02.02.2020 01:57
Pierwsza myśl, jaka przeszła Wapiennej Łapie przez myśl, poza niemym zachwytem nad pięknem połyskującej wstęgi w krystalicznie oblodzonym korycie, było jej znaczenie. Imienniczka ich Klanu, cecha charakterystyczna, coś, na czego cześć powstali - gdyby nie sprostowanie Świetlikowego Zagajnika uznałaby, iż stanowi ona nieprzekraczalną granicę między wrogim terytorium, zapewniając Rzeczniakom urodzaj i bezpieczeństwo.
- I... w jaki sposób patrol przedostaje się na drugą stronę? - zapytała, mrużąc nieznacznie bursztynowe ślepia, rozświetlone tańcem odblasków bijących od tafli wody.
Nie była głucha na opowieści klanowych pływaków, jednak nie potrafiła wyobrazić sobie patolu zaalarmowanego obecnością wroga lub drapieżnika, który zmuszony do natychmiastowej reakcji wskakuje jedno po drugim w zimną, brnącą zdradliwe toń Grzmiącej Rzeki. Jedyne, co mogliby tym osiągnąć, to zesztywniałe zimnem kończyny, ociężałe, ociekające wilgocią futra oraz prawdopodobne przeziębienie czy hipotermia. Ewentualnie utonięcie, bowiem mimo spokojnego nurtu, wystarczyła niefortunna fala lub małe zachłyśnięcie, by doprowadzić do tragedii. Wszystko to z jakiegoś powodu oblało grzbiet Terminatorki niespokojnym dreszczem, jaki pośpiesznie skryła głęboko w sobie.
- Nie. - odparła. Owszem, większość dzieciństwa spędziła na praniu krzaków, łamaniu patyków, ostrzeniu pazurków o lite skały lub gryzieniu kocurów pokroju Trującej i Rabarbarowej Łapy po kostkach, jednak nie zamierzała trwonić czasu matki podobnymi przykładami.
Prawdziwa walka to trudna, wymagając sztuka będąca filarem przetrwania w lesie, wówczas z pokorą godną dobrego dziecka, Wapienko nie zamierzała zgrywać chojraka. Nie po tym... co spotkało ich mamę. Czymkolwiek, lub [i]kimkolwiek[/i[, to było. Przed czymkolwiek próbowała ich ustrzec, jednocześnie stroniąc od meritum, co padało na nią niczym długi cień. Teraz, odkąd nieświadomie natknęła się na poszlakę, zaczęła go dostrzegać. Coraz częściej. Coraz dokładniej.
- I... w jaki sposób patrol przedostaje się na drugą stronę? - zapytała, mrużąc nieznacznie bursztynowe ślepia, rozświetlone tańcem odblasków bijących od tafli wody.
Nie była głucha na opowieści klanowych pływaków, jednak nie potrafiła wyobrazić sobie patolu zaalarmowanego obecnością wroga lub drapieżnika, który zmuszony do natychmiastowej reakcji wskakuje jedno po drugim w zimną, brnącą zdradliwe toń Grzmiącej Rzeki. Jedyne, co mogliby tym osiągnąć, to zesztywniałe zimnem kończyny, ociężałe, ociekające wilgocią futra oraz prawdopodobne przeziębienie czy hipotermia. Ewentualnie utonięcie, bowiem mimo spokojnego nurtu, wystarczyła niefortunna fala lub małe zachłyśnięcie, by doprowadzić do tragedii. Wszystko to z jakiegoś powodu oblało grzbiet Terminatorki niespokojnym dreszczem, jaki pośpiesznie skryła głęboko w sobie.
- Nie. - odparła. Owszem, większość dzieciństwa spędziła na praniu krzaków, łamaniu patyków, ostrzeniu pazurków o lite skały lub gryzieniu kocurów pokroju Trującej i Rabarbarowej Łapy po kostkach, jednak nie zamierzała trwonić czasu matki podobnymi przykładami.
Prawdziwa walka to trudna, wymagając sztuka będąca filarem przetrwania w lesie, wówczas z pokorą godną dobrego dziecka, Wapienko nie zamierzała zgrywać chojraka. Nie po tym... co spotkało ich mamę. Czymkolwiek, lub [i]kimkolwiek[/i[, to było. Przed czymkolwiek próbowała ich ustrzec, jednocześnie stroniąc od meritum, co padało na nią niczym długi cień. Teraz, odkąd nieświadomie natknęła się na poszlakę, zaczęła go dostrzegać. Coraz częściej. Coraz dokładniej.
✧✧✧
✧ be thou as chaste as ice, as pure as snow, thou shalt not escape calumny ✧
✧✧✧
✧ be thou as chaste as ice, as pure as snow, thou shalt not escape calumny ✧
✧✧✧
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W