To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Gromu - Grzmiąca Rzeka - Piaszczysty Brzeg

Świetlistooki - 2018-03-31, 18:22
Temat postu: Grzmiąca Rzeka - Piaszczysty Brzeg
Jedną z granic oddzielających klan Gromu od nieznanych terenów niczyich jest Grzmiąca Rzeka, której pewna część brzegu pokryta jest piaskiem. Plaża ta nie jest niestety tak rozległa, jak ta przy Wielkiej Słonej Wodzie, zaś szybki nurt wody niczym nie przypomina spokojnego rozbijania się fal. Jest to jedna z bezpieczniejszych części nieprzewidywalnej rzeki, chociaż nadal koty nawet potrafiące dobrze pływać mogłyby mieć problem w przedostaniu się na drugi brzeg.

Czarny Świt - 2018-04-02, 00:49

JAK NAJDALEJ OD TEGO PASKUDNEGO PIACHU.
Ta zasada cały czas przyświecała Wężowej Łapie. Po rozmowie z Mysiowąsą postanowiła poturlać się z umiarkowaną - czyli nieistniejącą - radością wzdłuż granicy gromu z ziemiami niczyimi biegnącymi wzdłuż Grzmiącej Rzeki. Najpierw Mknąca, teraz Grzmiąca - naprawdę, bardzo się wszyscy wysilili i postarali, żeby to wszystko było oryginalne, kreatywne i niepowtarzalne. Miała ochotę podejść do każdego kota w czterech klanach i poklepać go po główce za geniusz znajdującego się wewnątrz mózgu. Porządnie. Używając całych tych swoich szesnastu w sile.
Tak więc bez większego entuzjazmu oddaliła się od piasku najdalej, jak tylko mogła, idąc sobie wzdłuż GRZMIĄCEJ Rzeki, tylko po to, żeby napotkać... Kolejny piasek. ZNOWU! Myślała, że ta zaraza znajduje się tam, gdzie najwięcej głupoty - czyli im bliżej do obozu gromiaków, tym więcej piachu, prosta zależność. Jak widać, pomyliła się - tu również był ten DURNY tlenek krzemu, zawsze gotowy do tego, żeby ją zirytować wtedy, kiedy wydawało jej się, że zaczyna ponownie nad sobą panować.

// Paproć

Paprociowy Liść - 2018-04-02, 07:56

Więc to są te nowe tereny, tak? Szału nie ma. W obozie pełno kłujących igieł, które walają się po ziemi i jeśli ktoś będzie miał pecha, może się na takie coś nadziać. Niby większość leży płasko, ale może akurat jedna igła będzie sterczeć pionowo z gleby czy piachu i taki na przykład Paprociowy Liść nadepnie na to, urażając swoją poduszkę łapy? Klan Gromu naprawdę nie ma dobrego gustu. Zawsze w obozie musi być pełno przeszkód, których nikomu nie chce się sprzątać. Wcześniej jakieś durne kamyki, na których nieraz się wywalił jako kociak, a teraz igły i pełno piasku. Drobne ziarenka od razu powpadały mu do futra i przy okazji nosa. Super, nie ma co. Widział, że Otoczak wymknęła się z obozu i polazła gdzieś na tereny. Postanowił również pójść na zwiady. Niby tu jest bezpieczniej, mniej drapieżników i w ogóle świetnie, cieszmy się wszyscy. Paprociowy Liść normalnie aż skakał z radości. Ta. Przemierzał lekko zirytowany ziemie, które będzie widział codziennie przez wiele księżycy. To na nich spędzi resztę swojego życia, o ile ktoś nie wpadnie na pomysł, żeby przenieść się jeszcze raz. To tutaj będzie patrolował, polował, prał samotników po mordach, o ile jacyś się trafią... Nie dało się przeoczyć dużej ilości piasku pokrywającej okolicę. Ani go to ziębilo, ani grzało, jednak wolałby jakieś normalne podłoże.
Ziemię na przykład, a nie takie sypkie coś, na którym trzeba pewnie inaczej polować.
Tamte tereny były chyba lepsze. Przyzwyczaił się już do nich, a nie przepadał za zmianami. Lecz podjętej decyzji nie dało się już cofnąć i wrócić tam, skąd przyszły klany. Pozostało tylko siedzieć cicho i zaakceptować to, co się stało. Może okaże się, że te jakże chwalone przez wszystkich nowe tereny takie złe nie są?
Dotarł w okolice zbiornika wodnego, Grzmiącej Rzeki czy jak jej tam było. Widząc błysk rdzawego futra między drzewami, postanowił się do niego zbliżyć. Podszedł do siostry bezszelestnie niczym bury cień.
- Naprawdę mogliśmy sobie wybrać lepsze tereny - stwierdził. Wężowa Łapa była zachwycona jeszcze mniej od niego. A może wściekała się, że przywódca jeszcze nie nadał jej rangi wojownika, podczas gdy cała reszta rodzeństwa już ją otrzymała? Nie licząc Grążel, która gdzieś się zmyła.

Czarny Świt - 2018-04-02, 13:04

"Naprawdę mogliśmy sobie wybrać lepsze tereny".
Odwróciła się, słysząc znajomy głos, nieco uspokojona. Zmrużyła powoli oczy, kierując je na Paprocia. Kolejny świetny gromowy wojownik. Dobra, co prawda był o wiele lepszy od Piaskowej Porażki i Łaciatego Czegoś, ale... Nie dorównywał jej z całą pewnością! Była wściekła, kiedy słuchała przebiegu ceremonii z Martwych Krzewów, nie mogąc na niej być, nie móc na własne oczy widzieć jak jej brat uciera nosa tym wszystkim którzy sądzili, że nic z niego już nie będzie. Ale sama nie mogła już zostac wojowniczką - to oznaczałoby zniżenie się do poziomu jakichś Piasków i Płatków ( mimo, że Kroplika nawet polubiła, kiedy ten był kociakiem, to jednak... Co to w ogóle za imię? To miało budzić trwogę w sercach wrogów? ), a przecież była od nich wszystkich ZNACZNIE lepsza. Banda oszołomów!
- Mogliśmy?! Mieli zapchlony obowiązek wybrać lepsze tereny, a dostaliśmy pewnie najgorszy ochłap że wszystkich klanów! - warknęła, ewidentnie zła - ale nie na Paprocia tylko na Błyskotliwy Bebech. Na jakieś tam Piaski i Płatki. Na to, że nie została wojownikiem za czasów Rozerwanej Gwiazdy, kiedy ta ranga faktycznie coś ze sobą niosła. - Jestem ciekawa, jak zamierzają żyć i polować w tym piasku. Banda oszołomów! - zmarszczyła pysk, mając ochotę przemówić tym wszystkim durniom do rozsądku, co jednak nie było przecież wykonalne - i to nie tylko dla tego, że - w jej mniemaniu, oczywiście - gromiacy byli na to za głupi. - Zamierzam sobie spojrzeć na nich wszystkich za kilka księżyców i zobaczyć, ile gromiaków pozdycha na tych nowych, wspaniałych terenach - stanowczo spojrzała na brata, przygotowując się do kolejnej wypowiedzi, nie wiedząc zbytnio, jak ją sformułować. - I ani mi się wąż w to wierzyć i samemu iść na polowanie - chyba wymordowała by połowę samotników na nowych terenach, gdyby się dowiedziała, że coś stało się jej bratu.
Z resztą, jakie to miało w tej chwili znaczenie? Powinna się stąd jak najszybciej zbierać. Całkiem prawdopodobne było to, że Mysiowąsa nie posłucha się jej prośby i przekaże wszystko Błyskotliwej Gwieździe... A ona sama zostanie wtedy przyłapana na granicy klanu.
- Z resztą, nieważne - stwierdziła, podchodząc bliżej do brata i nie przemując się w tej chwili piaskiem. W tej chwili, w której musiała pożegnać się z bratem, tlenek krzemu tracił jakiekolwiek znaczenie. - Przyszłam się pożegnać, Paproć - powiedziała do burego, przesuwając nosem po jego policzku i starając się zapamiętać go najlepiej, jak mogła. - Będę za tobą tęsknić - dodała tylko, próbując powstrzymać falę bólu, która obejmowała jej ciało. Przekształcała go we wściekłość do momentu, w którym była w stanie mówić... By powiedzieć coś zupełnie nieoczekiwanego. - Pozdrów ode mnie Malinowe Chaszcze.
Odwróciła się od brata i stanowczym, prędkim krokiem ruszyła przed siebie. Decyzja, którą podjęła, wywoływała dużo bólu. Prawdopodobnie nigdy nie zobaczy już brata. Nigdy nie zobaczy już niebieskiej... Ale przecież o to chodziło, prawda? Miała odepchnąć ją od siebie, żeby nie komplikować bardziej całej tej sprawy, a teraz mogła to zrobić... I to zrobiła. A nawet, jeśli nie - to przecież odległość sama załatwi sprawę. Otoczak wiedziała, że z pewnością nie osiedli się blisko klanów... Podejrzewała, że wybierze jakieś dzikie, pozbawione sąsiedztwa z klanami miejsce położone w pobliżu jakiegoś wodnego akwenu, w którym mogłaby spróbować swoich sił w łowieniu ryb i który umożliwiłby jej dostęp do wody bez podchodzenia do klanowych granic. Póki co była za słaba na to, żeby zabijać całe grupy kotów.
Niezależnie od tego, co mógłby spróbować zrobić Paproć, ruszyła przed siebie, przymykając nieco oczy. Rozmowa z Mysiowąsą zdecydowanie nie bolała tak bardzo, jak ta z Paprociem. Ta decyzja była trudna... Ale konieczna. Nie była potrzebna w klanie. Była lojalna, ale nie była potrzebna. Musiała odejść.
Po prostu nie miała wyboru.


z/t

Paprociowy Liść - 2018-04-05, 18:29

Wypuścił powietrze przez zaciśnięte zęby. Wybuch Wężowej Łapy utwierdził go w przekonaniu, że te ziemie to zły wybór. Ale w sumie czego się spodziewał po Błyskającej Gwieździe? Ten gbur mianował go tylko dlatego, że Skra jęczała mu o to nad uchem, a poza tym nie zrobił nic dobrego ani dla niego, ani dla klanu.
- Nie oczekuj zbyt wiele po naszym wspaniałym przywódcy - mruknął. Przewodnik bandy durniów. Kto zdechnie, ten zdechnie, a Paproć znalazł ostatnio całkiem porządny, zalesiony kawałek terenu, gdzie można znaleźć dużo zwierzyny. Zwłaszcza ptaków. Mógłby go pokazać rdzawej. Ich dwójka na pewno przeżyje, a selekcja naturalna wyeliminuje słabych.
Poszedł już na samotne polowanie nieopodal obozu i nic go nie zjadło. Jednak skoro siostra twierdziła, że te tereny nie są aż takie bezpieczne, warto się nad tym zastanowić. Wolał wierzyć jej niż Błyskającej Gwieździe.
Dostał już na ceremonii wiadomość, że Otoczak dobrowolnie odeszła z klanu. Wiedział, że zawsze jest taka możliwość, że dumna kotka może uznać, że nie warto już dłużej użerać się z tymi wszystkimi mysimi móżdżkami. Sam nawet czasem rozważał taką opcję, jednak jak dotąd wolał zostać. Z różnych powodów. Jeden z nich stał się właśnie nieaktualny. Teraz miał dowód na słowa Mysiowąsej. Dobrze przynajmniej, że rdzawofutra przyszła się pożegnać zamiast odchodzić bez słowa.
- Ja... za tobą też - wykrztusił. To się działo naprawdę. Na ceremonii mógł pomyśleć, że zastępczyni źle zrozumiała, pomyliła się, mógł sobie wmawiać, że Otoczak zostanie. Może nie zdobędzie rangi wojownika, skoro tak bardzo nie chce i to nic dla niej nie znaczy, ale chociaż... po prostu będzie. Teraz już być może nigdy jej nie spotka. Kto wie, gdzie zawędruje jako samotnik? Samotnik! Ścierwo, które przeganiają klanowe koty, nic niewarta strawa wron. Ta definicja oczywiście nie sprawdzała się w przypadku rdzawej. Teraz Paprociowy Liść rozumiał, jak Skrzący Płomień może bratać się z kimś spoza klanu. To pewnie też bliska jej osoba, którą różne perypetie zmusiły do opuszczenia rodzimych stron. Inny rodzaj samotnika, zupełnie jak Otoczak. Lepszy rodzaj. Liznął ją w ucho i starał się zapamiętać jej zapach. Tyle przygód razem przeżyli, a mogło dojść ich jeszcze więcej. Jednak ich drogi się rozeszły w tak nieoczekiwany, przynajmniej dla burasa, sposób. Tyle czasu przebywała w klanie i nagle odeszła.
- Przekażę jej - obiecał, czując podejrzaną wilgoć w kącikach jasnozielonych oczu. Nie, nie rozbeczy się teraz jak jakaś oferma. Zacisnął szczęki i wypuścił powoli powietrze. Stał i patrzył za oddalającą się siostrą. Czuł, jakby coś w nim pękło, jakby jakaś jego cześć odeszła razem z kocicą z ciemną pręgą na grzbiecie.
Na zawsze.
- Dlaczego? - spytał cicho, jednak kotka już odeszła. Stało się. Nawet go pewnie nie słyszała, więc pozwolił, żeby słowa zawisły w powietrzu.
Westchnął i powoli powlókł się do obozu, który już nigdy nie będzie taki sam. Nie wtedy, gdy jeden z bliskich mu kotów, a może właśnie najbliższy ze wszystkich, opuścił to miejsce. Został mu Piasek. Pff, ten pacyfista z ukruszonym kłem. Szczygieł, z którą aż tak często nie rozmawiał. Agrestowa, często nie w humorze. Kłamliwy Jaszczurczy. Żadne z nich nie mogło zastąpić oddalającej się coraz bardziej kotki o miedzianym futrze. Coś go pchało, żeby podążyć za nią, jednak jego miejsce było w klanie.
W klanie? Wśród tych wszystkich bobków patrzących na niego spode łba? Mógłby wybrać samotnicze życie. Nie mógł już argumentować, że po opuszczeniu Gromu tęskniłby za Otoczak. Jednak klanowe życie było jedynym, jakie znał. Perspektywa swobodnego wędrowania, gdzie tylko chce była dość kusząca, jednak trochę się obawiał, choć nie przyznałby się do tego nikomu. Zostać samotnikiem. Zerem w klanowym świecie, samowystarczalnym i wolnym kotem, żyć z dala od rodziny... Ale miałby Otoczak. Musiał to jeszcze przemyśleć.

/zt

Paprociowy Liść - 2018-04-13, 15:59

Poziom sam się nie nabije, to znaczy, ekhem, klan się sam nie nakarmi.
Bury wojownik wyruszył na łowy z Czaplą Nogą. Wojowniczka poszła w swoją stronę, a Paproć w swoją. Stosując się do rady Otoczak nie polował samotnie... zbyt często. Czasami to robił, choć w niewielkiej odległości od obozu, żeby w razie czego uciec przed jakimś zabłąkanym rysiem czy psem, których podobno tu miało nie być. Nowe tereny też podobno miały być lepsze, a przecież to prawie sam piasek i igły. Eh, gromiacy. Czasem naprawdę nie wiedzą, co mówią, a niektórzy jeszcze jarają się nowymi ziemiami jakby to było nie wiadomo co. Kolejne wschody słońca mijały i syn Agrestowego Kolca powoli przyzwyczajał się do obecnego stanu rzeczy. To znaczy tego, że tereny są jakie są, a Otoczak gdzieś poszła. Ani jedno ani drugie mu się nie podobało, ale co zrobić? Nie zarządzi przeprowadzki, zresztą musiałby zwerbować wszystkie klany, bo w lesie muszą być cztery i bla bla cośtam, a rdzawej nie zaciągnie siłą do klanu. Musiał się przystosować albo zostać samotnikiem. Myślał już nad tym nie raz, zwłaszcza leżąc w swoim legowisku. Opuszczenie rodziny to poważna decyzja i czy na pewno właściwa? Czy nie lepiej będzie mu wśród innych kotów? Co prawda w większości wrednych i/lub głupich, jednak miał tu przynajmniej dostęp do jedzenia, leczniczych ziół i nie musiał bać się drapieżników, gdy przebywał w obozie. Nie wątpił, że sam zdołałby się wyżywić, za to z posklejaniem się byłoby już gorzej. Chociaż w sumie mógłby wtedy przyjść do klanu. Drapieżników Paproć z reguły się nie bał, nie licząc dysk i dzików. Nie był tak głupi, żeby nie zdawać sobie sprawy, że akurat te są bardzo groźne i trzeba ich unikać. Ach, i jeszcze psy. Takie duże, bo podobno można spotkać też małe i nieszkodliwe. Jednak póki co nie spotkał niczego bardzo groźnego ani nie dorobił się żadnych poważniejszych ran. Oby ten stan utrzymał się jak najdłużej. Chociaż w sumie mógłby się później pochwalić Otoczak blizną po walce z psem czy innym niebezpiecznym zwierzem.
Dotarł nad Grzmiącą Rzekę, która płynęła wartko na tym odcinku. Wypuścił powietrze przez zaciśnięte zęby. To właśnie tutaj po raz ostatni widział siostrę. Wydawało mu się, że wciąż może wyczuć jej zapach, delikatny i przytłumiony. Ciekawe, jak też sobie radzi jego ulubioną siostra? Może kiedyś jeszcze ją zobaczy? Nie czas na takie rozmyślania. Ugiął łapy i zaczął eksplorować teren uważając na kierunek wiatru i gałązki, które mogłyby narobić niepotrzebnego hałasu.

Czosnek - 2018-04-14, 12:02

Bury kocur wyruszył na polowanie w pobliżu Grzmiącej Rzeki, jednak choć eksplorował dłuższą chwilę, żaden interesujący zapach nie docierał do jego nosa. Najwyraźniej żyjące na tym terenie zwierzątka były szczególnie ostrożne, albo Paprociowy Liść zwyczajnie miał pecha, i na pierwszy ogień wybrał okolicę, gdzie było ich zwyczajnie mniej. Pozostawało mu tylko szukać dalej.

Paprociowy Liść: lvl: 3 | S: 12 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 80/80 | W: 40/40

Paprociowy Liść - 2018-04-14, 17:35

Skradał się dalej, nie przejmując się początkowym niepowodzeniem. Nie zawsze udawało się od razu znaleźć zwierzynę. Ciągle pilnował, żeby iść pod wiatr. Tutaj przynajmniej wraz z powiewem nie przyleci piach i nie powpada wszędzie, bo tylko mały fragment brzegu rzeki był nim pokryty. Durne ziarenka, poprzednie tereny bardziej przypadły buremu wojownikowi do gustu. Nawet jeśli podobno grasowały tam rysie. Nawet najlepsi klonowi wojownicy czy też Otoczak, silniejsza nawet od niektórych, nie dali by mu rady. Jakoś podczas swoich polowań i patroli nigdy nie natknął się na rudego kotowatego. A nawet jeśli naprawdę tam był, nie atakował klanowych kotów zbyt często.
Czosnek - 2018-04-14, 19:36

Choć kocur szedł pod wiatr, to nie zapach pierwszy do niego doleciał. Gdzieś po lewej od trasy, po której się poruszał, bliżej drzew, błysnęło szarobure futerko królika. Zwierzątko nie ujrzało go jeszcze, zajęte poszukiwaniem jak najlepszego pożywienia. Nie było zbyt ruchliwe, ale pozostawało całkiem czujne, w razie gdyby w okolicy pojawiło się zagrożenie.

Paprociowy Liść: lvl: 3 | S: 12 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 80/80 | W: 40/40

Paprociowy Liść - 2018-04-14, 21:59

Dostrzegł mignięcie czegoś szarego bliżej drzew. Królik. Może być i królik. Bury wojownik zmrużył oczy i zaczął się skradać w kierunku zdobyczy. Przeniósł ciężar na tylne łapy. Starał się pozostać niezauważonym jak najdłużej, by w odpowiednim momencie skoczyć na szaraka z pazurami i szybko go dobić.
Księżycowy Pył - 2018-04-14, 23:12

W trakcie swojego skradania się Paprociowy Liść zapomniał o tak wielu zasadach polowania, że nie zdążył nawet dobrze podejść królika, gdy ten go usłyszał i zauważył. Wpierw zamarł z przerażenia, by następnie rzucić się do ucieczki. Jednak jeśli bury kocur wystarczająco szybko zareagował, wciąż miał szansę przy odrobinie szczęścia go dogonić.

Paprociowy Liść: lvl: 3 | S: 12 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 80/80 | W: 40/40

Paprociowy Liść - 2018-04-15, 08:37

Ciekawe, co robi teraz Otoczak? Może zastanawia się jednak, czy wrócić do klanu? Chociaż skoro już podjęła taką decyzję, raczej dobrze ją przemyślała. To niesie za sobą poważne konsekwencje... Buras trzepnął ogonem. Jeśli jego myśli będą ciągle krążyły wokół rdzawej siostry, nic nie złapie. Musiał się bardziej skupić na polowaniu i nie rozpraszać się głupotami. Chciała odejść, to odeszła i koniec. Królik zerwał się do ucieczki, więc syn Agrestowego Kolca pobiegł za nim, starając się jak najbardziej zmniejszyć dystans między ofiarą a sobą. Może jeszcze dogoni szaraka i zaniesie na stos zwierzyny.
Czosnek - 2018-04-16, 16:39

Wojownik biegł ile sił w łapach, ale nawet to nie mogło się równać z prędkością, z jaką poruszał się szarak. Jednak Gwiezdny Klan najwyraźniej postanowił okazać trochę łaski Paproci, bo po chwili biegu królikowi powinęła się łapa, przez co się przewrócił, wpadając prosto w łapy kocura. Jednak jako że nie został zabity, zaczął się szamotać, uderzając przy tym tylną łapą prosto w nos burego kota i tym samym go obijając.

+20 exp

Paprociowy Liść: lvl: 3 | S: 12 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 80-5=75/80 | W: 40-5=35/40
rana 0. stopnia: obicie nosa

Paprociowy Liść - 2018-04-16, 16:47

Nie stracił jeszcze okazji do zabicia szaraka, który pędził co prawda bardzo szybko, ale potknął się. To, co dla jednego jest pechowym zdarzeniem może być szczęśliwym dla kogoś innego. Chwycił go w pazury, a chwilę później niespodziewanie oberwał od piszczka w nos. Wojownik poczuł tego kopniaka, nawet trochę zabolało, jednak nie aż tak bardzo i na pewno nie przeszkodzi mu to w rozprawieniu się ze zdobyczą. Wbił zęby w kark ofiary i zacisnął szczęki, czekając aż szarak sflaczeje i ujdzie z niego życie. Trzymał go mocno pazurami, nie miał już szans na ucieczkę. W końcu to nastąpiło, więc zakopał ofiarę nieopodal brzegu, przy dość sporym kamieniu. Wróci później w to miejsce, łatwo zapamięta jego położenie. Tymczasem kontynuował polowanie. Nie rozpraszać się Otoczak ani niczym innym, musiał się skupić. Ugiął łapy, zrównał ogon z ciałem i bezszelestnie szedł dalej. Wiatr wiał mu w pysk.
Czosnek - 2018-04-16, 17:13

Pomimo kopnięcia w nos, wojownik się nie zniechęcił, i bez dalszych zgrzytów udało mu się całkiem precyzyjnie uśmiercić królika. Jednak gdy go zakopał i ruszył dalej, żadne interesujące zapachy czy też dźwięki nie docierały do niego, jakby wszelkie życie wyparowało z najbliższej okolicy, najwyraźniej zaalarmowane szamotaniną, która odbyła się zaledwie chwilę temu. Nie pozostawało nic innego jak oddalić się od placu boju.

Paprociowy Liść: lvl: 3 | S: 12 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 75/80 | W: 35-1=34/40
rana 0. stopnia: obicie nosa

*przesuwa ręką po twarzy* jakby co to wrzuciłem ci expy w poprzednim poście, bo zupełnie o tym zapomniałem.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group