Poprzedni temat «» Następny temat
Duży Grąd
Autor Wiadomość
Świetlistooki
Gwiezdny



Klan:
gwiezdni

Księżyce: Więcej niż gwiazd na Srebrnej Skórze
Płeć: kocur
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-04-01, 02:56   Duży Grąd
   Wygląd: Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.


Niewielki, wielogatunkowy las stanowiący zachodnie granice Klanu Cienia i Gromu został okrzyknięty Grądem, a żeby było jasne, o którą część Grądu chodzi w rozmowach - tę za, czy przed Pszczelimi Pniami, zdecydowano się na różnicowanie ich poprzez nadanie im mian Małego i Dużego Grądu.
Duży Grąd znajduje się przy granicy z Klanem Cienia i jest zdecydowanie bardziej gęsto zadrzewiony niż swój mniejszy odpowiednik. Drzewa są tu niższe, stykają się koronami, a przez to jest też chłodniej. U ich korzeni rosną drobne kwiaty, głównie jaskry i fiołki, ale zdarzają się też i inne gatunki barwnych roślin.
_________________
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
 
 
Echo.
Martwy
wanderlust


Klan:
rzeka

Księżyce: 28 [czerwiec]
Mistrz: Wronie Pióro
Płeć: kocur
Matka: Chabrowy Pąk
Ojciec: Szemrzący Potok
Multikonta: Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-04-01, 21:19   
   Wygląd: Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5286


Wypełnił obietnicę. Obietnicę wobec Chabrowego Pąka i samego siebie: poczekam na przenosiny. I poczekał, na osty i ciernie. Czekał długie księżyce, odkąd ogłoszono, że Cztery Klany będą zmieniać tereny, szukać nowych ziem, a każdy księżyc dłużył mu się coraz bardziej i przynosił więcej cierpienia. Gdy nie mógł spać, marzył o dniu, w którym odrzuci wszystkie zobowiązania i pozory, typu chodzenie na treningi z Wronim Piórem, typu pojawianie się raz na jakiś czas na klanowych zebraniach, typu udawanie, że wszystko jest w porządku. Odczuwał… szczerze mówiąc, odczuwał ekscytację, gdy obudził się i okazało się, że w końcu wyruszają. To nie było częste uczucie dla szaro-białego kocura, wychowanego w pogardzie klanu Rzeki.
Wędrówka jednak była ciężka i zaskakująco długa, mimo iż Osika wiedział, że koty potrafią dość sprawnie maszerować. Cóż, w tak dużej grupie, przez Osiedle i z kociętami – nie było tak sprawnie, jakby sobie życzył. Czuł dreszczyk emocji ale i strach podchodzący do gardła za każdym razem, gdy musieli przejść przez Grzmiącą Ścieżkę, a także gdy widział dwunogów. Nie tak sobie wyobrażał te istoty. Nie tak sobie także wyobrażał miasto, miał jednak wrażenie, że to byłoby znacznie przyjemniejsze, gdyby nie poruszali się tak wielką grupą, zwracając na siebie niepotrzebną uwagę. Najbardziej jednak martwił się o Chabrowy Pąk i przez całą podróż czuwał przy jej boku jak wierny pies, by nic się jej nie stało, zaś na inne koty był niemal głuchy i ślepy, swoje zasoby dzieląc pomiędzy pilnowaniem matki a obserwowaniem tego wielkiego, nowego świata, który się przed nim otworzył. Gdy dotarli, odczekał parę dni, by się przyzwyczaić i poznać okolicę, wtedy jednak wprost wyłożył sprawę swojej matce.
Odchodzę, mamo – powiedział delikatnie, acz stanowczo; nic nie było w stanie zmienić jego zdania. Spytał, czy zgodzi się odprowadzić go na granicę, do okolicy Bobrowej Tamy. Pożegnanie z jego strony nie było naznaczone łzami czy czymś podobnym, zachował spokój, jednak dał Chaber wyraźnie do zrozumienia, że chce się z nią widywać i jeżeli będzie chciała, to może, a nawet powinna, do niego pewnego dnia dołączyć.
Samotnicze życie było dla niego niewiadomą. Nie poczynił wpierw odpowiednich badań, by zorientować się, jak to jest, jednak… wierzył w samego siebie. Wierzył, że da radę i przeżyje. Tereny były bardziej bezpieczne od poprzednich, a jako iż był samotnikiem odchodzącym z klanu z wyboru, nie zaś wygnańcem, który miał coś na sumieniu, to czuł, że i klanowe koty nie powinny mu grozić, nawet jeżeli ten idiotyczny Kodeks Wojownika pozwalał im na zabicie go bez powodu. Liczył, że większość ma jednak rozum i nie postanowi go pozbawić życia tylko dlatego, że nie żył według ich reguł. Od dłuższego czasu myślał jednak nad nowym imieniem i chyba był zdecydowany. Czuł potrzebę zmiany, nawet jeżeli „Osika” miało dla niego sentymentalne znaczenie z uwagi na to, że nadała mu je matka. To był nowy początek i nie chciał czuć się przywiązany swoim imieniem do dawnego życia.
Parę dni po swoim cichym odejściu z klanu Rzeki, kręcił się przy terenach klanu Cienia, jednak dość daleko od granicy. Nie zamierzał igrać z kotami, które dopiero co się zadomowiły, nie chciał też ryzykować, że natrafi na kogoś… bardziej konserwatywnego od chociażby Czosnek czy Lwiego Płomienia. Rozglądał się ciekawie po okolicy, do której trafił. Było tu sporo drzew, ale poza tym nic nie wyróżniało się szczególnie. Chciał, by nadeszła już Pora Nowych Liści w pełnym rozkwicie, chciał zobaczyć te nowe tereny w świetle słońca, rozkwitające i zielone. Gdzieś w nozdrzach majaczyła mu woń kociego moczu, najpewniej wyznaczającego granice klanu Cienia.

/ Lampart
Ostatnio zmieniony przez Echo. 2018-04-01, 21:20, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 65/200
 
Lamparci Cień
Zaginiony
niedobitek


Klan:
cien

Księżyce: 50 [listopad]
Matka: Pjo
Ojciec: Wunsz
Multikonta: Malinowy Nos [KW]; Węglowe Gardło [KG]; Bławatkowa Łapa [KRz]; Krowia Łapa [KG]
Wysłany: 2018-04-04, 00:04   
   Wygląd: "Ciężko, by po takich rodzicach jakich posiada Lwiczka miało wyjść chuchro" powiedziała Lwica... i zapeszyła. Jej brat wygląda, jakby urósł za bardzo na długość i wysokość, po drodze zapominając o adekwatnym poszerzeniu barków. Ciemny jak listopadowe popołudnie, pod każdym możliwym względem. Ciemne futro, gęste, gładko przylegające do szczupłego ciała. Ciemny nos i ciemne opuszki łap, by za bardzo nie razić kontrastem. Ciemne oczy w kształcie migdałów i barwie dojrzałych kasztanów. Na ciemnych uszach ciemne, krótkie pędzelki, a na grzbiecie... ciemne pręgi. Bo widzicie, chociaż Lampart zdecydowaną większość swojej aparycji zawdzięcza ciemnej gwieździe pod jaką niewątpliwie się urodził, to jednak rodzice również mieli tu coś do powiedzenia. Między innymi... rozmaite, fantazyjne wzory pręg i prążków. Niestety natura ma szemrane poczucie humoru, toteż wymalowała je praktycznie czarno na czarnym. O, bo mogła. Dlatego widać je jedynie okazjonalnie, w intensywnym słońcu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=181652#181652


Nie tylko Osikowa Łapa... Echo... zwiedzał akurat Cienistą granicę. Lampart czuł się na nowych terenach jak ryba z wyciągnięta z wody - może eks-Rzeczny kolega doceniłby takie kreatywne porównanie? - ba, jak brutalnie wyrzucona na brzeg i pozbawiona powietrza, zostawiona żeby się udusiła i zdechła. Może to tylko jego paranoja. To na pewno tylko jego paranoja, bo przecież las jak las, taki sam, lasy między sobą się praktycznie nie różnią... jeśli się nie wie na co patrzeć. Ten jednak pachniał obco, wyglądał obco, nawet igły pod łapami chrzęściły jakoś inaczej i dla czułego na detale syna Wężowej Gwiazdy te wszystkie subtelne różnice były jak czerwone flagi wyjące na alarm. A jednak wypuścił się poza prowizoryczny, budowany dopiero co obóz, wykręcając się wymówką przyniesienia większej ilości mchu do wypchania legowisk. Zgiełk i tłok panujący tam był nie do zniesienia bardziej niż obce ziemie, każdy się gdzieś kręcił, coś poprawiał, gdzieś pomagał, a Lampart... Lampart nie miał pojęcia gdzie się w tym nowym, nieprzetestowanym obozie ukryć. Brakowało mu korony Płaczącego Stróża, brakowało mu Drapiącej Kryjówki, brakowało mu nawet paproci nieopodal kociarni, w których można było się zwinąć w kłębek i zniknąć. Dlatego, pozbawiony osłony i poczucia bezpieczeństwa, uciekł na zewnątrz. Paradoksalnie - w jeszcze większe nieznane. Tu przynajmniej było cicho i spokojnie. Tutaj mógł zamknąć oczy i posłuchać odgłosów lasu zamiast przytłaczającego zgiełku kręcących się dookoła kotów. Chyba nawet wyszedł poza tereny Klanu, chociaż ciężko było stwierdzić - granice jeszcze nie utarły się wyraźnie, nie kiedy oni sami mieli problemy z zapamiętaniem, czy dany teren należy do nich czy już do kogoś innego. Szedłby tak dalej, lawirując między drzewami i ocierając się bezmyślnie o korę drzew - kora miała chociaż podobną fakturę, nawet jeśli wszystko inne się zmieniło i zniekształciło - ale pomiędzy krzewami zamajaczyła mu czyjaś obca, pręgowana sylwetka. Przystanął natychmiast, przebudzony i czujny, a mięśnie napięły się automatycznie, gotowe do ucieczki. Ktoś z innego Klanu? Czy może włóczęga, albo gorzej - tubylec, któremu właśnie wprowadzili się na podwórko?
_________________

I've got n o roots---------------------------------
-----~ but my home was never on the ground
I've got no r o o t s-----------------------
-----~ but my home was n e v e r on the ground

I'VE GOT NO R O O T S

  Statystyki - lvl: 3 | S: 5 | Zr: 7 | Sz: 15 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 75/200
Stat. Med. - lvl:
2 | MED.EXP: 23/200
 
Echo.
Martwy
wanderlust


Klan:
rzeka

Księżyce: 28 [czerwiec]
Mistrz: Wronie Pióro
Płeć: kocur
Matka: Chabrowy Pąk
Ojciec: Szemrzący Potok
Multikonta: Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-04-05, 15:56   
   Wygląd: Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5286


Tak się stało, że podszedł bliżej granicy Cienia, niż by sobie życzył. Ciekawe w sumie, że to właśnie z tego klanu poznał najwięcej kotów – Czosnek, Lwi Płomień, Splątane Futerko, Ostry Cierń… cóż, nie wypuszczał się na dawnych terenach zbyt daleko, także nie ma co się dziwić, że najczęściej czatował na granicy z nimi, jednak nawet teraz, gdy był już samotnikiem, znowu zawędrował niemal nieświadomie w okolice ziem klanu Cienia. Zmarszczył lekko nos, zarówno w reakcji na swoje myśli, jak i na to, że ktoś się zbliżał. Ten ktoś zresztą nie starał się za bardzo ukrywać swojej obecności, kroki były głośne, podobnie jak odgłos pocierania futrem o drzewa, który dobiegł do szaro-białego kocura później, ale jednak dobiegł. Zaciekawiony, ruszył w stronę źródła odgłosów i woni, i wreszcie stanął niemal przed drugim kotem. Pierwsze, co zauważył, to jego napięte mięśnie – niepewność? Wrogość? Nie był pewien, jak to interpretować, przynajmniej nie do momentu, w którym kocur się odezwie. Był wysoki, jednak niższy od niego, a futro miał ciemne, jednak gdy zmrużył oczy, to zauważył, że widnieją na nim subtelne, jeszcze ciemniejsze pręgi i zawijasy.
Och, ładne, szepnęło coś z tyłu głowy kocura. Zepchnął jednak tę myśl w głąb siebie i skupił wzrok na pysku kota, na którego się natknął. Oczy ciemne, brązowe – czy w promieniach słońca błyszczałoby w nich złoto?
Dzień dobry – odezwał się miękko i zaskakująco przyjaźnie, przekrzywiając lekko łeb i być może jeszcze raz omiatając wzrokiem sylwetkę ciemnego kocura. Czekał na jego reakcję i milczał, wciąż bowiem liczył się z tym, że kot może być wrogo nastawiony, może zaraz zacznie jazgotać, że co on tu robi, przecież niedaleko jest granica jego klanu, och nie.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 65/200
 
Lamparci Cień
Zaginiony
niedobitek


Klan:
cien

Księżyce: 50 [listopad]
Matka: Pjo
Ojciec: Wunsz
Multikonta: Malinowy Nos [KW]; Węglowe Gardło [KG]; Bławatkowa Łapa [KRz]; Krowia Łapa [KG]
Wysłany: 2018-04-08, 14:38   
   Wygląd: "Ciężko, by po takich rodzicach jakich posiada Lwiczka miało wyjść chuchro" powiedziała Lwica... i zapeszyła. Jej brat wygląda, jakby urósł za bardzo na długość i wysokość, po drodze zapominając o adekwatnym poszerzeniu barków. Ciemny jak listopadowe popołudnie, pod każdym możliwym względem. Ciemne futro, gęste, gładko przylegające do szczupłego ciała. Ciemny nos i ciemne opuszki łap, by za bardzo nie razić kontrastem. Ciemne oczy w kształcie migdałów i barwie dojrzałych kasztanów. Na ciemnych uszach ciemne, krótkie pędzelki, a na grzbiecie... ciemne pręgi. Bo widzicie, chociaż Lampart zdecydowaną większość swojej aparycji zawdzięcza ciemnej gwieździe pod jaką niewątpliwie się urodził, to jednak rodzice również mieli tu coś do powiedzenia. Między innymi... rozmaite, fantazyjne wzory pręg i prążków. Niestety natura ma szemrane poczucie humoru, toteż wymalowała je praktycznie czarno na czarnym. O, bo mogła. Dlatego widać je jedynie okazjonalnie, w intensywnym słońcu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=181652#181652


Lampart się nie skradał, bo nie miał pojęcia że ktoś tu może być. Ktoś poza drapieżnikami różnej maści i niepoznanym jeszcze niebezpieczeństwem. Jeśli spojrzeć na to z tej perspektywy... to, no, trochę niemądrze z jego strony. Ale nie trzeba go szczególnie karcić, jeśli ktoś miałby ochotę, bo Lampart sam siebie już zbeształ wystarczająco, wymierzając sobie parę solidnych mentalnych kopniaków za własną głupotę. Gdyby nie to że był już wystarczająco blisko by go zauważyć pewnie by na niego wręcz wpadł, jak kociak pod łapy borsuka. Nie ma to jak umrzeć taką głupią, tragiczną śmiercią i to jeszcze zanim jeszcze na dobre ustalono i wytyczono granice! Świetnie. Lampart był gdzieś w trakcie zastanawiania się, czy ratować się ucieczką czy może jednak spróbować negocjacji z tubylcem, żeby go zostawił w spokoju, bo on jest niegroźny i wcale nie chciał wdepnąć na jego terytorium, a tak w ogóle to jeszcze nie zdążył nawet wyszkolić swojej pierwszej terminatorki i Ryjówkowej Łapie na pewno będzie bardzo przykro!... kiedy nieznajomy się odezwał. Dzień dobry. Lampart zamrugał, dwa razy, wyraźnie zbity z tropu, wciąż oparty się o szorstki pień... i stłumił naiwny instynkt, by się za nim natychmiast nie schować. Tak jakby zniknięcie z pola widzenia i chowanie się za drzewem mogło sprawić, że ten obcy kocur o nim zapomni. Albo uzna, że zniknął magicznie i zajmie się czym innym. Nerwowo zastrzygł uszami i pozostał na swoim miejscu, plan ze schowaniem się słusznie uznając za raczej niewróżący powodzenia, a co się tyczy ucieczki... biegnąc na oślep po obcych terenach pewnie mógł wpaść na coś dużo gorszego niż potencjalnie groźny, ale uprzejmy tubylec. Mając do wyboru ginąć z łapy tego rosłego, pręgowanego kocura o złotych oczach a robić to samo z łapy jakichś kręcących się po lesie obdartusów... chyba jednak wolał to pierwsze.
- Dzień... dobry? - zaschło mu w mordce z tego zdziwienia i stresu, więc głos miał trochę niepewny, ale również uprzejmy, bo przecież nie chciał tubylca rozgniewać. Rozluźnił się powoli, a przynajmniej przestał wyglądać jak napięta struna. Nie odlepił się jednak od swojego drzewa, wciąż nonszalancko przytulony do niego bokiem, gotowy do... nie wiedział czego w sumie, żeby się na nie wspiąć, chociażby? Tubylec też pewnie umie się wspinać na drzewa. Niech to.
- Jesteś... uh... - niepewny jak zagaić interesujący go temat spuścił spojrzenie na własne łapy... ale zaraz uznał, że jakby nieznajomy miał go znienacka atakować to chyba lepiej jednak patrzeć na niego, nie gdzieś w ściółkę. Gdyby taka na przykład Czosnek dowiedziała się, że zamiast czujnie obserwować potencjalne zagrożenie woli nerwowo przyglądać się własnym palcom... chyba by mu urwała głowę, zaraz po tym jak już skończyła się z niego śmiać. Dlatego zmusił się, żeby mu spojrzeć w oczy. Złote. - ...tutejszy? - dokończył ostrożnie. Węch nic mu nie mówił, bo zapach Echa był dziwną zlepką, na którym pozostał jedynie nikły ślad Klanu Rzeki. A że wszystko tutaj było dla niego dziwną zlepką obcych zapachów - równie dobrze mógł tu sobie mieszkać od dawna.
_________________

I've got n o roots---------------------------------
-----~ but my home was never on the ground
I've got no r o o t s-----------------------
-----~ but my home was n e v e r on the ground

I'VE GOT NO R O O T S

Ostatnio zmieniony przez Lamparci Cień 2018-04-08, 14:38, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 3 | S: 5 | Zr: 7 | Sz: 15 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 75/200
Stat. Med. - lvl:
2 | MED.EXP: 23/200
 
Echo.
Martwy
wanderlust


Klan:
rzeka

Księżyce: 28 [czerwiec]
Mistrz: Wronie Pióro
Płeć: kocur
Matka: Chabrowy Pąk
Ojciec: Szemrzący Potok
Multikonta: Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-04-08, 14:57   
   Wygląd: Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5286


Przyglądał się ciemnemu kocurowi z ciekawością, a że ten był, trzeba przyznać, całkiem ładnym kotem, to nie miał z tym zbytniego problemu. Przechylił lekko łeb, zastanawiając się, czemu jest taki spięty, czemu nerwowo porusza uszami, czemu tak się przykleił do drzewa, jakby miał zamiar go użyć jako tarczy. Ciekawe. W sumie zachowywał się jak jakiś nieopierzony terminator, a był bez żadnej wątpliwości dorosły, jednak szaro-białemu ciężko było ocenić, czy był starszy czy może młodszy od niego. W głosie drugiego brzmiała niepewność, jednak widać było, że uprzejme przywitanie syna Chaber zadziałało nieco rozluźniająco. Aż dziwne.
Nie do końca – przyznał wprost, nieco zaskoczony, że jego niepewny rozmówca w ogóle zaczął rozmowę, a nawet zadał tak bezpośrednie pytanie. Nie był tubylcem, ale z pewnością liczył na to, że któregoś dnia będzie się tu czuć tak swobodnie jak koty, które urodziły się na tych ziemiach. – Przybyłem na te ziemie wraz z klanami – dodał gwoli ścisłości, jednak nie precyzując, czy przypałętał się tu jako samotnik, depczący po ogonach klanom, czy może jako część klanów, jako członek któregoś z nich. Jeśli ten zachowujący się jak terminator kocur nie rozpoznał jego zapachu, to on nie zamierzał tak od razu, niczym na talerzu, podawać mu, z jakiego klanu się wywodził. Zresztą, trochę wstyd, przyznawać się do tego, że urodził się w Rzece, prawda? Nie chciał być z nimi utożsamiany, nawet jeżeli koty z zewnątrz nie wiedziały nawet jednej czwartej rzeczy na temat tego, co się działo w Rzece.
Jak się nazywasz? – zagadał, zmieniając nieco temat, bo bardziej w tym momencie był zainteresowany drugim kotem, niż samym sobą. O przynależność zaś pytać nie musiał, zapach klanu Cienia w końcu się nie zmieniał, a i syn Chaber mniej więcej znał obecny układ terenów.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 65/200
 
Lamparci Cień
Zaginiony
niedobitek


Klan:
cien

Księżyce: 50 [listopad]
Matka: Pjo
Ojciec: Wunsz
Multikonta: Malinowy Nos [KW]; Węglowe Gardło [KG]; Bławatkowa Łapa [KRz]; Krowia Łapa [KG]
Wysłany: 2018-04-09, 23:23   
   Wygląd: "Ciężko, by po takich rodzicach jakich posiada Lwiczka miało wyjść chuchro" powiedziała Lwica... i zapeszyła. Jej brat wygląda, jakby urósł za bardzo na długość i wysokość, po drodze zapominając o adekwatnym poszerzeniu barków. Ciemny jak listopadowe popołudnie, pod każdym możliwym względem. Ciemne futro, gęste, gładko przylegające do szczupłego ciała. Ciemny nos i ciemne opuszki łap, by za bardzo nie razić kontrastem. Ciemne oczy w kształcie migdałów i barwie dojrzałych kasztanów. Na ciemnych uszach ciemne, krótkie pędzelki, a na grzbiecie... ciemne pręgi. Bo widzicie, chociaż Lampart zdecydowaną większość swojej aparycji zawdzięcza ciemnej gwieździe pod jaką niewątpliwie się urodził, to jednak rodzice również mieli tu coś do powiedzenia. Między innymi... rozmaite, fantazyjne wzory pręg i prążków. Niestety natura ma szemrane poczucie humoru, toteż wymalowała je praktycznie czarno na czarnym. O, bo mogła. Dlatego widać je jedynie okazjonalnie, w intensywnym słońcu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=181652#181652


Lampartowi tymczasem, prawdę mówiąc, nie w głowie były jakieś ewaluacje aparycji i ocena samotniczej atrakcyjności w skali od jeden do dziesięciu, bo... trochę się jeszcze obawiał o swoje życie. Troszkę. A jeśli nie życie, to przynajmniej skórę, bo niektórzy potrafili za mniej pogruchotać kości, a gdyby się jeszcze okazało, że wlazł nieopatrznie na jego teren... Nieznajomy zachowywał się jednak uprzejmie i nie wykazywał jakichkolwiek agresywnych zamiarów, więc obawy Lamparta stopniowo malały, a on sam rozluźnił się nieco. Zwłaszcza kiedy tubylec mu powiedział, że z niego to tak naprawdę żaden tubylec, tylko samotnik co przyszedł tutaj za nimi. Gdzieś tam z tyłu głowy zapaliła mu się lampka, że ciekawe niby po co - on nie bardzo nie chciał iść za Klanami będąc członkiem jednego z nich, a co dopiero jakiś faktyczny włóczęga - ale nie zapytał, przynajmniej na razie, spychając swoją ciekawość gdzieś głębiej. To niezdrowo być za bardzo ciekawym. A on za dużo spędził w Klanie Cienia by nie wiedzieć jakie pytania można zadawać bezpiecznie, a jakich nie, bo zostaną uznane za wścibstwo. Odlepił się od drzewa, porzucając swoją drewnianą... tarczę? osłonę? psychiczne wsparcie? Nieważne, bo dla niego samego to nie było do końca jasne, to nie tak że oparcie się bokiem o drzewo mogło mu w czymkolwiek pomóc gdyby faktycznie został zaatakowany. Zrobił nawet krok naprzód, bo wygodniej będzie się porozumiewać z bliższej odległości. Ale długi czarny ogon wciąż luźno obejmował pień. Może po prostu potrzebował czuć coś solidnego pod swoim dotykiem, zgubiony w obcym lesie, na obcych ziemiach, z obcym kocurem.
- Lamp- Mam na imię Lampart. - odpowiedział natychmiast, nawet się nie zastanawiając nad tym za długo, bo wojownicze imię tak czy siak porastało kurzem... praktycznie odkąd je dostał, a nawet wcześniej, bo z terminatorskiego też nie korzystał. Zamrugał parokrotnie kiedy uświadomił sobie, że może wprowadzać rozmówcę w błąd i pośpieszył z wyjaśnieniami. - To znaczy... Lamparci Cień, tak naprawdę. Podobno. Ale... wolę Lampart, wszyscy tak na mnie mówią, więc- odetchnął cicho. - więc ... ty też możesz? - z rezygnacją i zażenowaniem zdał sobie sprawę, że balansuje na cienkiej granicy i już zaczyna pleść co mu ślina na język przyniesie, więc uznał, że zamknie pysk zanim jeszcze będzie za późno i zasypie kompletnie obcego kocura żałosną paplaniną bez ładu i składu. Poruszył lekko wąsami i wymierzył sobie kolejnego mentalnego kopniaka. Pozbierałbyś się w końcu do kupy. - A... ty?
Jeśli wolno mu zapytać. Wolno? Nie wiedział. Ale grzeczność chyba wymaga, żeby nieznajomy także mu się przedstawił? Czuł się już nieco pewniej niż chwilę temu, ale na pewno nie na tyle, by czegokolwiek od obcego, rosłego kocura wymagać albo żądać, phew.
_________________

I've got n o roots---------------------------------
-----~ but my home was never on the ground
I've got no r o o t s-----------------------
-----~ but my home was n e v e r on the ground

I'VE GOT NO R O O T S

Ostatnio zmieniony przez Lamparci Cień 2018-04-09, 23:24, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 3 | S: 5 | Zr: 7 | Sz: 15 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 75/200
Stat. Med. - lvl:
2 | MED.EXP: 23/200
 
Echo.
Martwy
wanderlust


Klan:
rzeka

Księżyce: 28 [czerwiec]
Mistrz: Wronie Pióro
Płeć: kocur
Matka: Chabrowy Pąk
Ojciec: Szemrzący Potok
Multikonta: Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-04-10, 23:08   
   Wygląd: Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5286


Na skali od jeden do dziesięciu, tak? No, tego jeszcze nie było, ale gdyby szaro-białemu przyszło oceniać, to z pewnością Lampart oscylowałby w okolicach 7 lub 8, co jest całkiem wysoką notą. Może byłoby wyżej, gdyby miał zielone oczy, ewentualnie niebieskie… ale cóż, smuteczek. Obserwował kocura swoimi złotymi ślepiami, gdy ten nawet postanowił odkleić się od drzewa i podejść bliżej, chociaż z rozbawieniem zauważył, że ogonem wciąż dotyka jego kory. No, dobrze, niech będzie, zawsze jakiś postęp, prawda? I nie był już napięty, jakby zaraz musiał rzucić się do ucieczki. Zdecydowanie postęp.
Lampart. Kąciki pyska syna Chaber uniosły się lekko, gdy usłyszał to imię. Po pierwsze dlatego, że Cienisty podał kocięcą formę swojego, a po drugie: to był brat kocicy, którą już poznał, z którą rozmawiał jakiś czas przez zmianą terenów. Lwi Płomień mówiła mu nie tylko, jak ten kot wygląda (ale nie opisała tych, och, ledwo widocznych prążków, i że będzie taki szczupły… i spięty), ale wspomniała także, że woli krótką formę swojego klanowego imienia. Elementy układanki zaczynały tworzyć całość.
Słyszałem o tobie – odezwał się więc, nie mówiąc jednak na razie, skąd dokładnie. Niech się postresuje, a co. – I tak, mogę tak do ciebie mówić, jeżeli tego chcesz. Zresztą, sam to rozumiem. Gdy jeszcze należałem do klanu, również wolałem używać takiej formy. Teraz jednak… – Przerwał, by oblizać pysk i zmarszczyć lekko nos w zastanowieniu. Być może ukrył tym wahanie. – Echo. Co sądzisz o takim imieniu? – spytał nieco nieśmiało, wbijając wzrok w ciemnego kocura. Miał pewien pomysł, ale nie wiedział, czy ma on sens, czy ładnie brzmi i czy nie kojarzy się z czymś okropnym, więc… chciał spytać o opinię, nawet jeżeli był to całkowicie obcy mu kot.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 65/200
 
Lamparci Cień
Zaginiony
niedobitek


Klan:
cien

Księżyce: 50 [listopad]
Matka: Pjo
Ojciec: Wunsz
Multikonta: Malinowy Nos [KW]; Węglowe Gardło [KG]; Bławatkowa Łapa [KRz]; Krowia Łapa [KG]
Wysłany: 2018-04-11, 14:40   
   Wygląd: "Ciężko, by po takich rodzicach jakich posiada Lwiczka miało wyjść chuchro" powiedziała Lwica... i zapeszyła. Jej brat wygląda, jakby urósł za bardzo na długość i wysokość, po drodze zapominając o adekwatnym poszerzeniu barków. Ciemny jak listopadowe popołudnie, pod każdym możliwym względem. Ciemne futro, gęste, gładko przylegające do szczupłego ciała. Ciemny nos i ciemne opuszki łap, by za bardzo nie razić kontrastem. Ciemne oczy w kształcie migdałów i barwie dojrzałych kasztanów. Na ciemnych uszach ciemne, krótkie pędzelki, a na grzbiecie... ciemne pręgi. Bo widzicie, chociaż Lampart zdecydowaną większość swojej aparycji zawdzięcza ciemnej gwieździe pod jaką niewątpliwie się urodził, to jednak rodzice również mieli tu coś do powiedzenia. Między innymi... rozmaite, fantazyjne wzory pręg i prążków. Niestety natura ma szemrane poczucie humoru, toteż wymalowała je praktycznie czarno na czarnym. O, bo mogła. Dlatego widać je jedynie okazjonalnie, w intensywnym słońcu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=181652#181652


Otworzył szerzej ciemne oczy, wpatrując się bez słowa w samotnika... bo nie do końca wiedział co ma odpowiedzieć. Słyszałem o tobie? Ale jak to? Od kogo? I dlaczego? Lampart nie był nigdy jednostką szczególnie wyróżniającą się i codziennie błogosławił ten fakt, bo pozwoliło mu to swobodnie nie wkraczać w niczyje centrum uwagi... a tu przypadkowy, pierwszy raz widziany w ogóle na oczy samotnik mówi mu, że "słyszał o nim". Tak jakby Lampart był na tyle interesujący by o nim opowiadać. Otworzył mordkę i zamknął ją zaraz, a uszy mu spąsowiały odrobinę pod ciemnym futrem.
- Skąd? - zapytał zanim zdążył się powstrzymać, tonem głosu lekko podbarwionym przez... cóż, niedowierzanie. Ktoś rozmawiał o mnie? Już samo to było mocno niewiarygodne, a co dopiero fakt, że rozmawiał o nim z przygodnym, poznanym na granicy samotnikiem? Który... nie był tak bardzo samotniczym samotnikiem jakim się mogłoby wydawać. Jeśli zależało mu na tym, by pozować na kogoś bez żadnego związku z Klanami to chyba jednak słabo się starał. Czyli nie tubylec i nawet nie włóczęga, tylko... wygnaniec? Oby nie. To dopiero byłoby zjechanie z deszczu pod rynnę. Zatrzymał ten tok myślowy, kiedy samotnik mu się przedstawił - zapytał o zdanie? - a spojrzenie Lamparta zmiękło i oswoiło się nieco. Włóczęga czy nie wydawał się być w porządku. Oczywiście gdzieś tam z tyłu głowy jeszcze wybrzmiewały mu protesty, że to może być skomplikowany i podstępny plan uśpienia jego czujności, ale prawdę mówiąc... gdyby chciał mu zrobić krzywdę to chyba już by to zrobił, bez wdawania się w jakieś pogawędki o imionach. Zwilżył językiem wargi w zamyśleniu, odwijając ogon z pnia... i usiadł sobie tam gdzie stał, zamiast tego oplatając zgrabnie ogon wokół przednich łap. Miał nadzieję, że nie przyjdzie mu tej drobnej nici zaufania wkrótce żałować. - Echo. - powtórzył cicho, bardziej do siebie i niż do niego, jakby sprawdzając jak imię brzmi na języku. Pokiwał parokrotnie głową, a posyłając kocurowi trochę niepewny, ale szczery uśmiech. - Podoba mi się. Jest krótkie i... i myślę, że pasuje. - wąsy zadrżały mu lekko, kiedy oderwał wzrok od kocura i spuścił go na własne łapy. - Kiedyś był chyba w Klanie Cienia kocur nazwany Echo... dawno temu. Owcza Skórka mi opowiadała... - jego głos przeszedł w zamyślony pomruk. O ile wierzyć bajkom. Bo taki charakter miała większość opowiastek Owczej Skórki, wcale by się nie zdziwił, gdyby żaden Echo tak naprawdę nie istniał. Wciąż, ciekawa historia, chociaż nie pamiętał już mnóstwa detali. Czarne uszy poruszył się nieznacznie, obracając się w kierunku samotnika. Rozmawiało się przyjemnie - Echo był przyjemny - więc nie musiał zbytnio zbierać się na odwagę by zapytać. - Z którego Klanu pochodzisz, Echo?
_________________

I've got n o roots---------------------------------
-----~ but my home was never on the ground
I've got no r o o t s-----------------------
-----~ but my home was n e v e r on the ground

I'VE GOT NO R O O T S

  Statystyki - lvl: 3 | S: 5 | Zr: 7 | Sz: 15 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 75/200
Stat. Med. - lvl:
2 | MED.EXP: 23/200
 
Echo.
Martwy
wanderlust


Klan:
rzeka

Księżyce: 28 [czerwiec]
Mistrz: Wronie Pióro
Płeć: kocur
Matka: Chabrowy Pąk
Ojciec: Szemrzący Potok
Multikonta: Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-04-15, 16:14   
   Wygląd: Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5286


Od twojej siostry – odparł po chwili milczenia, które miało zbudować napięcie i stworzyć lepszy efekt. Co z tego, że odpowiedź była bardzo prosta i zapewne nie było w niej nic szczególnie dziwnego. Nie umknęła mu jednak reakcja ciemnego kocura, to niedowierzanie i zdziwienie w głosie. – Lwi Płomień wspomniała o swoim bracie Lamparcie, który nie lubi używać swojego wojowniczego imienia – kontynuował przyjaznym tonem, wracając pamięcią do rozmowy z rudą/kremową/żółtą/jasnobrązową kocicą z klanu Cienia, siostrą tego tutaj jego nowego kolegi. Zauważywszy, że Lamparci Cień się rozluźnił i nawet usiadł (przy okazji prawie całkowicie się odklejając od pnia, którego używał niczym tarczy!), szaro-biały zrobił to samo – również usiadł i również w tym samym miejscu, co stał, nie skracając na wszelki wypadek dystansu. Chociaż bardzo ciekawiło go to, jak wygląda jego pręgowane futro z bliska, to mimo wszystko nie chciał zaryzykować, że spłoszy Cienistego, bo chciał popatrzeć sobie na jego prążki, a ten się przeraził, że podchodzi, żeby go zabić. Czy coś.
To będzie Echo – oznajmił, a na jego pysk wpełzł uśmiech; nie jakiś specjalnie szeroki i radosny, ale jednak uśmiech. Nie spieszyło mu się z ujawnianiem imienia, jakie nadała mu wiele księżyców temu Chabrowy Pąk. O ile matka wciąż mogła tak na niego mówić, ba – był trochę niechętny, jeśli chodzi o mówienie jej, jak teraz będzie się przedstawiać – tak ogólnie chciał zmiany. „Osika” znaczyło kota z klanu Rzeki. „Echo” był samotnikiem. – Pamiętasz coś z tych opowieści? – zapytał, przechylając lekko łeb, wyraźnie zainteresowany tematem swojego (nowego) imiennika. Ciekawe, jaki był. Choć szaro-biały jako kociak bardzo chętnie słuchał opowieści matek w kociarni, to wiele nie usłyszał o kotach, które żyły dawno temu, a już na pewno nie o jakimś Echo, przykra sprawa. Zawahał się lekko, słysząc pytanie Lamparta, koniec końców jednak chyba zdecydował, że nic się nie stanie, jak mu powie. – Z Rzeki. Jedyne koty, jakie poznałem spoza klanu, to była pewna samotniczka i… właśnie twoi klanowicze: twoja siostra, Czosnek, Splątane Futerko i Ostry Cierń – wyliczył, przyglądając się uważnie synowi Wężowej Gwiazdy. – Chociaż teraz do kotów „spoza Rzeki”, jakie poznałem, zalicza się także mój własny brat – dodał z niesmakiem w głosie i zmarszczonym nosem.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 65/200
 
Lamparci Cień
Zaginiony
niedobitek


Klan:
cien

Księżyce: 50 [listopad]
Matka: Pjo
Ojciec: Wunsz
Multikonta: Malinowy Nos [KW]; Węglowe Gardło [KG]; Bławatkowa Łapa [KRz]; Krowia Łapa [KG]
Wysłany: 2018-04-18, 01:16   
   Wygląd: "Ciężko, by po takich rodzicach jakich posiada Lwiczka miało wyjść chuchro" powiedziała Lwica... i zapeszyła. Jej brat wygląda, jakby urósł za bardzo na długość i wysokość, po drodze zapominając o adekwatnym poszerzeniu barków. Ciemny jak listopadowe popołudnie, pod każdym możliwym względem. Ciemne futro, gęste, gładko przylegające do szczupłego ciała. Ciemny nos i ciemne opuszki łap, by za bardzo nie razić kontrastem. Ciemne oczy w kształcie migdałów i barwie dojrzałych kasztanów. Na ciemnych uszach ciemne, krótkie pędzelki, a na grzbiecie... ciemne pręgi. Bo widzicie, chociaż Lampart zdecydowaną większość swojej aparycji zawdzięcza ciemnej gwieździe pod jaką niewątpliwie się urodził, to jednak rodzice również mieli tu coś do powiedzenia. Między innymi... rozmaite, fantazyjne wzory pręg i prążków. Niestety natura ma szemrane poczucie humoru, toteż wymalowała je praktycznie czarno na czarnym. O, bo mogła. Dlatego widać je jedynie okazjonalnie, w intensywnym słońcu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=181652#181652


- Od mojej... o. - trzepnął uchem, wyraźnie zagubiony. W sensie Lefki? Innej siostry nie miał. Znaczy... miał, ale co to za siostry, nie uznawał ich nawet. Zagadka wyjaśniła się w sumie już za chwilę, kiedy Echo kontynuował i wymienił jego siostrę z imienia. Chociaż połączyć twarz z tym imieniem było mu bardzo ciężko, nawet jeśli wiedział do kogo należy. Lwi Płomień w odniesieniu do jego Lefki. Jak dziwnie, jak oficjalnie, jak obco. Bezwiednie rozluźnił się na wspomnienie o kremowej kocicy, chociaż gdzieś w środku jeszcze migotała mu ostrzegawcza dioda, że niby dlaczego Lefka rozmawiała o nim z jakimś samotnikiem na Granicy? I w jakim kontekście? Ale sam fakt, że z nim rozmawiała i czuła się komfortowo na tyle by opowiadać samotnikowi o swojej rodzinie działał na jego korzyść. Komu jak komu, ale Lefce i jej osądowi ufał bezgranicznie. Na dodatek znał również Czosnek! I żył! W tym momencie załapał plusika i Lampart przestał się obawiać o nagłą utratę życia z jego łap. Napięte ramiona opadły całkiem, a kocur wyprostował się nieco, usadawiając się wygodniej zamiast siedzieć cały czas jak na sosnowych igłach.
- Część. Ale niewiele detali. Owcza Skórka za każdym razem opowiadała inaczej. - ciemna mordka drgnęła by rozciągnąć się powoli w uśmiechu, trochę smutnym przez wspomnienie o białej kocicy, ale wciąż szczerym i mniej speszonym niż dotychczas. W opowieściach często zmieniały się szczegóły. Kiedy był mały myślał, że Starsza specjalnie miesza wątki i detale, by go wybić z równowagi. I uwielbiał wyłapywać subtelne (lub nie) różnice między kolejnymi wersjami. Kiedy dorósł na tyle, by zauważyć jej mętniejący stopniowo wzrok... wtedy już wiedział, że to wcale nie specjalnie. Końcówka czarnego ogona drgnęła lekko, oparta na jednej z jego łap. - Czasem Echo był zdrajcą, a czasem to jego zdradzono. Czasem był Zastępcą, a czasem nie. Miał zostać Przywódcą, zgodnie z tradycją... albo tylko chciał nim zostać. Ale... jego poprzednik... albo sam Gwiezdny Klan... wskazali kogoś innego. - Lampart przeciągnął językiem po nosie w zamyśleniu, ze wzrokiem wbitym nieruchomo gdzieś w ściółkę między nimi, a czarne czoło zmarszczyło się nieco. - Echo nie przyjął tego... za dobrze. Opowieść mówi, że ruszył śladem kota który został wybrany aż do miejsca spotkań z Przodkami. I tam próbował go zabić we śnie. - zakończył cicho, mrugając kilkakrotnie by podnieść wzrok z powrotem na kocura i poruszył z zakłopotaniem wąsami. - N-niezbyt fortunna historia. Ale Klan Cienia ma mnóstwo takich. O Przywódcy który zginął uderzony piorunem, o Przywódcy który zamordował kociaka, o wojowniku i pieszczoszce Dwunogów... tą lubiłem najbardziej. - powiedział, wciąż pogrążony we własnych myślach. Przynajmniej dopóki Echo nie odpowiedział na jego pytanie, a raczej dopóki do Lamparta nie dotarł sens ostatniego zdania. Zamrugał kilkakrotnie, ponownie skupiając wzrok na kocurze.
- Och. - wyrwało się z jego mordki, a ciemne spojrzenie złagodniało nieco. - Przykro mi. - nie miał pojęcia co się stało, ale Echo zabrzmiał tak... gorzko. - To... to dlatego opuściłeś Klan? - zapytał, zanim zdążył ugryźć się w język. - Za swoim bratem?
_________________

I've got n o roots---------------------------------
-----~ but my home was never on the ground
I've got no r o o t s-----------------------
-----~ but my home was n e v e r on the ground

I'VE GOT NO R O O T S

Ostatnio zmieniony przez Lamparci Cień 2018-04-18, 01:19, w całości zmieniany 2 razy  
  Statystyki - lvl: 3 | S: 5 | Zr: 7 | Sz: 15 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 75/200
Stat. Med. - lvl:
2 | MED.EXP: 23/200
 
Echo.
Martwy
wanderlust


Klan:
rzeka

Księżyce: 28 [czerwiec]
Mistrz: Wronie Pióro
Płeć: kocur
Matka: Chabrowy Pąk
Ojciec: Szemrzący Potok
Multikonta: Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-04-18, 16:31   
   Wygląd: Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5286


Z zaciekawieniem obserwował zmiany w wyrazie pyska i sylwetce kocura, to, jak stopniowo zaczyna się czuć coraz bardziej komfortowo, chociaż zastanawiał się, z czego to wynika, bo raczej nie tylko z jego przyjaznego tonu i stosunkowo lekkiego tematu rozmowy. Może podanie imion Cienistych było faktycznie dobrym pomysłem i należało by tak częściej robić, gdy pozna kolejnego kota z tego klanu? Jego uwagę jednak zdecydowanie bardziej przykuły słowa czarnego/pręgowanego syna Wężowej Gwiazdy na temat tego Echa, który żył kiedyś w klanie Cienia. Cóż, zgadzała się ta część ze zdradą; zarówno w kontekście bycia zdrajcą, jak i bycia zdradzonym, syn Chaber bowiem przez wiele księżyców gdzieś w głębi czuł się oszukany przez wszystkich, którzy tworzyli klan, więc tak jakby zdradzony. Reszta jednak… cóż, była całkowicie mu odległa. Ale to było tylko imię, nie zamieni się przecież w tego kota, który zresztą nie wydawał mu się specjalnie dobrym wzorem do naśladowania, biorąc pod uwagę to, że próbował kogoś zabić.
Tak bardzo pożądał władzy? – spytał tylko odnośnie historii o dawno zmarłym kocurze, jednak zdał sobie sprawę, że to w zasadzie wychodzi z treści i nie wymaga odpowiedzi; innego wytłumaczenia za bardzo… nie było. – W klanie Rzeki nie opowiadano mi raczej takich rzeczy. Tylko rzeczy typu tragiczne zaginięcie jakiegoś kota… tak konkretniej, mojego dziadka, a potem również mojego własnego ojca. – Wyjścia po bułki były bardzo popularne w klanie Rzeki, a wiele kotów na taki czy inny sposób traciło chociaż jednego rodzica. Popielate Skrzydło też zostawił swoje dzieci, chociaż te przynajmniej miały okazję poznać swojego ojca i należycie się przygotować na jego odejście, podobnie się sprawa miała z Zakurzonym Grzbietem. Kocięta Paprociowego Kwiatu teraz zostały nie tylko bez ojca, ale i bez matki… Zwiewna, odezwał się jakiś głos w jego głowie, ale zepchnął go w głąb siebie, zagłuszył. – Chciałbyś mi opowiedzieć? Tę twoją ulubioną? – odezwał się po chwili milczenia, przechylając lekko łeb.
Za bratem. Och, tak to mogło wyglądać. Jeden brat został wygnany, więc drugi, najbardziej do niego podobny, udał się za nim, by dotrzymać mu towarzystwa i wzajemnie utrzymywać się przy życiu… wiarygodne, ale w przypadku jego i Chmielograba – całkowicie nierealistyczne. Mimo wszystko Echo trochę gardził buro-białym, a na pewno nie czuł do niego takiej sympatii, by faktycznie za nim podążyć i chcieć przebywać w jego towarzystwie dłużej, niż kilka chwil, gdyby się spotkali przypadkowo.
Nie – odparł, a w jego głosie zabrzmiało tym razem rozbawienie. – Powiedzmy, że życie w klanie… nie jest dla mnie. Szczególnie, jeżeli ten klan szykanuje moją rodzinę i jest zgniły w środku. Chciałem być jednak stosunkowo blisko mojej rodziny, więc poczekałem, aż klany się przenoszą. Co do mojego brata, cóż, jakiś czas przed tym, jak wyruszyliśmy, ten mysi bobek został wygnany z Rzeki, o czym pewnie słyszałeś. – Wzruszył lekko barkami.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 65/200
 
Lamparci Cień
Zaginiony
niedobitek


Klan:
cien

Księżyce: 50 [listopad]
Matka: Pjo
Ojciec: Wunsz
Multikonta: Malinowy Nos [KW]; Węglowe Gardło [KG]; Bławatkowa Łapa [KRz]; Krowia Łapa [KG]
Wysłany: 2018-04-21, 23:56   
   Wygląd: "Ciężko, by po takich rodzicach jakich posiada Lwiczka miało wyjść chuchro" powiedziała Lwica... i zapeszyła. Jej brat wygląda, jakby urósł za bardzo na długość i wysokość, po drodze zapominając o adekwatnym poszerzeniu barków. Ciemny jak listopadowe popołudnie, pod każdym możliwym względem. Ciemne futro, gęste, gładko przylegające do szczupłego ciała. Ciemny nos i ciemne opuszki łap, by za bardzo nie razić kontrastem. Ciemne oczy w kształcie migdałów i barwie dojrzałych kasztanów. Na ciemnych uszach ciemne, krótkie pędzelki, a na grzbiecie... ciemne pręgi. Bo widzicie, chociaż Lampart zdecydowaną większość swojej aparycji zawdzięcza ciemnej gwieździe pod jaką niewątpliwie się urodził, to jednak rodzice również mieli tu coś do powiedzenia. Między innymi... rozmaite, fantazyjne wzory pręg i prążków. Niestety natura ma szemrane poczucie humoru, toteż wymalowała je praktycznie czarno na czarnym. O, bo mogła. Dlatego widać je jedynie okazjonalnie, w intensywnym słońcu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=181652#181652


Może to wspomnienie o siostrze, która najwyraźniej również czuła się w towarzystwie Echa na tyle swobodnie, by opowiadać mu o swoim bracie-Lamparcie-kichającym-na-Klanowe-zwyczaje, a może to ukradkowe wspominanie Owczej Skórki sprawiło, że Lampart rozluźniał się coraz bardziej, zupełnie bezwiednie, myśl o potencjalnym zagrożeniu spychając na dalszy plan. Trudno mu było trzymać obronne bariery i pamiętać o byciu gotowym do ucieczki gdy opowiadał jedną z historii białej kocicy. Zawsze zresztą powtarzała, że nie można oceniać po pozorach, a te w przypadku Echa już go zawiodły, więc... może jednak nie zaszkodzi dać mu szansy i przeprowadzić normalną, uprzejmą rozmowę zamiast kleić się do pnia i zasłaniać nim jak tarczą. Mniej nerwów dla niego, mniej zażenowania dla Echa, wszyscy zadowoleni.
- Zależy jak, uh, na to spojrzeć. - odpowiedział, przekrzywiając lekko głowę. - W końcu w niektórych wersjach był Zastępcą. Według Klanowych zwyczajów... - nie naszych, Klanowych, tak jakby nie był częścią Klanu tylko stał obok - ... poniekąd powinien był zostać Przywódcą. Należało mu się to. I zostało mu to zabrane. - spuścił wzrok na własne palce. Czy rozumiał tego legendarnego Echo? Poniekąd. On pewnie nie zrobiłby tego samego, bo władza była na szarym końcu jakichkolwiek jego priorytetów, a za władzą krok w krok podąża odpowiedzialność - ale był w stanie zrozumieć skąd wziął się jego gniew, tak. O ile Echo faktycznie był Zastępcą. I o ile w ogóle istniał, bo co do tego mógł mieć spore wątpliwości.
- Przykr... - ugryzł się w język, uświadamiając sobie, że powtarza dokładnie to samo co wcześniej i potrząsnął głową. Nie chciał żeby Echo doszedł do wniosku, że się nad nim lituje. Lampart po prostu... rozumiał. - Ale niektórym kociętom jest... lepiej bez ojca. Albo matki. - w Klanie Cienia wyjścia po bułki również były popularne, chociaż zdecydowanie bardziej przypominały zostawienie uwiązanego szczeniaka gdzieś pod sklepem niż ulotnienie się pod jakąś kreatywną wymówką. A to jeśli się miało szczęście. Bo można było mieć oboje rodziców. Jak Lodowe Trzciny. Jak dzieci Kukułczej, którymi żadne z rodziców nieszczególnie się interesowało. Biorąc pod uwagę jak opiekuńcze i troskliwe bywały matki w Klanie Cienia Lampart myślał w duchu, że mimo wszystko chyba jednak wyciągnęli tę dłuższą słomkę. Niezbyt długą ogółem. Ale dłuższą. Zamrugał, nieco zaskoczony pytaniem, podnosząc ciemne oczy z powrotem na samotnika.
- Nie opowiem jej tak d-dobrze jak Owcza Skórka i nie powiem żeby wszystko d-dokładnie pamiętał, ale... był sobie wojownik Klanu Cienia. Nazywał się... Krzywowąsy? Suchowąsy? I czegoś mu... cały czas brakowało. Dlatego zapuszczał się na coraz dalsze i dalsze wycieczki, jakby w poszukiwaniu czegoś, chociaż sam nie do końca wiedział czego... aż w końcu trafił w okolice Siedlisk Dwunogów. Tam poznał pewną kocicę. Pieszczoszkę Dwunogów. Zakochali się w sobie. Wojownik coraz więcej czasu zaczął spędzać w okolicach Osiedla. Pewnego dnia nadszedł czas, by opuścić tamte tereny - tak jak my niedawno opuściliśmy nasze - a Suchowąsego nigdzie nie mogli znaleźć. Klan postanowił ruszyć bez niego, ale on... ich dogonił. Razem ze swoją nową partnerką. Porzuciła dla niego Dwunogów i wszystko co znała, by u jego boku dołączyć do Klanu i przyjąć nowe imię. Klan nie był szczęśliwy, przynajmniej z początku, ale ostatecznie ich zaakceptował i... spędzili razem długie księżyce. - przestąpił nerwowo z łapy na łapę, czując jak znowu pieką go lekko uszy. - M-może niezbyt porywająca historia i trochę ckliwa, ale... m-ma szczęśliwe zakończenie. - w dokończył ciszej, trochę zażenowany. A mógł powiedzieć, że ta o Przywódcy uderzonym PIORUNEM to jego ulubiona historia. To przynajmniej brzmiało cool. Ale nie, musiał zacząć paplać o jakiejś historii miłosnej. - A... może ty teraz opowiesz mi coś? O swojej rodzinie, na przykład? - zagadnął zanim ugryzł się w język. Owszem, słyszał o wygnańcu z Rzeki, chociaż nie podejrzewał że to mógłby być bat siedzącego przed nim Echa. Jaki... ten świat mały. Miał szczerą nadzieję, że jego rozmówca nie ma takich okrutnych zapędów. A poza tym... chciał zmienić temat, a Chmielograb i szykanowana rodzina podsunęły mu się jak na tacy. Słyszał już o braku ojca i o braku dziadka, o wygnanym bracie - o jakiej szykanowanej rodzinie mówimy? Czyżby ten cały Chmielograb to była ofiara jakiegoś spisku?
_________________

I've got n o roots---------------------------------
-----~ but my home was never on the ground
I've got no r o o t s-----------------------
-----~ but my home was n e v e r on the ground

I'VE GOT NO R O O T S

  Statystyki - lvl: 3 | S: 5 | Zr: 7 | Sz: 15 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 75/200
Stat. Med. - lvl:
2 | MED.EXP: 23/200
 
Echo.
Martwy
wanderlust


Klan:
rzeka

Księżyce: 28 [czerwiec]
Mistrz: Wronie Pióro
Płeć: kocur
Matka: Chabrowy Pąk
Ojciec: Szemrzący Potok
Multikonta: Zajęczy Sus (KW), Łania Łapa (KG), Szerszeniowy Jad (GK)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-04-25, 15:14   
   Wygląd: Wysoki, długołapy, proporcjonalny kocur o długim, jasnoszarym futrze, które jest pokryte gęstymi ciemniejszymi zawijasami. Na mordce, szyi, podgardlu, podbrzuszu, przednich stopach i tylnych łapach znajdują się białe znaczenia. Na świat spogląda dużymi, złotymi oczami.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5286


Słuchał uważnie i kiwnął lekko głową, jednak nie komentował już sprawy swojego martwego imiennika. Z jednej strony tak, zostało mu odebrano coś, co powinno być jego, co mu się niby należało, ale… czy to tłumaczy od razu chęć mordu? Dla tego Echa, który żył teraz w okolicy czterech klanów – nie. Na szczęście on nie miał takich problemów.
Przykro ci? – podchwycił, mimo iż syn Wężowej Gwiazdy urwał to, co chciał powiedzieć, a jego łuki brwiowe uniosły się nieco. – Nie powinno – dodał ciszej. Jemu na pewno nie było przykro, że nie poznał dziadków, że jego ojciec zniknął, że jego bracia byli mysimi móżdżkami, że odszedł z klanu Rzeki… i tak dalej. I na pewno nie chciał litości czy współczucia od innych kotów, nawet jeżeli koty te były ładne, całkiem urocze i miłe. – I tak, faktycznie lepiej. Chociaż zabawne trochę, jak wiele kociąt w Rzece nie poznało lub straciło swoich ojców. Kilka księżyców temu jedna z kocic powiła kocięta i nikomu nawet nie chciała powiedzieć, kim jest ich ojciec… zmarła zresztą podczas przenosin i zabrała tę tajemnicę ze sobą – rzucił swobodnie. Cóż, sądził, że kociętom Paprociowego Kwiatu należała się chociaż ta wiedza, ale teraz… Zwiewna, Tęcza i cała reszta tej gromadki prawdopodobnie nigdy się nie dowiedzą nawet, czy ich ojciec rzeczywiście zginął przed ich narodzinami, jak twierdziła Paproć.
Przechylił łeb, z zainteresowaniem słuchając każdego słowa, jakie padało z pyska Lamparciego Cienia. Zaskakująco dobrze mu się rozmawiało z tym Cienistym, chociaż nie wiedział o nim za wiele… i szczerze? Chętnie by to zmienił, tę partię z niewiedzą. Mógłby częściej się z nim widywać. Był zaskoczony, gdy ta myśl pojawiła się w jego głowie, jednak zdecydował się wspomnieć o tym później, a na razie skupić się na opowieści, która okazała się być o miłości. Miłości ponad podziałami, zresztą, co nie wydawało mu się częstą rzeczą w klanach; większość kotów była zbyt zamknięta, zbyt ograniczona, by zobaczyć, że poza klanami też żyją koty, normalne koty, które myślą, czują, mają pragnienia, ambicje, rodziny i ciekawe przeżycia, a co dopiero by nawiązać jakąś relację z tymi kotami! Nie był kotem, który by się łatwo wzruszał (czy… w ogóle się wzruszał, jak już o tym mowa), jednak opowieść ta była ciekawa, dlatego nie zamierzał tego jakoś negatywnie oceniać… nawet jeżeli tego typu uczucia do innych uważał za coś niezbyt dobrego i użytecznego, szczególnie że do tej pory mógł to oceniać tylko po swojej matce i Szemrzącym Potoku (źle się skończyło, została sama), jak i po sobie samym i Świetlikowej Gwieździe (okazał się zepsutym, zapatrzonym w siebie i klanowe idee bobkiem, który na dodatek gardził jego rodziną). Poruszył lekko uchem.
Dziękuję, że mi opowiedziałeś, Lamparcie – odezwał się w końcu, żeby nie pozostawić tego bez odpowiedzi. Pytanie o jego rodzinę… zaskoczyło go. Trochę. – Och, bardzo chętnie, obawiam się jednak, że będę musiał już iść… Jeśli byś chciał, proponuję, żebyśmy się spotkali w dzień nie po następnej, a jeszcze po jednej pełni, przy granicy twojego klanu mniej więcej na tej wysokości. Co ty na to? – zaproponował, wbijając intensywne spojrzenie złotych ślepi w kocura.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 10 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 65/200
 
Lamparci Cień
Zaginiony
niedobitek


Klan:
cien

Księżyce: 50 [listopad]
Matka: Pjo
Ojciec: Wunsz
Multikonta: Malinowy Nos [KW]; Węglowe Gardło [KG]; Bławatkowa Łapa [KRz]; Krowia Łapa [KG]
Wysłany: 2018-04-29, 23:12   
   Wygląd: "Ciężko, by po takich rodzicach jakich posiada Lwiczka miało wyjść chuchro" powiedziała Lwica... i zapeszyła. Jej brat wygląda, jakby urósł za bardzo na długość i wysokość, po drodze zapominając o adekwatnym poszerzeniu barków. Ciemny jak listopadowe popołudnie, pod każdym możliwym względem. Ciemne futro, gęste, gładko przylegające do szczupłego ciała. Ciemny nos i ciemne opuszki łap, by za bardzo nie razić kontrastem. Ciemne oczy w kształcie migdałów i barwie dojrzałych kasztanów. Na ciemnych uszach ciemne, krótkie pędzelki, a na grzbiecie... ciemne pręgi. Bo widzicie, chociaż Lampart zdecydowaną większość swojej aparycji zawdzięcza ciemnej gwieździe pod jaką niewątpliwie się urodził, to jednak rodzice również mieli tu coś do powiedzenia. Między innymi... rozmaite, fantazyjne wzory pręg i prążków. Niestety natura ma szemrane poczucie humoru, toteż wymalowała je praktycznie czarno na czarnym. O, bo mogła. Dlatego widać je jedynie okazjonalnie, w intensywnym słońcu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=181652#181652


Dla Lamparta tłumaczyło. Na jego miejscu pewnie nie postąpiłby tak samo, prędzej usunął się posłusznie w cień jak mu kazano, ale... był w stanie zrozumieć. Poruszył z zakłopotaniem uszami i pokiwał krótko głową kiedy Echo podchwycił porzucony w połowie wątek, a jego spojrzenie po raz kolejny powędrowało speszone w okolice jego łap.
- W Klanie Cienia to praktycznie norma. - powiedział cicho, przyglądając się ściółce pod stopami. - Większość mojego pokolenia albo nie ma rodziców... albo chcieliby nie mieć. - wzruszył niedbale jednym ramieniem. Może nie powinien zdradzać hurr durr informacji o Klanie i to SAMOTNIKOWI, ale z drugiej strony - cóż Echo mógł zrobić z taką informacją? Przy starciu z członkiem Klanu Cienia zaatakować psychologicznie i wyśmiać jego daddy issues? "Haha a ja wiem, że nie masz mamy"? Lampart szczerze wątpił, by nawet na niego podziałała taka wątpliwa strategia. A w przypadku takiej na przykład Czosnek albo Szrona pewnie tylko mocniej zarobiłby w nos. Zamrugał kiedy kocur nie odpowiedział i... zaproponował kolejne spotkanie. Mimo wszystko czarny kocur poczuł się, jakby nadepnął mu na odcisk, albo posunął się za daleko ze swoją wścibskością, dlatego ciemne uszy drgnęły i przyklapnęły nieco do czaszki. Gdyby wiedział, że go tym spłoszy, to by nie zapytał. Ale może wcale nie? Może po prostu musiał iść? W końcu proponował mu termin kolejnej... ee, pogawędki, zamiast tylko powiedzieć "zadzwonimy do pana" i zniknąć gdzieś za horyzontem. - O-och. W porządku, ja... będęczekał. - dokończył nieco ciszej, szybko, jakby na jednym wydechu, by podnieść się zaraz i ruszyć w drogę powrotną. Lawirując pomiędzy drzewami z głośno bijącym sercem.
_________________

I've got n o roots---------------------------------
-----~ but my home was never on the ground
I've got no r o o t s-----------------------
-----~ but my home was n e v e r on the ground

I'VE GOT NO R O O T S

Ostatnio zmieniony przez Lamparci Cień 2018-04-29, 23:13, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 3 | S: 5 | Zr: 7 | Sz: 15 | Zm: 8 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 75/200
Stat. Med. - lvl:
2 | MED.EXP: 23/200
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka









Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad



the-avengers







Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 16