#22
Księżycowa Łapa była zbyt podenerwowana powierzonym jej zadaniem, by zajmować się przetrząsaniem pamięci w poszukiwaniu informacji, które zdążyły na tę chwilę zaszyć się gdzieś na dnie jej umysłu. Nie należała do elastycznych kotów, które nie bały się eksperymentować na własną łapę. Co prawda potrafiła działać bez instrukcji, ale było to dla niej niekomfortowe i przypominało błądzenie po ciemku w labiryncie. Gdy nie musiała, wolała unikać takich sytuacji. Preferowała, by każdy jej pierwszy raz był udany i perfekcyjny, nawet jeśli gdzieś tam w głębi duszy miała świadomość, że jej własne możliwości nie na wszystko pozwalały. Jednak jakoś nie podobała jej się myśl, że mogła zrobić coś nie tak przed Łososiową Łuską, nawet jeśli przecież nie doprowadziłoby to do żadnej tragedii, bo ona, w przeciwieństwie do kocura, nie posiadała jeszcze żadnego doświadczenia - jeśli nie liczyć ich wspólnego zbierania ziół niedługo po tym, jak zagościli na nowych terenach. Gdyby nie to, byłaby zupełnie zielona w medycznym świecie.
Spojrzenie terminatorki zawiesiło się na dwa uderzenia serca na pysku buro-białego kota, gdy ten wyrzucił z siebie pojedyncze słowo. Mech. Jaki mech? Wreszcie jednak Księżyc połączyła jedno z drugim w swojej głowie. No tak, mech. Przecież on był bardzo chłonny. Całkiem logiczne, że to jego powinno się tutaj użyć. Kotka wypuściła powietrze przez zaciśnięte zęby, starając się zatuszować lekkie drżenie własnego oddechu. Rozejrzała się uważnie i po krótkiej chwili zlokalizowała to, co było jej potrzebne. Rzuciła krótkie spojrzenie myszy i ostrożnie odsunęła pazur od woreczka żółciowego, by następnie nieco zbyt pospiesznie chwycić w zęby mech, ułożyć go przy myszy i wziąć się dalej do roboty. Zerknęła jeszcze tylko na Łososiową Łuskę, uchylając pysk, jakby chciała coś powiedzieć, ale szybko się rozmyśliła i zamknęła go z cichym kłapnięciem, zaciskając zęby. To nie było do końca w jej stylu, nie pytać o dokładne instrukcje, ale coś w jej wnętrzu się buntowało na myśl, że musiała zapytać medyka o coś tak - zdawałoby się - trywialnego jak wyciśnięcie żółci na mech. Nie rozumiała do końca tego, co czuła i co uniemożliwiało jej zadanie pytania, za to zmusiło do dalszego działania. Być może to wina jej perfekcjonistycznej natury, tym razem z nieco innej strony: nie chciała być kotem, który musiał pytać nawet o tak proste rzeczy. Po prostu jej się to nie podobało. Tym bardziej, że miała przed sobą kota, który najpewniej robił to już od wielu księżyców; któremu nie chciała jawić się jako ktoś bezużyteczny, co nic nie potrafi zrobić sam. Były to bardziej odczucia niż konkretne myśli, ale wystarczyły, by w oczach kremowej terminatorki pojawiła się odrobina determinacji, gdy chwyciła w zęby mech i naruszyła mocniej powłokę woreczka, by następnie pochylić się i przyłożyć mech do wyciekającej żółci, pozwolić jej nasiąknąć, ostrożnie dociskając roślinę łapą. Choć na zewnątrz wyglądała na skoncentrowaną i zdeterminowaną, w środku - obok tych emocji - czuła gromadzące się napięcie i niepewność, czy aby na pewno zrobiła wszystko dobrze. Jawiło się to z postaci nieco zbyt ruchliwego ogona, który wbrew woli właścicielki zamiatał nerwowo po podłożu, choć Księżycowa Łapa tego nie lubiła. Gdy podniosła spojrzenie na Łososiową Łuskę, w jej oczach i na pyszczku odbijała się już tylko zżerająca ją trema, choć nie tak intensywna, jak była w rzeczywistości - uboga mimika twarzy Rzeczniaczki skutecznie uniemożliwiała ukazanie wszystkiego, co w niej siedziało. Sama z resztą nie była pewna jak bardzo była zestresowana, choć zaczęła czuć nieprzyjemny ścisk w żołądku. Nigdy nie była szczególnie dobra w odczytywaniu, rozumieniu, a nawet odczuwaniu własnych emocji. Najchętniej wymazałaby całkowicie ich istnienie - wtedy życie byłoby dużo prostsze. Nie posiadała jednak takiej opcji, toteż nieszczególnie się nad nią zastanawiała. Przełknęła swoją niepewność, a jej wargi zacisnęły się w cienką linię. Czekała na werdykt, jakby niepoprawne wykonanie zadania miało przekreślić jej szansę na kontynuowanie kariery medyka. Nawet nie zauważyła kiedy aż do tego stopnia zaangażowała się w polecone jej zadanie. Jednego była pewna - nie chciała niczego zepsuć, nawet jeśli to był dopiero jej pierwszy raz.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W