Poprzedni temat «» Następny temat
Kamienista Przełęcz
Autor Wiadomość
Gęsia Łapa,
Martwy
Strach



Klan:
wicher

Księżyce: 30 [ wrzesień ]
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Jodłowa Igła
Ojciec: Chłodny Powiew
Partner: bezsilność
Multikonta: Czarny Świt [MGBG], Ryk, Niedźwiedzia Łapa [GK], Pręgowany Grzbiet [ Martwi ], Chmurka [ Pieszczoch ], Rokitnikowa Łapa [ KG ], Deszczowa Dolin [ KR ]
Wysłany: 2019-07-25, 18:09   
   Wygląd: Gąska nie jest wysoka, jej wzrost można określić jako przeciętny, nadrabia to jednak swoją całkiem krępą budową. Nie, nie jest gruba. Ma po prostu... ładne kształty, nie to co te chuderlawe, długołape kotki, które nawet imię własnego klanu powinno zwiewać. Pysk ma raczej okrągły, tak samo wygląda kwestia jej dużych oczu o zielonych tęczówkach. Sierść kotki jest krótka, acz bardzo gęsta, o barwie złotej, jednakże wzdłuż linii kręgosłupa i na końcu ogona część składających się na jej futro włosów przybrała kolor czarny. Łapy kotki nie są ani długie, ani krótkie, długi jest natomiast ogon, bardzo puszysty, miękki i gruby, który potrafi plątać się jej pod łapami, jeśli zapomni o tym, by zwracać na niego uwagę. Od jakiegoś czasu sierść kotki stała się znacznie bardziej matowa, nie jest już tak lśniąca i wyczyszczona, jak była dawniej. Całości dopełniają zmęczone spojrzenie i zapuchnięte ze zmęczenia oczy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=7524


***

Mimo wszystko musiała jakoś normalnie funkcjonować. Nie chciała, oczywiście, jednakże... jaki w zasadzie miała wybór? Musiała robić chociażby i minimum wymaganych obowiązków, pomimo tego, że nawet podniesienie z legowiska stanowiło dla niej duży trud... i pomimo tego, że nie miała na to w ogóle jakichkolwiek chęci. Kiedyś, podczas treningu, podobnie trudne wydawało się jej złapanie ptaka i... owszem, nie udało się jej go wtedy złapać. Zauważył ją dość szybko i uciekł, ona zaś nie mogła na to nic poradzić.
Teraz również czuła się bezsilna. Klanem wichru rządziło przede wszystkim zło, wiele kotów jednak w to nie wierzyło, ślepo podążając za skłaniającymi się ku niemu kotami. Ona sama niedawno jeszcze zapewne nie uwierzyłaby z resztą nikomu, kto powiedziałby, że Malinowa Gwiazda jest zła. A jednak. Wspierała Iskrzącą Łapę, chroniła go, pozwalała mu na napadanie na inne koty... aż w końcu pozwoliła mu nawet na gwałt. Nie zrobiła absolutnie nic, aby ten poniósł jakiekolwiek konsekwencje, nawet nie przekazała klanowi o wszystkim tym, co miało miejsce, podczas, gdy czarno-biały zmarnował Gęsią Łapę. Ją... i jej życie, zarówno to obecne jak i przyszłe. Kiedyś miała marzenia. Miała ambicje.
Teraz była praktycznie jedynie pustą łupiną.
Tego dnia została przydzielona do patrolu z Imbirowym Pyłem. Nie mając innego wyboru, udała się na niego, oczywiście. Cały patrol spędzili w milczeniu, teraz zaś wracali z niego... a ona nie miała nawet wystarczająco dużo siły woli, żeby się do kocura odezwać.

// Imbirek <3
  Statystyki - lvl: 3 | S: 12 | Zr: 13 | Sz: 5 | Zm: 3 | HP: 80 | W: 40 | EXP: 0/200
 
Imbirowy Pył
Gwiezdny
wrak samego siebie



Klan:
wicher

Księżyce: 45 [II]
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Multikonta: Ciemna Toń [KC] Sokola Łapa [KRz] Spadająca Łapa [KG]
Wysłany: 2019-08-03, 17:23   
   Wygląd: Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=276772#276772


Patrol, na który udał się wraz z Gąska, przebiegł w dość nietypowy dla nich sposób. Mianowicie w ciszy. Jakby spojrzeć kilka księżyców wstecz, mieli wiele tematów do rozmów, teraz zaś nie było żadnego. Jakby wszystkie możliwe rozmowy na dany temat, wyparowały, odfrunęły...cokolwiek. Jedyne co pozostawało wciąż na językach dwójki, były temat klanu, Malinowej Gwiazdy i Iskrzącej łapy, którego dziwnym trafem od pewnego czasu już nie widział. Może to i lepiej? Może, dało się poczuć bezpieczniej?
Westchnął ciężko. Cały patrol postanowił wykorzystać na rozmyślanie, a o obecności Gęsiej Łapy, prawie że zapomniał. Była dla niego ważna, naprawdę i nie potrafił patrzeć, kiedy ta cierpiała, lecz...zupełnie nic nie mógł zrobić. Mógł jej wmawiać, że wszystko będzie dobrze..uh...naprawdę trzeba się powtarzać? Już raz to wszystko przerabialiśmy. Jednym słowem był bezradny i nawet gdy chciał się odezwać w kierunku złocisto-futrej kotki...nie wiedział, co ma powiedzieć. “Ładny mamy dzisiaj dzień, prawda?” . Może i mógłby to powiedzieć, lecz tak na dobrą sprawę nijak mógł się z tym zgodzić. Każdy kolejny dzień był wręcz gorszy, nic się nie działo, nie zmieniało, a Imbirowego Pyłu zaczęła przerażać myśl, że czas ucieka. On się starzeje...a co za tym idzie, coraz bardziej zbliża się do czasu, gdy...przejdzie na tamten świat. O ile on istniał. Przecież Wilczy Pazur rzucił na niego klątwę, mówiąc, “Nie ma dla ciebie miejsca w Gwiezdnym Klanie”. Zacisnął mocniej imbirowe, mętne oczy. Złe wspomnienia ponownie go dotknęły.
Złamałeś Kodeks. Przeklinam cię, po wsze czasy. Złamałeś Kodeks. Przeklinam cię, po wsze czasy. Złamałeś Kodeks. Przeklinam cię, po wsze czasy. Złamałeś Kodeks. Przeklinam cię, po wsze czasy.
Wysunął pazury z opuszków palcy, które w mgnieniu oka zaczęły ryć ziemię. Oddech przyspieszył, zresztą łomot w klatce piersiowej również. Zatrzymał się, to oczywiste. Nagle ogarnęła go panika i choć jeszcze długie miał przed sobą życie, on miał wrażenie, że każdy dzień może być jego ostatnim, a co po tym będzie? Nicość? Wcześniej nigdy by nie zaprzątał sobie tym głowy, lecz teraz? Co z nim będzie? Będzie krążył niespokojnie po Klanach? Błąkał się i nigdy, przenigdy nie zaznał spokoju? Może gdyby nie fakt, że przed sobą miał tylko wieczność...może myślałby o tym inaczej? Nie było dnia, w którym nie nachodziłyby go te siedem słów. Te siedem chole**ych słów, powtarzających się po kilka razy; które przypominały mu codziennie co zrobił. Teraz stał jak słup, zapominając, że przecież wybrał się tutaj z córką Jodłowej Igły. Dobrze, że ona nie miała tych problemów...bo...gdyby było inaczej zapewne załamałby się. Sam fakt, że nie wiedział, jak ma jej pomóc ranił go za każdym razem, jak cierń który wbijał się coraz mocniej i mocniej pod skórę...a on nic nie mógł poradzić. Upadł zlękniony. Wstyd mu było, że jego przyjaciółka musiała to oglądać. Przed Lnianym Futerkiem, udawał szczęśliwego, przed rodzeństwem również, lecz tylko we własnym zaciszu, mógł zdjąć tą “maskę”, pod którą chował wszystko, co go martwiło. Mówił, że jest już lepiej, że coraz bardziej jego stan poprawia się, że stany lękowe już go nie nachodzą...ale to wszystko było jednym wielkim kłamstwem. Starał się, naprawdę się starał...lecz nie wychodziło.
Złamałeś Kodeks. Przeklinam cię, po wsze czasy. Złamałeś Kodeks. Przeklinam cię, po wsze czasy. Złamałeś Kodeks. Przeklinam cię, po wsze czasy. Złamałeś Kodeks. Przeklinam cię, po wsze czasy.
_________________

Fallen in too deep
I can’t see what’s in front of me
I’m so far out of reach
Broke me piece by piece
Told me that you would never leave
Why did I believe?


Will I ever make it out?
Tell me what I gotta do now?
Am I going to see tomorrow?
Can’t swallow this sorrow
  Statystyki - lvl: 3 | S: 12 | Zr: 8 | Sz: 6 | Zm: 7 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 155/200
 
Porywisty Wiatr
Gwiezdny
szansa


Klan:
wicher

Księżyce: 42 [ lipiec ]
Mistrz: Fiołkowy Świt
Płeć: kocur
Matka: Malinowa Gwiazda
Ojciec: Fiołkowy Świt
Partner: obowiązki
Życia: 9
Multikonta: Zajęczy Sus, Miodowa Łapa (KW); Kąsające Zimno (KC); Borsucza Łapa (KG)
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2019-09-27, 22:03   
   Wygląd: Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=310276#310276


Porywisty Wiatr sporo chodził po terenach – sam czy z innymi kotami… bez znaczenia. O ile przepadał za towarzystwem swoich najbliższych czy nawet patrolami, tak nieraz wypuszczał się sam na terytorium klanu: na samotne spacery, obchody po granicach lub polowania. Dzisiaj w zasadzie nie miał celu, chciał po prostu odpocząć. Niebo było zachmurzone, przez co cały dzień był szary i ponury, ale jako wojownik wypełniał swoje obowiązki niezależnie od pogody. Miał więc za sobą zarówno trening z jednym ze swoich terminatorów, jak i krótkie polowanie, po którym wrócił do obozu, posilił się, i znowu wyszedł na tereny.
Łapy zaniosły go w okolicę Kamienistej Przełęczy, a idąc, myślał intensywnie. O treningach, o swoich terminatorach, o Pijawce, o Raczek, która na samym starcie otrzymała terminatora, podobnie jak on, o rodzicach, o matce, której wieku nagle stał się boleśnie świadom… a wreszcie: o Słonecznik. Nie spędzali ostatnio tak dużo czasu razem. Nie ma co się dziwić, każde z nich miało własnych terminatorów i obowiązki, które musieli wypełniać, a także swoje rodziny i innych przyjaciół, ale… nie mógł pozbyć się wrażenia, że to im szkodzi. Że oddalają się od siebie, a ogień, jaki czuł w swoim wnętrzu w jej obecności, zamienia się powoli w tlący się leniwie żar, który z każdym dniem coraz bardziej przygasa. W zamyśleniu nie zauważył nawet zbliżającego się innego kota.
  Statystyki - lvl: 5 | S: 18 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 260/400
 
Miętowy Pąk
Gwiezdny
tears to shed



Klan:
wicher

Księżyce: 46 [*] (V 2020)
Mistrz: Lśniąca Sadzawka
Płeć: kotka
Matka: Jodłowa Igła [NPC]
Ojciec: Chłodny Powiew [NPC]
Partner: samotność
Multikonta: Bursztynowy Wschód (KR); Mknąca Zawierucha (KC); Olchowa Łapa (KW); Mech (KG)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2019-09-29, 21:41   
   Wygląd: niezbyt wielka, długowłosa srebrna szylkretka klasycznie pręgowana o ciepłych, złotych oczach, z bielą na łapach, piersi i pyszczku
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=288396#288396


Minęło parę dni od momentu, w którym Mięta z całą pewnością mogła stwierdzić, że Skrzecząca Mewa zniknął. Czuła się źle z tą myślą, bardzo, bardzo źle. Dlaczego odszedł bez słowa, dlaczego ją zostawił? Nic jej nie powiedział, ba, nawet nie przejawiał żadnych oznak, że czuje się źle w klanie. Szylkretka, do tej pory zawsze spokojna i pogodzona z samą sobą, została gwałtownie wyrwana ze swojej komfortowej bańki. Czuła, że została sama z tym wszystkim.
Przestała jeść. Czuła mdłości na myśl o przełknięciu czegokolwiek, co nie było wodą. Polowała w naprawdę minimalnych ilościach. Jeszcze zwierzyny, jak i kotów do wykarmienia klanu było wiele, więc wykonywała ten swój obowiązek, jednak z poczuciem, że marnuje czas. Czas, który wolała przeznaczyć na patrolowanie.
Źle spała, bardzo źle. Legowisko wydawało jej się zimne i przeraźliwie puste, gdy obok nie było jej pointa. Każde spojrzenie na nie kojarzyło się jej okropnie, więc spała snem niespokojnym, wybudzał ją ledwie szelest. Miała problemy z zasypianiem, a wcześnie rano już budziła się i nie potrafiła dalej spać.
Przestała też dbać o siebie. Poza pobieżnym myciem sierści nie siliła się na nic więcej. Bo po co, dla kogo? Jej partner, kot w założeniu najbliższy jej ją zostawił. Chłodny Powiew próbował interweniować i rozmawiać z córką, jednak widać było, że Mięta może słyszała, co mówił, ale nie słuchała, dymny kocur więc postanowił dać jej spokój, jak na razie i pozwolił przeżyć swoistą żałobę.
Chodziła więc na samotne patrole. Codziennie chodziła na granice z terenami niczyimi, badała każdy krzaczek, każdy ślad zapachowy, jednak nie potrafiła znaleźć nic, co by ją prowadziło do Skrzeka. W pewnym momencie ogarniała ją panika, że na pewno przeoczyła jakiś szczegół, i wracała się, na nowo badała miejsce. Chodziła tak dzień w dzień, sprawdzała, szukała, jednak nic nie znajdowała, aż ogarniała ją rozpacz. Raz jednak wpadła na pomysł, że może point zwiał na tereny innego klanu? A ona głupia się skupiła na dwóch granicach!
Tego dnia było pochmurno. Kotka chciała jak najszybciej przejść się granicami, w obawie, że deszcz, który mógł spać tak naprawdę w każdej chwili, zatrze ślady zapachowe. Ruszyła więc granicą z cieniem, czasem idąc dokładnie przy niej, czasem odchodząc nieco w głąb terenów wichrowych, wciąż szukając tego samego. I wciąż tego nie znajdując.
W pewnym momencie na horyzoncie, na terenie wichrowym dostrzegła sylwetkę samotnego, spacerującego kota. Serce jej zadrżało w nadziei, a ona z ostrożną radością ruszyła w jego stronę dość szybkim truchtem, jednak z czasem zwalniała. Powoli zauważała rzeczy, które jej nie pasowały. Nie ten wzrost, nie ten chód, w końcu nie ten kolor futra. To nie był Skrzek. To był Porywisty Wiatr, młody wojownik.
Przystanęła na dwie długości ogona od kota. Jej nieco poszarpana sierść mogła nie robić takiego wrażenia, jak powinna, a podkrążone oczy pewnie jeszcze dodatkowo psuły efekt. Jednak, skoro już dostrzegła kota z klanu, to powinna się z nim przywitać, a nie tak odchodzić bez słowa. A może Kijanek natknął się na jakiś ślad jej partnera?
- Uhm. Cześć.- wychrypiała wręcz, bo mało używała głosu od paru dni, nie brzmiała więc najlepiej, ale po raz pierwszy w życiu wcale się tym nie przejmowała.
_________________
Yet I feel my heart is aching
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am d e a d


Yet it seems that I still have some tears to shed
Ostatnio zmieniony przez Miętowy Pąk 2019-10-05, 21:50, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 4 | S: 9 | Zr: 9 | Sz: 11 | Zm: 10 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 245/300 | MED.EXP: 63/100
 
Porywisty Wiatr
Gwiezdny
szansa


Klan:
wicher

Księżyce: 42 [ lipiec ]
Mistrz: Fiołkowy Świt
Płeć: kocur
Matka: Malinowa Gwiazda
Ojciec: Fiołkowy Świt
Partner: obowiązki
Życia: 9
Multikonta: Zajęczy Sus, Miodowa Łapa (KW); Kąsające Zimno (KC); Borsucza Łapa (KG)
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2019-10-02, 01:45   
   Wygląd: Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=310276#310276


Podczas gdy Miętowy Pąk w rozpaczy snuła się w poszukiwaniu śladów Skrzeczącej Mewy, młody wojownik myślał intensywnie, przechadzając się po terenach bez większego celu. Czy to mógł być ten moment w jego relacji ze Słonecznik, którego… z jednej strony się obawiał, którego nie chciał, a z drugiej strony którego w jakiś podświadomy, dziwaczny sposób się spodziewał? A przynajmniej spodziewała się tego jakaś jego część, ta, która podsuwała mu wątpliwości i zatrzymywała go przed jakimkolwiek działaniem… Co powinien teraz zrobić? Czy w ogóle powinien robić cokolwiek, tak na dobrą sprawę? Miał walczyć o to, by z powrotem rozniecić w sobie żar… a może się pogodzić z takim obrotem spraw? Ale nawet jeżeli, to co wtedy? Miał z nią porozmawiać, poinformować ją o tym?
Parsknął suchym śmiechem, zły na samego siebie za to, że mu taki pomysł w ogóle przyszedł do głowy. „Hej, w sumie to byłem w tobie zauroczony, ale teraz jednak mi przeszło, przepraszam za sygnały, jakie wcześniej ci wysyłałem, jednak wolę, jak się przyjaźnimy”. Absurd. Głupota. Nieśmieszny żart.
W końcu – nim jeszcze jego myśli powędrowały jeszcze dalej – kocur zorientował się, że ktoś się do niego zbliża, i to na dodatek dość szybko, bo początkowo prawie że biegiem. Z zaciekawieniem skierował spojrzenie na postać długowłosej, niezbyt dużej kocicy, która przybliżała się z każdą chwilą, aż nie rozpoznał w niej Miętowego Pąku, córki Jodłowej Igły, z którą nie rozmawiał nigdy dłużej. Zapewne nie wymienili więcej, niż grzecznościowych powitań i pytań, gdy akurat byli razem na patrolu; czemu tak się jej spieszyło, żeby do niego podejść? Na dodatek… nie wyglądała najlepiej. Miała potargane futro i wyglądała, jakby nie spała od dłuższego czasu… Nie zamierzał oczywiście tego komentować, w końcu nie byli sobie bliscy i taki komentarz byłby nie na miejscu, ale zastanowił się przelotnie, czemu tak jest, aż nie zdał sobie sprawy, że prawdopodobnie wygląda tak z powodu zaginięcia jej partnera, Skrzeczącej Mewy. Kocur był terminatorem matki Zrywka i wyglądał na porządnego wojownika, poza tym, że dość… wycofanego z klanowego życia, ale ostatnio po prostu zniknął z klanu. Zrozumiałym było, żeby bliskie mu koty go szukały i rozpaczały po jego stracie, zwłaszcza jeżeli nie było pewności, jaki spotkał go los.
Dzień dobry, Miętowy Pąku – przywitał się uprzejmie, kiwnąwszy lekko łbem. Nie miał pewności, czy powinien pytać, co się stało, że tak szybko się do niego zbliżała. W końcu jednak uznał, że dziwnie byłoby na tym pozostawić rozmowę. – Coś się stało, że tak szybko szłaś w moją stronę? – spytał jakby… ostrożnie, a jego zielone ślepia uważnie obserwowały starszą wojowniczkę.
  Statystyki - lvl: 5 | S: 18 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 260/400
 
Miętowy Pąk
Gwiezdny
tears to shed



Klan:
wicher

Księżyce: 46 [*] (V 2020)
Mistrz: Lśniąca Sadzawka
Płeć: kotka
Matka: Jodłowa Igła [NPC]
Ojciec: Chłodny Powiew [NPC]
Partner: samotność
Multikonta: Bursztynowy Wschód (KR); Mknąca Zawierucha (KC); Olchowa Łapa (KW); Mech (KG)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2019-10-05, 22:06   
   Wygląd: niezbyt wielka, długowłosa srebrna szylkretka klasycznie pręgowana o ciepłych, złotych oczach, z bielą na łapach, piersi i pyszczku
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=288396#288396


Rozterki rudego kocura były czymś, co było Mięcie obce. Ona na początku już polubiła Skrzeka, a późniejsze rozmowy tylko utwierdziły ją w przekonaniu, że to ten jedyny, że to jego partnerką chce być. Zresztą, łatwo poszło, bo i Skrzek jakimś cudem uważał ją za dobrą kocicę dla siebie, a szylkretka o gołębim sercu nie odczuła wątpliwości w tej sprawie. A nawet jeśli czasem miała jakieś, to nigdy nie dopuszczała ich do głosu. Było jej dobrze u boku takiego kocura, przez te wszystkie trudności. Pokochała go, i bardzo źle zniosła jego stratę, co Porywisty Wiatr właśnie mógł dostrzec w całej jej sylwetce. Cierpiała, chociaż jeszcze jakaś złudna nadzieja zamknęła je w klatce i pchała w przód, w poszukiwaniach, objawiała się w złudnych myślach że następnego wschodu, za parę dni, w ciągu księżyca jej partner powróci i znów będzie tak, jak kiedyś. Nie dopuszczała do siebie myśli, że się okłamuje. Jeszcze nie. Była teraz jak krucha gałąź na mocnym wietrze, wystarczył nieodpowiedni podmuch, by się złamała.
Przestąpiła z łapy na łapę, szukając odpowiednich słów, nieco zbita z tropu pytaniem młodszego kocura. Naprawdę tak szybko szła w jego stronę? Zresztą, nieważne, przybyła z konkretnym pytaniem, które należałoby z siebie wydusić.
- Chciałam tylko zapytać... Nie natknąłeś się na jakiś, hm, podejrzany trop w okolicy? - zagadnęła. I chociaż nie wymieniła konkretnie, jakiego tropu oczekiwała, żeby nie wyjść na desperatkę, to jednak nadzieja w jej głosie i oczy, które spoglądały na kocura wręcz z wyczekiwaniem mogły mu podpowiedzieć, jak bardzo kotka była zdesperowana.
_________________
Yet I feel my heart is aching
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am d e a d


Yet it seems that I still have some tears to shed
  Statystyki - lvl: 4 | S: 9 | Zr: 9 | Sz: 11 | Zm: 10 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 245/300 | MED.EXP: 63/100
 
Porywisty Wiatr
Gwiezdny
szansa


Klan:
wicher

Księżyce: 42 [ lipiec ]
Mistrz: Fiołkowy Świt
Płeć: kocur
Matka: Malinowa Gwiazda
Ojciec: Fiołkowy Świt
Partner: obowiązki
Życia: 9
Multikonta: Zajęczy Sus, Miodowa Łapa (KW); Kąsające Zimno (KC); Borsucza Łapa (KG)
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2019-10-07, 00:50   
   Wygląd: Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=310276#310276


Wydawała się… zaskoczona jego pytaniem, a w jej pytaniu zabrzmiała desperacja. Było to tak wyraźne, że nawet on nie miał problemu z odczytaniem jej uczuć… ale, w związku z tym, nie do końca wiedział, jak się zachować.
Obawiam się, że nie, ale, szczerze powiedziawszy… byłem trochę pochłoniętymi myślami i zwracałem uwagę na otoczenie tylko tyle, ile to było konieczne, by w razie czego wyczuć jakiś świeży zapach – odparł zgodnie z prawdą. Nie szukał niczego, więc i nie znalazł, ale… podejrzewał, że pytała o Skrzeczącą Mewę, o jego trop, nie o drapieżnika czy cokolwiek w tym stylu. Czy nie lepiej byłoby jednak szukać jego śladów bliżej granicy z Ziemiami Niczyimi? Jeżeli jakikolwiek Wichrowy wojownik wkroczyłby na ziemie innego klanu, do których było blisko z Kamienistej Przełęczy, na pewno by się o tym dowiedzieli, nawet jeżeli patrole natknęłyby się jedynie na zapach tego kota – a przynajmniej w to wierzył kocur.
Patrole też szukają śladów Skrzeczącej Mewy… może powinnaś odpocząć, Miętowy Pąku? – zasugerował kocicy najdelikatniej, jak potrafił, ściszając nieco swój niski głos. Nie potrafił skakać wokół tematu i udawać, że nie wie, o co chodzi, a kotka nie wyglądała najlepiej. Powinna choć trochę się przespać, zamiast się tak marnować.
  Statystyki - lvl: 5 | S: 18 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 260/400
 
Miętowy Pąk
Gwiezdny
tears to shed



Klan:
wicher

Księżyce: 46 [*] (V 2020)
Mistrz: Lśniąca Sadzawka
Płeć: kotka
Matka: Jodłowa Igła [NPC]
Ojciec: Chłodny Powiew [NPC]
Partner: samotność
Multikonta: Bursztynowy Wschód (KR); Mknąca Zawierucha (KC); Olchowa Łapa (KW); Mech (KG)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2019-10-08, 20:57   
   Wygląd: niezbyt wielka, długowłosa srebrna szylkretka klasycznie pręgowana o ciepłych, złotych oczach, z bielą na łapach, piersi i pyszczku
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=288396#288396


Cóż, szylkretka wcale nie miała pojęcia, że brzmi na aż tak zdesperowaną, na jaką się czuła. Dokładała starań ze swojej strony, by brzmieć w miarę normalnie i ukryć motywy, jakimi się kieruje, jednak prawda była taka, że Mięta miała marne umiejętności aktorskie, a jej wygląd też mówił sam za siebie. Tak naprawdę ktokolwiek był w stanie zaobserwować bliskość jej i długowłosego pointa, a potem jego zniknięcie, samodzielnie mógł wysnuć wnioski z tego wszystkiego.
- ... Oh. - w sumie wiadomość była i zła, i dobra. Z jednej strony zła, bo młody wojownik nie wyczuł żadnych śladów, a z drugiej strony sam przyznał, że był nieuważny, więc mógł coś przeoczyć. - No dobrze, ale dziękuję za odpowiedź. - zamruczała, po czym spróbowała uśmiechnąć się lekko, jednak w połączeniu z jej oczami wypełnionymi lekkim strachem, złudną nadzieją a także smutkiem raczej wyglądało to jak grymas.
Już miała ruszać dalej na swoje poszukiwania, kiedy Kijanek zaczął coś mówić. Przystanęła w pół kroku, a na dźwięk imienia partnera aż drgnęła, jej uszy poleciały w dół, a wzrokiem odleciała gdzieś na własne łapy i najbliższą okolicę. Aż tak łatwo dało się ją rozpracować?
Może i patrole szukały Skrzeka, może. Nie chciała im zarzucać lenistwa, bo pewnie wszyscy przykładali się do tego, jednak prawdą było że żadne ślady nie zostały znalezione, a Mięta nie potrafiła spać spokojnie, wiedząc, że znowu nic nie znalazła. Dlatego każdego dnia na nowo chodziła granicami, szukała zapachu, zaglądała do każdej napotkanej nory.
Milczała dość długo, wpatrując się w podłoże, a w kącikach jej oczu zamajaczyły łzy. Nie mogła się jednak rozpłakać, nie teraz, nie tutaj.
- Muszę go szukać. - powiedziała, przenosząc wzrok na Kijanka. - A c-co jeśli on gdzieś tam jest? I potrzebuje pomocy? - zachrypiała, pod koniec ściszając głos do szeptu. Nie potrafiła dalej mówić, bo jakby kontynuowała, to na pewno by się rozryczała, a syn przywódczyni na pewno nie chciałby oglądać jej smarkającej.
_________________
Yet I feel my heart is aching
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am d e a d


Yet it seems that I still have some tears to shed
  Statystyki - lvl: 4 | S: 9 | Zr: 9 | Sz: 11 | Zm: 10 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 245/300 | MED.EXP: 63/100
 
Porywisty Wiatr
Gwiezdny
szansa


Klan:
wicher

Księżyce: 42 [ lipiec ]
Mistrz: Fiołkowy Świt
Płeć: kocur
Matka: Malinowa Gwiazda
Ojciec: Fiołkowy Świt
Partner: obowiązki
Życia: 9
Multikonta: Zajęczy Sus, Miodowa Łapa (KW); Kąsające Zimno (KC); Borsucza Łapa (KG)
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2019-10-13, 01:25   
   Wygląd: Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=310276#310276


Nie skomentował tego, z jakim trudem wymuszony uśmiech pojawił się na pysku kocicy. Zagryzł za to lekko wnętrze pyska i stwierdził w myślach, że w zasadzie to żałuje, że nie zna jej lepiej – może wtedy wiedziałby, jakich słów użyć, by ją przekonać do tego, by chociaż na chwilę przerwała poszukiwania i odpoczęła. Może wtedy wiedziałby, co zrobić, żeby zaufała poszukującym śladów Skrzeczącej Mewy patrolom i zdjęła z siebie chociaż część tej odpowiedzialności… zabawne, pomyślał. W końcu on również stracił kogoś dla siebie ważnego w niewyjaśnionych okolicznościach – Rybka zniknął z klanu, i owszem, próbował go szukać, ale… cóż, nie rozpaczał zbyt długo. Może to przez to, że ojciec budował w nim przekonanie, że jego starsze rodzeństwo, choć odeszło, to najpewniej żyło i było szczęśliwe, gdziekolwiek się znalazło, i automatycznie przeniósł to również na swojego brata z miotu? A może mocno wierzył… albo się oszukiwał, że kocurek sobie poradzi tak czy siak?
Miętowy Pąku – zaczął bardziej stanowczym tonem. – O wiele lepiej zrobisz, odpoczywając… choć trochę. Skrzecząca Mewa na pewno nie chciałby, żeby ci się coś stało, gdy ledwo przytomna będziesz chodzić po terenach i nie zdążysz zareagować na drapieżnika – dodał, posyłając kocicy poważne spojrzenie i podchodząc nieco bliżej, choć nie na tyle, by kocica mogła poczuć się zagrożona; nie naruszał jej przestrzeni osobistej, w gruncie rzeczy było do tego jeszcze daleko.
  Statystyki - lvl: 5 | S: 18 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 260/400
 
Miętowy Pąk
Gwiezdny
tears to shed



Klan:
wicher

Księżyce: 46 [*] (V 2020)
Mistrz: Lśniąca Sadzawka
Płeć: kotka
Matka: Jodłowa Igła [NPC]
Ojciec: Chłodny Powiew [NPC]
Partner: samotność
Multikonta: Bursztynowy Wschód (KR); Mknąca Zawierucha (KC); Olchowa Łapa (KW); Mech (KG)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2019-10-21, 20:39   
   Wygląd: niezbyt wielka, długowłosa srebrna szylkretka klasycznie pręgowana o ciepłych, złotych oczach, z bielą na łapach, piersi i pyszczku
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=288396#288396


Znowu przeniosła wzrok z kocura na tereny klanu, rozglądając się, wypatrując ewentualnych śladów kocura, więc stanowczość w tonie młodszego wojownika nie uderzyła jej początkowo zbyt mocno, bo nie skupiała się na niej na tyle, ile powinna, kolejne słowa jednak do niej docierały coraz bardziej, aż jej wzrok przestał się przesuwać, a zawiesił się w bliżej nieokreślonym punkcie gdzieś w dali. Skrzecząca Mewa na pewno nie chciałby, żeby ci się coś stało. Prawdę mówiąc teraz nie wiedziała, czego chciałby Skrzek. Mięta do tej pory myślała, że są bardzo blisko, nadzwyczaj... Po czym point bez słowa zniknął z klanu. Skąd mogła wiedzieć, czy nie chciałby jej krzywdy, skoro nic nie powiedział o tym wszystkim? To bardzo bolało Miętę. Dlaczego jej partner jej nie ufał?
Zamrugała, gdy tylko poczuła nową falę napływających łez, jednak nie potrafiła ich powstrzymać. Popłynęły więc z jej oczu, mocząc jej futerko. Zamrugała jeszcze kilka razy i opuściła głowę, wciągając powietrze z cichym sykiem. Z łzami szło też roztrzęsienie, a wraz z nim brak opanowania, ale ostatkami sił jeszcze się trzymała. Jeszcze.
- A co jeśli to on padł ofiarą jakiegoś dra-apieżnika i gdzieś czeka na pomoc? - zapytała, szeptem, już nie patrząc na wojownika, nadal łudząc się tak bardzo, że to nie wygląda na to, na co wyglądało, że Skrzek nie odszedł dobrowolnie, a został zmuszony do zniknięcia, coś nie pozwalało mu wrócić. W tym wszystkim wcale nie zauważyła, że rudy kocur zbliżał się coraz bardziej. Po prostu umknęło to jej uwadze.
_________________
Yet I feel my heart is aching
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am d e a d


Yet it seems that I still have some tears to shed
  Statystyki - lvl: 4 | S: 9 | Zr: 9 | Sz: 11 | Zm: 10 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 245/300 | MED.EXP: 63/100
 
Porywisty Wiatr
Gwiezdny
szansa


Klan:
wicher

Księżyce: 42 [ lipiec ]
Mistrz: Fiołkowy Świt
Płeć: kocur
Matka: Malinowa Gwiazda
Ojciec: Fiołkowy Świt
Partner: obowiązki
Życia: 9
Multikonta: Zajęczy Sus, Miodowa Łapa (KW); Kąsające Zimno (KC); Borsucza Łapa (KG)
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2019-10-24, 23:56   
   Wygląd: Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=310276#310276


Nie postawił kolejnego kroku w przód; mimo wszystko nie znał Miętowego Pąku, nie chciał przekraczać jakiejkolwiek granicy, nawet jeżeli chciał podsunąć jej jakieś rozwiązania i w ten sposób okazać jej chociaż trochę wsparcia, tyle, ile potrafił. Napiął minimalnie mięśnie, gdy z oczu srebrzystej szylkretki polały się łzy; odczuwał… zwykły lekki stres, bo nie był pewien, jak sobie z tym poradzić, co powiedzieć i w jaki sposób, by cokolwiek tu zdziałać. Prawda była taka, że skoro minął już jakiś czas, to szanse znalezienie Skrzeczącej Mewy w tym momencie były drastycznie małe. Ale…
Jak już, to raczej byłoby to już daleko poza naszymi terenami… wiem, że nikt nie znalazł konkretnych śladów, wskazujących na to, co się stało ze Skrzeczącą Mewą. Ale to może oznaczać tylko tyle, że trop się urwał lub od samego początku był słaby. Może nic mu się nie stało, ale na przykład drapieżnik przegonił go poza granicę, a stamtąd porwali go dwunodzy? – zaoferował pewne rozwiązanie. Nie wiedział, czy to jakkolwiek pocieszy Miętę… wręcz brał pod uwagę możliwość, że to nie podziała. Nie znał Skrzeka i nie wiedział, czy byłby zdolny do opuszczenia nie tylko swojej partnerki, ale i klanu, któremu przysięgał lojalność; mogło wydarzyć się wiele rzeczy, które doprowadziły do jego zniknięcia. – Sporo kotów powraca do klanu, nawet po upływie wielu księżyców. Nawet moja własna matka kiedyś zaginęła, wiesz? – dodał ostrożnie. – Wrócisz ze mną do obozu? – spytał poważnie, wręcz stanowczo. Nie zamierzał na nią przesadnie naciskać, jednak… zorientował się, że martwi się, co może się stać, gdy Miętowy Pąk zostanie sama. I nie grało tu roli to, że rudo-biały jej praktycznie nie znał. Była członkinią klanu, na dodatek kimś, kto stracił bliską osobę i się o nią martwił. Ale nie powinna się zabijać przez to, że Skrzek zniknął. Mogła poszukać jeszcze jutro i pojutrze, a nie teraz, w takim stanie.
  Statystyki - lvl: 5 | S: 18 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 260/400
 
Miętowy Pąk
Gwiezdny
tears to shed



Klan:
wicher

Księżyce: 46 [*] (V 2020)
Mistrz: Lśniąca Sadzawka
Płeć: kotka
Matka: Jodłowa Igła [NPC]
Ojciec: Chłodny Powiew [NPC]
Partner: samotność
Multikonta: Bursztynowy Wschód (KR); Mknąca Zawierucha (KC); Olchowa Łapa (KW); Mech (KG)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2019-10-27, 16:42   
   Wygląd: niezbyt wielka, długowłosa srebrna szylkretka klasycznie pręgowana o ciepłych, złotych oczach, z bielą na łapach, piersi i pyszczku
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=288396#288396


Niestety, do tej pory Mięta bardzo się pilnowała, by zachowywać się przy innych pogodnie, nie wzbudzać w nich niepokoju, by być miłą i pomocną. Jednak coś w niej pękło, gdy uświadomiła sobie, że Skrzeczącej Mewy od paru dnie nie było w obozie, a na granicach nie potrafiła odnaleźć jego zapachu. Nie dopuszczała jednak tego do głosu, wciąż trzymając się nadziei, która malała z każdym dniem, niczym słabnący płomyk. Nie chciała jednak dopuścić do tego, by zgasnął, bo pogrążyłaby się w żalu i ciemności, podsycała go więc poszukiwaniami, czasem ponad własne siły. Aż zjawiał się wieczór i musiała wracać... Albo na jej drodze stawał ktoś, jak właśnie Porywisty Wiatr.
Patrzyła w dal, nadal płacząc. Od tego oczy nieco jej spuchły, a obraz się rozmazał. Oddychała płytko, z cichym świstem łapiąc powietrze. Słyszała jednak wyraźnie słowa kocura, które dudniły echem w jej głowie. Co jeśli naprawdę Skrzek był daleko stąd i nie mogła mu pomóc? Albo, co gorsza, już gdzieś leżał... Martwy. W takim stanie jednak nie mogła podjąć dalszych poszukiwań, musiała pozbierać się do kupy. Pociągnęła więc nosem i skinęła głową, czując, że głos odmawia jej posłuszeństwa. Skoro wojownik chciał ją zabrać do obozu, dobrze. Ale jak tylko Mięta uspokoi się na tyle, by móc wyruszyć znów na poszukiwania, to to zrobi. Teraz jednak odwróciła się i z kocurem podążyła do obozu, dając mu prowadzić.

/zt??
_________________
Yet I feel my heart is aching
Though it doesn't beat it's breaking
And the pain here that I feel
Try and tell me it's not real
I know that I am d e a d


Yet it seems that I still have some tears to shed
  Statystyki - lvl: 4 | S: 9 | Zr: 9 | Sz: 11 | Zm: 10 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 245/300 | MED.EXP: 63/100
 
Porywisty Wiatr
Gwiezdny
szansa


Klan:
wicher

Księżyce: 42 [ lipiec ]
Mistrz: Fiołkowy Świt
Płeć: kocur
Matka: Malinowa Gwiazda
Ojciec: Fiołkowy Świt
Partner: obowiązki
Życia: 9
Multikonta: Zajęczy Sus, Miodowa Łapa (KW); Kąsające Zimno (KC); Borsucza Łapa (KG)
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2019-11-02, 17:13   
   Wygląd: Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=310276#310276


Mimo stanowczego tonu, Porywisty Wiatr miał w środku obawę i wątpliwość, czy kocica na pewno za nim podąży, więc tę krótką chwilę spędził w napięciu… które zelżało, gdy jednak kiwnęła głową. Odwrócił się i w milczeniu ruszył w stronę obozu, za cel obierając sobie odstawienie srebrzystej aż pod jej legowisko.
Myślał przez całą drogę. Obawiał się, że Miętowy Pąk będzie musiała po prostu pogodzić się ze stratą partnera… inaczej postrada zmysły. W pewnym momencie poszukiwanie zaginionego kota stawało się równie sensowne, co próba złapania wiatru – i w przypadku Skrzeczącej Mewy prawdopodobnie zbliżał się już ten czas. Na terenach na pewno się nie schował, a ślady, które po nim zostały, już od samego początku nie wskazywały na nic konkretnego… i wietrzały z każdym kolejnym dniem. Zacisnął lekko zęby, zastanawiając się, czy terminator jego matki po prostu nie odszedł z klanu, jednak musiałby być nieczułym potworem, by po prostu porzucić swoją partnerkę i rodzinę – pomijając fakt, że to czyniłoby z niego zwykłego zdrajcę, który złamał przysięgę składaną przed całym klanem i Gwiezdnymi… ale może dlatego ślady nie wskazywały na nic konkretnego?
W końcu dotarli do obozu, na co kocur przystanął i posłał spojrzenie córce Jodłowej Igły.
Skrzecząca Mewa da sobie radę… i ty też musisz, Mięto. Wiem, że się nie znamy, ale gdybyś czegoś potrzebowała, to proszę, nie wahaj się, żeby do mnie przyjść – powiedział poważnie. Może nie był dobrym pocieszaczem, ale cóż – mógł pomóc jej w poszukiwaniach, gdyby jeszcze na dniach chciała, mogli też pogadać o czymś całkowicie niezwiązanym, żeby odwrócić myśli, cokolwiek. Kiwnął wojowniczce głową na pożegnanie i udał się do legowiska wojowników, by tam czekać na patrol, który czekał go pod wieczór.

zt
  Statystyki - lvl: 5 | S: 18 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 260/400
 
Barwna Ścieżka
Zaginiony
narwaniec


Klan:
wicher

Księżyce: 43 (październik)
Mistrz: Słonecznikowa Pestka
Płeć: kotka
Matka: Pomarańczowa Skórka
Ojciec: Czerwony Pazur
Partner: -
Multikonta: Popielate Niebo (wicher)
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-02-15, 18:26   
   Wygląd: Nieco poniżej średniej wielkości długowłosa, barwna kotka. Z budowy ciała przypomina kota z klanu gromu niż z wichru; bliżej jej do małego czołgu, niż do wysokiej, smukłej trzcinki. Jest krępa, dzięki treningowi wyrobiła sobie mięśnie, posiada też silne, duże łapy. Żmija jest czarno-rudym dymnym szylkretem ze znaczącą przewagą wyblakłej rudości, które praktycznie całkowicie zdominowała czerń. Blado-czarne delikatne smugi okrywają całe jej ciało (najbardziej widoczne są na ogonie, głowie i łapach). Na mordce czerń przybiera nieregularny kształt ciapek i kropek. Warto też zauważyć, że futro w szczególności jaśnieje na szyi i bokach, ponieważ tam się rozstępuje ukazując podszerstek, który jest praktycznie bezbarwny. Posiada duże niebieskie oczy oraz długi puszysty ogon. Żmija jest jedną z ładniejszych kotek i od kiedy zwrócono jej na to uwagę przywiązuje odrobinkę większą wagę do swojego wyglądu i stara się wyglądać schludniej oraz czyściej niż dawniej.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=8642


Wybrała miejsce odludne, znajdujące się blisko granicy z klanem cienia. Barwna Ścieżka przede wszystkim musiała ochłonąć. Dłuższe spacery zawsze działały na nią pozytywnie i pozwalały jej się uspokoić. I tym razem nie było inaczej, chociaż nie była pewna jak długo jej nastrój się utrzyma. Słonecznikowa Pestka była kotką, którą szanowała najbardziej w klanie i uważała ją za przyjaciółkę. No właśnie, uważała. Bo przyjaciele nie tracą z dnia na dzień zainteresowania drugą stroną i nie znikają od tak z ich życia, plując na wszelkie tragedie, które jedna po drugiej uderzały w grzbiet kolorowej wojowniczki od dłuższego czasu.
Kocica siedziała sztywno wyprostowała, nieruchomo. Wpatrywała się w stronę obozu zastanawiając się, czy siostra Słonecznej Łapy w ogóle się pokaże.
_________________

  Statystyki - lvl: 5 | S: 21 | Zr: 11 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 185/400
 
Słonecznikowa Pestka
Gwiezdny
happy



Klan:
wicher

Księżyce: 43
Mistrz: Fiołkowy Świt
Płeć: kotka
Matka: Paprociowy Pył [NPC]
Ojciec: Łabędzie Skrzydło [NPC]
Partner: sigh
Multikonta: Płomykówkowa Gwiazda [KC]; Niedźwiedzi Kieł [KR]; Gniewoszowa Mordka [KG]; Wzburzona Woda [GK]; Żonkilowa Łapa [GK]; Żuczy Grzbiet [GK]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-02-15, 20:20   
   Wygląd: Niska (jedna z najniższych w klanie i pewnie też w lesie), drobna, krótkowłosa, rudo-biała, tygrysio pręgowana kotka o brązowo-złotych oczach. | KP
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=312122#312122


Oczywiście, że miała zamiar się pokazać. Musiała porozmawiać z Barwną Ścieżką choćby nie wiadomo co. Z dwóch powodów. Przede wszystkim chciała ją przeprosić. To było coś, co planowała od jakiegoś czasu. Coś, co niefortunnie nazwała na ceremonii "sprawą"... i nawet nie miała świadomości, że pogorszyła tym sytuację. Ups. Miała naprawdę dużo do powiedzenia w tej kwestii i nie chciała zaczynać w obozie ani w ogóle przy innych kotach, a próbując być dyskretna jedynie bardziej wszystko zaplątała. Ugh, no tak. Do talentów Słonecznikowej Pestki na pewno nie należały elokwencja i trafny dobór słownictwa do sytuacji. Póki co była jednak w błogiej nieświadomości skąd takie, a nie inne zachowanie Barwnej Ścieżki. Druga kwestia była równie ważna, ale musiała trochę poczekać. Chciała być szczera i powiedzieć Barwnej, że widziała Sadzową Łapę. Może przekazać jej coś, co mogło w jej jakiś sposób dodać otuchy, cokolwiek. Było późno, powinna to zrobić dawno temu, ale lepiej późno niż wcale. To jednak musiało poczekać. Wiedziała, że kotka zapewne będzie na nią zła. Być może nawet bardziej zła niż Irys wtedy, wiele księżyców temu. Ale nie tylko w nią uderzały tragedie, jedna po drugiej. Problem w przypadku Słonecznik tkwił w tym, że nie potrafiła osiągnąć żadnego balansu i sama zaczęła kopać pod sobą dół. Nie tak to wszystko miało wyglądać, och, zdecydowanie nie tak. Dawno temu obiecywała Barwnej wiele, ale nie była w stanie dotrzymać tych obietnic... i żałowała. Przede wszystkim żałowała, bo wiedziała, że pewnie ją zraniła, tak samo jak inne koty, od których się odsunęła. Gdyby Słonecznik była młodsza, pewnie ślepo wierzyłaby w to, że wszystko się wyjaśni i będzie w porządku, ale teraz wiedziała, że nie zawsze układało się tak, jak się chciało. Była więc gotowa przyjąć to, że jej dawna terminatorka mogła już nawet nie chcieć mieć z nią za wiele do czynienia. Nawet jeśli byłoby to trochę bolesne, mogłaby to zrozumieć. Sytuacja ze Słoneczną Łapą, nawet jeśli wolałaby przez nią nie przechodzić, bardzo wiele ją nauczyła. Była w stanie zaakceptować wszystko. Jednak niezależnie od wyniku, Barwnej Ścieżce należały się chociaż wyjaśnienia, bo zasłużyła na wiele więcej niż to, jak Słonecznik ją potraktowała. Nieintencjonalnie, co prawda, ale to wciąż jej nie usprawiedliwiało. Stawiła się w umówionym miejscu, o umówionym czasie. Wojowniczka już na nią czekała.
Barwna Ścieżko – powiedziała w ramach przywitania, skinęła jej też krótko głową i stanęła na przeciwko niej. Przełknęła ślinę, decydując się od razu przejść do sedna. Nie było teraz miejsca na miłe gesty i standardowe pytania. Zwlekała z tym wystarczająco długo. – Ja... Sprawa, którą do ciebie miałam. Chodziło o to, że chciałam z tobą porozmawiać na osobności, żeby wszystko wyjaśnić i przeprosić. Przede wszystkim przeprosić – rzuciła prosto z mostu, zadzierając trochę głowę, żeby spojrzeć kocicy w oczy. – Przepraszam. Za wszystko. Ostatni raz tak naprawdę rozmawiałyśmy dłużej przy okazji twojej ceremonii na wojownika i wyszło prawie tak, jakbym straciła tobą zainteresowanie po tym, jak skończyłaś trening... i nie było mnie, tak jak obiecałam, kiedy mnie potrzebowałaś, prawda? – Pod koniec jej głos zatrząsł się lekko, ale nie odwróciła spojrzenia. Musiała być szczera. I musiała ponieść konsekwencje wszystkiego, co zawaliła. Po to tu między innymi była. – Nie chcę, żebyś traktowała to, co powiem, jak wymówkę, bo zachowałam się wobec ciebie okropnie i tego nic nie zmieni. Ech, nie tylko wobec ciebie, tak naprawdę. W ogóle jakoś tak... odsunęłam się od bliskich i bardzo, bardzo tego żałuję. Ale nieważne, bo teraz chodzi o ciebie, a ty zasługujesz na wyjaśnienia. Bo ja... jestem słaba, wiesz? I nie potrafię sobie ze wszystkim radzić sama, chociaż bardzo chcę. I nie radziłam sobie ani z tym, że całe moje rodzeństwo znikało, ani z tym, co robił Słoneczna Łapa, ani... ani z tym, co spotkało Sadzową Łapę, ani z niczym innym po drodze. Nie było mnie... nie tylko przy tobie, ale w ogóle mnie nie było zazwyczaj. W obozie. I przy innych kotach. Nie chciałam zawracać innym głowy sobą i tym, co się działo, więc unikałam obozu i w ogóle wszystkich. I to było głupie, bo ani nie rozwiązałam w ten sposób swoich problemów, ani nikomu innemu nie pomogłam. Wręcz przeciwnie. Zepsułam bardzo, bardzo dużo rzeczy, bo nie rozumiałam jak głupie było to, co robiłam – mówiła dość spokojnym tonem, ale w którymś momencie zaczęła lekko drżeć, a w jej oczach na krótką chwilę zebrały się łzy, które jednak szybko odgoniła, bo nie była tu po to, żeby się nad sobą użalać, tylko po to, żeby wyjaśniać. – Ale ciebie chyba potraktowałam najgorzej. Więc naprawdę, ja... przepraszam, bardzo przepraszam. Nie chciałam tak znikać, a jednak to zrobiłam. I to okropne z mojej strony, bo nawet jeśli nie dawałam sobie rady i nie byłabym w stanie tak czy inaczej dotrzymać żadnej ze swoich obietnic i pomóc, powinnam była chociaż ci powiedzieć, być szczera i chociaż raz zapytać, jak ty się czujesz. Zawiodłam jako... przyjaciółka. Byłam egoistyczna i głupia, że tak po prostu myślałam, że dam sobie ze wszystkim radę, że wszystko będzie dobrze i się ułoży, więc mogę zniknąć i wszystko przeczekać. Nawet nie wiem, kiedy minęło tyle czasu, a... A ostatnio... ty na pewno przeszłaś znacznie więcej niż ja. – Ostatnie zdanie powiedziała ciszej. Szczerze? Miała ochotę samą siebie po prostu walnąć, o. Bo na to zasłużyła. Jak mogła kiedykolwiek pomyśleć, że izolowanie się cokolwiek naprawi? Że jeśli się odetnie, to nie będzie wpływać na innych? To było głupie, idiotyczne i dziecinne. Czas mógł leczyć niektóre rany, ale jednocześnie otwierał nowe, jeśli nie potrafiło się tego kontrolować. A Słonecznikowa Pestka już od kilku księżyców w ogóle nie potrafiła kontrolować niczego, zdaje się. – I... wcale nie musisz mi wybaczać, bo bardzo dobrze wiem, że same przeprosiny nic nie zmieniają, a to, co zrobiłam, było niesprawiedliwe i wredne, i w ogóle. Ja... cokolwiek postanowisz, zrozumiem. I biorę pełną odpowiedzialność za wszystko, co możesz mieć mi za złe. Jeśli już w ogóle mi nie ufasz, możesz sobie iść. Albo... możesz mi wytknąć wszystko, pokrzyczeć, uderzyć mnie, nie wiem, zaakceptuję wszystko, jeśli zrobi ci się lepiej. Nie oczekuję, że cokolwiek wróci do normy tylko dlatego, że cię przeprosiłam, ale chciałam, żebyś wiedziała, że rozumiem, że zrobiłam źle. I żałuję. I jest mi głupio, bo zasłużyłaś na znacznie lepsze traktowanie. I że przepraszam. I... nie wiem, czy mogę prosić cię o szansę, ale zrobię wszystko, naprawdę wszystko, żeby ci to wszystko wynagrodzić, nawet jeśli... nawet jeśli mi nie wybaczysz. – Kiedy skończyła, wzięła głębszy wdech, a potem wolny wydech. W pewnym momencie przestała się trząść, ale jej serce biło niezwykle szybko. Nawet jeśli zachowywała spokój, bo przede wszystkim chciała po prostu szczerze porozmawiać, zamiast zalewać się łzami i składać kolejne puste obietnice, to wszystko było dla niej niesamowicie trudne. Wiedziała, że będzie musiała zrobić znacznie więcej i faktycznie coś udowodnić, jeśli chciała w jakimś stopniu odzyskać zaufanie Barwnej Ścieżki. I wiedziała, że nawet jeśli to zrobi, może to już nie odzyskać. Ale jeśli córka Pomarańczowej Skórki była gotowa jej zaufać w choćby i najmniejszym stopniu, naprawdę miała zamiar zrobić wszystko. Nie dla samej siebie, bo nie była nawet przekonana, czy zasługiwała na przebaczenie... ale dla niej, żeby wszystko jej wynagrodzić, bo zasłużyła na coś znacznie więcej ze strony swojej dawnej mistrzyni.
_________________

will you remember the word
I loved with every bit inside me?

that happiness

ah, how strange it is, the feeling
and as tomorrow breaks
I hope you love it too

  Statystyki - lvl: 5 | S: 8 | Zr: 16 | Sz: 14 | Zm: 7 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 65/400
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka









Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad



the-avengers







Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 12