To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Gromu - Kępa Drzew

Wilczy Ślad - 2019-11-20, 18:31

Nie odpowiedziałem na pytanie w żaden sposób, swoją mimiką i ekspresją również nie dając odpowiedzi na pytanie Rydzowego Futra. Nie wiem, czy przyjemny, czy nie. Raczej skłaniam się ku drugiej opcji.
- Klonową Łapę - a więc dwójka. W zasadzie to taka optymalna ilość, choć nie miałbym nic przeciwko, gdybym dostał jeszcze jakiegoś. Mam czas, mam chęci i mam cierpliwość. Dążymy do pewnych celów i trenowanie terminatorów jest kluczem do wszystkiego.
- Nie znam. Był ten.. Kwiecista Łapa, ale boi się wszystkiego. Mysiowąsa rraczej nie za barrdzo interrresowała się swoimi kociętami - bo cały ten miot to porażka, może poza tym, Rokitnikową Łapą, ale nie mieliśmy jeszcze okazji z nim porozmawiać. Szkoda, że Rydzowe Futro nie ma siły pomęczyć się z Kłującą Łapą. (Nie podejmie się wyzwania) No trrudno. Ja bym się podjął. Ciekawe w takim razie, co by zrobił Rydzowe Futro, jakby miał ją trenować. Ja muszę ją znosić na treningach i próbować wpoić jej coś do tej głowy, co nie zawsze wychodzi.

Rydzowe Futro - 2019-12-07, 09:45

Rydz kojarzył Klonową Łapę, oczywiście, że ją kojarzył. Była przyjaciółką jego syna - Morwowej Łapy. Tak, Morwa mu o niej opowiadał. - To znajoma mojego syna. - powiedział, bardziej do siebie, niż do Wilczego Śladu. - A trening z nią idzie lepiej? - spytał ciekawy, czy jego rozmówca ma dwójkę "trudnych" terminatorów czy przynajmniej Klonowa Łapa jakoś sobie radzi. Zdziwił się, gdy tylko Wilk wspomniał o Kwiecistej Łapie. - Wszystkiego? Ale okropne, że Mysiowąsa mogła wychować takie dziecko! - powiedział, wyraźnie oburzony. - Albo właśnie go nie wychować. - dodał już ciszej, ale tak, żeby Wilk mógł go usłyszeć. Po kolejnych słowach syna Kwaśnego Pyska westchnął bezgłośnie, spuszczając nieco głowę, ale zaraz znowu się wyprostował. - Cóż, niestety nie mogę się z tobą nie zgodzić. Ostatnio widziałem ją z nimi na ich ceremonii na terminatorów. Potem ani razu. - odpowiedział zmęczonym głosem, czuć było, że zawiódł się na własnej mistrzyni. A przecież kiedyś byli dużo bliżej, momentami była dla niego prawie jak druga matka. A nie potrafiła się zająć własnymi dziećmi i na dodatek przepadła krótko po ich ceremonii. - Ich ojciec też chyba bardzo wcześnie zniknął z ich życia. - dopowiedział jeszcze, bo im dłużej próbował sobie przypomnieć kiedy ostatnio widział Akacjowego Kolca tym bardziej uświadamiał się w fakcie, że nie do końca pamiętał pysk kremowego kocura.
Wilczy Ślad - 2019-12-09, 17:28

- Morrwy? - zapytałem, zanim wojownik w ogóle zdążył zapytać o trening. Kojarzyłem, że Rydzowe Futro ma dwie córki i syne, z tego co zdążyliśmy się kiedyś zorientować w klanie. Aż tak w sumie nie interesuje nas, jakie są kociaki, ale tej trójki ciężko było nie zauważyć. Być może powinniśmy właśnie interesować się najmłodszymi członkami klanu, by ocenić, czy mają w sobie potencjał. A może by tak właśnie kogoś znaleźć i następnie udać się do Trzmielej Gwiazdy z prośbą, by go nam przydzielił? Choć jeden rozumny terminator by się przydał.
- W miarrę - w sumie lepiej niż z Kłującą Łapą, ale ona też czegoś często nie rozumie i trzeba jej powtarzać po kilka razy. Przynajmniej jest posłuszna i wykonuje nasze polecenia, tyle dobrze. - Nie wychować. - potwierdziłem słowa wojownika. Niech spróbuje chociaż raz użerać się z Kłującą Łapą, to zobaczy, co to właściwie znaczy brak wychowania.
- A potem są tego efekty, szkoda, że jak sama nie miała ochoty wychowywać swoich dzieci, to mogła poprrosić o to inne matki - byłoby zdecydowanie prościej. Pewnie gdzieś uciekła wraz ze swoim partnerem, albo tuż za nim. (Tchórzliwa) Najpewniej. Na miejscu Rydzowego Futra nie szczyciłbym się taką mistrzynią.

Rydzowe Futro - 2019-12-25, 23:43

Rydz uśmiechnął się mimowolnie, słysząc, że srebrzysty wojownik znał imię jego syna. Cóż, nie uważał Morwy za jakiegoś wyjątkowo popularnego w klanie, ale najwyraźniej Wilczy Ślad wiedział co i jak w kociarni. Uniósł brwi, zastanawiając się jak sobie zażartować z pytającego tonu drugiego wojownika. Bo przecież skoro ma jednego syna i Wilk zna jego imię to czemu się pyta? - Mhm, jego. Żadnego innego syna nie poznałem. - mruknął żartobliwie, strzygąc uszami. - Chociaż tyle. Myślisz, że dałbyś radę z jeszcze jednym terminatorem? - po czym złapał się na tym, że to w sumie nie jego sprawa. - Pytam z ciekawości. - dodał prawie, że od razu. Liczył, że dzięki temu uniknie jakiejś niemiłej i szorstkiej odpowiedzi. Na słowa terminatora Malinowych Chaszczy, tylko skinął potakująco łbem. - Nie mogę się nie zgodzić. Niekoniecznie musiała nie chcieć ich wychowywać, ale przecież po to są matki, żeby pomóc jeśli zdarzy się taka potrzeba. - skomentował, nadal podburzony tym, że ktoś mógł tak potraktować własne dzieci. - Hmn, jako terminator nie przepadałem za tym, że Mysiowąsa miała dzieci. Rzadziej chodziliśmy na treningi, bo dużo zostawała w obozie. Teraz w sumie zastanawia mnie co robiła przez cały ten czas, bo na pewno nie spędziła go, wychowując własne kocięta. - dodał w przypływie frustracji. Dzielił się teraz z Wilczym Śladem swoimi przemyśleniami, nie zastanawiał się dłużej nad tym co mówi. Nieprzyjemnym uczuciem było zostać zepchniętym na drugi plan, dzieci jego mistrzyni muszą coś o tym wiedzieć. Tak, był niezadowolony i musiał się komuś wyżalić, a że akurat trafił się Wilk to proszę.
Wilczy Ślad - 2020-01-02, 20:03

Aż tacy zainteresowani to nie byliśmy, ale Rydzowe Futro nie miał jakiejś, nie wiadomo jakiej ilości tych kociaków, bo trzy, a to niewiele i możemy przecież kojarzyć. Gdyby miał ich, powiedzmy osiem, to już musiałbym bardziej się zainteresować, żeby odróżnić te kociaki od innych. Podniosłem lekko brew na odpowiedź wojownika.
- Całe szczęście - jakby poznał, byłoby co najmniej niezręcznie, zarówno dla niego samego, jak i Zamarzniętej Sadzawki. Nie oznacza to jednak, że taka sytuacja nie jest możliwa. Mógłby przecież mieć kociaki z jakąś inną kocicą, której nie zobaczyłby potem na oczy. Nie spodziewałbym się tego, tak czy siak, po Rydzowym Futrze.
Nie odpowiedziałem od razu na pytanie wojownika. (Hm, ciekawość.) Dotąd nie narzekałem w żaden sposób na jakieś trudności czy brak czasu, może poza tym, że użeranie się z Kłującą Łapą nie jest zbyt przyjemne, ale nie takie, że nie da się wytrzymać. - Oczywiście. Dopóki nie jest ich na tyle, że fizycznie nie byłbym w stanie być w wielu miejscach na rraz, by prrowadzić treningi, to jestem w stanie - jednym na pewno. Dwóch może jeszcze, potem pewnie również, ale osobiście na miejscu Trzmielej Gwiazdy nie wydawałbym nikomu tylu terminatorów. Z każdym wydajność spada, a przecież wojownik musi także polować i chodzić na patrole.
Nie skomentowałem w żaden sposób tego, co powiedział Rydzowe Futro. Uważaliśmy na słowa, choć bez problemu moglibyśmy dodać tu coś niekoniecznie przyjemnego. Na przykład to, że owszem, są matki, ale chyba nie miał na myśli Śnieżnej Zamieci. Gdyby ona zajęła się tym wychowywaniem w pełni, to nie wiadomo, czy nie byłoby jeszcze gorzej niż w przypadku braku wychowania. Tak czy inaczej, Rydzowe Futro nie musi nawet wiedzieć, że przyszło nam to na myśl.
- Tego zapewne już się nie dowiemy. - tu akurat frustracja nie powinna być zdziwieniem. Kiedy ktoś zostaje w obozie pod pretekstem wychowywania kociąt, a w ogóle tego nie robi i olewa treningi, to zbyt dobrze to o nim nie świadczy. Dobrze w takim razie, że Mysiowąsa poszła w świat. Ja zawsze staram się prowadzić treningi sprawnie, a to, że stoimy w miejscu to wina tylko i wyłącznie danego terminatora, który ma problem.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę z Rydzowym Futrem, udzielając jak zwykle krótkich, acz treściwych odpowiedzi, po czym pożegnaliśmy się i skierowaliśmy się do obozu.

[zt]

Rydzowe Futro - 2020-01-07, 21:37

Zaśmiał się krótko na odpowiedź Wilczego Śladu, szczerze rozbawiony. Śmiesznie by było gdyby się okazało, że Wierzba urodziła jeszcze jednego syna, o którym nie miałby pojęcia. Albo gorzej, jakaś inna kotka miałaby kocięta, które dziwnym trafem okazałyby się jego? To byłoby bardzo mało prawdopodobne. Nigdy nie był specjalnie blisko z żadną kotką, która nie byłaby ani jego siostrą ani Skaczącą Żabą, Zamarzniętą Sadzawką czy też którąś z jego córek. - Śmiało z twojej strony. - stwierdził, nadal się uśmiechając i obdarzył srebrno-czarnego wojownika ciepłym spojrzeniem błękitnych oczu. - Ale zgadzam się, wojownik powinien być gotowy na trenowanie wielu terminatorów. Wiesz, w razie kryzysowych sytuacji. - dodał po chwili zastanowienia. Zawsze może się tak zdarzyć, że on czy Wilczy Ślad będzie zmuszony zająć się terminatorami takich kotek jak Mysiowąsa - o której z czasem miał coraz gorsze mniemanie, mimo że nigdy nie zrobiła mu żadnej krzywdy i była dobrą mistrzynią. Prawie zawsze.
Nie odezwał się jeśli chodziło o to co wojowniczka robiła przez ten cały czas, kiedy miała wychowywać kocięta i trenować terminatora. Niby zawsze dało radę zapytać takiej Kłującej Łapy, ale rudo-biały wojownik nie był pewien czy chce w ogóle zapoznawać się z tą kocicą po tym co o niej słyszał od Wilczego Śladu. Może ona wie coś na temat Mysiowąsej o czym oni nie wiedzieli i była gotowa się tym podzielić. Chociaż raczej mała szansa. Rydz nie miał nic przeciwko pożegnaniu się z synem Kwaśnego Pyska i z upolowanym przez siebie bażantem ruszyć w stronę obozu. Skłamałby mówiąc, że niemiło mu się rozmawiało, Wilczy Ślad okazał się być bardzo porządnym, kulturalnym rozmówcą i jeszcze lepszym wojownikiem. Przynajmniej takie mniemanie miał teraz o nim Rydzowe Futro.

zt

Cyprysowa Łuska - 2020-02-07, 20:28

***


Tak jak też umówiła się z Rokitnikowym Cierniem, tak też zrobiła. Była słowna i nie rzucała byle obietnic na wiatr. Oczywiście, mogła wystawić syna Mysiowąsej, jednak jaka byłaby z tego satysfakcja? Wyszłaby na tchórza, który nie chce się zmierzyć z równym przeciwnikiem. Bo cóż, Rokitnik nie był przecież Ułudką czy Barwną Łapą, których to kocica mogła zdmuchnąć z powierzchni obozu. Dlatego też nie zamierzała nie stawić się w umówionym miejscu i określonej porze. Sama wyznaczyła czas a tym samym zaakceptowała to co też zaproponował jej kocur. Po urwaniu z nim konwersacji, postanowiła wybrać się na polowanie. Spędziła poza obozem trochę czasu i nałapała tyle zwierzyny ile była w stanie, aby móc być usatysfakcjonowaną. W końcu musiała przełożyć ilość piszczek na czas spędzony na terenach, prawda? Dołożyła je na stos i później zaszyła się w swoim legowisku aż do momentu w którym wypadałoby się udać do Kpy Drzew.
Przybyła tam nieco przed czasem, zatrzymując się przy pokaźnym dębie, na którego korze po uderzeniu serca zaczęła ostrzyc pazury. To miał być sparing, udawana walka - jednak warto być przygotowanym, gdyby to coś innego im zagrażało. Byli na terenach a świat wokół zaczynał tonąć w szarawych barwach. Zielone oczy wojowniczki uważnie obserwowały otoczenie w oczekiwaniu na pojawienie się rudawych kłaków Rokitnika. Kiedy w końcu go dojrzała, podniosła się i trzepnęła ogonem.
xx- Rokitnikowy Cierniu. - przywitała się o dziwo całkiem sympatycznie jak na nią i niezauważalnie skinęła mu łbem. Wcześniejszy zły humor spowodowany wieloma czynnikami nieco jej minął, a wizja możliwie ciekawej potyczki była na tyle kusząca, że mogła się z nim przywitać milej niż zazwyczaj. - Pomiędzy drzewami powinna być mała polanka. Tam zaczniemy. - oznajmiła i trzepnęła uchem, skręcając między drzewa z lekko pochyloną głową. Jak za nią poszedł; świetnie! Jak nie, to najwyżej będzie musiał jej szukać. Już jego problem.

[Rokitnikowy Cierń]

Rokitnikowy Cierń - 2020-02-08, 04:01

Naturalnie, Rokitnikowy Cierń dotrzymywał danego klanowiczowi słowa; mając na uwadze sparing, wszystkie zaplanowane na resztę dnia obowiązki wypełnił wcześniej, po powrocie do obozu zaś zajął się obserwacją otoczenia i zadbaniem o swoje futro tak, by prezentował się stosownie do posiadanej przez niego rangi. Opuścił klanowe siedlisko w momencie odpowiednim, by nie musząc działać w pośpiechu na miejscu pojawić się punktualnie. Jego uwadze nie umknął fakt, że Cyprysowa Łuska wybrała dość oddalone i porośnięte drzewami miejsce. Z jakiego powodu? Na myśl nasunęły mu się dwie odpowiedzi na to pytanie - pierwsza z nich zakładała, że kotka bała się swojej ewentualnej porażki i tego, że ktoś mógłby jej przegraną zobaczyć.
Wojowniczka okazała być się na tyle rozsądna, by nie marnować jego czasu - gdy pojawił się na miejscu, okazało się, że ona sama już się tam znajduje. Na jej powitanie odpowiedział dokładnie w ten sam sposób, wypowiadając jej imię nie zdradzającym emocji tonem, na jej propozycję odpowiadając skinięciem głową - polana była lepszym miejscem do walki, w przeciwieństwie do zalesionego terenu utrudniała bowiem wykorzystanie otoczenia, pozwalając na sprawdzenie przede wszystkim nie przebiegłości i pomysłowości, a umiejętności. Ze względu na racjonalność propozycji kotki, jak również i fakt bezcelowości kontynuowania jej tematu, uznał jakiekolwiek wypowiadanie się o nim za bezcelowe. Typowym dla siebie, sztywnym krokiem ruszył na miejsce starcia, zachowując pozycję u boku szylkretki.

Cyprysowa Łuska - 2020-02-22, 13:08

Kiedy to kątem oka zobaczyła, że kocur podąża za nią sztywnym krokiem, przyśpieszyła nieco ten swój i już po chwili udało jej się znaleźć wcześniej wspomnianą polankę, która teraz była skąpana w delikatnym, księżycowym połysku. Trzepnęła grubym ogonem kiedy to ją dojrzała, bez wahania obierając właśnie to miejsce za docelowe. To własnie tutaj miał odbyć się zaproponowany przez Rokitnika sparing. Wbrew pozorom, Cyprys nie wybrała tego miejsca w dosłownej obawie przed przegraną. Wychodziła z założenia, że mogą być koty od niej lepsze - ba! Na pewno takie były, a nawet jeżeli takim kotem okaże się Rokitnik, niewiele na niej to zrobi. Zwyczajnie kocica nie lubiła trzepać komuś futra w większym gronie, jak chodziło o klanowiczów. Pewnie niektórym chętnie przywaliłaby w pysk na oczach nawet samego Trzmiele Gwiazdy, tu jednak chodziło o zwyczajne doszlifowanie swoich umiejętności. Na co im gapie? Kocica odczekała dwa uderzenia serca aż Rokitnik również wejdzie na polane i bez większego ostrzeżenia ruszyła niczym taran w jego kierunku. Chciała jak najmocniej uderzyć w jego bok i powalić go na ziemię, dzięki czemu zrobić nieco przewagi. Przed samym uderzeniem w jego bok. pokusiła się o starą sztuczkę; sypnięcie piachem w oczy. Nawet jeżeli to się nie udało, pozostała akcja siłowa z podwójnego zaskoczenia.
Niezbyt chciało jej się kontrolować siły - kocur był od niej trochę młodszy, był wojownikiem...Może nawet ciekawym wątkiem byłoby użycie pazurów w późniejszym czasie? Nie byli kociętami, po co sie oszczędzać?

[wybacz!! Po twoim poście możesz wołać mg uwu]

Rokitnikowy Cierń - 2020-03-05, 17:39

Naturalnie, i Rokitnikowy Cierń nie zamierzał przesadnie łagodzić swoich ciosów - owszem, ich spotkanie miało odbyć się ze względu na chęć odbycia przez nich sparingu, sparing ten jednak miał przynieść mu zdobycie nowych umiejętności bądź też podtrzymanie tych, które już posiadał. Osobiście uważał, że takowego efektu nie można by osiągnąć w momencie, w którym oboje staraliby się całkowicie wyhamowywać siłę swoich ciosów ze względu na charakter ich spotkania.
Widząc, że kotka próbuje oślepić go za pomocą piachu spróbował odwołać się do tego samego manewru, który, choć nieczysty, mógł przesądzić o zwycięstwie tej ze stron, której udał się on lepiej. Oślepienie przeciwnika mogło sprawić, że podczas, gdy ten zostanie pozbawiony jednego ze swoich zmysłów, zada mu się obrażenia na tyle poważne, by znacznie zmniejszyć zagrożenie, jakie stanowił. Niezależnie od powodzenia jego próby ruszył w kierunku kotki, zamierzając jak najmocniej uderzyć w jej klatkę piersiową - widział, że ona sama chciała go staranować i zapewne przewrócić, sam postanowił więc zdecydować się na to samo, ciekawy, kto w tym wypadku okaże się być silniejszy.

Bratkowa Łąka - 2020-03-06, 17:33

Rzut na powodzenie akcji Cyprys: 1k6
parzyste - powodzenie
nieparzyste - niepowodzenie
☆wypada: 5, akcja nieudana
Rzut na powodzenie akcji Rokiego: 1k6
parzyste - powodzenie
nieparzyste - niepowodzenie
☆wypada: 2, akcja udana; Rokitnikowy Cierń oślepia Cyprysową Łuskę piachem (celność obniżona o 2 na dwie tury)

Atak Cyprys: nieudany (0%), przerzut -> udany (100%), 30-17=13
Atak Rokiego: udany (100%), 21-22=-1 :(

Szylkretowa wojowniczka ruszyła, by zaatakować kocura. Co prawda jej próba oślepienia go nie wyszła, bo piach nie dosięgnął Rokitnika, ale uderzyła w jego bok. Obiła go trochę, więc został tam nieznaczny siniak. Kremowy wojownik z powodzeniem sypnął jej piaskiem w pysk, przez co na chwilę oślepił swoją rywalkę. Chciał ją walnąć w pierś; poprzednie uderzenie Cyprys sprawiło jednak, że kocica obroniła się od ciosu, a kocur nic jej nie zrobił.

Cyprys: lvl: 4 | S: 14 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 7 | HP: 70 | W: 60-3=57/60
☆przerzuty 1/3
☆obniżenie celności o 2 przez dwie tury

Roki: lvl: 3 | S: 13 | Zr: 12 | Sz: 4 | Zm: 3 | HP: 70-13=57/70 | W: 50-3=47/50
☆przerzuty 0/2
- rana 1. stopnia: obicie na boku

wszystkie obrażenia są podglądowe c:

Rokitnikowy Cierń - 2020-03-07, 09:48

Jego atak nie powiódł się, istotny był jednak fakt, że udało mu się oślepić przeciwniczkę, co mogło dać mu przewagę podczas dalszej ich walki. Naturalnie, nie przewidywał, by była to przewaga duża, zwłaszcza po ciosie, który otrzymał od kotki - ten nie był przesadnie dotkliwy, zwłaszcza ze względu na fakt, że trwała walka, wiedział jednak, ze niewielki na chwilę obecną ból z czasem, zwłaszcza po zakończeniu ich pojedynku, zacznie narastać.
Nie zatrzymując się, wykorzystał chwilę, w której kotka została oślepiona, by skoczyć w jej kierunku. Wyciągniętymi łapami zamierzał uderzyć w klatkę piersiową kotki z zamiarem przewrócenia jej na grzbiet. Na chwilę obecną nie przewidywał swoich dalszych ruchów, zamierzając dostosować je do tego, jaki efekt przyniosą jego działanie i, naturalnie, do tego, jaki przyniosą te podjęte przez Cyprysową Łuskę.
lPoczątek walki jednoznacznie wskazywał na to, że, jeśli chodzi o sprawność fizyczną, kotka zasługiwała na miano wojowniczki.

Cyprysowa Łuska - 2020-03-07, 10:48

Jej próba oślepienia piaskiem nie wyszła, jednak niezbyt ją to obchodziło; staranowanie wojownika wyszła perfekcyjnie i bez ograniczania sobie siły, mocno uderzyła w jego bok najpewniej przyprawiając go o siniaka na chuderlawym i delikatnym ciałku schowanym pod grubym futrem. Żałowała, że nie udało jej się pozbawić go tchu czy równowagi, jednak do tego najpewniej jeszcze dojdzie. Jednak Rokitnikowi los sprzyjał i to jego piach wpadł w oczy szylkretowej kocicy. Szlag. Syknęła z niezadowoleniem, mrużąc jadowicie zielone oczy bardziej niż miała w zwyczaju. Tym razem jednak gdyby syn Mysiowąsej postanowił zaatakować, wykorzystując przy tym fakt oślepienia przeciwniczki, masywna kocica postanowiła wykonać ostry uskok do tyłu. Chciała zwiększyć dystans między nimi i dać sobie chwile czasu na pozbycie się piachu w oczach. O ile Gwiezdny Klan pozwoli. Raczej przodkowie nie byli na nią źli. W każdym razie, mogła uznać jasno-rudego za ciekawszego przeciwnika niż jej brat, którego powaliła na łopatki może trzema atakami.
Bratkowa Łąka - 2020-03-09, 19:59

Atak Rokitnika: słaby (50%)
Unik Cyprys: udany (100%)
Ostateczny atak Rokitinika: 50%-100%=-50%, ultra nieudany atak

Rokitnik, chociaż był dosyć blisko kotki, nie wycelował w nią najlepiej....a wisienką na torcie w tym wszystkim było to, że wojowniczka mimo piachu w oczach pięknie i zwinnie od niego odskoczyła. Kremowy kocur swoimi łapami dotknął więc jedynie ziemi, o mało się na niej nie wywracając. Nie za wiele się tu wydarzyło; pewnie nawet gdyby unik nie udał się Cyprys, to by jej nie trafił. Trochę słabiutko.

Cyprys: lvl: 4 | S: 14 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 7 | HP: 70 | W: 57/60-3=54/60
☆przerzuty 1/3
☆obniżenie celności o 2 przez jedną turę

Roki: lvl: 3 | S: 13 | Zr: 12 | Sz: 4 | Zm: 3 | HP: 57/70 | W: 47/50-2=45/50
☆przerzuty 0/2
- rana 1. stopnia: obicie na boku

wszystkie obrażenia są podglądowe c:

Cyprysowa Łuska - 2020-03-10, 21:31

Może nie miała w sobie gracji przeciętnej kocicy, jednak z łatwością, nawet z piachem w oczach uniknęła ciosu kocura, przez co cichutko prychnęła i poruszyła wibrysami, kiedy jej łapy cicho zaszurały o ziemię. Wyprowadziła dobry atak, który pozostawił po sobie bolesny znak, a teraz bez najmniejszego problemu (z jedynie delikatnie szczypiącymi oczami) odskoczyła. Było to coś całkiem satysfakcjonującego, tym bardziej, że miała wrażenie iż Rokitnik zakłada jej lęk przed przegraną. Obrane przez nią miejsce okazało się strzałem w dziesiątkę. Oczywistym było, że zasługiwała na swoją rangę i imię. Żubrze Gardło nie przepuściłaby przecież kota, który by się do tego nie nadawał. Cyprysowa Łuska ćwiczyła swoje umiejętności, doskonaląc się i dążąc do określonego sobie celu jakim był szacunek i uznanie przywódcy. Jej ojciec często chadzał u boku Trzmielej Gwiazdy na patrolach czy polowaniach. Jego imię padało przy wielu rozkazach a ambicją szylkretowej kocicy było to, aby i jej imię tak padało. Chciała figurować jako ktoś, komu można zaufać i powierzyć odpowiedzialne zadania. Od treningu terminatorów, po pozbywanie się słabych ogniw ramie w ramie z Żubrzycą. W każdym razie, teraz zamiast kolejnego uniku postawiła na atak; Napięła mięśnie, obniżyła łeb i mocno wybiła się z łap, rzucając się na kocura; miała identyczne zamiary co on przed chwilą. Chciała uderzyć łapami w jego pierś tak mocno, aby go powalić i przygnieść do ziemi. Nie ma tak łatwo, Rokitniku.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group