Poprzedni temat «» Następny temat
Kamienny Stróż
Autor Wiadomość
Świetlistooki
Gwiezdny



Klan:
gwiezdni

Księżyce: Więcej niż gwiazd na Srebrnej Skórze
Płeć: kocur
Wysłany: 2018-03-31, 17:39   Kamienny Stróż
   Wygląd: Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.


Blisko Czterech Dębów terytoria Klanu Cienia przechodzą stopniowo w coraz bardziej spadziste pagórki, by przy granicy zakończyć się ostro skalistą, wysoką skarpą, z której jest doskonały widok na miejsce Zgromadzeń - a nawet na okoliczne tereny sąsiadujących Klanów. Idealny punkt obserwacyjny, zarówno dla pilnujących granic, wypatrujących zagrożenia wojowników... jak i zwyczajnie ciekawych świata terminatorów, którzy mogą stąd ukradkiem podglądać sąsiadów bez wystawienia chociaż stopy poza granice własnego Klanu. Należy jednak uważać i patrzeć pod łapy, bo łatwo się potknąć i sturlać po kamiennym stoku! Nazwa to swego rodzaju wspomnienie, nawiązanie do poprzedniego obozu Klanu Cienia, a konkretniej - Płaczącego Stróża.

_________________
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
 
 
Poranny Szron
Zaginiony
made of ice


Klan:
samotnicy

Księżyce: 52
Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz
Matka: Bagno
Ojciec: who dis
Partner: sb is watchin me
Multikonta: Iskrzący Śnieg (GK), Migocząca Łapa (KW) || Zajęcza Łapa (KC), Błękitna Łapa (KRz), Brzozowa Łapa (KG)
Wysłany: 2018-04-04, 15:58   
   Wygląd: Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=185205#185205


Powietrze, jakie Szron zastał tego poranka u wylotu legowiska, było wyjątkowo wilgotne. Prychnął cicho przez nozdrza, po raz kolejny przeklinając dziurę wśród korzeni i ton prawieże błota, którą ktoś najwidoczniej uznał za świetne miejsce na założenie obozu. W przeciwieństwie do rozległych, w miarę równych terenów ich poprzedniego domu, te po mocniejszych opadach cuchnęły mokrą ziemią z taką zawziętością, iż kocur, przyzwyczajony do spania raczej pośród paproci niż na poziomie poniżej nich, za każdym razem był bliski wybuchu wściekłości. Wreszcie do takowego doszło; obudziwszy się wciśniętym w kąt legowiska wojowników (zmuszony do tego przez wzgląd na deszcz poprzedniego wschodu słońca) czym prędzej wyszedł stamtąd i... poszedł.
Szedł długo. Głównie poznawał nowe ziemie, które później miał zamiar raz jeszcze pozwiedzać ze swoim terminatorem podczas treningów. Z cichą ulgą opuścił obóz, jednakże poza nimi jego nastrój niewiele się zmienił. Owszem, popierał przeprowadzkę, nadal to uważał za konieczność, którą należało wykonać, ale konsekwencje, z jakimi przyszło mu się mierzyć po opuszczeniu lasu będącego dla niego, chcąc nie chcąc, ostoją oraz domem od samych narodzin, wciąż pozostawały dlań trudne do zaakceptowania. Nie podobało mu się absolutnie nic, co nie przypominało mu poprzednich ziem. Ba, irytowało go wręcz patrzenie na te wszystkie głupie pagórki i zapadliska. Były obce. I zawsze będą.
Ochłonął trochę, wlazłszy na szczyt jednego ze wzniesień kosztem częściowego wymęczenia płuc. Gdy się wysilał na tyle mocno, że serce obijało się o mostek jak w dzwonie, a szum w głowie nie pozwalał na zebranie jakichkolwiek myśli, bowiem każda była zeń natychmiast wypychana, znajdywał wreszcie spokój. Puls wyciszał chaotyczność oraz napastliwość jego emocjonalności, z którą wciąż i wciąż walczył, a późniejszy ból w kończynach tępił ten znajdujący się na samym dnie białej piersi. Choć z czasem nie było już za bardzo czego zagłuszać i krzyk nie był już tak głośny jak dawniej, to wojownik to robił nadal. Wciąż lubił biegać, podejmować różnego rodzaju czynności fizyczne, bo za każdym razem dawało mu to krótkie, ale przynajmniej wyczuwalne wrażenie, że wszystko było w porządku. Nie inaczej stało się po osiągnięciu Kamiennego Stróża: stanął, a następnie objął lodowym wzrokiem zroszone, skąpane pierwszymi promykami słońca tereny Czterech Klanów, nie robiąc nic poza wsłuchiwaniem się w huk krwi krążącej wewnątrz niego.

//Ślizg <3
_________________

i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=


t h a t_ i _w a s _ n o t _ a f r a i d . . .
  Statystyki - lvl: 4 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 7 | HP: 55 | W: 75 | EXP: 60/250
 
Śliski Brzeg
Zaginiony
okruch lodu


Klan:
cien

Księżyce: 48
Mistrz: Wężowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Bagienna Trzcina
Ojciec: Pokruszony Lód
Multikonta: Kormoran (S), Ko'nik (KR), Ulewna Myśl (GK) & more, more more
Wysłany: 2018-04-07, 12:56   
   Wygląd: Nie należy do wielkich piękności - dosłownie, bowiem nie tylko nie jest specjalnie ładna, ale też zdecydowanie niewysoka. Ciało ma kompaktowe - korpus krótki, łapy mocne i niedługie, a rysy jej pyszczka z wiekiem wyostrzyły się - chociaż garbaty nos pozostał - przede wszystkim za sprawą wąskiego i podłużnego kształtu oczu. Krótkie i gładkie futerko, pokrywające ciało Śliskiego Brzegu, byłoby monotonnie białe, gdyby nie kilka drobnych, czarnych znaczeń - ciemny od nasady, aż po końcówkę ogon, dwie symetryczne plamy pod uszkami. I czarny nos, u szczytu również ozdobiony łatką. Monochromatyczność tych barw łamie ciemnobursztynowy kolor ślepi. Wojowniczka głos ma niski, często zabarwiony chrypą, a krok szybki i pewny.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=185522#185522


Przeprowadzka była dla Śliskiego Brzegu jednym wielkim koszmarem ciągnącego się strachu, zmęczenia i troski. Każdy gwizd przebiegającego niedaleko potwora, szelest krzewów, głośniejsze miauknięcie któregoś z Cienistych... właściwie każdy dźwięk, nieznany kształt, WSZYSTKO momentalnie podrywało wojowniczkę w stan najwyższej gotowości. Bała się tego co mogło spotkać ich po drodze, jak również tego co mieli zastać u kresu wędrówki. Ciemne myśli nieustannie przetaczały się przez jej głowę, tak jak fale wielkiej słonej wody, której miała już nigdy nie ujrzeć. Niektóre z czarnych wizji ujrzała na własne oczy: jak wtedy, gdy jeden z Gromowych wojowników został zamieniony w mokrą plamę na Grzmiącej Ścieżce, lub wtedy, gdy pies złapał za gardło Rzeczniaczkę i jednym kłapnięciem szczęk wydusił z niej życie. Część się nie ziściła, wszyscy jej najbliżsi dotarli cało do celu, jednak to wcale nie uciszyło dławiącego strachu. Lodowa Trzcinka dotarła na nowe tereny skrajnie wyczerpana, nie przez obolałe łapy, a przez zszarpane nerwy. Jednak nie odpoczęła, póki cały obóz nie był gotowy, patrole wyznaczone, okolica sprawdzona i dopiero wtedy padła w legowisku wojowników.
A i tak nie mogła spać.
Ani tej, ani kolejnej nocy, budząc się na każde chrapnięcie. Wydawało się jej, że całymi godzinami gapi się w mrok, wsłuchując się w nierówne oddechy Lefki, Tygryska, Wilczka, Szrona, a gdy nadchodził świt nie czuła się bardziej wypoczęta, ani wyspana, aniżeli przed północą. Jednak za każdym razem z ulgą przyjmowała świergot budzących się na zewnątrz ptaków i miękkie światło wstającego słońca, niemalże od razu wypryskując spomiędzy skałek. Ruch uciszał niepokój. Poza tym wydawało się jej, że póki nie pozna każdego kamyczka, ścieżki i drzewa na nowych terenach, nie poczuje się bezpiecznie. Dlatego zwiedzała.
Niepewnie i czujnie do granic możliwości, chociaż jasna tarcza słońca na tle błękitnego nieba napawała mimowolnym optymizmem. Po dniu opadów, powietrze było rześkie, a ściółka napita wodą. Ślizg maszerowała bez pośpiechu, dokładnie obserwując mijany krajobraz. Szła w stronę czterech dębów, kierowana myślą, że w razie czego, właśnie tam będą czekać patrole by przekazać ważne i złe - jakby inaczej - wiadomości. Jednak już u podstawy Kamiennego Stróża wiatr przyniósł jej inne wieści. Pierwotnie chciała się na niego wdrapać, by rozejrzeć po okolicy, ale jeszcze zanim dotarła na szczyt wiedziała, że nie napotka NPCetów, a własnego brata.
- Szron. - Przywitała się ochryple. Serce tłukło się w białej piersi od wysiłku, jak i od skrępowania, które zawsze towarzyszyło ich spotkaniom. Ślizgawka nie potrafiła całkiem wyluzować w obecności jasnego kocura, mając poczucie stąpania po cienkim lodzie. - Dostrzegłeś coś w okolicy? - Zapytała, tocząc wzrokiem po horyzoncie. Nastroszony ogon bezwiednie majtał się na boki, a futerko na karku stawało dęba.
_________________


「 it's so quiet here and i feel so cold
... this house no longer feels like HOME


  Statystyki - lvl: 5 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 14 | Zm: 10 | HP: 60 | W: 80 | EXP: 020/400
 
Poranny Szron
Zaginiony
made of ice


Klan:
samotnicy

Księżyce: 52
Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz
Matka: Bagno
Ojciec: who dis
Partner: sb is watchin me
Multikonta: Iskrzący Śnieg (GK), Migocząca Łapa (KW) || Zajęcza Łapa (KC), Błękitna Łapa (KRz), Brzozowa Łapa (KG)
Wysłany: 2018-04-08, 15:44   
   Wygląd: Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=185205#185205


Wyprawa jako taka nie wpłynęła na Szronie w zbyt znaczącym stopniu. Fakt, Osiedle Dwunogów z tak bliska napawało go silnym niepokojem, ale widok śmierci różnych postaci, z którymi nie był jakoś specjalnie związany, nigdy nie przebijał się zbyt głęboko przez emocjonalność wojownika. Może zbyt zajmowało go przeżywanie własnych problemów, może umiał się skutecznie skupiać na nauczaniu swoich terminatorów i trzymania się wyznaczonych zasad, może po prostu był zatwardziałym egoistą. W każdym razie, zniósł to wszystko, dotarł na miejsce bez szwanku. Ale w terenach, które zobaczył, nie widział nowego początku, drugiej szansy czy Ciemny Las wie, czego jeszcze. Oddalenie od wyraźnego niebezpieczeństwa, czynność konieczna dla dobra ogółu. Nic więcej. I serce Porannego Szronu potraktowało to dokładnie tak samo: selekcja naturalna, przerażające, ale nieuniknione obrazy, brutalność będąca tylko urzeczywistnieniem świata, którego istnienia prawie nigdy nie zaprzeczał. Nic. Więcej.
Nie znaczy to jednak, że nie widział cierpienia. Widział, ale to, jak postanowił na nie zareagować (lub nie, co było bardzo częste), było już zupełnie osobną kwestią. Acz czasami nawet przy podjęciu owego dylematu nie wiedział, co robić dalej - tak stało się w przypadku Śliskiej. Jej strach, emocje potrafił odczytać i choć bardzo prawdopodobne, że jego interpretacje co do ich źródła były błędne, mijające się w pewnym stopniu z celem, to tyle mu wystarczyło, by udzieliły się one i samemu kocurowi. Było to zjawisko u niego nigdy przedtem niespotykane, a zatem również przerażające dla samej jego ofiary. Z uczuciami samymi w sobie oswajał się z wolna, lecz absorpcja czyichś cudzych stanowiła już dlań całkowicie obcą, wręcz wrogą materię. Sprawiała, iż wewnątrz srebrzystego tkwiła niedokładna kopia ślizgowej szpili, która bolała, nie pozwalając umysłowi odejść od tego problemu dalej niż na kilka kroków. Stawał się więźniem w kajdanach, które być może kiedyś będzie miał odwagę nazwać braterską troską... ale to nie był ten dzień. Teraz chciał się tego pozbyć, odrzucić.
Nie chciał czuć.
Dotarł do tego wniosku raz jeszcze z chwilą, w której usłyszał jej głos. Mięśnie momentalnie spięły się, choć może nie tak mocno, jak przy pierwszych ich kontaktach od czasu... tamtej rozmowy. Odbudował część swojej maski, była ona jednak krucha i bardzo słaba, nie będąca zdolna do istnienia w innej postaci niż żałosna połówka. Ale póki co, nie miał nic lepszego w zanadrzu - zresztą, czasami czuł, iż rozmawiając z siostrą, która widziała to, co się pod nią kryje, noszenie jej w jej obecności nie miała większego sensu. Przełknął zatem część dumy, jeszcze przez chwilę wlepiając wzrok w krajobraz przed nim. Sugerowało to trochę strach przed zobaczeniem z tak bliska kształtu, który... wiedział. Poranny cierpiał chyba mniej więcej na to samo, co druga Lodotrzcina; w jej obecności nie potrafił się pozbyć męczącego uczucia nieustannej krępacji.
Wreszcie obrócił się. Lód w tęczówkach wydawał się być mniej chłodny niż zwykle.
- Śliska - nie wiedział, z jaką tonacją to powiedział. Chyba wszystkimi naraz. Słysząc jej pytanie, ponownie spojrzał na okolicę. Wówczas do warg wróciła twarda, dobrze znana co poniektórym głoska. - Nic. Samo obce. Nowe, może lepsze. Ale obce - wpił palce w wilgotne źdźbła; pazury wysunęły się lekko, ale tylko po to, by zaraz potem znowu schować się w białe futro.
Milczał przez chwilę, zastanawiając się nad rezonansem, które na ułamek uderzenia serca wyczuł przy kontakcie z bursztynem wojowniczki. Zerknął na nią kątem oka.
- Źle wyglądasz. To przez wyprawę? - miał ochotę sam siebie zelżyć za te słowa. Dla strun przyzwyczajonych do opryskliwości i pogardy pytanie to było obrzydliwie słodkie i lepkie, wprost nie do wytrzymania. Pozbycie się ich wreszcie z pyska stanowiło zatem dla kocura niemałą ulgę, obarczoną zaraz po tym jednak nowymi zmartwieniami. Co, jeśli to było zbyt wścibskie, zbyt dziwne w jego przypadku, o jeden krok za daleko?
Walczył. Cały czas walczył z tym, co czuł. I ciągle przegrywał.
_________________

i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=


t h a t_ i _w a s _ n o t _ a f r a i d . . .
Ostatnio zmieniony przez Poranny Szron 2018-04-08, 15:54, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 4 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 7 | HP: 55 | W: 75 | EXP: 60/250
 
Śliski Brzeg
Zaginiony
okruch lodu


Klan:
cien

Księżyce: 48
Mistrz: Wężowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Bagienna Trzcina
Ojciec: Pokruszony Lód
Multikonta: Kormoran (S), Ko'nik (KR), Ulewna Myśl (GK) & more, more more
Wysłany: 2018-04-24, 18:43   
   Wygląd: Nie należy do wielkich piękności - dosłownie, bowiem nie tylko nie jest specjalnie ładna, ale też zdecydowanie niewysoka. Ciało ma kompaktowe - korpus krótki, łapy mocne i niedługie, a rysy jej pyszczka z wiekiem wyostrzyły się - chociaż garbaty nos pozostał - przede wszystkim za sprawą wąskiego i podłużnego kształtu oczu. Krótkie i gładkie futerko, pokrywające ciało Śliskiego Brzegu, byłoby monotonnie białe, gdyby nie kilka drobnych, czarnych znaczeń - ciemny od nasady, aż po końcówkę ogon, dwie symetryczne plamy pod uszkami. I czarny nos, u szczytu również ozdobiony łatką. Monochromatyczność tych barw łamie ciemnobursztynowy kolor ślepi. Wojowniczka głos ma niski, często zabarwiony chrypą, a krok szybki i pewny.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=185522#185522


Nie mogła powstrzymać badawczego spojrzenia, którym obdarzała brata równie sumiennie co okolicę. Nie próbowała przedzierać się nim przez tą wątłą maskę, którą wciąż usiłował się zakrywać, bowiem obnażenie jego emocji i słabości nigdy nie było jej zamiarem. Jedynie szukała zapewnienia o jego zdrowiu, przynajmniej tym fizycznym, i po troszku świadectwa kondycji psychicznej. Może była jedynie słabszą, młodszą siostrą, ale nieustannie martwiła się o swojego brata. Głowiła się jak sprowadzić mu do życia więcej ciepła i słońca, ukoić wszystkie lęki i cały ból, i obwiniała przez niekończącą się porażkę w tym zakresie. Jak całkowicie różne były przyczyny ich wzajemnego skrępowania. Ślizg mniej się bała ukazania w pełnej krasie własnych uczuć, a bardziej zerwania relacji z Porannym przez nieostrożne słowo, czy ruch. Z biegiem czasu zdawała się mniej ważyć każdą wypowiedzianą głoskę, jednak wciąż zachowywała rezerwę jakby w każdej chwili mogła się sparzyć.
- Tak. - Mrugnęła i z kolejnym otwarciem powiek przeniosła spojrzenie na horyzont. Próbowała się oswajać z widokiem, który miała przed oczami, ale wciąż nie wyrył się on dostatecznie dobrze w jej pamięci. Wystarczała drobna zmiana - światło, słońce w innym miejscu nieba, trochę więcej zieleni - by okolica na nowo ją zaskakiwała. Brakowało jej świadomości, że nawet pozbawiona zmysłów, trafiła by bezbłędnie na przemierzoną milion razy ścieżkę, by dotrzeć nią w gęstwinę bezpiecznego obozu. - Minie wiele księżycy zanim na dobre przywykniemy. - Trzepnęła nastroszonym ogonem po bokach, by zaraz potem z zażenowaniem go opuścić. Pytanie brata stanęło jej w gardle potężną gulą. Nie dlatego, że było zbyt wścibskie, czy śmiałe, jednak dlatego, że zdała sobie sprawę jak jej stan musi być widoczny. Nie tylko dla bliskich, ale prawdopodobnie wszystkich Klanowiczów. O ile pogodziła się z utratą maski silnego kocura przed Szronem, o tyle wciąż czuła się niekomfortowo na myśl, że inni zauważają jej słabość.
Najbardziej na świecie nie chciała być powodem do zmartwień.
- To zmęczenie. - Mruknęła, uciekając bursztynowymi ślepiami gdzieś w bok. - Przejdzie. W końcu wypocznę.
_________________


「 it's so quiet here and i feel so cold
... this house no longer feels like HOME


  Statystyki - lvl: 5 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 14 | Zm: 10 | HP: 60 | W: 80 | EXP: 020/400
 
Poranny Szron
Zaginiony
made of ice


Klan:
samotnicy

Księżyce: 52
Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz
Matka: Bagno
Ojciec: who dis
Partner: sb is watchin me
Multikonta: Iskrzący Śnieg (GK), Migocząca Łapa (KW) || Zajęcza Łapa (KC), Błękitna Łapa (KRz), Brzozowa Łapa (KG)
Wysłany: 2018-05-08, 12:22   
   Wygląd: Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=185205#185205


Przebywanie w pobliżu Ślizg to był póki co jedyny moment, w którym rzeczywiście wahał się, czy używanie szczątków maski przy niej ma sens. Od ich ostatniej rozmowy, która wypaliła w piersi wojownika olbrzymią dziurę po Małej Krze, odnosił nieustanne wrażenie, że kocica mogłaby go przejrzeć na wylot, gdyby tylko zechciała. Znała jego słabości, wiedziała jak wyglądał pod spodem, głęboko wewnątrz muru, jaki wokół siebie stworzył. Stosowanie w jej obecności dawnych metod przywodziło bardziej na myśl otworzenie przezroczystego, dziurawego z lekka parasola: niby działa, ale pod każdym kątem widać, kto naprawdę go używa. Przez świadomość tego nawet gdy siostra starała się zachować delikatność, on stał się wrażliwszy na jej spojrzenie niż kiedykolwiek wcześniej. Był to jeden z wielu czynników, przez jakie kontakt z nią wywoływał u niego dziwne, mniej lub bardziej dyskretne skrępowanie.
Skinął lekko głową, również spoglądając na odległe, nowe ziemie. Gdziekolwiek nie spojrzał, tam nie mógł odnaleźć zupełnie niczego chociaż trochę znajomego. Zniknęła Wielka Słona Woda, lasy, które znał, polany, po których spacerował. Do samego obozu zaś to już w ogóle musiał się za każdym razem przekonywać, by tam postawić stopę, ostatecznie zaglądając tam tylko w celu zaspokojenia potrzeb fizycznych czy schronienia się przed silną niepogodą. Działo się tak, od kiedy się tu pojawili, i kocur odnosił przez to silne wrażenie, iż ów stan potrwa jeszcze długie księżyce, dłuższe niż sugerowała Śliska, nim się on z tym wszystkim oswoi. Zakładając, iż w ogóle to nastąpi.
Chwilowe milczenie Śliskiego Brzegu dosyć szybko przyciągnęło jego tęczówki z powrotem ku niej, niemalże instynktownie. Gdzieś w środku natychmiast zechciał odwrócić wzrok, lecz w ostateczności już nie potrafił tego zrobić; było za późno. Uniki siostry, by nie powodować zmartwień, w efekcie tylko powiększały liczbę wątpliwości rosnących w Szronie. A zatem źle powiedział... nabrał ochoty zaklęcia pod nosem. Nigdy tego nie potrafił. Rozmawiania z kotami. Mógł je obrażać, mógł je poniżać, wywyższać się, bić nawet w razie czego... ale przy tak prostej rzeczy, jak okazanie normalnych, pozytywnych emocji wywracał się na pierwszym lepszym kamyczku. Jasne, to wytłumaczalne, nigdy nie próbował tego robić, pierwszy, ten najpierwszy raz NAPRAWDĘ chciał być czyimś bratem i tak dalej... ale i tak odczuł w sobie palącą, wściekłą bezsilność wobec czegoś, czego jeszcze długo nie przeskoczy. Nim jednak bardziej się zatracił w tym myśleniu, oto czarno-biała odpowiedziała mu, odskakując swoim bursztynem od niego.
Rozumiem.
Wbrew jego oczekiwaniom te proste słowa ukuły go w pierś. Były zbyt proste. Jakby... ukrywała coś? Odpychała go? Z trudem przełknął następne przykre myśli, czując coraz bardziej, że od ich przyrostu zaraz go coś trafi.
Nie chcesz mówić: nie mów. Nie zmuszam – nagle jego gardło zaczęło ściskać jakieś niewytłumaczalne imadło. Przeklęta emocjonalność. Zamiast spłynąć to po nim jak woda po kaczce, wpiło się to w niego i nie chciało puścić. Odwrócił od niej łeb, spojrzał w wysokie drzewo na szczycie pagórków.
Pomilczał solidnie, nim postanowił się do niej znowu, tym razem ciszej, odezwać:
Martwiłem się. Tyle.
Gwiezdny Klanie, jeżeli istniał. Powiedział to na głos? Chyba jeszcze nigdy tak namacalnie nie określił swoich uczuć w ten sposób. Spowodowało to w nim spiekotę i jakieś dziwne mrowienie, które potem skołczało i zaczęło ciążyć nieprzyjemnie na sercu.
Poczuł, że... stał się mniej potrzebny w tym miejscu.
_________________

i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=


t h a t_ i _w a s _ n o t _ a f r a i d . . .
  Statystyki - lvl: 4 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 7 | HP: 55 | W: 75 | EXP: 60/250
 
Śliski Brzeg
Zaginiony
okruch lodu


Klan:
cien

Księżyce: 48
Mistrz: Wężowa Gwiazda
Płeć: kotka
Matka: Bagienna Trzcina
Ojciec: Pokruszony Lód
Multikonta: Kormoran (S), Ko'nik (KR), Ulewna Myśl (GK) & more, more more
Wysłany: 2018-05-13, 17:43   
   Wygląd: Nie należy do wielkich piękności - dosłownie, bowiem nie tylko nie jest specjalnie ładna, ale też zdecydowanie niewysoka. Ciało ma kompaktowe - korpus krótki, łapy mocne i niedługie, a rysy jej pyszczka z wiekiem wyostrzyły się - chociaż garbaty nos pozostał - przede wszystkim za sprawą wąskiego i podłużnego kształtu oczu. Krótkie i gładkie futerko, pokrywające ciało Śliskiego Brzegu, byłoby monotonnie białe, gdyby nie kilka drobnych, czarnych znaczeń - ciemny od nasady, aż po końcówkę ogon, dwie symetryczne plamy pod uszkami. I czarny nos, u szczytu również ozdobiony łatką. Monochromatyczność tych barw łamie ciemnobursztynowy kolor ślepi. Wojowniczka głos ma niski, często zabarwiony chrypą, a krok szybki i pewny.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=185522#185522


Czy w rzeczywistości wiedziała jaki jest naprawdę? Miała co do tego poważne wątpliwości. Owszem, doprowadziła przypadkowo do odsłonięcia maski, jednak te kilka odkrytych słabości wcale nie przybliżyło ją do odkrycia sedna, poznania najgłębszych zakamarków zlodowaciałego serca. Bardziej przypominało to zdjęcie jednej z warstw, tej najbardziej zewnętrznej i najmniej prawdziwej, pazłotka z cukierka - jednak przecież, oprócz widocznej z wierzchu czekolady, było jeszcze nadzienie, prawda? Gdyby Śliski Brzeg wiedziała o wszystkim, co kryje w sobie Poranny Szron, przestałaby tak uważać na każde słowo i ruch. Nie stąpałaby po cienkim lodzie, a wybierała miejsca, gdzie jest on najtwardszy.
Tymczasem swoją pozornie normalną odpowiedzią, nie skrywającą zbyt wiele z prawdy, najwyraźniej uraziła dumę i emocje brata. Niemalże równocześnie, i Ślizg coś pochwyciło za gardło. Momentalnie powróciła spojrzeniem, nieco panicznym, tak jak krok, którym ruszyła gwałtownie w stronę Szrona, jakby spodziewała się, że ten odwróci się na pięcie i odejdzie.
- Przecież mówię. - Miauknęła i stuliła uszy, słysząc jak żałośnie to zabrzmiało. Jakby znowu była małym kociakiem, żebrzącym o atencję u ojca. Nie. Nawet przy nim bywała bardziej twarda, rezolutna i pewna siebie. Przynajmniej umiała na taką zapozwać, nie uginając się pod lodowatym spojrzeniem, tak jak mroził ją każdy najmniejszy spadek temperatury w błękitnych ślepiach brata.
- Też się martwię. I to dlatego. - Dodała i bardzo, bardzo delikatne się uśmiechnęła. Nie chciała by się martwił, równocześnie nic nie mogła poradzić na to, że serce przyspieszyło, tłocząc ciepło po całym ciele. - Dziękuję. - Dodała cicho, opuszczając z zażenowaniem wzrok.
Oboje byli w tym beznadziejni. W rozmawianiu. I w uczuciach.
_________________


「 it's so quiet here and i feel so cold
... this house no longer feels like HOME


  Statystyki - lvl: 5 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 14 | Zm: 10 | HP: 60 | W: 80 | EXP: 020/400
 
Poranny Szron
Zaginiony
made of ice


Klan:
samotnicy

Księżyce: 52
Mistrz: Niknąca Pokraka || Wunsz
Matka: Bagno
Ojciec: who dis
Partner: sb is watchin me
Multikonta: Iskrzący Śnieg (GK), Migocząca Łapa (KW) || Zajęcza Łapa (KC), Błękitna Łapa (KRz), Brzozowa Łapa (KG)
Wysłany: 2018-06-15, 10:15   
   Wygląd: Księżyce mijały, a Poranny Szron wciąż pozostawał na mniej więcej równym poziomie bycia paskudną i odtrącającą zjawą. W kwestii umięśnienia trzeba zaznaczyć, iż Lodowa Trzcina wiele stracił ze swojego młodzieńczego wychudzenia; jako wojownik nabył lepszego wyrzeźbienia ciała i pewnego, acz nadal dosyć miękkiego kroku. Od wysokiej, w większości białej jak śnieg postaci zieje chłodem, wyniosłą dumą, a czasem nawet zimnym gniewem; zdarza się, iż ów obrazek się załamuje, następuje to jednak wyjątkowo rzadko. Cały grzbiet, od końcówki puszystego z lekka ogona aż po czoło pokrywa srebrzysta sierść. Na pysku o ostrych rysach przybiera ona postać dwóch plam, nasuwających się nieco na lodowe ślepia, będące właściwie najważniejszym elementem sylwetki. Natomiast na prawym (od strony patrzącego) policzku tkwi zasklepiona blizna w postaci pięciu szram - jedyna fizyczna pamiątka po ojcu. Raz po raz kocur, powtarzając tylko tik ciała, tyka nieświadomie językiem pasmo najbliżej kącika warg.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=185205#185205


//aaa, przepraszam za zwłokę ;_;

Choć wojowniczce wydawało się, iż poznała zaledwie cieniutką warstewkę swojego brata, Szron odczuł to na sobie zbyt boleśnie, by przejść obok tego tak obojętnie. Ba, był święcie przekonany o tym, że przez ten jeden, nieostrożny ruch kotka rozerwała go na pół, będąc świadomą jego miękkiego, acz głęboko zranionego przed księżycami wnętrza. Od tego przekonania czuł teraz niemalże przez cały czas swoje lekkie rozedrganie gdzieś pod skórą. Nigdy wcześniej nie musiał sobie radzić z czymś takim jak emocje, dlatego nagła walka z nimi bez zapowiedzi dzień w dzień obecnie doprowadzała go niemalże do szału. Stał się inny. Gorszy. Słaby. Fakt, najgorsze miał za sobą, ale za każdym razem, gdy pojawiał się w pobliżu czarno-białej, mógł przysiąc, że w jednej chwili wracał do punktu wyjścia, choć na wierzchu nie było tego aż tak widać. W końcu wbrew pozorom ta połówka maski coś potrafiła ukryć.
Poczuł się trochę głupio. Śliska mogła swoją odpowiedzią celowo odsunąć go od zmartwień, bo zatajała coś przed nim... albo zwyczajnie powiedzieć prawdę. Nie wiedział. Nie znał jej na tyle dobrze, by to stwierdzić na pewno. Czuł co prawda, że nie był jej obojętny, ale jeszcze trochę im brakowało do bycia sobie dostatecznie bliskimi na to, by stuprocentowo zwierzać się ze swoich obaw, zgryzot, sekretów. Mimo tych wątpliwości gdzieś w środku kocur pożałował, iż od razu ją tak ocenił. Odwzajemniał przez chwilę jej spojrzenie, aż po chwili zastrzygł uchem i ponownie spojrzał w dół, na krajobraz pozostałych trzech Klanów. Gdy podziękowała, serce mu nieco mocniej zabiło w piersi, jednak poza tym nie wykonał żadnego wyraźnego gestu w jej stronę.
Zrobił to dopiero po paru uderzeniach serca.
- Jeśli... nie ukrywasz niczego, w czym mógłbym ci pomóc, to dobrze – głęboko rozczarował się swoją własną miękkością, lecz mimo to brnął dalej. Odszedł parę kroków od skarpy, spojrzał raz jeszcze na postać z opuszczoną głową... – Pora na mnie – przygryzł delikatnie wargę, patrząc na nią. Niby chciał pójść, acz jednocześnie coś w nim wołało, by tu zostać przy niej na jeszcze dłużej. – Dbaj o siebie, Śliska.
Cudem powstrzymując się od zaklęcia na siebie pod nosem, energicznie odwrócił się na pięcie i ruszył w sobie tylko znanym kierunku.

[z/t] //thank za sesję ;v;
_________________

i lived in fear too, but i had to put on a brave mask
and keep proving to myself and to the gang, =again and again=


t h a t_ i _w a s _ n o t _ a f r a i d . . .
  Statystyki - lvl: 4 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 12 | Zm: 7 | HP: 55 | W: 75 | EXP: 60/250
 
Jesionowa Kora
Gwiezdny



Klan:
cien

Księżyce: 37 i... Koniec
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł
Płeć: kotka
Matka: Drobny Ptak [*]
Ojciec: Lamparci Płomień
Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Ciąża: nie
Multikonta: Zachodzące Światło[KRz] Ostry Kolec, Biały Puch[KW] Ptasia Łapa[KC] Śnieżna Zamieć, Węgorzowy Grzbiet[GK]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-07-01, 16:29   
   Wygląd: Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło. >>Rany i blizny
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=6181


Jesion już od jakiegoś czas planowała tutaj przyjść. Słyszała, że z Płaczącego Stróża, są dobre widoki na sąsiednie tereny. Dziś jednak, nie przyszła tu z powodu widoków, a po to, aby rozładować złość i żal. Od ostatniej rozmowy z Markizem, zaczęła brać na siebie prawie wszystko patrole i polowania. Praktycznie nic nie jadła, a jak już, to tylko jakieś wychudzone myszy i to nie zawsze w całości! Przez to stała się chudsza. Zdecydowanie chudsza. Robiła to po to aby nie myśleć o słowach czekoladowego kocura. Ojciec młodej szylkretki, oczywiście zauważył, że z jego córką jest coś nie tak i nawet o to pytał Jesion, lecz ona nie była skora do zwierzeń. Dzisiaj znowu, nie pozwolił jej brać udziału w patrolu, który miał prowadzić. I wtedy zaczęła się akcja. Młoda wojowniczka, zaczęła tłumaczyć Lamparciemu Płomieniowi, że może chodzić na patrol kiedy chce, gdyż jest już wojowniczką i odpowiada sama za siebie. Ojciec jej, uparł się jednak, że jej na patrol nie zabierze, puki nie zje i nie przestanie brać tyle pracy na siebie. Jesion nie dała sobie wbić do głowy, iż coś z nią nie tak, a gdy partner Drobnego Ptaka, powiedział, że drastycznie schudła, wkurzona wybiegła z obozu. I tak znalazła się na Płaczącym Stróżu. Usiadła na jego krańcu i myślała... Nad wszystkim! Nad Markizem, nad swoim nagłym wychodzeniem i nad dzisiejszą kłótnią z ojcem...

//Słodki
_________________

How do we rewrite the stars?
Say you were meant to be mine?
Nothing can keep us apart
Cause you are the one I was meant to find
It's up to you, and it's up to me
No one can say what we get to be
Why don't we rewrite the stars?
Changing the world to be ours
  Statystyki - lvl: 4 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 11 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 210/300
 
Słodki Język
Gwiezdny



Klan:
samotnicy

Księżyce: 43 [III]
Mistrz: Tylko jam swym panem
Płeć: kocur
Matka: Black Pearl Simmonis
Ojciec: William de Levant
Multikonta: Piaskowy Podmuch (KG)
Wysłany: 2018-07-01, 16:57   
   Wygląd: Markiz, jako dumny przedstawiciel rasy kotów burmskich, posiada typowe dla nich krótkie czekoladowe futro z ciemniejszą maską, łapami i ogonem. Kocur nie należy do najwyższych, ale nie jest też szczególnie niski jak na swój wiek. Zważając na jego bierny styl życia, nie dziwnym jest, że miast masy mięśniowej, dostrzega się u niego głównie sporą warstwę tłuszczu. Niebieskie oczy osadzone w okrągłym pysku brzmią jak obraz przyjazny dla oka, prawda? Jest tak tylko na papierze. Kto go spotkał, ten zrazu dostrzeże swoistą obojętność wobec wszystkich innych, bijącą ze ze wzroku kocura, a przynajmniej na takową wyglądającą. [...] Po długiej chorobie, Markiz schudł. Nie było to w znaczącym stopniu, ale z pewnością zauważalne. Od stałego przesiadywania w lecznicy widać też po nim słabszą formę, nawet jeśli jego kondycja nie była najlepsza już z początku. Ma też stale zachrypnięty głos, który na zawsze będzie mu przypominać o dawnej chorobie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....02ccf8c6fa7be2f


Kocur natomiast też nie wędrował po terenach Klanu Cienia dla samych widoków, a po to, by znaleźć Jesion. Rzadko przebywała w obozie, dlatego tam kocur praktycznie nie szukał.
Zauważywszy ją, kocur pod wpływem impulsu skoczył, niemalże się z przyjaciółką (?) zderzając.
- Jesion! P-przepraszam! Spanikowałem... Bałem się, nadal się boję, że nie podołam. Że nie dam rady Ci pomóc w potrzebie albo co gorsza zranię Cię. Ale nie chcę, byś się smuciła. Wybaczysz mi? - Zapytał, przytulając ją do siebie. Zarówno rozmowa z Pchłą jak i z Jałowiec uświadomiły go, że Jesion tyle dla niego zrobiła, a on zachował się jak egoista.
Nie chciał, by się przemęczała tylko po to, by zapomnieć o nim.
Nie chciał, by musiała się smucić dlatego, że powyższa metoda nie działa.
Ale chciał, by była szczęśliwa. I-i chyba chciał być z nią? Miał tylko nadzieję, że nie będą tego oboje żałować...
  Statystyki - lvl: 3 | S: 11 | Zr: 10 | Sz: 6 | Zm: 6 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 45/200
 
Jesionowa Kora
Gwiezdny



Klan:
cien

Księżyce: 37 i... Koniec
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł
Płeć: kotka
Matka: Drobny Ptak [*]
Ojciec: Lamparci Płomień
Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Ciąża: nie
Multikonta: Zachodzące Światło[KRz] Ostry Kolec, Biały Puch[KW] Ptasia Łapa[KC] Śnieżna Zamieć, Węgorzowy Grzbiet[GK]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-07-01, 17:24   
   Wygląd: Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło. >>Rany i blizny
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=6181


Gdy jej uszy, usłyszały jakiś szelest i tym samym się w tamtą stronę obróciły, również "poszła" za nimi. Wtedy też, prawie zderzy się z nią... Właśnie... Markiz. Spojrzała na niego tylko, swoimi żółtozielonymi oczami. I nie, nie tak jak spodziewała się Jesion było widać pustkę. Widniało w nich uczucie, którego nawet nie porzuciła. Nigdy nie porzuci.
- To ja przepraszam... - wyszeptała tylko cicho. Gdy czekoladowy ją przytulił, mógł poczuć przynajmniej jedną kość. Takie były właśnie skutki jej wychudzenia, które według niej nie były złe. Co oczywiście nie było prawdą, a kłamstwem, które ciągle sobie wmawiała.
_________________

How do we rewrite the stars?
Say you were meant to be mine?
Nothing can keep us apart
Cause you are the one I was meant to find
It's up to you, and it's up to me
No one can say what we get to be
Why don't we rewrite the stars?
Changing the world to be ours
  Statystyki - lvl: 4 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 11 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 210/300
 
Słodki Język
Gwiezdny



Klan:
samotnicy

Księżyce: 43 [III]
Mistrz: Tylko jam swym panem
Płeć: kocur
Matka: Black Pearl Simmonis
Ojciec: William de Levant
Multikonta: Piaskowy Podmuch (KG)
Wysłany: 2018-07-01, 17:47   
   Wygląd: Markiz, jako dumny przedstawiciel rasy kotów burmskich, posiada typowe dla nich krótkie czekoladowe futro z ciemniejszą maską, łapami i ogonem. Kocur nie należy do najwyższych, ale nie jest też szczególnie niski jak na swój wiek. Zważając na jego bierny styl życia, nie dziwnym jest, że miast masy mięśniowej, dostrzega się u niego głównie sporą warstwę tłuszczu. Niebieskie oczy osadzone w okrągłym pysku brzmią jak obraz przyjazny dla oka, prawda? Jest tak tylko na papierze. Kto go spotkał, ten zrazu dostrzeże swoistą obojętność wobec wszystkich innych, bijącą ze ze wzroku kocura, a przynajmniej na takową wyglądającą. [...] Po długiej chorobie, Markiz schudł. Nie było to w znaczącym stopniu, ale z pewnością zauważalne. Od stałego przesiadywania w lecznicy widać też po nim słabszą formę, nawet jeśli jego kondycja nie była najlepsza już z początku. Ma też stale zachrypnięty głos, który na zawsze będzie mu przypominać o dawnej chorobie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....02ccf8c6fa7be2f


Ona go przeprasza? Dobre sobie. Za co? Za to, że odpowiedziała na głupie pytanie? Czy za to, że coś do niego czuje?
- Oj, cicho już. To ja zwaliłem. - Stwierdził kocur, a w tym momencie w jego głosie słychać już było zdecydowanie.
Był zirytowany całą zaistniałą sytuacją. Rozumiał, że mogła poczuć się odrzucona, ale to nie był na Gwiezdnych powód, by się głodzić!
Niejako się o to na nią gniewał, choć w większej mierze był wściekły na siebie. Gdyby nie jego durna reakcja, może by do niczego nie doszło. Ale cóż, teraz trzeba zapłacić szczurołapowi.
- Chodź, musisz coś zjeść. - Mruknął. Potem odsunął się minimalnie i spojrzał na nią wyczekująco. Nie zamierzał kontynuować tej rozmowy dopóki Jesion nie zacznie jeść, choćby miał ją siłą zaciągnąć do obozu.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 11 | Zr: 10 | Sz: 6 | Zm: 6 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 45/200
 
Jesionowa Kora
Gwiezdny



Klan:
cien

Księżyce: 37 i... Koniec
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł
Płeć: kotka
Matka: Drobny Ptak [*]
Ojciec: Lamparci Płomień
Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Ciąża: nie
Multikonta: Zachodzące Światło[KRz] Ostry Kolec, Biały Puch[KW] Ptasia Łapa[KC] Śnieżna Zamieć, Węgorzowy Grzbiet[GK]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-07-01, 17:59   
   Wygląd: Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło. >>Rany i blizny
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=6181


Jesion nie chciała, aby to tak wyszło... Jakoś tak się po prostu stało. Brała tyle patroli i polowań... Ah jak mogła być tak głupia! Nie chciała aby Markiz się za to obwiniał, bo to tylko i wyłącznie jej wina, że nie jadła.
- Nie chce jeść. Już dzisiaj jadła... - wtedy jej głos się zatrzymał. Właśnie jadła dzisiaj czy nie? Była pewna, że na wieczór zjadła połowę myszy. Ale czy akurat dzisiaj jadła? To było trudne pytanie.
- Dobrze. Zjem, ale tylko małą mysz i nic więcej - odparła zdecydowanie. Teraz była przekonana, że musi wrócić do dawnej wagi. Ale nie może tego robić szybko, tylko stopniowo. A co najważniejsze. Zjadać całą zwierzynę.
_________________

How do we rewrite the stars?
Say you were meant to be mine?
Nothing can keep us apart
Cause you are the one I was meant to find
It's up to you, and it's up to me
No one can say what we get to be
Why don't we rewrite the stars?
Changing the world to be ours
  Statystyki - lvl: 4 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 11 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 210/300
 
Słodki Język
Gwiezdny



Klan:
samotnicy

Księżyce: 43 [III]
Mistrz: Tylko jam swym panem
Płeć: kocur
Matka: Black Pearl Simmonis
Ojciec: William de Levant
Multikonta: Piaskowy Podmuch (KG)
Wysłany: 2018-07-01, 18:32   
   Wygląd: Markiz, jako dumny przedstawiciel rasy kotów burmskich, posiada typowe dla nich krótkie czekoladowe futro z ciemniejszą maską, łapami i ogonem. Kocur nie należy do najwyższych, ale nie jest też szczególnie niski jak na swój wiek. Zważając na jego bierny styl życia, nie dziwnym jest, że miast masy mięśniowej, dostrzega się u niego głównie sporą warstwę tłuszczu. Niebieskie oczy osadzone w okrągłym pysku brzmią jak obraz przyjazny dla oka, prawda? Jest tak tylko na papierze. Kto go spotkał, ten zrazu dostrzeże swoistą obojętność wobec wszystkich innych, bijącą ze ze wzroku kocura, a przynajmniej na takową wyglądającą. [...] Po długiej chorobie, Markiz schudł. Nie było to w znaczącym stopniu, ale z pewnością zauważalne. Od stałego przesiadywania w lecznicy widać też po nim słabszą formę, nawet jeśli jego kondycja nie była najlepsza już z początku. Ma też stale zachrypnięty głos, który na zawsze będzie mu przypominać o dawnej chorobie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....02ccf8c6fa7be2f


- Dobrze - Łaskawie się zgodził. - Ale masz każdego dnia konsekwentnie zwiększać tę porcję. Aż będziesz jadła tyle co zwykle.- Dodał. To nie było pytanie. Albo sama o to zadba, albo wystosuje u Ciernistego Kwiatu, by ona coś na to poradziła. Przecież to było chore, by zapominać o jedzeniu!
Kocur zaprowadził kotkę do stosu ze zwierzyną i sam wybrał jej mysz. Zastosował się co prawda do jej prośby, by była to mała mysz, ale nie chciał też, by okazało się, że weźmie coś mniejszego od kociej łapy.
- A teraz mów... PO KIEGO CI TO BYŁO?! - Zapytał, tracąc na chwilę nerwy. - Twój ojciec, rodzeństwo, ja... Wszyscy się o Ciebie martwiliśmy. Co chciałaś tym osiągnąć? - Dodał już spokojniej, choć nie ukrywając żalu, że zwyczajnie nie porozmawiała z nim. Mógł dawno to wszystko zakończyć. Kto wie, co by sobie zrobiła, gdyby to dalej trwało.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 11 | Zr: 10 | Sz: 6 | Zm: 6 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 45/200
 
Jesionowa Kora
Gwiezdny



Klan:
cien

Księżyce: 37 i... Koniec
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł
Płeć: kotka
Matka: Drobny Ptak [*]
Ojciec: Lamparci Płomień
Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Ciąża: nie
Multikonta: Zachodzące Światło[KRz] Ostry Kolec, Biały Puch[KW] Ptasia Łapa[KC] Śnieżna Zamieć, Węgorzowy Grzbiet[GK]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-07-01, 18:49   
   Wygląd: Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło. >>Rany i blizny
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=6181


- Będę zwiększać porcje - nalej przyglądała się czekoladowemu. Następnie dodała - Obiecuję - być może zapominanie o jedzeniu było chore, lecz szylkretka po prostu... Nawet pewnie nie miałaby wytłumaczenia.
Gdy weszli do obozu i Markiz zaprowadził ją do stosu ze zdobyczą, była już niemal gotowa wsiąść najmniejszą mysz ze stosu, tak jak to robiła od ich ostatniego spotkania, lecz wojownik ją ubiegł. Zabrał co prawda małą mysz, lecz pulchną. Na jej pyszczku pojawił się grymas, gdy ją zobaczyła, lecz nie śmiała się wykłócać. Obiecała, że zje małą mysz i niebieskooki zastosował się do tego.
Skuliła uszy po sobie, gdy Markiz nagle na nią krzyknął. Co prawda nie miała mu tego za złe. Należało jej się.
- Przepraszam... Brałam tyle patroli i polowań. Musiałam skupić myśli na czymś innym niż... No wiesz - odparła. Następnie wzięła mały kęs myszy.
_________________

How do we rewrite the stars?
Say you were meant to be mine?
Nothing can keep us apart
Cause you are the one I was meant to find
It's up to you, and it's up to me
No one can say what we get to be
Why don't we rewrite the stars?
Changing the world to be ours
  Statystyki - lvl: 4 | S: 10 | Zr: 10 | Sz: 11 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 210/300
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka







Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad



the-avengers






Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 13