To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Gromu - Złamane Drzewo

Świetlistooki - 2018-03-31, 19:04
Temat postu: Złamane Drzewo
Podczas jednej z solidniejszych wichur przechodzącej przez tereny czterech klanów, jedno z drzew zostało powalone. Było ono najbardziej wysunięte ze wszystkich, przyjęło na siebie całą siłę wiatru, jednak nie wytrzymało naporu i zostało brutalnie przełamane na pół i powalone. Na pozostały w ziemi pień dorosły kot może bezproblemowo wskoczyć, podobnie jak na leżącą obok pozostałą część niegdyś silnego drzewa.

Tulipanowa Łapa - 2018-04-02, 09:50

Tulipan nie miał zwyczaju wychodzić poza obóz, unikał tego jak się tylko dało, jeśli nie miał wtedy nikogo do towarzystwa. Nie umiał zbytnio walczyć, a że dawne gromowe tereny obfitowały w zwierzynę prawie na tym samym poziomie co w drapieżniki, terminator miał kolejną wymówkę, aby nie wybierać się dalej niż parę lisich długości poza wejście. Jednak teraz, gdy znajdowali się na nowych terenach, zdecydował się na nieco odważniejsze zwiedzanie klanowych włości, coby przynajmniej znać najbliższe lokacje.
Zgrabnie wskoczył na powalone, spróchniałe drzewo i rozejrzał się wokoło, przyglądając się terenom z ciekawością i nasłuchując w razie, gdyby w pobliżu znajdował się jakiś nieproszony gość. Niebieski ogon drgał lekko, ukazując lekkie zdenerwowanie właściciela, ale oprócz tego kocurek czuł się dość swobodnie. Miły wietrzyk mierzwił mu futro, co przyjął z życzliwością po tych całych śniegach i Porze Nagich Drzew.

//Wich

Wichura, - 2018-04-02, 10:50

Wichura niegdyś to drzewo połamała i teraz chamsko Wichura na takim drzewie sobie posiedzi. Nie ta sama wichura co prawda, ale, heh. Wichura.
Kocica dalej zwiedzała nowe gromowe ziemię, chcąc się zorientować co, gdzie i jak. Wyznaczając granice, oznaczając teren przy każdej możliwej okazji. Żeby nikt nie miał wątpliwości co do tego, że tutaj mieszka GROM. A jak ktoś wejdzie to już ruda mu zrobi, WHAT ARE YOU DOING IN MY SWAMP.
Przyszła do Złamanego Drzewa, przystając przed nim i wytrzepując piach spomiędzy białych palców. Geh. Piasek spoko, ale na nowych ziemiach był dosłownie wszędzie. Uderzyła kitą po piętach i podniosła głowę, żeby spojrzeć z kim miała do czynienia. Niebieski pręgus. Hmm, na pewno brat Kropelki, Mysiowąsej i...Szrona. Podobny nieco do Baraniej Łapy. Wichura wskoczyła zgrabnie na przewrócone drzewo.
- Tulipanowa Łapa, zgadza się? - chrypnęła do młodzika, oblizując białe wąsy. Kojarzyła go. Tylko z widzenia, ale kojarzyła. Nie wydawał się za bardzo przejęty nagłą śmiercią ojca...może lepiej. - Można się dosiąść?

Tulipanowa Łapa - 2018-04-02, 11:01

Jasne, acz nieco zmatowiałe oczy obserwowały z uwaga rudą kotkę. Tulipan zauważył ją już wcześniej, ale przezornie trzymał język za zębami. Kojarzył ją i był pewny, że pochodziła z Gromu, ale nic poza tym. Ostatnio ograniczył kontakty z innymi kotami do minimum, zamykając się we własnym świecie i dopuszczając do niego jedynie Sójczy Śpiew. Jego matka jak nikt inny rozumiała, co Tulipan przechodzi, dlatego też razem trwali w owym marazmie, spędzając ze sobą większość czasu jeśli żadne z nich nie było akurat zajęte. Siedząc na Złamanym Drzewie, Tulipan może i wyglądał dość niefrasobliwie, jednak jego napięta poza, ponure spojrzenie i ubrudzone, posklejane w niebieskie kępki futro mówiły same za siebie, tworząc niezbyt pogodny obraz młodego terminatora.
- Owszem. - Czyli jednak zdecydowała się podejść. Tulipan obrzucił kotkę neutralnym spojrzeniem i owinął ogon wokół łap, ukrywając chęć uderzania nim po spróchniałym, szorstkim pniu. - Już to zrobiłaś - odparł, przekrzywiając głowę i przyglądając się nieco uważniej wojowniczce. Nie imponowała niczym szczególnym, ot, kolejna kotka w klanie. Tak samo jak on był zapewne kolejnym terminatorem dla niej. - Wybacz, że nie znam twojego imienia, ale... - 'Ale jesteś tylko kolejnym pyszczkiem jaki przechadza się po obozie'. Kocurek westchnął cicho i spojrzał przepraszająco na Nocną Wichurę.

Grzmiąca Łapa. - 2018-05-15, 21:35

/jeżeli mogę? jak nie, to patać zanim będę miała odpis

To było...dziwne. Ta świadomość, że możesz wyjść poza obóz, że po 19 księżycach w końcu zostałeś terminatorem i nie zostaniesz upokarzająco ukarana, gdy postawisz swoją ciekawą świata łapę poza bariery domu. Że możesz, masz prawo, nikt ci nie zabrania. Że nie musisz wciąż myśleć o konsekwencjach, nie musisz obracać się w strachu czy za tobą nie idzie ktoś starszy, ktoś wyższy rangą, zajmujący wyższe miejsce w tej klanowej hierarchii.
Po ceremonii, która została ozdobiona nieprzyjemnym cyrkiem i niepotrzebnymi zdegradowaniami oraz losowo wybranymi kandydatami na medyka, Grzmot nie wiedziała, co ma zrobić. No, hmpf, trening zaczyna dopiero jutro. I to było tak dziwne wrażenie...móc. Niektórzy mówią, że bycie kociakiem jest lepsze. Że nie masz obowiązków, możesz się bawić. I tak cholernie się mylą. Nie byli w skórze Grzmot, nie czekali 13 księżyców więcej, niż to wymagane. Ona mogła być wojowniczką. Mogła wtedy stać razem z kremowofutrym Burzą, monochromatyczną Łatką. Dostawać nowe imię, wojownicze imię. A teraz...teraz wszystko, wszystkie kocięce marzenia były zmiażdżone, sponiewierane przez tą gromową sprawiedliwość. Jej najbliższe rodzeństwo, które miało być jej równe...ono rosło. Zostawali terminatorami, wojownikami...gdy ona była kociakiem. W ich wieku. Na każdą myśl o tym, każde wspomnienie Grzmot drżała, robiło jej się zimno, stresowała się, płakała, leżała, samotna i wtedy najbardziej szczęśliwa. Sama, mogąc pogrążać się we własnych winach, choć wyglądało to inaczej z jej punktu widzenia.
Czarne palce po raz pierwszy legalnie postawiły swoje piętno na terenach. Kotka wzięła głęboki wdech. Spacer, spacer był jej potrzebny. I samotność. I, co prawda, nie znała tak dobrze nowych terenów, jednak przemierzała je podczas przeprowadzki. Pamiętała też swój zapach, ślady i przede wszystkim – zapach obozu. Był jak żaden inny. Mleko, jedzenie, koty, przywódca. Pachniał domem, jednak czy to było pozytywne skojarzenie to indywidualna sprawa każdego kota. Gdy stawiała kolejne, powolne kroki wychudłym, czarnym ciałem, przed jej oczami tworzył się obraz drzewa. Leżącego. Odetchnęła z ulgą – jej chude, słabe ciało niezbyt dobrze wytrzymywało długie wyprawy. Usiadła pod zamszonym, zarośniętym leśnymi roślinami pniem. Chwilę potem położyła się i obserwowała. Patrzyła, słuchała, czuła.

/sarna! <3 czas po cerce, przed pogrzebem

Sarnia Łapa. - 2018-05-16, 15:47

Była w rozsypce. Powoli, powolutku zaczynała się domyślać, dlaczego AŻ TAK przejęła się ostatnią ceremonią. Tą głupią, okropną ceremonią. Nie oznaczało to jednak, że czuła się z tym lepiej – ta wiedza w niczym nie pomagała, mało tego, wszystko komplikowała. Sarenka potrzebowała... wytchnienia. Głowa nadal trochę ją bolała... i w sumie nie tylko, bo w końcu poobijała się, gdy sturlała się z Wysokiego Pagórka. Kilka zadrapań pewnie by się znalazło, ale nie krwawiły ani nic, więc interwencja... medyka nie była potrzebna. A nawet gdyby, to kotka i tak poszłaby do Malinki. Co z tego, że została wojowniczką? Dla córki Trzmielego Pyłu szara nadal była świetną medyczką... i o wiele lepszym wzorem do naśladowania od Gwiazdki.
Zachowywała nieco większą przytomność umysłu niż bezpośrednio po opuszczeniu obozu. Wciąż pozostawała ciut otumaniona i nie zwracała większej uwagi na to, dokąd szła. Czuła się bezsilna i chwilowo nie miała ochoty wrócić do reszty Gromiaków, patrzeć im w oczy udawać, że nic się nie stało i że tak, miała się dobrze, śpiewająco wręcz. Łapy paliły ją od wcześniejszego biegu i teraz od wędrówki. Nie spodziewała się nikogo ujrzeć po drodze i dlatego, gdy zobaczyła czyjeś czarne futro, przystanęła zaskoczona. Ile czasu spędziła już na terenach Klanu? Wiedziała, z kim miała do czynienia. Wiedziała i chyba wcale jej się to nie podobało, bo ta terminatorka sprawiła jej kiedyś przykrość, nawet jeśli nie do końca celowo... jednak zabolało. A negatywnych emocji Sarenka przeżyła już dzisiaj dosyć, mało tego – nic nie zapowiadało końca. Odwróciła więc głowę w drugą stronę, starając się przyjąć neutralny wyraz pyszczka i sprawiać wrażenie zamyślonej. Nie było to wcale trudne, bo faktycznie miała o czym myśleć. Chciała po prostu wyminąć Grzmiącą Łapę odpoczywającą przy zwalonym drzewie, zachowując pewną odległość – istniała nadzieja, że nie została dostrzeżona.

Grzmiąca Łapa. - 2018-05-16, 16:16

Och, Sarenka nawet nie wiedziała, jak bardzo przypomina teraz Grzmot. Te ukrywanie się, uśmiechnęta maska i jedno z nielicznych kłamstw, jakie jej wychodziły – jest w porządku, czuję się dobrze. Nie chciała nikomu patrzeć w oczy, chciała być sama. Tak wiele emocji tłumiło się w jej pokruszonym wnętrzu. Lęk przed czym, co myślą inni. W ich oczach, rozmowach i minach wyczytywała to, w co wierzyła. Obgadywanie, pogarda. Wstydziła się za każdym razem, gdy przechodziła obok kogokolwiek. W każdym widziała agresję i chęć ośmieszenia jej samej. Była nieufna do wszystkich, nawet Burzy. I większość tych cech się utrzymuje.
Na ceremonię zareagowała, cóż, cicho. Na tyle cicho, by milczeć. Nie znała ani Jelenia, ani wszystkich hobby Sarniej Łapy, jednak nietrudno jest zobaczyć, jak bardzo pomyliła się Gwiazdka. I jak bardzo może pożałować swoich czynów. Tego, jak bardzo źle przyjęła tę sytuację córka Trzmielego Pyłu. Tego, jak bezczelnie zachowała się gromowa medyczka.
Leżała i w sumie patrzyła się na jakiś okoliczny krzaczor. Wypuściła ze świstem powietrze po raz kolejny, po czym strzepnęła swoim czarnym uchem. Czuła słodki zapach, który na pewno już znała. Gdzieś przed nią, niewyraźnie zauważyła pręgowane futerko i limonkowe, posmutniałe oczy. Najpierw cała się spięła, przerażona, nawet jeśli to kot z klanu. Ale znała ten zapach. Nie był to ten sam, co Burzy. Nie. Szybko zaczęła łączyć fakty – słodki zapach, pręgi, limonkowe oczy, gorycz...Och, tak. To Sarenka, zdecydowanie niezadowolona ceremonią.
S-sarna, pocz-ekaj. Przepr-raszam — wyrzuciła cicho, jednak na tyle, by usłyszała to kremowa. Tylko czy ona nadal w ogóle pamięta, że jakiś czarny kociak na nią nakrzyczał? Natychmiast się skuliła. — W-szyst-ko dob-brze...wi-esz, yyy, po cer-e-moni?

Sarnia Łapa. - 2018-05-16, 16:36

Sarenka, niestety lub stety, nie potrafiła czytać w myślach. Nie miała pojęcia, że gdyby zapytała o zdanie większości Gromiaków, co sądzili o tamtej ceremonii i zachowaniu Gwiazdki, wszyscy zapewne odpowiadaliby podobnie. Że sporo z nich było równie oburzonych, zaskoczonych lub niezadowolonych. Nie zdawała sobie sprawy, że widzieli ją jako terminatorkę medyczki. Że miałaby poparcie... Turkuć, Łania, Grzmot, Puszczyk, Szczygieł, Błyskająca Gwiazda... i o wiele więcej kotów, które znała lub kojarzyła. Ponieważ jednak nie miała mocy czytania w myślach, a wtedy nie skupiała się na odczytywaniu emocji innych, mając problem z własnymi... było, jak było. Źle.
Widać skradanie się nie wyszło kotce tak, jak trzeba. W sumie co się dziwić? Podeptała po drodze po jakiejś gałązce, zapomniała o wietrze... ogólnie pokazała, jaki był z niej genialny łowca. Nie udało jej się odejść niepostrzeżenie i Grzmot ją dostrzegła. Usłyszała? Zobaczyła? Wyczuła? Kto wie. Fakt faktem, że się odezwała. Kremowa zatrzymała się, stojąc tyłem do córki Olchowego Listka – najpierw przymknęła ślepia z rezygnacją, biorąc głęboki wdech, zanim odwróciła się powoli w stronę czarnej. Widać było jednak po zielonych oczach, że jeden zły ruch i mogła ponownie się rozsypać po tym, jak już raz ją poskładali. W jej małym serduszku kłębiło się zbyt dużo emocji na raz... i wszystko przez kilka kotów. Ważnych, mniej ważnych i ważniejszych...
Och. Grzmot. Nic nie szkodzi – przywitała się, wykrzywiając pyszczek, co miało być jakąś żałosną parodią uśmiechu. Zbliżyła się nieco do kocicy, aby nie gadać na odległość. – Tak, tak, jasne. W porządku. Tak – odparła, kiwając szybko głową. Zaraz też odwróciła wzrok, jeżąc nieco futerko i zaraz przygładzając je na nowo. Kłamstwo.
Tooo... co tam? – zapytała, siląc się na beztroski ton i błądząc spojrzeniem gdzieś w oddali. Byle zmienić temat. Dla odwrócenia uwagi wskoczyła na zwalone drzewo, pomagając sobie pazurkami, i usiadła na pniu, niepewnie zerkając na swoją znajomą.

Grzmiąca Łapa. - 2018-05-16, 18:12

Mrugnęła zdziwiona, z lekko rozwartym pyszczkiem. Szybko jednak uspokoiła się, i, hm...lekko podniosła swoje wargi, tworząc na pysku miły, choć niepewny uśmiech. Mimo, że w jej głowie układały się najprzeróżniejsze scenariusze tego, czy Sarna kłamała, czy może tak jak ona nie chce sprawić innym przykrości, jednak gdy akurat została mianowana, próbowała utrzymać good vibes i po raz pierwszy od wielu księżyców być dobrej myśli. I...to było nawet przyjemne. Tak móc się uśmiechnąć, przestać się martwić i choć jeden dzień przeżyć jak każdy normalny terminator.
N...no to dob-rz-e — domyślała się, że kotka może kłamać o swoim stanie, ale przecież sama nie jest lepsza. Skoro chce (o ile w ogóle to robi), to ma powód. Grzmot nie lubiła mówić o tym, że się źle czuje. Sama nie potrafiła opisać tego stanu i wolała, by ludzie nie wtrącali się w jej interesy emocjonalne. Sama z tego wybrnie. Tylko, że na razie spada...ale nie potrzebuje nikogo kto potrzebuj wiedzieć o tym wszystkim, prawda?
Yy. No, no-rmalnie, jak zaw-sze — podobnie jak młoda kłamała, bo to najwygodniejsze. Nikt nie potrzebuje wiedzieć, bo jeszcze rozgada. Tym bardziej, że kotka zna Burzę i mogłaby mu powiedzieć. Albo Łani, która bardzo lubi Burzę. I w ogóle. — Hm...Sa-r-rna, może ch-cesz po-ćwi-czyć walk-ę? W-wiesz, dostał-łam kilka por-rad od Mysiowąsej... — na chwilę przerwała, gdy wspomniała to imię. Wciąż była zdezorientowana zdegradowaniem. No, i przyzwyczaiła się do Myszy, zresztą była całkiem miła. A jak musiała się czuć sama była zastępczyni? Źle. — i może z-zapomniały-byśmy o tych dzi-wnych rzeczach, któ-re się wydarzyły.

Sarnia Łapa. - 2018-05-16, 18:49

W pewnym sensie Sarnie ulżyło, że Grzmot nie drążyła tematu. Nie wiedziała o tym, że kotka wyszła kiedyś z obozu, gdy piastowała rangę kociaka, nie wiedziała, że ona jak nikt mogłaby teraz zrozumieć jej stan. Kremowa nie miała o tym pojęcia, bo nie poznały się wystarczająco dobrze. Fakt, terminatorka zachowywała się nieco dziwnie podczas ich pierwszego spotkania, jakby coś ją trapiło. Potem zaś uraziła córkę Trzmielego Pyłu, powodując, że zrobiło jej się przykro i zaczęła płakać. Znalazła ją Nakrapiana jeszcze wtedy Łapa.
To... dobrze? Zależy w sumie – stwierdziła ostrożnie, nieco filozoficznie, wzruszając lekko barkami. Przełknęła ślinę, nie mając pojęcia, jak u Grzmiącej Łapy wyglądało „jak zawsze”. Nie zdawała sobie sprawy, że ona też została okłamana, a nawet gdyby wiedziała... nie przejęłaby się tym. W końcu w tamtym momencie sama nie była o wiele lepsza.
Och – wyjąkała, jakże trafnie komentując tę propozycję. Machnęła nerwowo ogonem, patrząc się z lekkim zdziwieniem na Grzmot. Proponowała jej walkę? W sumie... teoretycznie dorosła i nie miała już zakazu... teoretycznie. Mówili z Błyskającą Gwiazdą o teorii, chociaż praktyki nie przerabiali. – Wiesz... chyba wyjdzie nam to na dobhe – uznała po chwili milczenia. Może jeśli poobija się jeszcze bardziej, odreaguje jakoś negatywne emocje...? Nie czuła się na siłach, ale nie była do końca pewna, czy pod względem fizycznym, czy psychicznym. I tak, i tak ją bolało. Koniec końców Sarenka spięła mięśnie i wybiła się tylnymi łapami do skoku, chcąc wylądować na grzbiecie Grzmiącej łapy, objąć ją łapami za szyję i szarpnąć, aby obie kotki przewróciły się na ziemię. Bo już dawno nie turlała się po ziemi, huh. Ponieważ kremowa w chwili skoku siedziała na zwalonym drzewie... to nawet mogło się udać.

Sarna wcześniej poobijała się nieco podczas upadku w innej sesji (same siniaki, ale bez interwencji mg), która się dzieje zaraz przed tą rozmową, plus ma za sobą kawałeczek drogi (wcześniej jeszcze biegła z obozu do Wysokiego Pagórka, a potem przeszła stamtąd do Złamanego Drzewa), więc imo można odjąć troszkę w lub/i hp?? Niby trochę odpoczęła, ale no, nieco obolała nadal jest, więc warto to uwzględnić.

Grzmiąca Łapa. - 2018-05-16, 20:05

O, a jaka szkoda! Grzmot by zrozumiała, sama była w podobnej sytuacji. Pocieszyła, postawiła siebie w tej samej sytuacji i pomogła tak, by zadziałało. Mimo swojego wycofania, córka Olchowego Listka lubiła pomagać. Pytanie o pomoc było tym, którego nie bała się zadać. Jednak sama nie potrafiła jej przyjąć, egoistycznie udając, że uda jej się wszystko udźwignąć.
T-tak, to...zależy — odparła niezręcznie. Nie było dobrze, czyżby się domyślała? Szybko odgoniła tę myśl. Ten dzień ma być pozytywny, mamy być szczęśliwi. Nic złego się nie wydarzy! Porozmawia z Burzą, Łatką, może mamą. Nic nie będzie jej w stanie przeszkodzić w choć jednym dniu good vibes.
Gdy Sarna odpowiedziała twierdząco, Grzmot napięła swoje mięśnie. Co prawda wychudła, jednak wciąż trzyma w sobie siłę. Nie bez powodu ma tak szeroką klatkę piersiową, która świadczy o fizycznej energii drzemiącej w jej ciele. Ach, czyli Sarna próbuje naskoczyć. My zaś użyjemy zmyłki!
Gdy Sarna przygotowywała się do skoku, ta balansowała na prawych i lewych łapach – raz w prawo na prawą, tylną i przednią łapę, raz w lewo – na lewą, przednią i tylną. Aż gdy w końcu kremowe futerko miało się odbić, ta spojrzała w lewo i...gwałtownym ruchem uskoczyła w prawo. A najwyżej próbowała.

Malinowe Chaszcze - 2018-05-19, 11:04

Atak Sarny: atak udał się słabo (50%)
Unik Grzmot: udany (100%)

Ostateczny atak Sarny: 50%-100%=-50% -> nieudany


W kremowej kotce prawdopodobnie odzywało się zmęczenie po ostatnich przygodach. Próbowała rzucić się na Grzmot, ale czarna terminatorka, pomimo braku takiego umięśnienia, jakim mogła poszczycić się Sarna, zdołała uniknąć przyduszenia. Prawdopodobnie uratowała ją jedynie szybka reakcja... Albo i zwód. Sarenka wylądowała zgrabnie długość kociego ogona od drugiej terminatorki, która miała nos na wysokości jej łopatki i stała przodem.


Sarna: S: 7 | Zr: 7 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 65 | W: 45-3=42 | Przerzuty: 0/1
Grzmot: S: 11 | Zr: 8 | Sz: 4 | Zm: 3 | HP: 55 | W: 55-3=52 | Przerzuty: 0/1

Sarnia Łapa. - 2018-05-19, 11:42

Nie wyszło, jak chciała, ale co się dziwić? Była trochę zmęczona, w końcu wcześniej biegła aż do Wysokiego Pagórka, nie oszczędzając się za bardzo. Wprawdzie zdążyła odpocząć, ale przejście tutaj, do Złamanego Drzewa, również kosztowało nieco energii. No i wciąż była w lekkim szoku. Poza tym Grzmot zareagowała bardzo szybko. Sarna postanowiła więc podjąć drugą próbę, rozpaczliwie starając się panować nad emocjami, aby nie przejęły nad nią kontroli. Propozycja terminatorki faktycznie była bardzo dobra, aby tak powalczyć, bo kremowa potrzebowała się wyżyć. Dlatego też spięła mięśnie i skoczyła przed siebie, wyciągając łapy, aby objąć córkę Olchowego Listka za szyję i szarpnąć gwałtownie w bok. Chciała, aby obie się przewróciły, a potem... się zobaczy. Możliwości było dużo. No i przez to wszystko Sarenka czułą palącą potrzebę, aby się wykazać... w czymkolwiek.
Grzmiąca Łapa. - 2018-05-21, 14:13

Znowu, co? Gdy czarnej udał się unik, kiwnęła głową zadowolona i bardziej pewna siebie. Widziała lekkie zmęczenie w oczach rywalki, co dawało jej przewagę. Oblizała pysk malinowym językiem, wyraźnie bardziej wesoła i odważna niż na początku spotkania. Kremowa jednak nie odpuszczała i ponowiła atak, więc Grzmiąca uśmiechnęła się i spojrzała na nią niczym starsza siostra. Planowała uskoczyć w bok i wskoczyć na jej grzbiet od boku, jednak czy się uda? Starsza kocica może i była silniejsza, ale Sarna miała swoje atuty – małe, zwinne ciało i szybkość. Chociaż teraz nieco gorzej je wykorzystywała, biorąc pod uwagę jej bieg.
Malinowe Chaszcze - 2018-05-24, 07:00

Atak Sarny: atak się nie udał :c -(przerzut)> atak udał się dobrze (100%) -> (17+12)-(8+4)=17
Atak Grzmot: atak udał się słabo (50%) -> 0,5*[(12+11)-(7+7)]=4

Sarna jednak ponownie dała popis swoich zdolności! Grzmot skończyła w jej stronę, uskakując w bok, jednak jedynie musnęła futerko kremowej koleżanki, nie mogąc wskoczyć na grzbiet przez zaciskające się wokół jej szyi łapy. Terminatorką Błyskającej Gwiazdy mogła poszczycić się dużych refleksem, jednak nadal nie uniknęła obrażeń, które otrzymała zarówno od czarnej kotki, jak i od upadku na ziemię (-5 HP). Na chwilę obecną obie leżały na podłożu, na bokach, pyszczkami do siebie z tą różnicą, że Grzmiąca Łapa była nadal przez młodsza obejmowana.


Sarna: S: 7 | Zr: 7 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 65-4-5=56 | W: 42-3=39 (45) | Przerzuty: 1/1
• rana 0. stopnia - lekkie obicie lewego barku
Grzmot: S: 11 | Zr: 8 | Sz: 4 | Zm: 3 | HP: 55-17=38 | W: 52-4=48 (55) | Przerzuty: 0/1
• rana 0. stopnia - minimalnie bardziej bolesne obicie prawego barku



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group