To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Gromu - Szare Głazy

Tygrysi Skok - 2020-09-19, 22:37

W pogoni za jak najszybszym treningiem, nowym mistrzem i kolejnym treningiem z nowym mistrzem Tygrzyk zagubiła gdzieś po drodze czas na kontaktowanie się ze swoją rodziną i o ile odczuwała ich brak i dziwną pustkę, tak nie za bardzo robiła coś, by to zmieniać. Dlatego naprawdę cieszyła się, że od nauki wyrwała ją siostra, którą bardzo lubiła. Wiedziała, że wreszcie po upływie szmatu czasu będą mogły porządnie poplotkować, wyżalić się i powygłupiać.
- Nie jestem jakimś przyjemnym mistrzem, ale bynajmniej nie owija w bawełnę i nie przedłuża mi zbędnie szkolenia. Odczuwam, że ma do mnie niechęć, ale mówię ci, że naprawdę nic mu nie zrobiłam, naprawdę nie wiem o co chodzi. - opisała złotej - Początkowo chciałam zmiany mistrza, ale zdecydowałam się dokończyć swój trening z Kunim Sykiem, ponieważ nam obojgu zależy tylko na jak najszybszym jego zakończeniu i rozdzieleniu naszych dróg. Wydaje mi się, że to korzystny układ. - dokończyła, streszczając ogólny wygląd spotkań z mistrzem i ich przebiegu.
- Z Cyprysową Łuską jest pewnie świetnie spędzać czas i się uczyć, czyż nie? - zapytała.

Czyhająca Łapa - 2020-09-30, 18:21

Jeszcze mocniej zmarszczyła nos i dodała do tego ściągnięcie brwi.
- Próbowałaś go zapytać o co chodzi? Skoro tak nie owija w pajęczynę, powinien powiedzieć ci o co chodzi. - Mruknęła. Nie wyobrażała sobie, skąd mogła pochodzić niechęć mistrza do Tygrzyk - to właśnie ta siostra, zaraz obok Czaik, była najbardziej uroczą częścią ich rodziny. Była śliczna, miła i mądra, a do tego naprawdę chciała szybko ukończyć trening, więc nie rozumiała dlaczego Kuni Syk miał nie lubić terminatorki. Cyprysowa Łuska również bywała szorstka w obyciu, ale Czyhajaca Łapa nigdy nie poczuła, by kocica darzyła ją negatywnymi uczuciami. Może dlatego, że widziała ten bezgraniczny podziw w zielonkawych oczach i to przełamywało pewne bariery.
- Ale szybki koniec to też plan. - Dodała, wzruszając barkami. Ona też chętnie by przyjęła taką taktykę - mimo, że spędzanie czasu z zastępczynią była dla niej przyjemnością.
- Tak. - Wymruczała z widocznym zadowoleniem, na pytanie siostry. - Od początku powinna być moim mistrzem. W końcu prowadziła mi nauki. - Gwałtownie trzepnęła ogonem. Irytacja z powodu falstartu treningu trochę zelżała, ale wspomnienie tego faktu nadal wpędzała Czyhak w lekką nerwowość.

Tygrysi Skok - 2020-09-30, 20:54

- Tak, ale nie otrzymałam satysfakcjonującej odpowiedzi na postawione pytanie. Wydaje mi się, że może nie lubi młodszych kotów albo ma zatarg z naszymi rodzicami. - rzekła pytającym tonem głosu pewnym niepewności i zastanowienia.
Właściwie podejrzewała bardziej prawdopodobne rozwiązanie i odpowiedź dla tego tematu, ale bez potwierdzenia nie chciała siać fermentu na temat kota, który mimo wszystko trening jej prowadził w taki czy inny sposób. Dla niej liczył się czas, więc była tym umiarkowanie zadowolona, a resztę przeboleje.
- Masz rację. Ja chciałbym trening z Cierpką Jagodą, bardzo dobrze się dogadywałyśmy. - stwierdziła jasno, oblizując nosek.

Tygrysi Skok - 2020-10-26, 20:30

Cóż nie wszystko co się chce to się ma, a Tygrzykowa Łapa była tego żywym przykładem. Problemem jest jednak to, że nie potrafi się pogodzić z czymś co już jest ostatecznością, a ona nie ma na zmianę tego żadnego wpływu. No dobra, może i ma, ale nie jest aż na tyle odważna i zdecydowana aby pójść do Żubrzej Gwiazdy i prosić ją o zmianę mistrza. Złota obawiała się, że nowa przywódczyni uzna wtedy skargę Tygrzyk jako podważanie jej zdania... w końcu to szylkretowa przypisała ją do Kuniego Syku, a nie do Cierpkiej Jagody. Ostatecznie wolała chyba przetrzymać z kocurem i zobaczyć jak sprawy się rozwiną i jak będą się miały na przestrzeni księżyców.
- Wybacz Czyhak... całkiem zapomniałam, że miałam dziś pomóc w opiece nad kociętami... spotkamy się później, co nie? - tak. Dopiero uświadomiła sobie, że wybyła zapominając o swoim zadaniu do którego dodatkowo o losie, sama się zgłosiła. Nie mogła przecież zaniedbać czegoś o co sama zabiegała. Szybkim truchtem skierowała się w stronę kociarni.


z/t

Dymiący Staw - 2021-01-05, 14:49

***

Wojownik Klanu Gromu ostatnio po śmierci swojego jedynego brata często bywał poza obozem. Potrzebował być chwilę sam. Musiał wszystko przemyśleć i jakoś się uspokoić po tym wszystkim a spokój był dla niego najlepszym lekarstwem na ten moment. Dlatego postanowił się wybrać na polowanie ale kompletnie mu nie szło. Gdy tylko miał jakąś zwierzynę w zasięgu wzroku to po chwili albo znikała lub się płoszyła i kocur nie mógł jej złapać. Już sam nie wiedział ile razy tak było i gdy już był bardzo zmęczony postanowił zrezygnować. Najwidoczniej to nie był to jego dzień. Czemu już trzeci raz mu się działo przez cały dzień gdy tylko wyszedł na polowanie? Czyżby nie potrafił się skupić? Jak widać. W jego głowie za dużo siedziało i nie mógł zrozumieć tego całego chaosu, który nie dawał mu logicznie myśleć. Tak więc postanowił chwilę odpocząć, po prostu idąc przed siebie. Wokoło było pełno śniegu i kocur bez emocji na niego patrzył. Był taki zimny a jednocześnie delikatny. Wystarczyła trochę większa temperatura by zniknął. Potrafił jednak być groźny. Ale teraz Sopla w ogóle to nie interesowało, po prostu starał się jakoś zająć głowę czymś innym, nawet czymś głupim.
Był cały spięty a jego oczy wąskie i ciemne. Machał ogonem na boki nerwowo i szedł przed siebie, patrząc tylko na swoje łapy.
Nie myśl. Wycisz się. Spokój. Bądź spokojny.
Powtarzał w głowie jak jakąś mantrę.
W pewnym momencie się zatrzymał i wbił pazury w ziemie. Następnie machnął prawą łapą śnieg, który natychmiastowo poleciał na bok.
Popatrzył się na swoje pazury i szybko je schował, kiwając przecząco głową. Nie może tak nagle wybuchać gniewem bo to może się źle skończyć. Gniew to nic dobrego.
Usiadł i wzdychnął ciężko, patrząc się nadal w dół.
Nic nie mówił ani się nie ruszył. Jedyne co można było usłyszeć to jego oddech.

/my bff truskawka uvu

Truskawkowy Gąszcz - 2021-01-19, 18:58

Pewnie nikt w tym momencie lepiej nie wiedział o tym, co czuje aktualnie Dymek, niż Truskawka, i to nie tylko dlatego, że była jego przyjaciółką i znała go na tyle, by wiedzieć mniej więcej jak by się zachował, czy jak go pocieszyć, nie. Ona czuła się... Jakby straciła drugi raz matkę. Jakby drugi raz musiała przeżywać to samo, to, co stało się wiele księżyców temu, kiedy zmarła Zamarznięta Sadzawka. Bo... huh, Malina również była dla niej bardzo, bardzo ważna. Była jej, można powiedzieć, mentorką, kiedy wszyscy inni zawiedli. Widziała w niej więcej, niż swego czasu widziała w sobie sama medyczka. Wspierała ją, gdy cierpiała, a ona... Ona nigdy się jej w większości nie odwdzięczyła. Widziała, że niebieska wygląda z każdym księżycem coraz gorzej. Że się przemęcza. A jednak nie zrobiła nic, by jej powiedzieć, żeby na siebie uważała. Może to trochę hipokryzja, bo sama z siebie dawała zdecydowanie za dużo, niż powinna, ale... Ale mogła zareagować. A teraz było za późno. Za późno by działać. Teraz... Nie było dla kogo działać.
- Dymek...? - rozległo się nagle za kocurem, dość słabym głosem, jak na to, że odzywała się medyczka, a gdyby kocur obejrzał się w jej stronę zobaczyłby... Dość żałosny widok. Nieco zgarbiona, z mętnym spojrzeniem, pajęczyną, ostatnią, jaką miała w składziku, owiniętą dookoła szyi, na ranie, która, choć zastosowano leczenie, nie chciała się goić. Opatrunek wyglądał już żałośnie, w wielu miejscach był już nieco poszarpany, ale dopóki się trzymał... Truskawka go nie zdejmowała, wierząc, że może jednak rana się zagoi. Jakimś cudem.
Kocica zagryzła zęby, nie wiedząc co powiedzieć. Wiedziała, że... Że dymny pewnie sam teraz przeżywa żałobę, w końcu zginął jego brat. Wiedziała, że kocur nie jest zbyt blisko ze swoją rodziną, aczkolwiek rodzina to rodzina, tak? Na pewno był z nimi bliżej niż ona z Morwą kiedykolwiek. Spuściła wzrok, bo nie wiedziała co jeszcze mogłaby powiedzieć, co mu powiedzieć, żeby go pocieszyć. Co zrobić. Więc stała. Po prostu. Chyba powoli... Powoli traciła siły. Do życia. Do dalszej pracy... Do czegokolwiek.

Dymiący Staw - 2021-01-19, 23:38

Zimny wiatr muskał jego futro a wojownik odczuł jak ciarki przechodzą po jego ciele. Nie były przyjemne. Nic teraz nie było przyjemne. Wszystko było zimne i bez koloru. Mimo iż nie miała bliskiej relacji ze swoim bratem to i tak czuł stratę gdzieś w środku. W końcu był to jego brat. Razem się wychowali i rozmawiali. Tylko z nim miał jakiegoś relację spośród innych braci, których miał. Dlatego strata Wilka go bardziej zabolała. Reszta rodzeństwa szybko wyparowała z klanu. Tylko ich trójka jakoś nadal tutaj była a teraz? Była tylko Cyprys i on. Nie wie jak jego mama to przeżyje. Straciła partera a teraz syna.
Nagle usłyszał cichy głos. Nie usłyszał jednak wcześniej jak się ktoś do niego zbliża. Był chyba za bardzo pogrążony w swoich myślach.
Zdziwił się jednak, że został zawołany trochę inaczej niż zazwyczaj. Zwykle słyszał jego pełne imię a tym razem usłyszał zdrobnienie.
Przekręcił głowę w stronę głosu i zobaczył dobrze znajome, białe futro. To dziwne, że nie rozpoznał Truskawki już po głosie. Ale co się dziwić. Trudno było mu teraz myśleć.
Zobaczył jak i również, medyczka była przygnębiona. Sama postawa i ton głosu o tym mówiły. Najwidoczniejsze nie tylko jemu się pogorszył humor po pogrzebie. Skupił jednak w pełni uwagę ranie jaką miała jego przyjaciółką na szyji. Długo już ją miała. Widać było to po opatrunku co się ledwo trzymał. Ugryzł się w tej chwili w język, czując wstyd do samego siebie. Nie potrafił nawet pomóc swojej najbliższego przyjaciołom. Nie potrafił znaleźć dla niej głupiej pajeczyny. Nigdzie jej nie znalazł a szukał, szukał i szukał. Potajemnie podczas chwili wolnej, szukał jej. Czy się przemęczał? Tak. Ale nie mógł teraz zaprzestać. Musiał dalej szukać dopóki nie znajdzie. Rana medyczki słabo chciała się goić a im dłużej takowa, nie przejdzie odpowiedniego leczenia to może być potem jeszcze gorzej. Obniżył swoje uszy ale nic na ten temat nie powiedział.
Gdy tylko, biała kotka opuściła wzrok, wojownik wstał i podszedł do niej spokojnie. Chwilę postał naprzeciw niej a następnie obniżył trochę głowę i delikatnie otarł sie o jej policzek swoim własnym policzkiem. - Nie powinnaś teraz wychodzić z obozu. Jesteś ranna Truskawko. - powiedział spokojnym aczkolwiek smutnym tonem. Znów spojrzał sie na rane i zamknął na chwilę mocniej szczęki. Bolało go to, że na tą chwilę nic nie mógł zrobić. Można powiedzieć, że czuł lekki strach, że kiedyś i ją straci...
Przymrużył delikatnie oczy a następnie z troską polizał ją po policzku. Bardzo by nie chciał by i ona go zostawiła. Była mu najbliższa i nie wiedział jakby zniósł jej zniknięcie z tego świata.
Nic więcej nie powiedział. Na razie brakowało mu słów na coś jeszcze.

Truskawkowy Gąszcz - 2021-01-20, 13:53

Obserwowała bez wyrazu jak dymny kocur odwraca się w jej stronę, wyraźnie zdziwiony tym, że ją widzi. Huh, ona sama byłaby zdziwiona, jakby zobaczyła kogokolwiek wyglądającego jak ona poza obozem, nie oszukujmy się. Niemniej, ona nie miała wyjścia. Miała obowiązki, które musiała wypełniać, nie bacząc na to, że była ranna i teoretycznie nie powinna się za dużo ruszać, a tym bardziej wychodzić z obozu. Ale ona musiała. Była do tego zmuszona. Przez brak ziół w składziku, którymi mogłaby sobie pomóc. A Ziąb... Teoretycznie również mógłby chodzić na zioła, ale z tego co się orientowała, nie miał całego szkolenia wojowniczego, nie wiedziała więc, czy potrafił już walczyć czy nie, a średnio pasowała jej perspektywa grzebania własnego ucznia bo wpadł, jak ona swego czasu, na jakiegoś durnego lisa, który by go pokiereszował mocniej, niż ją. Bo nikt nie przyszedłby mu z pomocą, albo by się spóźnił. Nie byłoby takiego drugiego Wilka. Nie byłoby nikogo. Ani pajęczyny w składziku w najgorszym razie. Żałosne.
Drgnęła, gdy poczuła dotyk na policzku i niepewnie uniosła spojrzenie, by zogniskować je na dymnym pysku. Chciała coś powiedzieć, ale poczuła szorstki język na swoim policzku, więc zagryzła mocniej zęby, które już i tak miała zaciśnięte, czując delikatne ciepło rozchodzące się z tamtego miejsca.
Westchnęła ciężko.
- Jako medyk nie mogę sobie na to pozwolić, Dymek, rozumiesz? Nie mam ziół. Nie mam niczego. Nie jestem w stanie nawet wyleczyć własnej rany, nie mogę siedzieć w obozie i nic nie robić, kto za mnie to zrobi - wyjęczała. Początkowo cieszyła się z tego, że jest medykiem, dosłownie niemal skakała z radości, że dostała tak wyjątkową rangę. A teraz? Teraz gdy się budziła, gdy dochodziło do niej kim jest i jakie ma obowiązki chciało się jej ryczeć. Zwyczajnie ryczeć. - Zresztą, to ja powinnam cię pocieszać, a nie było mnie nawet, gdy tego najbardziej potrzebowałeś - dodała niepewnie, muskając nosem ucho kocura, co miało chyba być pocieszeniem, takim na szybko, takim nijakim, ale sama nie wiedziała.

Dymiący Staw - 2021-01-20, 17:10

Wiedział, że Truskawka już miała dość. Nie zdążyła nawet rozwiązać jednego problemu a już pojawiał się kolejny. Straciła Maline, która była jej bardzo pomocna za życia. Razem chodziły na ziółka gdyż miała wiedzę na ich temat. Na pewno większą niż Sopel. Straciła kogoś jej bliskiego ale też pomoc z jej strony.
Dlatego teraz gdy tutaj była przy nim, czuł się zobowiązany by ją wesprzeć i nie dawać jej więcej zmartwień. Ale trudno mu było udawać, że jest dobrze gdy tak po prostu nie było.
Uważnie, przyglądał się medyczce jak i również słuchał. Jednak nie były to słowa pełne optymizmu. Poczuł jak gdzieś w środku coś go kuło. Bolała go ta prawda a słysząc jęk kotki wcale nie polepszył tego wszystkiego.
- Wybacz, że jestem takim beznadziejnym pomocnikiem... - obniżył bardziej swoją głowę. Miał jej pomagać ze wszystkim a gdy przychodzi co do czego to nie może znaleźć ani jednej pajęczyny. Glupiej pajęczyny. Przez to Truskawka cały czas miała tą ranę i bał się ją jakoś przytulić, myśląc że może tym jeszcze zaszkodzić przyjaciółce. A teraz nie wiedział czemu ale bardzo chciał to zrobić. Wtulić się w jej futro i na chwilę zapomnieć. Chciał ją przytulić nie tylko dla własnych korzyści ale uważał, że dzięki temu i medyczka się poczuje lepiej. Niestety nie mógł tego zrobić. Nie mógł ją przytulić na pogrzebie ani też teraz. Było to bardzo męczące.
Mruknął cicho na drobny, pocieszający gest ze strony córki Zamarzniętej Sadzawki. - Nie mam Ci tego za złe. Grunt, że teraz jesteś tutaj przy mnie. Doceniam to. - mruknął i tym razem powstrzymał się od jakichkolwiek czułości mimo iż go świeżbiło.

Truskawkowy Gąszcz - 2021-01-21, 17:13

Oboje przechodzili teraz trudniejszy etap w ich życiach. Oboje z różnych powodów, z różną siłą do przeciwdziałania klęsce, ale oboje mieli akurat ciężko. Ona pogrzebała mentorkę, on własnego brata, niemal w jednym momencie. Niedługo wcześniej razem z Maliną i Wilkiem właśnie, pobili się z lisami, a teraz... Ona nadal nie wyleczyła po tym wszystkich ran i jedynie ta na łapie wydawała się poddawać właściwie leczeniu, chociaż co się dziwić, skoro nie była to specjalnie wymagająca rana, a oni oboje leżeli pod ziemią, poddając się jedna pracocholizmowi, a drugi drapieżnikowi...
- Nie jesteś - powiedziała twardo, odsuwając się nieco od kocura, na tyle, by móc popatrzeć mu w oczy, a jej wcześniej mętne ze zmęczenia oczy, teraz nieco iskrzały z determinacją. Sama kotka nadal wyglądała nieco mizernie, ale przynajmniej jakiś blask dostał się do jej oczu i nie wyglądała już aż tak źle jak jeszcze choćby chwilę temu. - Najważniejsze jest, że się starasz. Doceniam to - powiedziała pewnie. Domyśliła się już, że Dymek często pomaga jej z ziołami i domyślała się z tego powodu, że wie, jak wygląda jej składzik, a... już dawno poddała się z tym, by trzymać go jak najdalej z lecznicy, jak każdego innego kota, bo wiedziała, że może mu mówić jedno, a on i tak zrobi swoje. Szczerze, nawet myślała o tym, żeby... Wziąć go kiedyś na wspólne zioła i trochę mu o nich poopowiadać, ale nie miała na to sił. Jeszcze nie teraz. Może kiedyś. Zawsze chciała być jedyną, która będzie mieć pełną władzę nad lecznicą, ale dość szybko musiała znaleźć sobie terminatora, żeby klan nie patrzył na nią krzywo, a potem przypałętał się Dymek, który... Przyczepił się i nie chciał puścić, o!
Wtuliła pysk w szyję dymnego kocura, cicho mrucząc, dokańczając swój pocieszający gest i kończąc go w taki sposób, bo na więcej chwilowo nie było jej stać. Nic też już nie powiedziała, tępo wpatrując się w ziemię, bo... miała wrażenie, takie silne wrażenie, że nie, wcale nie dała z siebie wszystkiego i powinna zrobić coś jeszcze, ale jakoś nie wiedziała co, i to było jedyne, na co chwilowo potrafiła się zebrać.

Dymiący Staw - 2021-01-21, 21:56

Nie był wcale to dobry okres. Katastrofa ciągnęła kolejną katastrofę ale Dymek nigdy się nie spodziewał, że tak wiele katastrof będzie musiał przeżyć i jakoś sobie z nimi poradzić. Może kiedyś był mniej czuły ale teraz… Przez to jak dużo zaczął przebywać z różnymi kotami jakoś miękł. Pewnie jego ojciec teraz by kazał się w garść i nie mazgaił się. Teraz w sumie ta rada była cenna ale jakoś za kociaka była wręcz czymś wnerwiającym. Miał być cały czas silny. Starał się zrobić z Sopla chyba swoje odbicie ale Kwaśny Pysk wybrał sobie słabego syna. W sumie to może przez to go wybrał bo reszta rodzeństwa nie była taka wątła. Kto wie. Wiele pytań a mało odpowiedzi.
Nagle usłyszał jak Truskawka z cichego i niemrawego głosu przeszła do bardziej stanowczego i surowego. Spojrzał się na jej pysk bez jakiś emocji. Przecież nie mógł znaleźć nic przydatnego a jak coś już znalazł to zazwyczaj w bardzo małych ilościach To było przecież nic!
- Ale wydaje mi się, że nie wystarczająco. – odparł. Dopiero gdy zaczął szukać na poważnie ziół, w tym pajęczyny, zrozumiał, że tak naprawdę nie ma zbyt dużej wiedzy na temat ziół. To śmieszne, ze jako kociak i terminator uważał inaczej. Myślał, że wie więcej niż taki przeciętny kot a tu proszę.
Wypuścił następnie powietrze przez nos i zawiesił wzrok gdzieś na śnieg. Dziś brakowało mu słów bo nawet nie wiedział o czym mogliby rozmawiać skoro oboje mieli zajęte głowę czymś kompletnie innym. Nie mogli rozmawiać tak beztrosko. Nie dało się. A Wojownik bardzo by chciał wrócić do tego jak jeszcze nie było tych wszystkich problemów. Jego przyjaciółka mogłaby się uśmiechać i się wygłupiać a on by na to ze spokojem patrzył. Brakowało mu niekiedy takiej Truskawki ale cieszył się, że w ogóle jeszcze przy nim była.
Śmieszne, ze jakoś tak różne ze sobą koty się dogadują. Pewnie gdyby córka Zamarzniętej Sadzawki dałaby pewne znaki w kierunku Dymka, że nie chce z nim rozmawiać to pewnie by nie mieli takiej relacji, jaka jest teraz. Sopel nie robił niczego na siłę a przynajmniej zazwyczaj. Jak ktoś nie chciał z nim rozmawiać to po prostu nie zmuszał. Jedynie medyczki czasem nie słucha ale to tylko wtedy jeżeli chodzi o jej dobro. W końcu nie zostawi ją gdy widział, że potrzebuje pomocy, nawet najdrobniejszej ale no cóż… truskawka często lubiła odmawiać pomocy myśląc, że poradzi sobie ze wszystkim sama. Niestety ale czasem trzeba poprosić po pomoc.
Gdy poczuł pysk kotki koło jego szyi to on sam delikatnie ją musnął pyskiem koło ucha. Było to miłe uczucie, czując dotyk bliskiej osoby. Dlatego nic dziwnego, że wiele kotów na pogrzebie się do siebie przytulało by chociaż trochę poczuć się lepiej. I teraz, Dymek czuł się mniej dobity będąc przy terminatorce jego siostry i Lśniącej Sadzawki. Najwidoczniej dotyk ma jakąś tajemniczą moc.

Truskawkowy Gąszcz - 2021-01-22, 17:40

A ona... Cóż, zawsze była tą silną, nieugiętą, oprócz tego krótkiego epizodu z atakującą ją w młodości ciotką. Nie uginała karku, każda porażka powodowała u niej gniew, a nie smutek i załamanie, ale ileż można w życiu przeżywać tych niepowodzeń, nim się całkowicie w sobie nie zapadnie? Śmierć matki, opóźniający się trening, brak ziół w składziku, wymierający powoli klan, walka z lisem, niegojąca się rana, śmierć Maliny, trening Ziąba, który niemal nie stoi w miejscu przez jej głupie myśli... I chwilowo po prostu chyba aktualnie się poddała, jej humor spadł do zera i po prostu... Egzystowała z dnia na dzień. Można mieć tylko nadzieję, że w najbliższym czasie, jak choć trochę problemów jej odejdzie, a życie choć na chwilę przestanie jej rzucać kłodami w pysk, wróci do dawnej siebie, ba, może będzie po tych przeżyciach jeszcze silniejsza, w końcu, skoro dała sobie radę teraz, z tym, to ze wszystkim sobie da?
- Ale się starasz. - Podniosła nieco łapę, jakby chciała go delikatnie strzelić za to, że jest znów taki pesymistyczny, mimo że sama lepsza nie była, kwik, ale zrezygnowała w połowie, gdy poczuła ból w szyi i postawiła ją z powrotem na ziemi, krzywiąc się nieco. - Wiesz, niby jesteś wojownikiem. Nie jesteś mi nic winien, nie musisz się zajmować lecznicą, nie musisz chodzić na poszukiwania ziół; od tego jestem ja i Ziąb. A jednak, robisz to. Nie myśl że nie zauważyłam, umiem jeszcze liczyć ile mam ziół w składziku - mruknęła, uśmiechając się delikatnie. Jednak uśmiech ten dość szybko zmył się z jej lica, a powróciło na nie obojętność, nieco ból, zrezygnowanie. - A inni nie doceniają nawet tego - dodała tajemniczo, zagryzając zęby ze zdenerwowania, gdy przypomniała sobie, jak rano wbiła do składzika i poczuła tam inny zapach niż jej, czy Ziąba, a po przeliczeniu ziół i ogarnięciu, że nie są ułożone tak, jak je zostawiła, zorientowała się, że czegoś brakuje.
Truskawka nigdy nie miała problemu ze zbliżeniem się do jakiegoś kota... A przynajmniej dopóki ten w jakiś sposób jej nie irytował. Dymek początkowo trochę ją denerwował tym swoim podejściem do życia. Tym pesymistycznym stylem bycia, tym, jak bardzo nie wierzył w siebie, jak wątpił w swoje umiejętności. Ale, jako medyk, jako, heh, psycholog klanowy, uznała, że musi mu pomóc w siebie uwierzyć. I tak jakoś wyszło, że przez to całkiem dobrze go poznała, zdołała polubić, a teraz oficjalnie mogła o nim powiedzieć, że jest jej przyjacielem i... że wie o niej więcej niż jej rodzona siostra. Doprawdy.
- Może się... Kawałek przejdziemy? - wyszeptała mu w futro, nim nie cofnęła łba, powoli, ostrożnie, by nie pobudzić rany do kolejnej fali bólu. - Może jak pójdziemy razem, to uda nam się wypatrzyć... Pajęczynę... - wyjęczała, z ciężkim westchnięciem, a następnie, nie czekając na odpowiedź, ruszyła do przodu, bacznie się rozglądając, ale starając jak najmniej ruszać łbem, bo jednak wtedy trochę... bolało.

Dymiący Staw - 2021-01-23, 18:14

Już jakoś chciał się przygotować na uderzenie ze strony medyczki, ale nagle jej łapa zatrzymała się w połowie. Krzywo się spojrzał na ranę i na pysk Truskawki. Nie powinna się tak wyginać. Jeszcze sobie tym wszystkim pogorszy a teraz Dymek robi wszystko by medyczce pomóc. Więc pogorszenie stanu rany raczej nie było dobrym pomysłem. Wręcz utrudni bardziej jego zadanie. Z pajęczyną ma problem a co dopiero inne zioła!
Obrócił delikatnie głowę w bok, gdy Truskawka wspomniała na temat tego jak jej ostatnio pomaga. Robił to bo uważał, że powinien. Znał córkę Rydzowego Futra i wiedział, że stara się za wszelką cenne nie pokazywać swojej słabości. Zawsze chce wszystko rozwiązać sama i udaje, że jest wszystko dobrze. Mogła tak nabierać inne koty ale nie jego. Widział jaka jest zmęczona tym wszystkim i jak źle się czuje z tym faktem, że nie radzi sobie. Robił to dla dobra klanu fakt ale głównym powodem tego, że tak bardzo pracuje dla medyczki była ona sama. Robił to dla niej. Tak. Nie mógł znieść jej marnego widoku. Nie mógł tak stać i nic nie robić gdy jego przyjaciółka cierpiała. Po prostu nie mógł. Ale czy kiedykolwiek powie Truskawce o tym? Kto wie. Na razie wolał tego nie mówić. Tak więc jedynie się lekko speszony popatrzył gdzieś w bok i nic nie powiedział.
Słysząc tajemnicze słowa przyjaciółki, kocur pochylił głowę pytająco. Stało się coś w lecznicy? Niestety ale mimo iż Dymek był bliskim przyjacielem klanowej medyczki to nie spędzał tam wystarczająco czasu by móc wiedzieć co wszystko się tam dzieje.
Jeżeli chodzi o początki ich relacji to była trochę dziwna. Truskawka wtedy była pełna energii i radosna a Sopel markotny i wtedy też był ciekawy czemu medyczka jest taka radosna. Był zaintrygowany tym, że ciągle się uśmiecha ale też trochę mu się wydawała być kotka irytująca ale no… Po jakim czasie zaczęli częściej ze sobą rozmawiać a można nawet powiedzieć, ze wiedzieli o sobie dużo. Oboje się nawzajem zwierzyli na temat swojej przyszłości i razem jakoś się wspierali na swój specyficzny sposób. Ich relacja była dziwnym zjawiskiem ale Soplowi w ogóle to nie przeszkadzało. Cieszył się, że miał kogoś takiego.
Na pytanie koleżanki, kocur delikatnie pokiwał głową na zgodę. –Dobrze ale powiedz mi od razu kiedy zacznie Cię bardziej boleć.-mruknął spokojnie ale też tak jakoś… z troską? Ah ile ostatnio się dzieje z Soplem…
Wzdychnął a następnie zaczął spokojnie iść przy boku Truskawkowego Gąszczu. Co jakiś czas się rozglądał dookoła chcąc zobaczyć znajomą mu białą sieć ale też czasem kątem oka patrzył na kotkę. Musiał sprawdzać jej stan. Dużo ciało kota mówiła o jego samopoczuciu i Dymek często patrzył na gesty ciała i też reakcje by móc po prostu zobaczyć prawdę. Dlatego też łatwo mu było uchwycenie kłamstw przyjaciółki i poznanie prawdy.
Co jakiś czas machał swoim ogonem na boki. W sumie to robił to nieumyślnie. Często nim machał. Dlatego też niekiedy dotykał swoim ogonem jakiejś tam części ogona kotki nie robiąc tego specjalnie.

Truskawkowy Gąszcz - 2021-01-29, 17:09

Cóż, na szczęście, póki co, w składziku brakowało przede wszystkim tylko tego jednego medykamentu. Łopianu miała sporo, na nagietek też nie mogła specjalnie narzekać, jałowiec miała od kiedy pierwszy raz poszła na zioła i znalazły wtedy z Maliną, Błękitną Tonią i Chłodną Bryzą tyle jagód tego krzewu, że właściwie do dzisiaj nie musiała go zbierać, choć jeśli natrafiła się okazja, to no, brała, a nie narzekała, gwiazdnicy też miała sporo, więc w sumie na rany i wszelkie kaszle miała zioła... Tylko ta pajęczyna, ugh. Czyżby pająki aż tak stroniły od gorąca, a później tego zimna, które przyszło jakiś czas temu, że nie chciały rozwijać swoich nici i pokazywać ich światu? Naprawdę? Co jeszcze musiała zrobić, by jakąś znaleźć?
Nie chciała póki co nic opowiadać Dymkowi. Chciała powiedzieć o tym głośno przywódczyni, najlepiej na ceremonii, ale nie było to koniecznie. Jeśli Żubr uznałaby, że lepiej takie coś zachować między sobą i wyciągnąć konsekwencje i dopiero potem wygłaszać to klanowi, to może i nawet lepiej. Huh, nawet nie wiedziała, jakie spiny w tym klanie spowoduje ta decyzja, doprawdy. A gdyby wiedziała... To pewnie zrobiłaby to w inny sposób.
- Cały czas boli - odparła, lekko poruszając ogonem, którym przejechała po boku kocura. Nie było co ukrywać, rana ciągle rwała i paliła, ale co mogła z tym zrobić? Jedynie znaleźć pajęczynę i spróbować jeszcze raz ją wyleczyć, w innym przypadku... Cóż, nie było co zrobić. Widocznie za pierwszym leczeniem nie wyszło jak powinno i będzie musiała je powtórzyć w najbliższym czasie. - Ale czy życie nie boli też samo w sobie? - zagadnęła filozoficznie, delikatnie się uśmiechając, tym samym dając znać Dymiącemu, że to takie pytanie retoryczne i nijak nie musi na nie odpowiadać. Starała się... Rozładować jakoś atmosferę, bo póki co, nie była ona zbyt wesoła, podobnie jak przy ich poprzednim spotkaniu. Czy... Już zawsze będą one wyglądać tak depresyjnie...?

Dymiący Staw - 2021-02-27, 15:41

***
Nic wielkiego nie działo się w życiu syna Suchej Gałązki. Jeżeli nie liczyć to, że został starszym bratem i zerwał kontakt z Truskawką. Naprawdę... Jego ostatnie księżyce były trochę męczące.
Ale oprócz tego to jego życie było bez zmian. Chodził na patrole i polowania. Też prowadził treningi...
Jednak czuł, że coś się zmieniło. Niestety ale nie wiedział do końca co. Od ostatniej rozmowy z medyczką czuł się jakoś dziwnie. Ciągle myślał o tym jak polizał ją po szyii. A nawet nie wiedział czemu. To było dziwne. Nie czuł się jednak jakby go coś brało. Czuł się zdrowo a jednak coś go męczyło od środka. Nie powiedział jednak o tym nikomu, myśląc, że mu przejdzie. W końcu nurki czuł się lepiej. Tylko wtedy kiedy myślał o tym wszystkim to czuł się dziwnie. Jeżeli mu się to nie poprawi to pewnie będzie musiał odwiedzin medyczkę ponownie. Może nie przeszkadza mu do końca choroba? Najprawdopodobniej.
Nawet nie wiedział kiedy się znalazł w okolicach Szarych Głazów. Zamrugał kilka razy ślepiami a następnie trzepnął głową. Skoro już tu był to wypadałoby poszukam jakieś zwierzyny. Tak więc Dymek zaczął szukać ale nie mógł zaleźć żadnego tropu. Chyba nie miał dziś szczęścia...

/Nawałka :>



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group