów raczej wyobrażała sobie, że będzie jej "groził", więc nawet że nieco odchyliła łeb do tyłu, opuściła nieco tylne łapy i wpatrywała się w niego z udawanym strachem, który tak już sobie dobrze wypracowała w zabawie z młodszym od niej wujkiem. Nie spodziewała się jednak tego, co miało nastać. Bowiem gdy pazur wojownika przejechał po jej brzuchu ta zaczęła nagle machać łapkami.
- PODDAJĘ SIĘ! - rzuciła, udając tym samym, że się poddaje - bo w rzeczywistości załaskotało ją to, ale przecież, pf, nie mogłaby okazać, że faktycznie tak było, usilnie powstrzymując śmiech. Miała nadzieję, że kocur nie zajarzy i broń Gwiezdny Klanie nie będzie kontynuował natarcia!

Dymiący Staw - 2020-08-31, 18:02

Kocur nie zamierzał się kłaść na medyczkę. Nawet przez chwilę nie przyszło mu na myśl coś takiego zrobić. Już to co teraz wyprawiali wystarczyło Dymkowi. Nie rozumiał do końca tego ale słysząc śmiech białej kotki czuł się fajnie? Jeszcze nigdy się z kimś tak bawił. Bo chyba to była zabawa tak? Tylko z kimś. To było takie dziwne dla kocura. Był już dorosły a takich prostych rzeczy nie znał. Jego ogon delikatnie się pokiwał, oglądając jak Truskawka próbuje udawać przestraszoną. Gdyby była lepszą aktorką to zapewne Sopel teraz by przestał i poczuł by się źle, że przestraszył medyczkę swoją osobą. Nie chciałby tego. Na całe szczęście biała kotka nie potrafiła zachować powagi i co jakiś czas się śmiała.
Wojownik zauważył, że ruch wykonany przez niego, sprawił, że kotka zaczęła się delikatnie wiercić. Czy miała tutaj łaskotki? Czy sam Dymek miał łaskotki? Nie wiedział ale chyba nie. Postanowił to sprawdzić i jeszcze raz przejechał pazurem po brzuchu kotki. - Na nic twoje słowa. Nikt cię nie uratuje. - odparł, chcąc dalej się chwilę pobawić. Trzeba poznawać nowe rzeczy a ta cała sytuacja była dla niego nowa i chciałby się nauczyć jak powinien na to reagować gdy znów przyjdzie mu się tak bawić z kimś kiedyś jeszcze raz.

Truskawkowy Gąszcz - 2020-08-31, 18:20

Och, w takim razie kocur dużo tracił, skoro nie wiedział i nie doświadczył nigdy tego typu rzeczy! Ale spokojna jego rozczochrana, teraz miał u boku Truskawkę, która gdy chciała, potrafiła wprowadzić taką atmosferę do każdej rozmowy, no i z nią mógł doświadczyć tego typu rzeczy, których nie doświadczył w dzieciństwie - bo może i była dorosłą, poważną medyczką - ale z drugiej strony, dla tych bliższych sobie kotów, była sobą. Po prostu sobą - nigdy do końca nie dorośniętą, upartą kotką, z którą ciężko się dyskutuje, ale z drugiej strony da się z nią świetnie bawić.
Cóż, gdyby przestał i tak po prostu się wycofał, Truskawka byłaby bardzo zawiedziona i niezadowolona, że tak po prostu to przerwał, skoro dobrze się bawili, aczkolwiek wtedy Dymek mógł być pewien, że nie dałaby mu tak po prostu spokoju i odwróciłaby tę zabawę w drugą stronę, albo coś, o.
Miała nadzieję, że nie zauważył, że uznał to jej ruszanie łapami za po prostu sygnał, że bawi się w niezwykle uległą medyczkę, która za życie oddałaby wszystko, co tylko ma w swoich łapach, jak to niegdyś odgrywała taką przy Łupinie, ale ten widocznie zrozumiał o co chodzi i nie bacząc na jej rzucanie się powtórzył swój wcześniejszy gest, na co ona pisnęła.
- Miej litość, o wielki wojowniku, nie krzywdź mnie! - pisnęła, by zagłuszyć jakoś swój chichot, który o mało nie opuścił jej kształtnego pyszczka. - Naprawdę, wygrałeś, poddaję się! - rzuciła, jak najbardziej przerażonym tonem mogła. Jaka szkoda, że nie potrafiła jeszcze płakać na zawołanie, bo zdecydowanie teraz by to wykorzystała! A tak? Mogła patrzeć na Dymka rozbawionym spojrzeniem, które próbowało udawać przerażenie.

Dymiący Staw - 2020-08-31, 19:05

Dymek natomiast nie ukrywał swojego prawdziwego oblicza ale dla bliskich mu osób był bardziej taki... Milszy i przy nich nie wyglądał tak jak zwykle. Był żywszy i chętnie chciał słuchać ich słów i obserwować ich reakcje na różne rzeczy.
Tak też było w przypadku Truskawki, którą z zainteresowaniem obserwował. Był ciekawy znów jej słów i reakcji na jego delikatny dotyk.
Słysząc wreszcie słowa białej kotki, dymny kocur prychnął cicho i to chyba był śmiech? Czy Dymek mógłby się śmiać? Halo? Przy tym prychnięciu, zasłonił drugą łapą swój pysk a następnie popatrzył się w oczy białej kotki. Nie mogła nabrać Sopla. Widział w jej oczach rozbawienie i wcześniejsze reakcje nie wyparowały kocurowi z pamięci. Teraz nie mogła go nabrać. Może trochę przeszło mu przez myśl by przestać ale zrozumiał, że Truskawka specjalnie to zaczęła i chciała żeby ta zabawa dalej trwała.
- Nie wiem co to znaczy litość. Nie udobruchasz mnie miłymi słowami. - powiedział chłodno, starając się wczuć w rolę. Następnie zaczął kilka razy powtarzać swój ruch żeby medyczka nie miała czasu na uspokojenie i żeby wreszcie wybuchła śmiechem. - Ja już dawno wygrałem. Teraz jedynie odbieram swoją nagrodę. - mówił co mu ślina przyniosła na język bo naprawdę nie wiedział co innego mógł teraz powiedzieć żeby brzmieć jak jakiś zwyrol.

Truskawkowy Gąszcz - 2020-08-31, 20:13

Uśmiechnęła się delikatnie, gdy zobaczyła, jak kocur prycha ze śmiechu, bo raczej nie miała często okazji obserwować go tak się śmiejącego, no i pierwszy raz się zaśmiał podczas ich "zabawy", więc hej, to był całkiem przyjemny do oglądania widok na pysku jej przyjaciela, co nie? Bo chyba oficjalnie mogła go za takowego uznać, patrząc na to, że mimo jego charakteru, który początkowo nieźle ją irytował, potrafili się ze sobą dogadać - i jak widać również dobrze się bawić. A że niewiele kotów miało w ogóle przywilej przyjaźnienia się z Truskawką, bo aktualnie tę łatkę mogła sobie dopisać co najwyżej Żurawina, czy Huragan, a teraz powoli mógł ją sobie dopisywać Dymek.
Przez chwilę nawet miała nadzieję, że to prychnięcie ze śmiechem miało oznaczać, że to już koniec, że Sopel się poddał, w sensie, uszanował jej poddanie, tak, tak miało brzmieć to zdanie, i da jej w końcu spokój i zostawi jej biedny brzuszek i nie będzie go więcej maltretował, nawet chciała się już nawet przekręcić na bok, ale... Wojownik okrutnie ją nabrał! Bowiem już po chwili znów się nad nią nachylił, żeby parę razy przejechać łapą po jej odsłoniętym słabym punkcie! Na co znów zaczęła wymachiwać łapami, próbując uderzyć jakoś kocura, oczywiście bez wysuniętych pazurów, by zostawił ją w spokoju, równocześnie nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- Jesteś okrutnyyy! - jęknęła, na wpół żartobliwie, na wpół całkowicie poważnie, a z jej oczu zaczęły cieknąć łzy ze śmiechu, gdy to tak chichotała, równocześnie próbując trafić łapami kocura - zarówno przednimi jak i tylnymi.

Dymiący Staw - 2020-08-31, 20:33

Mógłby być jego charakter irytujący dla niektórych, zwłaszcza kiedy kot poznał go w nie za dobrym czasie kiedy miał naprawdę niskie samopoczucie na swój temat. Teraz było trochę lepiej i bardziej był otwarty dla innych.
Nigdy nie przypuszczał, że będzę się kolegował z kimś co jest praktycznie jego przeciwieństwem. Jednak jakoś tak wyszło, że się polubili i chyba dobrze, że tak jest. Dymek nie miał za bardzo kotów z którymi mógł tak rozmawiać swobodnie. Truskawkowy Gąszcz o mały włos nie walnęła go w nos swoją łapą. To była oznaka, że trzeba trochę dać odetchnąć medyczce.
Widząc jak kotka zaczęła się śmiać tak mocno, że aż łzy się pojawiły w jej oczach, kocur postanowił w końcu dać odsapnąć kotce. Przestał ją gilgotać i odsunął się nieco by miała miejsce żeby wstać. - No dobra, znaj moją łaskę. - odparł również chłodno, chcąc ostatni raz udawać chłodnego drania a następnie machnął delikatnie ogonem.
Nie chciał ją dłużej męczyć bo by pewnie umarła ze śmiechu. Dymek teraz znał czuły punkt białej kotki i teraz kiedy tylko będzę niegrzeczna będzę ją tak karać. Nie wolno popychać na ziemię z nienacka. To niegrzeczne.

Truskawkowy Gąszcz - 2020-08-31, 20:58

To prawda, że byli swoimi przeciwieństwami - ona pewna siebie i otwarta, towarzyska, potrafiąca nawijać całymi dniami, czy narzekać tygodniami - on nieco bardziej skryty, nieśmiały, nie posiadający nawet w połowie tyle pewności siebie co ona, nie potrafiący zapanować nad emocjami i odpowiednio je okazać. Dlaczego więc dobrali się tak dobrze? Cóż... Ze strony Truskawki, może trochę, było to podbicie swojego ego? Swojej niesamowitości? W końcu, Dymiący Staw był jednym z tych kotów, które często jej powtarzały, jaka to nie jest niesamowita, prawda? I jakoś tak się zdarzyło, że z czasem kotka zaczęła darzyć dymnego kocura nicią sympatii, która rosła, rosła aż w końcu nawet urosła do tego stopnia, że Truskawce rozmawiało się z kocurem dobrze nie tylko dlatego, że upewniał ją jaka to jest cudowna, niezastąpiona i jedyna w swoim rodzaju, ale także dlatego, że po prostu... Hm, w jakiś sposób czuła się dobrze w jego towarzystwie. A kto wie, może kiedyś jeszcze wyprowadzi go na koty, hm? I będzie bardziej towarzyski i pewniejszy siebie, bo coś aktualnie szło mu, cóż, średnio. Przynajmniej w porównaniu do rodzeństwa, chociażby, bo taka Cyprys czy Wilk mieli o sobie o wiele większe mniemanie.
Gdy tylko kocur jej odpuścił, zwinęła się w kłębek, owijając ogonem i zabezpieczając szczelnie swoje słabe miejsce na ciele, łypiąc na kocura spod ogona, którym przykryła nawet swój nos i do połowy oczy.
- Też mi łaska - prychnęła - skoro kazała na siebie tyle czekać! Toż ja tu katusze przeżywałam! Prawie faktycznie zabiłeś medyczkę swojego klanu! Przecież powiedziałam, że wygrałeś! - rzuciła jak najbardziej oburzonym tonem tylko potrafiła.

Dymiący Staw - 2020-08-31, 21:29

To prawda był trochę mało gadatliwy ale nie był takim typowym nieśmiałym kotem. Może czasem czuł skrępowanie ale to tylko się zdarzało kiedy znajdował się w dość nietypowej sytuacji. Ale do nieśmiałych kotów nie był tak do końca zaliczany. Jednak był za to spokojny i ciężko mu było okazywać emocje pyskiem. Nigdy na przykład nie czuł radości a to, że teraz prychnął cicho śmiechem to było coś niesamowitego. Więc chyba trzeba to gdzieś zapisać by zostało to zapamiętane w historii.
Dymny kocur zerknął na medyczkę i zauważył, że zwinęła się w kłębek i do tego tak szczelnie, że wyglądała jak biała kulka sierści. Czyżby się bała kolejnego ataku ze strony wojownika? Nie musiała się przed nim już ukrywać. Sopel przestał i nie zamierzał już więcej jej męczyć. Podszedł do niej bliżej i obniżył się nieco by być na równi z Truskawką. Przukucnął na łapach, podobnie jak to się robiło w pozycji łowieckiej. Następnie machnął uchem i patrzył się tam gdzie powinien znajdować się pysk kotki. - No już nie złość się na mnie. - powiedział spokojnie a następnie, przechylił delikatnie głowę i starał się poszerzyć nieco jego skromny uśmiech. - Polubiłem twój śmiech i dlatego nie przestałem. - odpowiedział z wytłumaczeniem. To właśnie przez jej śmiech, kocurek również prychnął śmiechem. Więc Dymek chciał jeszcze chwilę go trochę posłuchać.

Truskawkowy Gąszcz - 2020-09-01, 13:19

Truskawka zwinęła się jeszcze ciaśniej, zwijając pod siebie łapy najbardziej jak mogła, chowając pysk w ogonie, gdy zobaczyła, że Dymek się zbliża. Owszem, mógł próbować zakopać topór wojenny, ale równocześnie, mogła to być podpucha! Jedna, wielka, obrzydliwa podpucha, która miała uśpić jej czujność, a równocześnie sprawić, że tu i teraz umarłaby ze śmiechu, załaskotana na śmierć przez gromowego wojownika, który miałby jej... y, krew... y... Miałby ją na sumieniu, o! Ją i gromową lecznicę, która zostałaby bez nikogo! Znaczy, no wiadomo, istniała sobie taka Malinowe Chaszcze, ale chyba by osiwiała przedwcześnie, od razu cała, jakby się dowiedziała że znów musi się zajmować tym grajdołkiem bo kolejny medyk wziął i umarł - ale przynajmniej nie zabiła się sama, ha!
Rzuciła mu nieufne spojrzenie, w którym mimo wszystko, pojawiły się rozbawione iskierki, gdy to przysiadł obok niej, próbując się, hmpf, wytłumaczyć. Ze swojego ataku! Podczas którego ona cierpiała! MOGŁA UMRZEĆ, o!
A następnie po prostu rozwinęła się jak harmonijka i zdzieliła delikatnie wojownika po głowie, o ile ten nie zdążył jakoś zareagować, po czym zaśmiała się ponownie.
- Kara! Niewystarczająca, ale póki co, musi mi wystarczyć - rzuciła, gdy już ochłonęła i uśmiechnęła się niewinnie, szczerząc wszystkie ząbki.

Dymiący Staw - 2020-09-03, 09:50

Kocurek powiedział prawdę i myślał, że to jakoś załagodzi sytuację. Jednak tak nie było bo medyczka na chwilę jeszcze bardziej się zwinęła a następnie zaatakowała go znienacka łapą. Gdy dostał po głowie zamknął w tym samym czasie oczy. Nie lubił zbytnio bicia po głowie. Jednak postanowił to przemóc a następnie otworzył oczy i zobaczył jak Truskawka się niewinnie uśmiecha. - No dobrze, niech Ci będzie. - powiedział a następnie wyciągnął prawą łapę do kotki. - Wstawaj, musimy już powoli wracać do obozu. - odparł. Już długo tak spacerowali a jeszcze dużo było rzeczy do zrobienia. Możliwe, że coś trzeba w obozie naprawić bądź coś innego. Poza tym Klan będzę się martwił, że medyczki tak długo nie ma. - Pomogę Ci zanieść rośliny i może coś po drodze znajdziemy jeszcze. - powiedział a następnie zabrał kilka roślin które do tej pory zebrali i jeżeli Truskawka nie miała nic przeciwko razem ruszyli do obozu.
/z.t bo stara czaso ale jak chcesz to możemy iść na kolejną XDDD

Truskawkowy Gąszcz - 2020-09-03, 16:00

Tej sytuacji nie dało się załagodzić! Po tym ataku, który absolutne nie godził wojownikowi, nie zasługiwał na nic innego, jak rewanż! To i tak była najmniejsza kara, jaką mogła w stosunku do niego wystosować, bo normalnie powinna zaatakować go, tak, jak on zaatakował ją, ale zdecydowała, że to czas na koniec psot, bo faktycznie, przyszła tu w innym celu, a wylądowała w zupełnie innej sytuacji, niż sobie wyobrażała. Miała pozbierać trochę przydatnych medykamentów, które się już jej kończyły, a może zapełnić jakąś większą górkę ziół, których miała sporo, ale nigdy za dużo, a skończyła kuląc się na ziemi, zasłaniając brzuch przed kolejnym atakiem gromowego wojownika, i nie zebrała nic, pomijając to, co udało się znaleźć Dymkowi zanim go znalazła. Ale przypał.
Mimo to, z zadowoleniem zastrzygła uszami, gdy wojownik powiedział jej, że wygrała, a na jej pysku wymalował się dumny z siebie uśmieszek. No, bo nie było innej opcji, że on przegra, a ona wygra, nie? Nawet jeśli w ferworze "walki" co najmniej dwa razy wrzasnęła, że się poddaje. Ostatecznie w końcu Sopel przyznał, że to ona wygrała, tak więc, no cóż, wygrała. Może i przegrała bitwę, ale nie wojnę!
Na kolejne stwierdzenie uderzyła ogonem o swoje pięty, nieco kładąc uszy na boki. No tak, te piekielne zioła, jak to się stało, że zamiast je zbierać wylądowali w takiej sytuacji?
- Ta, koniecznie muszę znaleźć jeszcze parę ziół po drodze - miauknęła, aczkolwiek nie opisała przyjacielowi szczegółów. Owszem, pomagał jej przy tych bardziej znanych ziołach, ale nie mogła sobie pozwolić, żeby znał je wszystkie i dokładnie wiedział co zbierać, ile czego jest w składziku i w ogóle, prawda? Mógł sobie być jej kompanem, ale bez przesady. Jedynym kotem, który będzie wiedział tyle co ona, będzie jej terminator. Jak już go sobie... Wybierze. Hmpf.

[zt, i jak dla mnie spoko. <D]

Wężowy Błysk - 2021-01-08, 23:52

Kiedyś, dawno temu, jak Wąż był jeszcze Głośną Łapą rozmawiał z Żurawiną o tym, że nie ma z kim trenować. Wówczas tłumaczył się tym, że nie ma z kim ćwiczyć, że rodzeństwo nie ma czasu, że to, że tamto... no, lipa totalna tak ogólnie. I chyba z tej krótkiej rozmowy wyszli do porozumienia, że kiedyś razem będą się bić. Sparing nie był niczym złym czy strasznym, bił się już z Cyprys - wiedział czego się spodziewać. Wiedział też, że nie jest ultra silny, bo torturował mysz i jakoś wyszło na to, że biedny gryzoń nie zgniótł się pod jego łapami. Także nic nie stało mu na drodze, by spróbować zawalczyć z partnerką starszej siostry.
Na miejscu pojawił się pierwszy. Pełen dumy wyczekiwał przybycia rudej. Co prawda, nie wiedział czy uda mu się wygrać, ale przy mentorce która nie dawała mu forów szło mu znośnie... więc chyba nie miał się czego bać. Gdy zobaczył znajomy pysk, uśmiechnął się pod nosem.
- Ho, ho! Nadchodzisz, wreszcie? - rzucił żartem... ale z drugiej strony szczerze chciał zaznaczyć, że był tu pierwszy i musiał czekać. Nie było co czuć się z tym źle.

//Żurka :hehe:

Żurawinowy Nos - 2021-01-09, 20:16

Żurawinowy Nos nie miała nic przeciwko sparingowi. Wręcz uważała je za istotne. W końcu znając teorię, owszem było się już jakoś przyszykowanym na ewentualne walki. Jednak bez ćwiczeń zrobi się tyle co nic. A skoro Głośny tak bardzo trenował, a nie udało mu się dorwać nikogo na sparing aż do ceremonii na woja, to trzeba jakoś jego awans uczcić co nie? Partnerka jego siostry sama zaproponowała, żeby sobie tak po znajomości poćwiczyć.
Gdy już przysła liliowy przystojniacha zaczął ją tutaj ciągnąć za to, że przyszedł pierwszy. Parsknęła przyjaźnie a na jej pysku wymalował się zadziorny uśmiech.
- Miałam parę rzeczy do załatwienia, mam sporo terminatorów, sam rozumiesz - powiedziała wywracając oczami.
W między czasie gdy mówiła spięła mięśnie i zgarnęła w łapy ziemi by wycelować nią w stronę Wężowego Błysku. Czy jej się udało czy nie gwałtownie ruszyła obok niego, otwierając swój pysk. Chciała szybko zajść go od tyłu i złapać w swoją mordę ogon syna Cichego Strumyka, by pociągnąć nim mocno.

Wężowy Błysk - 2021-01-09, 21:03

Krótki moment skupiał się na jej słowach. Był przekonany, że wpierw na spokojnie pogadają, omówią zasady... Tak, jak robił to z Cyprys na treningu całkiem niedawno. I co? Absolutnie, nic z tych rzeczy! Kątem oka zauważył, że ta wpierw się napina - okej, może dreszcze ją przechodzą bo się boi że przegra, albo... może jej być zimno po prostu czy coś. Kolejny ruch łapami jednak nie wskazywał na to, żeby marzła. Oczywiście - pierwszym słusznym odruchem było uskoczenie na bok, tak by w pysk nie dostał totalnie niczym. Jak złapie go za ogon, to pół biedy - poszamota się i zmusi Żurawinę do puszczenia. O ile w ogóle uda się jej go złapać, w końcu odskakując na bok przesuwał całe cielsko, nie tylko łeb.
Łososiowa Łuska - 2021-01-09, 22:52

Akcja Żurawinowego Nosa <1d6; nieparzyste - nieudana, parzyste - udana>: 6 - udana → celność Wężowego Błysku obniżona o 2 na dwie tury
Atak Żurawinowego Nosa: 150% (krytyczny!)
Unik Wężowego Błysku: 100% (udany)
150%-100%=50% (słaby) → [(14+10)-(8+9)]*½=4

Żurawinowy Nos zaatakowała bez ostrzeżenia - dzięki temu reakcja Wężowego Błysku była opóźniona i przez to został na moment oślepiony przez grudy ziemi, którymi cisnęła mu w oczy. Zaraz potem skoczyła w tył i zaatakowała - kocurowi udało się umknąć przed jej zębami. Co prawda kłapnęła szczękami na końcówce jego ogona i wyrwała mu z niej włosów, jednak to wszystko.

Żurawinowy Nos: S: 14 | Zr: 8 | Sz: 9 | HP: 75/75 | W: 55/55
Wężowy Błysk: S: 9 | Zr: 8 | Sz: 9 | HP: 55-4=51/55 | W: 55/55
» rana 0. stopnia: wyrwana kępka sierści z czubka ogona
» celność obniżona o 2 [1/2]

obrażenia są poglądowe!



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group