To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Gromu - Grzmiąca Rzeka - Błotnisty Brzeg

Żółta Łapa - 2020-07-23, 21:22

Były kochane wszystkie! Od pierwszego wejrzenia, gdy po raz pierwszy zobaczył tę gromadę puchatych kulek u boku mamy, poczuł się nie tylko emocjonalnie związany z nimi, ale i w jakiś sposób odpowiedzialny. Był tak podekscytowany tym, że został starszym bratem, że aż nie mógł spać przez dwie noce z rzędu- w głowie cały czas powtarzał, jak mantrę, ich imiona co by nie zapomnieć. Lampart, Toń, Łupina, Perkoz, Sroka, Wilga, Sztorm, Jemioła!
- No... Tak.- miauknął, tracąc wyraźnie na pewności siebie. Usłyszawszy jednak jej kolejne słowa, jego oczy błysnęły.- Ładnie!- zapiał- Deszczyk, Mżawka, Tęcza!- przekręcił lekko głowę i zmarszczył nieco czoło, wyraźnie zastanawiając się nad kolejnymi zjawiskami pogodowymi.- A ja...- mruknął ściszając głos- Ja... t-tak sobie pomyślałem, no, pomyślałem o... hm...kolorach.- rzekł nieśmiało- No, bo.... no, cały świat jest taki... kolorowy, i, hm... Ty jesteś Błękitna, a ja... Żółty, i byłyby takie, no, nasze.- westchnął, czując jak robi mu się gorąco- Zieleń, Niebieski... Brąz.- wymienił niepewnie kilka propozycji.
- Będą!- zapewnił ją.- Brzmi fajnie! Tylko... jak się łowi ryby? Przecież one pływają pod wodą...?- rzekł, a na jego czole pojawiła się wyraźna zmarszczka.

Błękitna Toń - 2020-07-23, 21:34

Tęcza! Albo Mżawka, o jejku! — prawie pisnęła zachwycona. Te imiona były takie... prześliczne i miały tyle możliwości na imiona terminatorskie i wojownicze! Kiedy jednak usłyszała propozycję Żółtego, dotarło do niej, że nie będzie im tak łatwo tego pogodzić i będą musieli jakoś... to przegadać i dojść do porozumienia.
Przytuliła go i przejechała językiem po rudawym czółku, gdy zobaczyła, jak, z jakiegoś powodu, ukochany jest zestresowany. — Też super pomysł! Tylko, no, wydaje mi się, że dziadek mógłby niektóre pozmieniać, wiesz? Ale bardzo mi się podobają — przyznała szczerze, posyłając partnerowi cieplutki uśmiech. Jego pomysł także był super i choć w dalszym ciągu bardziej skłaniała się po imionach po ciociach i wujkach, to jednak chciała, by Żółty także był zadowolony z doboru imion dla ich kociąt, nawet jeśli jeszcze się na nie zapowiadało. Chyba że...? — A co cię natchnęło? M-myślałeś może nad założeniem rodziny...? Czy to po prostu przez rodzeństwo? — zapytała niepewnie, nie chcąc wyjść przy tym na natrętną, znowu zarzucając tym tematem, ale... była po prostu ciekawa, czy rudzielec powoli przygotowywał się na bycie tatą, czy może tak po prostu go natchnęło przed snem, bez w ogóle żadnych głębszych przemyśleń odnośnie tego tematu.
Otóż nic w tym trudnego! — mruknęła, wstając na równe łapki i siadając przy brzegu głośno szumiącej rzeki. — Musisz po prostu usiąść przy wodzie, upewnić się, że nie rzucasz cienia na taflę, włożyć ogon albo łapkę i czekać, zachowując możliwie jak największy bezruch. I fajnie też, jak jest się cicho — wytłumaczyła i zaprezentowała wszystko w praktyce. Poprosiła partnera o chwilową ciszę i, pilnując wszystkie z wymienionych wcześniej zasad, po chwili wyrzuciła łapką na brzeg rybę, przyduszając ją do ziemi. — To nie takie trudne, widzisz?

Żółta Łapa - 2020-07-23, 22:26

Jeśli Plamka była do tego nie przekonana, to nie zamierzał upierać się przy swojej propozycji- w końcu to nie byłyby jego kocięta, a ich.
Czując jej ciepły język na czole, zamruczał cicho. Rozluźnił się nieco usłyszawszy, że jego wizja imion przypadła jej do gustu.
- Dlaczego myślisz, że by je zmienił?- zapytał zdziwiony- Zielona Łapa, Niebieska Łapa, nie brzmią chyba źle, nie? Później chyba też, no, nie byłoby problemu...?
Odpowiedź na kolejne pytanie, zajęła mu dłuższą chwilę. Spuścił wzrok, grzebiąc bezwiednie łapą w ziemi. Jego ogon lekko drgnął. Te imiona nie były pojedynczym, nic nie znaczącym zrywem, a efektem pewnego... przemyślenia i wizji jaką miał przed oczami. Po pierwszej wizycie w kociarni po porodzie Kolorowego Wiatru, gdy poszedł zapoznać się ze swoim młodszym rodzeństwem, jego głowa podsunęła mu widok, który nie dał mu spokoju. Bo co by było.... co by było gdyby to nie jego mama tam leżała z jego braćmi i siostrami, a Plamka w otoczeniu ich pociech? Patrząc oczami wyobraźni na tę scenę czuł... radość i zaczął się zastanawiać nad tym, jak mogliby nazwać swoje własne kocięta. I w końcu wymyślił.
- M-myślałem o tym.- przyznał się w końcu.
Podszedł za nią, nieco bliżej do brzegu.
- To nie brzmi źle.- stwierdził powoli, uważnie obserwując poczynania kocicy.- I nie wygląda na aż tak trudne...- zamilkł, nie chcąc jej przeszkadzać.
Gdy wyrzuciła rybę na brzeg aż podskoczył.- Łał! Ale szybko...! Mogę teraz ja spróbować?
Przysiadł na brzegu tak jak ona wcześniej. Kilkukrotnie obrócił się upewniając się czy aby na pewno nie rzuca cienia na wodę- gdy okazało się, że nie, wyciągnął łapę i z pewnym wahaniem, wysuwając i chowając pazury, w końcu zanurzył ją w wodzie. Nie było to najprzyjemniejsze uczucie, wzdrygnął się przy tym wyraźnie, po czym zamarł w bezruchu, a przynajmniej starał się nie ruszać. I czekał, cicho jak mysz pod krzewem, gdy zwietrzy kota.
Gdyby jakaś ryba podpłynęła blisko jego łapy, starałby się możliwe jak najszybciej pochwycić ją w pazury i wyrzucić na brzeg.

Błękitna Toń - 2020-07-23, 22:44

Imiona terminatorskie byłyby łatwe, ale później... nie wiem, mam wrażenie że nie zostawiłby im kolorowych imion. Ale mogę się mylić, mogę się go spytać — odparła, nie chcąc od razu odrzucać propozycji ukochanego, bo kocięta, jeśli już będą, to będą ich, więc imiona powinny się podobać i jednej i drugiej stronie. Może po dłuższej rozmowie dojdą do porozumienia?
Po usłyszeniu odpowiedzi, jej serce przyspieszyło z ekscytacji i przez radość, która ją przeszyła, przestała w ogóle myśleć o tym, że z ciążą chciała jeszcze poczekać. Uśmiechnęła się szeroko, uroczo i spojrzała prosto w oczy ukochanego.
I do czego doszedłeś? Chyba że nie chcesz, to nie mów. N-nie musisz — zapytała odruchowo, od razu zaznaczając, że kocurek wcale nie musi odpowiadać, jeśli nie chce. To, że o tym myślał, wcale nie oznaczało, że to przemyślał i chciał się tym podzielić z partnerką i Plamka to rozumiała i szanowała. Naprawdę nie chciała na niego naciskać. Nie o to chodziło.
Jasne! — odparła, choć nie wiedziała, dlaczego o to pytał. Przecież to było oczywiste, że mógł! Obserwowała go z boku i widząc, jak ukochany po chwili wyrzuca rybę na brzeg, nie mogła się powstrzymać od pochwały, pękając z dumy. — Oooo, jak ci dobrze poszło!!! Widzisz, to nie takie trudne! — powiedziała, od razu przytulając się do ukochanego, kompletnie ignorując fakt, że... ryba nie została przyduszona do ziemi i wiła się, o mały włos nie wracając do wody. Na szczęście jej się nie udało, ale było blisko. Błękitna Toń jednak nijak tego nie skomentowała, a jedynie zaśmiała się, przejeżdżając potem językiem po policzku Żółtej Łapy. — Chcesz jeszcze raz? Czy koniec treningu na dziś? — zapytała, nie mając nic przeciwko temu, by jeszcze trochę poćwiczyć, ale nie miała także nic przeciwko temu by po prostu... ze sobą pobyć i się troszkę powygłupiać.

Żółta Łapa - 2020-08-02, 20:32

- Świat jest kolorowy.- miauknął, rozglądając się dookoła- Zielony liść, zielony pąk.- jego spojrzenie wędrowało z opisanej rzeczy na kolejną- Niebieskie niebo, czerwony kwiat, czarne futerko, różowy płatek, szara chmura... Coś chyba by znalazł... ale może masz rację, że i tak by je zmienił- zamyślił się wyraźnie.
- Do czego doszedłem?- powtórzył, spoglądając na nią.- No... że chciałbym.- odparł, nieco ściszając głos, jak gdyby chcąc by ta informacja była przeznaczona tylko i wyłącznie dla jej uszu.
Gdy udało mu się wyciągnąć rybę i to za pierwszym podejściem- sam był zaskoczony i w pierwszym momencie aż odskoczył w tył, gdy łuskowate, oślizgłe ciało wylądowało z plasknięciem na brzegu.
- Udało mi się!- zawołał uradowany wpatrując się w swoją tak naprawdę, pierwszą w życiu zdobycz. Otarł się policzkiem o Plamkę, z głośnym mruczeniem, niemal pękając z dumy. Bliskość kotki tak skutecznie odciągnęła jego myśli od polowania, że ryba niemal o mały włos otrzymałaby drugą szansę- pochwycił ją w ostatniej chwili, nim ta wróciła do wody i z wyraźnym wahaniem, dokończył jej żywota.
- Poćwiczmy może jeszcze troszkę, co?- poprosił- Chcę przynieść duuuużo zdobyczy dzisiaj aby klan miał wieczorem co jeść!
I tak ćwiczyli, jednocześnie ciesząc się z własną bliskością.

# zt x2

Dymiący Staw - 2020-11-06, 19:31

Było dzisiaj dość gorąco. Słońce dzisiaj postanowiło utrudnić nieco żywot kotom a zwłaszcza tym które miały ciemne bądź długie futra. Dymek zaliczał się do tych pierwszych kotów, które w upały nie miały za łatwo. Gdy wrócił z polowania, postanowił szybko udać się nad Grzmiącą Rzekę. Akurat miał chwilę wolną więc postanowił ją wykorzystać na to by się trochę ochłodzić.
Gdy wreszcie dotarł na miejsce, podszedł do wody, która spokojnie płynęła nurtem rzeki. Wszędzie było cicho i spokojnie. Sopel nie widział ani nie słyszał żadnego zagrożenia więc postanowił skorzystać z świeżej wody. Stanął w płytkiej wodzie a następnie przycupną by się napić. Gdy tylko się napoił, usiadł i zabrał trochę wodę na prawą łapę by następnie nałożyć ją na kark i tam ją rozprowadzić między futrem. Od razu poczuł miłą ulgę a jego ciało powoli się chodziło. Gdyby umiał pływać to pewnie cały by wszedł do rzeki i szybciej by się ochłodził no ale niestety nie potrafił i musiał stosować taki a nie inny sposób.

/zapraszam Głuszec

podglondańsko sexi kocura podczas jego kompieli go :jaaasne:

Głuszcowa Łapa - 2020-11-06, 20:46

Cóż to był za zbieg okoliczności, że w pobliżu akurat przechodziła Głuszcowa Łapa. Zwykle nie wychodziła na takie dłuższe wycieczki sama, ale droga w kierunku rzeki była dosyć przyjazna. Miała wrażenie, że idąc po piasku, nic jej nie zagrażało, a oddalone jeziorko wcale nie było tak daleko, jak to się mogło zdawać. A stamtąd nie było długiej drogi nad rzekę, która to dobrze kojarzyła się z powodu powrotu do klanu. To przy rzece spotkała swoją siostrę Gniewosz, a tamten dzień był chyba dla niej najszczęśliwszy.
Jako że wokół Błotnistego Brzegu było więcej drzew niż pustej powierzchni, o obecności ochładzającego się wojownika dowiedziała się dosyć późno. Dopiero kiedy weszła na mulisty brzeg i doszczętnie pobrudziła swoje łapki, zauważyła Dymiącego Stawa, który to robił coś w rzece. Stanęła w miejscu, nie chcąc się zanadto przybliżać i podniosła brew.
A ty co? Szykujesz się na przyjęcie do Klanu Rzeki? A może przemieniasz się w rybę? Niedaleko stąd do granicy, będziesz musiał uważać — mruknęła żartobliwie, wciąż stojąc czterema łapami na ziemi. Ani jej się śniło, by tutaj siadać.

No zaraz zobaczymy kto tutaj będzie się śmiał

Dymiący Staw - 2020-11-06, 21:39

Z powodu suszy Błotnisty Brzeg nie był już tak błotnisty. Tylko w niektórych miejscach można było wpaść do błota swoimi łapami. Dymiący Staw jednak znalazł sobie dobrą ścieżkę do rzeki nie brudząc sobie zbytnio łap. A woda była czysta, mimo iż nie należała do najczystszej ale nie ma co narzekać. Ostatnio i wody ubywało i trzeba było korzystać z tego co było. Czuł powoli jak jego skóra powraca do normalnej temperatury i ucieszyło go to bo nie zamierzał tutaj siedzieć wieki.
W pewnym momencie usłyszał znajomy głos. Popatrzył się w tamtą stronę i zobaczył Głuszcową Łapę. O dziwo nie wyglądała teraz jakoś... Nieśmiało. Kiedy pierwszy raz z nią rozmawiał wydawała się być cicha i właśnie taka niepewna a teraz wydawała się bardzo towarzyska. Czy tylko Sopel nie potrafił zmienić się chociaż na chwilę na lepsze? Najprawdopodobniej.
-Nic z tych wymienionych rzeczy. - odparł a następnie wstał i się oczepał z wody, która się nagromadziła w jego futrze. - Ochładzałem się, powinnaś wiedzieć jak to jest kiedy się gotujesz od środka w upalne dni. - mruknął w stronę szylkretki. Głuszec miała długie a gdzieniegdzie czarne futro więc powinna znać to uczucie.
Przeczesał łapą swoją czupryne by nie wyglądać aż tak dziwaczne i spojrzał się pytająco na terminatorkę. - A ty co tutaj robisz? Wróciłaś z klanu Cienia i przyszłaś skorzystać z wody? - zerknął na łapy terminatorki dyskretnie. Spróbował swoich sił również zażartować chociaż wiedział, że był w tym kiepski. Zwłaszcza, że kiedy się żartuje to zazwyczaj się uśmiecha albo śmieje. Sopel natomiast tak nie robił gdyż nie umiał się śmiać ani uśmiechać. Okazywanie emocji to była jego słabość.

Głuszcowa Łapa - 2020-11-06, 22:14

No w sumie, to bardzo prawdopodobne, że błoto nie było już tak lepkie, jak kiedyś i kotce nie stałoby się nic złego, gdyby przypadkiem na nim usiadła. Jednak zawsze lepiej być przezornym, bo gdyby warstwa błota wcale nie byłaby taka twarda, to kotka musiałaby wymęczyć się w wodzie. A tego to już naprawdę nie chciała.
Bez przeeesady, już nie jest tak gorąco — mruknęła przeciągle. Jeszcze jakiś księżyc temu parzyła się, kiedy świeciło słońce, ale niedawno pogoda uległa poprawie i zaczęło się oziębiać. O ile zaczęła się już przyzwyczajać do tego biegu rzeczy, teraz nagle się to zmieniło i może dlatego dla kocura było tak gorąco. Pora Nagich Drzew była już blisko, więc to było na miejscu. Gorzej z taką terminatorką, która może później cierpieć ze względu na swoje własne nikłe upierzenie...
No, tam samo błoto, że nawet nie ma z czego pić — przewróciła oczami, wyłapując żart wojownika. Przez chwilę nawet nie wiedziała, co oznaczał, ale kiedy spojrzała na własne łapy no to... no tak. — Ale nie mów gromiakom, bo jeszcze mi głowę zmiażdżą — powiedziała trochę ciszej, udając szept, więc mimo dzielącego ich długiego błota, kocur powinien ją słyszeć.

Dymiący Staw - 2020-12-03, 16:42

Cóż posiadając całe czarne futro nawet gdy się trochę ochłodzi to kocur nie czuje zbyt wielkiej różnicy. Nadal się czuł źle i słońce zabierało mu siły witalne. Dymiący Staw bardzo nie lubił gdy słonce za bardzo grzało. Wolał chłodne, zimne dni niż upały bo wtedy był bardziej żywy. Miał więcej energii a gdy miał więcej energii to dużo pracował a jak dużo pracował to było mu ciepło. Więc jakoś nie doskwierało mu zbytnio zimno. W przypadku upałów było ciężej być produktywnym.
Jeżeli chodziło jednak o żarty to kocur nie należał do tych kotów co warto do nich zagadać by trochę pożartować. Kocur był w tym kiepski i zawsze gdy takowy powiedział to brzmiał trochę sztywno. Ale ważne, że się stara prawda? praktyka czyni mistrza.
-Nie pisnę słowem. -mruknął w jej stronę a następnie przekrzywił głowę. - A tak naprawdę co tutaj robisz? Wracasz z treningu?-zapytał terminatorki tym razem normalnym tonem. Ostatnio jak ją spotkał to uczył ja co nieco i był ciekaw czy podzieliła się swoją nabytą wiedzą ze swoją mentorką. Miał też nadzieje, ze to co jej powiedział jakoś się przydało chociaż trochę.

Barwna Łapa! - 2021-02-26, 17:43

Korzystając, że wreszcie zna tereny i nie boi się sama po nich chodzić, wypełzła z obozu, a raczej z niego wystrzeliła i biegła truchcikiem tam, gdzie ją poniosły łapy. Nawet się nie rozglądała i nie zastanawiała zbytnio, w którym kierunku zmierza. W końcu znała okolicę, prawda? Pewno, że tak. A w takim razie, skoro była duża i wiedziała gdzie co jest, na pewno się nie zgubi. Nie wiedząc nawet jak, dotarła tuż pod granicę, do miejsca kojarzącego się jej ze średnio przyjemnymi wspomnieniami. Przekręciła głowę, obrzucając spojrzeniem grząski brzeg rzeki, jedynego świadka jej kłótni z mistrzem. Tym razem jednak bez problemu odmówiła sobie kąpieli. Nie była głupia, aby umrzeć w tak żałosny sposób, jakim było zamarznięcie czy utonięcie. Zamiast tego ostrożnie podeszła pod samą taflę i schyliła łebek, niemal dotykając nosem wody. - Zimna - oskarżyła rzekę, nie mając się do kogo odezwać. Nie chciała pozostać ze swoimi pretensjami sam na sam, a wartki nurt wydawał się być jedynym stworzeniem, do którego mogła otworzyć pysk. Bo woda, oczywiście, to też było stworzenie. W końcu się ruszała, więc musiała być żywa. Może w trochę inny sposób, niż zwierzęta... Ale żyła, Barwa nie miała co do tego wątpliwości.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group