To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Granice - Kasztanowiec

Tonące Słońce - 2018-10-17, 13:18

Toń był w kropce. Nie miał pojęcia, co robić, ale na całe szczęście nie denerwował się ani trochę. Musiał rozważyć wszystko na chłodno, ocenić sytuację i ocenić możliwe szanse, a ponieważ nie chciał prosić o pomoc nikogo z Klanu Cienia, co byłoby zresztą szaleństwem, podjął dość ryzykowną próbę. Uznał jednak, że nie jest w stanie zostawić tutaj kocicy, choćby się waliło i paliło – ta była nieszczęśliwa, porzucona, samotna, była prawie martwa w środku, jak on kiedyś, więc pewnie również z tego powodu nie chciał przejść obojętnie obok jej cierpienia. Jedyne, co mu pozostało w tej chwili, to nie stać się potworem. Zabrali jej kocięta, wyrzucili ją z Klanu, pozostawili na pewną śmierć, cokolwiek takiego dokładnie to było, Toń nie zamierzał aż tak bardzo się nad tym pochylać, przynajmniej w tej chwili. Był uparty jak osioł. W końcu był Kłapouchym, czyż nie? Tak więc postanowił zarzucić sobie Króliczką na grzbiet, co wcale takie proste nie było, ale zaczął swoje próby, sapiąc nieco, kombinując i kręcąc się oceniając swoje szanse i zastanawiając, jak daleko będzie musiał iść i jak wielki ból i ciężar poczuje w łapach. To się nie liczyło, bo teraz w jego głowie liczyło się już coś innego – jej życie. Najwyżej przystanie, położy się na moment z nią na grzbiecie, jakoś da radę! Musiał walczyć.
- Pomogę ci, dobrze? Nie jestem wcale taki zły, na pewno nie jestem potworem i nikogo ci nie zabiorę – obiecał nadal starając się jakoś wsunąć kocicę na własny grzbiet. Jeśli tylko Królik się nie szarpała, jeśli nie zaczęła się wyrywać czy protestować, to z całą pewnością Toń w końcu dokonał tego dzieła, choćby się miał pod nią wczołgać. Był po prostu zdeterminowany, by jej pomóc, albo chociaż spróbować jej jakoś pomóc, a w jego głowie migotała rozpaczliwie lampa, która pozwalała wierzyć w to, że chociaż na chwilę zajaśnieje nieco jaśniejszym blaskiem. Jak daleko było do granicy Wichru? Daleko. Musiał przejść dalej wzdłuż Dużego Grądu, potem za Czarny Ogon, obok Pierzastego Lasu i dotrzeć w okolice Krzywego Drzewa, może nieco wcześniej. Jeśli jednak Króliczą udało mu się podnieść, zamierzał wyruszyć w drogę. Już.

Chmurka, - 2018-10-23, 21:24

Niestety, ale wysiłki Toni nie mogły się mu zbytnio na cokolwiek zdać biorąc pod uwagę fakt, że Królicza… nie do końca kontaktowała. Zamknęła się gdzieś daleko od rzeczywistości, odgradzając się zarówno od niej, jak i od faktu, że właśnie odebrano jej kocięta. Z jednej strony owszem, ta myśl była jej kotwicą, która ciągnęła ją w dół, z drugiej jednak… nadal pozostawała w tym dziwacznym otępieniu, na które praktycznie nic nie mogła poradzić. Nie mogła, bo przecież nie była nawet świadoma tego, co się z nią działo. Oczy, które wpatrywały się przed siebie pozostawały praktycznie nieruchome, praktycznie pozbawione wyrazu, a jedynym, co okazywało emocje, było cały czas zjeżone futro i łzy powoli płynące po policzkach kotki. Głos, którym powtarzała ciągle swoją mantrę bądź jej fragmenty czasem pozostawał nerwowy, czasem praktycznie wypruty z emocji i jakiejkolwiek nadziei, zupełnie, jakby powtarzała te zdania od długiego już czasu – i tak też było w istocie. Nie mówiąc już o tym, że pozostał zachrypnięty – nie z powodu tego, jak długo mówiła, bo każdy, kto ją kiedyś znał, wiedział, że potrafiła godzinami mówić praktycznie bez jakiejkolwiek, krótkiej nawet przerwy, a z powodu należącego do niej krzyku, który jeszcze niedawno niósł się po Liściastym Gąszczu oraz po reszcie obozu klanu cienia.
- Porwali Dęba i Buka – to była jej jedyna odpowiedź. Nie stawiała żadnego oporu, nie próbowała się rzucać… i była bardzo malutka i drobniutka, więc Toń nie mógł mieć problemów z jej podniesieniem. Całkowicie bezwładna… zupełnie, jakby była martwa.Takie mógł odnieść wrażenie.

Ostrężyna - 2018-11-16, 23:04

******
(chyba mogę już???)

Dzień po nieudanym polowaniu, Ostrężyna ruszyła na poszukiwania medyka. Najbliżej jej mieszkał Klan Gromu, jednak nie była pewna co do pozycji medyka w ich Klanie. Była jednak prawie pewna, że jakiś kot w Klanie Cienia ma wiedzę leczniczą i byłby w stanie jej zaradzić. Po tym, gdy wróciła wczoraj i małą myszą złapaną szczęśliwie po drodze była wymęczona i położyła się od razu spać. Rano, aby się posilić, zjadła zwierzątko, po czym skierowała się w stronę granicy.
Gdy była już przy niej, zatrzymała się. Nie chciała przekraczać granic, mogło by to oznaczać jakiś spór. Temu została przy niej i szukała wzrokiem jakiegoś kota. Medycy chyba muszą pomagać, prawda?

//Ćma, Cierń lub ktoś, kto by którąś przyprowadził <3

Ciernisty Kwiat - 2018-11-23, 17:31

Ostrężyna miała naprawdę sporo szczęścia. Znalazł ją patrol prowadzony przez Zwichrzony Ogon, który posłał właśnie po nią. Kazała Ćmie na razie zostać w lecznicy, obiecała po nią posłać, jak już będzie pewna, o co chodzi. Tego dnia ból głowy nie był silny, więc pozwoliła sobie na pójście na granicę i zobaczenie, o co to całe zamieszanie. Wymusiła na sobie porządną postawę, chcąc dobrze reprezentować klan. Wyprostowała się i przybrała swój surowy wyraz pyska. Nie da sobie w kaszę dmuchać, więc niech nie myśli, że pozwoli wykorzystywać zasoby swojego klanu. Stanęła przed samotniczką, spoglądając na nią z pewną pogardą. Co właściwie tutaj robiła?
- Co tutaj robisz. - powiedziała, przygladając się burej. - Czemu nie poszłaś do Krzywuchy. Przyjmuje samotników. - dodała po uderzeniu serca. Sprawa była prosta; albo gadasz, co tu robisz i czemu mamy ci pomóc, albo wypad i zajmij się sama sobą. Mają lepsze rzeczy do roboty, choćby trening Ćmy, który zaniedbała przez swoje bólw głowy.

Ostrężyna - 2018-11-25, 15:10

Po jakimś czasie na Cienistej granicy zauważyła poruszenia. To patrol - idealnie. Zaraz przyprowadzą tu medyczkę czy coś... tak przynajmniej przekazał jej wojownik Klanu Cienia. Czekała spokojnie i obserwowała teren. Jednak nim zobaczyła białe futro nadchodzącej kotki poczuła zbliżające się koty. Przygotowała się na spotkanie z Ciernistym Kwiatem lub jej uczniem, jeśli jakiegoś miała, bo tego Zwiewny Listek jej nie powiedziała, lub dawna terminatorka Klanu Rzeki nie zapamiętała.
- J-ja, dzień dobry, Ciernisty Kwiecie... bo to chyba ty, prawda? Chciałam cię poprosić o przysługę, bo zaatakował mnie samotnik na próbie polowania... i zostawił mi ranę. - wyjaśniła białej kotce, której jedno oko było w kolorze podobnym do jej oczu. Medyczka nie wyglądała na szczęśliwą wizją usunięcia paru ziół ze składziku Klanu Cienia. - J-ja nie wiem kto to. I gdzie mieszka, pani Ciernisty Kwiecie. Klan Cienia wydawał mi się najbliższym od mojej norki... j-jednak jeśli byś mi pokazała, lub ktoś z twojego Klanu jak iść, to mogę to zrobić. - miauknęła tylko, gdyby kotka miała jej odmówić.

Ciernisty Kwiat - 2018-11-25, 18:58

Odpowiedź kotki zdecydowanie się jej nie spodobała. Skąd samotnik w ogóle znał jej imię? Jeśli należała do klanu, to jakim cudem takie mysie serce z niego wyleciało? Odrzuciła na bok rozmyślenia, co taki dzieciak robi u nich na granicy i skupiła się na zajęciu burą. Zmrużyła oczy i złapała samotniczkę łapami za pysk, przyciągając ją przy okazji do siebie. Chciała ocenić głębokość rany. Po kilku uderzeniach serca puściła burą i odwróciła się so terminatora, który brał udział w patrolu.
- Idź po Ćmę. Powiedz, że rana jest na policzku, dość długa. Niech wybierze, co jest potrzebne. - nakazała buro-białemu kocurowi, którego chcąc nie chcąc kojarzyła dość dobrze. W końcu spędził nieco czasu w jej lecznicy. Gdy tylko ruszył w stronę obozu, wróciła wzrokiem do samotniczki. - Pomogę ci. Ale jeśli przyjdziesz na naszą granicę jeszcze raz bez odpowiedniej rekompensaty, możesz zapomnieć o tym, że którakolwiek z nas się pojawi. Krzywucha ma norę po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki. Okolice wody. - wyjaśniła oschłym głosem, nieco chrypiąc przy ostatnim zdaniu. Nie będzie pomagać byle włóczędze za darmo. Królicza dostała pomoc, bo została poraniona w trakcie wygnania. Płomień dostała ją jeszcze zanim wyleciała. Nawałnicy nigdy nie pomagała. Klan Cienia to nie instytucja charytatywna.

Ćmi Lot - 2018-11-26, 20:22

Ćma nie była zadowolona. Nie była zadowolona, że musi marnować cenne zapasy ziół na jakiegoś randomowego samotnika, który zamiast iść ładnie do Krzywuchy - w końcu od tego była - i prosić ją o pomoc, postanowiła przypałętać się akurat tutaj i nadszarpnąć ich zapasy.
Przybyła w wyznaczone miejsce dosyć szybko, niosąc ze sobą motek pajęczyny, liść łopianu oraz czysty mech. Była zdziwiona, gdy po przybyciu zaraz rosłego, w pełni dojrzałego samotnika dojrzała jakiegoś smarka, który może nie był ledwie odrośnięty od ziemi, lecz z pewnością bardzo młody. Skąd się to tu wzięło i dlaczego ganiało same?
Córka Żmijowego Ogona westchnęła ciężko, obrzucając obcą spojrzeniem pełnym niezadowolenia. Nie siliła się na miłe uśmiechy ani sympatyczną pozę - niech obca wie, że nie jest tu mile widziana, bo, tak jak powiedziała Ciernisty Kwiat, nie są tu organizacją charytatywną działającą za darmo i leczącą każdego poszkodowanego.
Terminatorka medyczki podeszła do burej i oczyściła jej ranę na pysku, ignorując ewentualne wzdrygnięcia bądź syknięcia bólu. Pochyliła się i przerobiła liść łopianu na maść, którą rozprowadziła po ranie, a na koniec zabezpieczyła to wszystko pajęczyną, po czym cofnęła się i oceniła swoje dzieło krytycznym wzrokiem.
- Nassstępnym razzem będziesz nam zzwracać te zzioła zz nawiązzką. - Oby następnego razu nie było. - I uważżaj na opatrunek.

Ostrężyna - 2018-11-26, 22:57

Hej hej, nie wyleciało przez kogoś typu Świetlikową Gwiazdę, tylko samodzielnie. Bo być jakimś głuptasem i zostać z Klanu wyrzuconym jeszcze nie jest. Na razie... próbuje się nauczyć tego, co nie dała rady się uczyć w Klanie Rzeki. Możliwe nawet, że kiedyś tam wróci... ale to jeszcze nie ten czas. Bo nie umie polować, ani, jak to pokazała Cienistym medyczkom - walczyć.
Obserwowała białą kotkę, która właśnie rozkazała pójść po Ćmę. Czy to była właśnie ta terminatorka medyczki? Cóż, pewnie tak, bo zaraz po monologu Ciernistego Kwiatu przybyła szylkretowa kotka. Wcześniej nie odpowiedziała nic na słowa medyczki, gdy jednak tamta przybyła, postanowiła w końcu coś mruknąć.
- J-ja rozumiem, przepraszam. A-ale nic nie spotkałam po drodze, a co zauważyłam uciekło, ani nie miałam nic w brzuchu od w-wczoraj... więc no... Też nie wiedziałam, z-za co prze-praszam. Następ-pnym razem przyniosę... cokolwiek... m-może potrzebujecie jakiśch ziół? Ja bym spróbowała coś znaleźć i bym wam dała czy coś... No albo pójdę do tej... Krzywuchy, ale nie j-jestem tylko pewna... to jest już za terenami Klanu Rz-rzeki? - zaproponowała oraz na koniec również zapytała o coś. Cóż, łapanie zwierzyny było najoczywistszym pomysłem, ale zobaczcie kto przed wami stoi. Gruba, choć już chudsza bułka bez żadnej znajomości zasad polowania, walki i wszystkiego innego.
Co do samej techniki nakładania na ranę jakichś ziółek to no, nie protestowała. W końcu zrobiły to za darmo i jeszcze miała by się do czegoś doczepiać?

Chmurka, - 2019-01-03, 02:28

Biegła.
Prostoprzedsiebieczymprędzejczymwięcejsiłwnogach biegła przed siebie szybko jak wiatr targany liśćmi, pędziła przed siebie niemogącsięzatrzymać podążała całyczasdoprzodu goniąca śmierć, będąca śmiercią, biegła, biegła, biegła, musiałagoznaleźć, musiała pokazać mu, gdzie popełnił błąd, musiałagowychować, musiałagozniszczyć, musiała zrobić wszystko, wszystkowszystkowszystko żeby zginął, tak, żebyjużnigdy nie popełnił takiego błędu, biegła, biegła cały czas, dalej, przed siebie, pędziła, targała wiatr jak trawa która nie miała liści tylko miała jeden liść i której gałęzie nie szurały na wietrze bo nie miała gałęzi ale miała tylko liście rosnące od ziemi, od samego korzenia, biegła, biegła, biegłabiegłabiegła.
Aż w końcu przewróciła się ze zmęczenia, nie mogąc się ruszyć, nie będąc w stanie się ruszyć, wycieńczona, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, że padła kilka lisich długości od granicy, nie wiedząc nawet, że pędziła w tym kierunku, a co dopiero że w ogóle jest gdzieś w pobliżu swojego dawnego klanu, potworów, wszystkiego, co złe, costrasznecostraszne CO STRASZNE.
Zabili jej synów, porwali ich, porwali wspólnymi siłami za namową podstępnej Traszki, a potem zabrali ją, nie, nie ją, zabrali jej, zabrali jej te kocięta albo może ich nawet nie dali, ale je zabili, tak, Naczelny Potwór, Naczelny Potwór je zabił, tak powiedziała Jad, Owca, Owieczka... .

// Domp

Dębowy Cień - 2019-01-03, 02:40

Akurat byl sobie na spacerku. Ot takim, po granicach z cieniem aby zobaczyć jak najwięcej terenów, chcoiaz klanowych! Co prawda było zimno... I co prawda z nosa ciekła mu wodnista wydzielina, a sam narząd węchu byl lodowaty to dzielnie parł do przodu. Aż nagle na jakiejś granicy nie zobaczył... Kota! Najprawdziwszego kota! Zatrzymał się, patrząc zdziwiony na obcego osobnika prawdopodobnie, po czym przywdział uśmiech na pysk i zaczął się zbliżać. Jednak każdy krok wykonywany w stronę nieznajomej był coraz wolniejszy, a uśmiech powoli schodził Dębowi z pyszczka. Nie wierzył. Niska, biała kotka... Chyba biała. Przypominała mu coś, co nie śniło się młodemu terminatorowi już od pewnego czasu. Scena, w której matka młodego jest wyciągana kark z kociarni, gdy jeden z kotow stojących dookoła złapał jej skórę na tylnej części szyi i wyrywając jej spory kawał. Wzrok dwubarwnych ślepi powędrował na kark. Jest. Jest blizna. Kocur poczuł, jak serce ściska się nieprzyjemnie, a płuca kurczą się, nie pozwalając niebieskiemu wziąć oddechu. Stal jak wryty z otwartym pyskiem, wpatrując się w tak znana, a jednocześnie tak obca sylwetkę, która znajdowała się mniej, niz dwie lisie długości od niego.
- Mama...? - zadał ciche pytanie drżącym głosem, by po chwili wpuścić promyk nadziei oraz radości z powrotem do serca. Tak, to była ona! To była Króliczy Pląs! Na pewno to była ona. Uśmiech powrócił na pyszczek jej syna, a łapy same szybko skróciły odległość ich dzieląca.
- Mama! Ty nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę! Co ty tu robisz? Nie powinnaś chyba zbliżać się do Klanu, prawda? - zaczął zadawał pytania czując, jak od podmuchu mroźnego powietrza zbierają mu sie łzy w kącikach oczu. Na pewno od wiatru! Bo przecież prawdziwe kocury nie płaczą ze wzruszenia, prawda?

Chmurka, - 2019-01-03, 02:56

Słysząc, że ktoś idzie, podniosła się nagle, odskakując, po czym zerwała się do biegu. Potwory! Potwory! Wszędzie był zapach potworów, okrutnych, śmierdzących, paskudnych potworów, wszędzie, wdzierał się wnozdrzaiwuszyiwoczyiwnos. Biegła, biegła znowu, szybko, prędko, prędzej, szybciej, ile sił w łapach, prędko, prędko, prędkoprędkoprędko...
Łup.
Korzeń kasztanowca.
Leżała, znowu leżała, z przerażeniem czołgając się jak najdalej, jak najdalej, jaknajdalejaknajdalejjaknajdalej.
Mama...?
Mama, co to mama, co to znaczyło, co to za słowo, cototocototocototakiego. Wzywają. Wzywają żeby ją zabić, żeby ją zniszczyć, rozszarpaćnastrzępy, żeby dokończyć to, co zaczęli, żeby ją zabić, jak Motylka, tak, jak Żuczka, jak Chrząszcza, jak KłębkajakDębajakBukajakją.
Znowu, znowu się pojawił, potwór-duch, duch-potwór, Gwiezdny, który przyszedł, żeby patrzeć na nią, na to, jak jej przykro, jak jej źle, jak cierpi, znowu przyszedł ją ukarać, zaprowadzić gdzieś, gdzie stanie się jej krzywda, pocopocopocoPOCO.
- D... duch! - pisnęła przerażona, kiedy tylko go zobaczyła. Był za duży, za duży na jej syna, tak, widziała to przecież, widziała Buka w swoim ostatnim śnie, to był chyba nawet ten sam, nadal trwał, nadal trwał, nadalTRWAŁ, to nie był jej syn, widziała to wyraźnie, tak, tamten Chmielograb nie wyglądał jak Chmielograb a ten Dąb nie wyglądał jak Dąb, przecież to nie był on, jej Dąbek był malutki, pił jeszcze mleko, tak, pił, a potem oni go... oni go...
Oni go zabili.
Duch!
Ostatnio, kiedy jej się ukazał, pojawił się kocur, który podszywał się pod jej partnera. Ona... nie! Nie. Musiała się od niego oddalić. Jak najszybciej oddalić.
Tak więc odwróciła się.
I uciekła.

z/t

Dębowy Cień - 2019-02-09, 13:14

- Duch? Gdzie?! - wykrzyknął równie spanikowany, co biała kotka, prawie wyskakując z własnej sierści. Odwrócił się szybko, aby stanąć twarzą w twarz z zagrożeniem, ale... Niczego tam nie było? Dwubarwnymi ślepiami obserwował otoczenie z niezrozumieniem w poszukiwaniu nadprzyrodzonych aktywności, ale niczego nie było.
- Ale tam nic nie ma - powiedział w końcu, odwracając się z powrotem, ale dziwna kocica wyparowała. Zbliżył się bardziej do granicy, wychylając za nią ostrożnie głowę, jakby ktoś miał zaraz mu ją uciąć jak tylko to zrobi, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu nieznajomej. W pewnym momencie jednak wzruszył ramionami, po czym wrócił wgłąb terenów Klanu Cienia z uśmiechem na pysku i podniesionym ogonem. To było dziwne. Ale za to ciekawe! Prawdopodobnie nie była to jego matka... W końcu, Lampart mówił, że jest wesołą i pełną życia osobą, która zawsze ma dużo do powiedzenia, a ta tutaj była stuknięta i raczej małomówna. Ale to oznaczało, że poszukiwania matki były nadal aktualne i nadal musiał się starać na treningu, żeby zdobyć całą wiedzę!


zt

Szczurzy Pazur - 2019-02-23, 08:10

Bywały takie dni, kiedy Szczur siedział całymi dniami w obozie o nie robił praktycznie nic, nawet jak ktoś go o to prosił, a czasami wychodził z obozu i znikał na cały dzień. Różne rzeczy wtedy robił. Albo łaził po granicach, albo po terenach niczyich. W większości przypadków było to zwykle włóczenie sie. Na polowanie nie raczył iść, bo mu się nie chce. Szukał bardziej czegoś do poćwiczenia walki, jakiegoś samotnika, nawet jeżeli ta walka miałaby być na śmierć i życie. Musi się jej nauczyć, nie może być słaby. Poza tym co to za wojownik, który nie potrafi walczyć?
Tego dnia point wyszedł z obozu pod wieczór, na szczęście nikt go nie zatrzymał, co jest z resztą normalne, bo do tej pory nikt nie pozwalał mu nie opuszczać obozu. No chyba że jak był jeszcze kociakiem, to znaczy tym kociakiem przez degradacje, a nie że gówniarzem. Szedł przez tereny klanu Cienia, nawet nie zastanawiając się gdzie idzie. Po jakimś czasie zatrzymał się jednak, bo zobaczył przed sobą coś... Dziwnego. Pomnik stworzony przez dwunogów na cześć Gwiezdnych! Nie no, to była tylko huśtawka. Ale on tego nie wiedział. Przyglądał się temu przez chwilę, bo wydawało się interesujące. Potem jeszcze powąchał to i dotknął. O dziwo nie został zaatakowany, więc zdobył się na kolejny niebezpieczny czyn. Odsunął się trochę i wybił w górę, lecąc prosto na huśtawkę. I ona wtedy poleciała do przodu... A on razem z nią! Chwycił się przestraszony pazurami, żeby nie spaść. Futro mu się zjeżyło że strachu, co to za szatański pomiot, halo! Właśnie w taki sposób Szczur huśtał się na huśtawce. Najgorsze jednak było to, że nie potrafił zejść, bo bujała się dalej.

/Pustu

Pustułka - 2019-03-10, 22:49

xxPustułcza Pieśń również lubiła czasem (czyt. często) spacerować bez większego celu po terenach klanu Cienia, sprawdzając, czy nie natknie się na coś nowego i być może ciekawego, co warto zbadać. Tym razem szła wzdłuż granicy z Terenami Niczyimi w kierunku Czarnego Ogona, licząc na to, że może napotka jakiegoś samotnika albo pieszczocha. To by było coś! W pewnym momencie nawet poczuła jakiś zapach, dość świeży i wyraźny, różniący się od tego składającego się na granicę. Jakiś kot! Tyle, że pachniał... cieniem. Meh. Mimo wszystko postanowiła sprawdzić, któż to taki i ruszyła w jego kierunku, idąc cicho i lawirując między drzewami tak, aby pozostawać jak najdłużej niezauważona. Po dłuższej chwili, gdy wyszła zza jednej z sosen, zobaczyła kasztanowca, a pod nim... ktoś tam był! Tylko co on robił i czemu wykonywał takie dziwne ruchy pod gałęzią drzewa? Chimera zmrużyła oczy, próbując rozwikłać zagadkę i wtedy sobie przypomniała, że na tym jednym drzewie wisiało coś dziwnego, chyba jakaś konstrukcja dwunogów, na którą sama kiedyś weszła, ale nie utrzymała się długo z powodu braku równowagi. Jak widać nie tylko ona próbowała utrzymać się na huśtawce. Postanowiła, że wyjdzie z ukrycia i tak zrobiła, podnosząc rudą kitę ku górze i zatrzymała się dwie lisie długości od Kasztanowca, uważnie przyglądając się czarnemu pointowi, który próbował nie spaść z huśtawki. Nie znała kocura, ale był podobny do tego śmiesznego wojownika, którego kiedyś wkurzyła razem z Puchaczem. Może to jego syn czy coś?
Szczurzy Pazur - 2019-03-13, 20:14

Szczur na początku nie widział, że ktoś go obserwuje, więc huśtał się dalej. Oczywiście nie robił tego celowo, raczej można by było to nazwać walczeniem o życie... Z jednej strony chciał się puścić, ale wtedy by spadł i się poturbował, a z drugiej chciał się trzymać bardziej, a to groziło... No dalszym huśtaniem się, co go wręcz przerażało. Kocur postanowił trzymać się, z nadzieją, że to ustrojstwo zaraz się zatrzyma. I w sumie to miał rację, bo z każdą kolejną chwilą budowla dwunogów bujała się coraz mniej. Wtedy akurat zobaczył kotkę ze swojego klanu, której nie kojarzył. To znaczy widywał ja, bo jest dosyć charakterystyczną, ale nie rozmawiali ze sobą nigdy. Jakoś mu smutno z tego powodu nie było... Utkwił wzrok na jej oczach, a przerażenie zniknęło z jego wzroku.
-Co się gapisz?- spytał szorstko, tak aby słyszała. No co, nigdy na to coś nie wchodziła?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group