#18
Mhm. Zrozumiano. Święty Kodeks świętym Kodeksem - ale zdrowy rozsądek przede wszystkim. Na całe szczęście kocięta pojemnością swoich rozumków nie stanowiły korzystnych partnerów w zbrodni, a niewielu leśnych Wojowników słynęło z nadmiaru kreatywności. Zalążek ostatniego konfliktu, który obił jej się o uszy, był jedynie dziecinnym stąpaniem sobie na złość po granicy przez nieopierzonych Terminatorów, gdzie nikt nie musiał robić żadnych zasadzek ani niczego pozorować, by sprawę rozdmuchano do kalibru pogłosek o wojnie. Rozczarowujące.
- A co jeśli matka kociąt się nie odnajdzie? Albo nie żyje? - zapytała, tknięta dziwnym wspomnieniem niedawno zmarłej mysiego Kroku. - Czy Klan musi się wtedy takimi kociętami dożywotnio zaopiekować? - gwarantując, że nie ma do czynienia ze ślepymi oseskami oraz brakiem karmiących, co oznaczałoby rychłą śmierć. W ostatnim czasie do Klanu Rzeki dołączało wielu niedobitków z przeszłości, w tym jedna kocica paradująca po lesie z dziwnym tworem Dwunogów u szyi. Po co w takim razie te wszystkie terytorialne procedury, skoro dla niektórych Obóz służył za hotel lub przytułek?
Wapienna Łapa nie zamierzała się wycofywać, robiąc na złość własnemu organizmowi, duszącemu gardłu, cisnącym do oczu łzom i okropnemu pieczeniu w nosie. Do tego stopnia, że nie była w stanie wyczuć żadnej innej woni, a oznakowania zeszłego patrolu, wyraźnie dryfujące w powietrzu, były dla niej nieosiągalne. Zawsze miewała problemy z podzielnością zmysłów, ale nigdy w życiu nie doświadczyła tak silnie otumaniającego bodźca. Wiedziała za to, nad czym będzie musiała popracować, nim wybierze się na pierwsze samotne polowanie.
Wstrzymując oddech, kopiowała ruchy Świetlikowego Zagajnika, przycupnąwszy razem z nią, bardzo blisko. Nim zamruczała dyskretnie, tknięta aktem macierzyńskiej troski, ziemia pod opuszkami zadrżała, a szare uszy przeszył ogłuszający ryk. Wapienko wzdrygnęła się, strosząc sierść, a pazury wbijając z całych sił w zziębnięta ziemię. Widząc nadjeżdżający z zawrotną prędkością obiekt, resztka zdrowego rozsądku kazała stulić jej się we własnym futrze w obronnej gotowości, lecz według zapowiedzi mistrzyni, potwór wcale nie zboczył z Grzmiącej Ścieżki, wymijając je ze złowieszczym świstem powietrza... oraz spalin.
Upewniając się, że zagrożenie zniknęło, Terminatorka nie wytrzymała, odwracając głowę i zginając się na łapach w suchym odruchu wymiotnym. Gwiezdnym dzięki, że od ostatniego posiłku i Ceremonii minęło już trochę czasu.
Nie byłaby w stanie z nim walczyć. Nie w takim - rozkasłanym - stanie. Ale musiałaby, jeśli życie matki lub ich ziemie byłyby jakkolwiek zagrożone! Ze łzami i wydzieliną nosa cieknącymi niemal ciurkiem po mordce, posłusznie opuściła stronę pobocza, chcąc znaleźć się daleko poza zasięgiem smrodu, hałasu i instynktownego strachu wirującego w brzuchu. Po zaczerpnięciu tchu czystszego powietrza, musiała przystanąć, by otrzeć pyszczek łapą z malującym się jawnie obrzydzeniem.
- One... naprawdę nigdy nie opuszczają Grzmiącej Ścieżki? Dlaczego? - zachrypiała. - Nic nie mogłoby ich przecież zatrzymać.
Żaden kot, nawet Sztormowa Łapa, nie był taki szybki. Co więc stanowiło dla nich przeszkodę? Trawa? Drzewa? Koty? Były niedoścignione i prawdopodobnie niepokonane.
✧✧✧
✧ be thou as chaste as ice, as pure as snow, thou shalt not escape calumny ✧
✧✧✧
LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W