To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Gromu - Kępa Drzew

Borsuczy Grzbiet - 2020-07-12, 16:37

Jeden pies – prychnął ozięble. Zupełnie jakby go interesowało, czy mówi się „myszy” czy „jeże” – w końcu i to, i to, było niemożliwe, więc nie było sensu w ogóle przywiązywać większej uwagi do tego sformułowania. Siostra go irytowała – swoją głupotą, swoim czepianiem się, tym, że została wojowniczką wcześniej od niego, mimo iż na to nie zasłużyła, a on miał po prostu pecha i trafił na durnego mistrza – a tego dnia to już wyjątkowo, i nie miał za bardzo ochoty na rozmowę z nią… co też zdecydował się jej zakomunikować nadąsanym tonem:
Masz coś jeszcze mądrego do powiedzenia, czy mogę już wracać do polowania?

Huraganowy Szum - 2020-07-13, 13:56

- Tsa - również prychnęła, zamykając oczy i przybierając nadąsany wyraz pyska. Zaczynała naprawdę tracić cierpliwość do brata. Jaki ON ma tutaj problem? No jaki? Czemu aż tak musi się dąsać o to, że została wojowniczką? Jakby robiło to jakąś różnicę. Huragan nie robiło, więc o co chodzi? Westchnęła głośno i wbiła pazury w ziemię.
- A se idź, mądraliński. TU już nie będę tupać i biegać, więc o to się nie martw - odpowiedziała i machnęła ogonem. Następnie po prostu ugięła łapy.. I zaczęła biec w kierunku Złocistej Równiny. Jeśli Oczko chce polować tutaj, to nie musi się martwić, że Huraganowy Szum mu w tym przeszkodzi. Zresztą, nie zamierzała więcej się denerwować tym, że na niego natrafi. Musiała nieco ochłonąć, bo brat zdecydowanie podniósł jej ciśnienie swoim bucowatym zachowaniem. Jak ona niby ma go zrozumieć, skoro on tak się odzywa i zachowuje? Może przestanie w końcu tak robić, kiedy zostanie tym wojownikiem? No to oby to nastąpiło szybko, bo nie chciała tak naprawdę się z nim droczyć i kłócić w nieprzyjemny sposób.

[zt]

Borsuczy Grzbiet - 2020-07-15, 14:09

Świetnie, miał ochotę syknąć kąśliwie w odpowiedzi do siostry, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. Niech idzie, pewnie. I tak zawsze był sam, zawsze rodzina go opuszczała albo nie była w stanie się nim zainteresować, i nawet nie zdziwiłby się, gdyby Szara Łapa się na niego obraziła i od teraz w ogóle się do niego nie odzywała. Nawet jeżeli poczuł lekkie ukłucie bólu i niezadowolenia, bo mimo wszystko uznawał ją za najbardziej sensowną członkinię swojej rodziny, to jak tak zrobi… cóż, tylko pokaże swoje prawdziwe oblicze, prawda? I pokaże, że zmarnował na nią czas, i nigdy nie było warto tego robić.
Mówi się „do widzenia”! – powiedział głośniej za odchodzącą kocicą, po czym prychnął głośno, gdy znalazła się poza zasięgiem słuchu i wzroku.

zt

Nawałnicowy Ryk - 2020-08-02, 20:23

- No raczej! - zamruczała entuzjastycznie koteczka, mrucząc głośno. Kiedy ta zaczęła iść, Nawałnica pewnym krokiem szła za minką, nawet jeśli prowadziła ją... do wychodka! O Gwiezdny Klanie, dobra, da radę. Co jakiś czas niebieskooka spoglądała na nią, przez co kremowa kiwała jej głową, coś jakby powiedzieć, że wszystko jest okej. I że na spokojnie da radę. Przecież jak chce być Gwiazdą to musi przeżyć odór wychodka.

W końcu jednak dwie koteczki wyszły na spacer, pozostawiając za sobą niezbyt przyjemny zapach. Nawałnica nie kryła zadziwienia, szoku, entuzjazmu z faktu, że wyszły na wolność. Nudny obóz za nimi! No i też bezpieczny i ciepły, ale co tam! Jest za nimi. Trzeba czasami ryzykować. Nawałniczka zaczęła się rozglądać po ziemi.
- I jak ci się podoba? Fajnie, co nie? Widzisz jakieś roślinki? Znaczy dużo ich jest, no ale wiesz o co chodzi - zaśmiała się.

Łososiowa Łuska - 2020-08-05, 22:47

Żaden Gromiak nie zauważył, że kocięta wymknęły się z obozu - przynajmniej na razie wyglądało to tak, jakby nikt jeszcze nie natknął się na zapach kociarni i mleka, który ewidentnie nie powinien znajdować się poza granicami obozu. Na całe szczęście zapachu kociąt nie wyczuł również żaden drapieżnik.
W Kępie Drzew rosły zupełnie inne rośliny niż w okolicy obozu. Z całą pewnością Nawałnica dostrzegła niezwykłą roślinę o drobnych, białych kwiatuszkach - miały po dziesięć cienkich płatków. Roślina nie była zbyt wysoka, ale w tej okolicy rosła jej spora kępka. Kwiaty miały bardzo delikatny zapach.

: ) dzień dobry

Malinowe Chaszcze - 2020-08-06, 13:21

Malina rozmawiała z paroma wojownikami, którzy zaczepili ją przy środku obozu, jednak w pewnym momencie podeszła do niej zaniepokojona Cichy Strumyk, oświadczając niebieskiej kotce, że nie może znaleźć dwójki ze swoich kociąt. Przeszukała wcześniej cały obóz i ani śladu, a zapach młodzieży był silniejszy przy wyjściu, ale sama nie mogła opuścić reszty swoich małych. Starsza wojowniczka przyjęła zadanie, wzięła ze sobą jedną z najbardziej zaufanych osób, jakie żyły w Klanie Gromu, po czym ruszyła na tereny. Po odejściu od obozu trop kociaka stawał się wyraźniejszy, a była medyczka wiedziała już, że mają na terenach małych uciekinierów. Westchnęła ciężko, nadal podążając śladem młodych, w czym pomagały jej wyostrzone przez księżyce zbierania ziół zmysły, które w takich przypadkach były błogosławieństwem. Aż w końcu znalazły biało-rudą kotkę razem z innym kociakiem, które coś robiły. Maliny nie bardzo obchodziło co. Dała znać Cyprysowej Łusce, którą wzięła ze sobą, że znalazła zguby i by podeszła razem z nią do parki.
- Co tu robicie? Nie wiecie, że na terenach jest niebezpiecznie? W tej chwili odprowadzamy was do obozu - powiedziała dość twardym, niecierpiącym sprzeciwu głosem, mrużąc przy tym ślepia. Żubrze Gardło nie będzie zadowolona, gdy dowie się, że z obozu pod jej nieobecność. Westchnęła cicho, po czym dorwała się do jednego z kociąt, chwytając go za kark i podnosząc, mając nadzieję, że jej towarzyszka zrobi to samo. Koniec wyprawy, czas wracać. Nie zwracała nawet uwagi na rośliny, które były w okolicy, nie przyszła tutaj po to, by zbierać zioła.

Cyprysowa Łuska - 2020-08-06, 13:47

Cyprys akurat była w obozie i spokojnie czyściła swoje futro przed Omszałą Pieczarą, kiedy nagle podeszła do niej Malinowe Chaszcze oznajmiając, że jakieś bachory od Cichego Strumyka opuściły obóz i ma iść z nią ich poszukać. Kocica wypuściła powietrze przez nos z cichym świśnięciem jednak zgodziła się i po chwili podniosła wychodząc u boku niższej kocicy z obozu by wraz z nią zgarnąć te dwa przygłupie podlotki z powrotem do obozu. Żubrze Gardło na pewno nie byłaby zadowolona gdyby pod jej nieobecność klan stracił kolejne dwa koty, tym bardziej kociaki mające być poniekąd pod opieką Maliny - jak i cały obóz. Sama srebrzysto-miodowa wyczuła zapach mleka i kociąt, którego oba Złocistym Wgłębieniem nie powinna czuć, a tym bardziej poza obozem. Poczuła jak jej futro nosi się z frustracją kiedy to woń uciekinierów zaprowadziła ją i Malinę do Kępy Drzew. Jak tym kociakom udało się udać aż tu bez zaalarmowania nikogo? Chyba sama powinna siedzieć i zasłaniać wyjście z obozu by przypadkiem kolejny geniusz w postaci potomstwa Cichego Strumyka nie postanowił robić za kolacje pierwszej, lepszej kunie czy łasicy. Długo nie trzeba było ich szukać, a kiedy Malinowe Chaszcze dała znać ogonem by gigantka do niej podeszła, Cyprysowa Łuska nie potrzebowała ponownego zaproszenia. Jej masywna sylwetka już po chwili ustała u boku niebieskiej a jej chłodne, zielone ślepia zmrużyły się.
- Którędy wylazłyście? - parsknęła chłodno, a jej połamane wibrysy drgnęły groźnie. To, że nie było w klanie ani przywódcy ani zastępcy nie oznaczało, że kocięta mogą sobie chodzić samopas. Widząc kątem oka jak jej towarzyszka zgarnia jedno z kociąt, córa Kwaśnego Pyska trzepnęła uchem w ramach gestu porozumienia. Bez zbędnego przedłużania pochyliła się i chwyciła luźną skórkę na karku jednego z kociąt i uniosła najdelikatniej jak tylko potrafiła, by przypadkiem nie zrobić mu krzywdy. Kiedy obie zguby Cichego Strumyka były już zagarnięte, kudłaty ogon wojowniczki przeciął świszcząco powietrze i nie zwracając większej uwagi na możliwe wierzganie tobołka w swoich zębach, rzuciła szybkie spojrzenie Malinowym Chaszczom, odwróciła się i zaczęła wracać do obozu by oddać kocię matce.

[zt i guess]

Jemioła - 2020-08-06, 23:21

Od razu po wyjściu z tego schnącego miejsca Jemiole chciało się praktycznie rzygać. Mdliło ją. Jednak powstrzymała się. Nie wypada puszczać pawia jak jest się z kimś na spacerze. Przysiadła na czterech literach koło wyjścia, maniakalnie czyszcząc sobie futro. Miała nadzieje, że wymyje ten obleśny smród. Ta wycieczka pozostawi pewno jakąś traumę jej. Podniosła jedynie wzrok z sierści, gdy do jej uszu dobiegły słowa jej towarzyszki. Zamilkła na kilka uderzeń serca, analizując drzewa, krzaki, piasek, cokolwiek co przykuło jej uwagę. Było tu skromnie, lecz wciąż pięknie. Bez tłumu kotów, bez ścian i bez tego uporządkowanego chaosu. Nie było tu nic, co by mogło jej się narzucać. - Fajnie tu... – wydyszała z melancholijnym i jakimś stopniu szczęśliwym głosikiem w końcu. Wstała powoli rozglądając się jeszcze bardziej. Prawda było tu wiele roślin, tylko one szukały specyficznych. Wtem dostrzegła wzrok Nawałnicy, skierowany na kępkę roślin. Minka podeszła do kwiatuszków przed kremówką, obwąchujące je delikatne swoim czarnym noskiem. Jej oczy rozszerzyły się z zachwytu. Z niewiadomych jej powodów, drobne kwiaty przypominały jej piękno jej matki. Tak chociaż Jemioła ją interpretowała - Te kwiatki ładnie pachną! – zamruczała odwracając się do Gromowej przyszłej Gwiazdy. Prędko zerwała kilka z ziółek o białych płatkach oraz trzymając je w mordce, przysiadała się do koleżanki. - Co myślisz o tym zapachu? – zamruczała z kwiatkami w gębie, uśmiechając się córki Cichego Strumienia. Czy spodoba jej się? Czy może jednak ma ona inny gust niż minka?

Czekając tak na odpowiedź kremowej kotki, nagle minka usłyszała za sobą kroki. Odwróciła się gwałtownie puszczając kwiaty ze strachu. Kto tam....? Otworzyła pysk by posmakować powietrze, a w jej oczach pojawiło się zmieszanie. Wyczuła znajomy zapach Klanu Gromu.... Było to zatem dobra wiadomość czy zła? Zjeżyła sierść na karku, gdy podeszły do nich dwie kotki. Oj czyli były jednak w tarapatach... Mimo to że obóz jest niedaleko! Spuściła wzrok na łapy. Nie śmiałość znowu zabrała w górę. Córka Kolorowego Wiatru siedziało cicho, nie patrząc nawet na przybyszki. Głupie zasady... Po co one w ogóle są. I czemu ona musi się ich trzymać? Podniosła gwałtownie wzrok, gdy zauważyła, że szara wojowniczka zabiera akurat jej towarzyszkę. Przez chwilę chciała zaprotestować, ale strach złapał ją za gardło, gdy spojrzała, że druga wojowniczka zbliża się do niej. Jemioła wręcz zamarzła i stała bez ruchu jak ten słup, gdy pręgowana szylkreta ją podnosiła. Co one teraz z nimi zrobią? Zamkną w kociarni? Spojrzała tylko ukrytkiem na kwiaty, które upuściła. Pasowałyby bardzo Nawałnicy i jej pewno...

/no i tyle było z wypadu do salonu piękności xD
/zt, chyba że będzie jakaś akcja jeszcze

Nawałnicowy Ryk - 2020-08-07, 06:56

Szły spokojnym krokiem przez tereny. Nikomu nie przeszkadzały, było cicho i spokojnie. Nikomu się nie narzucały. Nagle minka podbiegła do kwiatków, to samo co zrobiła ona. Powąchała płatki kwiatostanu, a te lekko pomiziały jej nosek. Urwała trochę białego kwiecia, tak ładnie pachniał! Wróciła ze swoją zdobyczą do koleżanki.
- Tak, tak, są piękne i ich zapach też - wymruczała. - Widzisz, ja też coś mam! Patrz, jakie ładne białe płatki. A ich zapach jest taki uspokajający.
Nagle za sobą mógła usłyszeć kroki, dwóch kotów chyba. Spojrzała się na Jemiołę trochę zdziwiona, trochę przerażona. Te dwa uczucia właśnie się mieszały w jej oczach, żadne nie przeważało. Kiedy zobaczyła dwie wojowniczki z Klanu już wiedziała co się święci. Spojrzała na Jemiołę. Była sparaliżowana! A więc trzeba szybko interweniować, zanim przyjdzie pościg. Wzięła swoją zdobycz, jak i kwiaty Jemioły. Później odda. Koteczka też zapchała sobie pysk kwiatami, gdyż to tak zamyka sobie pysk, dosłownie, aby czegoś nie wypalić.
- Zbierałyśm zsioła - odpowiedziała z kępką kwiatów w pysku pierwszej kotce, patrząc się na nią przerażonym wzrokiem. - Przeprszmy - dodała, czując, że właśnie wojowniczka, której odpowiedziała wzięła ją za kark. Umiała chodzić! Ale Nawałnica się nie wyrywała. Wiedziała kiedy trzeba oddać skruchę. I to był właśnie ten moment. Spojrzała jednak na minkę, która była targana przez preguskę. Z oczu kremowej można było wyczytać, że jeszcze kiedyś się wybiorą. Jak będą uczniami, wtedy nikt by nie miał prawa ich zatrzymać.
A teraz? Nawałnica targana przez Malinowe Chaszcze zwisała jej z pyska, Nawałce natomiast zwisały zioła z pyska, i wracały do obozu. Szkoda, że tak szybko i szkoda, że żadna z nich nie chciała poszukać ziół wraz z kociakami. Mogłoby to być fajne przeżycie! A tak? Ah, szkoda gadać.

[zt, F dla salonu piękności :(]

Tygrysi Skok - 2020-12-03, 18:50

Wyjście poza serce obozu było dzisiaj motywowane spacerem i rozglądnięciem się za jakąś ciekawą miejscówką na własny kącik. Tygrzykowa Łapa odczuwała silną potrzebę posiadania czegoś względnie tylko dla siebie, gdzie mogłaby odpoczywać, wypłakiwać się i odreagować każdą inną emocję. Pasowało jej towarzystwo reszty kotów z klanu, ale samotni też czasem potrzebowała. Kępa drzew była specyficznym miejscem pozbawionym zwierzyny łownej. Rosnące tu drzewa to w większości mizerne sosny, które odnajdują się idealnie w piaszczystych glebach.
Szła przed siebie z zapałem terminatorki i rozglądała się ostrożnie na boki.

Wężowy Błysk - 2020-12-03, 21:23

Głośny w przerwach od treningów robił dosłownie co chciał. Mógł spacerować gdzie mu się tylko podobało, czego - naturalnie - nie miał zamiaru odpuścić sobie ot tak! Już za kociaka ciągnęło go poza obóz, bo wszystko poza nim jest znacznie, o wiele ciekawsze. Narastające zimno nie było większą przeszkodą dla głośnego terminatora. Chociaż kocurek naturalnie marzł, potrafił zaakceptować że robi się coraz zimniej. Było to martwiące - bo nie wiedział, czy cieplejsza pogoda jeszcze wróci - ale świadomość, że nikt poza nim niczym się nie przejmuje koiła jego obawy.
Wyjścia teraz poza tym były jeszcze ciekawsze! Prawdopodobnie przez zimno, na ziemi nagle pojawiła się niewielka, bardzo licha biała powłoka... czegoś! Jak się to dotykało, było to przeraźliwie nieprzyjemne i topiło się pod względnie cieplejszymi łapkami kotów. Chociaż oriental nie miał zielonego pojęcia czym to coś może być, nie słyszał by inni się tego bali, więc i on - nie bał się! Zaczął się nawet tym interesować, bo ciekawiło go skąd to coś się wzięło. Niby mógłby zagadać o to do innych, ale gdzieś w głębi duszy był zdania, że jak sam się dowie czym to jest, to da mu to o wiele więcej satysfakcji. Poza tym, czy nie było to idealnym pretekstem do wychodzenia poza obóz?
Właśnie dlatego dziś wyparował z obozu, licząc w głębi duszy że nikt go nie widział. Przypuszczał, że może wychodzić już sam, ale lepiej było nie ryzykować przyłapaniem, gdyby okazało się że jednak ma zakaz wyjść. Dopiero w bezpiecznej odległości zaczął szukać zimnego puchu na ziemi, który - jak się mu zdawało - zaczynał zamieniać się w wodę. Było to naprawdę wielce ciekawą obserwacją, ale jakże bardzo go to zawodziło! Jak może obserwował białe-coś, jeśli to znika?!
Podczas bardzo frustrującego spaceru, gdzie liczył na znalezienie większej ilości nieznanej mu rzeczy, trafiał jedynie na kolejne cieniutkie warstwy puchu. Niby zawsze było to czymś, ale zależało mu na tym, by mieć go znacznie, znacznie więcej, chociażby po to by zobaczyć czy odbije mu to łapy, albo czy jak na większej ilości tego czegoś usiądzie, to stopnieje mu to pod siedzeniem. Najwidoczniej, nie miał szans na sprawdzenie tego tak jak chciał.
Zawiedziony, chodził ze spuszczonymi uszami. Nie chciał się poddać, ale nie miał też wpływu na to, że los tak bardzo jest wobec niego niesprawiedliwy. Już nawet w końcu miał się poddać i odejść do obozu, ale wnet wyczuł bardzo znajomy mu zapach. Przez zmarznięty nos było to trudne, więc jak podejrzał - ktokolwiek to jest, musiał być blisko. Po niedługiej inspekcji, jego wielkie uszyska usłyszały szelest liści i kroki, a to już pomogło mu namierzyć kota, który tu był! Widziała go? A może nie widziała? Na pewno widziała, Głośny był w końcu tak paskudnie wielki, że trudno byłoby go nie widzieć. Niemniej, postanowił i tak ugiąć się na łapach, plecy, ogon i łeb dać prosto, a później... skoczyć w jej kierunku! Jeśli go widziała, to mogła zauważyć, że jej nauki nie poszły na daremno, a jak nie widziała... to tym bardziej powinna być z siebie dumna!
- A co tutaj robisz? Też szukasz puchu? Głupi, zaczął się zamieniać w wodę - mruknął, jakby karcił kociaka. Ot, śnieg - którego nazwy nawet nie znał - był dla niego w tym momencie po prostu jak niegrzeczny kociak, który robi mu na złość.

Tygrysi Skok - 2020-12-04, 22:10

Kotka natomiast niezbyt przejmowała się nowym zjawiskiem występującym na terenach, miała na to nawet swoją teorię. Spróbowała to z rana zjeść i zamiast tego napiła się, to skomplikowane, ale tak właśnie się stało gdy wzięła kęsa zimnego proszku. Jak uważała było to mleko zsyłane z samej Srebrnej skórki, ale wstyd było jej się spytać kogokolwiek o potwierdzenie swoich przypuszczeń.
Poszukiwania jakiegoś przyjemnego ustronia uśpiły w pewnym momencie uwagę młodej kotki, przez co nie zorientowała się, że od chwili nie jest już sama. Bujała myślami w obłokach i ani jej się uśmiechało schodzić na ziemię. W pewnym momencie zdała się jednak zostać do tego przymuszona. Szelest uprzedził ją w ostatniej sekundzie przed atakiem z zaskoczenia. Tak się przeraziła, że podskoczyła do tyłu i zjeżyła sierść na karku, wyglądając bardzo komicznie. Serduszko tak mocno jej biło, że czuła je niemal w przełyku. To Głośny! Po chwili poprawiła swoją postawę i zaśmiała się, podeszła do kota i strzeliła mu kitą w mordkę za karę.
- Ależ żeś mnie przestraszył robaku! - wyszczerzyła kiełki.
Zdała sobie szybko sprawę z tego, że powinna prezentować się znacznie lepiej. On ją znał, a ona nie mogła wyjść na fajtłapę lub niechlujną. Pokręciła głową, a jej serduszko wracało do normalnej pracy, naprawdę cieszyła się z tego spotkania, ale nie ukrywała też swojego opadającego już przerażenia jakie wzbudził w niej Głośna Łapa.
- To mleko w proszku! Szukam... szukam... ciebie! - nie chciała zdradzić swojego niecnego planu, więc strzeliła pierwsze słowo jakie jej ślina przyniosła na język. Gdyby mogła zaczerwieniłaby się i schowała głowę w piach, tak się jednak nie stało. Zachichotała przykrywając lewą łapką wargi.

Wężowy Błysk - 2020-12-04, 23:39

Widok aż tak bardzo przestraszonej znajomej go rozbawił. Mogła go nie słyszeć i się wystraszyć, ale żeby aż tak?! Zaśmiał się głośno, ale już po chwili po prostu wesoło się do niej uśmiechał. On za pewne też by się wystraszył, gdyby ktoś znienacka pojawił się mu przed podłużną mordką.
- Tygrzykowa Kula - skomentował krótko jej wygląd. Nie było to chyba nic złego, co nie? Znali się, a on tylko sobie żartował! - Robaku? Robak, to Karaczan! Ja jestem... niczym!
Odparł z dumną, wypinając klatkę piersiową do przodu. Nie wiedział, czym jest "głośność", na pewno nie zwierzęciem czy rośliną, więc... więc niczym. To najwidoczniej mu jednak nie przeszkadzało, bo był bardzo zadowolony z tego jak samego siebie określił.
- Ale mogę być Wężem, albo Sokołem, albo Orłem, albo Szczurem, albo... Wiesz, ja to bym nawet mógł być czymś innym, byleby brzmiało to suuuper groźnie! I by budziło respekt! - uśmiechnął się szerzej. I od razu lepiej! Nie chciał być "Głośnym" z dnia na dzień coraz bardziej. Nudne było to imię i takie... nijakie. Niegroźne, a nawet poniekąd prześmiewcze.
Gdy oznajmiła, że szukała właśnie jego, Głośny trzepnął lekko uchem. Zdziwiony nie wiedział jak zareagować. Szukała go... poza obozem? A to heca! Przecież nie mówił nikomu, że wyszedł i był wręcz pewien, że Tygrzyk nie było w obozie już przed jego wyjściem. Dlaczego więc szukała go tutaj?
- Skąd miałabyś wiedzieć, że jestem tu? - uśmiechnął się do niej zmieszany. Przekrzywił lekko łeb na bok zaciekawiony tym, co mu odpowie. Może wymyśli jakieś super ciekawe wyjaśnienie? Oby! Bo nie chciał słuchać byle głupot! - Mleko w proszku! Dziwne ono jakieś, wodniste a nie mleczne.
Rzucił krótko. Dla niego było to coś mniej oczywistego, tylko jeszcze nie wiedział co... ale się dowie! Potrzebował tylko więcej czasu na to, by móc z zimnym puchem popracować.

Tygrysi Skok - 2020-12-06, 20:08

Wcale nie był niczym, dla niej był Głośnym, a to było przecież coś. Kombinacji na imię wojownicze naprawdę było wiele i to naprawdę ciekawych. Ona z kompleksem imienia zmagała się już wystarczająco długo i teraz gdy już czuła się z tym lepiej było po prostu dobrze, ale nigdy na tyle na ile by chciała.
- Ja nie wiedziałam, Gwiezdny Klan mi wskazał w śnie, więc postanowiłam to sprawdzić. - odparła, uśmiechając się tajemniczo.

Wężowy Błysk - 2020-12-06, 20:20

I to... to była wieść jakiej się nie spodziewał! Chociaż w Gwiezdnych z dnia na dzień wierzył coraz mniej, to mógł jak najbardziej uwierzyć w to, że Tygrzyk o nim śniła. Uśmiechnął się więc dziarsko pod nosem, machnął lekko ogonem i zmarszczył brwi.
- Noo, ale żebym ci się wyśnił? Ha! Wiedziałem, że się lubimy, ale w życiu bym nie pomyślał, że aż będziesz miała sny ze mną w roli głównej! - zaśmiał się głośno, szczerząc do niej szereg zębów. Kocur jak najbardziej dorósł już do takich tematów jak "podobanie się komuś" czy coś, i... chyba właśnie tylko dlatego zaczął sobie żartować. Tygrzyk była jego znajomą, widywali się tylko na naukach, czemu miałby się jej śnić? - I jak mnie ci Gwieeezdni przedstawili? Byłem wielki i umięśniony?
Uniósł lekko brew do góry w momencie gdy z jego pyska wylatywało głośne, przeciągłe "hmmm?". Zaraz po tym jednak odskoczył od niej i rozejrzał się po okolicy.
- Mnie tam się nic nie śni. Parę dni temu miałem sen, że biegam w miejscu i nie mogę się ruszyć. Obudziłem się taki zły, TAKI ZŁY! Że nawet jeść mi się nie chciał - rzucił w jej stronę, patrząc na nią zza ramienia. Machnął lekko ogonem, biorąc powietrze do pyska by zacząć mówić dalej. - Skoro mnie spotkałaś - co teraz? Gwiezdni dawali ci jakieś znaki co musisz robić już po spotkaniu ze mną, czy byli dość niejaśni?
Przechylił łeb na bok. Skoro zaczęła temat, niech wymyśla! Byleby nie obrzuciła go znowu "nie wiem", bo tym razem Głośny był przekonany, że kotka doskonale wie co chce powiedzieć. Gdyby uciekała od tego - po prostu nie umiałaby tak szybko myśleć nad dalszymi kłamstwami!
- Bo ja bym proponował byśmy... nie wiem, poszli gdzieś dalej - w końcu Głośny nadal chciał szukać białego puchu do eksperymentów, póki ten w ogóle nadal gdzieś w okolicy był. A nawet jak go nie znajdą - po prostu chciał gdzieś sobie iść i się dobrze bawić! Z towarzystwem będzie mu na pewno milej, niż jakby miał się włóczyć sam.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group