Poprzedni temat «» Następny temat
Kasztanowiec
Autor Wiadomość
Świetlistooki
Gwiezdny



Klan:
gwiezdni

Księżyce: Więcej niż gwiazd na Srebrnej Skórze
Płeć: kocur
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-06-15, 13:20   Kasztanowiec
   Wygląd: Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.


Pośrodku sporej łąki przy Młodych Sosnach wyrasta rozłożysty kasztanowiec, zasadzony zapewne przez dwunogów. Na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie, lecz jest jedna rzecz, dzięki której drzewo staje się poniekąd wyjątkowe. Na jednej z niższych gałęzi zwisa bowiem zapomniana, biała huśtawka, otulona już zielonkawymi porostami i mchem. Nie stanowi ona dobrego punktu widokowego, lecz z pewnością zapewnia niemałą rozrywkę niektórym kotom.
_________________
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
 
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 101 [III]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: kocur
Partner: Lawenda
Multikonta: Racza Sadzawka [KW]; Lodowy Pył [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień [GK] i inni
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-07-29, 01:04   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574
   Trwałe urazy: Brak ogona (urwany)


Toń znowu wybrał się na spacer. Wiedział, że nie może ciągle siedzieć w miejscu, bo to nie prowadziło do niczego dobrego, a teraz kiedy miał nie tylko czas, ale i możliwość zobaczyć całą okolicę, korzystał z tego bez większego problemu. Oczywiście każdego dnia rano i wieczorem oznaczał swoje małe terytorium, upewniał się, że wszystko w legowisku jest tak jak należy, pilnował się, by mieć tam jak największe wygody i musiał przyznać, że coraz bardziej podobał mu się ten jego mały dom. Ale Toń lubił również przygody. A skoro nie czuł na razie potrzeby wyruszenia gdzieś daleko w świat, to szukał sobie niesamowitych rzeczy tutaj, na ziemiach, których nawet nie zdążył jakoś szczególnie dobrze poznać. Teraz zaś dostrzegał coraz więcej, wypuszczał się coraz dalej i tylko nie podchodził do granic Klanu Rzeki, bo nie uśmiechało mu się mierzenie z jakimś oszalałbym członkiem Klanu, który ubzdurałby sobie, że ich zdradził. Bo zdrajcą to kocur zdecydowanie się nie czuł i nie rozpaczał szczególnie mocno po tym, co się stało. Tak, oczywiście, brakowało mu przyjaciół i przejmował się ich losem, ale jego własny nie wydawał mu się na razie aż tak tragiczny i był w stanie się z nim pogodzić. Życie w końcu zawsze mogło szykować dla niego coś jeszcze gorszego.
Zatrzymał się właśnie w pobliżu granicy Cienia, jednocześnie przyglądając się uważnie wielkiemu kasztanowi, a może raczej tej niesamowitej huśtawce, która niepomiernie go ciekawiła. Co to dokładnie było i do czego służyło? Bardzo chętnie by na nią wszedł, ale na razie nie bardzo chciał się do niej zbliżać. Bardziej z uwagi na to, że nie miał zamiaru naruszać granicy niż z jakiejkolwiek innej przyczyny, był bowiem bardzo odważny! Gdyby to drzewo znajdowało się na ziemiach niczyich, to kocur już na pewno siedziałby na huśtawce sprawdzając, jak ona działa i co można z nią zrobić. Tak jednak zadowalał się na razie przypatrywaniem się nowości z terenu ziem niczyich i wyobrażaniem sobie, co to może być i do czego dokładnie służy.

//Czosnek
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 6 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 18 | Zm: 14 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 90/500
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 160/300
 
Czosnek
Zaginiony
Królowa


Klan:
samotnicy

Księżyce: 64[XI]; 84[IX]
Mistrz: Zorro, Szepczący Pył
Płeć: kotka
Matka: Splątane Futerko
Ojciec: Iwan[*]
Multikonta: Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-07-30, 00:24   
   Wygląd: Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=201058#201058


Zapomniana przez świat huśtawka uwieszona na kasztanowcu znajdującym się na granicy z ziemiami niczyimi nie była dla Czosnkowego Kła obcym obiektem. Kocica zbyt dużo czasu spędziła w okolicach placu zabaw, na osiedlu. Tam było jednak dużo więcej atrakcji, po których można było się wspinać, po których można było skakać, na których można było ostrzyć pazury. Tutaj był tylko ten jeden, ale to wystarczyło, by za każdym razem przywoływać wspomnienia. Już dawno przestały one przeszkadzać, choć wciąż wywoływały w sercu burej nostalgię, chęć powrotu do tamtych czasów. Jednak już dawno podjęła decyzję, i na razie nie czuła potrzeby z niej rezygnować. Gdyby chciała, nikt jej nie bronił odejść z klanu. Mogła to zrobić w każdej chwili. Zbyt dużo rzeczy jednak trzymało ją w klanie, a zbyt mało jej pozostało poza nim. Nie czarowała się, że miasto było pięknym, magicznym miejscem, że wolność istniała poza klanem. Życie dla samego siebie potrafiło być ekscytujące, na przykład wtedy, gdy walczyło się z groźnym drapieżnikiem i się ostatecznie wygrywało, jednak później trzeba było ponosić pewne konsekwencje, które wcale nie były wygodne. Nie miało się również żadnego celu ponad przetrwanie, a przetrwać przecież potrafiło każde zwierzę, nawet tak proste i ułomne jak jakiś głupi owad. Na koniec zwykle umierało się jakąś żałosną śmiercią, wykrwawiając się gdzieś na boku, bo nie miał ci kto pomóc zatamować krwawienia, albo zdychało się pod krzakiem, bo w ranę wdała się poważna infekcja. Choć Czosnek od zawsze uważała, że wolałaby umrzeć młodo, i to raczej w walce z jakimś porządnym przeciwnikiem, nie miała również nic przeciwko życiu tak długo jak była w stanie bez problemu walczyć i polować. Miała jednak świadomość, że to nie ona wybierała w jaki sposób umrze. Wypadki zawsze się zdarzały. Mogła zostać okaleczona, mogła poważnie zachorować, jakiś drapieżnik mógł jej ukręcić kark nim nawet byłaby w stanie zareagować. Ot, życie. Oczywiście, będąc w klanie nie było bezpieczniej, ale miało się pod łapą taką Ciernistą, która leczyła. Całkiem przydatna rzecz, taki medyk. Czosnkowy Kieł nie potrzebowała wygód, ale nauczyła się jej doceniać, kiedy miała możliwość je posiadać. No i był tu też ten przypał Lampart, i jeszcze większy przypał Dynia, którego musiała teraz trenować. Była mama, z którą czasem wychodziła na spacery i której narzekała na swoich uczniów oraz ten piekielny upał. Była tutaj także Kurz, a to już samo w sobie wystarczyłoby, by ją zatrzymać w Klanie Cienia. W końcu po części to z jej powodu zdecydowała się powrócić. Zabawne, jak jej dziecięce zauroczenie przerodziło się w silniejsze uczucie, które przetrwało już tyle czasu. Owszem, na osiedlu było parę kotów, które podobały się burej wojowniczce, ale za żadnym z nich nie poszłaby w ogień. Dla Skórki byłaby w stanie narazić swoje zdrowie i życie, byle tylko nie pozwolić jej samej doświadczyć żadnego bólu. Tak jak wtedy, kiedy szara wojowniczka rzuciła się na psa. Kocica nie zaatakowała łapy tylko po to, by spróbować zmniejszyć mobilność stworzenia. Chciała zwiększyć szansę na to, że jeśli Wąż nawali w byciu tak oczywistym celem, kły zwierzęcia w pierwszej kolejności sięgną ku długowłosej. Oczywiście, było trochę więcej kotów, które bez wahania starałaby się obronić, ale myśl o utracie któregoś z nich nie wydawała się być tak nieprzyjemna jak ta o stracie szarej kotki. Zabawne, że nawet tak butna kocica jak Czosnkowy Kieł mogła mieć do kogoś taką słabość. Z drugiej strony nigdy nie była nieczułym potworem. Owszem, życie na osiedlu ją utwardziło i przyzwyczaiło do widoku śmierci, ale nie odebrało jej zdolności do odczuwania emocji, do nawiązania przyjaźni, do zakochania się.
Chcąc odpocząć po wcześniejszym dniu, podczas którego prowadziła trening Osy i później Dyni, wojowniczka wybrała się na spacer. Zupełnym przypadkiem jej dzisiejszym celem okazał się być konkretny kasztanowiec z bardzo konkretną huśtawką, uczepioną jego gałęzi. Czasem lubiła tam przychodzić, wskakiwać na podwiązaną linami deskę i pozwalać jej kołysać się pod wpływem nagłego ciężaru. Nie potrafiła się bujać jak ludzie, ale to nic. Wątpiła, by się utrzymała, gdyby huśtawka kołysała się bardzo mocno. Taki lekki, miarowy ruch był w porządku. Przywoływał wspomnienia. Tego dnia jednak nie było jej dane oddać się tej drobnej nostalgii, którą odczuwała siedząc na huśtawce, bo na granicy zauważyła obcego kocura, który przyglądał się obiektowi. Na pysku burej pojawił się krzywy, nieprzyjemny uśmiech.
- Te, dziwnouch - zawołała szorstko, zmierzając ku niemu lekkim krokiem. - Chcesz skończyć z poderżniętym gardłem, że podchodzisz tak blisko pod granicę? - dodała, zatrzymując się metr przed nieznajomym samotnikiem.
Choć jej słowa z pewnością nie były przyjazne, nie dało się wyczuć w głosie kocicy groźby. Owszem, zdarzało jej się mordować pieszczochy i samotniki bez słowa, ale ten nie przekroczył bezkarnie granicy, na dodatek wyglądał dość... intrygująco. Z tej odległości widziała, że posiadacz dziwnych uszu nie miał ogona. Najpewniej go stracił, choć podobno niektóre koty mogły się urodzić bez tej części ciała. Wild.
_________________

we've gone way too fast for way too long

and we were never supposed to make it half this far

and I lived so much life, lived so much life

I think that God is gonna have to kill me twice


enter,ok
x
  Statystyki - lvl: 6 | S: 18 | Zr: 14 | Sz: 12 | Zm: 7 | HP: 80 | W: 70 | EXP: 130/500 | MED.EXP: 65/100
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 101 [III]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: kocur
Partner: Lawenda
Multikonta: Racza Sadzawka [KW]; Lodowy Pył [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień [GK] i inni
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-07-30, 22:40   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574
   Trwałe urazy: Brak ogona (urwany)


Toń nie znajdował się na ziemiach Cienia, miał dostatecznie dużo rozumu, żeby się na nie nie pchać bez zastanowienia. Nie sądził, by go oszczędzono z jakiegokolwiek powodu, zaś dotarcie do swego legowiska z ranami nie było czymś najłatwiejszym. Tak więc kocur przyglądał się dziwnej rzeczy na kasztanowcu od strony ziem niczyich, gdzie miał pełne prawo przebywać, jak również robić co chce. Oczywiście, nie rzucał się na każdą zwierzynę i nie mordował jej dla przyjemności, bo inni też powinni mieć co jeść, a poza tym myszy, czy inne gryzonie albo ptaki powinny tracić życie tylko po to, by zapełnić jego brzuch. Musiał się jednak powstrzymywać przed większymi polowaniami, co było już jego nawykiem, gdyż teraz miał wykarmić tylko siebie, a nie cały Klan. Zresztą, na razie był najedzony, rano w końcu pochłonął królika, jakiego udało mu się dorwać pośród pagórków za jego domem i teraz czuł się nadal syty i wręcz pełen po brzegi, spragniony także nie był, może jedynie nowych doznań, nowych miejsc i nowych przygód, jakie teraz stały przed nim otworem. Czuł się nieco jak Sindbad Żeglarz, oczywiście gdyby tylko wiedział, kim ten był. Mógł również być Pocahontas albo jakąś wróżką zagubioną na obczyźnie. Mógł być dokładnie tym, kim chciał być, a to sprawiało mu nieopisaną wręcz radość napawając jego serce wielkim ciepłem. Być może to, w połączeniu z jego zasadą, że życie ma się tylko jedno i trzeba je chwytać, tak jak chwyta się dzień, powodowało, że nie zgnuśniał, nie nudził się i nie czuł się tragicznie z powodu tego wygnania, na jakie został skazany. Żył i to właściwie liczyło się dla niego najbardziej, bo mógł eksplorować okolicę, szukać nowych miejsc, nowych kotów, mógł łapać dziesięć srok za ogon i głośno wyrażać swoje poglądy, chociaż przecież nie miał zbyt wielu słuchaczy. To jednak nie miało na razie większego znaczenia.
- Nie postawiłem na ziemiach Cienia nawet najmniejszego pazura - powiedział na to całkiem przyjaźnie w ogóle nie odczuwając lęku, bo w jego oczach Czosnek mogła się schować przy bobrze, jego wielkich zębach i całej sile, jaka w nim drzemała. Poza tym nie naruszał granicy, nie naruszał Kodeksu i nie sądził, żeby kocicy chciało się z jego powodu wychodzić poza własne ziemie, byle tylko pogonić mu przysłowiowego kota. Mogła na niego sapać i warczeć, ale on sobie nic z tego nie robił. Widział takie rzeczy już zbyt wiele razy, by w ogóle chociaż drgnąć odrobinę.
- Powiesz mi, czym jest to coś na drzewie? Wygląda niesamowicie, nigdy czegoś podobnego nie widziałem - odezwał się jeszcze przenosząc spojrzenie z wojowniczki, która zaczęła z nim konwersację na huśtawkę, która stanowiła dla niego teraz swoisty obiekt uwielbienia, nad jakim nie chciał w ogóle zapanować. Co to było? Do czego służyło? Nigdy czegoś podobnego nie widział, może w czasie wędrówki, ale na pewno nie takie, bo by zapamiętał.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 6 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 18 | Zm: 14 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 90/500
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 160/300
 
Czosnek
Zaginiony
Królowa


Klan:
samotnicy

Księżyce: 64[XI]; 84[IX]
Mistrz: Zorro, Szepczący Pył
Płeć: kotka
Matka: Splątane Futerko
Ojciec: Iwan[*]
Multikonta: Wrzeszczący Pysk[GK]; Mały Liść, Dryfujący Kwiat[Nkt]; Księżycowy Pył[KRz]; Pluskający Potok[KC]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2018-08-05, 20:35   
   Wygląd: Czosnek to wszystko, czego można się spodziewać po doświadczonej samotniczce i córce miejskiego gangstera. Choć trochę jej brakuje do zakwalifikowania się do grupy najwyższych kotów, wciąż jest imponującego wzrostu. Długie, kudłate i splątane futro jest szaro-bure z czarnymi pręgami na głowie i łapach, a także ciemnym płatem pokrywającym grzbiet i ogon; barwy kocicy o zanikającym pręgowaniu są dość ciemne na całej powierzchni ciała, tylko na pysku, szyi i brzuchu widać jaśniejsze przebłyski. Jej bokobrody nie są najdłuższe, lecz wokół szyi posiada długą i gęstą kryzę. Sylwetkę ma masywną, pod grubą warstwą brudnej i zakurzonej sierści zarysowane są mocne mięśnie. Wąsy, którymi ozdobiony jest pysk, wywijają się do góry, nos jest barwy wątrobianej, a wyżej znajdują się lodowate, szaro-błękitne oczy. Blizny: parę szram na głowie, ślad po oderwanym płacie skóry na lewej przedniej łapie, postrzępione krawędzie uszu.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=201058#201058


Gdy kocur się odezwał i z jego pyska padła oczywista oczywistość, Czosnkowy Kieł uniosła prawą brew w wyrazie mówiącym mniej więcej: "naprawdę? no kto by pomyślał". Nie znalazła jednak w sobie chęci, by mimo to zaatakować burasa. Aktualnie odpoczywała, a jutro czekał ją kolejny dzień treningów z dwoma Cienistymi przypałami. Choć musiała przyznać, że wyraźnie przyjacielskie nastawienie kocura nieco ją irytowało. Przynajmniej nadrabiał swoim dość egzotycznym wyglądem, nawet jeśli wciąż daleko mu było do kotów pokroju ojca długowłosej kocicy albo jakichś śmieszków od ludzi z osiedla. Jednak Toń się mylił, jeśli myślał, że kocica sapałaby i warczała na niego, gdyby chciała zaatakować. Ona nigdy nie robiła z siebie idiotki, mając mordercze intencje. Po prostu atakowała, aż jej przeciwnik nie padał bez życia na ziemię. Okaleczony samotnik był niczym więcej jak pyłkiem kurzu na jej futrze, i nie miała wątpliwości, że gdyby chciała, bez większych problemów pozbawiłaby go życia. Chyba, że pod tą niepozorną aparycją czaiła się jakaś bestia, której nie było widać na pierwszy rzut oka. Kocica zmrużyła oczy, nieco uważniej przyglądając się stojącemu przed nią wypłoszowi.
- Kto tam wie, może zdaniem jakiegoś nadgorliwego Cieniasa właśnie to zrobiłeś - odparła, szczerząc się półgębkiem. - Cóż, masz szczęście, że ja nie z tych, a i nie chce mi się dziś tłuc z jakimiś miernotami - dodała już bardziej rezolutnie, jakby właśnie nie rzuciła podprogowym przekazem w stylu "gdybym miała zły humor, leżałbyś na ziemi z rozerwanym gardłem".
Kocica zdziwiła się nieco, gdy nieznajomy zapytał o huśtawkę. Najwyraźniej nie był z osiedla, co początkowo podejrzewała. Tam nietrudno było natrafić na jakiś plac zabaw, na którym znajdowałyby się owe przedmioty, a odpowiednie słownictwo nietrudno było podłapać od innych miastowych, gdy się kręciło w ich okolicy.
- Huśtawka. Yyy, wskakujesz na to i to się tak buja w jedną i w drugą stronę. Raczej nudny obiekt, chyba że nie masz nic lepszego do roboty. Nie musisz się tym zachwycać jak klanowy kaznodzieja, któremu objawił się jakiś trupek z gwiazd, keh - prychnęła, strzelając ogonem na boki.
_________________

we've gone way too fast for way too long

and we were never supposed to make it half this far

and I lived so much life, lived so much life

I think that God is gonna have to kill me twice


enter,ok
x
  Statystyki - lvl: 6 | S: 18 | Zr: 14 | Sz: 12 | Zm: 7 | HP: 80 | W: 70 | EXP: 130/500 | MED.EXP: 65/100
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 101 [III]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: kocur
Partner: Lawenda
Multikonta: Racza Sadzawka [KW]; Lodowy Pył [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień [GK] i inni
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-08-09, 10:14   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574
   Trwałe urazy: Brak ogona (urwany)


Byli bardzo różni, to prawda, ale Toń jakoś nie przejmował się jej odpychającym zachowaniem. Znajdował się na ziemiach niczyich, a gdyby postanowiła go zaatakować, po prostu ruszyłby do ucieczki. Nie obawiał się aż tak bardzo przeciwników, bóbr wyparł z niego lęk przed większością drapieżników, jakby jego zęby na zawsze odbiły wielkie piętno na jego ciele. Pewnie, w jakimś stopniu, tak właśnie było. Rzecz jasna nie zamierzał drażnić kocicy, bo nie uśmiechało mu się walczenie z jakimkolwiek przeciwnikiem, nie miał na to ani ochoty, ani zbyt wielkiej siły, tak więc pozostał na swoim miejscu jedynie lekko się uśmiechając. Jej sugestie, przekazy i obrazy spływały po nim jak po kaczce, więc mogła go nazwać kaleką, czy nawet gorzej, dla niego nie miało to jednak żadnego znaczenia. Pewnie gdyby był inny zacząłby się w tej chwili burzyć, irytować i podskakiwać, należał jednak do kotów wzruszających na to barkami. Jeśli innemu chciało się wyzywać, szarpać i strzępić język po próżnicy, to już była jego wola, złe wychowanie i pustka we łbie. Takie było zdanie Toni i nic nie mogło tego zmienić. Ponieważ nie żył z kocicą w jednym Klanie, nie znał nawet jej imienia, nie miał zamiaru jej pouczać. Mogła sobie więc na nim dowoli używać, jeśli tylko sprawiało jej to przyjemność. On i tak wkrótce stąd odejdzie we własną stronę zająć się swoimi sprawami, a wojowniczka będzie nadal w Cieniu i poświęcać się będzie pewnie treningom, patrolom i temu wszystkiemu, co musiała robić.
- Być może dla ciebie, dla mnie brzmi bardzo ciekawie! Żałuję, że znajduje się po tamtej stronie granicy, ale w takim razie będę musiał poszukać w okolicy czegoś podobnego, by przekonać się, jak się sprawy mają. Huśtawka. Pierwsze słyszę – odparł na to zaciekawiony doskonale wiedząc, że wojowniczka raczej nic sobie z tego nie zrobi i uzna go za głupią miernotę. Zastanawiał się, skąd ona właściwie się wzięła, bo nie znajdował w niej chociażby kawałka pokory kota z Klanów. Gdzieś tam przypominała mu Czerwię. Gdzieś. Jeśli każe mu stąd odejść, pewnie wzruszy barkami i skieruje się we własną stronę, by ta mogła zająć się swoimi sprawami.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 6 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 18 | Zm: 14 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 90/500
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 160/300
 
Chmurka,
Zaginiony
szaleństwo


Klan:
cien

Księżyce: 64 [ wrzesień ]
Mistrz: Kwitnący Pąk, Bagienna Trzcina
Płeć: kotka
Matka: Kukułcze Jajo
Ojciec: Chrzanowy Korzeń
Multikonta: Pręgowany Grzbiet [ Martwi ], Gęsia Łapa [ KW ], Rokitnikowa Łapa [ KG ], Deszczowa Dolina [ KRZ ], Carny Świt [ MGBG ], Ryk, Niedźwiedzia Łapa [ GK ]
Wysłany: 2018-09-27, 14:37   
   Wygląd: Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5685


Odprowadzono ją na granicę. Odprowadzono ją, a potem pozostawiono, chociaż nie miało to już żadnego znaczenia. Bo umarła. Nie żyła. I wcale w sumie nie obchodziło jej już, co się z nią stanie. Wszystko, co ważne, zdążyła już stracić. I nie mogła tego nawet odzyskać, bo Wężowa Gwiazda z pewnością dopilnuje, aby nigdy już nie zobaczyła swoich synów. Z resztą, nawet jeśli udałoby się jej ich kiedyś zobaczyć...
"Nie zapomnij mnie" powiedziała Dębowi. Powiedziała, ale... ale on zapomni. Oboje zapomną. Nie będą pamiętać ani jej, ani tego, jak za nich walczyła, będą pamiętać tylko głód i Traszkę jako ich matkę, pomimo, że zostali podwójnie osieroceni. Najpierw nie mieli ojca, teraz nie mieli nikogo. A jednak... w klanie pełnym kotów będzie im się wydawało, że mają wszystko. Nie będą nawet wiedzieli, że czegokolwiek ich pozbawiono. Bo niby skąd mieliby wiedzieć? Wężowa gwiazda wyraził się jasno o tym, co sądzi o Lamparcie, jego najwyraźniej również będzie próbował wyrzucić albo zamordować w tajemnicy. I nikt się nawet nie dowie o tym, dlaczego go nie ma. Będzie kolejnym zaginionym, takim, jak Kurzyk, jak Motyl, jak Chrząszcz albo Żuk, którzy pewnie już nawet nie żyli. Dla klanu cienia pewnie i tak nie miało to żadnego znaczenia. Rodziło się kolejne mięso, którego będzie można się pozbyć, kiedy to przestanie już być użyteczne.
Nie byłą w stanie odejść daleko od granicy. Przeszła zaledwie kilka kroków, pokonując ją, po czym się przewróciła. Nie miała już siły, żeby dalej iść. A nawet, gdyby ją miała, i tak pewnie nie chciałaby pójść dalej. Bo po co miała iść, skoro już i tak nie żyła?

// Cierń
_________________
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
  Statystyki - lvl: 4 | S: 11 | Zr: 13 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 5/300 | MED.EXP: 0/100
 
Ciernisty Kwiat
Medyk
the mother



Klan:
samotnicy

Księżyce: 100 | kwiecień 2021
Mistrz: 2many2list
Płeć: kotka
Matka: kukułcze jajo [*]
Ojciec: chrzanowy korzeń [*]
Partner: laburnum anagyroides
Multikonta: lniane futerko (gk), azalia (m), barani róg (nkt), sztormowa chmura (gk), kwas (nkt), bluszcz (s)
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-09-27, 18:00   
   Wygląd: po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=208791#208791


Słyszała póki co niewiele z tej sytuacji. Zdążyła właściwie tylko zobaczyć, jak wyprowadzają Króliczy Pląs z dość oczywistym zamiarem wykopania jej z klanu. Ale nie to interesowało Ciernistą - zauważyła wtedy coś jeszcze. Była cienista miała dość poważną ranę. A jej dziwnooka siostra była medykiem, który powinien pomagać każdemu w potrzebie. Nawet jeśli został wygnany. Zwłaszcza, że zbrodnie niebieskookiej niw były na tyle poważne, aby zabronić jej zbliżania się do granic jej dawnego klanu. Tak więc kiedy eskorta wesoła odprowadzała wygnaną do granicy, medyczka poszła do składziku, skąd zabrała kilka liści łopianu, motków pajęczyny i coś do oczyszczania ran. Odczekała trochę, aby to widowisko oddaliło się od obozu i... Ruszyła ich śladem. Po powrocie dopyta Matki o szczegóły zajścia. I tak wreszcie znalazła się tutaj, przy Króliczej, kiedy jej eskorta już ją opuściła. W ciszy podeszła do kocicy i bez słowa obejrzała jej ranę. Tylko jedna. Niepotrzebnie wzięła aż tyle ziół. Odłożyła łopian i pajęczymę obok, po czym zabrała się za czyszczenie rany. Wszystko robiła w cichym skupieniu. Później mechanicznie przerobiła łopian na maść, a tę nałożyła na poszarpany kark. Kolejny krok za nią. Potem zabezpieczyła wszystko pajęczyną, na sam koniec wytarła łapy w zużyty mech. I to wszystko z leczenia. Ustawiła się przed niebieskooką tak, aby ta widziała, co robi. Wtedy też pokazała w kierunku, w którym powinny się stykać tereny Rzeki i Wichru przy Grzmiącej Ścieżce.
- Krzywucha. Medyk samotników. Za Grzmiącą Ścieżką. Okolice wody. - jej słowa miały dość proste znaczenie. Znalezienie pomocy tam będzie prostsze, niż tutaj. Przynajmniej tam nie trafi na wojowników na patrolu, którzy akurat odmówią poinformowania medyka o jej stanie i jeszcze skopią ją "bo tak". Bez większego gdybania zebrała swoje rzeczy, machnęła ogonem i - jeśli siostra nie miała jej nic do powiedzenia - zabrała się do obozu. Miała w końcu na głowie cienistych.

| zt o ile Królik jej nie zatrzyma |
_________________
there's so much more here, a life worth living
and with time you drown the FEELING out
it's so n o s t a l g i c
maybe all the love is worth the pain?


}} }
  Statystyki - lvl: 5 | S: 11 | Zr: 13 | Sz: 10 | Zm: 20 | HP: 70 | W: 70 | EXP: 235/400
Stat. Med. - lvl:
8 | MED.EXP: 201/1500
 
Chmurka,
Zaginiony
szaleństwo


Klan:
cien

Księżyce: 64 [ wrzesień ]
Mistrz: Kwitnący Pąk, Bagienna Trzcina
Płeć: kotka
Matka: Kukułcze Jajo
Ojciec: Chrzanowy Korzeń
Multikonta: Pręgowany Grzbiet [ Martwi ], Gęsia Łapa [ KW ], Rokitnikowa Łapa [ KG ], Deszczowa Dolina [ KRZ ], Carny Świt [ MGBG ], Ryk, Niedźwiedzia Łapa [ GK ]
Wysłany: 2018-09-27, 21:48   
   Wygląd: Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5685


Jej siostra. Przyszła. Przyszła, ale jednak... zdawało się, że błękitnooka straciła dla niej jakiekolwiek znaczenie. Były siostrami, a jednak... jej słowa były pozbawione jakichkolwiek uczuć. Jedynie krótkie frazy, mało znaczące i nie do końca zrozumiałe dla białej. Owszem, Ciernista przyszła tu, aby ją wyleczyć, jednakże miało się wrażenie, że w tej chwili Pląs jest dla niej jedynie kawałkiem mięsa które jest doprowadzane do takiego stanu, aby nikt nie widział, że jest zepsute. Taka marynata z pajęczyny. Była takim mięsem. Była takim samym mięsem jak Kurzyk, jak Motylek, jak Chrząszcz i Żuk. Była kompletnie nieistotna dla cienistych, bo urodziła już kocięta. Wykonała swoje zadanie. System będzie funkcjonował dalej, karmiąc się krwią kolejnych kocich pokoleń wysyłanych, by walczyć na granicy z własnymi ponbratymcami. Przywódca nie zauważy nawet różnicy. Zapewne nawet nie przybędzie na pogrzeb. Bo po co? Wkrótce urodzą się kolejne koty. I kolejne koty umrą, a on będzie się jedynie patrzył. I patrzył. Tak samo, jak wtedy, gdy z półuśmiechem na pysku przyglądał się, jak jego osiłki wyprowadzają byłą cienistą matkę. Byłą. Nie miała już dla nich wszystkich znaczenia. Potwory nakarmiły się jej krwią tylko po to, żeby wyrzucić ją, kiedy spełniła swoje zadanie. Jeden z nich zapewne zastąpi Najwyższego Potwora i wszystko będzie trwać dalej. Klany dalej będą walczyć ze sobą, niszcząc się wzajemnie. Wiewiórczy albo Olchowy zostanie gwiazdą klanu cienia, a wszyscy dalej będą wierzyć, że są dobrzy. Że chcą cudzego dobra. Dobra klanu. Tak, jak wierzyła w to niegdyś ona.
Słowa siostry dotarły do jej uszu, jednakże sama Królicza nie była ich w stanie zrozumieć. Nie w tej chwili. Nie poruszyła się ani o centymetr, nie wypowiedziała ani słowa. Tylko leżała. Leżała i wpatrywała się przed siebie. W przestrzeń. Umarła.

// Toń
_________________
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
  Statystyki - lvl: 4 | S: 11 | Zr: 13 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 5/300 | MED.EXP: 0/100
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 101 [III]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: kocur
Partner: Lawenda
Multikonta: Racza Sadzawka [KW]; Lodowy Pył [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień [GK] i inni
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-10-02, 21:50   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574
   Trwałe urazy: Brak ogona (urwany)


Chyba nie do końca umarła, skoro nadal oddychała. Być może właśnie to był jej największy na świecie problem i Toń w to nie wątpił, w końcu sam doskonale wiedział, jak to jest zapaść się w całkowitą otchłań z myślą, że nic poza nią już nie ma. Oczywiście, pewnie trudno było porównywać utratę ogona, domu i wszystkich przyjaciół z utratą rodziny, domu i dzieci, ale gdzieś tam, w jakiś miejscach, mieli punkty wspólne z Króliczą, której kocur jeszcze nie znał. Wkrótce jednak miało się to zmienić, gdyż wracał właśnie do domu z jednej ze swych wypraw, na jakie wypuszczał się z wielką przyjemnością, akurat wzdłuż granicy z Klanem Cienia. Musiał przejść obok Kasztanowca, na którym znajdowała się niesamowita huśtawka, rzecz tak bardzo go nęcąca i korcąca, iż musiał mocno wbijać pazury w ziemię, by przypadkiem nie spróbować na nią skoczyć chociaż jeden raz. Obiecał sobie, że znajdzie taką rzecz gdzie indziej, u jakiś innych Dwunożnych, a może trafi na nią w innym opuszczonym przez nich miejscu, ale i tak nie mógł powstrzymać się przed przychodzeniem na granice Cienia raz na jakiś czas, by spojrzeć na huśtawkę. Teraz, w Porze Opadających Liści, posiadających jeszcze nowy urok. Ciekaw był, jak będzie wyglądała w czasie zimy, a następnie wiosny, bo na pewno odkryje w niej wtedy znowu coś niesamowitego. Tak więc można powiedzieć, że Królicza miała szczęście, bo Toń nie należał do kotów, które po prostu przechodziły obok innych, a już na pewno nie wtedy, gdy wyglądały jak kupa kompostu.
- Wszystko w porządku? Nie potrzebujesz pomocy? - odezwał się podchodząc do Króliczej, gdy tylko ją spostrzegł, a huśtawka, chociaż niesamowicie wręcz nęcąca, straciła obecnie swój blask. Czuł jej paskudne przyciągania, czuł, że wzywa go swym nieopisanie pięknym głosem, ale był w stanie zapanować nad tym zewem, bo mimo wszystko dziwnym wydawało mu się, że kot pachnący nieco Klanem Cienia leży tutaj w takim stanie, cały w pajęczynie i generalnie porzucony. Czyżby Cień nie zajmował się najlepiej swoimi członkami? Czy zgnilizna z Rzeki wypełzła już potajemnie i zdążyła zarazić kolejny Klan?
Usiadł w pewnej odległości od kocicy, wciąż znajdując się na Ziemiach Niczyich, i przekrzywił lekko łeb przyglądając się jej niepewnie, z dość znaczną dozą troski, zastanawiając się jednocześnie, co tutaj właściwie się wydarzyło. Jednocześnie, jakby nieco rozbawiony, pomyślał o tym, że to chyba Gwiezdny Klan kazał mu wędrować właśnie tędy do domu, a nie gdzie indziej, żeby mógł jakoś pomóc. Jego własne życie istniało nadal tylko dzięki Szałwii, tak więc uważał, że sam powinien nieść pomoc wszędzie tam, gdzie mógł, by - jeśli to możliwe - spłacić swój dług.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 6 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 18 | Zm: 14 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 90/500
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 160/300
 
Chmurka,
Zaginiony
szaleństwo


Klan:
cien

Księżyce: 64 [ wrzesień ]
Mistrz: Kwitnący Pąk, Bagienna Trzcina
Płeć: kotka
Matka: Kukułcze Jajo
Ojciec: Chrzanowy Korzeń
Multikonta: Pręgowany Grzbiet [ Martwi ], Gęsia Łapa [ KW ], Rokitnikowa Łapa [ KG ], Deszczowa Dolina [ KRZ ], Carny Świt [ MGBG ], Ryk, Niedźwiedzia Łapa [ GK ]
Wysłany: 2018-10-03, 18:59   
   Wygląd: Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5685


Leżała. Leżała i nie odzywała się ani słowem, nawet nie mając siły na to, żeby otworzyć oczy. Zamknęła je. Zamknęła je przed chwilą. Nie. Zamknęły się same, bez jej wiedzy i woli, a ona nie mogła nic na to poradzić. Nie miała siły do tego, żeby w ogóle spróbować. Klatka piersiowa unosiła się i opadała, a ona… ona nie mogła w sumie zbytnio nic na to poradzić, choć Gwiezdni jej świadkiem, naprawdę wolałaby przestać musieć egzystować, niż kontynuować to dalej. Wszystko, w co wierzyła, wszystko, co miało dla niej do tej pory sens, przepadło. Wystarczyło kilka słów Wężowej Gwiazdy i jej życie przestało mieć sens. Buk, Dąb, Cierń, Lampart i wszystko pozostałe… wszystko zniknęło. I nie miało wrócić. Przywódca z pewnością o to zadba. A ona zostanie tutaj, mając świadomość, że Buk i Dąb pozostają otoczeni przez potwory. Nieświadomi niczego. Bo przecież nikt im nie powie, że to nie Traszka jest ich prawdziwą rodzicielką. Mało tego, dalej będą im wmawiać te, że tamta jest ich prawdziwą matką. A oni nie będą znać prawdy. Bo nikt im nie powie. I będą dalej indoktrynowani przez kłamstwa, w które ona sama wierzyła przez ponad trzydzieści księżyców. Była stara. Była stara i powinna być już w sumie martwa. Żałowała, że zgodziła się pójść sama. Żałowała, że wtedy, w Liściastym Gąszczu, nie pozwoliła im dokończyć swojego dzieła. Z drugiej strony, gdzieś z tyłu jej głowy odzywał się głos, że przecież przeżyła słusznie. Przeżyła słusznie, bo przecież chodziło o to, żeby Dąb i Buk nie widzieli tego wydarzenia. Z drugiej strony… pewnie i tak go nie pamiętali. Była pewna, że wyniosą ją poza obóz i zabiją, że nie będzie musiała żyć ze świadomością tragicznego losu Dęba i Buka. Zwłaszcza, że nie mogła nic na to poradzić. Dobrze przynajmniej, że nie mogli zostać matkami. Że nie mogli podzielić jej losu. Przestać być potrzebni i zostać rozdzieleni ze swoją rodziną. Nie, żeby nie byli mięsem zbędnym dla przywódcy. Zginą na granicach, broniąc klanu. A Królicza zapewne nie będzie mogła z tym zbyt wiele zrobić. Bo wtedy sama zostałaby zaatakowana.
Wszystko w porządku? Nie potrzebujesz pomocy?
Potrzebowała? W sumie to nie była tego do końca pewna. Nie miał jej w sumie jak pomóc, prawda? Z resztą, nadal miała zamknięte oczy. Pewnie tylko sobie wyobraziła jego obecność, to przez te rany. Opatrzone przez jej siostrę tak, jakby ta jej nie znała. Miała tylko nadzieję, że chociaż w wypadku Dęba i Buka, ich nauczycieli, ich mistrzów…. Że w tym wypadku będzie pamiętała o jej prośbie. Że dopilnuje, żeby jej synowie trzymali się z daleka od Wiewiórczego Szponu-Ogonu i Olchowego Syczącego Szeptu. Że to ona i Lampart będą ich uczyć. Ona i Lampart, nie wyżej wymieniona dwójka. I że żaden z nich, jak również i Wężowa Gwiazda, nie zajmie się ich treningiem.
Najchętniej po prostu wbiegłaby tam między nich wszystkich i wyrwała im Dęba i Buka siłą. Ale… była malutka. Najmniejsza ze wszystkich w okolicy. A ich było wiele, każdy z nich o wiele większy i silniejszy. W porównaniu z nimi nie miała absolutnie żadnych szans. Była bezsilna.
- Zabrali mi kocięta – wymamrotała cicho, głosem zachrypniętym od krzyku, jej krzyku, który niedawno rozlegał się po obozie, podczas gdy bezsilna Królicza liczyła na to, że cokolwiek w ten sposób zdziała. Że zlitują się nad jej oboma synami, którzy i tak nie byli niczemu winni. Którzy i tak byli półsierotami. Teraz byli nimi całkowicie. A ich matka leżała, ranna, odrzucona, uznana za niepotrzebną i bezużyteczną. - Porwali Dęba i Buka – to było jedyne, co była w stanie powiedzieć, leząc tak, z pyskiem wciśniętym pomiędzy kępami trawy i kończynami wygiętymi pod kątami, które nie mogły zostać uznane za wygodne przez kogokolwiek o zdrowych zmysłach.
_________________
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
  Statystyki - lvl: 4 | S: 11 | Zr: 13 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 5/300 | MED.EXP: 0/100
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 101 [III]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: kocur
Partner: Lawenda
Multikonta: Racza Sadzawka [KW]; Lodowy Pył [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień [GK] i inni
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-10-11, 13:43   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574
   Trwałe urazy: Brak ogona (urwany)


Kocica nie wyglądała dobrze, a kiedy tak jej się przyglądał, miał wrażenie, że niewiele zostało w niej życia. Nie z powodu ran – ona po prostu nie chciała żyć. Śmierć zdawała się z niej wręcz emanować, a Toń poczuł, jak sierść na jego karku unosi się gwałtownie w przypomnieniu tego, co spotkało go, gdy był ledwie odrośniętym od ziemi terminatorem. Znał to uczucie, to przeświadczenie, jakie niemalże w niej płonęło, bulgotało na powierzchni i było niesamowicie wręcz męczące, pamiętał je, zanim się nie opamiętał, zanim nie poczuł jakiegoś liźnięcia Gwiezdnego Klanu, czy czegoś podobnego. Był wtedy otępiały i chętny na to, by pójść dalej, ale jednak życie trzymało się go mocno, tak jak trzymało wszystkimi łapami kocicę leżącą tutaj na granicy jak porzucony worek kartofli, na dokładkę co najmniej zgniłych, z którymi nikt już nie chciał mieć do czynienia i nie sądził, by miał z nich jakikolwiek pożytek. Był to naprawdę smutny widok, a jednocześnie wprawiający jego serce w mocne, dzikie uderzenia, które przypominały mu o tym, jak sam zdawał się w sobie zapadać, jak ruchome piaski pożerały go uparcie, a on nie był w stanie nic na to poradzić. Ona najwyraźniej również nie była w stanie tego zrobić i po prostu zdawała się marnieć w oczach, zaś jej opatrzone rany nie chciały się pewnie goić, gdyż nie zamierzała wyrazić na to zgody.
Nie wiedział, czy w ogóle mu odpowie, ale liczył na to mając nadzieję, że będzie jej jakoś w stanie pomóc. Miał wrażenie, że była takim samym wyrzutkiem jak on, wygnana z Klanu za coś, czego chyba nie zrobiła, albo zrobiła, ale cierpiała. Sam nie wiedział. W każdym razie zapach Klanu Cienia był jeszcze na niej wyraźnie wyczuwalny, jej stan wskazywał na znaczne problemy, być może konflikt, ale dopiero jej słowa spowodowały, że umysł Toni zmroził się na chwilę, jakby kocur wpadł do lodowato zimnej wody i stracił dech. Zabrali kocięta? Czyżby uznali, że urodziła je komuś, komu nie powinna? Zabrali, a ją wygnali? Czy zrobiła coś strasznego? Trudno powiedzieć, ale nie umiał sobie wyobrazić tego, co ona właściwie czuje. Jak zresztą mógł? Uznał jednak, że musi jakoś jej pomóc.
- Długo tutaj tak leżysz? – zapytał zatem ostrożnie spoglądając przy tej okazji w stronę ziem Klanu Cienia, szukając tam śladu wojowników, terminatorów lub jakichkolwiek obserwatorów. Byli tutaj jeszcze, czy odeszli po tym, jak ją tutaj zostawili? A może doszła tutaj sama…? Zaraz! Przecież nie powiedziała, kto zabrał jej kocięta! Ach, Toń, nie mierz wszystkich własną miarą. Jednak… Co kocica by tutaj robiła? Nie powinna leżeć w lecznicy? Może właśnie stamtąd uciekła?
- Kto… ci je zabrał? – dodał więc jeszcze starając się mówić łagodnie i zapanować nad mętlikiem w głowie. Ktoś porwał kocięta z obozu? Klan Cienia zostawił je dla siebie, a ją wygnał? Wyrzucił? Urodziła je poza obozem i straciła? Sam nie wiedział, co o tym myśleć i skarcił się za zbyt pochopne wyciąganie wniosków. Kiedy będzie coś wiedział, może będzie mógł jakoś jej pomóc.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 6 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 18 | Zm: 14 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 90/500
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 160/300
 
Chmurka,
Zaginiony
szaleństwo


Klan:
cien

Księżyce: 64 [ wrzesień ]
Mistrz: Kwitnący Pąk, Bagienna Trzcina
Płeć: kotka
Matka: Kukułcze Jajo
Ojciec: Chrzanowy Korzeń
Multikonta: Pręgowany Grzbiet [ Martwi ], Gęsia Łapa [ KW ], Rokitnikowa Łapa [ KG ], Deszczowa Dolina [ KRZ ], Carny Świt [ MGBG ], Ryk, Niedźwiedzia Łapa [ GK ]
Wysłany: 2018-10-11, 15:13   
   Wygląd: Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5685


Zapach klanu cienia pomieszany z wonią krwi nadal powinien bić od niej wyraźnie - nie wiedziała, jak długo tu leżała, jednakże nie mogło to trwać bardzo długi okres czasu - wiedziała, że w pewnym momencie zaszło słońce, że pojawiła się noc, że potem słońce wzeszło... ale nie przywiązywała do tego jakiejkolwiek wagi. Nie miała już w zasadzie żadnego powodu, żeby to zrobić. Jednocześnie umarła i czekała na śmierć. Gdzieś z tyłu głowy wiedziała, że powinna wstać, zjeść coś, napić się, jednakże pojawiło się w niej coś, co skutecznie tłumiło te potrzeby, przygniatając ją do zimnej, mokrej ziemi i sprawiając, że wcale nie czuła pragnienia czy zmęczenia. Leżała dokładnie tak samo, jak została pozostawiona przez Ciernisty Kwiat. Nieświadoma już praktycznie część kotki liczyła na to, że wkrótce przejdzie tędy jakiś patrol i dokończy dzieło swoich klanowiczów. To wszystko i tak nie miało żadnego sensu. I to nie tak, że o tym wszystkim myślała - to była jedynie jakaś inna część jej umysłu, taka, która nie była wręcz nią. Te myśli były jednocześnie jej i nie jej, bo ona nie myślała nic, jedynie patrząc na liście trawy przed nią. O tym, że ktoś coś do niej powiedział, zorientowała się dopiero kilkanaście uderzeń serca później. Ale... co mówił? Nie wiedziała. I w sumie nawet, jeśli część jej chciała się go spytać, czego chciał się dowiedzieć, to coś jej nie pozwalało.
- Zabrali mi kocięta - głos miała dziwnie obojętny, jakby nie pozostała w niej jakakolwiek namiastka uczuć. - Porwali Dęba i Buka.
I chyba tylko łzy, które zaczęły bezgłośnie lecieć jej z oczu świadczyły o tym, że chociaż umarła, to jej ciało nadal żyje.
_________________
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Ostatnio zmieniony przez Chmurka, 2018-10-11, 15:16, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 4 | S: 11 | Zr: 13 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 5/300 | MED.EXP: 0/100
 
Tonące Słońce
Samotnik
Under the sea



Klan:
samotnicy

Księżyce: 101 [III]
Mistrz: Jeżyna
Płeć: kocur
Partner: Lawenda
Multikonta: Racza Sadzawka [KW]; Lodowy Pył [KC]; Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa, Sokoli Cień [GK] i inni
Interwencja MG: nie
Wysłany: 2018-10-12, 11:58   
   Wygląd: Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=194574#194574
   Trwałe urazy: Brak ogona (urwany)


Sprawa wyglądała na o wiele poważniejszą niż mu się początkowo wydawało. To prawda, że pachniała krwią i Klanem Cienia, ale Toń nie był jasnowidzem ani wróżbitą i mógł jedynie zgadywać. W logiczną całość układało mu się jedynie wygnanie matki i zatrzymanie kociąt w obozie, jednak takie coś nie mieściło mu się w głowie, nie umiał sobie wyobrazić, co kocica musiałaby zrobić, by do czegoś takiego doszło. Zaatakowała jakiegoś członka swojego Klanu? To tłumaczyłoby jej obrażenia. Nie wyjaśniałoby jednak tego, dlaczego znajduje się na niej pajęczyna i lecznicze zioła, które wyraźnie wskazywały na to, że została jej udzielona pomoc medyczna, a jakoś nie wydawało mu się, żeby Krzywucha zapuszczała się tak daleko, na dokładkę z własnej woli, i całkowicie za darmo leczyła każdą napotkaną na drodze zbłąkaną duszyczkę. Tak więc kocur nie wiedział zupełnie, jak wybrnąć z tej sytuacji, uznał jednak, że nie może przejść całkowicie obojętnie obok cierpienia kocicy, która chociaż balansuje na granicy życia i śmierci za nic nie chce wybrać się na Srebrną Skórkę, chociaż przecież teoretycznie nie miała już niczego, co trzymałoby ją w tym miejscu.
Samotnik rozejrzał się niepewnie zastanawiając się, co mógłby zrobić i dostrzegł zagłębienie, w którym zebrała się woda. Podniósł zatem jeden z większych liści, nabrał na niego nieco wody i kołysząc się rozpaczliwie podszedł z tym do Króliczej. Ułożył liść tuż przy jej pysku i domyślając się, że nie będzie chciała sama z siebie pić, popchnął lekko jej łeb tak, by nos wpadł jej na moment do wody. Liczył na to, że może to ją chwilowo rozbudzi. Zastanawiał się również, czy da radę ją nieść tak daleko, aż do legowiska Krzywuchy, której musiałby czymś zapłacić za opiekę nad tą kocicą, której nawet nie znał, ale zostawienie jej tutaj wydawało mu się barbarzyństwem.
- Powiedz chociaż jak masz na imię – powiedział zatem nie tracąc rezonu, chociaż trzeba przyznać, że wewnętrznie nieco się trząsł. Trzeba było działać, tylko jak? Czy ona coś jadła? Powinien coś dla niej upolować? Ale czy aby na pewno to zje? Nie pójdzie przecież na tereny Klanu Cienia żądać oddania jej kociąt! Skoro też sama tego nie zrobiła, widać nie miała na to siły.
_________________

SEE THE WORLD IN GREEN AND BLUE
see China right in front of you
see the canyons broken by cloud
see the tuna fleets clearing the sea out
see the Bedouin fires at night
see the oil fields at first light


  Statystyki - lvl: 6 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 18 | Zm: 14 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 90/500
Stat. Med. - lvl:
3 | MED.EXP: 160/300
 
Chmurka,
Zaginiony
szaleństwo


Klan:
cien

Księżyce: 64 [ wrzesień ]
Mistrz: Kwitnący Pąk, Bagienna Trzcina
Płeć: kotka
Matka: Kukułcze Jajo
Ojciec: Chrzanowy Korzeń
Multikonta: Pręgowany Grzbiet [ Martwi ], Gęsia Łapa [ KW ], Rokitnikowa Łapa [ KG ], Deszczowa Dolina [ KRZ ], Carny Świt [ MGBG ], Ryk, Niedźwiedzia Łapa [ GK ]
Wysłany: 2018-10-16, 00:08   
   Wygląd: Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5685


Tak, było zimno. Pora Nagich Drzew zbliżała się nieubłaganie, a ona została wyrzucona, trzęsąc się lekko na mrozie, jednak nadal nie podnosząc się z ziemi. Po co? Niby jaki miałoby to sens? Wkrótce z nieba spadnie gruba warstwa białego puchu, okryje ją, zamknie oczy, udając, że to ciężar kociąt, które akurat się na niej położyły, możliwe, że w pewnym momencie zrobi się jej nawet ciepło. Biała sierść matki-kotki zleje się z białym kobiercem matki-ziemi, a gdy roztopią się śniegi, znikając na dobre, ona również zniknie.
- P-potwory - jak widać miała jednak więcej niż jedno słowo w arsenale trzech zdań, jakim dysponowała, choć, biorąc pod uwagę, że jedna trzecia tego wszystkiego składała się jedynie z jednego wyrazu, to... wcale nie było dobrze. Nie jąkała się, mówiła cichym głosem, zupełnie, jakby mamrotała, prosto w chłodną ziemię przed nią, tyle tylko, że głos bardzo się jej trząsł. Od zimna, którego nie czuła, czy może od tych łez, które bezgłośnie spływały jej po policzkach, tak, że nie wiedziała o ich istnieniu... a może od ciężaru przygniatającego jej ciało tak, że nie mogła ruszyć się nawet o ułamek odległości, czy też od tego bólu, który ogarniał każdą cząstkę jej jestestwa, nie pozwalając myśleć, razem z ciężarem sprawiając, że nadeszła... pustka? Czuła ją wszędzie wokół siebie, czuła ją w swoim ciele i w swojej głowie. Nie zostało już nic. Nic, tylko słowa, które wypowiadała, nawet nie mając o tym zbytniego pojęcia. Owszem, jej podświadomość wiedziała, że język układa się w jakieś słowa, jednakże to nie ona je mówiła. Ona nawet nie zdawała sobie chyba sprawy, że to robi. - Z-zabrali mi kocięta. P-porwali Dęba i Buka.
_________________
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Ostatnio zmieniony przez Chmurka, 2018-10-16, 00:09, w całości zmieniany 1 raz  
  Statystyki - lvl: 4 | S: 11 | Zr: 13 | Sz: 8 | Zm: 6 | HP: 75 | W: 55 | EXP: 5/300 | MED.EXP: 0/100
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka









Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad



the-avengers







Strona wygenerowana w 0,24 sekundy. Zapytań do SQL: 13