To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Gromu - Wrzosowe Pasmo

Cyprysowa Łuska - 2020-08-17, 23:21

Kocica podskórnie czuła coś, co normalny kot mógłby nazwać zazdrością, jednak Cyprys tak tego nie odczuwała. Na pewno czuła się nieco dziwnie z myślą o tym, że na wyprawę została wybrana Cierpka Jagoda zamiast niej, jednak....Po części wiedziała dlaczego. Najwyraźniej i Żubrze Gardło zauważyła jej dziwne zachowanie w kierunku Żurawinowego Nosa i chciała w ten sposób coś...Sprawdzić? Zielonooka do teraz pamiętała ich dziwnie znajomą bliskość, która nieprzyjemnie ukuła ją w żołądek. Wiedziała, że było jej to znane, bliskie. Nigdy wcześniej nie dojrzała tego typu zachowań w klanie, co dodatkowo ją zaskoczyło gdy w końcu ktoś taki wpadł jej w oczy. Najwyraźniej nim obdarzyła pstrokatą sympatią nie zwracała uwagi na tego typu rzeczy. W każdym razie, jeżeli to nie dziwne zachowanie Cierpkiej Jagody przyczyniło się do jej wyboru i pstrokata wzięła ją z innych powodów, zielonooka córa Kwaśnego Pyska na pewno czułaby się urażona. Mogło to również wynikać z faktu, że przyszła przywódczyni wolała zostawić obóz pod opieką silnych wojowników, co było dość logicznym posunięciem. Mimo to jednak sama Cyprys odczuwała przez jakiś czas nieprzyjemnie palące ją podskórnie uczucie, którego nie potrafiła jednoznacznie nazwać, gdyż nigdy tak naprawdę go nie odczuwała w kierunku innego kota nie będącego jej rodziną. Najwyraźniej i w tym zmiękła przez bliższy kontakt z Żubrzym Gardłem. Na myśl o tym skrzywiła się na uderzenie serca z obrzydzeniem, chociaż grymas ten szybko rozlał się na jej pysku wracając do neutralnego grymasu obojętności. Fakt pozostawienia obozu pod opieką Malinowych Chaszczy natomiast nie wadził kocicy w ogóle - znała i szanowała Malinę, więc wiedziała, że ta sobie poradzi, a gdyby coś, sama służyła jej pomocą co zresztą robiła. Klan Gromu musiał jakoś funkcjonować nawet po tak licznej stracie jakiej doznał i nieobecności przywódcy czy braku zastępcy. Nic wielkiego się nie działo, było spokojnie, wręcz...nudno. Jedynie kocięta opuściły obóz, jednak zostały szybko złapane, a sama Cyprys ofuczała pilnujących wyjścia wojowników jak dwóch, nieposłusznych terminatorów - padło na Krzywy Skok i Parzące Ziele, chociaż później rozmawiała w miarę normalnie z kremowym kocurem.
- Zdecydowanie. - odparła krótko i skinęła masywnym łbem, pozwalając sobie na delikatny, krzywy grymas będący najpewniej czymś, co miało przypominać uśmiech. Nie trwał on jednak długo, jednak sama srebrzysto-miodowa powiedziała coś więcej. - Dziękuje. Gdyby nie twoja rada, pewnie nic by się nie zmieniło. - stwierdziła, patrząc znacząco na mordkę swojej rozmówczyni. Oczywiście wpadła na takie rozwiązanie przed Malina, jednak nie była go pewna i kompletnie się w nim nie widziała, a jednak...Podziałało, chociaż czy aby na pewno było to, to o co prosiła ją Malina? No niekoniecznie.

Malinowe Chaszcze - 2020-09-10, 16:33

Malina zbytnio nie obserwowała kotów w ich prywatnych relacjach. Owszem, wiedziała mniej więcej, kto kogo lubi i w jakich stosunkach utrzymują się ich znajomości, ale nie była to zbyt głęboka wiedza. Dlatego trochę dziwne dla wojowniczki było, że Żubr chciała wziąć Cierpką Jagodę, nie Cyprysową Łuskę, wydawało jej się, że się lubią. Jednak widocznie nie każdy wolałby mieć koty, które się lubi u swojego boku. Dodatkowo szylkretowa kocica zdecydowanie lepiej sprawdziła się w obozie jako pomoc córki Czaplej Nogi i osobiście starsza z kocic cieszyła się, że druga została. Wypadek z kociętami był stresujący, ale na szczęście wszystko skończyło się dobrze. I dzięki temu obie z uciekinierek miały nauczkę na przyszłość, aby się jednak słuchać starszych. Dobrze, że nie poczuły na własnej skórze, co by było, gdyby wojowniczki nie znalazły ich na czas. Malina wolała sobie nawet tego nie wyobrażać. Oczywiście przeprowadziła z nimi rozmowę, starając się im wytłumaczyć jak najlepiej, dlaczego nie wolno robić niektórych rzeczy, małe wydawały się zrozumieć, co była pomocnica medyka do nich mówi. Pytanie, czy rzeczywiście coś do nich dotarło, ale o tym przekonają się pewno już niedługo.
- Cieszę się, że mogłam pomóc - odpowiedziąła z szerszym uśmiechem, czując rozchodzące się po klatce piersiowej delikatne ciepło. Czuła się doceniona zarówno przez przyszłą przywódczynię, jak i inne koty, co było uczuciem, którego przez pewien okres w swoim życiu nie odczuwała. Jednak pomimo przeciwności losu ciężko pracowała dla klanu przez całe swoje życie, starała się trenować zarówno swoje ciało, jak i inne koty, by wyrośli na dumnych wojowników Klanu Gromu. Czy się udawało? W większości. Inna sprawa, że części podopiecznych Maliny już zwykle nie było z nimi, bo zmarli lub odeszli z klanu.
- Mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej - powiedziała po tym, jak wzięła głębszy wdech, rozkoszując się świeżym powietrzem, Takie polowanie na pewno dobrze jej zrobi. Oczyści umysł i nieco się odstresuje. Łowienie zwierzyny zawsze było w pewien sposób relaksujące, należało głównie myśleć, a reszta przychodziła sama. W pewnym momencie stało się to instynktowne. Malina miała wrażenie, że powoli dochodzą do momentu, w którym będą musiały się rozejść, by móc jak najskuteczniej złapać jak najwięcej zwierzyny, którą mógłby się karmić klan. Chyba że Cyprysowa Łuska będzie chciała inne sprawy poruszyć.

Cyprysowa Łuska - 2020-09-27, 21:22

Nie tylko Malinowe Chaszcze była zaskoczona wyborem Cierpkiej Jagody, Cyprysowa Łuska również. Mimo to nie zamierzała niepotrzebnie wszczynać awantur. Ufała Żubrzej Gwieździe co do wyboru kotów i chociaż nie pałała szczególną sympatią do...Dziwnie zachowującej się kocicy, tak znała umiejętności swojej mistrzyni. Gdyby Cierpka zrobiła coś głupiego, Żubr na pewno by się jej raz dwa pozbyła bądź też pokazała na co ją stać. Im dłużej myślała o tym dziwnym wyborze, tym lepiej go rozumiała, chociaż dalej był dla niej nieco oderwany. Mimo braku udziału w wyprawie po życia i tak odwaliła kawał dobrej roboty pilnując obozu wraz z Malinowymi Chaszczami, oferując starszej kocicy swoją pomoc, która nie została odtrącona. Jak się później okazało, był to po części przed-trening co do jej nowej rangi zastępcy. Patrząc jednak na córę Kwaśnego Pyska, akurat tego typu treningu potrzebowała najmniej. Na szczery uśmiech kocicy, młodsza zareagowała jedynie skinieniem głowy, nie wiedząc co innego mogła zrobić, albo co też mogłaby powiedzieć. Wyznawała zasadę, żeby nie marnować śliny na niepotrzebne, puste słowa. Gdy była młodsza praktycznie w ogóle się nie odzywała, chyba, że ktoś faktycznie wyprowadził ją z równowagi. Z wiekiem jednak coraz trudniej szło jej trzymanie języka za zębami w zwykłych, prostych konwersacjach. Chociaż mogła się pochwalić lepszym opanowaniem i uspokojeniem butnego charakteru. Myślała jasno i racjonalnie. Przynajmniej w większości sytuacji, które nie dotykały jej bezpośrednio w kwestii emocjonalnej. Tu...Niestety nie wiedziała jak sobie poradzić i chłodna dedukcja nie działała poprawnie; działa więc tym co znała najlepiej - złością. Długo szła w ciszy, aż do momentu następnej wypowiedzi Malinowych Chaszczy i jej głośnego w uszach zielonookiej wciągnięcia powietrza. Kocura poruszyła lekko zaokrąglonymi uszami i zerknęła kątem oka w stronę towarzyszki, a końcówka jej ogona drgnęła nieznacznie.
- Ja też. - rzuciła twardo i zdecydowanie, po czym wypuściła świszcząco powietrze przez nozdrza, rozglądając się wokół, jakby w poszukiwaniu idealnej trasy do odejścia by zapolować, bo i ona czuła, że nadszedł na to czas; w końcu podziękowała za pomoc, co jeszcze miała mówić? - Żubrza Gwiazda się nieco uspokoiła. - mruknęła cicho pod nosem, jakby do siebie, a jej nieco nastroszona sierść odrobinę się wygładziła. Nadal z tyłu głowy miała ich ostatnią rozmowę po której sytuacja wróciła do normy. Obie odkryły przed sobą naprawdę...wiele i srebrzysto-miodowa była dobrej myśli, że tak jak jest teraz zostanie jeszcze na długo.

Malinowe Chaszcze - 2020-10-03, 16:09

Malinowe Chaszcze była wdzięczna za pomoc, jakiej udzieliła jej Cyprysowa Łuska podczas nieobecności przywódczyni na wyprawie. Może nie było to zbyt długo, jednak było to wydarzenie dość obciążające, gdzie niebieska kocica zdecydowanie wolała pracować nad młodymi kotami, by te w przyszłości mogły osiągnąć dużo więcej, niż osiągnęła ona. Nie była najwidoczniej stworzona do wielkich rzeczy i Gwiezdni jej to nie raz pokazywali, jednak Malina wierzyła, że każda ich decyzja miała sens i była teraz kim, kim naprawdę powinna być od zawsze. Wojowniczką z ogromnym bagażem doświadczeń, gotową wspomóc swój klan z całych swoich sił. Cieszyła się również, że to szylkretowa kocica stąpająca u jej boku została zastępczynią, Klan Gromu nie mógłby mieć nikogo lepszego na to stanowisko. Na mruknięcie młodszej kocicy skierowała na nią wzrok, patrząc kątem oka, nie będąc w stanie wyłapać wszystkich słów. Zrozumiała jedynie tyle, że chodzi o Żubrzą Gwiazdę. Och? Czyli to była ta tajemnicza przyjaciółka? Jeśli tak, obserwacje Maliny zdawały się mieć sens. Mógłby być to tylko jedynie zbieg okoliczności, chociaż córka Czaplej Nogi niezbyt w to wierzyła. W końcu doszli na odpowiednie miejsce, po którym złotooka się rozejrzała i skierowała pysk z lekkim uśmiechem na zastępczynię.
- Myślę, że będzie to dobre miejsce do polowania. Oby Gwiezdny Klan zesłał ci dużo zwierzyny pod łapy - powiedziała, kiwając jej głową, po czym odeszła na pewną odległość, by sobie nawzajem nie przeszkadzały. Miała nadzieję, że dzisiejszego dnia będzie mieć więcej szczęścia na łowach, bo ostatnio odnajdywała coraz mniej zwierzyny, a jeśli już była, to raczej szczupła niż grubsza. I pomimo że lepiej smakowały, tak nie nasycały tak mocno, jak potężniejsze sztuki.

zt

Cyprysowa Łuska - 2020-10-04, 21:53

Tajemnicza przyjaciółka. Cóż, gdyby tylko Malinowe Chaszcze dokładnie wiedziała co też działo się we wnętrzach dwóch kotek, na pewno użyłaby tu innego sformułowania, jednak na ten moment i stanu jej wiedzy - ów określenie pasowało wręcz idealnie. Teraz gdy Żubr została przywódcą, a Cyprys jej zastępcą, miały możliwość bycia nieco bliżej, tym bardziej, że teraz na ich barkach spoczywał cały klan. Gdzieś z tyłu głowy kocica czuła swojego rodzaju ulgę, że zdążyły się pogodzić przed śmiercią Trzmielej Gwiazdy; i już nawet nie chodziło tu o to, że w innym wypadku mogłaby nie dostać rangi, a o to, że gdyby ją nawet dostała - byłoby jej trudno rozmawiać z kotką, z którą była skłócona. A tak? Chociaż sobie coś wyjaśniły luzując na jakiś czas atmosferę do kolejnego spięcia. To było jednak przeszłością, a sama zielonooka nie zamierzała ciągle i ciągle tego wspominać. Cieszyła się zaistniałą sytuacją i stawiała czoła możliwie następnym problemom, a takim najświeższym była nowa ranga. Była zaskoczona i zdezorientowana, ale i...Trochę zadowolona. Było to ukoronowanie jej starań i pięcia się w hierarchii klanu. Od samego początku pracowała za dwóch, a psychicznie dojrzała naprawdę szybko za sprawą surowego wychowania ojca. Na samym początku zaskarbiła sobie zaufanie i przychylność Trzmiela, a później Żubr, która prowadziła jej trening. I tak powoli budowała sobie opinie i respekt, a wybranie jej na zastępczynię i przyszłą gwiazdę było tego ukoronowaniem. Była tylko lekko rozdarta; czy nie zadziało się to zbyt szybko? Czy kocica wybrała dobrze? Szczerze, poza nią były może jeszcze dwa koty nadające się na stołek w tym jej brat, który najlepiej nie przyjął wyboru.
- Mhm, zdecydowanie. - przytaknęła krótko, a końcówka jej ogona drgnęła nieznacznie, gdy wróciła spojrzeniem na siwą mordkę swojej rozmówczyni. Aż dziw, że jednak się do siebie przekonały; a wystarczyło tylko nie dać jej umrzeć i proszę - jednak pisane było jej coś więcej niż bycie zagryzionym przez szczury. - I tobie udanych łowów, Malinowe Chaszcze. Uważaj na siebie. - po tych słowach skinęła kocicy łbem przymykając na moment ślepia w geście przyjaznego pożegnania i...troski, po czym oddaliła się w swoją stronę zaczynając polowanie.

[zt]

Wężowy Błysk - 2021-01-18, 14:21

Co za zwykły i niespecjalny dzień! Zupełnie jak ta zwykła, niespecjalna i nudna okolica. Co Węża sprowadziło tutaj, w tę chłodną porę roku? Sam nie wiedział. Z dwojga złego wolał chodzić po brzydkich miejscach, niż siedzieć w średnim nastroju w obozie. Tu miał przynajmniej pewność, że nikomu nie będzie zawadzał swoją osobą.
Okolica w istocie o tej porze roku nie zachwycała. Nie było tu ani ładnej woni, ani specjalnie nie dało się na nic popatrzeć. Łyse poletko pokryte niczym konkretnym było więc faktycznie jedynie odskocznią od stresującego Klanowego życia. Doszedł do tego miejsca i tak przypadkiem, bo gdyby miał wybierać jakąś konkretną miejscówkę - najpewniej poszedłby szukać Ptasznika, albo chociażby gdzieś połaziłby po granicach... Tu trafił tak o. Nie narzekał w każdym bądź razie, dobrze znać całą okolicę w której się żyje. Akurat miał zamiar przysiąść, gdy jego uszy usłyszały drobny szelest. Oho.
Odwrócił łeb niemal od razu. Był spokojny - jego wyraz pysku nie zdradzał żadnych emocji. Wyuczył się tego, by być neutralnym na każdą sytuację, a emocje pokazywać dopiero wśród bliskich mu kotów. Po momencie szukania skąd dźwięk dochodzi, dostrzegł w końcu... ughhh, Tygrys. Skrzywił lekko nos. Nadal pamiętał ich ostatnią sprzeczkę i ni myślał o tym, by teraz po tym czasie nagle ulec jej czy coś.
- Śledzisz mnie? - rzucił chrypliwym, już chyba typowym dla siebie tonem głosu. Skończył piszczeć, zaczął brzmieć jakby coś wyżarło mu płuca. Przynajmniej miał głos jak dorosły! Na pytaniu poprzestał. Wzrok wbił w postać znajomej, jakby samo patrzenie miało rzucić mu odpowiedź. Nie był już zły... tak jakby. Po prostu nie chciał skończyć kolejnego spotkania na kłótni. Miał dość problemów na głowie.

//Tygrysi Skok :>.<:

Tygrysi Skok - 2021-01-18, 20:21

Co Tygrysi Skok robiła cały dzień? Otóż spędziła go na samotnym patrolu granic terytorium swojego klanu. Nie miała nastroju na rozmowy i spotkania z kimkolwiek z Gromu. Nic się jej nie chciało, byla zniechęcona i znudzona swoim żywotem poniekąd też zawiedzona swoim życiem jakie przyszło jej wieść.
Jak na złość trafiła na Głośnego z którym wolałaby się nie spotykać. Nie mogła jednak wiedzieć ze w drodze powrotnej do obozu trafi wlasnie na niego.
- Ja... już sobie idę. - spuściła wzrok nie mogąc wytrzymać kontaktu wzrokowego, odwróciła się w przeciwnym kierunku z posępną miną i zrobiła kilka kroków. Nie chciała psuć humoru kocurkowi a już na pewno nie chciała kolejnej awantury o nic.

Wężowy Błysk - 2021-01-18, 20:31

Prychnął cicho na tę… wymówkę. Tak, zdecydowanie - mógł to nazwać wymówką! Nie odpowiedziała mu nic, więc musiała za nim iść i gdyby jej nie usłyszał, pewnie dalej by za nim łaziła. A to, jak się teraz zachowywała wcale nie dawało mu powodu ani do radości, ani do żalu. Wzbudzała w nim sporo negatywnych emocji ale poza gardłowym pomrukiem nie zrobił nic więcej.
- Jak masz zamiar za mną chodzić, naucz się skradać. Wojownik już powinien to umieć, prawda? - rzucił obojętnie. Jak chce sobie pójść, niech idzie. Nie będzie jej trzymał, ale też nie będzie prowadził rozmowy tak, by się pogodzili. Jeśli ktoś ma wyjść z inicjatywą, musi to być ona. Wąż wolał albo zachowywać się neutralnie, albo czekać na cud. - Bo zaraz ciebie zeżre faktycznie jakiś kundel.
Dorzucił zgryźliwie. Trzepnął lekko ogonem. Kłótnia to też jakiś rodzaj szukania porozumienia… Prawda? Raczej tak. Chociaż kłótnią nie nazwałby tego. Zwykłe przegadywanki. Ona i tak zdawała się płaszczyć, więc czemu miałby się nie bawić kosztem tego zachowania? Nie lubił takich kotów. Potrzebował być w towarzystwie pełnym siebie. To jak zachowywała się teraz dawało mu poczucie tego, że rzekomo on jej coś zrobił - a tak nie było.
To, że było jej ciężko schodziło u Węża obecnie na bok. Chyba każdemu było ciężko. Cyprys, Karaczan, Nawałnica… on sam! Nie było kota, któremu było łatwo. A po ostatniej akcji, nie był nawet przekonany czy chce się przejmować tym jak ona się czuje. Nie miał za złe, ale spadła do rangi zwykłego znajomego - takiego, jakim się na co dzień nikt nie przejmuje.
- Na zadane pytania się odpowiada. Jeśli za mną już lazłaś, mogłaś zagadać. Jak dorosły kot, a nie robić podchody jak kociak - trzepnął ogonem, nie spuszczając z niej wzroku. Pasywno-agresywny Wąż był… cóż, tak samo bezpieczny jak w każdym innym humorze. Niemniej, kiedy na co dzień był raczej wesoły i gadatliwy, a teraz stał cały napięty ze wzrokiem skupionym na jednym punkcie i sykał coś pod nosem, dawało to zapewne niezbyt przyjemny efekt. Dmuchnął nosem, tworząc małą chmurkę pary przed sobą. - Nawet nie wiesz, jak to irytuje. Jeśli szukałaś zaczepki, by znów się kłócić - mam czyste konto. Zero wizyt na granicach i poza, zero kontaktów z innymi, nie polowałem nawet.
Dodał szybko, chcąc z góry oczyścić się z zarzutów. Jak miał ją inaczej widzieć tak szczerze? Niestety, kojarzył ją w tej chwili z jednym - nie ważne jak bardzo by próbował myśleć o niej pozytywnie, czuł że się nie da. Straciła póki co ten swój urok.
- A jak byłaś na patrolu, przypominam o słowach Żubr. Odradza wychodzenia ze względu na psa - rzucił ostrzej. On do granicy nie doszedł, więc był bezpieczny i nie postawił się w złym świetle. To przypomnienie jej nie miało być niczym złym, raczej zrobił to ze swego rodzaju troski. Swego rodzaju, bo po co miałby się troszczyć?! Pff! Po tym zamilkł w każdym bądź razie. Zagadał, teraz ona miała pole do popisu. Powodzenia Tygrys, może teraz nie dojdzie do wojny.

Tygrysi Skok - 2021-01-23, 14:34

Naprawdę nie rozumiała zachowania Głośnego. Czy naprawdę nie widział, że nie śledziła go celowo, a ich spotkanie to czysty przypadek? Wkurzyła się, obróciła w jego stronę i podeszła. W środku aż się gotowała i miała ochotę zdzielić go łapą w pysk. Frustracja i jej ogólny stan był przytłaczający nawet dla niej samej, a teraz dodatkowo dolano oliwy do ognia. Nie uważała, że jest za cokolwiek winny, skąd wysuwał więc taką opinię nie miała zielonego pojęcia.
- Do ch**ery jasnej! Śledzenie cię byłoby ostatnią rzeczą jakiej bym chciała. Możesz wreszcie przestać uważać siebie za pępek lasu? Widocznie tobie nie potrzeba nawet odpowiedzi, bo wnioski wyciągasz sam i to w zawrotnym tempie. I kto teraz zachowuje się jak kociak? - burknęła, miała dość ciągłych zarzutów i niemiłej wymiany zdań, Wąż nic nie rozumiał, a oceniał ją z góry.
- Odczep się wreszcie ode mnie i zajmij sobą. - syknęła, strosząc sierść na karku.

Wężowy Błysk - 2021-01-23, 14:45

Jej reakcja absolutnie go nie poruszyła. Jakby go tknęła, na miejscu by jej odgryzł uszy i kazał je zeżreć. I on ma swoją cierpliwość, a do niej stracił tych parę księżyców temu, kiedy pierwszy raz zachowała się jak nie wiadomo kto.
- Widać nie wyrośniesz ze swojego zachowania - odparł cicho, spokojnym tonem głosu. Nie przejmował się nią. Była dla niego coraz bardziej nikim. Nie bał się być wobec niej bezczelnie szczerym, wręcz brutalnym. Nie każdy zasługiwał na szacunek. Tygrys zdecydowanie nie, póki się nie nauczy zachowywać. - Jedyne co potrafisz robić to drzeć ten pysk. Zero wyjaśnień? Nic? I czemu miałbym ci wierzyć, że nie łazisz za mną? Bo znowu, jedyne co potrafisz zrobić to zacząć drzeć się?
Machnął lekko ogonem.
- Śmiem przypomnieć, że to właśnie ja się od ciebie odczepiłem tych parę księżyców temu, gdy zaczęłaś obskakiwać mnie "złym humorem" - zmrużył lekko oczy, brwi uniósł do góry. Zapomniała już tego? Starzeje się, nie ma co. - I ja, pępkiem lasu? Skąd. Nawet nie miałbym zamiaru takim być, jednak miło wiedzieć że mnie uważasz za kogoś tak ważnego. Gdybyś jeszcze zachowywała się jak kiedyś.
Skrzywił nos, odsuwając się na bok. Najwidoczniej oboje mieli siebie dość. Trudno, najwidoczniej tyle było z ich znajomości i już się nigdy nie pogodzą, bo prędzej oboje się pozagryzają.
- Chyba, że twoja cierpliwość się kończy tam, gdzie nie ty jesteś panią i władcą wszystkiego? Bo wiesz, że żaden kociak ci nie podskoczy. To by miało sens - burknął. To był zarzut, owszem - ale bardziej w stylu tego, że czuł się po prostu wykorzystany przez "nieszczerą znajomość". Skoro kiedyś go lubiła tylko dlatego, że był jej posłuszny, równie dobrze mogła go zawsze nienawidzić.

Tygrysi Skok - 2021-01-23, 15:05

I to, że niby ona zachowywała się jak młódka? Spoko, skoro tak uważał miała to definitywnie głęboko gdzieś, nigdy nie będzie się przejmowała tym co mówią i myślą o niej inne koty z klanu. Pokręciłą tylko z rezygnacją głową raz w jedną potem w drugą stronę. Dlaczego nie potrafił zrozumieć, że jej gorszy humor i nastrój nie wynikało z tego, że go nie lubiła czy tam nienawidziła? Miała swoje powody do takiego, a nie innego życia w aktualnym momencie i nie potrafiła zrozumieć problemy jaki miał z tym Głośny. Tygrysi Skok nadal bardzo go lubiła mimo iż oriental zdawał się nią gardzić i mieć w nosie. Fakt często ostatnio krzyczała, ale taka już jej natura każdemu zdarzają się gorsze momenty i pokazuje się tę stronę, która komuś nie pasuje.
- To się nazywa zostawienie przyjaciela samemu sobie. Nie zamierzam robić ci wyrzutów, bo miałeś prawo tak zareagować, ale nie jestem w stanie pojąć tego, że masz do mnie problem totalnie o nic. To ty się zmieniasz, a nie ja. - odpowiedziała, przedstawiając przy okazji swój punkt widzenia.
Czy się zmieniła? A skądże wciąż była tą samą kotką co kiedyś, no może bardziej wydoroślała i spoważniała, ale nadal była Tygrzykową Łapą jaką poznał Głośny na naukach, a później na spacerach i innych wypadach.
- Nie wiem kiedy stworzyłam takie wrażenie... naprawdę nie mam pojęcia. Nigdy tak nie było, ale jeśli tak chcesz myśleć nie zamierzam cię poprawiać. - wzruszyła ramionami i machnęła energiczniej ogonkiem.

Wężowy Błysk - 2021-01-23, 15:25

Wreszcie, zaczęła coś mówić. Jeden jedyny raz od nie wiadomo kiedy, gdzie Wąż nie musiał się domyślać odpowiedzi od niej. Gdyby nie usłyszał nic lub znowu "nie wiem" - jak miała mu niegdyś odpowiadać - chyba zrobiłby fikołka na głowę.
- Zaczęłaś się na mnie drzeć na moment po tym, kiedy pomogłem ci wyjść z dziury. Kiedy chciałem ci pomóc wejść na kłodę, żebyś mogła odpocząć. Mieliśmy wtedy umowę, że w razie czego mamy sobie od razu wszystko mówić. Ty ani nic nie powiedziałaś, ani nie raczyłaś normalnie przedstawić sprawy. Oszukałaś mnie, znieważyłaś i obarczyłaś winą. Nadal to robisz - posłał jej wrogie spojrzenie. Był słowny, jak chyba mało kto. Każdą umowę i obietnicę traktował z taką wagą, jakby od tego miało zależeć jego życie. Kiedy ktokolwiek go oszukiwał - lub Wąż miał wrażenie, że ktoś to robi - wymagał wyjaśnień. I przeprosin. - Owszem, masz prawo reagować jak chcesz, ale skoro tak gloryfikujesz przyjaźń, powinnaś rozmawiać z kimś kogo za przyjaciela uważasz. Nie wyrzucać mu brudów i sprawiać, że się czuje źle. Czy przyjaźń w twoim świecie opiera się na dobrym samopoczuciu jednego kota?
Dmuchnął nosem, posyłając jej spojrzenie. Przedstawił teraz on ze swojej strony sytuację, wyjaśnił jak się czuł - i jak się czuje nadal - liczył na więcej wyjaśnień.
- Nie mam do ciebie problemu. Po prostu nie chcę cierpieć znowu. Nie przepadam za bólem - to dodał z powagą w głosie. Najnormalniej w świecie unikał jej, żeby się z nią nie kłócić ciągle. Od jakiegoś czasu między nimi nie było innej drogi porozumienia niż taka.
Na następne zmarszczył brwi. Czy ona naprawdę jest taka ślepa?
- Do momentu kiedy grzecznie przy tobie siedziałem i robiłem co ci się podoba było idealnie. Kiedy pierwszy raz sprzeciwiłem się, postanowiłaś się ze mną pokłócić. Ilekroć robię coś inaczej niż jak ty uważasz za słuszne, nie podejmujesz nawet prób rozmowy. Atakujesz - nadal się jej przyglądał. Nie zmieniał tonu głosu, cały czas był tak samo ściszony, zagłuszany chrypką. - Tygrys, czy ty w ogóle kiedykolwiek myślałaś nad tym, że kogoś możesz krzywdzić cały czas tylko krzycząc? Nie jestem ekspertem, ale mało kto lubi takie zachowanie. Jednych to płoszy, innych złości.
Dodał w końcu. Trzepnął lekko uchem. Póki ona zeszła z tonu, mogli rozmawiać. Wymiana argumentów może wreszcie ich pogodzi. Lub chociaż pozostaną neutralni.

Tygrysi Skok - 2021-01-23, 16:06

W takim razie musieli się totalnie nie dogadywać, bo z tego co usłyszała wynikało dokładnie, że Wąż wcale jej wtedy nie zrozumiał albo ona nie wyraziła się w odpowiedni sposób. Wreszcie dostrzegłą w tym wszystkim problem jakim było niedomówienie i niesprecyzowanie przekazywanych informacji. Nadal wszystko było dla niej męczące nużące i irytujące, ale coś musiała zrobić, bo zależało jej na relacji z kocurkiem.
- Tak masz rację, wszystko to moja wina, tylko i wyłącznie. Tak wygląda przyjaźń twoim zdaniem? Popełniasz to samo co zarzucasz mi, gratuluję. Hipokryzja. - westchnęła i zarechotała pod nosem.
Dla niej było to oczywiste, że uznawał ją za winną i myślał, że ona również uznaje go. Był jednak w takim razie w błędzie. Ona uważała, że problem leży w nich obojgu, a nie po którejś stronie, ale ze względu na ... ahhhh

Wężowy Błysk - 2021-01-23, 16:24

Skrzywił się na jej słowa. Przedstawił jej sytuację jaka miała miejsce, dokładnie to co się działo i jak się czuł i już - już przepraszała, ale musiała zejść w dość nieprzyjemnym kierunku, aż w końcu nie rzuciła tego magicznego słowa.
- Nigdy nie powiedziałem, że ja jestem bez winy - warknął oschle, posyłając jej spojrzenie spod ściągniętych ze sobą brwi. Też coś, to że stara się zauważyć że ona go skrzywdziła na moment po tym jak jej pomagał nie oznacza, że jest święty. Chociaż w istocie, w swoim zachowaniu widział mniej złego, niż w jej. On jedynie powiedział jej za dużo na odchodnym, po tym jak ona go okrzyczała. Innymi słowy, zareagował tak przez nią... Ale owszem, zareagował źle. - I nie zmienia to faktu, że czuję się jak się czuję. Tygrys, zachowałaś się wtedy niewłaściwie. Po kłótni o Kodeks nie wiedziałem co o tobie sądzić, ani co ty myślisz o mnie. Po akcji na niczyich chyba tym bardziej nic o tobie nie wiem. Może nigdy nie zauważyłem jaka jesteś, skoro twierdzisz że się nie zmieniłaś. I może ty nigdy nie znałaś mnie.
Odparł ciężko, wciąż utrzymując na niej spojrzenie. To było prawdopodobne. Ona zafascynowana mądrym uczniem, on po prostu patrzący na świat jako kociak i... tyle. Nie było co się tu doszukiwać nic innego. Niemniej, Wąż na pewno od czasu kiedy się z nią uczył zmienił się bardzo. Spoważniał, zaczął patrzeć na świat bardziej realistycznie i po prostu czuł się jak śmieć. Nic dziwnego, że nie był skoczny i nie usiłował wypatrzeć w każdym niczego dobrego. Może się to jeszcze kiedyś zmieni, ale póki co chyba nie było takiej opcji. Za dużo złego się działo na każdym kroku, żeby próbować być optymistą.
- I co teraz? - trzepnął ogonem. Dobre pytanie, bo szczerze nie wiedział co teraz zrobić ani co powiedzieć. Na pewno usłyszy "nie wiem", ale cóż... mógł liczyć na coś innego!

Tygrysi Skok - 2021-01-23, 16:40

Stopień nieciekawości sytuacji zaczynał wychodzić mocno poza skalę i Tygrysi Skok odczuwała coraz większy dyskomfort i zażenowanie. Nie doszli do niczego sensownego, ale nawet stało się coś gorszego kotka przestała się przejmować tą sprawą. Trudno było minęło żyje się dalej, a bez Głośnego nadal będzie żywa. Potrzebowała czasu na ułożenie sobie w głowie tego całego chaosu i bałaganu. Blisko było jej stanowi depresyjnemu. Nie miała na nic ochoty, czasu, motywacji, chciała płakać krzyczeć i nie żyć.
- Co teraz? To chyba oczywiste skoro tak bardzo źle mi w moim towarzystwie to chyba znak od Gwiezdnych, że nie powinniśmy się spotykać, rozmawiać... - ciężko było jej to powiedzieć, głos jej drgał, a w gardle czuła nieprzyjemny ucisk.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group