To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Rzeki - Piaszczysta Mielizna - zachód

Wysoka Fala - 2019-05-23, 17:01

Przyszła na szczęście również pomoc, która mocno odciążyła walczących. Szkoda jedynie, że borsuk ponownie zdecydował się na zaatakowanie Łososiowej Łuski, który i tak byl już mocno poraniony. Przełknęła ślinę przez zaciśnięte gardło, gdy znowu musiała obejść się bez zadania żadnych obrażeń, gdy kolejny raz kończyna umknęła jej spod pyska, jednak nie zamierzała się poddawać. W końcu się uda, prawda? Szczególnie, że przybycie Ognistopręgiej bardzo dużo pomogło. Zdecydowała się ponownie przypuścić atak na tylną kończynę, tym razem próbując wycelować łapą uzbrojoną w pazury w staw tak, aby utrudnić drapieżnikowi poruszanie się. Gdy nie będzie mógł równo rozłożyć ciężaru ciała to nie będzie w stanie móc wycelować kolejnego potężnego ciosu. Zawsze będą one nieco słabsze... Chociaż Wysoka bardzo żałowała, że ciosy dopadły medyka, jedną z najważniejszych osób w klanie. Dlaczego borsuk nie mógł skupić się na niej, a cały czas atakował burego? To ona nie mogła nic zrobić, powinna chociaż robić za osłone kogoś, kto by mógł zadać drapieżnikowi jakiekolwiek rany.
Zamglony Świt - 2019-05-25, 15:12

Dotknęłam nosem ucha Trutka, aby dodać mu otuchy - wstawaj - powiedziałam i razem z nim podniosłam się z ziemi. Ruszyłam w stronę obozu odwracając głowę - aby nie okazało się, że prowadzimy borsuka prosto pod łapy innych klanowiczów i trzymając mech, żeby nam nie braciszek nie umarł. Nie mogłam pozbyć się myśli, że to moja wina. Miałam nadzieje, że nikomu nic większego się nie stanie i wszyscy wyjdą z tego cało. Tylko, aby Borsuk nie uznał nas za świetny cel - pomyślałam.
Powoli odchodziliśmy z miejsca walki i wkroczyliśmy do obozu szybko kierując się do legowiska medyka - Księżycowy Pyle! - miauknęłam wchodząc do środka mając u boku rannego Trutka.

//zt

Czarny Bez - 2019-05-27, 16:57

To było takie... takie niecodzienne. Nie dla niego. Był cały spięty, a każdy ruch był czystą improwizacją i niezbyt przemyślany. Było widać, że kieruje nim czyste przerażenie... a jednak nie uciekał, pozostawał tu i próbował walczyć, nawet jak jego ataki były takie... żałosne.
Jak oczy wojownika wyłapały, że borsuk znów dorwał Łososiową Łuskę, ponowił atak na pysk borsuka. Pazurami celował w oko. Najlepiej jakby udałoby mu się oślepić, bądź też utrudnić borsukowi widoczność. Chciał teraz tylko by ta bestia wypuściła medyka bo... bo przecież medyk jest potrzebny. A jeden wojownik w te, czy wewte nikomu różnicy nie zrobi... więc ruch Beza miał odwrócić uwagę drapieżnika, by Łosoś mógł się wyswobodzić z jego szczęk i najlepiej oddalić...

Łaciate Futerko - 2019-05-28, 01:41

Atak Łososiowej Łuski - nieudany :( → przerzut → 150% 「krytyczny!」 → 「(17 + 12) - (13 + 5)」*1½ = 17
Atak Wysokiej Fali - 100% 「udany」 → (12 + 5) - (7 + 5) = 5
Atak Czarnego Bzu - 150% 「krytyczny!」 → 「(13 + 12) - (13 + 5)」*1½ = 11
Atak Ognistopręgiej - 150% 「krytyczny!」 → 「(13 + 19) - (9 + 5)」*1½ = 27

A więc tak: Łososiowa Łuska zasadził potężnego kopa borsukowi, przez co ten na parę uderzeń serca nie mógł oddychać i dzięki temu medyk znów był wolny. Sytuacja ta była korzystna dla Wysokiej Fali, która w końcu trafiła borsuka i przejechała zębami po jego tylnej łapie, jednak wyrwała mu jedynie parę włosków, nic więcej. Drapieżnik jednak była na tyle osłabiony, że nie miał siły by się bronić, zatem zarówno Czarny Bez, jak i Ognistopręga wykonali ataki tak, jak planowali (choć Czarny bez o mało nie wpadł na buro-białego kocura, który był dość blisko pyska borsuka) i czarno-biała bestia padła. Jedna mniej. Pozostaje jeszcze kwestia poprzedniego borsuka, którego widziała wcześniej Zamglony Świt. Oby nie pokazał się szybko.


Łososiowa Łuska lvl: 6 | S: 12(16) | Zr: 8(13) | Sz: 2(5) | Zm: 19 | HP: 23-3-1-3=16/85 | W: 59-4=55/65
○ przerzuty 2/5
○ statystyki obniżone o 1/4 z powodu spadku HP o połowę
○ od następnej turystatystyki obniżone do 1/2 z powodu spadku HP do 1/4
• rana 3. stopnia: odgryziony prawy nadgarstek, krwawi (-3HP aż do końca walki i po -1HP do zatamowania przez Medyka) [-2Zr i Sz]
• rana 2. stopnia: głębszy ślad po zębach na szyi, krwawi (-2HP aż do końca walki)

Wysoka Fala lvl: 4 | S: 5 | Zr: 13 | Sz: 12 | Zm: 9 | HP: 70 | W: 56-3=53/60
○ przerzuty 0/3

Czarny Bez lvl: 4 | S: 12 | Zr: 11 | Sz: 8 | Zm: 8 | HP: 80 | W: 47-3=44/50
○ przerzuty 0/3

Ognistopręga lvl: 7 | S: 19 | Zr: 14 | Sz: 12 | Zm: 12 | HP: 70 | W: 86-4=82/90
○ przerzuty 0/6

Borsuk S: 19(25)| Zr: 5(12) | Sz: 2(7) | HP: 26-17-5-11-27-1-3-3=
ŚMIERĆ | W: 49/60
○ Zr i Sz obniżone z powodu walki 1:4
○ od następnej tury statystyki obniżone o 1/4 z powodu spadku HP o połowę
• rana 1. stopnia: płytki ślady pazurów przy nasadzie żuchwy, krwawi (-1HP do końca walki)
• rana 2. stopnia: głębsze ugryzienie na nosie, krwawi (w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki)
• rana 2. stopnia: głębszy ślad po pazurach na grzbiecie, krwawi (w pierwszej kolejce 3HP, w kolejnych po 2HP aż do końca walki)

+5exp dla Trującej Łapy
+5exp dla Fiołkowej Łapy
+25exp dla Łososiowej Łuski
+5exp dla Ognistopręgiej
+15exp dla Wysokiej Fali
+10exp dla Czarnego Bzu

Rzuty na infekcję:

2-5 – brak infekcji; 1, 6 – infekcja

Łosoś: rana 2 stopnia - 2 - brak infekcji
rana 3 stopnia - 1 - infekcja

Trująca Łapa:
rana 3 stopnia - 3 - brak infekcji

idk, jak coś to pisać pw |D



Łososiowa Łuska - 2019-05-29, 00:48

Charknął, gdy krew zmieszana ze śliną znów zabulgotała mu w gardle, a gdy tylko poczuł, że nacisk szczęk borsuka na jego szyję zelżał rozwarł szeroko swoje własne, by łapczywie nabrać haust świeżego powietrza które wypełniło jego płuca i był niemalże pewien, że czuł jego chłód w każdym pojedynczym oskrzeliku. Gwiezdny Klan miał go w opiece, nie pozwolił, by dziś był było dniem w którym dokona żywota. Obrócił się z grzbietu na brzuch, jednak nie był w stanie się podnieść; głośny warkot pomieszany z jękiem bólu wyrwał się z jego gardła gdy tylko zorientował się, że krwawa miazga u jego łapy, która wciąż sprawiała, że piach i skąpa roślinność Piaszczystej Mielizny zakwitały jak róża z posoki nie była zmażdżonymi kośćmi, a całkowicie oderwaną dłonią; z rozszarpanego, okrwawionego kikuta wyzierały ostre krawędzie jego własnych kości, na co jego żołądek ostatecznie się poddał i w spazmatycznym skurczu szarpnął ciałem medyka, który głupiejąc już z niewyobrażalnego bólu nie zdołał powstrzymać odruchu wymiotnego i pozwolił, by skąpa treść jego żołądka wymieszana z lepką śliną i krwią rozlała się pomiędzy jego przednimi łapami - teraz już obiema całkowicie bezużytecznymi i niesprawnymi. Zadrżał, wciąż targany przerażającym bólem który niemalże odbierał mu rozum; czuł się jak postrzelone dzikie zwierzę, którego jedynym wrzeszczącym instynktem było przetrwanie i jak najmocniejsze wczepienie się w wolę walki i życia pazurami, byleby nie spaść i nie poddać się, oddając ostatnie tchnienie.
Zacisnął szczęki zdając sobie sprawę, że nie był w stanie samodzielnie wrócić do obozu; rozbiegane myśli tworzyły chaotyczne zlepki słów i jednorazowych pomysłów, z których żaden nie był w najmniejszym stopniu świadomy czy minimalnie rozumny. Nie zrozumie oszalałego z bólu i przejmującego żalu medyka nikt, kto nie stracił w jednej chwili całej siły na to, by żyć, komu los nie odebrał wszystkiego, na co pracował całe życie czyniąc z niego niedołężną kalekę, gdy było przed nim jeszcze tak dużo życia. Spiął mięśnie w próbie podniesienia w pierwszej kolejności swojego zadu, jednak gdy tylko spróbował dźwignąć się na swojej niesprawnej, lewej łapie cała jego obręcz barkowa zadygotała jak niestabilna konstrukcja, a medyk musiał balansować ogonem i stać w sporym rozkroku mocno uginając tylne łapy przenosząc na nie prawie cały ciężar ciała by w ogóle był w stanie się utrzymać w pozycji prawie stojącej. Uchylił pysk dysząc ciężko ze zmęczenia i bólu, od którego ciemniało mu przed oczami; zdawało mu się że patrzył na koty, które również walczyły z borsukiem jednak równie dobrze mógł patrzeć w zupełnie innym kierunku, miał wrażenie że nie docierają do niego żadne bodźce. Wyglądając jak rozszalałe dzikie zwierzę, okrwawiony, brudny i ze zjeżoną sierścią nie wyglądał jak ktoś, do kogo podejście było bezpieczne i sam czuł, że był w takim stanie, że całkowicie poza własną świadomością byłby w stanie się bronić aż do śmierci, nawet jeżeli zagrożenie już minęło, a jedyny dotyk jaki prawdopodobnie poczuje będzie należał do jego współklanowiczów, którzy podpierając go po bokach pomogą mu dotoczyć się do lecznicy i, daj Gwiezdny Klanie, nie porzucą gdzieś po drodze by się wykrwawił na śmierć.

Wysoka Fala - 2019-05-29, 08:55

Udało jej się smyrnąć łapę borsuka, jednak wiedziała, że sama nie bardzo przyczyniła się do zwycięstwa. Gdy drapieżnik padł nieżywy na ziemię, podniosła głowę i zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu najbardziej potrzebującej pomocy osoby. Widząc, w jakim stanie znajduje się klanowy medyk, zamarła na uderzenie serca, gdy jego niewidzący wzrok na chwilę spotkał się z pomarańczowymi ślepiami wojowniczki. Końcówka ogona drgnęła nerwowo, gdy Wysoka próbowała wziąć głębszy oddech w płuca, które odmawiały posłuszeństwa ze strachu. Jednak sumienie nie pozwalało córce Paprociowego Kwiatu zostawić burego kocura, dlatego w końcu jej mięśnie drgnęły, gdy postawiła przed siebie pierwszy krok. Następnie drugi, trzeci... A zaraz potem już biegła w kierunku najbardziej poszkodowanego kota że starcia, który przyjmował na siebie prawie wszystkie ataki borsuka. Na chwilę przed dotarciem do boku medyka zawahała się, nie będąc pewna, czy rzeczywiście chce znajdować się w takiej odległości od kota, który mierzył wszystkich rozszalałym spojrzeniem. Wzięła głębszy oddech, pomagający rudej zebrać się do kupy, po czym przywarła do boku burego od strony odgryzionej łapy, nie bacząc na to, że mogła splamić swoje futro krwią.
- P-Pomogę ci... - powiedziała tak cichym, jednocześnie tak przejętym i drżącym od emocji tonem, że prawdopodobnie nikt jej nie usłyszał, a jak już... To ciężko było rozpoznać słowa. Przełknęła ciężko ślinę, rozglądając się po pozostałych na Piaszczystej Mieliźnie kotach, wzrokiem szukając pomocy. Pomimo swoich szczerych chęci, nie była w stanie sama przetransportować Łososiowej Łuski do obozu. Jak nie była na tyle silna, żeby zrobić jakąkolwiek krzywdę borsukowi to nie będzie też na tyle silna, aby samodzielnie pomoc medykowi. Pomimo najszczerszych starań potomka Pierzastego Serca, nawet z pomocą wojowniczki nie byl w stanie się przemieszczać.

Ognistopręga - 2019-05-30, 23:32

Udało się. Potężny drapieżnik w końcu padł pod wpływem ciosów kolejnych Rzeczniaków. Gdy tylko Zastępczyni była pewna, że borsuk jest martwy, odwróciła się w stronę reszty kotów. Rannego terminatora już tu nie było - prawdopodobnie udało się go zaprowadzić do Medyka w czasie, w którym była skupiona na walce. Czarny Bez i Wysoka Fala wyglądali na całych i zdrowych, ale gdy bursztynowe oczy napotkały medyka, Zastępczyni poczuła nieprzyjemne zawirowania w żołądku. Łosoś była pozbawiona sporej części łapy. Tej zdrowej. Rudopręgowana wzięła głęboki wdech. Skup się. Jakkolwiek nie czuła się źle widząc kotkę w takim stanie, teraz musiała działać. Jednego drapieżnika może udało im się pokonać, ale byli teraz w bardzo niebezpiecznym położeniu - otwarta przestrzeń i zapach krwi...
Wysoka Fala nie miała szans w pojedynkę pomóc masywnemu kocurowi wrócić do Obozu. - Czarny Bzie, pomóż też Łososiowej Łusce. Idźcie do Obozu a jak tylko kogokolwiek napotkacie, niech poinformuje Księżycowy Pył co się wydarzyło. Ja muszę zakopać borsuka, a potem do was dołączę - zadecydowała. Starała się brzmieć pewnie - wiedziała, że to doda trochę otuchy współklanowiczom, którzy nie mogli się poddać i dopuścić do siebie tych wszystkich myśli, które pojawiały się w głowie po spojrzeniu na stan buro-białego. Ognik nie czuła się z tym dobrze: jakby nie wystarczył fakt, że ostatnio co chwilę widziała śmierć któregoś z Rzeczniaków, to musiała teraz widzieć, jak Medyk stał się kaleką... Zastępczyni zerkała na trójkę współklanowiczów, ale od razu wzięła się do roboty - to przynajmniej w pewnym stopniu pozwoliło zająć jej myśli. Zaczęła przysypywać spore truchło ziemią. Jako, że nie odniosła żadnych ran i nawet nie była zbyt zmęczona walką, szło jej to całkiem sprawnie. Cały czas jednak nie traciła czujności, starając się wychwycić każdy szmer i inny odgłos, który mógłby sugerować zbliżające się niebezpieczeństwo. Po skończonym zakopywaniu truchła planowała od razu udać się do Obozu i poinformować Czerwoną Gwiazdę oraz wszystkich innych o tym, co się wydarzyło.

/zt?

Łososiowa Łuska - 2019-06-07, 00:30

Dotyk ze strony Wysokiej Fali był jak ostry, elektryczny impuls który nagle uderzył w bok medyka, który drgnął mocno w odpowiedzi na ten bodziec. Zjeżona sierść uniosła się jeszcze bardziej, zwłaszcza że próba cofnięcia się poskutkowałaby upadkiem i był niemalże unieruchomiony przez własne kalectwo. Wysoka Fala coś mówiła, jednak słyszał i czuł jedynie szum, a słowa docierały do niego w zniekształconej formie. Rozpoznawał jednak współklanowicza, w całym tym szaleństwie dostrzegł sylwetkę kota i jego spokojne gesty, więc pomimo grzmiącego początkowo w jego gardle warkotu ostatecznie pozwolił na to, by zarówno ona, jak i Czarny Bez podparli go z obu stron. Zagryzając mocno szczęki i oddychając ciężko z bólu, jaki zdawał się rozdzierać całe jego ciało pozwolił się prowadzić do obozu, a ten, choć nie był daleko, był przecież za Grzmiącą Rzeką. Choć Trzcinowy Bród nie był o tej porze głęboki i nie sięgał im nawet do brzuchów, a Błotnista Wysepka skuta była przez suchość późnej pory młodych liści to wciąż było ryzykowne przedsięwzięcie i krew medyka zabarwiła leniwie płynącą przez bród wodę gdy kilkukrotnie opuścił łapę tak, by choćby dotknęła lustra wody. Choć nie było łatwo - trafił do obozu, a stamtąd mógł otrzymać pierwszą pomoc ze strony Księżycowego Pyłu.

zt mam błogosławieństwo od Bza, cmok

Mrok - 2019-06-28, 11:08

Polowanie. Coś co biała robią często, chociaż z kimś i dla klanu. Tym razem jednak polowała i dla klanu, lecz sama. Ruszyła w kierunku Piaszczystej Mielizny. Znała to miejsce z polowań, z terningu. Najpierw powąchała powietrze nosem, lecz narazie nic nie mogłą wyczuć. Cóż, przysiadała do pozycji łowieckiej. Brzuch nad ziemią aby nie szurał, ogon na równej linii z grzbietem, łapy ugięte, ustawienie pod wiatr. Chyba wszystko było na swoim miejscu. Dało się wyczuć zwietrzały zapach borsuka. Oby go nie spotkała. Szczególnie w pojedynkę.

//Mg

Zajęczy Sus - 2019-07-03, 20:55

Śnieżne Serce chyba miała halucynacje, jeżeli po upływie takiego czasu wciąż była w stanie wyczuć zapach borsuka w okolicy. Do jej nozdrzy mogła co najwyżej dolecieć dość świeża woń jakiegoś ptaka, a gdyby kocica się rozejrzała, uznałaby dwie długości drzewa dalej okazałego, kolorowego kaczora, który czyścił sobie pióra tuż przy brzegu.

Śnieżne Serce: S: 11 | Zr: 7 | Sz: 8 | Zm: 7 | HP: 60 | W: 60
» wykorzystane przerzuty: 0/2

Mrok - 2019-07-05, 08:06

Cóż, nietrzeba było długo czekać aby biała zauważyła kaczorka. Przyjęła pozycję łowiecką. Brzuch nad ziemią aby nie szurał, ogon na równej linii z grzbietem,łapy ugięte. Zaczekała na sprzyjający wiatr. Skradała się w gąszczu. Następnie zaczęła się skradać. Kiedy była już o długość lisa bliżej, wybiła się z tylnych łap, po czmy spróbowała trafić w brzuch przeciwnika.
Zajęczy Sus - 2019-07-05, 19:51

Wojowniczka chyba o czymś zapomniała… bowiem w pewnym momencie pod jej łapami trzasnęła donośnie gałązka, natychmiast alarmując kaczora o zbliżającym się zagrożeniu. Ptak szybko poderwał się do lotu, jednak po chwili wylądował ponownie, kolejne trzy, może nawet cztery długości drzewa dalej. Teraz jednak zachowywał większą czujność i rozglądał się bacznie po okolicy.

Śnieżne Serce: S: 11 | Zr: 7 | Sz: 8 | Zm: 7 | HP: 60 | W: 60-3=57/60
» wykorzystane przerzuty: 0/2

Mrok - 2019-07-18, 15:17

Skoczyła i... kaczor unikną śmierci. Każdemu chyba zdarza się czegoś zapomnieć. Tym razem ona zapomniała skierować wzrok ku dołowi. Tym razem postanowiła ponownie zabić kaczora. Ominęła go szerokim łukiem, po czym skierowała się ku niewielkiej kępy krzaków blisko kaczora. Tym razem patrzyła pod łapy, więc nie powinna trafić na żadną gałązkę. Brzuch nad ziemią, ogon na równej linii z grzbietem, łapy ugięte. Wiatr jej sprzyjał także spojrzała pod łapy, po czym wybiła się z tylnych łap i poszybowała w kierunku brzuszka kaczorka.
Zajęczy Sus - 2019-07-19, 13:45

Śnieżne Serce od kaczora dzielił teraz spory kawałek drogi i chwilę zajęło jej zbliżenie się do ptaka, który teraz rozglądał się uważnie w przerwach pomiędzy czyszczeniem sobie kolorowych piórek. Całe szczęście, że tym razem wojowniczka była nieco bardziej ostrożna, ale tym razem o jej niepowodzeniu zadecydowało nic innego, jak zwykły pech, gdy nagle wiatr zmienił kierunek, niosąc zapach kocicy do ptaka. Ten znowu zerwał się do lotu i za dłuższą chwilę wylądował kolejne trzy długości drzewa dalej, niebezpiecznie zbliżając się do granicy z klanem Wichru.

Śnieżne Serce: S: 11 | Zr: 7 | Sz: 8 | Zm: 7 | HP: 60 | W: 57-3=54/60
» wykorzystane przerzuty: 0/2

Mrok - 2019-07-20, 07:11

Ponownie wyskoczyła do góry... I rzecz jasna wiatr musial zmienić kierunek korzystny dla zdobyczy, a nie dla niej. Parsknęła cicho, kiedy jej łapy trafiły na ziemię, a nie na mięso kaczorka. Chciała ponownie rzucić się na zwierzę ale odpuściła. W jej nozdrze uderzył zapach Klanu Wichru. Machnęła łapą ze złością w kierunku wodnego zwierzęcia. Stwierdzwszy, że tej zdobycz nie upoluje, odbiegła w głąb swoich terenów i poniuchała powietrze. Nic nie mogła wyczuć także przyjęła pozycję łowiecką. Brzuch nad ziemią, ogon na równej linii z grzbietem, łapy ugięte, ustawienie pod wiatr. Wzrok patrzący pod łapy. W takiej pozycji ruszyła dalej.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group