Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Węglowy Pył
2020-01-13, 17:13
Lamparcia Cętka
Autor Wiadomość
Lamparcia Cętka
Gwiezdny



Klan:
samotnicy

Księżyce: 28 (12)
Mistrz: Błękitna Toń
Płeć: kotka
Matka: Kolorowy Wiatr
Ojciec: Chłodny Nos
Multikonta: Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
Wysłany: 2019-02-27, 10:48   Lamparcia Cętka
   Wygląd: Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=336733#336733



[ IMIĘ ] Lamparcica Lamparcia Łapa Lamparcia Cętka
[ PŁEĆ ] kotka
[ KLAN ] Gromu
[ WIEK ] 26 księżyców

..........[ URODZONA ] pora nagich drzew
..........[ ADOPCJA ] 8 księżyców

[ RANGA ] samotnik

..........[ NAUCZYCIEL ] Kolorowy Wiatr & Chłodny Nos
..........[ MISTRZ ] Lwi Zew Błękitna Toń
..........[ UCZNIOWIE ] brak
..........[ TERMINATORZY ] Chuda Łapa

[ ZGODA NA ADOPCJĘ ] nie




Szczupłe, umięśnione ciało kocicy osadzone jest na długich kończynach o delikatnych łapach i palcach, przystosowanych do wspinaczki oraz wykonywania długich susów pomiędzy gałęziami drzew. Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty, których zdecydowanie ma aż za dużo. Najwidoczniej Gwiezdny Klan był w jej przypadku bardzo szczodry, i dobrze. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach - którego pozazdrościć mogliby sami bogowie, cmok - okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o wyjątkowo nieregularnych kształtach, natomiast na łapy i pysk przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Mogłoby się wydawać, że śnieżny kolor okrył również jej pysk, lecz jest to tylko i wyłącznie delikatnym rozjaśnieniem bazowej barwy, a nie znaczeniem. Ma smukłą głowę oraz nieco dłuższą niż u zwykłego kota kufę, o delikatnie zgarbionym mostku różowego nosa. Duże ślepia natomiast, koloru mroźnego błękitu, najczęściej są lekko przymrużone, co pasuje do jej surowego i zdystansowanego charakteru.
Po nieprzyjemnych przeżyciach nie zmieniło się wiele. Nadal wygląda dobrze, choć w ciele pojawiły się przykre ubytki, które uważa za szpetne i odstręczające. Blizny nigdy nie były w jej oczach atrakcyjne, a teraz ma je rozsiane po całym ciele. Pierwsze w oczy rzuca się rozerwane lewe ucho, u którego czubka utworzyło się wielkie wyszczerbienie, biegnące do połowy długości, przez co otwiera małżowinę i przepoławia ją na dwie części. Dalej znajduje się wąska i długa blizna na lewym barku, która byłaby olbrzymim plackiem łysej skóry, gdyby nie dwunodzy i ich szwy. Żyłki ściągnęły olbrzymią ranę i teraz biegnie tam jedynie zgrubiały szew z którego nadal wystają czarne nicie, niezaakceptowane przez organizm i migrujące coraz to wyżej, by w przyszłości wydostać się na zewnątrz, o ile wcześniej nie zostaną wyrwane. Sytuacja wygląda podobnie w prawej tylnej łapie, której brakuje małego, zewnętrznego palca. Brutalnie odgryziony pozostawił po sobie wielką ranę, która za sprawą psich zębów ciągnęła się dalej przez całe śródstopie, lecz teraz miejsce to zostało również zabliźnione. Zgrubiały szew ciągnie się jak górskie pasmo, lecz to wyjątkowo pozbawione jest nici, dawno wyciągniętych przez weterynarza. W oczy rzuca się również wielkie oparzenie na lewej tylnej łapie kocicy, które objęło całe śródstopie i przeciągnęło się delikatnie przez udo, tworząc wielką, paskudną bliznę, powstałą wskutek kontaktu z ogniem.





Niegdyś każda niesprawiedliwość, nawet ta wymierzona wobec obcych, bodła ją w moralność, a teraz? Jest zobojętniała na czyjąś krzywdę i pogrążona w nieczułej apatii. Żywe serce, ze względu na przebytą drogę i doświadczenia, zamieniło się w kanciastą skałę, skutą dodatkowo grubą warstwą lodu, co by przebicie się do uschniętego wnętrza nie było za łatwe. Córka Kolorowego Wiatru zdecydowanie wydoroślała i nie widać w niej praktycznie żadnych pokładów dawnej buntowniczości oraz młodzieńczego zapału do wykazania się przez przyjaciółmi. Jest chłodna, niezwykle zdystansowana i obiektywna, a każdą informację przetrawia kilka razy, nim podejmie decyzję, by przypadkiem nie popełnić żadnego błędu przeszłości. Ma w sobie pokłady surowego wigoru i wymaga od kotów znacznie więcej, niż dotychczas. Dzięki opiece nad Piernik nauczyła się cierpliwości, lecz jej śmierć przyniosła ze sobą kompletne załamanie i poczucie beznadziei, które teraz przekuło się w ponurą i bardzo ciętą na niesubordynację mieszankę wybuchową. Nauczyła się również lojalności, poznała prawdziwą wartość bliskich i, przede wszystkim, znacząco zbliżyła się do Gwiezdnego Klanu, mimo że już od maleńkości wymykała się spomiędzy łap Lwiego Zewu, co by spędzić choć chwilę przy Czterech Dębach, nocą, wpatrując się w Srebrną Skórkę. Uważa, że to dzięki przodkom odnalazła drogę do domu i że bez nich nie poradziłaby sobie z udźwignięciem całego tego ciężaru.
O śmiechu i radości można w jej przypadku już zapomnieć - nawet tych złośliwych, przepełnionych jadem i egoizmem. Na jej pysku rozlewa się z reguły kamienny i chłodny wyraz, który swoją ostrością wyraźnie potrafi dać do zrozumienia, kiedy ktoś nie jest mile widziany i kiedy woli zostać sama. Stała się oszczędna w słowach i nie jest już tak gadatliwa, jak kiedyś - więcej natomiast myśli, a jeśli sytuacja jest tak wyjątkowa, iż wymaga od niej otworzenia pyska, dobiera słowa ostrożnie i z wyczuciem, by przypadkiem nie skierować ostrza w swoją stronę. Swego czasu była narcyzem - zachłyśnięta wszystkimi komplementami nie zaprzeczała im i sama przyklaskiwała, jednakże teraz jej ciało nie jest już takie piękne, jak kiedyś. Znajdują się w nim nieeleganckie ubytki oraz paskudne oparzenia, których wytykanie jeszcze jakiś czas temu doprowadzało ją do szaleństwa, lecz teraz nie robi żadnej różnicy. Zaakceptowała to, jaka jest, ponieważ dobrze wie, że powłoka prędzej czy później zamieni się w proch. Mimo to nadal dba o swoje futro, które jest czyste, zawsze dobrze ułożone i gładko ulizane, dzięki czemu może pochwalić się dobrze wyćwiczoną sylwetką, która mimo kilku księżyców poza klanem nie osłabła, a wzmocniła się, podobnie zresztą jak i jej psychika, będąca teraz niemożliwym do zburzenia murem.





Ostatnio zmieniony przez Lamparcia Cętka 2019-12-01, 06:40, w całości zmieniany 70 razy  
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 13 | Sz: 6 | Zm: 4 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 100/200
 
Lamparcia Cętka
Gwiezdny



Klan:
samotnicy

Księżyce: 28 (12)
Mistrz: Błękitna Toń
Płeć: kotka
Matka: Kolorowy Wiatr
Ojciec: Chłodny Nos
Multikonta: Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
Wysłany: 2019-05-14, 14:07   
   Wygląd: Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=336733#336733




tytuł Miss Forum, czerwiec 2019


[ S T A T Y S T Y K I ]


[ S I Ł A ] 5 7 10
[ Z R Ę C Z N O Ś Ć ] 9 11 13
[ S Z Y B K O Ś Ć ] 4 5 6
[ Z M Y S Ł Y ] 2 3 4

[ Ż Y C I E ] 65 70 75
[ W Y T R Z Y M A Ł O Ś Ć ] 35 40 45




[ D O Ś W I A D C Z E N I E ]


[ POZIOM] 3
[ EXP ] 35/200

..........[ +10 exp ] aktywność: luty
..........[ +30 exp ] aktywność: marzec
..........[ +30 exp ] aktywność: kwiecień
..........[ +30 exp ] aktywność: maj

....................[ Poziom 1 -> Poziom 2; 0/150 exp ]

..........[ +10 exp ] sparing z Rydzem
..........[ +30 exp ] aktywność: czerwiec
..........[ +15 exp ] wielki konkurs
..........[ +100 exp ] ukończenie treningu

....................[ Poziom 2 -> Poziom 3; 5/200 exp ]

..........[ +30 exp ] aktywność: lipiec
..........[ +5 exp ] połów ryb
..........[ +5 exp ] sparing ze Żmiją
..........[ +30 exp ] aktywność: sierpień
..........[ +25 exp ] polowanie

Ostatnio zmieniony przez Lamparcia Cętka 2019-11-11, 07:33, w całości zmieniany 59 razy  
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 13 | Sz: 6 | Zm: 4 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 100/200
 
Lamparcia Cętka
Gwiezdny



Klan:
samotnicy

Księżyce: 28 (12)
Mistrz: Błękitna Toń
Płeć: kotka
Matka: Kolorowy Wiatr
Ojciec: Chłodny Nos
Multikonta: Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
Wysłany: 2019-06-04, 07:47   
   Wygląd: Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=336733#336733





[1.] [ Martwe Korzenie ] Agrestowa Łapa
[2.] [ Zagłębienie ] Zamarznięta Łapa
[3.] [ Zwiędły Stos ] Błękitna Toń
[4.] [ Omszała Skała ] Cały klan :: Ceremonia X
[5.] [ Płytki Dołek ] Wrona
[6.] [ Słoneczny Głaz ] Koziczy Skok
[7.] [ Paprociowe Przejście ] Daniel
[8.] [ Boczne Wyjście ] Jenot
[9.] [ Lamparcia Gałąź ] Wilk
[10.] [ Młoda Wiśnia ] Trująca Łapa
[11.] [ Omszała Skała ] Cały klan :: Pogrzeb Bursztynowookiej
[12.] [ Drzewo Puchacza ] Wirująca Łapa
[13.] [ Skraj Lasu ] Szczurzy Pazur
[14.] [ Siedlisko Koni ] Trująca Łapa, Lwi Zew, Malinowe Chaszcze
[15.] [ Kamienisty Brzeg ] Mały Liść, Burzowa Łapa
[16.] [ Iglasta Ziemia ] Drzazga
[17.] [ Płat Ziemi ] Rydzowe Futro
[18.] [ Lamparcia Gałąź ] Oset
[19.] [ Omszała Skała ] Cały klan :: Ceremonia XI
[20.] [ Kępa Drzew ] Wilcza Łapa
[21.] [ Iglasta Ziemia ] Orla Łapa
[22.] [ Lisia Nora ] Akacjowy Kolec
[23.] [ Porzucone Legowisko ] Malinowe Chaszcze
[24.] [ Góra Igieł ] Błękitna Toń
[25.] [ Złociste Wgłębienie ] Jaszczurka
[26.] [ Przed Borsuczą Norą ] Łani Krok
[27.] [ Omszała Skała ] Cały klan :: Ceremonia XII
[28.] [ Skraj Lasu ] Wirujące Pióro
[29.] [ Kolonia Bratków ] Żmijowa Łapa
[30.] [ Wysoki Pagórek ] Wilcza Łapa
[31.] [ Gąszcz Jagód ] Wilcza Łapa
[32.] [ Dj Grzmiącej Łapy ] Grzmiąca Łapa
[33.] [ Przed Martwymi Korzeniami ] Agrestowy Liść
[34.] [ Gęsta Jemioła ] Srebrzysta Łapa
[35.] [ Krzaczek Róży ] Błękitna Toń
[36.] [ Drzewo Puchacza ] Zamarznięta Sadzawka
[37.] [ Jodłowa Skarpa ] Wilcza Łapa
[38.] [ Omszała Skała ] Cały klan :: Ceremonia XIII
[39.] [ Wgłębienie w Ziemi ] Wilczy Ślad
[40.] [ Przed Skalistą Pieczarą ] Zmrok
[41.] [ Ptasie Gniazdo ] Błękitna Toń
[42.] [ Grzybowa Grań ] Cyprysowa Łuska
[43.] [ Gęsty Las - wschód ] Cyprysowa Łuska
[44.] [ Błotnicy Brzeg ] Błękitna Toń
[45.] [ Iglasta Ziemia ] Płomienna Łapa
[46.] [ Malinowy Krzak ] Kuna
[47.] [ Skraj Lasu ] Dymne Niebo
[48.] [ Jodłowa Skarpa ] Srebrzysta Łuna, Wilczy Ślad, Orle Skrzydło, Ostowa Łapa
[49.] [ Omszała Skała ] Cały klan :: Pogrzeb Rumiankowego Listka
[50.] [ Omszała Skała ] Cały klan :: Ceremonia XIV | Pogrzeb Ognistego Żaru
[51.] [ Krzak Bzu ] Żmijowa Łapa
[52.] [ Omszała Skała ] Cały klan :: Pogrzeb Łaniego Kroku
[53.] [ Zielone Źdźbła ] Koziczy Skok
[54.] [ Iglasta Ziemia ] Malinowe Chaszcze
[55.] [ Błękitna Pieczara ] Błękitna Toń, Wilczy Ślad
[56.] [ Legowisko Chorych ] Cyprysowa Łuska
[57.] [ Jaskrowa Jama ] Truskawka
[58.] [Na Kamiennej Wnęce ] Wilczy Ślad, Trzmiela Gwiazda
[59.] [ Wilczy Zagajnik ] Wilczy Ślad
Ostatnio zmieniony przez Lamparcia Cętka 2019-11-11, 07:30, w całości zmieniany 38 razy  
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 13 | Sz: 6 | Zm: 4 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 100/200
 
Lamparcia Cętka
Gwiezdny



Klan:
samotnicy

Księżyce: 28 (12)
Mistrz: Błękitna Toń
Płeć: kotka
Matka: Kolorowy Wiatr
Ojciec: Chłodny Nos
Multikonta: Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
Wysłany: 2019-08-08, 20:58   
   Wygląd: Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=336733#336733


















Ostatnio zmieniony przez Lamparcia Cętka 2019-12-01, 15:06, w całości zmieniany 14 razy  
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 13 | Sz: 6 | Zm: 4 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 100/200
 
Lamparcia Cętka
Gwiezdny



Klan:
samotnicy

Księżyce: 28 (12)
Mistrz: Błękitna Toń
Płeć: kotka
Matka: Kolorowy Wiatr
Ojciec: Chłodny Nos
Multikonta: Pszenica [KG], Jesionowa Łapa [GK]
Wysłany: 2019-12-01, 15:06   
   Wygląd: Jest wyjątkowo zgrabna i elegancka w ruchach, które potrafi skoordynować tak, by uzyskać zniewalający efekt, podkreślający atuty. Jest nieco wyższa od przeciętnych kotów, dzięki czemu może robić to, co wyjątkowo jej się podoba - patrzeć na innych z góry, nie nadwyrężając wątłego karku, za którym znajdują się delikatne, niewieście barki. Jej ciało o idealnych, wzorcowych wręcz proporcjach okryte jest krótkim, kremowomlecznym futerkiem o miękkiej teksturze, które na całym tułowiu pokrywają ciemnobrązowe cętki o nieregularnych kształtach, natomiast na łapach i pysku przepasają pręgi, ciemniejące na końcach. Między jej tylnymi łapami natomiast rozlana jest śnieżnobiała plama, która dalej ciągnie się przez podbrzusze pod postacią cienkiego pasma, które na pierwszy rzut oka ciężko jest jakkolwiek dostrzec. Duże ślepia natomiast są koloru mroźnego błękitu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=336733#336733





Urodziła się jako córka Kolorowego Wiatru i Chłodnego nosa. Jej miot jest duży, ponieważ posiada aż siedmioro rodzeństwa, lecz nie zdążyła się z nim wybawić w pierwszych księżycach swojego życia. Mroźna pora roku dała się we znaki Lamparcicy, a jej delikatny organizm nie był w stanie się wybronić przed chorobą, jaką był biały kaszel. Koteczka utknęła pośród ciepłego mchu legowiska chorych, będąc odciętą od życia klanu. W tym czasie z bliskich kotów odwiedzało ją czasami rodzeństwo oraz rodzice, przynosząc ciekawe opowieści z polowań i od czasu do czasu uczyli ją podstawowych informacji o klanie. Stanęła na nogi dzięki staraniom Ognistego Żaru, akurat na chwilę przed ceremonią, na której została Lamparcią Łapą, a na jej mistrza Trzmiela Gwiazda wybrał Lwi Zew. Była wtedy niezwykle radosna i pełna ambicji. Zachwycała się każdym elementem świata i każdym zakamarkiem, w przeciwieństwie do burego kocura, który ciągle podcinał jej skrzydła, nie potrafiąc zrozumieć młodego zapału kocicy. Po poznaniu wszystkich granic postanowiła je sobie regularnie utrwalać, spotykając przy Czterech Dębach Trującą Łapę z Klanu Cienia. Kocur był silny, charyzmatyczny i bardzo pewny siebie, co imponowało młodej i niedoświadczonej Lamparcicy, która już po chwili spędzonej u jego boku rozkwitała, czując się wyjątkowo lekko, co było pierwszym zauroczeniem. Od tamtej chwili odwiedzała granice z Klanem Cienia coraz częściej, licząc na to, że zobaczy go ponownie, lecz zamiast tego natknęła się na Szczurzego Pazura, który w niezwykle nachalny i zły, a nawet brudny wręcz sposób patrzył na jej ciało. Mimo młodego wieku wiedziała, że to niedobry znak, dlatego szybko zabrała nogi za pas, pełna sprzecznych myśli o klanie, z którym graniczy. Wtedy pojawiły się jej pierwsze wątpliwości, a jednocześnie obudziła potrzeba pójścia o krok dalej. Kilka wschodów słońca później, zaciekawiona nieznanym zapachem, postanowiła przekroczyć granicę Klanu Gromu i udać się na tereny niczyje, prosto do Siedliska Koni. Po drodze spotkała go, Trującą Łapę. Uczucie, które wciąż tkwiło w jej sercu, pobudziło się na nowo, lecz nie miała okazji na spędzenie z nim większej ilości czasu, gdyż już po chwili na jej łeb spadła gromowa kawaleria pod postacią Malinowych Chaszczy i jej mistrza, Lwiego Zewu, którzy głośno ją upominali i zawracali z powrotem. Było jej wstyd przy terminatorze Klanu Cienia i nie chciała tracić w jego oczach, dlatego wtedy przełamała się po raz pierwszy, wyrzucając z siebie to, co od dawna (przez niedomową atmosferę treningu) skrywała. Ostre słowa rzucone do byłej medyczki i burego kocura zaowocowały karą: całkowity zakaz wychodzenia z obozu, nawet w towarzystwie wojowników. Lamparcia Łapa uschła. Straciła pewność siebie i popadła w wątpliwości, przestając wierzyć w siebie, w swój trening i swoją przyszłość. Wtedy dotarło do niej, że nie powinna się buntować i nie powinna mówić tego, co myśli. Powinna być taka, jaką inni chcą, by była, czyli bezproblemowa, grzeczna i pomocna. Swoją przemianę rozpoczęła od przeproszenia Malinowych Chaszczy, lecz z Lwem nie szło tak gładko. Znowu pokłócili się na treningu, który odbywał się coraz rzadziej i rzadziej, a Lamparcica, nie mogąc samotnie wychodzić z obozu, powoli słabła. Jej mięśnie zaczęły zanikać, a kondycja podupadła. Traciła czas, który mogła przeznaczyć na naukę, a szansa na zostanie wojowniczką oddalała się coraz bardziej. Wtedy zrodziła się w niej nienawiść. Zakorzeniła głęboko w sercu i skaziła je, z rozrastającymi się korzeniami. Czuła zawiść wobec Trującej Łapy, który po całym zajściu ją zostawił i już nigdy więcej go nie zobaczyła, czuła zawiść wobec całego Klanu Cienia za to, jacy są, czuła zawiść wobec Lwiego Zewu za to, że zamknął ją w ciasnej klatce i wyrzucił klucz. Zapomniał. Musiała złamać zakaz dla własnego dobra. Opuszczała obóz po cichu, najczęściej w towarzystwie swoich przyjaciół Lekkiego Kroku i Koźlorogiego, dzięki czemu zleżałe mięśnie i ścięgna miały choć odrobinę ćwiczeń. Zaczęła się wtedy też bardziej interesować Wilczą Łapą, który wydawał się być często oderwany od rzeczywistości. Na tle klanowych kotów był zupełnie inny i niezbadany, a Lampart lubiła błądzić po nieznanym i odkrywać, dlatego też wykorzystywała każdą sytuację do rozmowy z kocurem. Była wtedy złamana, bez żadnej nadziei. Jej samoocena leżała gdzieś na dnie mulistego jeziora, a przez głowę przebiegały myśli o zmianie rangi na matkę, tylko po to, by miała święty spokój i brak jakichkolwiek obowiązków. Tylko po to, by otrzymała imię i mogła funkcjonować bez żadnych kar, lecz już po kilku dniach uznała, że to bez sensu. Żółć, wzbierająca się w gardle, a także rozmowa z Błękitną Tonią pchnęła ją do działania, gdyż wiedziała, że jeśli ona sobie nie pomoże, to nikt tego nie zrobi. Zwróciła się z problemem do zastępczyni przywódcy, Łaniego Kroku. Podczas rozmowy musiała zgrywać biedną i sponiewieraną ofiarę, lecz było warto. To wtedy dowiedziała się, że Lew ma ją głęboko pod ogonem zainteresowań dlatego, że szkoli samotniczkę, chcąc zapewnić jej miejsce w klanie. Była wściekła i obrzydzona. Została zepchnięta na dalszy plan dla kogoś zupełnie obcego i wtedy w jej serce wżarła się kolejna pijawka, wstrzykująca nienawiść wobec kotów, które nie należały do klanów, mimo że zarówno cień, jak i rzeka były już dla niej skończone. Nastała kolejna ceremonia, na której jej mistrzynią została Plamka. Od tamtego momentu jej życie nabrało zabójczego tempa, choć wciąż było nieco nieporadne. Córka Kolorowego Wiatru po raz kolejny spotkała Wilczą Łapę, z którym na Wysokim Pagórku oglądała gwiazdy, chcąc dowiedzieć się o kocurze jeszcze więcej. To wtedy znowu poczuła to dziwne uczucie, jakie niegdyś zrodziło się w niej przy Trującej Łapie. Nie chciała tego, bojąc się, że skończy w ten sam sposób i miała rację. Syn Skaczącej Żaby znowu zaczął zachowywać się dziwnie, zupełnie tak, jakby nagle był kimś innym, a ona, zrezygnowana, wytknęła mu bycie beznadziejnym i odeszła, rozpoczynając ciche dni, które długo nie trwały. Kocur zatrzymał ją w obozie i sprawa między nimi ostatecznie się wyjaśniła, choć nadal niepewna swego Lampart zalewana była sprzecznymi myślami i nie wiedziała, czy znajomość z nim na pewno będzie dobra i czy w przyszłości nie przyniesie kolejnych problemów i łez, jakie zalewały ją coraz częściej. Czuła się beznadziejne, niczym marny ochłap, który nie wyróżnia się w żaden sposób na tle innych. Wątpiła coraz częściej. W samą siebie i w to, czy aby na pewno chce taka być. Udawała dobrą, by zadowolić rodziców. Pomagała i zawsze była obok, by innym było lżej. Służyła radą, by nikt nie cierpiał. Ciągle myślała o innych, a przez to wszystko sama gniła w środku i czuła się źle we własnym futrze. Nadeszła jednakże ceremonia na której miała otrzymać nowe imię i rangę i tak oto została Lamparcią Cętką, przyjmując pod swoje skrzydła własnego brata, Chudą Łapę. Na ceremonii została poruszona ważna kwestia, a mianowicie dotycząca samotników. Była to kropla, która przelała czarę. W cętkowanej córce Kolorowego Wiatru coś pękło, a jej prawdziwe ja, skrywane głęboko przez kilka księżyców, wydostało się na zewnątrz. Bez żadnej skruchy nawoływała do mordu i nie żałowała swoich słów. Nie zmieniłaby ich na żadne inne i przy następnej okazji powtórzyła to samo. Postanowiła jednakże nie sprzeciwiać się słowu Gwiazdy, uznając bardzo racjonalnie, iż jego słowo jest ważniejsze, niż jej własne uczucia, a mimo to wymyśliła sobie sprytny plan, dzięki któremu mogłaby pozbawić życia każdego bezklanowca, na którego się natknie. Nadeszła noc i milczące czuwanie z Wilczym Śladem. Był to przełomowy czas w jej życiu, kiedy została zatrzaśnięta w pułapce między prawdziwą sobą, a tą, na którą się kreowała. Przeszłość gryzła się z teraźniejszością i wizją przyszłości, lecz ostatecznie wygrało to drugie. Przełknęła niepewność i postanowiła postawić wszystko na jedną kartę, czyniąc tym samym krok do otworzenia się i pokonania wielkiego muru. To wtedy, po niezwykle dziwnym sparingu z kocurem, wyznała mu swoje uczucie, czując się z tym wyjątkowo dobrze, zupełnie tak, jakby kurz po bitwie opadł. Jej uczucia w jednej chwili się uspokoiły, a umysł otworzył i już wiedziała, czego chce od życia. Szczęścia. Postanowiła, że nie będzie sprawiać radości innym własnym kosztem. Postanowiła, że będzie sprawiać radość samej sobie. Jako partnerka Wilczego Śladu czuła się również odrobinę atrakcyjniejsza, dlatego też chwyciła ten wiatr w żagle i poszła za ciosem. Zaczęła bardziej dbać o siebie i o swój wizerunek. Mimo ostrego charakteru, którego nie bała się już pokazywać, wyglądała zawsze przepięknie. Poświęca teraz więcej czasu na pielęgnację futra, nie je za dużo, dbając o szczupłą i zdrową linię, a jednocześnie, pamiętając niegdysiejsze słowa Koziczego Skoku, podkreśla swoje ponadprzeciętne atuty, poruszając się w sposób ponętny i w równie podobny sposób używa mowy ciała. Jej nagła zmiana odbiła się na relacji z Błękitną Tonią. Lamparcica bowiem zupełnie zapomniała o hamulcach i o tym, jak delikatna jest jej przyjaciółka, przez co poszła o krok za daleko i sprawiła jej przykrość. Odkryła wtedy, że sprawianie bólu innym jest przyjemne i odkryła też, że nie chce w ten sposób traktować swoich bliskich, dlatego też zarezerwowała urocze chamstwo dla tych kotów na których jej nie zależy. Musiała być ostrożna w swoich ruchach i słowach. Wypuszczając na zewnątrz swoją rogatą żmiję mogła stworzyć mnóstwo nieporozumień i chaosu, dlatego też nauczyła się analizować i dokładnie planować swoje akcje, by nie popełnić tego samego błędu, co kiedyś. W pewnym momencie swojego życia poczuła, że czegoś jej brakuje. Klan wydawał jej się miejscem okropnie niesprawiedliwym; więzieniem, które w kajdankach zamyka w celi i nie pozwala odezwać się słowem. Jej relacja z Wilczym Śladem zaczęła powoli zamieniać się w proch i w końcu dotarło do niej, że syn Suchej Gałązki jest po prostu gówniarzem - młodszym kocurem, który nie zrozumie potrzeb starszej od niego Lamparcicy i nigdy nie będzie odpowiednim ani partnerem, ani wsparciem. W chwili słabości opuściła klan, by zaspokoić swoją ciekawość świata.

* * *


Wyruszyła w kierunku siedliska koni, uznając, że zamieszkujące to miejsce koty mogły widzieć i wiedzieć więcej, niż te zajmujące okolice wojowniczego lasu. Droga przebiegała względnie spokojnie, lecz gdy tylko miękkie poduszeczki jej łap stanęły na twardym, utworzonym przez dwunogów gruncie, usłyszała ten obrzydliwy i bolący w uszy dźwięk - szczekanie. Zjeżony kundel biegł prosto na nią i ani myślał się zatrzymywać. Był tak rozochocony wizją pożarcia kota, że raz po raz potykał się o swoje łapy i nim Lamparcia Cętka w ogóle zdążyła zerwać się do biegu była wciągnięta w wir warki. Psisko było średniej wielkości, białe w czarne kropki. Szamotanina pełna kłów i pazurów trwała zaledwie chwilę, lecz odczuwana była jako wieczność. Udało jej się odgonić napastnika kosztem swojego ciała, które okropnie piekło w wielu miejscach, było obolałe i pełne siniaków. Czuła bolesne ciepło na rozerwanym lewym uchu, czuła ból w prawej tylnej łapie, której brakowało jednego palca, a przez śródstopie ciągnęła się paskudna rana, lecz pulsujące i kłujące uczucie, rozpalające cały jej tułów, pochodziło przede wszystkim z prawego barku, który pozbawiony był futra i dużego kawałka skóry. Przeklęła swój los w tym momencie i wiedziała, że popełniła błąd. Nie mogła ruszyć dalej, ryzykując zakażeniem i w najgorszym wypadku śmiercią, zwłaszcza że krwawienie nie ustawało. Musiała zawrócić się do klanu i uprosić Malinowe Chaszcze o pomoc, nim po raz kolejny spróbuje szczęścia w wielkim świecie, lecz to również nie było jej dane. Słońce gorało na niebie, kiedy spadł na nią wielki cień dwunoga. Nim w ogóle zorientowała się w sytuacji, na jej ciało opadło coś ciężkiego, grubego, kolorowego i jednocześnie miękkiego. Koc. Nie był to groźny przeciwnik, a ona sama była wytrenowaną wojowniczką, dlatego też natychmiastowo rozpoczęła szamotaninę, próbując się uwolnić, lecz rany i osłabienie dawało się we znaki. Na nic to wszystko, gdy łapska człowieka dopadły ją, skrytą pod narzutą, z obu stron. Poczuła, że traci grunt pod łapami, a uderzenie serca później była niesiona jak bezbronne kocię. Przez niewielką szczelinę w materiale widziała go. Kundla, który wrócił. Należał do dwunoga, zabierającego zarówno ją jak i swojego pupila nigdzie indziej jak do brzucha potwora, a następnie do lecznicy.

Ocknęła się w momencie, gdy usłyszała nagły hałas. Poczuła szarpnięcie i otrzeźwiała, gdy niewielka klatka w której się znalazła była właśnie wyciągana na zewnątrz przez dwunoga. Nie było już lasu i nie było do czego wracać, a w jej sercu zalęgło się przerażenie i panika, która została spotęgowana widokiem olbrzymich drapaczy chmur, sięgających samego Gwiezdnego Klanu. Gigantyczne budynki kilkakrotnie przewyższały najwyższe drzewa w miejscu, gdzie się urodziła, a ich ogrom mroził jej krew w żyłach. Zamknęła mocno oczy, licząc na to, że to tylko sen. Ocknij się, głupia, ocknij. Klatka zakołysała się na boki, a chwilę później została wniesiona do lecznicy, gdzie okropny odór, którego do tej pory nie znała, mieszał się ze strachem zwierząt znajdujących się w środku. Psów, zajęcy, gołębi, kotów. Wszystkie panikowały, krzyczały i żałośnie skomlały, raz po raz przebijając ciszę głośniejszymi skowytami, które układały się w słowo weterynarz.

Nie była w stanie utrzymać się na łapach, gdy siłą wyciągnięto ją z klatki na śliski stół operacyjny, gdzie rozpoczęły się długie męczarnie, jakich nie rozumiała. Jej łapy zostały obwiązane dziwnym materiałem, podobnie zresztą jak i pysk, przez co nie mogła już walczyć. Nie mogła używać ani pazurów, ani kłów, gdy odziani na jasno dwunodzy rozpoczęli swoje obrzydliwe eksperymenty i tortury. Naciągali jej skórę w wielu miejscach, zgniatali ciało, razili w oczy małymi promieniami słońca, a to był przecież dopiero początek. Niezliczona była ilość igieł, które wbito w jej kark. Każda kolejna piekła coraz bardziej, zwłaszcza gdy się szarpała, bądź gdy wchodziły za głęboko. Zobaczyła też swoją skórę. Łysą. Gładką. W wygolone miejsce na łapie wbite zostało grube żądło, przez które wyssano jej krew. Poczuła mdłości i zwróciła jedno wielkie nic, dławiąc się tylko i wyłącznie spazmami, gdy po chwili do tego samego żądła podpięte zostało przezroczyste pnącze, wlewające do jej ciała żółtawy płyn. Serce waliło jej jak młotem do czasu aż zaczęła usypiać, a ostatnią rzeczą, jaką zapamiętała, była wyciągnięta przez jednego z potworów dziwna rurka, która skończyła rzecz jasna głęboko w jej gardle. Spędziła w tym miejscu kilka dni, pomału dochodząc do siebie i odzyskując siły. Była z tego powodu coraz bardziej butna i zdolna do samoobrony, kiedy dwunodzy przychodzili by znowu wbijać w nią igły. I znowu. I jeszcze raz. Jej bark promieniował bólem przy każdym mocniejszym szarpnięciu, lecz nie krwawił już, a dyskomfort powodowały szwy, znajdujące się również w tylnej łapie. Gwiezdny Klan dał jej nauczkę za to, że chciała odejść od klanu. Jedne koty nosiły na swoich szyjach obroże, a ona miała wszyte w ciało czarne nicie, których nie mogła się w żaden sposób pozbyć, gdyż nie sięgała tam zębami. Malinowe Chaszcze wiedziałaby, co robić. Na pewno znalazłaby jakieś rozwiązanie i poskładała ją do kupy szybciej, lepiej i bez ingerowania w ciało, lecz gromowej medyczki tutaj nie było.

Nastał dzień, kiedy miała zostać adoptowana przez starszą kobietę, która wybrała nie tylko ją, ale również i Piernik - kocię z klatki obok. Córka Kolorowego Wiatru całkiem dobrze dogadywała się z koteczką, mimo dzielącego ich wieku i obiecała jej, że jeśli kiedykolwiek nastanie dzień, gdy pojawi się szansa do ucieczki - zabierze ją ze sobą. I taki dzień nastał. Została przetransportowana do domu starszej kobiety w brzuchu potwora, czyli tak, jak ciągle, a gdy tylko postawiła łapy w legowisku tych łysych kreatur czmychnęła na kuchenny blat, dając sygnał Piernik, po czym obydwie wyskoczyły przez otwarte okno. I tyle ich widziano. Właścicielka nie nacieszyła się za długo nowymi pupilami - mogła dobrze zabezpieczyć swój dom, nim je przywiozła.

Był mglisty poranek, kiedy zasmakowała wolności po raz pierwszy od bardzo dawna. Zmęczona biegła przed siebie, uważając młodą kotkę, by nie zostawić jej z tyłu. Niebo znowu wydawało się znajome, tak jak i wszystkie otaczające ją zapachy. Nie chciała dopuścić do siebie pesymistycznych myśli, ale te już po chwili ją przygniotły ze zdwojoną siłą. Nie wiedziała gdzie jest. Nie wiedziała gdzie jest las. Gdzie są klany. Nie wiedziała co ma zrobić z Piernik. Piernik, która była mała i, bądź co bądź, słaba. Nie wiedziała, jak długo nie była w Klanie Gromu. Wszystko to zadziało się w przeciągu półtora księżyca, lecz w jej odczuciu był to co najmniej jeden pełny obieg pór roku. Szła na ślepo. Przedzierała się przez gospodarstwa pełne znajomych zwierząt, gdzie spotykała również i koty, wskazujące jej drogę do czegoś, co nazywali miastem i co było olbrzymim osiedlem. Było to miejsce, gdzie gniazda dwunogów sięgały chmur. Miejsce w którym była i do którego przybyła w brzuchu potwora. Miała już punkt odniesienia i wiedziała, że jest bliżej domu, niż dalej. Piernik stanowiła balast opóźniający całą podróż. Lamparcica musiała polować za dwie, dbać o jej bezpieczeństwo i przede wszystkim o zdrowie. Czekoladowa kotka nie mogła przemarznąć i nie mogła się przemęczać, lecz zniecierpliwienie wojowniczki coraz bardziej wychodziło na wierzch, przez co zawsze zmuszała podopieczną do choć kilku kroków więcej.

Po kilku dniach wędrówki trafiły do miasta, gdzie czekało je istne kluczenie, jako że liczne drapacze chmur i długie oraz szerokie ulice tworzyły labirynt, którego nie sposób było pojąć. Szlajały się po zaułkach, unikając dwunogów. Poznały wielu samotników i pieszczochów, których imiona już dawno wypadły Lamparcicy z głowy, a głód zaspokajały w śmietnikach za restauracjami, gdzie cętkowana musiała uprzednio pozbywać się szczurów, w czym najczęściej pomagały jej inne głodne koty. Po miesiącu takiego życia udało im się dołączyć do miejskiego gangu, który zamieszkiwał starą, znajdującą się w ruchliwym centrum remizę. Pierwszy raz od dawna gromowa wojowniczka poczuła się tak, jakby odzyskała namiastkę tego, co miała w lesie. Dni w tym miejscu były brzydkie. Szare. Smutne. Nijakie. Noce natomiast groźne i obce, ale jednocześnie piękne i zapierające dech w piersi. Pomijając smród i hałas, wszędzie wokół zapalały się kolorowe światła. Były ich tysiące, o ile nie miliony. Znajdowały się na gniazdach dwunogów - tych większych i mniejszych - inne migotały za przezroczystymi ścianami, a jeszcze inne iskrzyły na wysokich słupach, przewodząc potworami, które widząc zielony kolor biegły, a podczas czerwonego stawały w miejscu. Jedne światła po prostu były - fuksje, błękity, żółcie. Inne przedstawiały sobą całe obrazy i poruszały się w niepojęty dla kota sposób. Przez całe życie chciała zobaczyć wodospady, góry i doliny, a tymczasem zachwycił ją widok tego. Z każdym kolejnym dniem tułaczki przyzwyczajała się coraz bardziej do betonowej dżungli. Znała prawa, jakimi rządzi się to miejsce, znała tutejsze nazewnictwo i ukryte dróżki, którymi mogła dostawać się do niektórych gniazd dwunogów. Znała ciepłe legowiska, miała całkiem niezłe towarzystwo oraz dobrą pozycję w gangu i mogłaby przysiąc, że żyło jej się tu jak królowej, ale za każdym razem gdy spoglądała w niebo nie widziała gwiazd. Nie widziała Srebrnej Skórki. Nie widziała Gwiezdnego Klanu. Czuła się... opuszczona. Żadne neony i światła nocnego życia nie mogły zastąpić rozgwieżdżonego nieba, które w tym miejscu po prostu nie istniało i głęboko w jej sercu na nowo zrodziła się potrzeba powrotu do Klanu Gromu. Nie mogła tu zostać. To nie było jej miejsce, to nie tu się urodziła i to nie tu chciała umrzeć, a ostateczną decyzję wymusiło na niej kolejne piekło.

Pewnej nocy w piątkę przedzierali się przez tory kolejowe oraz puste perony w poszukiwaniu nowego miejsca na osiedlenie się, które byłoby nieco bezpieczniejsze, niż to obecne. Grupą przewodził Blizna, olbrzymi kocur o kruczoczarnym, krótkim futrze. Był swego rodzaju mózgiem operacji. To on wydawał polecenia i pilnował, by wszystko szło tak, jak należy. Daleko przed nimi biegła Iskra, ich nawigacja, która była w oczach wojowniczki prawdziwym ewenementem i cudem natury (czy raczej wynaturzeniem), jako że całe jej szare ciało pozbawione było sierści, a okrywał ją jedynie brudny i dziurawy, biały sweter w truskawki. Za Blizną podążał Głaz - prawdziwy olbrzym, któremu ŻADEN kot z lasu nie dorównywał wielkością. Ich potężny, rudy osiłek, który przepędzał nawet największe kundle. Miał krzywą, wysuniętą do przodu szczękę, zamglone prawe oko i odgryzione ucho po tej samej stronie, a mimo nieprzyjemnych pozorów stanowił uosobienie przymilnego miśka, który zawsze pocieszył i pisnął dobre słówko w trudnej chwili. Obok Głazu kroczył Białozór, który wzbudzał w niej mieszane uczucia, jako że do przesady przypominał Trującą Łapę. Ten sam kolor futra, ta sama sylwetka, te same nietoperze uszy i ten sam przydługi pysk. U jego boku zawsze milczała, nawet jeśli charakterem znacząco odbiegał od jej młodzieńczego obiektu westchnień. No i w końcu ona - zamykająca cały pochód i pilnująca tyłów. Tej nocy jednakże coś poszło nie tak. Iskra gdzieś zniknęła, a gdy Głaz ruszył w jej kierunku z potencjalną odsieczą, Lampart poczuła na swoim ogonie coś. Ucisk i szarpnięcie, które pociągnęło ją do tyłu. Wydała z siebie zduszony krzyk, a następnie na jej karku zatrzasnęły się zęby Białozora, próbującego przytrzymać ją przy ziemi, kiedy Blizna wyskoczył z pazurami w kierunku nikogo innego jak ludzi. Banda podchmielonych i zdegenerowanych gówniarzy postanowiła poznęcać się nad Bogu ducha winnymi kotami i bynajmniej nie skończyli na ciąganiu ich za ogony. Usłyszała dziwne klekotanie. Śmiech. Nagle pojawił się przed jej oczami niewielki płomień, tlący się spokojnie w ciemności, a później syk. Zapalniczka i dezodorant, mówi wam to coś? Jedni palą jeże, a inni wolą koty. Olbrzymi podmuch ognia objął całe ciało Blizny, którego futro od razu zaczęło się spalać i wtapiać w skórę, a krzyk ich dowódcy mieszał się ze śmiechem dwunogów, którzy na dokładkę zasadzili mu niewdzięcznego kopa, gdy umierał w męczarniach. Wojowniczka nie miała nawet czasu na lament za przyjacielem. Kolejna salwa płomieni opadła na nią, która w czas została wyciągnięta przez towarzysza. Jej tylna lewa łapa, mimo wszystko, zajęła się ogniem, a panika zakorzeniła głęboko w sercu, kiedy wystrzeliła prosto przed siebie, zeskoczyła z betonowego podestu peronu i opadła na tory, by w kilku susach znaleźć się w wilgotnej trawie, która ugasiła zabójczy żywioł. Ból był nie do opisania. Tarzała się po glebie w agonii, gdy oparzone miejsce piekło i paliło jednocześnie. Znowu wyła. Łzy spływały po jej policzkach nie tylko przez odczuwalne fizyczne cierpienie, ale też to, które rozrywało jej serce na nowo. Nie uratowała Blizny. Kto wie, co się stało z Iskrą? Zerwała się na równe łapy, gdy ciszę nocy i dziwną mowę dwunogów przerwał kolejny, siejący postrach w uszach każdej istoty, nienaturalnie brzmiący krzyk. Białozór. Co się z nim działo? Uratował ją i sam wpadł w łapy tych obrzydliwych potworów. Nie mogła mu pomóc. Nie mogła ryzykować bardziej. Musiała przecież wrócić do Piernik i wesprzeć przynajmniej ją, jeśli wszystkich innych już zawiodła. W drodze powrotnej spotkała jedynie potłuczonego Głaza, który przyznał, że Iskra nie podołała. Razem wrócili do schronienia i zostali opatrzeni przez ich znachorkę imieniem Latawiec, a choć rekonwalescencja wojowniczki nie była zbyt przyjemna, to przynajmniej się powiodła.

Wyruszyły gdy Piernik osiągnęła wiek sześciu księżyców, pytając kolejne spotykane koty o bezpieczne wyjście z miasta, lecz to prowadziło przez największą drogę grzmotu, jaką cętkowana kiedykolwiek widziała. Nie było tu też kolorowych świateł, więc wszystkie potwory biegały jak chciały. Nie też odwrotu. Spojrzała najpierw na Piernik, a później uniosła wzrok ku niebu, jakby licząc na jakiś znak od przodków, lecz wiedziała, że innej drogi nie ma i muszą to zrobić. Nie cofnie się, nie zostanie tu i nie poszuka innej trasy. Dość już marnowania czasu. To była loteria. Albo przejdą na drugą stronę ze wsparciem Srebrnej Skórki, albo obydwie skończą pod kołami samochodów. Wojowniczka przyczaiła się przy krawężniku i skinęła głową do młodszej siostry, odliczając kolejno do pięciu, po czym obydwie ruszyły biegiem. Lawirowały między samochodami, zatrzymując się przed ich kołami, bądź przylegając do ziemi między nimi, gdy bestie przebiegały nad ich głowami. Córka Kolorowego Wiatru trzy razy o mało nie została potrącona przez wielki samochód, z czego z jednego z nich wysiadł dwunóg, który chciał schwytać zarówno ją, jak i czekoladową. Obydwie umknęły jego wielkim łapskom, lecz młoda po chwili biegu obejrzała się, zagapiła i do uszu Lampart dobiegł huk. Głośne uderzenie i żałosne, bulgoczące wycie, które trwało uderzenie serca i zostało nienaturalnie urwane. Piernik. Wiła się w pośmiertnych spazmach jeszcze przez chwilę, gdy tylna połowa jej ciała została doszczętnie zmiażdżona, a po chwili kolejny potwór pozbył się i przedniej, rozcierając maleńką kocicę na jezdni w drobny mak. Wszystkie wnętrzności Lamparcicy związały się w ciasny supeł, a z szeroko otwartych oczu polały łzy, które nie były tylko wyrazem smutku, ale przerażenia, szoku i niedowierzania. Życie, które tliło się w jej wnętrzu nagle po prostu zastygło, zamieniło w kawałek lodu i pękło. Nie mogła się ruszyć. Patrzyła na to, co pozostało z Piernik w obezwładniającym paraliżu, kiedy to jej łapy zamieniały się w watę i odmawiały posłuszeństwa. Nie chciała tego widzieć. Wszystko miało pójść dobrze i miały obydwie dotrzeć do lasu, a tymczasem... otrzeźwienie. Potwór na dwóch nogach przemknął przed pyskiem Gromianki, a silny podmuch wiatru uderzył ją i przywrócił do rzeczywistości. Nie miała czasu na żałobę. Nie mogła się teraz rozpaść. Musiała wytrwać jeszcze trochę. Ze światem rozmazanym od hektolitrów łez przebiegła na ślepo przez resztę olbrzymiej drogi grzmotu, by na drugiej stronie doczołgać się do zaułku, opaść bezsilnie i omdleć.

Obudziła się w Gnieździe Dwunogów. Spanikowana poderwała ciało i zorientowała się, iż nie jest w potrzasku. Ogarnęła ją beznadzieja i pustka, którą w tamtym momencie zapełniał jedynie Sputnik - stary kocur o długim, burym futrze, który zamieszkiwał to domostwo i nosił na sobie znamiona wielu stoczonych bitew. Kocur znał klany. Znał miejsce o którym markotnie mówiła Lamparcia Cętka, ponieważ swego czasu zamieszkiwał sąsiadujące z lasem osiedle, nim wraz z właścicielką opuścił je w poszukiwaniu nowych perspektyw tu, w brudzie i syfie. Kierunek wschód. Miała iść w stronę wschodzącego słońca, jeśli chciała wrócić do domu szybko i bezboleśnie. Podróż przebiegała spokojnie, lecz była zdecydowanie dłuższa, niż gromowa wojowniczka zakładała. Trwała księżyc. Okrągły księżyc marszu, truchtu i biegu, przerywany krótkimi polowaniami i niewielką ilością snu. Przedzierała się przez kilometry lasów i łąk, dopóki nie zauważyła na horyzoncie osiedla, które znajdowało się zaledwie dzień drogi od domu, a czym był dzień w porównaniu do całego miesiąca? Kh.

  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 13 | Sz: 6 | Zm: 4 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 100/200
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka









Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad



the-avengers







Strona wygenerowana w 0,23 sekundy. Zapytań do SQL: 16