To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Gromu - Strzeliste Sosny

Świetlistooki - 2018-03-31, 18:58
Temat postu: Strzeliste Sosny
Część lasu, w którym sosny są wyjątkowo często spotykanym drzewem, a jednocześnie są tak wysokie, że ich wierzchołki wydają się niemal drapać niebo ponad nimi. Rosną tu jedne z największych drzew, jakie koty mogły ujrzeć na terenach klanu Gromu. Ich pnie są w większości gołe, dopiero na znacznej wysokości znajdują się gałęzie drzew, niemal uniemożliwiając kotom wspinaczkę na nie.

Tulipanowa Łapa - 2018-04-02, 13:22

Tulipan z zaskoczeniem obserwował otoczenie, przechadzając się pomiędzy wysokimi, iglastymi drzewami i zadzierając co chwila pyszczek, aby przyjrzeć się im uważniej. To było coś nowego i interesującego i właśnie owe sosny skłoniły młodego terminatora do kolejnej, ostrożnej wyprawy poza obóz. Starał się nie zapuszczać zbyt daleko, nadal nie wiadomo było, czy w pobliżu znajdują się jakieś drapieżniki, których podobno miało być mniej niż na poprzednich terenach. Jednak nie oznaczało to, że nie będzie ich wcale i z tym, że może któregoś z nich spotkać, Tulipan bardzo mocno się liczył. Dlatego w razie czego gotowy był do szybkiej ucieczki, mimo poświęcania swojej uwagi ciekawym drzewom, które rosły dookoła niego urozmaicając dla odmiany piaskowe tereny klanu Gromu.

//Łatka

Łaciate Futerko - 2018-04-02, 13:34

Łatka z całych sił próbowała zapewnić bezpieczeństwo wszystkim, po tragicznym wypadku, jaki miał miejsce podczas przeprowadzki. Cały czas patrolowała tereny, sprawdzała, czy w pobliżu nie ma drapieżników itd. Nagle dojrzała jakąś znajomą sylwetkę, spacerującą samotnie. To był Tulipanowa Łapa, były terminator jej mistrza, a teraz uczeń jej brata, Burzyka. Podbiegła szybko.
- Co tutaj robisz sam? Terminatorzy chyba nie powinni się tak oddalać od obozu bez mistrzów. - W jej błękitnych oczach można było dostrzec złość. Wojowniczce nie podobało się takie narażanie swojego życia bez powodu, w końcu kocur jeszcze nie znał tych terenów, prawda? Po chwili jednak przypomniała sobie, że on również stracił ojca i spojrzenie jej złagodniało. Nie chciała się nic odzywać na ten temat, może chęć bycia w samotności nie była celem tej podróży, więc po prostu czekała na wyjaśnienia. W razie czego, Burzyk o wszystkim się dowie.

/dopiero stałam także przepraszam za gniota XDDDD

Tulipanowa Łapa - 2018-04-02, 13:44

Usłyszawszy kroki, odwrócił się szybko, szukając źródła dźwięku i napiął odruchowo mięśnie. Jednak gdy do jego nozdrzy dotarł znajomy zapach, wyprostował się, uderzając ogonem po piętach i czując, jak zaczyna go rozpierać nieuzasadniona złość. Przestraszył się, to było pewne, a teraz klął w duchu widząc, co go tak nastraszyło. Wojowniczka, chyba całkiem młoda. Z tego co kojarzył to ona i jeszcze jakieś inne koty były niedawno mianowane, jeszcze w starym obozie. Obrzucił ją szybkim spojrzeniem, marszcząc brwi i czując, jak futro na grzbiecie opada powoli, a uszy nadstawiają się z uwagą. Z irytacją strzepnął końcówką ogona, słysząc jej ton.
- Chyba? Jeśli nie jesteś pewna, to nie wydawaj osądu - mruknął, gryząc się w język w samą porę, aby nie powiedzieć 'Nie mów mi co mam robić'. Nie miał ochoty na kłótnię, ostatnio jego nerwy były w strzępach, a emocje i humory zmieniały się niczym pogoda. Raz przygnębienie brało górę tak, że wyglądał jakby wypluło go jakieś zwierzę, a innym razem niecierpliwił się z byle powodu. Westchnął cicho i usiadł ciężko. - Nie martw się, uważam na siebie. Nie jestem głupi, żeby włazić komuś między zęby - wymruczał, przyglądając się towarzyszce z uwagą wymalowaną na pyszczku. Czy to nie była przypadkiem siostra Burzyka, Łatka? Jeśli tak, to być może był w stanie zrozumieć jej reakcję na to spotkanie. Ona również straciła Szczurzego Ogona i zapewne czuła się teraz w obowiązku czuwać nad klanem wraz z innymi.

Łaciate Futerko - 2018-04-02, 17:02

Łatka dostrzegła, jak sierść na grzbiecie Tulipana powoli opada. Nie był zadowolony z jej obecności, ale nie bardzo ją to obchodziło. Zapewne nie dowiedział się jeszcze wielu rzeczy na treningu, więc w przypadku zagrożenia byłby bezsilny. Strzepnęła nerwowo ogonem, na dźwięk jego słów.
Wątpię, żebyś znał już dobrze te tereny, możesz się zgubić, albo coś. Nie mogę na to pozwolić, więc pozwól, że ci potowarzyszę. – Powiedziała, tonem o wiele spokojniejszym niż poprzednio. Nie chciała być złośliwa, dlatego zdziwiła ją odpowiedź terminatora. Jeśli był taki na co dzień, to jakim cudem Burzyk tak bardzo go chwalił? Może śmierć ojca miała na niego taki wpływ? Kto wie. Będzie jednak mu się przyglądała i najgorszym przypadku zda raport jego mistrzowi.
Nie wątpię w to. Jesteś Tulipanowa Łapa, tak? Mój brat bardzo cię chwalił, dlatego wierzę w twoje umiejętności, ale nie wiemy jeszcze, czy na tych ziemiach jest tak do końca bezpiecznie. Lepiej mieć oczy szeroko otwarte. – Uśmiechnęła się delikatnie do kocura. Nie chciała, żeby odebrał ją w jakiś negatywny sposób, absolutnie nie miała tego na myśli. Po prostu bała się o członków klanu, nie chciała, żeby skończyli jak jej ojciec.

Tulipanowa Łapa - 2018-04-02, 17:41

Gapił się na nią, słysząc jej protekcjonalny ton. Jego mina wyrażała...niedowierzanie? Irytację? W sumie to Tulipan sam nie wiedział, jak powinien zareagować na słowa kotki, które choć zapewne nie miały na celu go obrazić, nieco ubodły jego ego. Była niewiele starsza od niego, została mianowana całkiem niedawno...i już się szarogęsiła? A to dobre! Burzyk przynajmniej miał tyle taktu, że nie traktował młodszego terminatora jak kogoś, kto nie umie sam myśleć.
- Ty na pewno znasz tutaj każde drzewo, nieprawdaż? - zapytał, strzygąc uszami i mrużąc oczy. Hej, przecież pierwsze wrażenie nie zawsze musi być...dobre, prawda? - Pozwól? To tak, jakbyś dawała mi wybór - skwitował oschle słowa wojowniczki, jednak w jego tonie nie słychać było wrogości, jedynie coś na kształt irytacji. Gdyby tylko nie potraktowała go jakby był przypadkowym, zagubionym kocięciem, ta rozmowa zapewne miałaby całkowicie inny przebieg. Z jednej strony rozumiał jej zachowanie, ale z drugiej...może powinien być bardziej wyrozumiały wobec niej? Ale w końcu to ona była tą opanowaną wojowniczką, a ona zaledwie terminatorem z wahaniami nastroju.
- Tak, Tulipanowa Łapa. - Kiwnął głową, usadawiając się wygodniej. - A ty to zapewne Łaciata Skórka, hm? - stwierdził odkrywczo. - Gdybym nie uważał, to zapewne nie usłyszałbym twoich kroków. - Dość głośnych, ale to już tak swoją drogą. I kto tu nie uważa, co? Kocurek uśmiechnął się kącikiem ust i przechylił łagodnie głowę, a jego mina wyglądała już nieco bardziej przyjaźnie. - I jak ci się podobają nowe tereny? - zagadnął ostentacyjnie, jakby wcześniejsza wymiana zdań nie miała miejsca.

Łaciate Futerko - 2018-04-02, 18:12

Oczywiście, że nie. Dlatego codziennie chodzę na patrole z kimś, żeby je poznać. – Powiedziała, zaznaczając, że nie zachowywałaby się tak, gdyby Tulipan był z towarzystwem. Ale niestety, był sam, narażony na niebezpieczeństwa, o którym jeszcze nawet mogą nie mieć pojęcia. Te tereny wydawały się być o wiele bezpieczniejsze i póki co nic nie wskazywało na to, żeby były tutaj rysie, ale... nikt nie powiedział, że są kompletnie pozbawione drapieżników.
Łaciate Futerko. – Poprawiła terminatora. Nie słyszała nigdy, żeby ktoś nosił imię Łaciata Skórką, więc nie miała pojęcia, skąd kocurowi się to wzięło. Nie zamierzała jednak dalej w to brnąć.
Ja nie starałam się być cicho, więc nie było to trudne. – Nie było się czym chwalić, w końcu biegła, nie patrząc nawet pod łapy. Nie starała się być cicho, żeby kuzyn jej nie usłyszał. Gdyby była drapieżnikiem, zapewne starałaby się bardziej. Zdziwiła ją nagła zmiana tematu i nastawienia Tulipana, ale nie narzekała. Nagle stał się taki milszy.
Są w porządku. Tęsknie za starymi, ale zawsze to jakiś powiew świeżości. A co ty uważasz? – Zapytała. No, pochwal się, jakie ty masz stanowisko w tej sprawie.

Tulipanowa Łapa - 2018-04-02, 18:40

- Też chodzę na patrole z innymi wojownikami, ale to nie oznacza, że będą mnie oni trzymali za każdym razem za łapę, gdy będę gdzieś wychodził. Zazwyczaj są zajęci, a ja nie będę do każdego z osobna podchodził z pytaniem, czy zechce ze mną zapolować - powiedział, wzdychając. Praktycznie nigdy nie wychodził poza obóz na starych terenach, teraz zdecydował się na nieco odważniejszą eksplorację i co? Musiało mu się dostać. Uważał na każdy najdrobniejszy szelest, rozglądał się dookoła niczym spłoszona wiewiórka, a i tak wyszło na to, że jest nieuważny. Cudownie.
- Futerko brzmi nieco lepiej, ale Skórka też mogłaby być - mruknął, wzruszając ramionami. Skórka, Futerko, przecież to praktycznie to samo. Kotka zapewne nie pierwsza i nie ostatnia nosiła takie imię. Przynajmniej pamiętał pierwszy człon, a to przecież on był najważniejszy. - I kto tu nie uważa? A gdyby zamiast mnie był tu lis albo inny drapieżnik, też byś mu powiedziała, że się nie starałaś zanim by cię zjadł? - zapytał, mrugając z rozbawieniem i po kryjomu wywracając oczami. Tym razem brzmiał bardziej życzliwie aniżeli wcześniej, a jego ton nie sugerował już chęci zaczepki. Również postawa kotki zaczęła go bardziej bawić niż irytować. - Jeśli będzie mniej drapieżników, a więcej zwierzyny, to jestem w stanie się przyzwyczaić. Oby było bezpieczniej niż na tych poprzednich - miauknął.

Łaciate Futerko - 2018-04-16, 17:04

Po prostu wolę się upewnić, że już nikomu więcej nic się nie stanie. Straciliśmy wystarczająco dużo podczas przeprowadzki. – Powiedziała, widząc, że kocur najwidoczniej nie jest zadowolony z jej towarzystwa i nie zgadzał się do końca z tym, co mówiła. Niestety, nie zamierzała go aktualnie opuszczać, ponieważ tak jak wspomniała, stracili już wystarczająco dużo.
Chyba wolę Futerko, niż Skórkę. – Przyznała. Futerko brzmiało tak... delikatniej, a właśnie taka była Łatka. Zastrzygła uszami, gdy usłyszała wypowiedź Tulipana.
Gdyby zamiast ciebie byłby tu jakikolwiek inny drapieżnik to uwierz, że bym nie podeszła. Umiem odróżnić zapach takiego lisa od kota. – Skończywszy mówić machnęła ogonem. Jej głos był oschły. Chyba nie uważał, że podeszłaby sobie do takiego rudzielca jak gdyby nigdy nic, a potem błagała o litość? Poza tym, że nigdy nie pomyliłaby psowatego z kimś z klanu, to musiałaby się pozbyć jakiegokolwiek zagrożenia z ich terenów.
Jeszcze nic nie spotkałam, ani nie wyczułam, więc chyba jest w porządku. – Przyznała, tym razem jednak z ciepłem.

Tulipanowa Łapa - 2018-04-22, 13:57

- Wiem - mruknął twardo, wpatrując się w kotkę. Miał już powoli dosyć wałkowania w kółko tego tematu. Był świadomy tego, co się stało i z czasem każda najmniejsza wzmianka o tym zaczęła działać na niego niczym płachta na byka. Westchnął cicho, licząc w myślach do dziesięciu i rozluźnił się, chowając wbijające się w podłoże pazury. Szybkie zmiany nastroju były naprawdę wyczerpujące i czasami terminator miał trudności ze zrozumieniem tego, co się dzieje w jego własnej głowie. Uspokojenie tego przychodziło mu ciężko, a niczym nieuzasadniona złość znikała tak samo szybko jak się pojawiła, pozostawiając za sobą jeszcze większy mętlik.
- Tak to potrafi chyba każdy - powiedział, wzruszając barkami. Wielkie mi halo, każdy kociak był tego uczony jeszcze zanim wystawił nos za kociarnię. - Za to stos zwierzyny szybko się zapełnia. Mam nadzieję, że nie jest to chwilowe - miauknął. Od kiedy nauczył się polować, zaczął przywiązywać większą wagę do tego, ile zwierzyny znajduje się w obozie. Trudno było ją złapać, ale za to zjedzenie nie stanowiło wielkiego wysiłku.

Trawiaste Zbocze - 2018-05-12, 23:13

***
Biegła ile miała sił w łapach. Nie chciała się zatrzymywać, chciała biec aż nie dobiegnie gdzieś gdzie będzie ciszej, dalej i spokojniej niż w tej Lisiej Norze. Nie chciała tam dłużej być, to wszystko ją przerastało. Nie dawała sobie rady, a jedyna myśl jaka jej wtedy przyszła do głowy to ucieczka. Tchórz. Jestem zwykłym tchórzem. Pomyślała sobie nadal nie przestawiając uciekać, a łzy nadal jej z oczy leciały. Ilekroć przypominała sobie to co się stało miała coraz bardziej dość tego wszystkiego. Miała dość problemów, dość Myszy, DOŚĆ SAMEJ SIEBIE. Ta cała sytuacja nie powinna mieć miejsca, niedawno przeprowadzili się, a już samotnicy pod obozem i jednego członka mniej. Była za słaba, żeby ochronić Łaciate Futerko. Była Zastępczyni wydała rozkaz przez który stało się TO. Gdyby jej siostra nie biegła na bój Trawa nie walczyłaby. A teraz coraz bardziej żałowała, że pomogła Wich. Mogła jakoś powstrzymać je od natarcia, ale nie. Nie dała rady. Chcą działać sobie same, wiedzą najlepiej i kierują się tylko siłą, a nigdy nie pomyślą. Zacisnęła mocniej zęby i przyśpieszyła. Już ją łapy bolały, chciała gdzieś stanąć, ale nie. Wolała tak biegnąć przez pół terenu póki nie doszła do Strzelistych Sosen. To był chyba najdalej położony Teren od Lisiej Nory i obozu. Nie chciała tam wracać, nie. Póki co chce zostać tu. Co ją obchodzą rany, ma tylko jedną i do tego niewielką, niech sobie będzie, ona NIE pójdzie do Medyka. Nie do tego mysiego móżdżka, który zdegradował Malinę. Nie do Jelenia nawet jeśli by coś umiał. NIE CHCIAŁA. Nikt jej siłą nie zaciągnie.
Stała i dyszała, w końcu odpoczynek, serce jej waliło jak szalone, a oddech nadal miała przyśpieszony. Wokoło niej były sosny, ptaki ćwierkały, wszystko było takie spokojnie. Tylko nie ona sama, w niej teraz trwała burza. To wina Myszy, ale także po części moja. Powtarzała sobie, a pazury wbiła w ziemię. Czuła, że traci kontrolę nad sobą. Nosiła w sobie za dużo negatywnych emocji, szczególnie gniewu, który dziś nagle przybył. Chciała się jakoś go pozbyć, musiała. Spojrzała załzawionymi oczami na jedno z tych drzew i podbiegła do niego, oparła się o pień swoimi przednimi łapami i wbiła pazury. Nawet nie myśląc co robi, z całej siły uderzyła głową o korę drzewa, a przy tym krzyknęła na cały głos. Zrobiła to kilka razy, póki nie poczuła mocnego bólu. Nie działa. Wciąż czuła gniew, a to nie pomagało. Mimo tego bólu nadal czuła...złość. Wrzasnęła jak najgłośniej umiała i przejechała pazurami po korze drzewa, pewnie tym samym ją zdzierając. Jej łapy w końcu stanęły na ziemi, ale i tak długo nie stała. Upadła przed sosną i skuliła się. Zazgrzytała zębami i fuknęła pod nosem. Po co to wszystko. Jestem do niczego, jestem słaba, jestem beznadziejna. Powtarzała sobie ignorując ból który przed chwilą sobie zadała. Zacisnęła mocniej powieki chcąc już przestać myśleć o tym wszystkim. Też nie działa. Otworzyła oczy i popatrzyła na łapy, to co miała przed sobą. Jak nie głowa to może łapy, może to pomoże. Wyszczerzyła kły i zaczęła gryź je sobie, jak najmocniej umiała, nawet byłaby wstanie do krwi się dogryźć. Chciała wgryźć się, chciała w końcu zaspokoić te wszystkie emocje trzymane w sobie. Na całe szczęście to nie spotkało Myszy, choć już się zamachnęła na nią, ale nie uderzyła jej, teraz sama siebie okalecza. To był jedyny sposób żeby się uspokoić i ochłonąć. W którymś momencie jednak miała dość, coraz słabiej gryzła, że aż po kilku uderzeniach serca przestała. Oparła swoją głowę na poranionych łapach i płakała, od początku do końca, z czym mety nie było widać. Czuła się jak mały kociak. Płacz nasilał się, lecz teraz powoli już przestawała czuć gniew, zaczynała czuć żal i smutek. Zakryła pysk łapami i skuliła się w kłębek. Teraz tylko to jej pozostaje.

Malinowe Chaszcze - 2018-05-13, 20:04

Trawa wybiegła prosto z akcji w Lisiej Norze, nie zważając na to, że jest ranna, po czym... Zaczęła to, co zaczęła. Nagle coś jej uderzyło do głowy, przez co musiała to sobie z niej wybić... Nieco zbyt dosłownie.

Rzut kostką 4k6, bez siły, celności i obrony. Wypada 8.

Czarno-biala kotka mogła poczuć zawroty głowy, ale nadal widocznie jej było mało. Podczas użalania się nad sobą przyszło jej do głowy, aby wbić kły w swoje łapy.

Rzut kostką 4k6, bez siły, celności i obrony. Wypada 18.

Wojwoniczka gryzła się bez opamiętania, aby tylko jak najszybciej zająć myśli przejmującym bólem, który zaczął promieniować z jej łap. Polała się krew... Nawet dużo krwi. Prawdopodobnie gdyby uderzyła Mysiowąsą właśnie wtedy, kiedy chciała podnieść na nią łapę to nie leżałaby teraz w rosnącej kałuży krwi, z zawrotami głowy... Całkiem sama.


Trawka: S: 4 (9) | Zr: 5 (10) | Sz: 5 (11) | Zm: 5 (10) | HP: 40-8-18=14 (60) | W: 58 (70) | Przerzuty: 0/3
• rana 1. stopnia – lekkie ugryzienie na gardle (-1 hp do końca walki)
• rana 0. stopnia – zadrapanie na boku
• rana 1. stopnia - uderzenie w głowę, zamroczenie
• rana 2. stopnia - rany po ugryzieniach na łapach, krwawią (-3 hp w pierwszej turze, -2 hp do końca walki)
• spadek statystyk o 1/2 (spadek HP do 1/4)

Wichura, - 2018-05-13, 20:40

Tchórz, myślała sobie wtedy Wichura, gdy Trawiaste Zbocze odbiegała daleko od Lisiej Nory. Minęło trochę czasu, samotnicy zdążyli zostać pochowani, ciało Łaciatego Futerka zaniesione do obozu, a myśli rudej kocicy chociaż w minimalnym stopniu poukładane. Przynajmniej ochłonęła. Wystarczy, że jedna z sióstr od Gorejącego Krzewu była...w złym stanie emocjonalnym, druga musiała myśleć trzeźwo, dla dobra tej drugiej. Tak, jak wtedy na pogrzebie Rozerwanej Gwiazdy, to Nocna Wichura uciekła daleko, żeby się wyżyć, a Nadzieja przyszła za nią, dla wsparcia, tak teraz role się odwróciły. Potrzebowały siebie nawzajem, bo ze starszego pokolenia Bursztynowookiej i Gorejącego Krzewu tylko one dwie pozostały. Potrzebowały siebie.
Nie miała pojęcia, gdzie pobiegła Trawiaste Zbocze, ale wiedziała jedno, potrzebowała ją szybko znaleźć. Była ranna. Krwawiła. I nie wiadomo, co jej przyszło do głowy, gdy już uciekła - nie daj Gwiezdny Klanie jakiś samotnik wyczuł zapach krwi i...kocica wyrzuciła szybko takie myśli ze łba. Nie była pewna, czy po tym, co się stało Trawa dałaby się zaciągnąć do medyka, więc musiała zabrać ze sobą...Malinowe Chaszcze. Nie Gwieździstą Ścieżkę, wiedziała, że jej siostra nie przepada - delikatnie powiedziawszy - za medyczką. Malina, chociaż zrobiła to, co zrobiła, była wojowniczką nie pomocnikiem medyka, dalej miała wiedzę. Dalej umiała leczyć. Mogła pomóc jej siostrze, musiała pomóc.
Gdy już Wichura wraz z Maliną znalazły Trawiaste Zbocze, to, co zobaczyła na miejscu rudo-biała przerosło wszelkie jej oczekiwania. Czarno-biała uciekła aż tu, do Strzelistych Sosen i tutaj...krew, dużo krwi, zdarta kora z drzewa, kora między jej pazurami. Pysk Wichury spowijał niesamowity, chłodny spokój, jedynie kiwająca się na boki końcówka rudej kity i lekko zjeżone futro na karku świadczyły o tym, że jest nieco poddenerwowana. Jednak na jej mordzie była tylko chłodna maska. Musiała być silna, musiała myśleć trzeźwo i spokojnie. Dla dobra Trawy. Nie wyczuła nigdzie woni samotnika, drapieżnika, niczego, co mogłoby zrobić siostrze taką krzywdę, a z tego co pamiętała, po walce z samotnikami w Lisiej Norze miała tylko jedną ranę. Dała córce Czaplej Nogi jasny znak, jedno spojrzenie bursztynowych ślepi wystarczyło, żeby Malinowe Chaszcze zrozumiała, żeby na razie nie podchodzić. Po czym Nocna Wichura drgnęła i podeszła sztywno do Trawy, pochylając łeb nad siostrą. Wtuliła ostrożnie, acz jednym, pewnym ruchem nos w zagłębienie za uchem czarno-białej i tak trwała przez chwilę, dotykając ogonem jej ogona. Jestem tutaj. Trawiaste Zbocze mogła doskonale usłyszeć oddech Wichury i jej szybko bijące w białej piersi serce.
- Jestem - chrypnęła cicho po chwili, niepewnie układając się obok kocicy, jak gdyby ta zaraz miała nagle się na nią rzucić. Nie wiadomo. Jeśli zrobiła sobie coś takiego, już niczego nie mogła wiedzieć i nie mogła przewidzieć jej reakcji. Przesunęła delikatnie językiem po łapie czarno-białej, trochę nad śladami po zębach, które sobie zrobiła i poczuła na końcu języka metaliczny posmak krwi, poczuła, jak powoli pęka jej serce. Jak mogła sobie zrobić coś takiego. Machnęła ogonem w kierunku stojącej gdzieś z tyłu niebieskiej Maliny, niemo sygnalizując, żeby może lepiej podeszła. Pewnie wzięła ze sobą medykamenty. Tyle księżyców zmarnowała, unikając rodzeństwa, a teraz gdy została jej tylko Nadzieja...dzieje się coś takiego. Gwiezdny Klanie, widzisz, a nie grzmisz. Zaczęła cicho mruczeć, jedną z łap obejmując czarno-białą. Mocno. Z całej siły, ale nie nachalnie. Przytrzymywała ją tylko, gdyby ta...chciała uciec, albo zaatakować. Byłaby wstanie chwycić siostrę nawet za kark, gdyby ta nagle wykonała jakiś gwałtowniejszy ruch, byle tylko ją przytrzymać. Żeby się już nie szarpała.
Przepraszam, wymamrotała cicho, prawie niesłyszalnie, jakby sama do siebie.

Malinowe Chaszcze - 2018-05-13, 23:00

Nie była świadoma, co się wydarzyło koło Lisiej Nory. Wichura mogła sporo czasu poświęcić na szukanie, w końcu... Malina nie była już medykiem. Nie była potrzebna w Martwych Korzeniach, których pierwszy człon idealnie odpowiada ambicji niebieskiej kotki, żeby stać się kimś w klanie. Najwidoczniej bardzo się myliła myśląc, że coś może osiągnąć. Jednak kiedy ruda wojowniczka do niej podeszła mówiąc, że Trawiaste Zbocze jest ranna gdzieś na terenach... Ruszyła razem z nią. Bez nawet cienia zawahania. W końcu... Pomimo tego, że dawno nie rozmawiały, nadal były przyjaciółkami... Prawda? Przynajmniej taką niebieska miała nadzieje. Ruszyły więc w drogę. Malina skorzystała ze swoich dosyć rozwiniętych zmysłów, próbując wytropić uciekinierkę, a gdy zbliżały się do celu... Było to aż za łatwe. Czuła krew. Bardzo intensywną jej woń. Czuła również zapach Trawki, dlatego też jej ogon drgnął nerwowo, a sama zaniepokojona starała się zlokalizować ją jak najszybciej. I była.
- Traw... - próbowała zawołać, jednak spojrzenie Nocnej Wichury przerwało jej w połowie słowa. Zacisnęła zęby, cofając niezbyt zadowolona z polecenia rudej uszy, ale poczekała na swoją kolej, przestępując z łapy na łapę. Musiała zwalczyć to, co zostało jej po byciu medykiem - jak najszybsze dobiegnięcie do rannego i pomoc mu. To było... Ciężkie. Szczególnie, że tam leżała jej przyjaciółka i się wykrwawiała. Nie wytrzymała jednak za długo. Podeszła przed znakiem danym przez Wichurę, podchodząc pewnie do rannej, a jej wzrok padł na pokaleczone łapy... Ktoś ją musiał nieźle urządzić.
- Musimy wracać do obozu - zakomunikowała, starając się nadal sile delikatnemu głosowi. Tam miała medykamenty, tam było bezpieczeństwo. Tutaj... Tutaj mogą zbiec się drapieżniki. Córka Czaplej Nogi rozejrzała się uważnie, czy aby nic do nich nie przychodzi, pozostając czujną. Ktoś musiał.

Trawiaste Zbocze - 2018-05-14, 20:50

Nie zwracała uwagi na tą całą krew, na to, że jest sama i, że to wszystko boli. Teraz o tym wszystkim zapomniała, stało się...mgłą, powietrzem. Jedyne co czuła, to że trochę opada z sił. Czuła się słabiej od tego wszystkiego. Nic dziwnego jak pogryzła łapy do krwi, uderzyła tak mocno głową, że aż ją zamroczyło. Po prostu słabła. Ale przynajmniej była sama, całkowicie sama i to jej odpowiadało. Mogła ochłonąć, mogła się uspokoić i poukładać sobie to wszystko w głowie. W tej chwili cały ból odszedł na drugi plan, wciąż go ignorowała, za bardzo przejęła się swoimi emocjami. Teraz ze złości przestąpiła w smutek oraz żal. Miała ochotę tak cały czas płakać i nigdzie nie wracać, nie do obozu, nie do Gwiazdki, NIE DO LISIEJ. Zacisnęła mocniej zęby, a z oczy popłynął kolejny mocny strumień łez. Miała już tego wszystkiego dość. To wszystko ją przerastało, po prostu nie nadawała się do niczego. Nie umiała ochronić Łatki, opanować swoich emocji...nic nie umiała. A nawet pogodziła się już z myślą iż nikt po nią nie przyjdzie, bo długo nikogo tu nie było...może to nawet i lepiej. Nie wiadomo jakby zareagowała na kogoś znajomego albo i nie. Ale jednak przeliczyła się. Po jakimś długim czasie usłyszała kroki. Ktoś idzie. Nawet nie zerknęła przez łapy kto to, po prostu mocniej próbowała w nich ukryć swój pysk. Jej końcówka ogona lekko zadrgała, chciała tu być sama, CAŁKOWICIE sama. Musiała to wszystko przemyśleć i poukładać, lecz nie, ktoś przyszedł i zakłócił ten spokój. Odgadła prawie od razu po zapachach kto to. Wichura i Malina...Wbiła swoje pazury w ziemię, nie chciała im zrobić krzywdy, nie im. Miał to być znak, żeby nie podchodziły, ale widać jej siostra postanowiła to zignorować. Podeszła i ją dotknęła, a potem nawet coś powiedziała. Trawa nie przejęła się tymi słowami, teraz to nie było ważne. Czuła jednocześnie złość jak i smutek, było to bardzo dziwne. Zupełnie nowe uczucie. Jedna jej część chciała uderzyć w tej chwili Wich, druga zaś mówiła, żeby tego nie robić..nie mogła JEJ skrzywdzić. Nie dałaby rady. Po prostu się powstrzymywała, można powiedzieć, że walczyła ze sobą wewnętrznie. Obie kotki mogły to zauważyć po mocno zaciśniętych powiekach, zgrzytających zębach i lekkim drganiu końcówki ogona. Nie wiedziała jak na to zareagować, udawać że nie widzi, zaatakować czy może krzyknąć. NIE WIEDZIAŁA. Postanowiła jednak na razie wyciągnąć głowę i oprzeć ją na przednich, zakrwawionych łapach. Spojrzała się załzawionymi oczami na Wichurę, a potem na Malinę. Wciąż chyba miała coś nie tak z głową i jakoś obraz się rozmazywał, miała takie zamroczenie. Było to dziwne. Tak wzrok jej przeskakiwał to z jednej to na drugą, westchnęła cicho i ostatecznie spojrzała się na podłożę, a na jej pysku pojawił się grymas.
- Po co tu przychodziłyście. Nie potrzebuje pomocy. Chce być sama. - Burknęła pod nosem. Co z tego, że czuła się coraz słabiej, krwawiła, może w tej sposób zaoszczędzi Medykamenty? Może tak będzie lepiej dla wszystkich, nie będzie sprawiać już więcej problemów. Widać tylko, że kotki miały inny zamiar. Ruda Wojowniczka ją trzymała mocno aby przypadkiem się nie wyrwała, za to właśnie druga...kazała wracać do obozu. Na te słowa w Trawie natychmiast pojawił się strach. Nie chciała, nie mogła, NIE CHCE. - NIE. - Krzyknęła próbując tym samym wstać, nawet jeśli ją Wich trzymała to napierała z całej siły. Lecz nawet to nie pomogło, czuła się coraz słabiej, więc znów upadła i pozostała w swojej poprzedniej pozycji. Widać było po niej strach. - Nie chce iść do Medyka, NIE do Gwieździstej Ścieżki oraz Jeleniej Łapy, nawet jeśli by coś umiał. Może będzie lepiej jeśli nikt mnie nie będzie leczyć! - Znów krzyknęła, a łzy nie przestawały lecieć. Bicie serca jej przyśpieszyło, czuła znów nagły przypływ emocji. Zbyt nagły.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group