#46
Kiedy kocur mówił, terminatorka Omszałego Kamyka skierowała na niego spojrzenie, przez chwilę zapominając, że może takim sposobem narazić na dyskomfort swojego rozmówcę. Prawdopodobnie Świetlikowa Gwiazda był przyzwyczajony do wlepionych w jego osobę oczu, nawet i całego klanu... Ale Wysoka nadal miała w myślach, że nie każdemu może sprawiac czyiś wzrok przyjemność i że lepiej jest spoglądać od czasu do czasu. Z krótkiego monologu czarnego kocura wynikało, że on miał przy sobie osoby, które w razie czego go wesprą, jak i również powstrzymają go od popełnienia złych decyzji, szkodzącej klanowi... Czyli jak nie zareagowali na wygnanie Tonącego Słońca to było to coś... Dobrego? Ruda kotka nie wierzyła, że dawny mistrz mógł zrobić coś złego... Nie był tego typu kotem. Przynajmniej jak wspominała czasami ich spotkania. Kiedy usłyszała pytanie... Zdziwiła się. Otworzyła na chwilę pyszczek, jednak nie wydała z siebie żadnego dźwięku, po chwili go zamykając i kierując zamyślony wzrok przed siebie. Nigdy nie zadawała sobie tego pytania... Skupiała się bardziej na tym, co dzieje się teraz i jak unikać niekomfortowych sytuacji. Jaki był dla niej obraz kogoś idealnego? Na pewno był to ktoś przyjazny i ciepły, który zawsze wiedziałby co powiedzieć w kierunku drugiego kota. W razie potrzeby uspokoiła by go spokojnym mruczeniem, przytulając do swojej piersi i opowiadając historię ze swojego życia, pomagając zapomnieć o problemach oraz o strasznych rzeczach. A ruda znała wyłącznie jedną taką osobę.
- J-Ja... Ch-Chcialabym być jak m-mama... - odpowiedziała na pytanie cicho po chwili milczenia, pochylając głowę i zaciskając żeby gdy czuła, jak łzy zbierają się w jej oczach. Wspomnienia były aż nazbyt żywe, cały czas pamiętała, jak ja wspierała i zachęcała najpierw do poznawania świata, a potem treningów. Przełknęła ciężko ślinę, nie będąc w stanie na ten moment nic więcej powiedzieć. Wiedziała, że gdyby cokolwiek zrobiła to głos by się jej załamał i najprawdopodobniej wszystkie emocje związane z utratą matki by ponownie się wylały, tym razem przed kotem, który prawdopodobnie nie chciał słuchać jej płaczu.
Kiedy Świetlik zwrócił uwagę, że wyprostowana była praktycznie jego wzrostu, skierowała na niego zdziwiony wzrok, co już się stało po jakimkolwiek uspokojeniu uczuć, które zaczynały się przelewać z drobnego ciała córki Paprociowego Kwiatu. Wyprostowała się nawet, z lekkim zaskoczeniem przyjmując do wiadomości... Że rzeczywiście tak jest. Pomimo, że znacznie różnili sie sylwetką i budową to wzrost pozostawał bardzo podobny. Przywódca zawsze wydawał się... Większy. Wręcz przytłaczający swoją osobą.
- B-Byc może... - mruknęła cicho w lekkim zastanowieniu, po czym odwróciła wzrok od czarnego, marszcząc lekko brwi i wyciągając ponownie głowę. Czy to znaczyło, że większość kotów jest... Taka sama jak ona? Nie była już małą Badylarką, która była najnizsza i najsłabsza... Teraz była Wysoką Łapą i, pomimo bycia najprawdopodobniej nadal najsłabszą, była... Prawdopodobnie najwyzsza z rodzeństwa, co przestawało mieścić się w głowie kocicy. No bo... Jak to możliwe?
[Obrazek: 67indML.png]
LVL 5 130 / 400
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
15
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W