Poprzedni temat «» Następny temat
Kasztanowiec
Autor Wiadomość
Popielny Żar
Wojownik
siła



Klan:
cien

Księżyce: 65 [IV]
Mistrz: Grzybowa Polana [*]
Płeć: kotka
Matka: Trzcinowa Sadzawka [*]
Ojciec: Miekki Obłok
Partner: Dębowy Cień ):
Multikonta: Pęknięta Kra, Olcha [KC], Cyprysowa Łuska [KG] | Dynia, Lisi Wrzask, Śliwkowa Pestka
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2019-11-08, 14:49   
   Wygląd: Wysoka;zdrowo wyglądająca;zgrabna. Kocica przestała w końcu przypominać kościotrupa, a stała się zdrowo wyglądającą kocicą, która gdzieniegdzie miała troszkę więcej zdrowego tłuszczyku po niedawnym rozwiązaniu - oczywiście, że mówimy tu o brzuchu! Ma długie, powabne łapy, łabędzią szyje, kształtny łepek i biczowaty ogon. Szatą przypomina dzikiego zająca, co za tym idzie? Jest szaro-niebieska z ciemniejszym nalotem na czole, karku, grzbiecie który stopniowo przechodzi w jaśniejsze tony i zlewa się w ciepły krem na pyszczku, policzkach oraz podbrzuszu i wewnętrznej części łap jak i stopach. Córka Trzcinowej Sadzawki nie ma widocznego pręgowania! Jej oczy są żywo pomarańczowe, nosek w kolorze cegiełki a uszy nieco większe niż u przeciętnego kota a ich wnętrze ma ciemno-różowy kolor. Porusza się z gracją i pewnością siebie ze spokojnym i łagodnym uśmiechem na mordce.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=7996


Ogon byłej terminatorki Grzybowej Polany poruszał się niespokojnie kiedy wsłuchiwała się w słowa białej medyczki. Faktycznie, rany które dojrzała jak tylko podbiegła do Nocnej Wichury były okropne a sama wyglądała jeszcze gorzej. Zapach unoszący się nad nią wskazywał, że już od jakiegoś czasu musiała być samotniczką, jednak nikt nie miał takiej pewności. Rany miała zarówno świeże jak i nieco starsze z wchodzącym zakażeniem. Westchnęła cicho i milczała chwilę nie mając właściwie powodu aby się wtrącać. Dopiero po chwili coś sobie przypomniała.
xx- Klan Gromu nadal nie ma medyka, albo przynajmniej nic nam o nim nie wiadomo. Nie wiemy kiedy opuściła klan, skoro zapach gromu jest prawie niewyczuwalny. Może niektóre rany pochodzą jeszcze z tamtego okresu jak była w klanie? - zaproponowała z lekko uniesioną brwią i westchnęła zerkając w kierunku opatrzonej już rudej. Uszy niebieskiej delikatnie podrygiwały na słowa wymieniane między przywódczynią a medyczka a kiedy padła prośba o chwilowe przeniesienie samotniczki do obozu - delikatny dreszcz przeszedł przez kręgosłup córki Trzcinowej Sadzawki. Było to jedno z lepszych posunięć, tym bardziej, że jakby teraz puścić kotkę wolno mogłaby zwyczajnie zniszczyć ciężką prace Cierń. Ponownie nie odzywała się dłużej, biorąc głęboki wdech. Jej serce zdążyło się uspokoić, jednak młoda wojowniczka poczuła potrzebę nabrania większej ilości powietrza. Zresztą, nie będzie kazała dźwigać rannej samej Gwieździe, więc przygotowywała się psychicznie do tej czynności, którą i tak sama by zaproponowała. Zerknęła delikatnie w kierunku rudawej przywódczyni w cichym wyczekiwaniu werdyktu i przyzwolenia na przeniesienie rannej do obozu. Nie będzie to nic przyjemnego i chyba wszystkie tutaj obecne kotki o tym wiedziały. Jednak... Trzeba było zaryzykować. Pozostawienie tutaj kotki na pewną śmierć po tym jak Ciernisty Kwiat zużyła na nią swoje medykamenty nie wchodziło w grę. Zresztą biała medyczka już zaznaczyła, że Wichura zostaje w Klanie Cienia tak długo aż wydobrzeje na tyle i pomoże spłacić dług wdzięczności; zbierając medykamenty, które poszły na jej rany. Milczała więc dalej, będąc gotowa do każdego rozkazu z pyszczka Płomykówki.
_________________
  Statystyki - lvl: 5 | S: 10 | Zr: 15 | Sz: 12 | Zm: 8 | HP: 80 | W: 60 | EXP: 230/400
 
Płomykówkowy Lot
Gwiezdny
say amen



Klan:
cien

Księżyce: 51
Mistrz: Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Łasicze Futerko [NPC]
Ojciec: Jastrzębi Krzyk [NPC]
Życia: 9
Multikonta: Słonecznikowa Pestka [KW]; Niedźwiedzi Kieł [KR]; Gniewoszowa Mordka [KG]; Wzburzona Woda [GK]; Żonkilowa Łapa [GK]; Żuczy Grzbiet [GK]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2019-11-17, 16:10   
   Wygląd: Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=326947#326947


Wysłuchała uważnie wyjaśnień Ciernistego Kwiatu i chociaż wyraz jej pyska pozostawał niezmieniony, słuchała wręcz z niedowierzaniem. Zatrzymanie w obozie? Milczała przez dłuższą chwilę. Wiedziała, że klan nie byłby zadowolony z takiego rozwiązania. I nie było co im się dziwić – jej samej się to nie podobało. Łamanie Kodeksu. I to jakie. Wichura nie była kociakiem, któremu przysługiwało bezpieczeństwo, ba, swego czasu była wytrenowanym, doświadczonym wojownikiem. Żyła już na siedlisku. Podróżowała do klanu jako samotnik. Była w klanie. To, dlaczego jej tam teraz nie było, to inna sprawa, ale tak czy inaczej nie była byle kim. Zdradzanie pozycji obozu komuś takiemu było niebezpieczne. Ba, zdradzanie komukolwiek mogło być. Kto wie, co dalej można by zrobić z taką informacją? Coś nieodpowiedzialnego i niedozwolonego. Nocna Wichura nie była również chroniona przez Kodeks i Płomykówka obawiała się, że nawet ochrona Ciernistego Kwiatu nie wystarczy.
To wbrew zasadom – zaczęła wolno. Nie chciała zostawiać Nocnej Wichury bez pomocy, ale nie zamierzała pozwalać na pogwałcenie zasad przodków. Nie aż takie. A poza gniewem Gwiezdnych obawiała się również buntu. Postępowała według własnego sumienia, ale jej własne sumienie kazało jej uwzględniać zasady i dobro klanu. Wichura, bądź co bądź, była teraz samotniczką, bardzo prawdopodobne, że nawet wygnańcem. Jej życie się liczyło, tak samo jak praca medyczki, ale nie mogła ich przekładać ponad ogół. – Klan Cienia również nie byłby zadowolony z tego rozwiązania. Nie wiem, co się stało z Nocną Wichurą, ale Popielny Żar ma rację. Była wojowniczką klanu Gromu. Wiem też, że żyła jakiś czas na osiedlu. To nie byle kto, ani też nie kociak, któremu przysługuje ochrona. Znasz Kodeks, Ciernisty Kwiecie. – Nie czuła się z tym dobrze. Znała, lubiła i nawet poniekąd szanowała Nocną Wichurę. Ale nie mogła postępować wbrew przodkom i klanowi. Inni samotnicy przecież też jakoś żyli, odnosili rany i sobie radzili. Z odpowiednią pomocą Wichura mogła przeżyć, prawda? – Jeśli to w czymś pomoże, mogę osobiście doglądać Nocnej Wichury codziennie. Nawet nie raz, a kilka. To dla mnie nie problem. Mogę przyłączyć się również do pomocy w uzupełnianiu składzika, o ile uznasz, że się przydam, Ciernisty Kwiecie, ale trzymanie jej w obozie jest zbyt nieodpowiedzialne i ryzykowne – powiedziała w końcu. Było jej naprawdę przykro, ale były jakieś granice, których wolała nie naruszać.
_________________


if every night I go to sleep knowing
that . I . gave . everything . that . I

............. HAD TO GIVE

then it's all I could've asked for
I've . been . standing . u p . beside
e v e r y t h i n g I've ever said, but

OH, IT'S SATURDAY NIGHT, YEAH

  Statystyki - lvl: 6 | S: 20 | Zr: 15 | Sz: 9 | Zm: 7 | HP: 85 | W: 65 | EXP: 170/500
 
Pęknięta Kra
Wojownik
freedom



Klan:
cien

Księżyce: 47 [IV]
Mistrz: Olchowy Szept [*], Kurze Ziarno
Płeć: kocur
Matka: Ciemna Toń
Ojciec: Olchowy Szept [*]
Partner: Duma
Multikonta: Popielny Żar, Olcha [KC], Cyprysowa Łuska [KG] | Dynia, Śliwkowa Pestka, Lisi Wrzask
Interwencja MG: nie

Wysłany: 2020-03-21, 10:41   
   Wygląd: Masywny, wysoki, dumny, kopia ojca; Niczym własny ojciec z łatwością zalicza się do tych większych i wyższych. Kocur ma dobrze zbudowaną, masywną sylwetkę o szerokich barkach i krępym karku oraz gruby, puchaty ogon, pokryty kudłatą sierścią. Na ciele królewicza znajduje się długa, wiecznie nieskazitelnie ułożona, bura sierść bez żadnej kropli bieli, którą przecinają grube, smoliste i klasyczne pręgi. Niewątpliwie cechą charakterystyczną syna Olchowego Szeptu są szlachetnie uwydatnione bokobrody czy zachwycająca, puchata kryza pokrywająca jego kark, gardło i pierś. Jego oczy są jadowicie żółte, a ich spód otoczony jest jasno-kremową sierścią - nos natomiast jest w kolorze ciemnej cegły z ciemno-szarym nalotem. Uszy trójkątne, zakończone gęstymi, ciemnymi frędzlami o wystającym, jasnym futerku. Porusza się z dumą i gracją, przykładając do każdego kroku ogrom uwagi. Blizny ma na grzbiecie nosa; wyszczerbione ucho; na lewym policzku oraz tuż przy początku ogona.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=413968#413968


~***~

Dopóki miałem gdzieś dom oznaczony,
a kędyś w obcą zaleciałem dal
daleko było mi do mojej strony
było mi tęskno i było mi żal


Dwunożni pomimo dziwnego zapachu i równie dziwnego języka; dbali o mnie. Wyczesywali mi futro i myli tak, że sam nie musiałem się tym trudzić. Zawsze bure kosmyki mojej sierści o smolistych, klasycznych pręgach układane były nienagannie i mogłem zachwycać zarówno okoliczne pieszczoszki, śmierdzące samotniki czy innych dwunogów przychodzących w gości do tych, którzy byli chwilowo moi. Nie można tu nic mówić o więzi jaka mnie z nimi łączyła. Zabrali mnie z miejsca, które było moim domem. Nawet poświęcana uwaga nie mogła zagłuszyć mojego niezadowolenia z tego faktu na dłuższy okres czasu. Podsuwano mi jedzenie pod nos, przez co nie ubolewałem na brak umiejętności polowania, chociaż moje ambicje...Paliły. Pomimo tego, że większość czasu spędzałem w ich zamkniętym obozie, zamiast tracić na zdrowym wyglądzie, zacząłem zyskiwać. Na pewno nie wyglądałem jak stereotypowy pieszczoch, którego brzuch nie zmieściłby się pomiędzy najszerszymi drzewami w lesie. Pobyt w ich gnieździe nie był więc najgorszy - jednak okropnie nudny. Byłem tu już tak długo, że mało co stanowiło dla mnie jakiekolwiek wyzwanie. Z dnia na dzień coraz bardziej nudziło mnie bajerowanie tych samych pysków, chociaż prawdą było, że i tu nie miałem za bardzo z kim rozmawiać. Powoli zacząłem tęsknić. Uh, co za słowo! Ostatnimi ruchami próbowałem złapać się dawnego charakteru, jednak z każdym księżycem rozumiałem bardziej co też robiłem nie tak. Moje miejsce było w szeregach najlepszych w Klanie - a nie tutaj. Kawał czasu nie było mnie na starych śmieciach i najpewniej moje rodzeństwo zdołało już ukończyć trening czy zacząć już szkolić co lepsze jednostki. Ja nie mogłem być gorszy. I zdecydowanie nie mogłem na to pozwolić. Dlatego też pewnego dnia bez cienia wątpliwości czy bólu w sercu, zwyczajnie zwiałem zostawiając daleko za sobą ciepły dom. Dwunożni nawoływali za mną, jednak moja cierpliwość się skończyła. Niech sobie znajdą nowego pluszaczka. Po drodze udało mi się porozmawiać z jedną kotkę, która jak skowronek wyśpiewała mi drogę do klanów; bo jak się zarzekała; kiedyś tam mieszkała i wie o czym mówi. Takim oto sposobem bez problemów obrałem odpowiednią trasę i znalazłem się w pobliżu Cienistych granic jak planowałem. Inaczej być nie mogło. Pierwszym miejscem jakie odwiedziłem po powrocie, był Mały Grad. Nie były to warunki królewskie, jednak spędziłem tam parę nocy aby nieco utracić na pieszczoszkowym zapachu i nabrać tego zapachu samotnika. Powrót po tak długim czasie powinien być jakkolwiek usprawiedliwiony i teraz to odpowiednio pojąłem. Dlatego też postawiłem na takie a nie inne kroki. Gdybym nie zmądrzał, najpewniej bezmyślnie ruszyłbym na granice i wymagał ponownego przyjęcia. Bo jak to tak nie przyjąć wielkiego Kry, który jak ostatni mysi móżdżek dał się porwać łysym stworzeniom? Następnym przystankiem okazały się tereny Głębokiej Nory, gdzie już gotowy spokojnie układałem plan rozmowy odbytej z nikim innym jak... ojce. Kiedy plan w mojej głowie był już gotowy i owinięty dekoracyjną wstążeczką, wyruszyłem na granice. Właściwie...Chciałem wyruszyć na granice to lepsze określenie. Tak los skrzyżował moje drogi, że wpadłem na własnego brata, którego to wcięło z Klanu podobnie jak mnie. Chłodna Łapa zmienił się. Może to przez fakt, że długo go nie widziałem i nie miałem kontaktu z rodziną jednak - nieironicznie ucieszyłem się na jego widok i z faktu, że najpewniej uda nam się wrócić na granice razem. Bez zbędnych ogródek, widząc w tym korzyść dla naszej dwójki, zaproponowałem bratu wspólne udanie się na granice. I...właściwie tyle. Żadnych zbędnych i kąśliwych docinek czy nieprzychylnych komentarzy. Można szczerze powiedzieć, że z tego wyrosłem. Jakkolwiek. Doskonale pamiętałem jakie relacje nas łączyły i łączą pewnie nadal z jego strony, jednak każdy, pierwszy fundament do odnowy był dobry. Nie chciałem ponownie figurować jako kot, który pozjadał wszystkie rozumy, w momencie jak miałem szanse to naprawić. Małymi krokami powinienem osiągnąć satysfakcjonujący cel, a właśnie nim były lepsze relacje rodzinne. Samotność i wiedza o braku wsparcia wywarła na mnie wystarczająco silne wrażenie, abym zmądrzał. Jak się zgodził na zaproponowany powrót, już następnego wschodu słońca obraliśmy kierunek na odpowiednią granicę. Padło na Kasztanowiec. Kiedy wkroczyłem z gracją na teren w pobliżu granicy, machnąłem ogonem i...przysiadłem oczekując zjawienia się jakiś kotów, najlepiej dobrze mi znanych. Napotkał nas patrol, który poprosiłem o zawołanie Olchowego Szeptu i Ciemnej Toni, przedstawiając się i dając bratu szanse na zdradzenie własnego imienia. Kiedy ten się oddalił po zapewnieniu, że postarają się zawołać wspomnianych wojowników, na moim pysku pojawił się z lekka krzywy uśmiech a oczy błysnęły. Po chwili zacząłem doprowadzać się do porządku poprzez wygładzanie sierści na piersi i karku. Musiałem wyglądać mimo wszystko nienagannie przy pierwszym od dłuższego spotkaniu z ojcem i matką. Rzuciłem krótkie spojrzenie na brata obok i w spokoju oczekiwałem.

/Zapraszam Chłodka, a później zawołanych >:)
  Statystyki - lvl: 3 | S: 16 | Zr: 8 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 55/200
 
Chłodny Szept
Wojownik
przywódca



Klan:
cien

Księżyce: 45 [III]
Mistrz: Topniejący Lód
Płeć: kocur
Matka: Ciemna Toń
Ojciec: Olchowy Szept
Partner: Mleczna Struga
Multikonta: Jagodowa Gałązka [GK]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-03-21, 12:07   
   Wygląd: Chłodna Łapa cały czas rośnie. Jest niezwykle masywnym (ale nie grubym) kocurem. Jest szeroki w barkach, a pod gęstą sierścią można by ujrzeć powoli wyrabiające mięśnie, które kiedyś mogą dać mu nieprzeciętną siłę. Jego łapy nie dość, że są masywne i grube, to na dodatek długie co sprawia, że kocur ma też słuszny wzrost. Jego futro jest długie i gęste, przez co wydaje się być jeszcze większym. Zapewnia mu ono świetną ochronę przed mrozami, ale w Porze Zielonych Liści niewątpliwie będzie to dla Chłodu udręka. Jako jedyny z miotu wdał się w matkę - jego sierść w każdym calu jest w kolorze kruczoczarnym. Jedynym punktem odcinającym się od czerni są jego duże, zielono-żółte oczy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=8673


To miał być najzwyklejszy w świecie dzień. Byłem po treningu z Topniejącym Lodem, ale to mi nie wystarczyło. Taki geniusz, jakim byłem ja, nie trenuje tyle czasu co reszta, a więcej! Postanowiłem, że pozwiedzam sobie tereny Klanu Cienia na własną łapę. Miałem zamiar poznać wszystkie zakątki! Ależ ojciec będzie ze mnie dumny, że jestem taki chętny do poznawania świata i ułatwiania sobie życia! Wędrowałem tak, przy okazji powtarzając sobie zasady Kodeksu Wojownika, które już znałem, lub próbując coś upolować, żeby po powrocie do obozu pokazać im, kto tu jest najlepszym terminatorem w klanie. Nie zauważyłem nawet, kiedy zaszedłem ciut za daleko; nie zorientowałem się też, że w pobliżu czyha niebezpieczeństwo. Nie miałem obok siebie żadnego doświadczonego wojownika, bo po co - przyszły przywódca zawsze sobie poradzi, prawda? I gdy poczułem na swoim pięknym, czarnym futrze wstrętne łapy Dwunoga, zrozumiałem, że to był najgorszy błąd mojego życia. O ile, Gwiezdny Klanie, nie ostatni. Próbowałem się szarpać, wyrywać - byłem synem Olchowego Szeptu, siły mi nie brakowało, lecz jakaś część zdrowego rozsądku mówiła mi, że jestem tylko terminatorem i że nie mam żadnych szans. No, tatuś, jak i reszta zadufanego w sobie rodzeństwa na pewno będzie dumna, popisałem się jak nigdy. Zawyłem żałośnie widząc, jak tereny mojego klanu się oddalają, ze świadomością, że jestem zdany tylko na łaskę Dwunożnego. Gwiezdny Klanie, dopomóż.
Po traumatycznej podróży w brzuchu potwora, zostałem zamknięty z tym przebrzydłym Dwunogiem w jakimś pudełku. Rozpaczliwie szukałem stamtąd drogi ucieczki - mój klan potrzebował przywódcy! - niestety bez skutku. Najwyraźniej stałem się... Pieszczochem. Mój najgorszy koszmar właśnie się spełnił. Gdybym tylko nie był tak głupi! Dlaczego ja to zrobiłem? Nie mogłem poprosić kogoś o towarzystwo? Od czegoś w końcu miałem tego mistrza, tak? Jak widać nawet tak potężny kocur, jakim jestem ja, nie może poradzić sobie z takimi paskudami.
Jednak po kilku wschodach słońca wszystko wróciło do normy i znów byłem przekonany co do własnej nieomylności. Chciałem tylko poznać dokładnie własne tereny, może nauczyć się czegoś nowego, zaimponować starszym kotom. To była zwykła ambicja, a nie głupota! To, że zostałem porwany było winą tylko i wyłącznie Dwunogów! Jak ja w ogóle mogłem siebie obwiniać? Chyba z tego szoku doznałem jakiegoś zaćmienia umysłu. Nie zmieniało to jednak faktu, że w obecnej sytuacji nie miałem komu imponować i musiałem jak najszybciej to zmienić. Rozpaczliwie szukałem jakiejkolwiek drogi ucieczki, lecz to pudło było niepokojąco szczelne.
Nie pozwalałem tym okropnym stworzeniom dotykać mojej sierści, moje życie to była jedna, wielka ucieczka. Na początku nie tykałem tych mysich bobków, którymi usiłowali mnie karmić. To było obrzydliwe i poniżające. Po pewnym czasie jednak dotarło do mnie, że pod żadnym pozorem nie mogłem stracić siły i masy, gdyż był to mój największy atut. Nie zamierzałem siedzieć tu do końca życia, tylko wrócić do klanu i zostać tym przywódcą, więc zmuszałem się do jedzenia tego. Chciało mi się wymiotować.
I tak mijały kolejne księżyce. Nijak nie potrafiłem stamtąd uciec. Czyżby mój geniusz wyparował wraz ze smakiem soczystych, leśnych myszek? Skądże! Gdy zbliżała się Pora Nowych Liści, Gwiezdni wreszcie się nade mną zlitowali. Te pokraki zrobiły otwór w pudle, a ja nie zamierzałem przepuścić tak niepowtarzalnej okazji. Natychmiast wybiegłem, ignorując wściekłe wrzaski Dwunogów i śmiejąc się sam do siebie. Jaki ja byłem wspaniały! Nawet z tak potwornym zagrożeniem potrafiłem sobie poradzić! Chyba już nic nie jest z stanie mnie złamać! Byłem przekonany, że żaden przywódca czegoś takiego nie dokonał. Byłem po prostu cudem Gwiezdnego Klanu dla Cienistych. Przez jakiś czas prułem przed siebie, szukając drogi do klanu, lecz po pewnym czasie euforia minęła i na spokojnie maszerowałem, pytałem jakieś losowe koty, czy na pewno obrałem poprawny kierunek i znów jadłem normalne, pyszne jedzenie. Klanie Cienia, powracam!
Gdy byłem już naprawdę bardzo blisko, spotkałem znajomego kota, ba, moją rodzinę. Z daleka myślałem, że widzę swojego ojca, ale gdy zrozumiałem, że jest to nikt inny, jak Kra, to coś się we mnie zagotowało. Zjeżyłem futro tak, że mogło wydawać się, że jestem dwa razy większy niż w rzeczywistości. Oh, braciszek już nie gnije w lecznicy? Najwyraźniej postanowił wrócić do klanu. Gwiezdny Klanie, za jakie grzechy. Nie miałem ochoty mieć z tym mysim bobkiem do czynienia, ale gdy usłyszałem jego propozycję, niechętnie się zgodziłem. Niech będzie, wyjdę na tym lepiej. O dziwo nie rzucał w moim kierunku żadnych kąśliwych uwag, więc również się powstrzymałem, lecz nie traciłem czujności. Nie zdziwiłbym się, gdyby nale rzucił się na mnie z pazurami. Nie zapomnę nienawiści w jego oczach po tym, jak ojciec odesłał go do kociarni, gdy nieudolnie próbował mnie ośmieszyć.
W końcu dotarliśmy na granicę z Klanem Cienia. Nie odzywałem się do brata, gdy nie było to niezbędne. Nie miałem na to ochoty. Najwyraźniej byłem bardziej pamiętliwy, niż myślałem. Gdy cienisty patrol się oddalił, oczekiwałem po prostu w całkowitym milczeniu przybycia rodziców. Wytrzepałem jakieś brudy z mojego futra i wpatrywałem się w dal, kiwając lekko ogonem. Nie podobało mi się towarzystwo Kry, ale cóż mogłem poradzić. Za chwilę ten koszmar się skończy i znów będę mógł dążyć do zostania przywódcą.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 13 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 155/200
 
Olchowy Szept
Gwiezdny
król olch



Klan:
cien

Księżyce: 67 (czerwiec)
Mistrz: Pokruszony Lód, Bezsenna Noc
Płeć: kocur
Matka: Drobny Ptak
Ojciec: Lamparci Płomień
Partner: Ciemna Toń
Multikonta: Trzmiela Gwiazda [Pył], Kruczy Cień (KG), Gwieździsta Łapa (KW)| Barszczowa Łapa, Borsucze Futro (GK),
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-03-25, 20:33   
   Wygląd: Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5861


Olchowy Szept i Ciemna Toń leżeli akurat w obozie, liżąc sobie wzajemnie futro gdzieś w ustronnym miejscu, gdy do obozu wkroczył patrol, ale zamiast udać się do zastępcy bądź przywódcy, by zdać którejś z nich raport, ruszyli do nich. Po krótkiej wymianie zdań okazało się, że napotkali na granicy dwa koty podające się za ich synów - Pękniętą Łapę i Chłodną Łapę. Królewicz zmarszczył brwi, a zaskoczenie z niezadowoleniem mieszały się w nim jak w blenderze. Podziękował patrolowi i poprosił ich o chwilę na rozmowę z partnerką, nim ruszą z nimi w okolice Kasztanowca, gdzie podobno czekali. Chłodne, zielone spojrzenie przeniosło się na czarną kocicę. W tym czasie patrol poszedł po Płomykówkową Gwiazdę, która była tutaj osobą, cóż, jakby nie patrzeć najbardziej decyzyjną. Nie sądził, aby miał coś przeciwko przyjęciu Chłodu, ale Kra to zupełnie inna bajka i wolałby sam zdecydować o tym, czy może wrócić do klanu. Jeżeli to byli naprawdę oni.
— Myślisz, że to naprawdę oni? — zapytał ściszonym głosem, podnosząc się na równe łapy. Wieść o tym, że Chłód żyje, napełniła jego serce ciepłem, które szybko zostało zgaszone przez imię zakały rodziny. Zmarszczył nos i obruszył długimi, wywiniętymi ku górze wąsami. Nie był pewny, czy dla Kry było jeszcze miejsce w klanie, a co dopiero w ich rodzinie. Wkrótce ruszyli z patrolem na granicę.
Na horyzoncie zamajaczyły dwie ciemne sylwetki. W jednej od razu rozpoznał Chłód, a w drugiej... Wystarczyło spojrzeć w ten zdjęty ze niego pysk, różniący się jedynie kolorem oczu, by wiedzieć, że to Kra. Jego ciało zdobiło parę blizn. Królewicz spojrzał najpierw na jego wyszczerbione ucho, a później w żółte ślepia.
— Chłód, Kra — wyrzekł z przekąsem, witając się z marnotrawnymi synami. Patrzył na nich z góry, dumnie wypinając pierś i unosząc czarne brwi. Chłodną Łapę chętnie powitałby bardziej uczuciowo, ale nie w towarzystwie tego niedorajdy Kry. Niemniej Kra wyglądał jak skóra zdjęta z ojca tak jak za kociaka.
— Czyżbyś zmężniał, Kro? — zapytał szorstko i nieprzyjemnie. Pozostawała jeszcze tylko kwestia dowiedzenia się, co się z nimi stało. Na wszelki wypadek posłał Ciemnej strofujące spojrzenie, żeby nie przesadzała z czułościami. Nie wiedzieli, dlaczego właściwie ta dwójka zniknęła z klanu.
— Gdzie sssie podziewaliście? Co sssię ssstało, że zniknęliście? — zapytał i Pękniętego, i Chłodnego, wodząc chłodnym spojrzeniem z jednego na drugiego.


/chwilę sobie rodzinnie pogadamy, a potem zawołamy Płomykówke, żeby wbiła.
  Statystyki - lvl: 6 | S: 18 | Zr: 15 | Sz: 10 | Zm: 8 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 440/500
 
Ciemna Toń
Gwiezdny
pustka.


Klan:
cien

Księżyce: 75 [VIII]
Mistrz: Krogulczy Szpon
Płeć: kotka
Matka: Świerkowa Igła [*]
Ojciec: Łaciata Skóra [*]
Partner: Olchowy Szept [*]
Multikonta: Sokole Skrzydło [KRz] Spadająca Łapa [KG] | Imbirowy Pył [GK]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-03-26, 18:37   
   Wygląd: Ciemna Toń to długowłosa, czarna kocica o smukłej sylwetce, która porusza się na masywnych łapach. Zalicza się do przeciętnych wielkością kotów. Jej chód jest pełny gracji i wdzięku, a przez jej wyprostowaną postawę może się wydawać nieco wyższa niż w rzeczywistości jest. Warto także zaznaczyć, że na przednich łapach posiada niewielkie blizny, które nabyła podczas jednej polowania w starciu z łasicą. Kiedy mamy już zarys jej sylwetki, możemy przejść do okrągłej głowy, na której wręcz od razu w oczy rzucają się dwie mocno odznaczające się od pospolitej barwy futra wojowniczki; bursztynowe kule, które dopełnia nieschodzący z pyska szeroki uśmiech. Nos koteczki jest czarny, dlatego też bardzo łatwo wtapia się w jednolity włos. Natomiast białe wąsiska, są rozchwiane praktycznie na wszystkie strony. Na czubku głowy mieszczą się dwie średniej wielkości delikatnie zaokrąglone na końcach antenki z szaro-różowym wnętrzem.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....t=karty+postaci


Niespodzianka.
Kiedy Kra i Chłód przybyli na granice prosząc przechodzący tamtędy patrol o spotkanie z matką i ojcem; Ciemna Toń znajdowała się w obozie wraz ze swoimpartnerem - OlchowySzeptem, leżąc i liżąc sobie wzajemnie futra w jakimś ustronnym miejscu...i wtedy powrócił patrol, który jakiś czas wcześniej opuścił obóz, jednak nie skierował się on do Płomykówki czy Krogulec, lecz właśnie do ich dwójki. Zaskoczona wojowniczka spojrzała na kocura, będąc jednocześnie zaciekawionym i zaniepokojonym takim obrotem spraw, jednak jej pierwsze wątpliwości już po krótkiej wymianie zdań zostały rozchwiane do cna. Uniosła wyżej brwi i nie dowierzając słowom, które przed chwileczką usłyszała, zamrugała parokrotnie i rozwarła delikatnie pysk. Zaniemówiła...zaniemówiła do tego stopnia, że tylko Olchowy Szept podziękował patrolowi za przekazane informacje. Dopiero po rozmowie z nim zaczęło do niej dochodzić to, co się wydarzyło. Przeniosła zaskoczone spojrzenie jego na pysk.
XXNie mam pojęcia. Jednakże mam nadzieję, że jest to prawda, a nie zwykłe przesłyszenie. W końcu te koty poprosiły nas o przybycie. — wymruczała cicho w jego stronę, powstając na równe łapy. Wieść o przybyciu na granice Pękniętej Łapy i Chłodnej Łapy była chyba najlepszą wiadomością, jaką mogła usłyszeć kiedykolwiek....jednak nie mogła cieszyć się zanadto. Skąd mogła wiedzieć, że patrol się nie przesłyszał? Musiała to zobaczyć na własne oczy. I właśnie wtenczas zjawił się ten sam patrol, z którym razem wyruszyli do Kasztanowca.
Całą drogę była niespokojna, ale zarazem podekscytowana. Jej myśli błądziły pomiędzy rzeczywistością a fikcją. Można by powiedzieć, że była w tym momencie mieszaniną różnych emocji, bowiem z jednej strony bała się i gdzieś z tylu głowy miała myśl iż koty, które ujrzą wcale nie będą domniemanymi synami,ale zupełnie kimś innym; z drugiej zaś strony była podekscytowana i bardzo szczęśliwa, że to mogą być oni. Z tymi też rozterkami pozostała do czasu aż na horyzoncie nie wymalowały się dwie sylwetki, jednak bura druga czarna. Wręcz od razu rozpoznała Chłodka, naktóregosam widok, uśmiechnęła się szeroko. Jedyny podobny do niej potomek stał teraz przed nią cały i zdrów. Po kilku uderzeniach serca, równie szczęśliwa przeniosła wzrok na Krę...który w przeciwieństwie do swojego brata nabawił się kilku blizn,bowiemdostrzegła wyszczerbione ucho i niewielkie ślady na grzbiecie nosa. Później zaś spojrzała w jego żółte ślepia.
Radość.
Rozpierała ją do granic możliwości i zapewne, gdyby nie strofujące ją spojrzenie Olchy w podskokach by do nich pognała i każdego z nich wyściskała. Teraz jednak ograniczyła się do podejścia do nich i delikatnegostyknięcianoskami, chociaż oh...tak bardzo chciała się do nich przytulić, tak bardzo rozpierała nią dobra energia, tak bardzo była szczęśliwa, że niespokojnie przebierała z łapy na łapę. — Cieszę się, że was widzę, całych i zdrowych. —wymruczała zawieszając na dłuższą chwile wzrok na nosie Kry ijego uchu. Potem cofnęła się kawałek, stając u boku wojownika iprzysłuchując sie jego słowom kiwała co jakis czas głową,wodząc bursztynowymi ślepiami od jednego do drugiego. Czuła, że rozmowa ta nie będzie lekka, już od samego początku, gdy dojrzała w jednej z kreujących się postaci Krę nazywanego również czarną owcą rodziny. Głownie dlatego, że wiedziała jaki stosunek do niego miał jego ojciec. Więc też nie zdziwiła ją oschłość partnera, na którego pysk przeniosła na chwilę wzrok. Póki co nie zamierzała nic dodawać, bowiem każde pytanie, które zrodziło się w jej głowie, było mniej ważne od tych, które zadał Królewicz i stwierdziła, że póki co z trudem się z nimi powstrzyma, chociaż najbardziej ją korciło,aby dopytać się burka skąd nabawił się blizn.
  Statystyki - lvl: 5 | S: 14 | Zr: 11 | Sz: 10 | Zm: 10 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 255/400
 
Pęknięta Kra
Wojownik
freedom



Klan:
cien

Księżyce: 47 [IV]
Mistrz: Olchowy Szept [*], Kurze Ziarno
Płeć: kocur
Matka: Ciemna Toń
Ojciec: Olchowy Szept [*]
Partner: Duma
Multikonta: Popielny Żar, Olcha [KC], Cyprysowa Łuska [KG] | Dynia, Śliwkowa Pestka, Lisi Wrzask
Interwencja MG: nie

Wysłany: 2020-03-26, 19:37   
   Wygląd: Masywny, wysoki, dumny, kopia ojca; Niczym własny ojciec z łatwością zalicza się do tych większych i wyższych. Kocur ma dobrze zbudowaną, masywną sylwetkę o szerokich barkach i krępym karku oraz gruby, puchaty ogon, pokryty kudłatą sierścią. Na ciele królewicza znajduje się długa, wiecznie nieskazitelnie ułożona, bura sierść bez żadnej kropli bieli, którą przecinają grube, smoliste i klasyczne pręgi. Niewątpliwie cechą charakterystyczną syna Olchowego Szeptu są szlachetnie uwydatnione bokobrody czy zachwycająca, puchata kryza pokrywająca jego kark, gardło i pierś. Jego oczy są jadowicie żółte, a ich spód otoczony jest jasno-kremową sierścią - nos natomiast jest w kolorze ciemnej cegły z ciemno-szarym nalotem. Uszy trójkątne, zakończone gęstymi, ciemnymi frędzlami o wystającym, jasnym futerku. Porusza się z dumą i gracją, przykładając do każdego kroku ogrom uwagi. Blizny ma na grzbiecie nosa; wyszczerbione ucho; na lewym policzku oraz tuż przy początku ogona.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=413968#413968


Mój ogon odruchowo drgnął, a oczy zmrużyły się delikatnie w momencie kiedy dojrzałem reakcje brata na mój widok. Cóż się dziwić, niezbyt dobrze się dogadywaliśmy a ja doskonale pamiętałem jak miałem ochotę wbić pazury w jego czarne futro po tym, jak nie udało mi się oczernić go w oczach Olchowego Szeptu. Była to głupia i niepotrzebna porażka przez którą spadłem na sam dół ogromnego rowu, który pod sobą systematycznie kopałem coraz to głupszymi odzywkami i zachowaniami. Nadal wiele słów cisnęło mi się na język, jednak zacisnąłem zęby i milczałem. Nie po to wróciłem, aby ponownie stawać się tamtym Krą, który kłapał paszczą szybciej niż myślał! Dlatego też nie zareagowałem niczym większym na jego ostentacyjne okazanie niechęci. Było to zbędne rozgrzebywanie starych czasów, jeżeli jednak Chłodny zaspokajał tym jakąś swoją ukrytą potrzebę; miłej zabawy. Zaraz po tym jak patrol odszedł, a ja oddałem się czyszczeniu własnego futra przed spotkaniem z ojcem i matką, bez problemu przyszło mi wyczuć to, że czarny kocur nie był zadowolony z mojej obecności. Chciałoby się powiedzieć, że i vice versa, ale...Tak nie było. Pomimo, że w moim wnętrzu nadal palił się ogień zazdrości o przychylność ojca, świadomość własnych błędów odpowiednio szybko go gasiła, a co za tym szło; powstrzymywała przed podobnym do kocura zachowaniem. Chłodna Łapa był moim bratem, rodziną do której w końcu wróciłem i chciałem odpokutować głupotę - nie wrogiem, na którego widok miałem się krzywić, stroszyć i zachowywać się jak obrażone kocie. Po tym jak spokojnie ułożyłem bure futro na kryzie i grzbiecie, owinąłem kudłaty ogon wokół łap i wyprostowany oczekiwałem zjawienia się Olchowego Szeptu i Ciemnej Toni. Kiedy w końcu ich sylwetki zarysowały się w oddali, poczułem coś cieplejszego we własnym wnętrzu. Widok tej dwójki po tak długim czasie smarkania w mech czy też nieobecności w klanie, a nawet lesie, była dla mnie rzeczą kojącą. Nawet krzywe spojrzenie ojca czy przekąs w jego głosie na przeszkadzał mi w czerpaniu delikatnej radości z jego widoku. Czułem jak jego spojrzenie spada najpierw na moje ucho, które wyszczerbił mi jeden z samotników, podobnie było ze spojrzeniem matki. Później, nasze spojrzenia się skrzyżowały, na co z lekka poruszyłem uchem. Nie ugiąłem się jednak pod nim, jedynie zmrużyłem ślepia dzielnie je wytrzymując. Nie byłem malutkim kociakiem, który najlepiej kuliłby się przed obliczem rozeźlonego ojca. Na dźwięk własnego imienia, lekko obniżyłem łeb w geście przywitania i szacunku. Nie wstałem jednak i gdy moja matka również się ze mną przywitała, na co odpowiedziałem krótkim, niskim mruknięciem, moje złote ślepia ponownie skierowały się na sylwetkę burego wojownika.
xx— Ja również cieszę się z waszego widoku, matko. — w końcu się odezwałem, ponownie obniżając nieznacznie łeb. Powątpiewałem, że mój ojciec podzielał moją radość z tego spotkania, jednak...No cóż. Oczekiwanie czegoś innego byłoby przejawem naiwności. Przecież doskonale wiedziałem w jakim stanie zostawiłem nasze relacje. Przynajmniej Ciemna Toń była widocznie zadowolona z mojego powrotu, a fakt ciepłego przywitania skutecznie dodał mi sił na tę konfrontacje. Mój nieco niższy głos był opanowany, a grube, białe wibrysy poruszyły się nieznacznie. Również delikatnie poruszyłem ogonem na słowa skierowane bezpośrednio w moim kierunku. Nie było to nic przyjemnego; jednak szorstki ton był tym, czego można powiedzieć, że się spodziewałem. Gdyby kocur przyjął mnie łzawo z otwartymi łapami i uśmiechem na pysku...Zacząłbym się martwić.
xxOwszem. odpowiedziałem krótko i ponownie się wyprostowałem, nie unosząc jednak łba tak dumnie jak miałem to niegdyś w zwyczaju. Na moim pysku zamiast krnąbrnego grymasu samozadowolenia był spokój i opanowanie. Nie było czasu na tego typu teatrzyki. Na pytanie o przyczynę naszej nieobecności, pozwoliłem sobie zabrać głos jako pierwszy. — Przebywałem na oddalonym Osiedlu Dwunożnych, ojcze. Lekkomyślnie opuściłem obóz po tym jak zostałem wyleczony i pochwycili mnie dwunożni, wywożąc do swojego gniazda daleko stąd. Pomimo wielu prób dopiero niedawno udało mi się uciec i odnaleźć drogę do Klanu. — wyjaśniłem, wzrokiem przeskakując powoli z pyska Olchy na pysk Ciemnej Toni, ostatecznie zawieszając dłuższe spojrzenie na ojcu, a dokładnie na jego chłodnych, zielonych ślepiach. To właśnie one mnie od niego różniły - gdyby nie ten szczegół, bylibyśmy jak dwie krople wody. Całkiem zabawne. Zamilkłem chcąc usłyszeć słowa brata, jak i możliwie dalsze pytania Olchy bądź matki. Z jednym mógłbym się zgodzić, gdybym mógł czytać jej myśli; ta rozmowa nie zapowiadała się na prostą.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 16 | Zr: 8 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 55/200
 
Chłodny Szept
Wojownik
przywódca



Klan:
cien

Księżyce: 45 [III]
Mistrz: Topniejący Lód
Płeć: kocur
Matka: Ciemna Toń
Ojciec: Olchowy Szept
Partner: Mleczna Struga
Multikonta: Jagodowa Gałązka [GK]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-03-27, 12:22   
   Wygląd: Chłodna Łapa cały czas rośnie. Jest niezwykle masywnym (ale nie grubym) kocurem. Jest szeroki w barkach, a pod gęstą sierścią można by ujrzeć powoli wyrabiające mięśnie, które kiedyś mogą dać mu nieprzeciętną siłę. Jego łapy nie dość, że są masywne i grube, to na dodatek długie co sprawia, że kocur ma też słuszny wzrost. Jego futro jest długie i gęste, przez co wydaje się być jeszcze większym. Zapewnia mu ono świetną ochronę przed mrozami, ale w Porze Zielonych Liści niewątpliwie będzie to dla Chłodu udręka. Jako jedyny z miotu wdał się w matkę - jego sierść w każdym calu jest w kolorze kruczoczarnym. Jedynym punktem odcinającym się od czerni są jego duże, zielono-żółte oczy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=8673


Czy ja uważałem, że moje zachowanie było niedojrzałe? Że zachowywałem się, jak obrażony kociak? Absolutnie nie. Kra sam sobie narobił problemów, a ja nie wybaczałem tak szybko. Przez te całe księżyce jeszcze przed moim porwaniem, nie zrobił kompletnie nic, by mnie do siebie przekonać. Dopiero teraz, gdy wracaliśmy razem do klanu, jego zachowanie było... Dopuszczalne. Pewnie robił to tylko dlatego, by nie zostać wywalonym na zbity pysk. Bez mojej pomocy zapewne też nie trafiłby sam na nasze tereny i dlatego się do mnie przyczepił, ot. Nie wierzyłem w jego dobre intencje. Może nie było to dobre nastawienie, ale nikt nie powinien mi się dziwić. Może nie byłem najlepszym bratem, bo nie ukrywam, wcale nie płakałbym, gdyby jednak nie został przyjęty do klanu, ale cóż. Bywa.
Ta niezręczna cisza nie była wcale przyjemna, więc tym bardziej ucieszyłem się, gdy w oddali zamajaczyły sylwetki naszych rodziców. Wyglądali jak odbicie naszej dwójki - ja byłem niezwykle podobny do matki, a on do ojca. Niesamowite, jak można się wrodzić. Nie spodobało mi się przywitanie Olchowego Szeptu. Nie wyglądał, jakby był zadowolony z naszego powrotu. Dobra, ja również nie cieszyłbym się z powrotu Kry, ale nie powinien mnie tak traktować! Cały czas jednak zachowywałem powagę, uśmiechając się lekko co jakiś czas. Nie mogłem sobie teraz pozwolić na okazywanie jakiegokolwiek niezadowolenia.
- Witaj, ojcze. - przywitałem się z kocurem skinąwszy lekko głową. Widać, że zdecydowanie nie miał ochoty na wylewne powitania, więc nie miałem zamiaru zachowywać się jak frywolny kociak. - Też się cieszę, mamo. - odparłem, zwracając spojrzenie ku Ciemnej Toni, po czym dodałem szeptem: - Tęskniłem.
Miałem ochotę trzepnąć Krę ogonem za to, że wyrwał się do odpowiedzi pierwszy, ale tego również starałem się nie okazywać. Spokojnie. Wysłuchałem spokojnie tego, co ma do powiedzenia. Najwyraźniej spotkała go podobna tragedia, co mnie. Nie zdziwiłbym się, gdyby leżał szczęśliwy u Dwunożnych, zażerając się mysimi bobkami i śmiejąc z reszty rodziny, że musi znosić Porę Nagich Drzew w lesie, ale nie miałem zamiaru mówić niczego podobnego na głos. Sam byłem uwięziony u tych potworów, więc nie chciałem, by ktoś odwrócił takie słowa przeciwko mnie. Gdy wreszcie skończył swój wywód, głos zabrałem ja, wpatrując się głównie w świdrujące oczy ojca.
- Mnie spotkała podobna rzecz. Po treningu wyszedłem na polowanie i zostałem złapany przez Dwunożnych. Nie miałem z nimi żadnych szans. Wywieźli mnie w brzuchu Potwora do jakiegoś pudełka, z którego nie mogłem uciec. Dopiero niedawno udało mi się znaleźć szczelinę, przez którą uciekłem i ruszyłem w drogę powrotną do klanu. Niedaleko stąd spotkałem Pękniętą Łapę... - no, tutaj już nie potrafiłem ukryć odrobiny jadu - ... i razem dotarliśmy aż tutaj. - skończyłem i poruszyłem się lekko w miejscu. Zrobiłem się lekko nerwowy, gdyż po powitaniu ojca wcale nie byłem taki pewien, że zostanę przyjęty z powrotem. Ależ to byłaby głupota z jego strony!
- Nie powinienem był dać się złapać Dwunożnym, popełniłem błąd. - powiedziałem pokornie, nie do końca zgodnie z prawdą. Oczywiście, że nie popełniłem błędu, chciałem tylko zdobywać wiedzę i umiejętności! Teraz jednak musiałem zrobić wszystko, by wrócić do klanu. - Zapłaciłem za swoją nieuwagę słoną cenę i chciałbym znów zostać przyjęty i służyć Klanowi Cienia. - dodałem i wreszcie zamilkłem. Miałem nadzieję, że nie przeszedłem tyle, i to jeszcze w towarzystwie Kry, na marne.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 13 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 155/200
 
Olchowy Szept
Gwiezdny
król olch



Klan:
cien

Księżyce: 67 (czerwiec)
Mistrz: Pokruszony Lód, Bezsenna Noc
Płeć: kocur
Matka: Drobny Ptak
Ojciec: Lamparci Płomień
Partner: Ciemna Toń
Multikonta: Trzmiela Gwiazda [Pył], Kruczy Cień (KG), Gwieździsta Łapa (KW)| Barszczowa Łapa, Borsucze Futro (GK),
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-03-30, 03:12   
   Wygląd: Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5861


Dobrze, że posłał jej to spojrzenie. Widać było, że od razu na nią podziałało i zachowała zdrowy dystans wobec powracających synów, zamiast rzucić się jednemu i drugiemu na szyję, płacząc w ich futro. Ojciec na pewno taki nie był. Ba, wręcz przeciwnie. Okazywanie chłodu i szorstkie podejście miał wypracowane do perfekcji tak, jak sączenie jadu. Uważnie obserwował ruchy obu kocurów, lecz w szczególności Kry, który od dawna był czarną owcą rodziny i jego poczynania nie spotykały się ani z aprobatą, ani z tolerancją na te piekielne wybryki. Oby w końcu poszedł po rozum do tej pustej głowy, bo inaczej na pewno nie pozwoli mu wrócić do klanu i dalej przynosić wstyd tej rodzinie. Teraz nie tylko rodzicom, ale również i rodzeństwu, bowiem i oni zaczęli coś znaczyć w Klanie Cienia. Miał szczęście, że przywitał się z nimi choć skinięciem i zmrużonym spojrzeniem w kierunku ojca. Cieszył się z ich widoku, no proszę. Tylko tyle miał do powiedzenia, czy może jednak coś więcej? Może jakieś przeprosiny za swoją głupotę, hm? Olcha słuchał, ale powoli zaczynało w nim wrzeć. Nim Chłód zabrał głos, Olcha wysunął pazury i doskoczył do Kry, chcąc trzepnąć mu łapą po pysku i przewrócić na ziemię. Nie hamował się, nie zatrzymywał i przede wszystkim nie wahał.
— Masz tylko tyle do powiedzenia na temat ssswojej głupoty, Kro? — syknął do swojej młodszej podobizny, zostawiając losy Chłodu gdzieś z tyłu, bo czarny kocur nie popełnił żadnego głupstwa w tej rozmowie. Czarny kocur wiedział, jak duży popełnił błąd i jaką zapłacił cenę, choć jego przypadek był zdecydowanie bardziej losowy, nieprzewidywalny.
— Powinieneś po raz kolejny wziąć przykład ze ssswojego brata, Kro, bo choć ssspotkał wasss podobny losss, to Chłodna Łapa pokazał, że rozumie ssswój błąd, nie ty, i że klan jest najważniejszy. Że zasssługuje na powrót, a ty? Ty nawet nie potrafiłeś przeprossssić — fuknął do burego syna, dumnie wypinając pierś i patrząc na niego z góry. Zasklepiona rana po nieudanym potomku właśnie się na powrót otworzyła. Królewicz nie mógł znieść tego bólu i zawodu, które zafundował im ten lisi bobek. No dalej, Kro, pokaż, że jednak jesteś warty swoich krewnych.
  Statystyki - lvl: 6 | S: 18 | Zr: 15 | Sz: 10 | Zm: 8 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 440/500
 
Ciemna Toń
Gwiezdny
pustka.


Klan:
cien

Księżyce: 75 [VIII]
Mistrz: Krogulczy Szpon
Płeć: kotka
Matka: Świerkowa Igła [*]
Ojciec: Łaciata Skóra [*]
Partner: Olchowy Szept [*]
Multikonta: Sokole Skrzydło [KRz] Spadająca Łapa [KG] | Imbirowy Pył [GK]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-03-30, 17:43   
   Wygląd: Ciemna Toń to długowłosa, czarna kocica o smukłej sylwetce, która porusza się na masywnych łapach. Zalicza się do przeciętnych wielkością kotów. Jej chód jest pełny gracji i wdzięku, a przez jej wyprostowaną postawę może się wydawać nieco wyższa niż w rzeczywistości jest. Warto także zaznaczyć, że na przednich łapach posiada niewielkie blizny, które nabyła podczas jednej polowania w starciu z łasicą. Kiedy mamy już zarys jej sylwetki, możemy przejść do okrągłej głowy, na której wręcz od razu w oczy rzucają się dwie mocno odznaczające się od pospolitej barwy futra wojowniczki; bursztynowe kule, które dopełnia nieschodzący z pyska szeroki uśmiech. Nos koteczki jest czarny, dlatego też bardzo łatwo wtapia się w jednolity włos. Natomiast białe wąsiska, są rozchwiane praktycznie na wszystkie strony. Na czubku głowy mieszczą się dwie średniej wielkości delikatnie zaokrąglone na końcach antenki z szaro-różowym wnętrzem.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....t=karty+postaci


I wtedy przyszedł czas na wytłumaczenie owej sytuacji, jaką było zniknięcie i powrót tej dwójki. Pierwszy do wypowiedzi rwał się Kra, na którego wręcz od razu przerzuciła wzrok. W milczeniu słuchała jego opowieści o tym, gdzie spędził te kilka dobrych księżycy. A więc zamknięty był w legowisku Dwunogów, w miejscu, do którego nikt nie chciał trafić. Żaden prawdziwy wojownik, dla którego zostanie pieszczochem mogło być najgorszą z możliwych kar. Nagle Królewicz dał susa do przodu, stając pysk w pysk z nikim innym, jak najbardziej sobie podobnym synem. Błysnęły pazury, a oczy Ciemnej Toni rozwarły się szeroko. Nie mogła uwierzyć w to, że jej partner zamachnął się na własnego syna! Oczywiście, że znała burzliwą relację między nimi, jednak nigdy wcześniej nie posądziłaby go o takie czyny! Równie prędko doskoczyła do dwójki, chcąc stanąć między nimi, rozdzielić ich. Potem spojrzała przerażona na pysk Olchowego Szeptu i na Pękniętą Łapę, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie tu zaszło. Temat Chłodnej Łapy przemilczała, bowiem w przeciwieństwie do swojego brata jego słowa nie podniosły tak emocji buremu wojownikowi.
XXOlchowy Szepcie, proszę...uspokój się. On już i tak zapłacił wystarczającą cenę za swoją głupotę. — odparła, chcąc za wszelką cenę nie dopuścić, żeby ta sytuacja jeszcze bardziej się rozwinęła. Starała się brzmieć pewnie i w jakiejś części zamaskować powoli opuszczające ją przerażenie, które jak na tacy dało się wyczytać z jej bursztynowych ślepi. To, co się tu podziało...nie powinno mieć miejsca. Zabiła nerwowo ogonem, uderzając delikatnie łapą o ziemię, a wszystko to uczyniła patrząc swojemu partnerowi prosto w lodowate oczy. Od samego początku czuła, że konfrontacja ta nie będzie łatwa i przyjemna, a odżyje dawna uraza i pogarda do zakały rodziny.
  Statystyki - lvl: 5 | S: 14 | Zr: 11 | Sz: 10 | Zm: 10 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 255/400
 
Pęknięta Kra
Wojownik
freedom



Klan:
cien

Księżyce: 47 [IV]
Mistrz: Olchowy Szept [*], Kurze Ziarno
Płeć: kocur
Matka: Ciemna Toń
Ojciec: Olchowy Szept [*]
Partner: Duma
Multikonta: Popielny Żar, Olcha [KC], Cyprysowa Łuska [KG] | Dynia, Śliwkowa Pestka, Lisi Wrzask
Interwencja MG: nie

Wysłany: 2020-03-30, 18:58   
   Wygląd: Masywny, wysoki, dumny, kopia ojca; Niczym własny ojciec z łatwością zalicza się do tych większych i wyższych. Kocur ma dobrze zbudowaną, masywną sylwetkę o szerokich barkach i krępym karku oraz gruby, puchaty ogon, pokryty kudłatą sierścią. Na ciele królewicza znajduje się długa, wiecznie nieskazitelnie ułożona, bura sierść bez żadnej kropli bieli, którą przecinają grube, smoliste i klasyczne pręgi. Niewątpliwie cechą charakterystyczną syna Olchowego Szeptu są szlachetnie uwydatnione bokobrody czy zachwycająca, puchata kryza pokrywająca jego kark, gardło i pierś. Jego oczy są jadowicie żółte, a ich spód otoczony jest jasno-kremową sierścią - nos natomiast jest w kolorze ciemnej cegły z ciemno-szarym nalotem. Uszy trójkątne, zakończone gęstymi, ciemnymi frędzlami o wystającym, jasnym futerku. Porusza się z dumą i gracją, przykładając do każdego kroku ogrom uwagi. Blizny ma na grzbiecie nosa; wyszczerbione ucho; na lewym policzku oraz tuż przy początku ogona.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=413968#413968


Poczułem ucisk w żołądku, a później odruchowo napiąłem mięśnie kiedy masywne cielsko mojego ojca ruszyło w moim kierunku. Poderwałem się z miejsca, chcąc uniknąć ciosu w pysk wyprowadzonego od strony Olchowego Szeptu, jednak...Nie udało się tak jakbym to planował, a łapa kocura i tak mocno uderzyła mój polik powodując po sobie nieprzyjemnie bolący ślad i...rozcięcia. Ciepła ciecz powoli zaczęła się zbierać w świeżych, dwóch rankach na lewym poliku. Przez fakt uderzenia, nieco odrzuciło mi głowę na bok, a spojrzenie wbiłem w ziemię, chcąc poukładać zburzone myśli. Wtedy też między nas wskoczyła Ciemna Toń, do dojrzałem kątem oka. Powstrzymałem się od syknięcia, zaciskając nieco mocniej zęby, chcąc w ten sposób nieco zmniejszyć odczuwany ból. Nastroszyłem delikatnie sierść na karku, po chwili ją wygładzając. Zarzucił mi głupotę? Bo co? Bo czekałem na odpowiednią chwilę aby spokojnie przeprosić? Nie chciałem wciskać wszystkiego w jedną wypowiedź, a rozłożyć to przy okazji dając szanse Chłodnej Łapie na wypowiedź. Najwyraźniej to był błąd, bo ojciec oczekiwał korzenia się przed nim od samego startu rozmowy. Był niecierpliwy i jakby z automatu założył, że poza tym co mu teraz powiedziałem, nic więcej nie zamierzałem mówić. Było to z lekka krzywdzące, już nawet nie zważając na fakt użycia w tym wszystkim siły. Nie zdziwił mnie ten krok. można nawet powiedzieć, że gdzieś w głębi się go spodziewałem - nie był to przecież pierwszy raz. Poruszyłem delikatnie szczęką i spojrzałem prosto w ślepia wypinającego dumnie pierś kocura, zachowując spokój, chociaż proszę mi uwierzyć - wiele słów cisnęło mi się na język. Że też Chłodna Łapa wyskoczył z tymi błaganiami od razu, jakby bał się, że akurat jego nie przyjmą do klanu. Phi. Kolejny raz to właśnie klon Ciemnej Toni został wyniesiony ponad mnie. Nowe rany, które na pewno pozostaną na moim pysku pod postacią blizn, zaczęły nieprzyjemnie szczypać. Miłe powitanie.
xx— Nie, ojcze. Jeszcze nie skończyłem mówić. — odparłem twardo, aczkolwiek ze słyszalnym opanowaniem. Nie zamierzałem niepotrzebnie syczeć i warczeć, co mogłoby działać na moją niekorzyść. Nie oszukujmy się jednak bo prawda była taka, że cokolwiek bym nie zrobił, moje dawne błędy i tak będą powodem do traktowania mnie w taki a nie inny sposób. Ciągnęły się za mną, a teraz kiedy wróciłem: ponownie były powodem frustracji i zawodu kocura. Poruszyłem delikatnie kudłatym ogonem, rozluźniając mięśnie i nie przerywając kontaktu wzrokowego. Nie zamierzałem również dosłownie padać mu przed łapami i błagać o przebaczenie. Na to nie pozwalała mi duma i fakt, że tylko jeszcze bardziej bym się zbłaźnił przed obliczem brata czy matki. Pokornie zniżyłem jednak łeb przed ojcem i wysłuchałem jego słów odnośnie przeprosin i sporej wagi klanu. Westchnąłem bezgłośnie i na moment wbiłem spojrzenie w ziemię, zbierając myśli do końca, a kiedy na nowo je ułożyłem; ponownie skrzyżowałem spojrzenie z Olchą, nie zwracając uwagi ani na możliwe komentarze wychwalonego w tym momencie Chłodu, ani też na reakcje Ciemnej Toni, która - bądźmy szczerzy - i tak nie miała siły przebicia w tej konfrontacji. Pomimo to jednak dotknąłem nosem jej barku w geście podziękowania za próbę wsparcia. Nie byłem jednak kociakiem; poradziłbym sobie sam. Wyminąłem matkę aby ponownie znaleźć się przed kocurem. Byłem więc tylko ja i ojciec. Zmrużyłem żółte ślepia i dalej z piekącym bólem na boku pyska, ponownie zabrałem głos, tym razem w nieco dłuższej wypowiedzi niż poprzednio. Nie zamierzałem odpuścić tej walki tak łatwo, nawet jak już na starcie dostałem w pysk. Przełknąłem nieprzyjemny, chwilowy smak krwi na języku i zdecydowałem się na dalsze tłumaczenie, starając się zignorować fakt, że z ran zaczęła mocniej ciec krew. Chciałem wrócić do klanu, chciałem to wszystko naprawić i stać się ponownie częścią tego, czego nie doceniałem - a więc musiałem się bronić.
xx— To, czego dopuściłem się w klanie było ogromną zniewagą dla naszej rodziny i szczerze tego żałuje, ojcze. Pobyt z dala od Klanu i rodziny pozwolił mi na dojrzenie do wielu decyzji, a jedną z nich jest odwaga do przeprosin a co za tym idzie i przejrzenia na oczy. Nie zamierzam popełniać tych samych błędów, które powielałem w przeszłości i przez które sprawiłem wam wszystkim zawód. Wstyd mi za to tak samo jak za fakt, że dałem się porwać i więzić przez dwunożnych spory okres czas. Gorzko i dosadnie odczułem konsekwencje swoich wyborów i teraz chciałbym wszystko naprawić, wrócić do Klanu i służyć mu najlepiej jak potrafię, oraz przynieść zaszczyt naszej rodzinie. — mówiąc to, w dalszym ciągu miałem pochylony łeb w geście pokory przed ojcem, a ogon sztywno i powoli poruszał swoją końcówką na boki. Mój głos był opanowany i zdecydowany, chociaż czułem, jak stres zaciska mi powoli gardło jak na złość. Podniosłem nieznacznie łeb, spojrzeniem na moment uciekając w kierunku matki, jednak ostatecznie ponownie - nic dziwnego - objąłem nim pysk ojca.
xx— Przepraszam i proszę o danie mi ostatniej szansy na poprawę. Tym razem was, a szczególnie ciebie Olchowy Szepcie, oraz Klanu Cienia, nie zawiodę.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 16 | Zr: 8 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 55/200
 
Chłodny Szept
Wojownik
przywódca



Klan:
cien

Księżyce: 45 [III]
Mistrz: Topniejący Lód
Płeć: kocur
Matka: Ciemna Toń
Ojciec: Olchowy Szept
Partner: Mleczna Struga
Multikonta: Jagodowa Gałązka [GK]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-03-30, 20:01   
   Wygląd: Chłodna Łapa cały czas rośnie. Jest niezwykle masywnym (ale nie grubym) kocurem. Jest szeroki w barkach, a pod gęstą sierścią można by ujrzeć powoli wyrabiające mięśnie, które kiedyś mogą dać mu nieprzeciętną siłę. Jego łapy nie dość, że są masywne i grube, to na dodatek długie co sprawia, że kocur ma też słuszny wzrost. Jego futro jest długie i gęste, przez co wydaje się być jeszcze większym. Zapewnia mu ono świetną ochronę przed mrozami, ale w Porze Zielonych Liści niewątpliwie będzie to dla Chłodu udręka. Jako jedyny z miotu wdał się w matkę - jego sierść w każdym calu jest w kolorze kruczoczarnym. Jedynym punktem odcinającym się od czerni są jego duże, zielono-żółte oczy.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=8673


Moje oczy rozszerzyły się, gdy zobaczyłem, jak w mgnieniu oka Olchowy Szept doskakuje do mojego ulubionego braciszka i trzepie go łapą po pysku. O Gwiezdny Klanie, historia się powtarza! Mógłbym się może dołączyć? Nie no, wiedziałem, że niestety nie. Kto chciałby na stanowisku przywódcy psychola, który bije swojego brata. Zobaczyłem krew na pysku Pękniętej Łapy i odwróciłem szybko głowę - moja rodzina w tamtym momencie nie zwracała na mnie uwagi, ale wolałem się upewnić, że nikt nie zobaczy... Uśmiechu na moim pysku. O tak, ależ to było zabawne! Może i reakcja ojca była nieco przesadzona, ale hej, Krze się oberwało i o to chodziło, czyż nie? A jeśli ktoś zobaczy, że nie patrzę na całą tą sytuację, to może pomyśli, że po prostu nie chcę patrzeć na drastyczne sceny znęcania się nad moim bratem, czy coś. A słysząc słowa Olchowego Szeptu tak się napuszyłem, że mało co nie pękłem. O tak, słuchaj bracie, znów powinieneś brać ze mnie przykład! Ojciec dobrze mówi, w końcu kogo innego mógłbyś podziwiać? Gdy zaś powiedział, że zasłużyłem na powrót do klanu, całe napięcie spowodowane chłodnym powitaniem natychmiast ze mnie zeszło. No proszę, najwyraźniej, choć jeszcze nieoficjalnie, znów wracam na ścieżkę prowadzącą do zostania Chłodną Gwiazdą. I jeszcze słyszę to patrząc na sponiewieranego Krę! Satysfakcja? Mało powiedziane.
Nie chciałem szczerzyć się w pustkę jak mysi móżdżek, więc mimo wszystko szybko się opanowałem i z kamiennym wyrazem pyska znów spojrzałem na dwóch niemal identycznych kocurów. Słuchałem tego, co opowiada Kra, a mój ogon zaczynał powoli się kołysać. Szczerze żałuje? Nie zawiedzie Klanu Cienia? Chce przynosić zaszczyt naszej rodzinie? Nie w tym życiu, bracie. Byłem przekonany, że teraz tak gada tylko dlatego, że dostał od ojca po pysku; zwykłe kłamstewka, którymi chce nieco uspokoić Olchę. No, ciekawe, jak mu to wyjdzie. Korciło mnie, żeby coś powiedzieć, ale nie miałem zamiaru prowokować ojca - teraz nawet najmniejszy błąd spowodowałby, że skończyłbym jak Kra. A oberwanie rykoszetem nie było czymś, o czym marzyłem.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 13 | Zr: 8 | Sz: 7 | Zm: 5 | HP: 70 | W: 50 | EXP: 155/200
 
Olchowy Szept
Gwiezdny
król olch



Klan:
cien

Księżyce: 67 (czerwiec)
Mistrz: Pokruszony Lód, Bezsenna Noc
Płeć: kocur
Matka: Drobny Ptak
Ojciec: Lamparci Płomień
Partner: Ciemna Toń
Multikonta: Trzmiela Gwiazda [Pył], Kruczy Cień (KG), Gwieździsta Łapa (KW)| Barszczowa Łapa, Borsucze Futro (GK),
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-04-08, 18:24   
   Wygląd: Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....opic.php?t=5861


Olchowy Szept w tym momencie nie zważał na to, jak jego partnerka reaguje na całą sytuację. Syknął na nią pod nosem, jeżąc futro wzdłuż kręgosłupa, gdy doskoczyła do niego i rodzinnej czarnej owcy.
— Nie, nie zapłacił — fuknął do Ciemnej, podnosząc głowę wysoko i patrząc na partnerkę z góry. Nikt nie prosił jej o wtrącanie się, więc powinna siedzieć cicho i dać im rozwiązać ich własny problem. Zwłaszcza, że podejście ojca i matki dwóch powracających do klanu kocurów było kompletnie odmienne. Tylko na chwilę spojrzał jej w oczy. Brakowało niewiele do tego, żeby ją odepchnął, ale całe szczęście się powstrzymał i skończyło się tylko na krótkim spojrzeniu i w większej mierze zignorowaniu jej wtrącenia. Wiele wściekłych myśli przemykało mu właśnie przez głowę, ściskając mu pierś i rozgrzewając w gniewnie łapy, które aż świerzbiły od tego, żeby je wykorzystać. Ze świstem wydmuchał powietrze nosem i ponownie spojrzał na Pękniętą Łapę, bo bury po dostaniu po pysku w końcu zabrał głos.
Nie skończył mówić, tak? W takim razie Król Olch zamienia się w słuch. Wypiął pierś do przodu i trzepnął ze świstem ogonem na boki. Ciekawe, co ten lisi bobek ma jeszcze do powiedzenia. Chyba nie trudno się domyślić, że odbiór tłumaczenia Kry u ojca i Chłodu był niemalże identyczny. Sęk w tym, że nie byli identyczni i Olchowy Szept widział to nieco inaczej. Nie wierzył mu praktycznie w ogóle, jednak... to do Płomykówki należała decyzja o tym, czy przyjmie go do klanu, natomiast Olcha być może dałby mu ostatnią szansę na poprawienie się, na udowodnienie, że jednak nie rzuca tych słów na wiatr. Po raz kolejny chciał mu dać w pysk za takie paskudne kłamanie im w żywe oczy, jednakże gdzieś z tyłu głowy... Gdzieś z tyłu głowy słyszał rozsądny głos swojego ojca, który mówił mu, by dał mu jeszcze jedną szansę. W końcu był jego synem i przede wszystkim skórą z niego zdjętą. Przez chwilę spojrzał na Chłód, który, choć podobny do matki, to charakterem bardziej przypominał Olchę. Czemu Kra nie mógł być taki? Albo czemu to Chłód nie jest taki jak ten lisi bobek? Wtedy to by go tak nie bolało. Zagryzł zęby i zmarszczył nos, unosząc wysoko brwi.
— To się okaże, czy nie zawiedziesz — mruknął w końcu z niesmakiem, przyglądając się krwawiącemu policzkowi Pękniętej Łapy. Płomykówkowa Gwiazda powinna się tutaj niedługo zjawić.
  Statystyki - lvl: 6 | S: 18 | Zr: 15 | Sz: 10 | Zm: 8 | HP: 90 | W: 60 | EXP: 440/500
 
Ciemna Toń
Gwiezdny
pustka.


Klan:
cien

Księżyce: 75 [VIII]
Mistrz: Krogulczy Szpon
Płeć: kotka
Matka: Świerkowa Igła [*]
Ojciec: Łaciata Skóra [*]
Partner: Olchowy Szept [*]
Multikonta: Sokole Skrzydło [KRz] Spadająca Łapa [KG] | Imbirowy Pył [GK]
Interwencja MG: tak
Wysłany: 2020-04-09, 18:26   
   Wygląd: Ciemna Toń to długowłosa, czarna kocica o smukłej sylwetce, która porusza się na masywnych łapach. Zalicza się do przeciętnych wielkością kotów. Jej chód jest pełny gracji i wdzięku, a przez jej wyprostowaną postawę może się wydawać nieco wyższa niż w rzeczywistości jest. Warto także zaznaczyć, że na przednich łapach posiada niewielkie blizny, które nabyła podczas jednej polowania w starciu z łasicą. Kiedy mamy już zarys jej sylwetki, możemy przejść do okrągłej głowy, na której wręcz od razu w oczy rzucają się dwie mocno odznaczające się od pospolitej barwy futra wojowniczki; bursztynowe kule, które dopełnia nieschodzący z pyska szeroki uśmiech. Nos koteczki jest czarny, dlatego też bardzo łatwo wtapia się w jednolity włos. Natomiast białe wąsiska, są rozchwiane praktycznie na wszystkie strony. Na czubku głowy mieszczą się dwie średniej wielkości delikatnie zaokrąglone na końcach antenki z szaro-różowym wnętrzem.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....t=karty+postaci


Zamiast poprawić sytuacje panującą w Kasztanowcu i nieco uspokoić swojego partnera, to tylko pogorszyła sprawę rozjuszając go jeszcze bardziej. Mimowolnie skuliła uszy na jego fuknięcie, a futro na jej grzbiecie i ogonie nastroszyło się. Przypomniało jej to kłótnię, kiedy jeszcze nie byli ze sobą. Strasznie wtedy cierpiała i nie mogła dopuścić, aby sytuacja ta ponownie się powtórzyła. Patrząc przez chwilę głęboko w oczy Olchowego Szeptu i czując delikatne dotknięcie nosa Kry, na które zaraz rzuciła zmartwiony wzrok; ustąpiła robiąc krok w tył i stając koło Chłodnej Łapy, obserwowała w ciszy i napięciu rozwój sytuacji, modląc się do Gwiezdnego Klanu, żeby drugi policzek Pękniętej Łapy zaraz nie pokrył się krwią.
I wtedy bury kocur ponownie przemówił. Jeszcze nie skończyłem mówić. Serce Ciemnej Toni zamarło na moment, a kiedy skończył przepraszać, ta wstrzymała oddech. Jej wzrok skakał z Olchowego Szeptu, na Krę wciąż nie wiedząc, jak kocur zareaguje na słowa syna, aż do momentu, kiedy z jego pyska wydobyło się: "To się okaże". W tym momencie długowłosa odetchnęła z ulgą, po czym spojrzała na spokojny pysk Chłodu, który równie jak ona przyglądał się tej rozmowie, jednak z mniejszą ilością emocji niżeli ich rodzicielka... Kiedy sytuacja nieco się uspokoiła, trzeba było jedynie poczekać do przyjścia Płomykówkowej Gwiazdy i liczyć, że pazury Olchowego Szeptu nie błysną po raz kolejny.
  Statystyki - lvl: 5 | S: 14 | Zr: 11 | Sz: 10 | Zm: 10 | HP: 85 | W: 55 | EXP: 255/400
 
Pęknięta Kra
Wojownik
freedom



Klan:
cien

Księżyce: 47 [IV]
Mistrz: Olchowy Szept [*], Kurze Ziarno
Płeć: kocur
Matka: Ciemna Toń
Ojciec: Olchowy Szept [*]
Partner: Duma
Multikonta: Popielny Żar, Olcha [KC], Cyprysowa Łuska [KG] | Dynia, Śliwkowa Pestka, Lisi Wrzask
Interwencja MG: nie

Wysłany: 2020-04-10, 10:21   
   Wygląd: Masywny, wysoki, dumny, kopia ojca; Niczym własny ojciec z łatwością zalicza się do tych większych i wyższych. Kocur ma dobrze zbudowaną, masywną sylwetkę o szerokich barkach i krępym karku oraz gruby, puchaty ogon, pokryty kudłatą sierścią. Na ciele królewicza znajduje się długa, wiecznie nieskazitelnie ułożona, bura sierść bez żadnej kropli bieli, którą przecinają grube, smoliste i klasyczne pręgi. Niewątpliwie cechą charakterystyczną syna Olchowego Szeptu są szlachetnie uwydatnione bokobrody czy zachwycająca, puchata kryza pokrywająca jego kark, gardło i pierś. Jego oczy są jadowicie żółte, a ich spód otoczony jest jasno-kremową sierścią - nos natomiast jest w kolorze ciemnej cegły z ciemno-szarym nalotem. Uszy trójkątne, zakończone gęstymi, ciemnymi frędzlami o wystającym, jasnym futerku. Porusza się z dumą i gracją, przykładając do każdego kroku ogrom uwagi. Blizny ma na grzbiecie nosa; wyszczerbione ucho; na lewym policzku oraz tuż przy początku ogona.
   Karta Postaci: http://www.artemida.webd....p=413968#413968


Nie, nie zapłacił. Odgórne osądy były krzywdzące, bo w swoim mniemaniu zapłaciłem już sporą część za własne błędy. Choroba, odsunięcie od rodziny i klanu, bycie pieszczochem. Teraz przyszło mi jeszcze zapłacić za frustracje ojca, o czym będą świadczyć blizny na poliku. Do następnych nie zamierzałem dopuścić.
Nie specjalnie mnie to ruszyło, jeżeli chodzi o słowa i ton w jakim Olcha wypowiadał się w kierunku matki. Tak jak stwierdziłem już wcześniej i dalej podtrzymywałem swoje zdanie - Ciemna Toń nie miała w tej potyczce za wiele do powiedzenia. Tylko niepotrzebnie się wychyliła i próbowała mnie bronić, chociaż doskonale sam bym sobie poradził. Co prawda zadrapania na moim policzku okropnie piekły, jednak nie mogły przeszkodzić mi w dążeniu do celu, chociażby Olchowy Szept zapragnął przeorać mi drugi polik; nie zamierzałem teraz się przed nim kulić i błagać o wybaczenie. Nie ku uciesze Chłodnej Łapy, który pomimo posiadania ponad 20 księżyców na karku w dalszym ciągu był infantylnie jadowity. Fakt, w jego obecności już drugi raz dostałem w pysk od ojca, jednak to mi przyszło dojrzeć, do czego mojemu bratu najwyraźniej było jeszcze daleko. Jednak to nie na nim miałem się skupiać, a na chłodnych ślepiach Olchy, któremu składałem szczegółowe wyjaśnienia i przeprosiny. Mój ogon poruszał się powoli z boku na bok kiedy przysłuchiwałem się tej krótkiej, jednostronnej wymianie zdań między ojcem a matką, która posłusznie zrobiła krok w tył pozwalając mi na ustanie tuż przed Olchowym Szeptem. Nie musiałem posiadać sokolego wzroku, aby dojrzeć wahanie we wnętrzu kocura. Czy się dziwiłem? Niezbyt. Moje księżyce w klanie opierały się na jawnym doprowadzaniu go do białej gorączki swoimi występkami, których jeszcze wtedy nie widziałem jako złe. Pozwalałem na psucie opinii o sobie w jego oczach. Byłem zadufanym w sobie narcyzem, który za życiowy cel obrał sobie zaskarbienie przychylności syna Lamparciego Płomienia w bardzo nieodpowiedni sposób. Jednak właśnie po to wróciłem, aby to naprawić. Chciałem wyrwać przegniłe korzenie dawnych uczynków i zasadzić nową, silną opinię na swój temat. Dlatego, pomimo niechęci i wszechobecnej pogardy, stałem z łapami twardo przy ziemi gotowy powiedzieć więcej i tym razem uskoczyć przed następnym ciosem. Moje słowa były szczere i przemyślane, a co za tym szło; zamierzałem ich bronić. Atak jednak nie nadszedł, za to przepełnione niesmakiem słowa już tak. Pomimo ich brzmienia; były dla mnie znakiem. Znakiem na to, że szansa o którą prosiłem została mi udzielona. Nie było to wprost sformułowane - bo oboje tego nie potrzebowaliśmy. Wystarczyło to, że Olcha powstrzymał swoje niezadowolenie i zdobył się na takie a nie inne zdanie. Skinąłem łbem i wyprostowałem się, poruszając subtelnie wyszczerbionym uchem.
xx- Dziękuje, ojcze. - odezwałem w końcu. Teraz przyszło poczekać, aż zjawi się Płomykówkowa Gwiazda, której również będę musiał złożyć te same wyjaśnienia co Olsze. Dlatego też przysiadłem niedaleko ojca i przejechałem szorstkim językiem po łapie, aby doprowadzić krwawiący policzek do porządku przed zjawieniem się przywódczyni. Konflikty rodzinne powinny zostać w jej kręgach - a litości czy współczucia kocicy nie zamierzałem przyjmować. Więc czekałem w ciszy i obserwowałem okolicę by dojrzeć sylwetkę młodej Gwiazdy.
  Statystyki - lvl: 3 | S: 16 | Zr: 8 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 75 | W: 45 | EXP: 55/200
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Saphic 1.2 created by Sopel & Sklep internetowy | Modified by Foka









Bleach OtherWorld

SnM: Naruto PBF





Smocze RPG - Smoki Wolnych Stad



the-avengers







Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 11