To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Wojownicy

Tereny Klanu Gromu - Wydmowy Wał

Malinowe Chaszcze - 2020-04-19, 11:55

Obserwowała reakcję białej kotki, a gdy dowiedziała się, że wszystko jest jasne, skinęła delikatnie głową, posyłając terminatorce delikatny uśmiech. Skoro wszystko było jasne, to mogły się jeszcze chwilę swobodnie przejść, do czego zaprosiła kotkę skinięciem głowy i zachęcającym ruchem ogona. Słysząc podziękowania podarowane w jej kierunku, uśmiech Maliny się poszerzył, a sama ona skinęła głową.
- Nie o to chodzi, żebyś nie zepsuła leczenia. Na czas twojej edukacji mogłabym przejąć całkowicie obowiązki medyka - co nie raz już było wykorzystywane, gdy medyka nie było, a niebieska ciągnęła zarówno trzy treningi, jak i opiekę nad lecznicą. - Chodzi o to, byś zdobywała doświadczenie. Jak ja jeszcze trenowałam, Gwieździsta Ścieżka najpierw tłumaczyła mi, jak wyleczyć dane schorzenie, pozwalała mi zdobyć doświadczenie, a potem sprawdzała moją wiedzę. Wiem, że w twoim przypadku jest... Całkiem inaczej, ale każdemu zależy na tym, byś jak najszybciej się rozwijała - powiedziała całkiem poważnie, spoglądając na kotkę spod zmrużonych powiek. Ach, co to były za piękne czasy, gdy nie przejmowała się niczym, prócz treningiem. A potem treningami. Wtedy myślała, że to była ciężka praca! Dopóki oczywiście nie posmakowała goryczy degradacji, by potem zajmować się tymi samymi obowiązkami, a do tego jeszcze wypełniać swoje wojownicze. To były ciężkie czasy i obecnie sytuacja była w miarę ustabilizowana. Trzmiela Gwiazda był solidnym przywódcą, który pewno będzie władał do końca swoich dni, Źubrze Gardło również prawidłowo wypełniała obowiązki zastępcy. Brakowało im tylko stałego medyka, a Malina miała nadzieję, że Truskawkowa Łapa zapewni stabilizację klanowi.

Truskawkowy Gąszcz - 2020-04-19, 14:24

A ponieważ Truskawka lubiła takie niezobowiązujące spacery, na których można było porozmawiać o jakiś z pozoru nudnych tematach, które na przykład nie wiele miały wspólnego z obowiązkami, to radośnie machnęła ogonem, radośnie zrównawszy krok ze starszą kocicą. Miło spędzało się jej czas z Maliną, która od początku starała się jej pomóc, a robiła to w sposób niezwykle miły i dokładny, nie byle się pozbyć obowiązków dotyczących lecznicy i wrócić do tych wojowniczych, by mieć spokój, tylko faktycznie starała się jej pomóc jak mogła, szczególnie widząc, że od Ciernistego Kwiatu nie nauczyła się niemal niczego.
Strzepnęła delikatnie uchem. Takie obowiązki zarówno medyka jak i wojownika musiały być piekielnie ciężkie. Mieć na głowie terminatorów, mieć obowiązek patroli, polowania, a gdy jeszcze dostało się kociaka na nauki, to już w ogóle, oszaleć było pewnie można, a jak do tego jeszcze doliczyć zajmowanie się lecznicą, chorymi, tymi przewlekle, którzy kurowali się od księżyców, a także tymi, którym akurat coś się stało, przy okazji zajmowanie się składzikiem, chodzeniem na zioła, żeby je pozbierać, i w ogóle, to można było chyba przedwcześnie osiwieć!
- Też chciałabym się szybko rozwijać, więc denerwuje mnie to, jak wolno to idzie - westchnęła, spuszczając delikatnie łeb. - Bo wiesz, niby jesteś również ty, i możesz mi pomóc, co robisz, ale na pewno jest to dla ciebie męczące - bo oprócz tego jesteś wojowniczką i nie możesz tak po prostu zostawić wszystkiego i siedzieć w lecznicy, nie? - rzuciła, standardowo się rozgadując. - No i sama się czuję źle z tym, że ktoś przychodzi, opisuje mi objawy, pokazuje ranę, czy cokolwiek, a ja mogę tylko na to popatrzeć, pojojać i nie zrobić z tym nic, bo nie wiem jak. Denerwuje mnie to. - Cofnęła uszy, kładąc je praktycznie na potylicy. Bo, tak właśnie było - denerwowało ją, że tak mało jeszcze wiedziała. Bo co zrobiła jak przyszedł Kuna? Mogła popatrzeć na jego zadrapanie i... Tyle. A jak przyszedł Kalarepa? Który niknął w oczach, tak źle się czuł i tak mocno bolał go brzuch, a ona nie mogła kompletnie skojarzyć sobie żadnej rośliny, która miałaby pomóc? No właśnie.

Malinowe Chaszcze - 2020-04-28, 09:38

- To nic złego rozwijać się w wolniejszym tempie. Teraz umiesz leczyć podstawowe choroby, dlatego domyślam się, że potrzeba ci jedynie trochę praktyki, by się wszystkiego nauczyć - odpowiedziała, mając nadzieję, że kotka zapamiętała większość z tego, co przytoczyła niebieska kocica. Oczywiście, zamierzała czasami wpadać i powtarzać z kotką materiał, ale nie mogła tego robić tak, jakby medyk mógł. Niestety, miała również swoich podopiecznych i swoje obowiązki, dlatego nie mogła sobie codziennie pozwolić na takie spacerki, które by miały na celu przypomnienie całej wiedzy albo przynajmniej jej części. Biała wiedziała coraz więcej, dlatego kocica wierzyła, że będzie coraz lepiej.
- Trening Ognistego Żaru był bardzo przyspieszony. Miałyśmy księżyc lub dwa, by przerobić cały materiał. Udało nam się, ale zabrakło jednego czynnika, który odsiewa wszystkich niewłaściwych terminatorów medyka: czasu. Zarówno na rozwijanie swoich umiejętności, jak i na sprawdzenie, czy kot potrafi działać pod wpływem presji całego klanu - dodała, opowiadając o wcześniejszych dziejach. Czas bardzo rozwijał kota, a Truskawkowa Łapa wcale tak długo nie trenuje, patrząc na to, że Ciernisty Kwiat sobie odpuszczała przygraniczne spotkania. Malina w podobnym czasie ukończyła swój trening, a nie wydawał się on jakoś szczególnie długi.
- To wiadome, że nie będziesz potrafić zrobić wszystkiego od razu, nawet jakbyś posiadała wiedzę. Trening z medykiem innego klanu jest o tyle ciężki, że nie masz kogoś, na kogo byś mogła patrzeć w akcji, tak samo nie masz kogoś, kto by ci patrzył na łapy. Ja niestety nie mogę być z tobą przez cały czas, to prawda. I nie nauczę cię, jaki powinien być medyk - miauknęła spokojnym tonem, na koniec cicho wzdychając. Prawda była taka, że nigdy nie miała okazji sprawdzić się jako prawowity medyk, była jedynie pomocnikiem Gwieździstej Ścieżki, która potem zniknęła.
- Wszystko przyjdzie z czasem. Chodź, wracajmy do obozu - dodała na zakończenie, ruszając w stronę powrotną. Prawdopodobnie fakt, że kotka zakończyła trening wojowniczy szybciej sprawiło, że się niecierpliwiła. Dodatkowo opóźnienia i zupełny brak wiedzy, bo medyczka klanu Cienia uznała, że najlepiej będzie zacząć od trucizn... Cóż. Nie jej sprawa. Jak Truskawka wykazała aprobatę, obie ruszyły do obozu i tam się pewno rozeszły.


zt?

Truskawkowy Gąszcz - 2020-04-28, 17:09

Może dla innych rozwijanie się w wolniejszym tempie nie było niczym złym - ale dla niej owszem. Zawsze była ambitna, chciała być najlepsza, a teraz nie stopowało jej to, że była w czymś zła, czy coś jej nie wychodziło, a to, iż nie była w stanie sięgnąć po specjalistyczną wiedzę, że nie było nikogo, kto mógłby jej to wszystko dokładnie wyłożyć - oprócz Maliny, która przecież była wojowniczką i miała inne obowiązki niż zajmowanie się terminatorem medyka, który niewiele umie. Owszem, z księżyca na księżyc wiedziała coraz więcej, tego odmówić jej nie można - ale, no właśnie, ale - wciąż umiała za mało, żeby móc samej siedzieć w lecznicy i opiekować się chorymi. Robiła co w jej mocy - ale nie była w stanie dać z siebie wszystkiego. Nie dlatego, że była ułomna, upośledzona, czy bo sobie nie radziła w jakiejś materii - tylko bo nie wiedziała jeszcze tego, czego powinna, a to skutecznie sprawiało, że czuła się źle. I w swojej ambitnej duszy - i bo nie była jeszcze taką medyczką jakiej potrzebował Grom.
Wysłuchała uważnie Maliny, delikatnie cofając uszy. No tak, Ognisty Żar mimo przeprowadzonego treningu, który przecież skończyła, nie dała sobie rady z presją otoczenia i sięgnęła po ostatecznie rozwiązanie. Jedyne co ją zdziwiło, to to że i ona i Malinowe Chaszcze miały jakiś przymus, by dokończyć trening w księżyc czy dwa, ale póki co nie drążyła, dając kocicy dołączyć. Zresztą, będzie jeszcze mnóstwo okazji, by spytać, nie? No i domyślała się dlaczego tak było - Grom był pozbawiony medyka, ten był potrzebny od zaraz, a widocznie klan nie był zbyt pozytywnie nastawiony co do wojowniczki, która miała umiejętności leczenia. No, a teraz widocznie się do tej myśli przyzwyczaili i nie było aż tak wymagane, żeby Truskawka również ogarnęła trening tak szybko. No i, co jak co, sama wolałaby jednak poświęcić na trening nieco więcej czasu - nie 10 księżyców, nie 12, ile aktualnie na niego schodziło - ale chociaż to 5, by być pewnym, że ma kompetencje, by zasiąść na tym wymagającym, pełnym presji, stanowisku. Była ambitna, ale jednak, na tyle rozsądna, by nie przyspieszać tego treningu aż tak.
Na kolejne słowa Maliny, gdy skończyła mówić, opuściła nieco łebek. To prawda, że nie była ona medyczką, ale hej, była dla niej wzorem, prawda? Może nie że rzuciła wszystko, by jej pomóc, bo nadal miała swoje obowiązki, ale przynajmniej starała się jak mogła. Zaglądać do lecznicy, tłumaczyć jej czego użyć, pokazywała różne rośliny, które do czego są. Może i nie była medykiem, ale kto by na to patrzył?
- Mam ciebie - miauknęła, ni to wesoło, ni to gorzko, aczkolwiek przykrasiła to wszystko wesołym uśmiechem, który miał znaczyć, że może i Malina nie stanęła nigdy na szczeblu medycznym, że może i została zdegradowana, i może nie wierzyli w nią niektórzy członkowie klanu - ale ona w nią wierzyła. I była jej wdzięczna za wszelką pomoc, mimo tego, że nie miała obowiązku jej douczać - bo to leżało w kompetencjach kotki, która się z nich kompletnie nie wywiązywała.
Nie odezwała się już, a gdy wojowniczka powiedziała żeby wracały pokiwała powoli łbem, również zawracając do obozu i myśląc. Zwyczajnie, idąc bez słowa i myśląc. O tym jak będzie wyglądała reszta jej treningu, kto będzie ją trenował, bo na pewno nie Cierń, już się z należytej strony pokazała, i tego jak szybko jej pójdzie - bo teraz już naprawdę zaczynała mieć parcie na szybkie zakończenie treningu. I zostanie medykiem, którego Grom potrzebował.

zt. <3

Słonecznikowa Łapa - 2020-05-26, 10:19

Kuklikowej Łapie zakazane było zbytnie oddalanie się od Obozu, nie jednak w towarzystwie doświadczonych terminatorów i wojwoników. Od dłuższego czasu planowała dołączyć się do któregoś z wojowników w trakcie ich patrolowania terenów, czy też poprosić zwyczajnie żeby pokazali jej chociaż kawałek ziemi, którego jeszcze nie widziała, ale nie było to takie proste jak się wydawało, ponieważ wojownicy wydawali się bardzo zajęci. Odczuła to nawet w kwestii swojego treningu, który zmniejszył swoją częstotliwość. Jeżynowy Jar, pewnie tak jak większość starszych kotów, zajęta była intensywnym polowaniem, tak aby wykarmić najmłodszych klanowiczy, których przybyło oraz zadbać o ich bezpieczeństwo. Srebrzysta terminatorka pomimo tego nadal przychodziła na Słoneczne Grzbiety i sama próbowała coś złapać, ale nie wychodziło jej. Brakowało jej jeszcze wiedzy, umiejętności, a jak już coś znalazła to efektywnie potrafiła to tylko spłoszyć. W swoich łowieckich próbach i wysiłkach wędrowała tak długo, że nieco się zapędziła. Uświadomiła ją o tym cienka igła sosny, która ukłuła ją w miękką poduszkę łapy. Stojąc na granicy Słonecznych Grzbietów i Wydmowego Wału, już miała zawracać, kiedy żółtymi ślepiami wypatrzyła znajomą, rosłą, sylwetkę. Nie miała wątpliwości, że to jej starszy brat. Natychmiast ruszyła pędem w jego kierunku, nie bacząc na kolejne iglaste przeszkody leżące na ziemi. -Jeziorna Mgło!-krzyknęła głośno do kocura. Jeśli ten właśnie czaił się na zwierzynę, to Kuklikowa Łapa na pewno by ją spłoszyła, bo zupełnie tego nie przemyślała. Biegła tak, że wyhamowała dopiero przy samym wojowniku.
-Jeżynowy Jar nie pozwala mi samej oddalać się za daleko od Obozu. Mogę iść z tobą? - wymruczała do dymnego kocura, w pośpiechu, na jednym wydechu. -Proooszę.- dodała jeszcze, po tym jak zaczerpnęła powietrza i zatopiła wzrok żółtych ślepi w jego, też żółtych, też intensywnych. Jej jednak dodatkowo patrzyły z wielką niecierpliwością.

Jeziorna Mgła - 2020-05-26, 12:53

A owszem, akurat polowałem... lub raczej próbowałem polować, bo moje żółte ślepia niepohamowanie garnęły się do kolorowej kępy kwiatów rosnących nieopodal miejsca, w którym czatowałem. Wreszcie udało mi się odwrócić od nich uwagę, skupić się na padalcu, który akurat pełzł w sobie tylko wiadomym kierunku, wymierzyć skok... i w tym samym momencie aż podskoczyłem na okrzyk mojej siostry, straciłem równowagę i wpadłem nosem prosto w kwiaty, zupełnie tak, jak kilka księżyców temu zrobił to biedny Słoneczny Poranek ze śniegiem. Padalec ocalił życie i uciekł, ja natomiast leżałem, nieco zbity z tropu, w otoczeniu stokrotek, mleczy i bratków.
- Cześć, młodsza siostho - przywitałem Kulkikową Łapę, gdy ta znalazła się tuż przy mnie, a ja wygrzebałem się z zielska, nie zauważając, że mam na nosie kwiatowy pyłek i wyglądam jeszcze zabawniej, niż zazwyczaj. Usiadłem na ziemi i wysłuchałem w milczeniu jej prośby. Mistrzowie zazwyczaj zabraniali swoim uczniom wychodzić samotnie poza obóz, póki ci nie byliby gotowi do samodzielnego polowania; nie zaskoczył mnie zatem zakaz Jeżynowego Jaru. - No, jeżeli chcesz, to nie widzę phoblemu - zgodziłem się na jej propozycję, po czym wyprostowałem się i lekko otrząsnąłem nastroszone futerko. - Dokąd chciałabyś się wybhać?

Słonecznikowa Łapa - 2020-05-26, 17:09

Na pyszczku Kuklikowej Łapa pojawi się dość duży uśmiech, który był kumulacją pociesznego wizerunku brata oraz uciechy na to, że przystał na jej prośbę. Nie uśmiechała się tak często. W towarzystwie rodzeństwa czuła się zupełnie inaczej niż w Obozie, kiedy miała styczność z klanowiczami. Przede wszystkim była zrelaksowana przez co mogła w pełni poczuć inne pozytywne emocje, które zazwyczaj przyćmiewał stres.
-Nim ruszymy muszę ci coś jednak powiedzieć.- miauknęła poważniejąc teatralnie. Milczała przez chwilę, budując napięcie i próbując zachować powagę na pyszczku, ale ostatecznie nie wytrzymała i się roześmiała. -Masz coś na nosie.- miauknęła, przestawszy się śmiać. Wpatrywanie się w mordkę kocura wciąż jednak wyraźnie ją bawiło, bo dalej się uśmiechała. -Jakbyś nie był taki wielki, to mogłabym ci pomóc to zdjąć.- wymruczała, podnosząc wysoko srebrzysty łeb i demonstrując przy tym, że jest zbyt mała żeby sięgnąć ciemnej mordki żółtookiego brata.
-Nie chciałabym się rządzić, ale...chcę iść tam! Co ty na to?-wymruczała, zarzucając jasnym puszystym ogonem w kierunku terenów leżących wgłąb Wydmowego Wału, bardziej w stronę Strzelistych Sosen niż Borowikowej Polany. Proszące spojrzenie żółtych oczu pozostało jednak nieoderwane od dymnego pyszczka rozmówcy.

Jeziorna Mgła - 2020-06-01, 08:24

Na całe to udawanie poważnej rozmowy ze strony mojej siostry okazujące się być li i jedynie żartem zareagowałem podobnie jak ona: parsknąłem śmiechem, po czym natychmiast zacząłem grać.
- Na litość Gwiezdnego Klanu, cóż to takiego?! - zakrzyknąłem, teatralnie udając przerażenie i tłukąc się łapami po pysku, jakby próbując zdjąć żółty pyłek z nosa. Oczywiście, tylko bardziej go po sobie rozsmarowałem, co jakoś nie zwarzyło mojego humoru. Na następne słowa nachyliłem się do siostry, tak by móc się z nią zetknąć nosem, udając przy tym, że niezmiernie stękam i jęczę, jakby było to dla mnie trudne. Jeżeli ta ściągnęła pyłek z mojej mordki, podziękowałem jej z szerokim uśmiechem.
- W porządku, naprzód - rzekłem na jej propozycję i ruszyłem dziarskim krokiem przed siebie. - Jak idzie thening z Jeżynowym Jahem? Poza tym, że nie pozwala się oddalać - zagadnąłem młodszą kocicę, nie chcąc dopuścić, by wkradła się pomiędzy nas niezręczna cisza.

Wężowy Błysk - 2020-11-30, 13:08

Jakże cudownym uczuciem jest świadomość, że wreszcie jest się mianowanym! Wreszcie można chodzić gdzie się chce, robić co się chce i w ogóle - żyć pełnią życia! Tyle, że - ku zdziwieniu liliowego kocura - przez mianowanie nagle nie zyskał setki nowych zajęć do roboty. Między treningami nie działo się nic interesującego. Wszystko było równie nudne, żmudne i zwykłe, zupełnie jak poprzednio. A może to Grom jest po prostu taki nudziarski? Cokolwiek by nie było powodem, dla którego dni mijają przeraźliwie wolno - Głośnemu to przeszkadzało. Bardzo, okropnie.
Do wałęsania po obozie już przywykł. Wiedział, że to jest nudne, że nie ważne z kim by rozmawiał - i tak kot w końcu od niego by odszedł, a on pozostałby sam ze sobą i z niczym do roboty. Oczywistym więc było, że wykorzystując pierwszą lepszą okazję, z obozu wybył. Był już duży, był Terminatorem! Mógł robić co chciał, kiedy chciał i jak chciał. Poza tym - nie poszedł aż tak daleko, raz był na granicy! Z Samotnikiem, sam na sam! A tutaj co najprędzej spotka jakieś pojedyncze Gromowe koty, albo szyszka spadnie mu na głowę. Niby byłoby to nieprzyjemne, ale nie umarłby od tego.
Wydmowy wał nie był wielce ciekawy - piach był czymś zwykłym, co mógł spotkać wszędzie. Jednakże fakt, że był poza obozem w zupełności mu wystarczał. Ten bodziec pobudzał mu wyobraźnię, a więc na nudę nie było szans. Obecnie, idąc po wydmie, widział siebie już jako rosłego, silnego kota, który właśnie uratował caaały Grom i wraca po walce do siebie. Nie! Dopiero idzie ratować Grom, dopiero idzie się bić, o tak! Chwilę spacerował, aż wreszcie wyskoczył na jakąś szyszkę, która wyłaniała się spod piachu. Ze swoją "zdobyczą" zrobił dwa przewroty po ziemi, słysząc już w głowie nawoływania jego imienia. Po momencie tarzania się, wstał i otrzepał się, widząc z oddali... nadchodzącą postać! To pomogło mu wrócić na ziemię, bo na moment przeżarł się strachem, ale już w parę sekund w zupełności się uspokoił. Jak zakładał - mógł tu być. A jak nie, to tak czy inaczej ktoś by go okrzyczał. Wolał jednak nie być mięczakiem, zebrał się w sobie i w paru wesołych podskokach zbliżył się do kotki, którą zauważył.
- Hej, hej! - pisnął do niej, otrzepując się raz jeszcze z piachu. - Widziałaś jak skoczyłem? Jak będę duży, to będę tak skakał na każdeeego kotka, który będzie groził Klanowi! Będę bohaterem!
Uśmiechnął się dumnie. Nie znał jej nawet, kojarzył ją z ceremonii i to tyle. To nie znaczyło jednak, że miałby się nie chwalić tym jakie ma plany na przyszłość.

/Żurka!! :boss:

Żurawinowy Nos - 2020-12-13, 16:11

Żurawina nie da się ukryć gdy była terminatorem to wychodziła poza obóz by trochę się rozerwać i zużyć swoje zapasy energii. Jednakże zawsze była rozważna i nie oddalała się zbyt daleko bez żadnego wojownika. W końcu nie zamierzała zakończyć swojego żywota gdy ma tyle przed sobą. A miała bardzo wiele. Miłość, pierwszy wytrenowany terminator, sukces. Klan był dla niej ważny i chciała robić dla niego wszystko co może. Ma ambicje by nie wypaść jak ktoś przeciętny, lecz porządny. Nie zamierzała wypadać słabo wśród nawet zastępcy czy przywódcy.
Żurawinowy Nos bardzo lubiła piaskowe tereny Klanu Gromu. Taki Wydmowy Wał był bardzo przyjemnym miejscem. Można było się w nim czuć iście jak w domu. Był też bardzo dobrym miejscem na wszelakiego typu sparingi. To właśnie dzisiaj robiła Żurawina w tym miejscu. Udała się na sparing z dziadkiem Chłodnym Nosem. Nie powiedziała mu jeszcze o ich związku z Cierpką Jagodą, bo nie wiedziała jak zareaguje. Jednakże nie sądziła by był jak Wężowy Język. Po zakończonym i przyjemnym treningu walki pożegnała się z nim, a sama stwierdziła, że jeszcze nie wraca do obozu. Dziadek ruszył a ona została. Dawno nie szukała kwiatów dla partnerki, a lubiła gdy ta jest szczęśliwa. Rudo-biała była więc ciekawa, czy jeszcze jakieś ładnie kwiatuszki rosną o tej porze roku. Zdawało jej się, że nie. W końcu było już chłodno. Gdy tak siedziała odpoczywając i myśląc o prezencie usłyszała pisk. Zwróciła swoje mroźne oczy w stronę terminatora. Głośna Łapa co? Brat kocicy o której teraz myślała. Otrzepała swoje futro gdzieniegdzie pokryte piaskiem.
- Eee nie widziałam sory. W sumie to dobrze, trzeba bronić Klanu prawda. Samotników trzeba przeganiać, obrzydliwe kreatury.
Aż na samą myśl o takim Morwie się w niej przewracało. Jedyne jakich tolerowała to kocięta, bo one nie są niczemu winne jeśli się je znajdzie porzucone.

Wężowy Błysk - 2020-12-13, 16:25

Nie widziała? A to pech! Niezadowolony pchnął łapką po ziemi, żeby pokazać frustrację, ale szybko się pozbierał w sobie. Trudno, będzie mógł później spróbować raz jeszcze wykonać swoją sztuczkę, tak żeby kotka na pewno widziała jak mu to wychodzi.
- A co jeśli Samotnika nie obchodzą nasze tereny, a tylko sobie gdzieś chodzi za granicą? - rzucił zaciekawiony, łeb przekręcając na bok. Każdy tak charczał na tych Samotników, a Calypso wcale groźna nie była, jedynie to to była wredną babą. No, ale wredny może być każdy, nie tylko Samotnik. - Zresztą, nie ważne! Jak masz na imię?
Dopytał po chwili. Skoro ją kojarzył, to chciał już wiedzieć kim dokładnie jest. Może jest kimś super ważnym, a on jeszcze o tym nawet nie wie? Na naukach omawiali kilka kotów, ale kto wie czy ona nie jest też kimś wielce istotnym? Lepiej wiedzieć z kim rozmawia!
- I... I co tutaj robisz? Jesteś z patrolem? - rozejrzał się na boki. Co prawda, żywej duszy poza nimi nie widział, ale koty mogły być po prostu dalej. Nadal nie sądził, że mógłby być ukarany za spędzanie czasu na terenie Klanu, ale lepiej wiedzieć że ktoś mógł tu nagle do nich podbić. Zawsze lepiej uprzednio przygotować się z ewentualnymi wyjaśnieniami.

Żurawinowy Nos - 2020-12-25, 16:22

Patrzyła skoncentrowana na terminatorze gdy ten niezadowolony machnął łapką. No szkoda, szkoda, że nie widziała. Zdecydowanie zmieniłoby to jej życie. Trzepnęła uchem po czym wysłuchała słów liliowego.
- Jak nie zbliżają się za blisko to ma się ich w nosie. Jednakże nie mogą zbliżać się zbyt blisko granic, ani tym bardziej je przekraczać. Jak kogoś spotkasz to albo wyganiasz go słowami, a jak nie ustępują i są agresywni to używasz pazurów by zwiali na swoje tereny z dala od granicy - powiedziała zanim Głośna Łapa wtrącił się, że chce porzucić temat - Żurawinowy Nos.
Zabawne uczucie, że wie się kto kim jest, a ktoś musi się ciebie pytać o imię czyż nie? Ona w miłości za pewnie też tak latała i pytała się o imiona. Teraz już wie jak każdy się nazywa i wygląda chociaż tak obserwując obóz. Als nie zna się z każdym. To zdecydowanie było trudne do wykonania.
- Ja byłam na sparingu z Chłodnym Nosem. Pierwszy poszedł do obozu. A ja ee. Młody wiesz może czy gdzieś jeszcze jakieś kwiatki rosną? - trochę siara pytać się o takie rzeczy, ale co w sumie szkodzi się zapytać, to jeszcze młody kocur nic mu do tego - Ale generalnie to co ty tutaj robisz?
To było zdecydowanie bardziej interesujące od tego co Żurawinowy Nos tutaj robi. Nie powinien raczej chodzić samemu po lesie bo go coś zeżre.

Wężowy Błysk - 2020-12-25, 16:55

Pff, dziwne podejście. Przecież, że Głośny tego nigdy nie zrobi. Póki żaden obcy nie przekroczy granicy, a tylko będzie blisko - nawet niebezpiecznie bardzo - będzie miał to gdzieś. Przecież kręcąc się przy czymś nie łamie się zasad ani nie pogwałca terenu Klanu. Przesadzają z tymi zasadami!
- Żurawinowy Nos - powtórzył po niej. - Miło mi poznać! Fajne imię. Ale twój nos w ogóle nie wygląda jak żurawina. Jak cię mianowali, miałaś go czerwony, czy co?
Rzucił szczerze zaciekawiony. Dla liliowego imiona takie jak to musiały mieć jakiś głębszy sens, inaczej były... po prostu dziwne. No, ale to chociaż brzmiało faktycznie dobrze! Nie było zupełnie w stylu zielonookiego orientala, ale mogło być o wiele, wiele gorsze.
- Kwiatki? Nie wiem, ale mogę pomóc poszukać! - zaproponował wesoło, szczerząc kły w uśmiechu. Najmniejszy problem szukać kwiatków! Byleby te jeszcze rosły... - Po co ci w ogóle kwiatki? Medyczka prosiła? Czy tak po prostu, dla walorów artystycznych?
Dopytał jej po chwili, przechylając łeb na bok. On nigdy nie miał okazji zbierać niczego, bo tak. Nie miał ani zbyt wielu kolegów, ani nawet czasu na takie rzeczy. A szkoda! Bo pewnie jakby miał możliwość, to zrobiłby okazałą kolekcję ładnych kamyków, liści i piór.
- Ja? Trenuję! Sam ze sobą, ale to zawsze coś, co nie? - zaznaczył z dumą. Lubił być... pracowity, tak to dobre określenie. W końcu byle leń nie wychodziłby poza obóz tylko po to, by skakać i robić z siebie pajaca, prawda? Raczej tak. - I chyba nic poza tym tu nie robię... Bo nie ma tu wielu rzeczy do roboty, poza trenowaniem sobie. To co, idziemy po kwiatki?

Żurawinowy Nos - 2020-12-31, 13:39

Żurawinowy Nos była bardzo terytorialna i nienawidziła samotników. Najpierw jeden zamordował jej matkę, a potem jej brat nim został. Na prawdę te koty ją niesamowicie odrażały. Nie ma zamiaru widywać ich w okolicach Klanu Gromu.
- A bo to mam po dziadku imię z Nosem. Chłodny Nos to mój dziadek o. Truskawka za to chyba ma tak trochę po Malinowych Chaszczach bo Gąszcz.
Żurawinowy Nos osobiście lubiła takie zabiegi. Myśli, że to spoko jak ma się imię po kimś w porządku albo z rodziny kimś fajnym. Na początku jej nowe imię kojarzyło jej sie tylko z dokuczaniem siostrze, że będzie Truskawkowym Nosem, ale potem zdała sobie sprawę, że to przecież po dziadku. Osobiście całkiem lubi swoje imię. Bo co lepszego można było zrobić z Żurawinowej Łapy. Listek? No okej to jeszcze jest spoko bo jak Olchowy Listek. Ale generalnie no tak średnio jakimś Owocem być. Poza tym nie wiedziała jak czerwony nos ma. Może rzeczywiście jest rudolfem Klanu Gromu i dlatego jest Żurawinowym Nosem.
- Nie, nie dla Truskawki. Chciałam czegoś poszukać dla Cierpkiej. Bardzo lubi kwiaty.
Można uznać, że dla walorów artystycznych, ale raczej chodziło o danie prezentu. I tak kwiaty potem ładują gdzieś przy legowisku, powiedzmy jako ozdoba. Chyba, że jej partnerka gdzieś sobie to trzyma. Żurawinowy Nos osobiście miała tylko małą kolekcje piór, którą dawno nie odświeżała bo straciła do tego zapał od kiedy Ogień umarł. Ale nadal je lubi. Są na prawdę piękne. Częściej zajmuje się teraz kwiatami dla Cierpkiej.
- Co trenujesz tak z ciekawości? A co do kwiatów to możemy coś poszukać.

Wężowy Błysk - 2020-12-31, 15:10

Dość ciekawe wyjaśnienie. On raczej nie będzie miał imienia po rodzicach... Bo jakby miał być "Wąż" to nie chciałby, by ktoś uznał że to jest po tacie. Po prostu lubił to mię. Za to gdyby skończył jako Głośny Strumień, chyba nigdy nie pokazałby się w obozie. Brzmiało to tak słabo i lamersko, że jak nie dla kocura. Co prawda, nie miał nic przeciw "słabym" imionom dla płci męskiej, ale takie zdecydowanie nie pasowałoby dla ogromnego orientala.
- Malinowe Chaszcze to też wasza rodzina? - zapytał zaciekawiony. Skoro Żurka miała po dziadku, to Truskawka może po cioci? Babci? Bo jak było to po całkiem obcym kocie, to tak... ciutkę dziwnie raczej. Kto co lubi, ale nawet Głośny nie chciałby być nazwany po byle kocie z Klanu, z którym nie ma najmniejszego związku.
Na wyjaśnienie dotyczące po co im kwiaty nieco się zdziwił. Dla Medyczki byłyby potrzebne. W końcu mogłaby ich użyć do jakichś leczeń czy innych śmiesznych rzeczy. Ale dla Cierpkiej? Co jego siostra miała niby z kwiatami robić? Jasne, mogła je lubić, ale... przyjaciele sobie tak różne rzeczy dają? Jeśli tak, musi obdarować jakiegoś znajomego superanckim patykiem. Nie wiedział, czy inni je lubią, ale skoro on je uwielbia - może jakiś jego znajomy podzieli tę pasję z nim.
- Jak kopać tyłki. No i jak się skradać, żeby nikt mnie nie widział. Jak będę już Wojownikiem, chcę się skradać tak że nikt nigdy nie będzie wiedział o mojej obecności! - uśmiechnął się dumnie, wypinając pierś do przodu. Chociaż miał większe predyspozycje do wielkiej siły w łapie, to jednak nie chciał przystawać tylko na tym. Ciche podchodzenie do kota lub zwierzyny też mu się przyda. - Czemu zbierasz dla niej kwiatki? W sensie, jasne, lubi je, ale czemu ty? Nie powinna sama sobie ich szukać?
Przechylił lekko łeb na bok... szczerze zmieszany. Kocur zdecydowanie nie rozumiał takich spraw. Na myśl o partnerce go wykrzywiało, a przyjacielowi nigdy niczego nie dał - choć teraz już to planował. Sam zresztą też niczego od nikogo nigdy nie dostał. Po prostu, jakieś to było dziwne.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group