Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
Kocurowi udało się przybyć na miejsce jeszcze przed swoją energiczną terminatorką. Chociaż trzeba przyznać, tamtego dnia on również był nieco bardziej entuzjastyczny niż zwykle. Trening to w gruncie rzeczy fajna i przyjemna rzecz. Niektórzy mogli to uważać za przykry obowiązek, ale nie Dreszcz. Jemu się to podobało. I dobrze. Usiadł przy wyjściu z ich nowego obozu i przykrył łapy ogonem, oczekując przybycia Zwiewnej. Nie spodziewał się, żeby miała się spóźnić, więc nie spodziewał się również czekać zbyt długo. Mimo wszystko przyjemnie tak było grzać się w promieniach wschodzącego słońca Pory Nowych Liści, szczególnie, jeżeli twoje głównie czarne futerko tak dobrze absorbuje to całe ciepełko.
Nie udało mu się co prawda nauczyć kotki walki przed przeprowadzką, ale cóż... i tak nie spodziewał się, by do walki w obronie klanu wystawiano niedoświadczonych terminatorów. A co się odwlecze to nie uciecze. Tym razem chyba również zacznie od nauki teorii. A później mogą zająć się właśnie walką. Zwiewna już pewnie nie mogła się doczekać.
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?
Mistrz: Drżący Płomień
Płeć: kotka
Matka: Paprociowy Kwiat [*]
Ojciec: Niegodny tego tytułu
Partner: Ayyy....kwiatki?
Zwiewna dorosła... chociaż czy zmieniła się? Raczej nie, a jeśli już, są to zmiany wewnętrzne. Wciąż pozostała tym samym, jednym z najmniejszych kotów w Rzece, jak i nie najmniejszym. Widać, że nigdy nie osiągnie chociaż standardowego wzrostu, a aby spojrzeć komukolwiek w oczy, musi zadrzeć łepek do góry. Brak jej rozbudowanych mięśni, jednak nadrabia to zwinnością i szybkością. Cechuje ją długie i puszyste, buro-białe futerko, poprzecinane klasycznie pręgowanymi łatami na ogonie, grzbiecie, karku a także głowie, gdzie na mordce nachodzi bardziej na prawą stronę. Plamę na grzbiecie i ogonie oddziela natomiast wąski, biały pasek sierści. Posiada też kilka znaczeń na piętach, a także jedną, czarną kropkę na dziąśle, którą widać dopiero przy otworzonym pysku. Nos i poduszki łap również pozostały różowe. Wyraz pyszczka jest delikatny, o subtelnych rysach, na którym zawsze widnieje ciepły uśmiech. Całości dopełniają jeszcze duże, złote ślepia, które przy źrenicy zmieniają kolor na zieleń.
Dorosła fizycznie, ale czy i psychicznie? Ani trochę! Wciąż jest tą samą, wesołą i energiczną Zwiewną jak za czasów kociaka, tyle, że teraz trochę już dojrzała i zrozumiała, że wygłupianie się na środku obozu nie jest niczym dobrym. Ma w sobie mnóstwo wigoru i werwy, a do tego masę ciepła i tony miłości dla wszystkich. Wyuczona za młodości zasad dobrego wychowania, okazuje szacunek wszystkim kotom starszym od niej. Niezwykle pomocna i dobroduszna, a do tego troskliwa. Swoje obowiązki traktuje mimo wszystko dość poważnie i nigdy ich nie zaniedbuje. Pewna siebie optymistka, patrząca na świat przez różowe okulary, którą ciężko wyprowadzić z równowagi. Delikatna dla kociąt i bliskich, uwielbiająca przytulanie i ceniące przestrzeń osobistą innych. Twarda psychicznie, nie poddaje się, nawet w trudnych momentach w swoim życiu. Troszczy się o swoją rodzinę, przyjaciół i najbliższe jej koty, uwielbia również przebywanie w towarzystwie i nie ma absolutnie żadnych problemów z integracją z klanowiczami. Zazwyczaj pierwsza zaczyna rozmowę, zupełnie nie wstydząc się tego, jaka jest i jak się zachowuje. Może trochę impulsywna i lekkomyślna, ale zawsze na pierwszym miejscu stawia dobro klanu.
Czuła się...źle po dmierci swojej mamy. Przez jakiś czas w ogóle nie wiedziała co się dzieje, nie było Paprociowego Kwiatu, nie było Pestki. Dlaczego? O ile wiedziała, że jej rodzicielka jest teraz w Gwiezdnym Klanie i na nią spogląda nieustannie, tak nie wiedziała gdzie jest jej biała najlepsza siostra. Mimo to, cieszyła się ogromnie, bo na mistrza dostała Drżącego Płomienia, czyli tego wojownika, którego dostać chciała. Nie mogła przegapić treningu, tak samo jak i nie mogła się na niego spóźnić. Nie w jej naturze była niepunktualność. xxxPrzekręciła się w swoim legowisku wyścielonym mięciutkimi fragmentami, po czym podniosła się na równe łapy, wygięła grzbiet w łuk, a następnie ziewnęła przeciągle. Wyczołgała się żwawo ze Zrośniętych Drzew, podskakując w miejscu aby rozgrzać swoje ciało i przygotować je do pracy. Jej oczom ukazał się czarny wojownik o białej końcówce ogona. Nie myślała wiele i ruszyła w jego stronę, kłusując sobie wesoło. xxx— Dzień doberek! — przywitała się, stając tuż przed mistrzem — Jestem zwarta i gotowa do zaczęcia treningu! Od czego zaczniemy? — dodała jeszcze, machając energicznie puszystym ogonem na boki. Na białej mordce jak zwykle widniał promienny uśmiech od ucha do ucha, a złote oczy błyszczały w słońcu.
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
Śmierć... Nie była rzeczą rzadką wśród klanowych kotów. Drżący Płomień wciąż nie do końca wiedział jak powinien się czuć na pogrzebach. Z jednej strony stracenie członka klanu to zawsze tragedia, ale z drugiej strony po jakimś czasie zwyczajnie coraz mniej się przejmował. Przeprowadzka nieco odświeżyła te uczucia w jego głowie - stracić tyle wojowników na raz... a w dodatku jednym z nich był ojciec Małego Łiścia a drugą właśnie matka Zwiewnej. Był nieco zdziwiony, że kotka tak dobrze to przyjęła. A może po prostu udawała...? Nie miał pojęcia, ale wolałby tą pierwszą opcję. Ukrywanie smutku nie było zdrowe.
Wracając jednak do treningu... kotka jasno i wyraźnie zgłosiła swoją gotowość do treningu, więc nie było na co czekać. Kocur wstał z miejsca i spojrzał z góry na swoją terminatorkę. Trochę od ich ostatniego spotkania podrosła, ale jeszcze nie zdążyła dorównać mu wysokością... chociaż czy w przypadku tych dwóch kotów można w ogóle mówić o "wysokości" a nie "niskości"? Zapewne nawet gdyby Zwiewna stanęła mu na plecach nie dorównywaliby wzrostem takim personom jak Ironicznie Mały Liść.
- Zajmiemy się granicami klanu - oznajmił, a przez mniej myśl przeszło mu, że to lekcja potrzebna również jemu. Nie zdążył się jeszcze całkiem przyzwyczaić do nowych terenów. Ale jeżeli faktycznie są bezpieczniejsze niż wcześniejsze, to Gwiezdnemu Klanowi niech będą dzięki za tą zmianę. Będzie mógł częściej wychodzić na samotne polowania. Ale jak na razie ma Zwiewną do wytrenowania - ruszył przed siebie, opuszczając obóz i kierując się wzdłuż rzeki na wschód.
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?
Mistrz: Drżący Płomień
Płeć: kotka
Matka: Paprociowy Kwiat [*]
Ojciec: Niegodny tego tytułu
Partner: Ayyy....kwiatki?
Zwiewna dorosła... chociaż czy zmieniła się? Raczej nie, a jeśli już, są to zmiany wewnętrzne. Wciąż pozostała tym samym, jednym z najmniejszych kotów w Rzece, jak i nie najmniejszym. Widać, że nigdy nie osiągnie chociaż standardowego wzrostu, a aby spojrzeć komukolwiek w oczy, musi zadrzeć łepek do góry. Brak jej rozbudowanych mięśni, jednak nadrabia to zwinnością i szybkością. Cechuje ją długie i puszyste, buro-białe futerko, poprzecinane klasycznie pręgowanymi łatami na ogonie, grzbiecie, karku a także głowie, gdzie na mordce nachodzi bardziej na prawą stronę. Plamę na grzbiecie i ogonie oddziela natomiast wąski, biały pasek sierści. Posiada też kilka znaczeń na piętach, a także jedną, czarną kropkę na dziąśle, którą widać dopiero przy otworzonym pysku. Nos i poduszki łap również pozostały różowe. Wyraz pyszczka jest delikatny, o subtelnych rysach, na którym zawsze widnieje ciepły uśmiech. Całości dopełniają jeszcze duże, złote ślepia, które przy źrenicy zmieniają kolor na zieleń.
Dorosła fizycznie, ale czy i psychicznie? Ani trochę! Wciąż jest tą samą, wesołą i energiczną Zwiewną jak za czasów kociaka, tyle, że teraz trochę już dojrzała i zrozumiała, że wygłupianie się na środku obozu nie jest niczym dobrym. Ma w sobie mnóstwo wigoru i werwy, a do tego masę ciepła i tony miłości dla wszystkich. Wyuczona za młodości zasad dobrego wychowania, okazuje szacunek wszystkim kotom starszym od niej. Niezwykle pomocna i dobroduszna, a do tego troskliwa. Swoje obowiązki traktuje mimo wszystko dość poważnie i nigdy ich nie zaniedbuje. Pewna siebie optymistka, patrząca na świat przez różowe okulary, którą ciężko wyprowadzić z równowagi. Delikatna dla kociąt i bliskich, uwielbiająca przytulanie i ceniące przestrzeń osobistą innych. Twarda psychicznie, nie poddaje się, nawet w trudnych momentach w swoim życiu. Troszczy się o swoją rodzinę, przyjaciół i najbliższe jej koty, uwielbia również przebywanie w towarzystwie i nie ma absolutnie żadnych problemów z integracją z klanowiczami. Zazwyczaj pierwsza zaczyna rozmowę, zupełnie nie wstydząc się tego, jaka jest i jak się zachowuje. Może trochę impulsywna i lekkomyślna, ale zawsze na pierwszym miejscu stawia dobro klanu.
Nie chciała tego wspominać, nie chciała się tym także i przejmować, bo martwienie się nie leżało w jej naturze. Była sierotą, tak, ale rodzinę zastępczą stworzył jej cały Klan Rzeki. Wprawdzie czasami czuła, że nieco odstaje od reszty, jednak nie przeszkadzało jej to aż tak. Do głowy by jej nie przyszło odejście z klanu, chociaż zniknięcie Pestki wciąż nie dawało jej spokoju i chętnie wybrałaby się gdzieś na jakieś małe poszukiwania, chociaż patrząc wstecz na to co działo się podczas przeprowadzki... nie, jednak nie. No nic, cieszyła się mimo wszystko, że n a r e s z c i e zacznie ten trening i to jeszcze z Drżącym Płomieniem, którego nawiasem mówiąc, uwielbiała. Nauczył ją kiedyś wspinania się na drzewa, więc miał u buro-białej dodatkowego plusa. Huh. xxx— Dobra! — odparła szybko i energicznie, podskakując kilka razy w miejscu i ruszając za nim. — Wiem, że są cztery klany i jeszcze jeden jest na srebrnej skórce. Grom, Rzeka, Wicher i Cień, no i jeszcze Gwiezdny Klan. Złe koty jeszcze trafiają co Miejsca Gdzie Brak Gwiazd, o! — wymieniła wszystko, a następnie machnęła ogonem, prostując się dumnie, zadowolona z wiedzy, jaką posiadała. Nauki ze Słowiczą Łapą i jeszcze jakieś pojedyncze informacje od zmarłej już Paprociowego Kwiatu przydały się, a Zwiewna Łapa miała dobrą pamięć. Uśmiechnęła się szeroko, kłusując tuż obok czarnego kocura.
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
Drzewa dookoła rzucały na parę wędrujących kotów poszarpane cienie a Grzmiąca Rzeka toczyła się swoim zwyczajnym tempem nieopodal. Z ich miejsca słyszeć było cichy szum rzeki. Nie było to to samo co Srebrny Pazur, ale dawało pewne poczucie swojskości - że wbrew pozorom nowe tereny wcale nie były tak inne, jakie się wydawały na pierwszy rzut oka. Tutaj też świeciło słońce, ptaszki śpiewały a pędząca woda dawała znak o swoim istnieniu.
Zerknął na Zwiewną zaciekawiony. Najwyraźniej ktoś już zdążył jej powiedzieć, jak zazwyczaj przebiega trening - kocur nawet nie zdążył zadać żadnego pytania a ona już chwali się swoją wiedzą. A może zwyczajnie to kwestia jej charakteru? Chociaż w gruncie rzeczy powód nie miał znaczenia. Drżący otworzył pysk, gotów odpowiedzieć entuzjastycznej terminatorce.
- Bardzo dobrze. Przywódcę i medyka naszego klanu na pewno znasz; w Klanie Gromu przywódcą jest Błyskająca Gwiazda a medyczką Gwieździsta Ścieżka, w Klanie Cienia przywódcą jest Wężowa Gwiazda a medykiem... Ciernisty Kwiat - powiedział. Przez chwilę nie mógł sobie przypomnieć tego imienia, jednakże był prawie pewny, że nic nie przekręcił. - W Klanie Wichru nie mają chyba jeszcze medyka, a liderem jest Krucza Gwiazda - przy okazji zauważył, że wszyscy przywódcy byli płci męskiej a wśród medyków przeważały kotki... chociaż jednak nie - przypomniał mu się. Łososiowa Łuska podobno był kocurem, nawet jeżeli jego zapach mówił inaczej. Drżącego Płomienia ni to grzało, ni ziębiło - jeżeli tak twierdzi, to niech mu będzie. Zwiewna tymczasem kłusowała w okół swojego mistrza i momentami go wyprzedzała. Długo tak biegać nie będzie, biorąc pod uwagę, ile jeszcze mieli do przejścia dzisiejszego dnia.
- Gwiezdny Klan - zaczął po chwili przerwy. - Można się do niego dostać jeżeli przestrzega się Kodeksu Wojownika. Słyszałaś go kiedyś? W sensie Kodeks? - zapytał może i nieco niezgrabnie formując swoje pytanie, ale wyrażając to, co chciał wyrazić.
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?
Mistrz: Drżący Płomień
Płeć: kotka
Matka: Paprociowy Kwiat [*]
Ojciec: Niegodny tego tytułu
Partner: Ayyy....kwiatki?
Zwiewna dorosła... chociaż czy zmieniła się? Raczej nie, a jeśli już, są to zmiany wewnętrzne. Wciąż pozostała tym samym, jednym z najmniejszych kotów w Rzece, jak i nie najmniejszym. Widać, że nigdy nie osiągnie chociaż standardowego wzrostu, a aby spojrzeć komukolwiek w oczy, musi zadrzeć łepek do góry. Brak jej rozbudowanych mięśni, jednak nadrabia to zwinnością i szybkością. Cechuje ją długie i puszyste, buro-białe futerko, poprzecinane klasycznie pręgowanymi łatami na ogonie, grzbiecie, karku a także głowie, gdzie na mordce nachodzi bardziej na prawą stronę. Plamę na grzbiecie i ogonie oddziela natomiast wąski, biały pasek sierści. Posiada też kilka znaczeń na piętach, a także jedną, czarną kropkę na dziąśle, którą widać dopiero przy otworzonym pysku. Nos i poduszki łap również pozostały różowe. Wyraz pyszczka jest delikatny, o subtelnych rysach, na którym zawsze widnieje ciepły uśmiech. Całości dopełniają jeszcze duże, złote ślepia, które przy źrenicy zmieniają kolor na zieleń.
Dorosła fizycznie, ale czy i psychicznie? Ani trochę! Wciąż jest tą samą, wesołą i energiczną Zwiewną jak za czasów kociaka, tyle, że teraz trochę już dojrzała i zrozumiała, że wygłupianie się na środku obozu nie jest niczym dobrym. Ma w sobie mnóstwo wigoru i werwy, a do tego masę ciepła i tony miłości dla wszystkich. Wyuczona za młodości zasad dobrego wychowania, okazuje szacunek wszystkim kotom starszym od niej. Niezwykle pomocna i dobroduszna, a do tego troskliwa. Swoje obowiązki traktuje mimo wszystko dość poważnie i nigdy ich nie zaniedbuje. Pewna siebie optymistka, patrząca na świat przez różowe okulary, którą ciężko wyprowadzić z równowagi. Delikatna dla kociąt i bliskich, uwielbiająca przytulanie i ceniące przestrzeń osobistą innych. Twarda psychicznie, nie poddaje się, nawet w trudnych momentach w swoim życiu. Troszczy się o swoją rodzinę, przyjaciół i najbliższe jej koty, uwielbia również przebywanie w towarzystwie i nie ma absolutnie żadnych problemów z integracją z klanowiczami. Zazwyczaj pierwsza zaczyna rozmowę, zupełnie nie wstydząc się tego, jaka jest i jak się zachowuje. Może trochę impulsywna i lekkomyślna, ale zawsze na pierwszym miejscu stawia dobro klanu.
xxxDreptała sobie radośnie dookoła Drżącego Płomienia, co jakiś czas mało nie napataczając mu się pod łapska. Musiała bardziej uważać, uhh, nie chciała zostać stratowana. xxx— A skoro nie mają tam medyka, w sensie w Wichrze, to kto ich leczy? — zapytała, wyraźnie zaciekawiona słowami czarnego kocura. No bo jak... skoro nie było tam kota, który leczy, na przykład taka Łosoś w Rzece, to co robili, gdy ktoś się zrani na polowaniu albo w walce, bądź zwyczajnie zachoruje? Cóż za tajemnicza zagadka, no nie, Zwiewna musiała się dowiedzieć jak oni rozwiązują ten problem. xxx— Ano, miałam nauki ze Słowiczą Łapą i ona mi dużo o kodeksie mówiła. — powiadomiła go, dumnie wypinając pierś. Pamięć miała w sumie dobrą, co prawda nie zapamiętała dokładnie wszystkich podpunktów kodeksu, to było wtedy na takiego kociaka jak ona zwyczajnie za dużo informacji i mózg jej wybuchał. Poza tym, jako młodziak była bardziej zainteresowana bieganiem po obozie, poznawaniem kotów i harcami z rodzeństwem. xxx— Broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia, to był pierwszy punkt i ogółem to jest ich szesnaście. Drugi mówi o tym, że można zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale lojalność musi pozostać przy własnym Klanie, bo pewno dnia może się zdarzyć tak, że będzie się walczyć z przyjacielem. — mówiła dalej, patrząc uważnie przed siebie, gdy szła, nie miała zamiaru się potknąć i wywalić pyskiem w ziemię, tudzież błoto. Kłusowała wesoło, machając puszystym ogonem na boki i co jakiś czas spoglądając na mistrza. xxx— Zwierzyna zabijana jest tylko po to, by się nią pożywić . Nigdy... nie poluj i nie wstępuj na teren innego Klanu. Starszyzna i kocięta muszą zostać nakarmieni jako pierwsi, a terminatorom nie wolno jeść póki nie zapolują... — ciągnęła, jednak w pewnej chwili przestała mówić, bowiem do głowy przyszła jej pewna myśl — A... a jeśli ja nie umiem jeszcze polować? Bo to trochę bez sensu, że terminatorom nie wolno jeść dopóki nie zapolują. Mam nic nie jeść? — zagaiła, przekrzywiając głowę, nieco zmartwiona. Czyli co, musiała teraz nauczyć się łowów jak najszybciej, aby nie umrzeć z głodu?
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
- Medycy innych klanów. Chociaż oni też powinni niedługo mieć już swojego - powiedział. Medycy byli osobliwą grupką. Ponad Kodeksem Wojownika i ponad Klanami, mają swój własny Kodeks. Od ich umiejętności zależą życia wielu kotów. Spotykają się w tych swoich grupach i przekazują jakąś tajemną wiedzę. Jedynym co prawda medykiem, którego dotychczas poznał kocur był Łosoś, więc być może ci z pozostałych klanów byli bardziej... normalni? Nieco bardziej empatyczni i nie na tyle nierozważni, by przez swoje zachowanie stale się okaleczyć?
- Bardzo dobrze - stwierdził, zerkając na kotkę. Gdyby tak nie biegała, prawdopodobieństwo wywrócenia się na pysk byłoby nieco niższe. Ale ile miała już księżyców, by Dreszcz upominał ją o takich rzeczach? Nic się nie stanie nawet jeżeli rzeczywiście się przewróci.
Słuchał uważnie kotki wymieniającej zapamiętane przez nią punkty kodeksu, by w razie czego być w stanie skorygować dosłyszane błędy. Żadnego takiego jednak nie znalazł w jej wypowiedzi. Za to zostało mu zadane pytanie. Uśmiechnął się pod nosem. Zwiewna wyglądała, jakby rzeczywiście się tego obawiała.
- To tylko taki skrót myślowy. Punkt dotyczy jedynie tych, co polować potrafią. Inaczej byłoby to dość... okrutne, szczególnie wobec tych, których mistrzowie na przykład zachorują - wyjaśnił łagodnym głosem.
- Kolejny punkt mówi, że wojownik tuż po swoim mianowaniu musi odbyć milczące czuwanie. Następny, że zastępcą może zostać jedynie osoba, która zdążyła już wytrenować co najmniej jednego terminatora. Kocięta mogą rozpocząć trening w wieku 6 księżyców lub wyższym - przedstawił trzy kolejne punkty Kodeksu, po czym przerwał na chwilę, dając Zwiewnej Łapie szansę na zadanie jakiegoś pytania czy chociaż przetworzenia informacji.
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?
Mistrz: Drżący Płomień
Płeć: kotka
Matka: Paprociowy Kwiat [*]
Ojciec: Niegodny tego tytułu
Partner: Ayyy....kwiatki?
Zwiewna dorosła... chociaż czy zmieniła się? Raczej nie, a jeśli już, są to zmiany wewnętrzne. Wciąż pozostała tym samym, jednym z najmniejszych kotów w Rzece, jak i nie najmniejszym. Widać, że nigdy nie osiągnie chociaż standardowego wzrostu, a aby spojrzeć komukolwiek w oczy, musi zadrzeć łepek do góry. Brak jej rozbudowanych mięśni, jednak nadrabia to zwinnością i szybkością. Cechuje ją długie i puszyste, buro-białe futerko, poprzecinane klasycznie pręgowanymi łatami na ogonie, grzbiecie, karku a także głowie, gdzie na mordce nachodzi bardziej na prawą stronę. Plamę na grzbiecie i ogonie oddziela natomiast wąski, biały pasek sierści. Posiada też kilka znaczeń na piętach, a także jedną, czarną kropkę na dziąśle, którą widać dopiero przy otworzonym pysku. Nos i poduszki łap również pozostały różowe. Wyraz pyszczka jest delikatny, o subtelnych rysach, na którym zawsze widnieje ciepły uśmiech. Całości dopełniają jeszcze duże, złote ślepia, które przy źrenicy zmieniają kolor na zieleń.
Dorosła fizycznie, ale czy i psychicznie? Ani trochę! Wciąż jest tą samą, wesołą i energiczną Zwiewną jak za czasów kociaka, tyle, że teraz trochę już dojrzała i zrozumiała, że wygłupianie się na środku obozu nie jest niczym dobrym. Ma w sobie mnóstwo wigoru i werwy, a do tego masę ciepła i tony miłości dla wszystkich. Wyuczona za młodości zasad dobrego wychowania, okazuje szacunek wszystkim kotom starszym od niej. Niezwykle pomocna i dobroduszna, a do tego troskliwa. Swoje obowiązki traktuje mimo wszystko dość poważnie i nigdy ich nie zaniedbuje. Pewna siebie optymistka, patrząca na świat przez różowe okulary, którą ciężko wyprowadzić z równowagi. Delikatna dla kociąt i bliskich, uwielbiająca przytulanie i ceniące przestrzeń osobistą innych. Twarda psychicznie, nie poddaje się, nawet w trudnych momentach w swoim życiu. Troszczy się o swoją rodzinę, przyjaciół i najbliższe jej koty, uwielbia również przebywanie w towarzystwie i nie ma absolutnie żadnych problemów z integracją z klanowiczami. Zazwyczaj pierwsza zaczyna rozmowę, zupełnie nie wstydząc się tego, jaka jest i jak się zachowuje. Może trochę impulsywna i lekkomyślna, ale zawsze na pierwszym miejscu stawia dobro klanu.
xxx— Aaaa — wymruczała tylko, kiwając mu głową na potwierdzenie. No, w sumie to miało sens. Klany niby były sobie nawzajem obce, ale mimo wszystko spotykały się na zgromadzeniach i pomagały sobie nawzajem w razie czego. To było miłe z ich strony, przynajmniej Zwiewna tak uważała. Podczas przeprowadzki na nowe tereny widziała te koty, czuła ich zapachy i potrafiła po ich gabarytach poznać, który kot z jakiego jest klanu. Grom i Wicher nietrudno było poznać po sylwetkach. xxx— A, a to dobrze. — stwierdziła, podskakując na swoich krótkich łapkach do góry i wyprzedzając Drżącego Płomienia, oczywiście nie oddalała się na duże odległości od mistrza, wszak nie znała jeszcze tych terenów na tyle dobrze, aby sama się po nich włóczyć, gdyby Pestka, a raczej Drobna Łapa była wciąż w Klanie Rzeki, zapewne razem szwendałyby się po terytorium, łażąc dosłownie wszędzie. Niestety, białej przy niej nie było, co trochę martwiło i jednocześnie smuciło długowłosą. Nie zamierzała jednak płakać, wiedziała, że jej najlepsza siostra żyje i gdzieś tam jest, i że na pewno kiedyś wróci do domu. Za księżyc, dwa, albo nawet i trzydzieści, ale wróci, wiedziała to. xxx— A co jak przywódca mianuje kocięta, kiedy te nie będą jeszcze miały tych sześciu księżyców? — zapytała z widocznym zainteresowaniem i zaciekawieniem w słodkim, świergotliwym głosie. No bo w sumie... słowo Gwiazdy było prawem, ale skoro ten złamałby kodeks.... to co wtedy? Buro-biała cierpliwie czekała na odpowiedź ze strony smolistego kocura, mierząc go uważnie dużymi, złoto-zielonymi ślepiami.
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
Milczał przez chwilę, analizując w głowie jej pytanie. Złamałby wtedy Kodeks Wojownika. Ale skoro jest przywódcą, to nie ma kto wymierzyć mu kary...
- No... kociaki będą za słabe - mruknął, podchodząc do sprawy z technicznego punktu widzenia. Młodsze koty nie były jeszcze gotowe na trening - ani fizycznie, ani mentalnie. Ale Świetlikowa Gwiazda czegoś takiego by nie zrobił. Czerwony Mak raczej też nie - była surową i bezwzględną kotką, ale nie była okrutna. Znaczy, nie bez powodu. A czym takie małe larwiątka miałyby jej zawinić? - I zbyt młode, by zrozumieć wszystko, z czym wiążą się przygotowania do zostania Wojownikiem. Ale to chyba nigdy by się nie stało. Przywódcy muszą zostać zaakceptowani przez Gwiezdny Klan - przedstawił Zwiewnej swoje zdanie na ten temat. Kodeks Wojowników, z tego co pamiętał, również pochodził od Gwiezdnych, czemu więc mieliby pozwolić usiąść na stołku przywódcy komuś, kto będzie deptał po ich zasadach? Chyba że postanowiliby z jakiegoś powodu zmienić te zasady.
Milczał przez chwilę, po czym uznał, że mimo wszystko powinni kontynuować trening. Znaleźli się już na miejscu zwanym Kretowiskiem a kocur zaczął dyktować kolejne punkty Kodeksu: - Po śmierci starego przywódcy, nowym przywódcą zostaje stary zastępca. Zastępca musi być wyznaczony przez przywódcę zanim księżyc osiągnie najwyższe miejsce na niebie, licząc od czasu... ee, odejścia zastępcy - kocur średnio obrał to w słowa, ale miał nadzieję, że terminatorka zrozumie jego proces myślowy. Albo chociaż słyszała już kiedyś ten punkt Kodeksu i go pamięta.
- Teoretycznie co księżyc powinno odbywać się zgromadzenie klanów, ale jak jest w praktyce - widać - stwierdził i, gdyby mógł, rozłożyłby ramiona w bezradnym geście. Ten akurat punkt Kodeksu był nieustannie przez wszystkich łamany. Może więc sytuacja z kociakami wcale nie była tak nieprawdopodobna? W końcu czemu Gwiezdni mieliby na to nie pozwalać, skoro na niezwoływanie zgromadzenia pozwalają? Ale tak długo, jak mieli Świetlika jako lidera, ich młodym nie groził przedwczesny trening.
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?
Mistrz: Drżący Płomień
Płeć: kotka
Matka: Paprociowy Kwiat [*]
Ojciec: Niegodny tego tytułu
Partner: Ayyy....kwiatki?
Zwiewna dorosła... chociaż czy zmieniła się? Raczej nie, a jeśli już, są to zmiany wewnętrzne. Wciąż pozostała tym samym, jednym z najmniejszych kotów w Rzece, jak i nie najmniejszym. Widać, że nigdy nie osiągnie chociaż standardowego wzrostu, a aby spojrzeć komukolwiek w oczy, musi zadrzeć łepek do góry. Brak jej rozbudowanych mięśni, jednak nadrabia to zwinnością i szybkością. Cechuje ją długie i puszyste, buro-białe futerko, poprzecinane klasycznie pręgowanymi łatami na ogonie, grzbiecie, karku a także głowie, gdzie na mordce nachodzi bardziej na prawą stronę. Plamę na grzbiecie i ogonie oddziela natomiast wąski, biały pasek sierści. Posiada też kilka znaczeń na piętach, a także jedną, czarną kropkę na dziąśle, którą widać dopiero przy otworzonym pysku. Nos i poduszki łap również pozostały różowe. Wyraz pyszczka jest delikatny, o subtelnych rysach, na którym zawsze widnieje ciepły uśmiech. Całości dopełniają jeszcze duże, złote ślepia, które przy źrenicy zmieniają kolor na zieleń.
Dorosła fizycznie, ale czy i psychicznie? Ani trochę! Wciąż jest tą samą, wesołą i energiczną Zwiewną jak za czasów kociaka, tyle, że teraz trochę już dojrzała i zrozumiała, że wygłupianie się na środku obozu nie jest niczym dobrym. Ma w sobie mnóstwo wigoru i werwy, a do tego masę ciepła i tony miłości dla wszystkich. Wyuczona za młodości zasad dobrego wychowania, okazuje szacunek wszystkim kotom starszym od niej. Niezwykle pomocna i dobroduszna, a do tego troskliwa. Swoje obowiązki traktuje mimo wszystko dość poważnie i nigdy ich nie zaniedbuje. Pewna siebie optymistka, patrząca na świat przez różowe okulary, którą ciężko wyprowadzić z równowagi. Delikatna dla kociąt i bliskich, uwielbiająca przytulanie i ceniące przestrzeń osobistą innych. Twarda psychicznie, nie poddaje się, nawet w trudnych momentach w swoim życiu. Troszczy się o swoją rodzinę, przyjaciół i najbliższe jej koty, uwielbia również przebywanie w towarzystwie i nie ma absolutnie żadnych problemów z integracją z klanowiczami. Zazwyczaj pierwsza zaczyna rozmowę, zupełnie nie wstydząc się tego, jaka jest i jak się zachowuje. Może trochę impulsywna i lekkomyślna, ale zawsze na pierwszym miejscu stawia dobro klanu.
xx— Och, rozumiem — odparła spokojnie, milcząc następnie. Nie zamierzała dłużej zadręczać Drżącego Płomienia takimi pytaniami, zwłaszcza, że dostała już pełną odpowiedź i nie wiedziała w sumie jak mogłaby jeszcze ugryźć ten temat. Świetlikowa Gwiazda wyglądał na sprawiedliwego i dobrego, więc nie mógłby zrobić takich złych rzeczy, co do Czerwonego Maku nie miała co prawda takiej pewności, bowiem na ceremoniach wydawała się dość nieprzyjemna, ale nie zamierzała oceniać nikogo, póki go nie pozna. Miłość i szacunek do wszystkich, o, takie motto życiowe, powiedzmy. xx— To wiem, ale co jak przywódca przed swoją śmiercią nie zdąży wybrać zastępcy? Kto wtedy zostaje Gwiazdą? — zapytała, może trochę nieśmiało i cicho. Ale to tylko dlatego, że nie wiedziała dokładnie jak ma ubrać w słowa swoją wypowiedź. Machnęła ogonem, zastanawiając się jakby to mogło wyglądać. Klan nie mógł zostać bez lidera, a przecież jeśli ten nie wybierze sobie kogoś w zastępstwo, to nie będzie komu rządzić i wtedy może zapanować haos. Czyżby wtedy właśnie Gwiezdny Klan interweniował? Buro-biała mogła tylko śnuć domysły, a i tak nie była ich w stu procentach pewna. Czekała na odpowiedź ze strony czarnego kocura, przecież on wiedział o wiele więcej niż Zwiewna, która za sobą miała tylko kocięce nauki pod okiem Słowiczej Łapy, która swoją drogą, również gdzieś wyparowała. xx— Widać? Czyli co, nie ma zgromadzeń? — zagaiła zaskoczona, otwierając szerzej złote ślepia i wlepiając je uparcie w mistrza. Nie wiedziała jak było, znaczy, rzadko kiedy ktoś w obozie w ogóle wspominał o zgromadzeniach, córka Paprociowego Kwiatu nawet nie do końca wiedziała jak one wyglądają, więc postanowiła dowiedzieć się o tym nieco więcej. Swoją drogą, ciekawe, czy Zwiewna Łapa kiedyś będzie miała okazję wybrać się na takie zgromadzenie wszystkich klanów. Ciekawe jak ono wygląda, jak przebiega i co się na nim robi.
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
Kolejne trudne pytanie. Może sam powinien wybrać się do Świetlikówej Gwiazdy i zapytać. Chociaż, czy dałby radę tak po prostu podejść do przywódcy i zawracać mu głowę? Teoretycznie był on kotem tak samo jak wszyscy inni i na pewno nie dałby Drżącemu Płomieniowi bezpośrednio dać znać, że nie jest mile widziany, ale... mimo wszystko kocur obawiał się czarnego kocura z zielonymi oczami. Było w jego wyglądzie i zachowaniu coś odległego, tajemniczego - zupełnie jakby przed chwilą zszedł z Gwiezdnego Klanu.
- Wydaje mi się, że wtedy wybiera go medyk - przechylił łeb, próbując wyobrazić sobie, jak Łososiowa Łuska wybiera kota, od którego w przyszłości zależeć będą losy całego klanu - a może nawet wszystkich klanów. Nie sądził, żeby ich medyk nadawał się do takich spraw, ale innego wyjścia nie dostrzegał. Chyba, że Gwiezdni strzelą piorunem i sami kogoś wybiorą. Gwiezdny Klan rzadko interferował w życia kotów, ale w końcu brak lidera w klanie to sytuacja nadzwyczajna. Czuł się głupio, że nie mógł udzielić kotce odpowiedzi, na jaką oczekiwała. Zupełnie jakby wrócił do wieku terminatorskiego, czasu zadawania pytań i otrzymywania od innych odpowiedzi. Ale prawda jest taka, że pytania i niepewności będą towarzyszyć mu przez całe życie.
- No... nie za bardzo. Przed przeprowadzką teoretycznie przywódcy mieli jakieś spotkanie, ale na zgromadzeniach powinno być więcej kotów. Ale na starych terenach ciężko było się spotkać wszystkim czterem klanom z powodu Mknącej Rzeki. Teraz mamy na środku terenów kawałek Ziemi Niczyich, więc może jednak będą je organizować częściej...? Niewiadomo - czuł pokusę stwierdzenia, że jak na razie to zgromadzenia co księżyc nie wydają się konieczne, ale przecież było to w Kodeksie Wojownika. A Gwiezdni raczej wiedzieli co robią.
Rozejrzał się dookoła i zobaczył, że dotarli na granicę. Po prawej mieli rzekę, po prawej Kretowisko a w oddali słychać było Grzmiącą Ścieżkę. Na szczęście od Klanów oddzielał ją pas drzew. Potwory nie stanowiły już dla nich zagrożenia
- Tutaj kończą się nasze tereny - odezwał się do terminatorki. - A po drugiej stronie Mknącej Rzeki położone są tereny Klanu Wichru. Za tymi drzewami znajduje się Grzmiąca Ścieżka, więc raczej tam nie chodź. Wszystkie granice muszą być regularnie znakowane. Teraz będziemy już wzdłuż niej iść, więc patrz uważnie - powiedział kotce, po czym sam również począł rozglądać się dookoła. Dla niego również te granice były stosunkowo nowe.
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?
Mistrz: Drżący Płomień
Płeć: kotka
Matka: Paprociowy Kwiat [*]
Ojciec: Niegodny tego tytułu
Partner: Ayyy....kwiatki?
Zwiewna dorosła... chociaż czy zmieniła się? Raczej nie, a jeśli już, są to zmiany wewnętrzne. Wciąż pozostała tym samym, jednym z najmniejszych kotów w Rzece, jak i nie najmniejszym. Widać, że nigdy nie osiągnie chociaż standardowego wzrostu, a aby spojrzeć komukolwiek w oczy, musi zadrzeć łepek do góry. Brak jej rozbudowanych mięśni, jednak nadrabia to zwinnością i szybkością. Cechuje ją długie i puszyste, buro-białe futerko, poprzecinane klasycznie pręgowanymi łatami na ogonie, grzbiecie, karku a także głowie, gdzie na mordce nachodzi bardziej na prawą stronę. Plamę na grzbiecie i ogonie oddziela natomiast wąski, biały pasek sierści. Posiada też kilka znaczeń na piętach, a także jedną, czarną kropkę na dziąśle, którą widać dopiero przy otworzonym pysku. Nos i poduszki łap również pozostały różowe. Wyraz pyszczka jest delikatny, o subtelnych rysach, na którym zawsze widnieje ciepły uśmiech. Całości dopełniają jeszcze duże, złote ślepia, które przy źrenicy zmieniają kolor na zieleń.
Dorosła fizycznie, ale czy i psychicznie? Ani trochę! Wciąż jest tą samą, wesołą i energiczną Zwiewną jak za czasów kociaka, tyle, że teraz trochę już dojrzała i zrozumiała, że wygłupianie się na środku obozu nie jest niczym dobrym. Ma w sobie mnóstwo wigoru i werwy, a do tego masę ciepła i tony miłości dla wszystkich. Wyuczona za młodości zasad dobrego wychowania, okazuje szacunek wszystkim kotom starszym od niej. Niezwykle pomocna i dobroduszna, a do tego troskliwa. Swoje obowiązki traktuje mimo wszystko dość poważnie i nigdy ich nie zaniedbuje. Pewna siebie optymistka, patrząca na świat przez różowe okulary, którą ciężko wyprowadzić z równowagi. Delikatna dla kociąt i bliskich, uwielbiająca przytulanie i ceniące przestrzeń osobistą innych. Twarda psychicznie, nie poddaje się, nawet w trudnych momentach w swoim życiu. Troszczy się o swoją rodzinę, przyjaciół i najbliższe jej koty, uwielbia również przebywanie w towarzystwie i nie ma absolutnie żadnych problemów z integracją z klanowiczami. Zazwyczaj pierwsza zaczyna rozmowę, zupełnie nie wstydząc się tego, jaka jest i jak się zachowuje. Może trochę impulsywna i lekkomyślna, ale zawsze na pierwszym miejscu stawia dobro klanu.
xxZadawanie pytań leżało w jej naturze. Zwiewna od samego początku była ciekawa otaczającego ją świata i nic się w tym nie zmieniło, mimo różnych wydarzeń w jej życiu i upływu kolejnych to księżyców. Robiła się coraz to starsza, ale wcale się tak nie czuła i nie wyglądała na taką dorosłą i dojrzałą. Może kiedyś urośnie par centymetrów, może. xx— A... to trzeba się jakoś przysłużyć i zaistnieć w oczach Gwiazdy, aby iść na takie zgromadzenie? — zapytała, przekrzywiając głowę na bok, a jej złoto-zielone ślepia zabłysły. Nie wiedziała, czy na takie spotkanie czterech klanów chodzili tylko tacy, co na to sobie zasłużyli? Chciała w przyszłości w takowym uczestniczyć, jednak nie wiedziała, czy będzie miała taką okazję. Machnęła ogonem, widząc, że już dotarli do granic Klanu Rzeki. xxNigdy nie opuściła samotnie terytorium i bynajmniej nie miała takiego zamiaru, przynajmniej bez powodu. Miała chęć odnalezienia Drobnej Łapy, jednak z czasem zrozumiała, że jeśli odejdzie z klanu, to może już do niego nigdy nie wrócić, a przecież tego nie chciała. Mimo, że z rodzeństwa nie pozostało jej wielu, nie miała też matki, ani ojca, to wciąż starała się być optymistyczna i wesoła, cóż, jak widać, dobrze jej to wychodziło. Buro-biała nie miała w zwyczaju przejmować się, żalić czy płakać, wiedziała, że po upadku trzeba się podnieść, a po burzy zawsze w końcu przychodzi słońce, tak jak i po nocy dzień. xx— Znakowane? A jak? — mrugnęła szybko, wbijając wzrok w okolicę i zapamiętując teren. Miała takie szczęście, że dzięki dobrej pamięci była w stanie zapamiętać takie proste rzeczy. W mig opanuje kodeks i granice, nie było to dla niej jakieś szczególnie trudne, wymagało jedynie dużego skupienia od długowłosej. Chciała pokazać Drżącemu Płomieniowi, że jest dobrym kandydatem na przyszłego wojownika, chociaż też wiedziała, że gdy przyjdzie czas na naukę polowania, najpewniej będzie miała styczność z krwią swoich ofiar... a nie wiedziała jeszcze jak przekazać czarnemu kocurowi informację, że brzydzi się widoku szkarłatnej cieczy. Nie wiedziała też, czy jej mistrz wie o incydencie, jaki wydarzył się podczas pogrzebu Biedronkowego Nosa.
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
- Przysłużyć... zależy co masz na myśli. Wystarczy chyba, że jesteś dobrym wojownikiem i Świetlik ci ufa - odparł, przypominając sobie wszystko co dawniej słyszał o zgromadzeniach. Z tego co pamiętał, Cisowa Jagoda kiedyś była na jednym. Nie żeby wątpił w to, żeby była w stanie przysłużyć się klanowi, ale starsza siostra jego mentora była raczej spokojnym typem. Widział ją raczej przytulającą kocięta i dorosłe kocięta niż na przykład w pojedynkę przeganiającą grupę lisów. Oczywiście nie wątpił w jej umiejętności jako wojowniczki, ale w tym przypadku w wybraniu ją na reprezentowanie klanu na zgromadzeniu większą rolę miało to, że Świetlik zwyczajnie lubił. Tak jak wszyscy. Szkoda, że teraz gdzieś się podziała. - Ty na pewno miałabyś sporą szansę pójścia - uśmiechnął się. Na razie była za młoda, ale to żadna szkoda - i tak nie zapowiadało się na kolejne zgromadzenie w najbliższym czasie. Zdąży jeszcze się wykazać w oczach przywódcy.
Jedyną jak do teraz wyprawą czarnego wojownika i jego czarnej końcówki ogona poza tereny Rzeki była sytuacja, kiedy dał się złapać Dwunożnym kociętom niczym głupiec. Wywieźli go wtedy na tak zwane Osiedle, gdzie miał szczęście spotkać członkinię Klanu Gromu - Motyle Skrzydło. Pomogła mu wrócić do domu, gdyż z powodu swego niezwykłego zainteresowania Dwunogami doskonale znała drogę do domu, a on nauczył ją pływać.
- No, trzeba zostawić tam zapach Klanu Rzeki. Najprościej jest nasikać - odpowiedział, nieco zaskoczony pytaniem kotki. Myślał, że taką wiedzę zyskuje się raczej w pierwszych księżycach życia, od matki. W gruncie rzeczy była to dość fundamentalna rzecz. Może się na nich nie sika, ale na bliskich bardzo często zostawia się swój zapach. Tego też nie wiedziała? Najwyraźniej ktoś tu zaniedbywał swoje obowiązki jako rodzic. Albo zwyczajnie kiepsko mu to szło. Z tego co wiedział, Zwiewna pochodziła z dopiero pierwszego miotu Lodowej Skóry i Paproci, ale mieli przecież inne, bardziej doświadczone koty do pomocy... ale cóż, nie ma takiego błędu którego nie da się naprawić. Albo są, ale ten akurat można. Ale wracając do Kodeksu.
- Kodeks mówi również, że wojownik nie może zostawić kocięcia w bólu czy potrzebie, nawet, jeżeli jest z innego klanu albo w ogóle nie pochodzi z klanu. Oznacza to na przykład zaniesienie ich do siedliska dwunożnych a czasami przyjęcie do klanu, tak jak było z Tonącym Słońcem. To dlatego ma takie śmieszne uszy - opowiadał dalej. Nie wiedział, czy Zwiewna znała Toń, ale na pewno kojarzyła tego "burego z zawijanymi uszami i bez ogona". Był dość charakterystyczny.
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?
Mistrz: Drżący Płomień
Płeć: kotka
Matka: Paprociowy Kwiat [*]
Ojciec: Niegodny tego tytułu
Partner: Ayyy....kwiatki?
Zwiewna dorosła... chociaż czy zmieniła się? Raczej nie, a jeśli już, są to zmiany wewnętrzne. Wciąż pozostała tym samym, jednym z najmniejszych kotów w Rzece, jak i nie najmniejszym. Widać, że nigdy nie osiągnie chociaż standardowego wzrostu, a aby spojrzeć komukolwiek w oczy, musi zadrzeć łepek do góry. Brak jej rozbudowanych mięśni, jednak nadrabia to zwinnością i szybkością. Cechuje ją długie i puszyste, buro-białe futerko, poprzecinane klasycznie pręgowanymi łatami na ogonie, grzbiecie, karku a także głowie, gdzie na mordce nachodzi bardziej na prawą stronę. Plamę na grzbiecie i ogonie oddziela natomiast wąski, biały pasek sierści. Posiada też kilka znaczeń na piętach, a także jedną, czarną kropkę na dziąśle, którą widać dopiero przy otworzonym pysku. Nos i poduszki łap również pozostały różowe. Wyraz pyszczka jest delikatny, o subtelnych rysach, na którym zawsze widnieje ciepły uśmiech. Całości dopełniają jeszcze duże, złote ślepia, które przy źrenicy zmieniają kolor na zieleń.
Dorosła fizycznie, ale czy i psychicznie? Ani trochę! Wciąż jest tą samą, wesołą i energiczną Zwiewną jak za czasów kociaka, tyle, że teraz trochę już dojrzała i zrozumiała, że wygłupianie się na środku obozu nie jest niczym dobrym. Ma w sobie mnóstwo wigoru i werwy, a do tego masę ciepła i tony miłości dla wszystkich. Wyuczona za młodości zasad dobrego wychowania, okazuje szacunek wszystkim kotom starszym od niej. Niezwykle pomocna i dobroduszna, a do tego troskliwa. Swoje obowiązki traktuje mimo wszystko dość poważnie i nigdy ich nie zaniedbuje. Pewna siebie optymistka, patrząca na świat przez różowe okulary, którą ciężko wyprowadzić z równowagi. Delikatna dla kociąt i bliskich, uwielbiająca przytulanie i ceniące przestrzeń osobistą innych. Twarda psychicznie, nie poddaje się, nawet w trudnych momentach w swoim życiu. Troszczy się o swoją rodzinę, przyjaciół i najbliższe jej koty, uwielbia również przebywanie w towarzystwie i nie ma absolutnie żadnych problemów z integracją z klanowiczami. Zazwyczaj pierwsza zaczyna rozmowę, zupełnie nie wstydząc się tego, jaka jest i jak się zachowuje. Może trochę impulsywna i lekkomyślna, ale zawsze na pierwszym miejscu stawia dobro klanu.
xx— A... no to dobra! Będę starała się być jak najlepszym wojownikiem! — powiadomiła go, uśmiechając się i wypinając pierś z dumą do przodu. Paprociowy Kwiat też zawsze mówiła, że ciężka praca na treningu kończy się nagrodą w postaci wojowniczego imienia i możliwie dużego szacunku u innych, szczególnie tych młodszych. Buro-biała jednak niezbyt dążyła do tego, aby inni traktowali ją z autorytetem czy uznaniem, było to dla niej dość śmieszne, oczywiście nie licząc Przywódcy, Zastępcy i Medyka, bo to była grupa specjalnie uprzywilejowana, ze swoimi prawami. Chodziło jej bardziej o wojowników i matki. Szanowała także starszyznę, chociaż aktualnie należała do niej tylko Liliowa Sadzawka. xx— A. — odpowiedziała tylko krótko, bo naprawdę nie wiedziała jak ma skomentować słowa Drżącego Płomienia. Dobra, nasikać, zostawić zapach, zapamiętane. Nie, żeby to było dla niej jakieś krępujące lub wstydliwe, po prostu nie miała potrzeby ciągnięcia tego tematu, zwłaszcza, że już dostała odpowiedź na to, co ją interesowało. Już nie mogła się doczekać patroli po granicach, najlepiej z przyjaciółmi i znajomymi, a jakby dobrze poszło i miała szczęście, poznałaby jakiegoś kota z innego klanu. Zawsze to jakieś nowe, świeże znajomości. xx— Taktak! Znam go, jest bardzo fajny i miły! — mruknęła radośnie, podskakując w miejscu. Tonące Słońce był charakterystycznym kotem i rozpoznawalnym, nie dało się go pomylić z nikim innym w Klanie Rzeki. Zwiewna nie wiedziała, czy inne klany też mają w swoich szeregach takich niezwykłych członków, no, ale też w sumie niezbyt się tym interesowała. Terminatorka zamilkła następnie, czekając na ciąg dalszy monologu czarnego wojownika. Póki co jeszcze się nie nudziła, a tematy wydawały jej się naprawdę ciekawe.
Bardzo niski, lecz całkiem dobrze zbudowany kocur. Podczas swojego życia jako na wpół oswojony kocur, jedzenie dostawał dosłownie na talerzu, co eliminowało potrzebę polowania, ale Dreszcz bynajmniej nie próżnował i zachował swoją formę. Oczywiście nie zmienił się również kształt jego łba - krótki, kanciasty, z dużymi, okrągłymi oczami o złotym kolorze - i jego futro - wciąż krótkie, wciąż czarne, wciąż rzadkie. W niektórych miejscach widać było prześwity jego jasnej skóry, chociaż jest ich już mniej niż za kociaka. Jedyną rzeczą, która mogłaby zaskoczyć jego starych znajomych, była nowa blizna. Ślady czyichś pazurów ciągnęły się od czubka jego głowy do czoła.
Nowy Dreszcz różni się od starego przede wszystkim tym, że nauczył się uciekać przed swoimi problemami zamiast je ignorować. Poza klanem nie mógł już egzystować i czekać aż wszystko się naprawi. Wciąż preferuje kroczyć po linii najmniejszego oporu, jednak zdarza się, że zdecyduje się na drogę okrężną, gdy uzna, że dodatkowy wysiłek się opłaca. Stara się stale zapewniać sobie zajęcia, bo nauczył się, że bezczynność potrafi być zabójcza dla jego woli życia. Zmusza się do pozytywnego myślenia i powtarza sobie, że nie ma czego żałować. Udało mu się nawet w to uwierzyć. No, do pewnego czasu. Inaczej pewnie nigdy by nie wrócił. Stał się również nieco bardziej pewny siebie.
Kocur skinął głową. Nie wątpił w to. Jej entuzjazm można było wyczuć pewnie aż na starych terenach a poza tym wykazywała się swoją pojętnością i sympatycznością. Nie zaczęli jeszcze co prawda nauk praktycznych, takich jak walka, polowanie czy łowienie ryb, ale był pewien, że w nich również sobie dobrze poradzi. A nawet jeśli nie, to jej umiejętności zawsze można poprawić. W końcu najważniejsze w byciu wojownikiem była lojalność do klanu, czyż nie? A nie to ile myszy złapiesz w ciągu księżyca.
- Jest chyba pół księżyca młodszy ode mnie; Mleczny Kieł znalazła go kiedyś razem z jego bratem, Źródłem, w takim brązowym czymś zostawionym przed Dwunożnych - opowiedział historię przybycia Tońka do klanu. Był on w sumie całkiem podobny do Cis - oboje nadzwyczaj weseli, mili, wszyscy ich lubią. W obu osobach była jakaś taka moc zjednywania sobie serc.
Ciężko byłoby nazwać ich rozmowę "monologiem", szczególnie, że kocur co chwila robił przerwy w swoich wypowiedziach i czekał na ewentualne pytania kotki, następnie na nie odpowiadał i tak w kółko - ale faktycznie to on tutaj mówił najwięcej. Nieczęsta sytuacja, ale jednak Kodeks był dość obszernym tematem i nie powinno się go tak po prostu podyktować i przenieść się do następnego zagadnienia. W jego łapach była edukacja Zwiewnej i chciał dać z siebie jak najwięcej w tym zadaniu.
- To dalej: słowo przywódcy jest prawem, nie powinno się zabijać innych kotów bez potrzeby - chociaż zasada ta nie dotyczy kotów z jakiegoś powodu wyjętych spod Kodeksu, a wojownik odrzuca wygodne życie pieszczoszka. To tyle z Kodeksu. Jakieś pytania? - skierował swój wzrok na pysk młodej kotki. Szybko im przeszedł Kodeks. Teraz skupią się na granicach. Minęli już Koci Grzbiet a po ich prawej stronie pojawił się Kłujący Gąszcz. Kocur już dawno przyzwyczaił się do tego, że obejście całych granic zajmuje trochę czasu, ciekawe jednak, czy jego uczennicy starczy cierpliwości.
Sweetheart,youlookalittletired W he ndidyoulasteat? Comeinandmakeyourselfathome Stayaslongasyouneed Tellme,issomethingwrong?