Poprzedni temat «» Następny temat
Wysoki Pagórek
Autor Wiadomość
Turkuciowy Grzbiet
Gwiezdny
pomagier



Klan:
gwiezdni

Księżyce: 38 [ kwiecień ]
Mistrz: Trzmiela Gwiazda
Płeć: kocur
Matka: Sójczy Śpiew [*]
Ojciec: Deszczowy Dzień [*]
Partner: Sarnia Łapa
Multikonta: Polna Gwiazda |kc|; Aleksander |p|; Piaszczysty Brzeg, Nietoperze Skrzydło |gk|
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-05-19, 10:12   
   Wygląd: Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=259361#259361


...Słuchał jej uważnie, chociaż w głowie miał coraz to większy metlik.
...— Z twojej? Co takiego zrobiłaś, Sarenko, że się obwiniasz o coś, czego nie zrobiłaś? — zapytał delikatnie, nie chcąc wywołać u niej jakiegoś niepożądanego zachowania. Wiedział, że Sarna nie czuje się w tamtej chwili najlepiej i musiał uważać w jaki sposób dobiera słowa, aby jej nie zranić, chociaż oczywiście nie miał zamiaru tego robić. Nie rozumiał dlaczego kremowa obwinia się, a w szczególności nie wiedział za co, przecież nie zrobiła nic złego, nic, co mogłoby zaszkodzić bezpośrednio jemu. Chyba, że o czymś nie wiedział, ale nie dopuszczał takiej opcji.
...— Nie musisz chodzić do Gwieździstej Ścieżki i Jeleniej Łapy, ja nie mam takiego zamiaru. Malinowe Chaszcze wciąż ma uprawnienia do leczenia innych. — zakomunikował spokojnie, szukając jakiegoś wyjścia z sytuacji. Za bardzo gardził Gwiazdką i od tamtej chwili Jeleniem, aby szukać u nich medycznej pomocy. Nie będzie odwiedzał kota, który poniekąd posiada wysokie stanowisko, a gardzi innymi i traktuje ich jak nic nie warte śmieci. Takiego medyka nie potrzebował klan, widać, że córka Piorunopręgiej nie jest zbyt bystra i poukładana, więc czego można było się spodziewać po wystąpieniu syna Sójki. Zaproponował innego kandydata, ale najwidoczniej przygłupia kocica odebrała to jako podważanie słowa i obelgę. Khhh, pszczoły w mózgu, dwa kamyki i breja z błota.
...— A skoro zdecydowałaś się uczyć ziół, to w przyszłości dasz radę się sama uleczyć. I nas też. — mruknął, a następnie spojrzał znacząco na Łanią Łapę, dając jej sygnał, aby zrobiła cokolwiek, w końcu halo, była jej siostrą, czyż nie? Bury kocur położył głowę na karku Sarenki, chcąc dodać jej otuchy i nadziei, której chyba zaczynało jej brakować. Dadzą sobie radę, a kremowa nie mogła się poddawać, tylko iść dalej, tak, jak powiedział to kiedyś Deszczowy Dzień do Turkuciowej Łapy, jeszcze przed śmiercią.
Ostatnio zmieniony przez Turkuciowy Grzbiet 2018-05-30, 18:19, w całości zmieniany 3 razy  
  Statystyki - lvl: 5 | S: 18 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 90/400
 
Łani Krok
Gwiezdny
żmije.


Klan:
grom

Księżyce: 43 w chwili śmierci
Mistrz: szkoda gadać
Płeć: kotka
Matka: wrzeszczący pysk [*]
Ojciec: Trzmiela Gwiazda
Partner: niemoc
Ciąża: nie
Multikonta: Zajęczy Sus, Porywisty Wiatr, Miodowa Łapa, Kąsająca Łapa
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-05-19, 23:08   
   Wygląd: Buro-rudo-biała długowłosa kotka. Jest kocicą przeciętnego wzrostu, niższą od większości kocurów, nie jest szczególnie chuda czy gruba. Jej oczy są jasnozłote.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=239967#239967


Zmrużyła lekko ślepka, patrząc na siostrę i przenosząc wzrok na Turkucia. Hm. Czyli siostra obwiniała się za to… jak zachowała się Gwiazdkowa Ścieżka wobec burego kocura, który postanowił wyrazić swoje zdanie? Przecież to nie jest czyjaś wina, że potomstwo Piorunopręgiej ma grzechoczące kamyki w mózgu, a już na pewno nie dzieci Trzmielego Pyłu czy w ogóle kogokolwiek, kto zwracał uwagę na dziejące się w tym klanie Okropne Rzeczy i absurdy. Złe Koty i tyle. Łania jednak nie wiedziała, jak to wytłumaczyć siostrze w miarę delikatny sposób, by faktycznie przy tym wpłynąć na jej myślenie… i jej nie zaszkodzić. Potrząsnęła lekko łebkiem.
Ale to jest wina Gwiazdkowej Ścieżki, że tak się brzydko zachowała. A Turkuć to chyba się nie czuje jakoś specjalnie ten, uporz… upokorzmony, co nie? – powiedziała więc powoli, jak gdyby zastanawiała się nad każdym słowem i w ogóle całym zdaniem, ale i tak jej się trochę poplątało. Nie była w tym dobra, na Gwiezdny Klan, nie była. Mogła tylko tępo kiwać głową na słowa Turkuciowej Łapy, który miał rację, a który był bardziej elokwentny niż ona sama. – Oni nigdy nie słuchają innych – bąknęła jeszcze, mając na myśli ogół tego rodzeństwa u władzy, po czym podeszła bliżej swojej kremowej siostry, by trącić ją nosem w bark. Na jej pyszczku widać było naprawdę duże skupienie, kotka bowiem autentycznie się przejęła i teraz się zastanawiała, co powinna zrobić. Szczerze to trochę nie mogła odnaleźć się w tym całym koncepcie „zaufania” w kontekście medyków, no bo dopóki kot potrafił leczyć, to się chyba nie powinno liczyć to, że jest głupi jak but? Zresztą Łaniuszka zawsze była daleka tym sprawom, bo zapach ziół ją drażnił, a poza tym nie chorowała. Ech. Ciężka sprawa, nie?
No, dokładnie. Będziesz nas leczyć, przecież nie musisz do tego być medykiem czy tam pomocnikiem – dodała jeszcze, po raz kolejny potwierdzając słowa burego syna Deszczowego Dnia. Tylko oby Sarenka nie śmierdziała ziółkami, ech. – Sarenko, nie smuć się – mruknęła po chwili, patrząc na siostrę wręcz prosząco. – Pogadamy jeszcze w obozie, dobra? – Trąciła znowu siostrę nosem, po czym posłała spojrzenie Turkuciowi i pożegnała się z dwójką kotów, mówiąc, że musi jeszcze pogadać z Tatą.

zt
Ostatnio zmieniony przez Łani Krok 2018-05-25, 14:08, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 5 | S: 14 | Zr: 8 | Sz: 15 | Zm: 8 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 105/400
 
Sarnia Łapa.
Gwiezdny
spokój po burzy



Klan:
grom

Księżyce: 18 [lipiec]
Mistrz: Błyskająca Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: przepadła [Wrzeszczący Pysk*]
Ojciec: Trzmieli Pył
Partner: Robaczek
Ciąża: nie
Multikonta: Motyli Lot, Pchla Łapa [KC]; Splątana Łapa [KW]
Wysłany: 2018-05-30, 21:46   
   Wygląd: A gdzie się podziała ta mała kulka? Sarnia Łapa znacznie urosła, stała się wysoka i całkiem zgrabna. Nabrała nieco masy, ale wciąż pozostaje chuda. Krótkie kremowe futerko, rozjaśnione na pyszczku, brzuszku, łapach oraz końcówce ogona i poprzecinane tygrysimi pręgami, przez większość czasu jest zadbane. Terminatorka nadal ma w nawyku marszczenie różowego noska podczas myślenia. Ten sam kolor mają wnętrza uszu kotki i poduszeczki łap, które stwardniały nieco po tym, jak kotce często zdarzało się stawać na ostre kamienie porozrzucane po Twardej Ziemi. Jej wąsy są białe, a oczy pozostają zielone.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5854


Patrząc na całą sytuację z logicznego punktu widzenia, to faktycznie nie była wina Sarny. Należy jednak wziąć pod uwagę fakt, że kotka nie myślała w tamtym momencie logicznie. Czuła się upokorzona, ale, o ironio, nie wiedziała, przez kogo bardziej – czy to z winy Gwiazdki, która postąpiła w taki, a nie inny sposób, czy może przez to, jak ona, Sarnia Łapa, na to zareagowała?
J-ja... – wyjąkała, zaciskając powieki i pochylając łeb. No właśnie, co takiego zrobiła? Stała tylko i milczała, gdy cały teatrzyk zaczął się rozkręcać. Więc może raczej lepiej zapytać czego nie zrobiła? – Mil-czałam. Sta-łam i patrzy-y-łam – odpowiedziała z rozpaczą, otwierając oczy i wpatrując się tępo w jakiś punkt na ziemi. Przyglądała się całemu zajściu. Słuchała, jak obrażano jej przyjaciela. I nie zrobiła nic. Nic. Jak tchórz. Nie odezwała się na słowa Łani. Może miała trochę racji...? Kremowa jak dotąd miała uraz jedynie do Gwieździstej Ścieżki, Skrzący Płomień uważała za całkiem w porządku, za to na Błyska fochnęła się tylko wtedy, gdy jej trening strasznie się opóźniał. Potem boczyła się jeszcze na ceremonii, ale teraz zbyt wiele bodźców odwróciło jej uwagę od tego tematu, więc chyba można powiedzieć, że jej przeszło. Co do samej idei całego rodzeństwa na stołkach... chwilowo zdania nie miała. Na razie też nie uwierało jej to szczególnie mocno, chociaż nie wiadomo, co stanie się w przyszłości.
Nie będę – odparła ponuro, machnąwszy gniewnie ogonem. Nie ważne, kto zastąpiłby Malinkę, dla Sarny zawsze pozostanie ona pomocnicą medyka. A do Gwiazdki wolała się nie zbliżać bez powodu. Chociaż miała zamiar traktować ją względnie normalnie, bez warczenia czy czegoś, zwłaszcza jeśli miała jeszcze przebrnąć przez trening Jelenia. Powtarzać sobie, że chodziło tylko o wiedzę. O tworzeniu jakichś więzi czy czegoś z córką Piorunopręgi na razie nie było mowy.
Tehaz nie wiem już ni-czego – stwierdziła jedynie, nieco bardziej uspokojona, ale wciąż wyraźnie przejęta. Nie chciała, aby zabrzmiało to tak, jakby miała wątpliwości co do samej idei uczenia się leczenia, bo po tym, co Turkuć dla niej zrobił, zabrzmiałoby to niewdzięcznie. Jakby go nie szanowała, a z tym szacunkiem to też czasem był istny cyrk na kółkach. Dlatego też córka Trzmielego Pyłu szybko, aczkolwiek bardzo cichutko, dodała: – Wola-łabym Malinkę na mistrzynię.
Liznęła Łanię po pyszczku, gdy ta trąciła ją nosem, biorąc przy okazji głębokie wdechy. Największe emocje powoli opadały, ale ucisk w klatce piersiowej pozostawał. Serduszko bolało. Sarna, widząc, że jej siostra zaczęła się zbierać, wyszeptała coś, co miało być pożegnaniem, aczkolwiek wyszło trochę słabo. Spięła natomiast mięśnie, gdy Turkuć położył jej głowę na karku. Zaczynało do niej docierać, co tak właściwie zrobiła i jak się zachowała... a chwilę jej słabości widziały dwa koty. Było już nawet za późno na to, aby poprosić je o dyskrecję.
Przephaszam – wyszeptała, odsuwając się od kocura i czując, jak do oczu napływały jej łzy. Nie miała nawet odwagi, aby odwrócić się i spojrzeć synowi Sójki w oczy. – Idę... tam. Pa – wymamrotała jeszcze niewyraźnie, po czym, dosyć obolała, ruszyła w losowym i nieznanym jej kierunku. Teraz czuła się jeszcze bardziej podle, na dodatek zadrapania i siniaki zaczynały boleć... a raczej do terminatorki zaczęło docierać, że ją bolało.
Musiała się jakoś wyżyć.

/zt </3
_________________
I don't need your s y m p a t h y ......
your vicious lies, they're killing me.......
...........and you don't even understand
.............the things I feel or who I am



now I know you'll never change..............
you got that same look on your face........
..........and things will never be the same
..........it's over now and you're to blame
  Statystyki - lvl: 3 | S: 8 | Zr: 10 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 115/200 | MED.EXP: 90/100
 
Turkuciowy Grzbiet
Gwiezdny
pomagier



Klan:
gwiezdni

Księżyce: 38 [ kwiecień ]
Mistrz: Trzmiela Gwiazda
Płeć: kocur
Matka: Sójczy Śpiew [*]
Ojciec: Deszczowy Dzień [*]
Partner: Sarnia Łapa
Multikonta: Polna Gwiazda |kc|; Aleksander |p|; Piaszczysty Brzeg, Nietoperze Skrzydło |gk|
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-05-31, 19:29   
   Wygląd: Wielki i masywny, szeroki w barach. Kark jest mocny i gruby, sylwetka postawna i umięśniona, wyrobiona dzięki ciągłym treningom i polowaniom. Syn Deszczowego Dnia zdecydowanie wyróżnia się też na tle innych dzięki swojemu wysokiemu wzrostowi. Można go zaliczyć do czołówki najwyższych kotów we wszystkich czterech klanach. Powyciągany wzwyż i wszerz, stał się istnym murem obronnym. Zaopatrzone w muskuły ciało pokrywa gęsta i gruba, miejscami nieco zwichrzona sierść barwą podobna do kory drzewa. Widnieją na nim smoliste pręgi, tworzące tygrysi wzór. Delikatne rozjaśnienia pojawiają się na pysku, brzuchu i łapach kocura. Ceglany, cieniowany nos otacza cała masa białych, krótkich wibrysów, a ponad narządem węchu widnieje para jasnych, chłodnych miętowych ślepi. Doskonale zaprojektowana maszyna do polowania i walki. Kocur porusza się dość energicznym, aczkolwiek spokojnym krokiem, zawsze trzymając ogon na równi z linią grzbietu. [ kp ]
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=259361#259361


...Złość narastała w nim coraz to bardziej. Przez Gwieździstą Ścieżkę stało się... to z Sarnią Łapą, właśnie to. Bury terminator próbował wymyślić sposób aby jakoś ją uspokoić, pocieszyć, przekonać, że nie jest niczemu winna i nie powinna aż tak tego wszystkiego przeżywać... a jednak nie umiał, nie wiedział jak miałby to poprawnie uczynić. Nigdy tak się nie czuł, zawsze zachowywał zimny umysł i analityczne myślenie... a teraz? Co się z nim stało? Ogarnęła go niemoc, tak duża, że przez chwilę nawet nie drgnął, zdając się zdawać zupełnym, kamiennym posągiem, ale takim z sierścią. Dopiero po kilku uderzeniach serca zdołał uchylić wargi, aby coś powiedzieć. Cokolwiek. Miał wrażenie, że to właśnie działa kojąco, zarówno na Sarenkę, jak i na jego samego. A może to tylko wrażenie.
...— Nic nie musiałaś robić, jeśli ta głupia kupa futra myśli, że wyzywając mnie coś osiągnie, to się myli. — stwierdził, marszcząc nos. Starał się, aby jego głos był spokojny i opanowany, jednak na samą myśl o szylkretowym bękarcie Piorunopręgiej, aż sierść mimowolnie stawała mu dęba. Zacisnął zęby z tą myślą, chowając pysk w jasnej sierści swojej przyjaciółki, chcąc podnieść ją na duchu, był zdesperowany aby to zrobić, bo nie miał już absolutnie żadnych pomysłów, wyłączył myślenie, nie wiedział, co ma zrobić. W pewnej chwili jednak poczuł, jak córka Trzmielego Pyłu podnosi się i odsuwa od niego, jakby miała już dość jego obecności tutaj. Czyżby posunął się za daleko, kładąc głowę na jej karku? Przyjął minę zbitego szczenięcia, również powoli powstając na równe łapy, jednak robiąc to trochę wolniej i bardziej niezdarnie. Zmierzył ją od palców do koniuszków uszu, a kiedy ta przeprosiła, przyjął jeszcze bardziej zmieszaną minę niż wcześniej. Za co. Za co przepraszała? Już miał podejść do niej i w jakiś magiczny sposób otrzeć jej łzy, ale ta odwróciła się i odeszła. Otumaniony syn Deszczowego Dnia po chwili zareagował.
...— Sarna... czekaj, ja... ja... — zaczął niemrawie, jednak widząc, że kremowa kotka idzie w swoją stronę, nie chciał jej już zaczepiać i po prostu pozwolił jej odejść. Westchnął cichutko, prawie bezgłośnie i spuścił głowę, wbijając wzrok w swoje własne, umazane pyłem i błotem łapy. Przysiadł na tylnych kończynach, pozostając zupełnie sam. Łania wróciła do obozu, Sarna poszła Gwiezdni wiedzą gdzie, a on? On czuł się winny temu wszystkiemu, po co w ogóle zwrócił się do Medyczki i zaproponował swoją przyjaciółkę na kandydata? Ano, bo ona nadała by się sto razy bardziej niż jakiś tam Jelenia Łapa. Przygnieciony myślami, po prostu osunął się powoli na ziemię, kładąc się na prawym boku i zastygając w bezruchu. Czuł się... źle. Podniósł lewą przednią łapę, a następnie zakrył nią swoje jasne, miętowe ślepia, które zaczęły lśnić od łez. Nie potrafił tego pohamować, ale szczerze mówiąc - nie chciał.
— Chciałbym ci pomóc... ale nie wiem jak.

[z/t]
Ostatnio zmieniony przez Turkuciowy Grzbiet 2018-05-31, 19:29, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 5 | S: 18 | Zr: 13 | Sz: 7 | Zm: 7 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 90/400
 
Niedźwiedź.
Zaginiony
Ronin


Klan:
samotnicy

Księżyce: 34~VI
Mistrz: Paprociowy Liść
Płeć: kocur
Matka: Bursztynowooka
Ojciec: Gorejący Krzew
Wysłany: 2018-09-11, 03:37   
   Wygląd: Jeden z masywniejszych i być może największy ze wszystkich kociaków w miocie, który najprawdopodobniej sprawił matce nieco więcej katorgi przy narodzinach, aby chwilę później okazać dumnym rodzicom swoje prawdziwe wdzięki. Między innymi największy atut w postaci osobliwej sylwetki, o tęgich aczkolwiek krótkich łapkach, prężnie utrzymujących barczysty korpus. Na jakim spoczywa całkiem spora głowa z lekko wypukłym czołem oraz zaokrąglonymi policzkami, które w pewien sposób potęgują jej wielkość. Gdzie równocześnie można spostrzec parę okrągłych nad wyraz ciekawskich tęczówek koloru złotego. To wszystko zwieńcza średniej długości puszysty ogon zwężający się ku końcowy który jest zaokrąglony, oraz okrywająca go szata w postaci krótkiej, choć gęstej a także twardej sierści koloru szarego. Jednocześnie mieniącej się w blasku słońca delikatnym błękitem. Sam malec porusza się dosyć nieporadnie, wydając przy tym stosunkowo zabawny tupot, poniekąd spowodowany jego niedźwiedzią masą.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=262518#262518


Opuściwszy enklawę byłej pomocnicy medyka, która najwyraźniej raz na zawsze w jego oczach odrzuciła swoje powołanie. Poruszony terminator ruszył w bliżej nieznanym sobie kierunku, poszukując mimowolnie adekwatnego miejsca, pełniącego przez jakiś czas rolę jego azylu. Ciszy oraz spokoju przy jakich pomocy zamierzał to wszystko raz jeszcze skrupulatnie przeanalizować oraz przywołać swoje jestestwo do poprzedniego ładu. Aby z końcem końców przybyć aż tutaj, do krańca całkiem sporego wzniesienia przy którym jego wędrówka dobiegła kresu. Przy czym wyglądało również na to, iż owy skrawek ziemi nie był nad wyraz często odwiedzany przez resztę klanowych kotów. A zatem ku własnej uciesze, mógł pobyć przez jakiś czas w całkowitej samotności.
_________________
_Non est ad astra mollis e terris via_

There is no Emotion • There is Peace
There is no Ignorance • There is Knowledge
There is no Passion • There is Serenity
There is no Chaos • There is Harmony
There is no Death • There is Star Clan
  Statystyki - lvl: 3 | S: 12 | Zr: 9 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 8o | W: 4o | EXP: 15|2oo
 
Skra.
Zaginiony


Klan:
samotnicy

Księżyce: 62 [VI]
Mistrz: Piorunopręga & Błyskające Niebo
Płeć: kotka
Matka: Piorunopręga (Burzowy Kieł)
Ojciec: Wężowooki (Burzowy Kieł)
Multikonta: Komarza Łapa [KR]
Wysłany: 2018-09-11, 15:29   
   Wygląd: Przeciętnego wzrostu srebrzysta kotka o jasnym, prawie białym brzuchu i czujnych, zielonkawych ślepiach, nosi na pysku małą pamiątkę po walce z jastrzębiem - cienką bliznę idącą po skosie tuż nad nosem (kp). Co ciekawe, środek jej czoła przecina pojedyncza, ruda pręga, o której istnieniu nie wie nawet sama Skra.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=162864#162864


Nie lubiła pogaduszek. Nie lubiła strzępienia języka - czy to w sprawach ważnych, czy kompletnie błahych. Słowa zdawały się komplikować świat naokoło i spowalniać jego bieg, zmieniały niekiedy proste kłopoty w złożone problemy... Trzeba przyznać, że w kilku nielicznych chwilach były drogą do zaznania jakiegoś spokoju, ukojenia, ale przynajmniej w jej życiu zdarzało się to sporadycznie. Teraz musiała przywyknąć do myśli, że sprawy załatwia się właśnie tak - rozmową. Dlatego zgodziła się na przeprowadzenie rozmowy z Niedźwiedzią Łapą na temat jego kandydatury, tak samo jak na rozwiązanie sporu między kociętami Łani i Czapli. Terminatora nie znalazła w obozie, więc przynajmniej mogła zaznać po drodze trochę rozrywki - tropiąc go po terenach klanu. Początkowo kręciła się przy wejściu do obozu, starając się wyłuskać z tego bukietu zapachów jego woń a potem pozostało jej tylko śledzenie śladów i zanikającej niekiedy woni aż do Wysokiego Pagórka. Po drodze trochę się kręciła w kółko, ale ostatecznie dotarła przecież do celu.
- Niedźwiedzia Łapo - skinęła uczniowi Paprocia łbem i usiadła obok - Musimy porozmawiać.
Jakoś tak nigdy nie przykładała wagi do tego, jakie konkretnie słowa opuszczały jej pysk, więc zdarzało jej się przypadkiem kogoś obrazić, wystraszyć, zasiać ziarenko niepokoju... Miejmy nadzieję, że nie tym razem.
_________________
    Run away, away with me
    Lost souls in reverie
    Running wild then running free
    Two k i d s, you and me

    .............LIVING LIKE WE'RE RENEGADES

    Long live the pioneers
    Rebels and mutineers
    Go forth and have no fear
    Come close and lend an ear


    [ It's our time to make a m o v e ]
  Statystyki - lvl: 5 | S: 14 | Zr: 14 | Sz: 9 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 90/400 | MED.EXP: 56/100
 
Niedźwiedź.
Zaginiony
Ronin


Klan:
samotnicy

Księżyce: 34~VI
Mistrz: Paprociowy Liść
Płeć: kocur
Matka: Bursztynowooka
Ojciec: Gorejący Krzew
Wysłany: 2018-09-15, 02:08   
   Wygląd: Jeden z masywniejszych i być może największy ze wszystkich kociaków w miocie, który najprawdopodobniej sprawił matce nieco więcej katorgi przy narodzinach, aby chwilę później okazać dumnym rodzicom swoje prawdziwe wdzięki. Między innymi największy atut w postaci osobliwej sylwetki, o tęgich aczkolwiek krótkich łapkach, prężnie utrzymujących barczysty korpus. Na jakim spoczywa całkiem spora głowa z lekko wypukłym czołem oraz zaokrąglonymi policzkami, które w pewien sposób potęgują jej wielkość. Gdzie równocześnie można spostrzec parę okrągłych nad wyraz ciekawskich tęczówek koloru złotego. To wszystko zwieńcza średniej długości puszysty ogon zwężający się ku końcowy który jest zaokrąglony, oraz okrywająca go szata w postaci krótkiej, choć gęstej a także twardej sierści koloru szarego. Jednocześnie mieniącej się w blasku słońca delikatnym błękitem. Sam malec porusza się dosyć nieporadnie, wydając przy tym stosunkowo zabawny tupot, poniekąd spowodowany jego niedźwiedzią masą.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=262518#262518


Spoglądając w niebo, szary terminator jak to miewał w swoim zwyczaju, po raz kolejny odpłynął swoim jestestwem poza horyzont obecnej rzeczywistości. Dlatego początkowo nawet nie zorientował się iż ktoś postanowił go niespodziewanie w tymże miejscu odwiedzić. Jednakże pomimo wielkiego skupienia oraz chęci uzyskania zewu od tych, do których od zawsze się zwracał w czasie poszukiwania właściwych odpowiedzi. Wciąż nieubłaganie oni wszyscy milczeli, nawet jego własna siostra – Niedźwiedzia Łapo – Dopiero ów słowa wyrwały jego jestestwo z dotychczasowej refleksji, a chwilę później nastąpiło niemałe zdumienie, kiedy spostrzegł z kim doprawdy miał do czynienia. Po czym momentalnie przywołał swoją posturę do odpowiedniego porządku, niczym żołnierz stający na baczność, nie zapominając również o skinięciu swoim licem na znak powitania oraz aprobaty wobec rangi jaką pełniła siostra przewodnika – Tak? - Odrzekł niebywale spokojnym tonem, choć w tym samym momencie zachodził w głowę czego dokładnie mogła dotyczyć owa rozmowa. Czyżby Ciernisty Kwiat doniosła przywódcy o jego drobnym incydencie na granicy, a może uczynił coś znacznie gorszego o czym dopiero teraz miał się dowiedzieć?
_________________
_Non est ad astra mollis e terris via_

There is no Emotion • There is Peace
There is no Ignorance • There is Knowledge
There is no Passion • There is Serenity
There is no Chaos • There is Harmony
There is no Death • There is Star Clan
  Statystyki - lvl: 3 | S: 12 | Zr: 9 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 8o | W: 4o | EXP: 15|2oo
 
Skra.
Zaginiony


Klan:
samotnicy

Księżyce: 62 [VI]
Mistrz: Piorunopręga & Błyskające Niebo
Płeć: kotka
Matka: Piorunopręga (Burzowy Kieł)
Ojciec: Wężowooki (Burzowy Kieł)
Multikonta: Komarza Łapa [KR]
Wysłany: 2018-09-17, 09:49   
   Wygląd: Przeciętnego wzrostu srebrzysta kotka o jasnym, prawie białym brzuchu i czujnych, zielonkawych ślepiach, nosi na pysku małą pamiątkę po walce z jastrzębiem - cienką bliznę idącą po skosie tuż nad nosem (kp). Co ciekawe, środek jej czoła przecina pojedyncza, ruda pręga, o której istnieniu nie wie nawet sama Skra.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=162864#162864


Spojrzała na chwilę w niebo, jakby szukając tam punktu, w którym wlepiał wzrok szary terminator, ale nie było jej to dane. Niebo, jak niebo, myślała, że może obserwuje patrolujące okolice jastrzębie albo inne ptaszyska a tu nic, tylko leniwie przepływające przez nieboskłon nieliczne chmury. Hm. Może na kogoś czeka i powinna przyjść kiedy indziej?
- Jesteś teraz zajęty?
Przekręciła lekko łeb, spoglądając prosto w jego pysk. W końcu jak ma umówione jakieś rendez-vois to nie będzie przeszkadzać! No bez przesady. Miała do przeprowadzenia ważną rozmowę, ale na pewno nie chciała tego robić przy jakiejś widowni.
- Błyskająca Gwiazda poprosił mnie, bym porozmawiała z tobą o twojej kandydaturze na terminatora medyka.
Od razu rozjaśniła, bo cały ten Niedźwiedź zdawał się być strasznie napięty, matko, on się czymś stresuje czy po prostu wiecznie chodzi taki poważny jak Trzmieli Pył? Owinęła łapy ogonem i właściwie stwierdziła, że czekanie na odpowiedź będzie miało mniej sensu niż po prostu opowiedzenie terminatorowi Paprocia, jakie kwestie musi przemyśleć i na jakie pytania jej odpowiedzieć.
- Bo ten. No. Muszę wiedzieć, dlaczego się zgłosiłeś?
Jej bezpośredniość i brak talentu w kwestii doboru słownictwa mógł być pewnym utrudnieniem w rozmowach o delikatniejszych i poważniejszych kwestiach... To jej brat miał talent do dyplomacji i prowadzenia takich rozmów, ale wybór należało podjąć możliwie szybko, więc podzielili rozmowy między siebie.
_________________
    Run away, away with me
    Lost souls in reverie
    Running wild then running free
    Two k i d s, you and me

    .............LIVING LIKE WE'RE RENEGADES

    Long live the pioneers
    Rebels and mutineers
    Go forth and have no fear
    Come close and lend an ear


    [ It's our time to make a m o v e ]
  Statystyki - lvl: 5 | S: 14 | Zr: 14 | Sz: 9 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 90/400 | MED.EXP: 56/100
 
Niedźwiedź.
Zaginiony
Ronin


Klan:
samotnicy

Księżyce: 34~VI
Mistrz: Paprociowy Liść
Płeć: kocur
Matka: Bursztynowooka
Ojciec: Gorejący Krzew
Wysłany: 2018-09-25, 21:26   
   Wygląd: Jeden z masywniejszych i być może największy ze wszystkich kociaków w miocie, który najprawdopodobniej sprawił matce nieco więcej katorgi przy narodzinach, aby chwilę później okazać dumnym rodzicom swoje prawdziwe wdzięki. Między innymi największy atut w postaci osobliwej sylwetki, o tęgich aczkolwiek krótkich łapkach, prężnie utrzymujących barczysty korpus. Na jakim spoczywa całkiem spora głowa z lekko wypukłym czołem oraz zaokrąglonymi policzkami, które w pewien sposób potęgują jej wielkość. Gdzie równocześnie można spostrzec parę okrągłych nad wyraz ciekawskich tęczówek koloru złotego. To wszystko zwieńcza średniej długości puszysty ogon zwężający się ku końcowy który jest zaokrąglony, oraz okrywająca go szata w postaci krótkiej, choć gęstej a także twardej sierści koloru szarego. Jednocześnie mieniącej się w blasku słońca delikatnym błękitem. Sam malec porusza się dosyć nieporadnie, wydając przy tym stosunkowo zabawny tupot, poniekąd spowodowany jego niedźwiedzią masą.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=262518#262518


W odpowiedzi na pierwsze zapytanie, złotooki terminator czym prędzej pokręcił przecząco swym licem. Zachowując się przy tym nazbyt spokojnie choć skrzętnemu obserwatorowi nie mógł przemknąć drobny fakt małego onieśmielenia. W końcu miał do czynienia z kimś znamienitym w postaci srebrzystej zastępczyni, wobec której winien był bezdyskusyjny szacunek oraz pieczołowitą rozwagę, jakiej od zawsze wymagał od niego jego ojciec odkąd tylko sięgał swoją pamięcią. I choć sam młodzieniaszek odznaczał się nieprzeciętnym intelektem, to wszakże nie przewidział wizyty ów kotki, która na samą prośbę ich przewodnika miała przeprowadzić z nim samym całkiem osobliwy dialog, na który wszakże nie był wnet gotowy. W końcu tyle w ostatnim czasie się wydarzyło iż nawet nie dostąpił choćby chwili wytchnienia w jakiej to wszystko mógłby skrupulatnie sobie przemyśleć. A tu i teraz na skraju urwiska przed jakim znalazło się jego jestestwo, musiał przedstawić swój najprawdziwszy powód, za którym runąłby bez mrugnięcia powieką w przepaść. Nie mniej jednak choć samo pytanie było całkowicie zrozumiałe w swoim jakże prostym przesłaniu, to sama odpowiedź na którą musiał się zdobyć, nie uchodziła za jedno z tychże łatwych wyzwań, jakiemu musiał jakoś sprostać. Bowiem istniało wiele powodów dla których postanowił pozostać terminatorem medyka, a każdy z nich osobna pozostawił swoje piętno na jego ostatecznej decyzji. Toteż szary cienias postanowił szczerze podzielić się kilkoma z nich wszystkich – Właściwie w ostatnim czasie pojawiło się kilka takich aspektów – odrzekł po głębszej zadumie, jak to miewał czynić w swoim zwyczaju, aby następnie przystąpić do dalszej części swojego monologu – Początkowo chciałem zaszczycić mego ojca, którego największym marzeniem jest to, aby jedna z jego pociech zaszła bardzo wysoko. Jednakże później zrozumiałem iż posługa takiego Medyka bądź Przywódcy wraz z Zastępcą jest czymś znacznie więcej aniżeli konkursem popularności – Na chwilę przerwał a na jego licu zakwitł promienny uśmieszek, ukazujący przez krótkotrwały moment śnieżno białe kiełki – Wkrótce potem doszedłem do wniosku, iż zgłębienie takowej wiedzy może być bardzo przydatne dla mnie oraz całego klanu. Zwłaszcza w czasach kiedy zaginie nasz Medyk. Więc dlaczego miałbym nie skorzystać z takowej szansy? – Po czym zamilczał, a jego pogodne lico momentalnie przybrało poprzedni stonowany wyraz.
_________________
_Non est ad astra mollis e terris via_

There is no Emotion • There is Peace
There is no Ignorance • There is Knowledge
There is no Passion • There is Serenity
There is no Chaos • There is Harmony
There is no Death • There is Star Clan
  Statystyki - lvl: 3 | S: 12 | Zr: 9 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 8o | W: 4o | EXP: 15|2oo
 
Skra.
Zaginiony


Klan:
samotnicy

Księżyce: 62 [VI]
Mistrz: Piorunopręga & Błyskające Niebo
Płeć: kotka
Matka: Piorunopręga (Burzowy Kieł)
Ojciec: Wężowooki (Burzowy Kieł)
Multikonta: Komarza Łapa [KR]
Wysłany: 2018-09-27, 11:21   
   Wygląd: Przeciętnego wzrostu srebrzysta kotka o jasnym, prawie białym brzuchu i czujnych, zielonkawych ślepiach, nosi na pysku małą pamiątkę po walce z jastrzębiem - cienką bliznę idącą po skosie tuż nad nosem (kp). Co ciekawe, środek jej czoła przecina pojedyncza, ruda pręga, o której istnieniu nie wie nawet sama Skra.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=162864#162864


Wszelkie znamiona większego szacunku czy onieśmielenia wynikające z jej rangi, najzwyczajniej w świecie jej umykały. Nadal była przyzwyczajona do myślenia o sobie jako o wojowniczce, o kimś równym (no, może trochę lepszym ze względu na wyjątkowe pochodzenie i co poniektóre umiejętności) większości klanowych kotów - dlatego nie wymagała żadnych dodatkowych formułek, grzeczności, gdy awansowała na zastępczynię. Ba. W ogóle nie chciała do siebie dopuścić myśli o tym, że to oznacza, że jest potencjalną następczynią Błyska i że to w ogóle zakłada ewentualną przyszłość, w której nie będą razem współistnieć. Z czasem zdołała częściowo pogodzić się z ograniczoną wolnością i utraconym wolnym czasem, którego nie mogła już marnować na luźne przebieżki czy polowania, ale nadal czuła się jak w nieswoich butach. Nie na swoim miejscu. Gdzieś w głębi duszy liczyła, że może kolejne obowiązki i ich pieczołowite wypełnianie pomoże jej się odnaleźć w nowej roli, ale coraz częściej okazywało się to jakimś rodzajem iluzji.
Spokojnie oczekiwała aż syn Gorejącego pozbiera myśli i udzieli jej odpowiedzi. Pytała jednak o kwestie dość złożoną, odpowiedź mogła mieć znaczący wpływ na całą przyszłość kocura w klanie i jego dalszy kierunek rozwoju. Pokiwała łbem na wzmiankę o ojcu, no tak. Mogła w sumie domyślić się i tego... Pewnie ten pokręcony rudzielec każdemu ze swoich dzieci wpajał marzenie o zostaniu kimś w tym klanie, a bycie Medykiem pewnie w jego rankingu plasowało się na samym szczycie ze względu na możliwość kontaktowania się z Gwiezdnymi i bycia pomostem między nimi a żywymi. Przez jej pysk przemknął ledwie dostrzegalny cień niechęci, którego nie zdążyła pohamować. Nigdy nie ukrywała, że nie lubi Goreja, ba, on chyba nawet nie krył, że nie lubi dzieci Piorunopręgiej, choć może teraz, kiedy zajmowali wysokie stanowiska nie mówił już o tym tak głośno i wprost. Nie chciała tej niechęci przerzucać na jego dzieci, toteż pohamowała się od zbędnych ocen i słuchała, co jeszcze kocur ma do powiedzenia.
- Powiedziałabym nawet, że z popularnością ma bardzo mało do czynienia - rzuciła tylko, uśmiechając się lekko, choć raczej bardziej do siebie niż do kocura.
Błysk nie był szczególnie lubiany, ona miała znacznie większy talent do znajdywania wrogów niż przyjaciół, przez długie księżyce swojego życia nie znalazła nikogo prócz brata, z kim mogłaby rozmawiać o wszystkim, szczerze i bez ogródek a Gwiazdka... Huh. No, Gwiazdka długo była popularna i godna autorytetu a później klan momentalnie w nią zwątpił po degradacji Maliny i wyborze Jelenia, dalej problemy się już tylko nawarstwiały.
- Myśl o zostaniu medykiem przyszła do Ciebie niedawno? Wydałeś się być strasznie zaangażowany w trening na wojownika.
Niektóre koty w końcu zdawały się od początku widzieć siebie na medycznym stanowisku i dążyły do tego od wczesnej młodości, z Niedźwiedziem zdaje się tak nie było...
- Ah, no i czy kieruje Tobą coś jeszcze? Wiedzę medyczną można zdobyć nie tylko jako terminator medyka.
Wypadało to jednak zaznaczyć, bo patrząc na ostatnie klanowe awantury to medyk powinien być kotem, który nie tylko dąży do zdobycia wiedzy, ale czuje się w jakiś sposób zobowiązany wobec klanu.
_________________
    Run away, away with me
    Lost souls in reverie
    Running wild then running free
    Two k i d s, you and me

    .............LIVING LIKE WE'RE RENEGADES

    Long live the pioneers
    Rebels and mutineers
    Go forth and have no fear
    Come close and lend an ear


    [ It's our time to make a m o v e ]
  Statystyki - lvl: 5 | S: 14 | Zr: 14 | Sz: 9 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 90/400 | MED.EXP: 56/100
 
Niedźwiedź.
Zaginiony
Ronin


Klan:
samotnicy

Księżyce: 34~VI
Mistrz: Paprociowy Liść
Płeć: kocur
Matka: Bursztynowooka
Ojciec: Gorejący Krzew
Wysłany: 2018-10-01, 18:10   
   Wygląd: Jeden z masywniejszych i być może największy ze wszystkich kociaków w miocie, który najprawdopodobniej sprawił matce nieco więcej katorgi przy narodzinach, aby chwilę później okazać dumnym rodzicom swoje prawdziwe wdzięki. Między innymi największy atut w postaci osobliwej sylwetki, o tęgich aczkolwiek krótkich łapkach, prężnie utrzymujących barczysty korpus. Na jakim spoczywa całkiem spora głowa z lekko wypukłym czołem oraz zaokrąglonymi policzkami, które w pewien sposób potęgują jej wielkość. Gdzie równocześnie można spostrzec parę okrągłych nad wyraz ciekawskich tęczówek koloru złotego. To wszystko zwieńcza średniej długości puszysty ogon zwężający się ku końcowy który jest zaokrąglony, oraz okrywająca go szata w postaci krótkiej, choć gęstej a także twardej sierści koloru szarego. Jednocześnie mieniącej się w blasku słońca delikatnym błękitem. Sam malec porusza się dosyć nieporadnie, wydając przy tym stosunkowo zabawny tupot, poniekąd spowodowany jego niedźwiedzią masą.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=262518#262518


A jednak jego adekwatne słowa nie zaspokoiły krezusowej wnikliwości srebrzystej zastępczyni, która być może nieco dogłębniej prześwietliła jego jestestwo wraz z najprawdziwszymi intencjami, jakie nim kierowały. Tak czy inaczej po raz kolejny musiał zmierzyć się z jej doprawdy celnymi pytaniami oraz znaleźć w sobie potrzebną odwagę na bardziej szczerą rozmowę, w jakiej nie mógł pozwolić sobie na popełnienie żadnego błędu. Ale w jaki to sposób miał wyjawić to wszystko, co odczuwał swym jestestwem?
I choć samo rozumowanie przychodziło mu od zawsze z łatwością, jakby za sprawą błogosławieństwa ze strony Gwiezdnego Klanu. To samo przystrojenie własnych refleksji w słowa bywało nie lada krasomówczym wyzwaniem, o czym można było przekonać się na ostatnich ceremoniach – To nie tak. – Zaczął z lekką obawą, wobec narastającego wręcz przytłaczającego majestatu, jaki zapragnął czym prędzej poznać jego najgłębsze sekrety. Po za tym od czego poniekąd miał zacząć? Ostatecznie wyjawił szmaragdowookiej wierzchołek góry lodowej, który jasno dawał do zrozumienia iż od małego zaszczepiono mu owe marzenie sięgnięcia ku samym gwiazdom. Aby znacznie później liczyć w swym duchu na wiekopomny wybór, jaki padnie na niego ze strony Gwieździstej Ścieżki. Jednakże czy samo zbieractwo wszelakich ziółek bądź chwalenie się swymi marzeniami na lewo oraz prawo miało być dowodem prawdomówności celu jaki w życiu ktoś obrał? W takim oto przypadku mógłby przecież objawić się niewątpliwym argumentem, który wszakże poparłby jego mentor, iż niegdyś za kociaka wybrał się na pewną eskapadę, jakiej celem było poznanie szczątkowych tajników pracy Medyka. Albo samo usprawiedliwienie jego zaangażowania w trening Wojownika, który musiał wszakże spełnić skoro odmówiono mu posługi tego pierwszego, miast kręcić swym nosem oraz uciekać z obozowiska jak to co niektórzy mieli czynić w swojej rozpaczy, kiedy stratowano ich marzenia. Nie mniej jednak szybko doszedł do wniosku iż taka przemowa byłaby dość głupim posunięciem, jakie zapewne zaprzepaściłoby jego jedyną szansę. A zatem pozostawało mu jedyne i zarazem najbardziej logiczne rozwiązanie, na które wybiła najwyższa pora – Medyk to nie tylko obowiązek w leczeniu innych oraz zaopatrywanie składziku w zioła. Jest to również opoka w... – Dość niespodziewanie przerwał, równocześnie wzdychając przy tym ciężko – Kogo ja oszukuje? – mimowolnie pomyślał. W końcu miało obyć się od wyuczonych na pamięć jakże wspaniałych frazesów, a miał rzec to, co od zawsze leżało mu na sercu – Jeżeli chcesz już wiedzieć – Zaczął niebywale swobodnie, odrzucając wszystkie pęta konwenansów jakie go przedtem znacznie ograniczały wobec srebrzystej zastępczyni. Którą tym razem postanowił potraktować na równi z kimś mu bliskim, komu w wielkim zaufaniu postanowił wyjawić swą największa tajemnicę – Źle się dzieje w naszym klanie i potrzeba Wam kogoś, kto stanie na wysokości tego zadania. – I tym jakże krótkim akcentem postanowił zakończyć swój ostateczny wywód. Czy się nadawał do tejże roli jaką miałby w niedalekiej przyszłości odegrać? Nie jemu było dane to ocenić, choć bardzo mocno wierzył w swoje możliwości, tak samo jak w Gwiezdny Klan bądź niewątpliwy Kodeks.
_________________
_Non est ad astra mollis e terris via_

There is no Emotion • There is Peace
There is no Ignorance • There is Knowledge
There is no Passion • There is Serenity
There is no Chaos • There is Harmony
There is no Death • There is Star Clan
  Statystyki - lvl: 3 | S: 12 | Zr: 9 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 8o | W: 4o | EXP: 15|2oo
 
Skra.
Zaginiony


Klan:
samotnicy

Księżyce: 62 [VI]
Mistrz: Piorunopręga & Błyskające Niebo
Płeć: kotka
Matka: Piorunopręga (Burzowy Kieł)
Ojciec: Wężowooki (Burzowy Kieł)
Multikonta: Komarza Łapa [KR]
Wysłany: 2018-10-05, 19:36   
   Wygląd: Przeciętnego wzrostu srebrzysta kotka o jasnym, prawie białym brzuchu i czujnych, zielonkawych ślepiach, nosi na pysku małą pamiątkę po walce z jastrzębiem - cienką bliznę idącą po skosie tuż nad nosem (kp). Co ciekawe, środek jej czoła przecina pojedyncza, ruda pręga, o której istnieniu nie wie nawet sama Skra.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=162864#162864


W gruncie rzeczy srebrzysta po prostu widziała po kocurze, że coś w sobie dusi. Może była to jakaś wątpliwość, może po prostu zbierał myśli i niewłaściwie to odebrała, ale czuła potrzebę wnikania głębiej. Szczególnie, że szary kocur wspominał o kilku aspektach, wątpiła by wszystko zawarł w tych pierwszych słowach.
Przyszła do Niedźwiedziej Łapy po prawdę, chciała poznać jego szczere intencje. Wszelkie wątpliwości co do tego, czy powiedział jej wszystko i od serca, trzymały ją tylko dalej przy tej rozmowie. Choć wiadomo - nie wiecznie, przydługie i poważne rozmowy z pewnością jej nie bawiły, więc miała zamiar tu zabawić tyle, na ile pozwoli jej cierpliwość. No, chyba, że się chłopak rozgada.
- Yhm, skoro nie tak to myślisz o tym już od jakiegoś czasu, tak?
Mimo wszystko nie wspomniał słowem o swoim wojowniczym treningu, wręcz ograniczył się do bardzo zwięzłej i dla niej nawet trochę niejasnej odpowiedzi. Powinna dopytywać? Ciągnąć go za język? O Gwiezdny Klanie, ktoś powinien uczyć przeprowadzania "powaznych rozmów", by przestała się czuć jak ślepy na środku Grzmiącej Ścieżki.
- Wam? Masz na myśli mnie i Błyska czy klan?
Nie umknęła jej nagła zmiana w tonie kocura i przejście na mniej formalny ton, hm, może właśnie teraz zaczęli poważną rozmowę? Odrzucili wszelkie konwenanse, piękne słówka i zaczęli rozmawiać szczerze, bez ogródek? To chyba dobry znak.
- wytłumacz mi to, bo nie do końca rozumiem, co masz na myśli. Jak wtedy widzisz rolę medyka? Jaki jest według Ciebie dobry medyk?
Uciszyła w tej chwili swoje poglądy na ten temat, po prostu z ciekawością spoglądała w złote ślepia kocura, próbując szczerze przeniknąć jego słowa i ułożyć z nich coś klarownego.

//wybacz, że gniot :(
_________________
    Run away, away with me
    Lost souls in reverie
    Running wild then running free
    Two k i d s, you and me

    .............LIVING LIKE WE'RE RENEGADES

    Long live the pioneers
    Rebels and mutineers
    Go forth and have no fear
    Come close and lend an ear


    [ It's our time to make a m o v e ]
  Statystyki - lvl: 5 | S: 14 | Zr: 14 | Sz: 9 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 65 | EXP: 90/400 | MED.EXP: 56/100
 
Niedźwiedź.
Zaginiony
Ronin


Klan:
samotnicy

Księżyce: 34~VI
Mistrz: Paprociowy Liść
Płeć: kocur
Matka: Bursztynowooka
Ojciec: Gorejący Krzew
Wysłany: 2018-10-31, 23:59   
   Wygląd: Jeden z masywniejszych i być może największy ze wszystkich kociaków w miocie, który najprawdopodobniej sprawił matce nieco więcej katorgi przy narodzinach, aby chwilę później okazać dumnym rodzicom swoje prawdziwe wdzięki. Między innymi największy atut w postaci osobliwej sylwetki, o tęgich aczkolwiek krótkich łapkach, prężnie utrzymujących barczysty korpus. Na jakim spoczywa całkiem spora głowa z lekko wypukłym czołem oraz zaokrąglonymi policzkami, które w pewien sposób potęgują jej wielkość. Gdzie równocześnie można spostrzec parę okrągłych nad wyraz ciekawskich tęczówek koloru złotego. To wszystko zwieńcza średniej długości puszysty ogon zwężający się ku końcowy który jest zaokrąglony, oraz okrywająca go szata w postaci krótkiej, choć gęstej a także twardej sierści koloru szarego. Jednocześnie mieniącej się w blasku słońca delikatnym błękitem. Sam malec porusza się dosyć nieporadnie, wydając przy tym stosunkowo zabawny tupot, poniekąd spowodowany jego niedźwiedzią masą.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=262518#262518


Niestety, ale na jego ostatnich słowach nie miało się skończyć i przesłuchiwania trwał ciąg dalszy. Jednakże złotooki młodzieniec, wręcz przypierany coraz bardziej do muru, a raczej przepaści przed jaką się znalazł. Dotrwał do momentu w którym doprawdy nie wiedział co mógłby jeszcze srebrzystej zastępczyni dopowiedzieć. A raczej z czym mógłby z nią jeszcze się podzielić na tymże pierwszym w ich życiu spotkaniu, aby ta nie uznała go po całości za wariata. Jak to zresztą czyniła już cała reszta klanu, z drobnymi wyjątkami. Miałby jej opowiedzieć, iż od czasów pierwszej opowiastki zasłyszanej z pyska ojca o mitycznym Gwiezdnym Klanie, poczuł jakby powołanie?
Że zapragnął poprzez ową możliwość zbliżyć się do nich jeszcze bardziej. Aby posiąść ich wspaniałą mądrość z jaką mógłby sprostać surowym wymaganiom ojca. Który od zawsze pragnął kogoś, kto zajdzie aż tak wysoko. Ale chęć pozostania terminatorem medyka to było jedno, a rzeczywistość z jaką znacznie później się zderzył to było drugie. Bowiem jedni zbierali ziółka a inni służąc swoją pomocną łapą, doglądali w lecznicy chorych. I kiedy przyszło co do czego, postanowił udać się do medyka w takim właśnie celu. Lecz wówczas na swojej drodze spotkał pewnego burego wojownika. I wszystko potoczyło się znacznie inaczej, niźli w tym samym czasie to zaplanował. A później, kiedy Gwieździsta Ścieżka wybrała innego, było już tylko gorzej... Ale zaraz jakie było właściwie pytanie? A raczej ich kilka. Bowiem po raz kolejny w niewłaściwym czasie oraz tym bardziej miejscu, zdążyło mu się niewątpliwie nieco odpłynąć. Jednakże ostatkiem w jego makówce wciąż odbijało się echem, coś na temat bycia dobrym medykiem. Co bardzo szybko wywołało w jego jestestwie ciąg przyczynowo skutkowy dotyczący bolesnego wspomnienia śmierci siostry. Oraz niedawnej rozmowy jaką odbył z Malinowymi ChaszczamiKtoś taki, kto nie porzuca swojej powinności z byle powodu – Skwitował jakby z bolesnym przekąsem. W końcu jego rana była wciąż świeża. Po czym przepraszającym gestem w postaci skinięcia swym pyszczkiem srebrzystej zastępczyni, na koniec jedynie dodał – Jeżeli pozwolisz, chciałbym już udać się na spoczynek przed jutrzejszym treningiem.
_________________
_Non est ad astra mollis e terris via_

There is no Emotion • There is Peace
There is no Ignorance • There is Knowledge
There is no Passion • There is Serenity
There is no Chaos • There is Harmony
There is no Death • There is Star Clan
  Statystyki - lvl: 3 | S: 12 | Zr: 9 | Sz: 7 | Zm: 4 | HP: 8o | W: 4o | EXP: 15|2oo
 
Słowicza Łapa.
Zaginiony


Klan:
grom

Księżyce: 14 (01)
Mistrz: Trzmiela Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Osikowa Łapa
Ojciec: Lekki Krok
Ciąża: nie
Multikonta: Jastrzębi Szpon, Echo [R], Owca [S]
Wysłany: 2018-12-13, 20:25   
   Wygląd: Lekki, kuszący krok i zadziorne spojrzenie zielonych oczu - ten ogólnikowy opis dotyczy nikogo innego, jak Słowiczej. Córka Osikowej Łapy jest świadoma swoich atutów, których nie omieszka wykorzystać. Krótkie, miękkie futerko, gładko przylegające do zgrabnego ciała, odziedziczyło barwę bo matce. Jest ono niebiesko-kremowe, nie licząc oczywiście białych stóp. Sylwetką zaś wdała się w ojca, dzięki czemu zaliczyć ją można do jednych z wyższych i apetyczniejszych kotek Gromu. Ma ciemnoszary nosek i drobny, uroczy pyszczek z którego wyrastają czarne i białe wibrysy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=305070#305070


Ohhh, ciamajda! Wyglądała niczym przemoknięta tchórzofretka, której każdy włos został ułożony pod innym kątem tylko i wyłącznie dzięki sile wiatru. Próbowała przygładzić futerko, ale wszystko na marne. Z naburmuszoną miną tupnęła łapką i rzekła do Lekkiego Kroku, że w tym miejscu ich drogi się rozchodzą. "Wracaj sobie sam!" fuknęła i ruszyła w stronę Wysokiego Pagórka. Nie miała zamiaru pokazywać się w tym stanie nikomu, a wszystko to przez ten durny śnieg. Tak. Śnieg. Ni stąd ni zowąd zaczął sypać, pokrywając trawę białym puchem w zatrważająco szybkim tempie - i nie tylko trawę, ponieważ wilgoć posklejała także włoski jej sierści i teraz ta sterczała durnowato we wszystkich kierunkach świata. Na litość Gwiezdnego Klanu! Przesunęła ozorem jeszcze kilka razy po boku, po czym zacisnęła oczy i wyskoczyła do przodu, biegnąc co sił w gibkich łapach w stronę łysego wzgórza, które nie było porośnięte żadnym drzewem. Pomysł wspaniały, jeśli chciała dokonać morderstwa na resztkach swojego piękna.
Chwilę później już tam była. Wokół zrobiło się jednolicie bialutko, mimo że warstwa puchu na ziemi wcale nie była taka gruba, jak mogłoby się wydawać. Najpewniej w przeciągu dnia wszystko stopnieje, lecz nie ma co płakać. Dla niej to łaska. Uniosła łebek wyżej, patrząc w szarawe chmury, które wysypywały z siebie to puchate przekleństwo. W sumie to... z tej perspektywy wygląda uroczo. Otrzepała futerko z wilgoci i po chwili tego pożałowała, lecz postanowiła zacisnąć zęby i zignorować tę kwestię choć raz, ciesząc się tym, co natura właśnie dawała.

/Lwia Łapka.
  Statystyki - lvl: 1 | S: 4 | Zr: 8 | Sz: 6 | Zm: 2 | HP: 55 | W: 45 | EXP: 55/100
 
Lwi Zew
Zaginiony
niewzruszony


Klan:
grom

Księżyce: 23 [VI]
Mistrz: Turkuciowy Grzbiet [*]
Matka: Skacząca Żaba
Ojciec: Słoneczny Poranek
Multikonta: Wilczy Pomruk ; Krucza Łapa; Lisica
Wysłany: 2018-12-16, 23:04   
   Wygląd: Wysoki kocur o masywnej budowie ciała. Bure futro, ktore zdobi jego posture jest długie i niekrótkie zawsze wygladzone przezp co nie raz widac na jego ciele kołtuny. Ponadto pysk ma dość masywny ozdobiony mlecznobiałymi wibrysami, które są proste i bez zagięć. Oprocz futra o burym kolorycie ważna częścią wyglądu stanowi biały i rozległy krawat, a także jaśniejsze znaczenia na pysku, dłuższe skarpety na tylnich łapach i krótsze na przednich. Ogon to część ciała, na której jest najdluższe futro i reprezentuje kocura w jego dostojności. Oczy samca posiadają heterochromię dlatego lewe oko jest jasnoniebieskie, a prawe w kolorze bursztynu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=7689


Lew nie lubił wiatru, deszczu, a zmierzenie się ze śniegiem.. było.. hm.. ciekawe choć dla burego irytujące. Jego ścierść uwielbiała wchłaniać wszelkiego rodzaju płyny dlatego po obfitym deszczu, a o czym przekonał się przed chwilą - śniegu również, wyglądał jak mokra kura, a do tego był dwa kilo cięższy. Szedł powoli mrużąc oczy. Był nieco rozdrażniony i trochę zdegustowany zaistniałą pogodą i zmieniającą się porą.
W oddali ujrzał znajomą sierść i pysk. Rozpogodził się nieco choć nie było widać tego wcale. Podszedł bliżej i stojąc przed kotką przywitał się. - Witaj, Słowicza Łapo. - Mruknął. Miał nadzieję iż ta nie ucieknie. Nie miał ochoty na żadne przepychanki słowne czy kolejne zabawy. Nie miał ochoty na nic, ale znudziła mu się gra w kotka i myszkę dlatego postanowił naprostować sytuację. - Co słychać? - Rzucił wlepiajac w nią swe oczy, ale... normalnie. Bez natarczywego wkręcania weń wzroku. Słowa jej siostry nieco udeżyły go niemal w pysk... rodzice nazywali cię Lew widać tylko przez wygląd. Nie. Był szarmancki i ... kulturalny? Choćby nie siadał wcześniej do swego rozmówcy gdy ten nie wykazał takowej chęci. A z Słowik... to taka zabawa tylko, prawda? Czasem może jest nieco zaborczy i kąsliwy jednak to nie zmienia faktu iż słowa Pierzastej nieco zbiły go z tropu. I zdołały ukłuć w jego ambicję.
Nawet porwał się na nikły uśmiech. Poza tym lubił tę kotkę. I nie chciał aby ta w dalszym ciągu unikała go i jego wzroku. Straszne jest to nawiązywanie zdrowych relacji.
_________________


Brothers everywhere
Raise your hands into the air
We're warriors
Warriors of the world
Like thunder from the sky
Sworn to fight and die
We're warriors
Warriors of the world



  Statystyki - lvl: 3 | S: 12 | Zr: 8 | Sz: 6 | Zm: 7 | HP: 55 | W: 55 | EXP: 65/200
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka







Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad



the-avengers






Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 13