#70
Córka Ubłoconej Mordki zerknęła na medyka, gdy ten zaczął się jej przyglądać, jednak gdy się nie odzywał, powróciła do patrzenia przed siebie i okazjonalnie pod własne łapy, uważając, by w nic nie wpaść. Nie wiedziała ile zostało jeszcze treningu przed nimi, i pomimo całej tej wiedzy, wciąż czuła się nieprzygotowana do nowej roli, która ją czekała. Dziwnie jej było z faktem, że jej trening z czasem dobiegnie końca, więc wolała o tym zbyt wiele nie myśleć. Wciąż musiała jeszcze chodzić na ten wojowniczy, choć poza praktyką nie pozostało jej już wiele, prawdopodobnie. Mimo wszystko chciała go też ukończyć najlepiej jak umiała, nawet jeśli nie będzie musiała polować czy chodzić na patrole. Każda umiejętność była cenna, a medyk nie był zwolniony z potencjalnych niebezpieczeństw, czyhających nawet na terenach Klanu Rzeki. Kiedyś one ją przerażały, wciąż czuła nieprzyjemne mrowienie na skórze na myśl o niechcianym kontakcie fizycznym z potencjalnym przeciwnikiem, ale... była silniejsza. Po to nad sobą pracowała, walczyła ze swoimi słabościami. Choć była drobna i wyglądała na kruchą, jej kark już teraz był całkiem twardy. Co prawda wciąż czuła się w wielu kwestiach zagubiona i niepewna, ale nie zamierzała pozwolić, aby wpłynęło to na nią bardziej niż powinno, co nieraz było trudne, ale nie oznaczało, że nie próbowała mimo to.
Gdy bury kocur wreszcie się odezwał, Księżyc wysłuchała go uważnie, po czym kiwnęła sztywno głową, przyglądając się otoczeniu, przed którym się zatrzymali. Wzięła głębszy oddech i powoli wypuściła powietrze; nie był to gest spowodowany nerwami. Ruszyła zaraz za kocurem, rozglądając się w poszukiwaniu roślin, które były jej znane.

******

Jak zwykle przed treningiem, terminatorka medyka kręciła się w pobliżu składzika, oczekując rozpoczęcia nauki. To miejsce było najprostszym wyborem, zważywszy na to, że nie wiedziała czy będą dziś wychodzić, czy zostaną w środku. Ostatecznie zdecydowała się usiąść tuż przy wejściu do miejsca przechowywania ziół, upewniwszy się wcześniej, że Łososiowej Łuski tam nie było. Na zewnątrz raz było chłodniej, a raz cieplej, ale na szczęście w norze pod korzeniami drzew panowała w miarę stała temperatura, chyba że się siedziało tam, gdzie przez drobne szczeliny okazjonalnie wpadało słońce. Księżyc ziewnęła przeciągle, po czym przesunęła leniwie spojrzeniem po najbliższym otoczeniu.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W