To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Cienia - Paprociowe Pło

Żabia Łapa. - 2018-04-19, 21:13

Atak Motyla: częściowo udany 50% -> 1/2[(18+8) - (5+5)] = 8
Unik Jesion: nieudany 0%

Oczy pełne łez i błota nie były sprzyjającymi warunkami, by trafić w kogoś. Szczególnie, gdy ten ktoś ucieka. Motyl jednak popisał się doskonałym szczęściem, gdyż pomimo tych niedogodności dał radę w ogóle trafić w terminatorkę. Taże trochę uderzył w bok Jesion, a trochę odjechał dalej, swoim zacnym ślizgiem po błocie.

Motyl: (przerzuty 2/2)
lvl: 3 | S: 8 | Zr: 10 | Sz: 9 | Zm: 6 | HP: 68/70 | W: 47-2= 45/50

Jesion:
lvl: 1 | S: 5 | Zr: 5 | Sz: 5 | Zm: 5 | HP: 48-8= 40/60 | W: 37-1= 36/40

Motyli Lot - 2018-04-19, 21:26

Z zadowoleniem zobaczył (przez łzy, ale jednak), że jego atak przyniósł rezultaty. Po części mogła być to wina większego doświadczenia, a po części tego, że kocur miał po prostu szczęście. Warunki nie były zbytnio sprzyjające, ale to sprawiało jedynie, że zabawa była większa. Ot, zwykłe taplanie się w błotku, normalka. Przeciętny dzień z życia Cienistego. Wojownik roześmiał się, mrugając i potrząsając głową, próbując odzyskać ostrość widzenia i zaraz też bez ostrzeżenia ponownie odepchnął się tylnymi łapami, chcąc prześlizgnąć się do Jesionowej Łapy, obrócić się niczym wskazówka zegara i sprzedać terminatorce kopniaka, znowu w bok. Może przy okazji ochlapie ją trochę błotem, kto wie? Oko za oko. Z jakiegoś powodu przypomniał sobie o walce z Wiewiórem, kiedy to całkiem porządnie poobijał kocurowi boki. Oba, po równo. Hehe. Oczywiście były to tylko nieszkodliwe siniaki, ale jednak uciążliwe. Zobaczymy, jak to wyjdzie. Czy terminatorka skończy tak samo, jak rudzielec? Jak na razie srebrnemu szło całkiem nieźle.
Jesionowa Kora - 2018-04-20, 13:12

Klapa i siniaki.
Unik Jesion nie wyszedł jej, tak jak sobie zaplanowała. Ba! To mało powiedzenie! W ogóle jej się nie udał i przez to Motyl uderzył ją w bok. Westchnęła tylko i spróbowała wstać. Och Motyl, teraz ci się udało ale teraz moja kolej , tak myślała. Gdy kocur ponownie zaatakuje, spróbuje na niego wskoczyć. Przynajmniej spróbuje. Miała wielką nadzieje, że jej się uda a nawet gdyby nie to i tak fajnie się bawiła! Nie pamiętała, kiedy ostatnio chlapała się z kimś w błocie. Tak na marginesie, to wytrzepała się, chodź raczej to nic nie da ale co tam. Warto próbować otrzepać się z brei nie?

Fiołkowy Świt - 2018-04-22, 18:24

Atak Motylego Lotu: 0% (nieudany)
Atak Jesionowej Łapy: 150% (krytyczny) → [(22+5)-(10+9)]*1½=12

Motyli Lot chciał cwaniakować ślizgając się po błocie, jednak nadmierna pewność siebie go zgubiła - stracił równowagę i zachwiał się, a moment ten idealnie wykorzystała Jesionowa Łapa, skóra skoczyła kocurowi na grzbiet. Łapy wojownika rozjechały się na boki a on pod ciężarem szylkretowej z głośnym mlaśnięciem plasnął brzuchem w grząskie błocko.

Motyli Lot: S: 8 | Zr: 10 | Sz: 9 | HP: 68-12=56/70 | W: 45-4=41/50
Jesionowa Łapa: S: 5 | Zr: 5 | Sz: 5 | HP: 40/60 | W: 36-3=33/40

Motyli Lot - 2018-04-22, 18:49

Tym razem to jemu nie wyszedł atak, przez co oberwał od Jesionowej Łapy. W sumie nie spodziewał się, że przez cały czas wszystkie ataki czy uniki będą mu wychodzić, bo to w końcu była walka w błocie, a walki w błocie rządziły się swoimi prawami. Poczuł, jak przygniata go ciężar terminatorki. Wymamrotał coś do siebie pod nosem z głupawym uśmieszkiem na pysku, zanim spiął mięśnie i spróbował gwałtownie szarpnąć całym ciałem, aby i on, i szylkretka przewrócili się na bok. Wtedy kocur będzie mógł sprzedać kotce kopniaka (a przynajmniej spróbować). Tym razem nie celował w nic konkretnego z uwagi na sytuację, w jakiej się znalazł. Panował nad swoją siłą – chciał, aby Jesion odczuła jego cios, ale aby nie stała jej się poważna krzywda. Srebrny nie zwracał już uwagi na brudne futro, po prostu dobrze się bawiąc, nie chciał, aby to wszystko skończyło się w lecznicy.
Jesionowa Kora - 2018-04-23, 14:29

Chyba jednak szczęście wreszcie jej dopisało! Atak jej wyszedł , chociaż Motyl też miał super pomysł! Nawet podziwiała go za tak doskonałe wykorzystanie terenu. Ona raczej rzadko go wykorzystywała, bazując raczej na unikach i czasem na atakach. Musi jednak się nauczyć, że otoczenie to też jej broń.
Przytrzyma Motyla na ziemi, starając się przy okazji z niego nie spaść, pod wpływem jakiejś jego próby uwolnienia się. Nie będzie jednak trzymać go tak, aby zrobić mu krzywdę. Nie, nie! Ten sparing - a raczej błotna walka - nie może skończyć się w lecznicy. Ale nie oznaczało to jednak, że pozwoli mu tak łatwo się wyrwać! Co to, to nie!

Fiołkowy Świt - 2018-04-29, 22:15

Atak Motylego Lotu: 50% (słaby) → [(8+8)-(5+5)]*½=3
Atak Jesionowej Łapy: 150% (krytyczny) → [(16+5)-(10+9)]*1½=3

Jesionowa Łapa przycisnęła kocura do ziemi, napierając na niego łapami, jednak na nic się to zdało; starszemu kocurowi udało się wyślizgnąć spod kotki, przez co znów stanęła łapami na grząskiej ziemi. Szarpnął się, jednak jego kopniak był dość słaby - jedynie odbił błotnistą pieczątkę na łapie szylkretowej kotki.

Motyli Lot: S: 8 | Zr: 10 | Sz: 9 | HP: 56-3=53/70 | W: 41-4=37/50
Jesionowa Łapa: S: 5 | Zr: 5 | Sz: 5 | HP: 40-3=37/60 | W: 33-2=31/40

Motyli Lot - 2018-04-29, 23:30

Cóż, lepsza błotnista pieczątka niż nic, prawda? No i najważniejsze, że udało się mu wydostać spod Jesionowej Łapy, przez co zyskał nieco większe pole do manewru. Wprawdzie błoto nadal komplikowało sprawę, ale, hej, przecież o to chodziło, prawda? Chociaż nie walczyli na poważnie, Motyl chciał uzyskać przewagę. Był bardziej doświadczony od terminatorki, ale takie walki jak ta rządziły się własnymi prawami, więc łatwo było coś zepsuć lub wprowadzić wiele zmieniający cios. Dlatego też kocur starał się nie spoczywać na laurach, kiedy coś mu wychodziło, nie dając przeciwniczce chwili wytchnienia, prędko analizując, gdzie uderzyć i jak. Szylkretka całkiem nieźle walczyła, to pewne. Podobała mu się zmiana, jaka w niej zaszła od ich ostatniego spotkania. Ponieważ jednak nie miał zamiaru pozwolić, aby dawano mu bęcki, szybko zdecydował, gdzie zaatakować. Dla zmyłki wlepił spojrzenie w grzbiet kotki, spinając mięśnie, aby wybić się tylnymi łapami do skoku. Miał zamiar wyhamować przed Jesionową Łapą, obryzgując ją przy okazji błotem, aby uderzyć ją łapą w szyję. Może nie z całej siły, ale głaskanie to też nie będzie. Optymistycznie zakładając, że trafi.
Jesionowa Kora - 2018-04-30, 15:46

Udało jej się wskoczyć na Motyla ale przytrzymać rady nie dała. Co się dziwić? Motyli Lot, jako silny wojownik i ona - Jesionowa Łapa jako mało doświadczona terminatorka. Miała za to dobrą mistrzynię, która uczyła ją wszystkiego, co sama umiała. Kształtowała też trochę jej charakter ale to tak tylko przy okazji. Czosnkowy Kieł była naprawdę dobrą mistrzynią.
Szczerze to już myślała aby zakończyć sparing, chociaż była to fajne zabawa! Tylko zmęczenie... jak oni dojdą do obozu! No i jeszcze muszą się wyczyścić, bo tacy brudni raczej tam nie wejdą. Zrobi więc uskok w bok, tak aby wylądować do kocura, tak, aby on był bokiem. Wtedy też skoczy tak, aby on wylądował drugim bokiem w błocie.
Powie też słowa. - Kończymy już co? Bo musimy się jeszcze umyć. Nie wpuszczą nas takich brudnych do obozu! - zaśmiała się i poczeka na odpowiedź srebrnego kocura.

Szerszeniowy Jad - 2018-05-09, 16:13

Atak Motyla: nieudany (0%)
Unik Jesion: słaby (50%)

Wojownik chyba źle ocenił sytuację. Po tym, jak wyślizgnął się spod szylkretowej kotki, zamierzał uderzyć ją łapą w szyją, jednak gdy spiął mięśnie i wybił się, by skoczyć w jej stronę… padł plackiem w błoto, obijając sobie brzuch (-5 HP). Najzwyczajniej w świecie się poślizgnął, co zresztą wcale nie dziwiło, biorąc pod uwagę podłoże, na którym ta parka postanowiła walczyć. Jesionowa Łapa w tym czasie odskoczyła lekko w bok, jednak to przecież i tak nie było potrzebne.

Motyli Lot: S: 8 | Zr: 10 | Sz: 9 | HP: 53-5=48/70 | W: 37-1=36/50
» wykorzystane przerzuty: 2/2

Jesionowa Łapa: S: 5 | Zr: 5 | Sz: 5 | HP: 37/60 | W: 31-1=30/40

Motyli Lot - 2018-05-11, 13:59

Cóż, jak już coś kończyć, to w wielkim stylu. Pomysł był dobry, wykonanie też mogło takie być, ale... cóż, błoto było błotem. Śliskim błotem. Nic więc dziwnego, że wojownik najzwyczajniej w świecie się poślizgnął. Tyle dobrze, że nie skręcił przy okazji łapy, prawda? Wprawdzie nieco się poobijał i jakieś siniaki pewnie po tym zostaną, ale można powiedzieć, że miał szczęście w nieszczęściu. Wtedy już nie wytrzymał i najzwyczajniej w świecie parsknął śmiechem. Zakrył pysk łapami, drżąc lekko, nieudolnie próbując stłumić chichot. Bawił się doskonale.
Chyba masz rację. Było świetnie. Nieźle walczysz – pochwalił ją, gdy już nieco się uspokoił. Powoli i ostrożnie wstał, uważając, aby przypadkiem znowu nie paść na ziemię. Dał kotce znak ogonem, który, swoją drogą, też był ubłocony, i ostrożnie zaczął wycofywać się na bezpieczniejsze tereny. Był gotów pomóc Jesionowej Łapie w razie potrzeby. Gdy nie groził im już upadek, wojownik spojrzał terminatorce w oczy, uśmiechając się łagodnie.
No, to teraz pozbądźmy się tego brudu, bo jeszcze nam tak zostanie – powiedział, w połowie żartując, w połowie mówiąc na serio. Mogli wytarzać się w trawie, samemu umyć się w miarę możliwości, no ale byli też na siebie skazani – Motyl był ubłocony cały, podobnie jak córka Drobnego Ptaka, więc do takich miejsc, jak chociażby kark, sam niestety nie dosięgnie. Czekało ich dużo pracy, nie ma co... Na dodatek Jesion okazała się jednak naprawdę w porządku i srebrny mógł z czystym sumieniem jej wybaczyć. Wszyscy robili jakieś głupstwa za kociaka, więc... to już była przeszłość. Nie musieli tam zaglądać.

/zt, dzięki <3

Jesionowa Kora - 2018-05-11, 15:39

Odskoczyła na bok, lecz ta reakcja raczej nie była potrzebna. Ale - UWAGA - przezorny zawsze ubezpieczony! Motyli Lot, obił sobie brzuch, gdy próbował na nią wskoczy. Dobrze, że nie złamał albo nie skręcił sobie niczego.
- Dzięki. Ty też jesteś dobry - powiedziała lekko zdyszanym głosem.
Otrzepała się, jeszcze będąc w brei, no ale tylko na tyle ile mogła. Później poszła za synem Chrzanowego Korzenia, który był równie umorusany jak ona. Biała sierść była teraz raczej błotną, a brąz, był jeszcze bardziej ciemny tak jak szarawy - który bardziej podchodził bod czerń.
Gdy byli już na stałym lądzie, usiadła i zaczęła czyścić swoje futro. Smak błota był chyba jednym z gorszych, ale czego się nie robi dla bycia czystą? Gdy już nie mogła dosięgnąć do jakiejś części ciała, wytarzała się w trawie. Gdy byli już oboje gotowi. Ruszyli do obozu.
Chyba Motyli jej wybaczył. Bardzo jej na tym zależało, gdyż był on naprawdę porządnym kocurem. Teraz już nie musi patrzeć w przeszłość. Chodź jeden błąd naprawiony...

//zt, ja również dziękuje <3

Wilczy Szlak - 2018-05-13, 19:56

Wilk czuł się ostatnimi czasy bardziej zmotywowany do działania. Takiego ogólnego działania, bo wiedział, że zamęczanie samego siebie absolutnie nic nie da. Ani siedzenie i myślenie o robieniu rzeczy nic nie da. Właściwie tylko działanie przynosi skutki, więc się do tego zabrał. Wrócił do regularnego polowania, do ćwiczenia, ale nie tylko to - miał plan. Jakiś czas temu Kurzyk mu powiedziała, że jak chce coś osiągnąć, to musi zacząć od spędzania większej ilości czasu z tą osobą, którą ma na oku.
Więc w końcu zebrał się w sobie i postanowił, że najlepiej będzie wybrać się z Śliskim Brzegiem na patrol. Oczywiście najpierw zebrał się w sobie a później przez kilka dni próbował to zrobić, bo wcale nie zebrał się tak bardzo jak mu się wydawało. No i wiedział, że było między nimi zaskakująco dużo rzeczy, których nie poruszyli, co do których Wilk wciąż czuł się... Winny. Ale rozdrapywanie starych ran to zdecydowanie najgorsze co też mógł zrobić. Więc nic nie powiedział. Tylko w końcu podszedł do Ślizg, gdy ten wychodził z obozu i zaproponował, że wyjdą wspólnie.
I wyszli. I szli przez tereny i się rozglądali i Wilk dziwnie zgubił język i nie umiał się odezwać.
- Lubisz nowe tereny? - spytał w końcu. To było banalne pytanie... Ale lepsze niż żadne. W końcu jakąś rozmowę trzeba zacząć, tak? Mogli iść w ciszy, ale to nie było to czego chciał. Chciał ze Śliskim spędzać czas, ale prócz tego chciał rozmawiać. Chciał być trochę bliżej, w trochę lepszych stosunkach. Chciał poczuć się pewniej i przekonać i Ślizg i samego siebie, że tym razem już tego wszystkiego tak łatwo nie zepsuje.

Śliski Brzeg - 2018-05-17, 14:45

Kroczyła u boku Wilczego Szlaku totalnie nieświadoma, że zawdzięcza to towarzystwo złotym radom swojej niby-siostry. Tak właściwie, nie miała żadnych podejrzeń co do powodów, dla których kocurek zaproponował wspólny patrol. Byli w końcu przyjaciółmi, prawda? A przyjaciele spędzają ze sobą czas. W bursztynowych oczach wszystko wyglądało całkiem naturalnie i właśnie miała poczucie, że wszystko między nimi biegnie właściwym torem.
Dlatego, jak na siebie, była całkiem wyluzowana i zadowolona. Strzygła uszami na boki i delikatnie martwiła się, czy nie palnie czegoś niewłaściwego, ale ogólnie rzecz biorąc czerpała przyjemność z niespiesznego przemierzania lasu i z milczącej obecności wojownika. Nie poszukiwała gorączkowo słów do wypowiedzenia, bowiem wyjątkowo nie czuła, że wisi między nimi jakieś niedopowiedzenie i ciężar. Było dobrze. Chyba.
- Powoli się do nich przyzwyczajam. Bardzo podoba mi się Kamienny Stróż. Dużo z niego widać. - Skierowała na kocurka swoje bursztynowe oczy, kiedy ten tylko otworzył pyszczek. Nie zastanawiała się zbyt długo na odpowiedzią i nie ważyła słów. - A ty, co myślisz?

Wilczy Szlak - 2018-05-19, 23:10

Ślizg zdawał się być całkiem zadowolony z ciszy, więc chociaż tyle. Ale Wilk był o wiele bardziej zadowolony, gdy usłyszał, że głos towarzysza jest taki... Naturalny. Przyjazny i pozbawiony wszelkiego napięcia. Przez to poczuł się tak... Lżej. Jakby całe, albo choć większość, napięcia jakie miał w sobie powoli zniknęło. Bo Ślizg tu był i Ślizg się nie stresował, a oni po prostu... Szli. Na spacer. Jako przyjaciele, którzy jednocześnie załatwiali sprawy Klanowe, patrolując tereny, czyli robiąc to co wojownicy powinni robić. I tak jakoś sam ten fakt, że zaczęli rozmowę spowodował, że język mu się rozplątał.
- Lubię. Nawet bardzo. Są takie inne, ale w jakiś sposób swoje. No, i można się na nich spotkać bez problemu z kotami z innych klanów! Żadnej rzeki która oddzielałaby Klany od siebie! Żadnej grzmiącej ścieżki, która przechodziłaby w połowie terenów! Tylko nazwy jakieś dziwne są niektóre. Wiesz może, kto je wymyślał? - spytał z wypisanym znakiem zapytania na pyszczku. Jakoś miał kłopot z wyobrażeniem sobie Węża stwierdzającego, że tak, nazwę to miejsce Wstężykowym Gajem. Choć w sumie nazwał Wilka tak jak nazwał... Ale Wilcze imię jeszcze jakoś było zrozumiałe. Chociażby dla części kotów. No, dla Wilka było. Wstężykowy Gaj nie był zrozumiały i zupełnie nie czaił skąd się wziął.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group