20.03.2021 11:31
To miał być zwyczajny dzień. Równie zwyczajny co każdy inny. Pobudka, obowiązki, może niezobowiązujące rozmowy. A na koniec krótki spacer, żeby rozruszać zbyt przywiązane do lecznicy łapy. Nic nie wskazywało na to, żeby cokolwiek miało się zmienić. Miał tak dzień w dzień, ale nie przeszkadzało mu to. Lubił swój styl życia, nie należał do tych, którzy potrzebowali większych zmian… właściwie, było zupełnie na odwrót. Przywiązał się do niezmienności swojego życia i raczej nie chciał go zmieniać. Było mu dobrze z możliwością rozwoju u Lśniącej Sadzawki i w obecności Olchowej Łapy, bez której nie mógł sobie tego wszystkiego wyobrazić. Byli ze sobą niemalże od samego początku, wychowywali się razem w przeświadczeniu, że są rodziną. W ich pracy natomiast nigdy nie było pogardy czy zazdrości. Nawet pomimo tego, że jako jedyni dzierżyli tę rangę wspólnie, mimo że w innych klanach było inaczej. Wręcz przeciwnie, byli dla siebie wsparciem… i nie mógł uzmysłowić sytuacji, w której to wszystko potoczyłoby się w inny sposób.
Po wykonaniu swoich obowiązków poszedł zaczerpnąć świeżego powietrza. Bezustanne poruszanie się po podziemnych korytarzach lecznicy potrafiło skutecznie odciąć od świata zewnętrznego. Jednak świat się zmieniał. Nawet jego, mogłoby się zdawać, zamkniętym oczom, nie umknął widok powrotu roślinności do życia. Do uszu docierał wesoły trel ptaków, do nosa napływał lżejszy wiatr. Wszystko wskazywało na powrót Młodych Liści, na powrót pory, podczas której powracały chęci. To idealna okazja na rozruszanie się, trzeba było przyznać. Jego krok był lekki. Nie wiedział, gdzie szedł, łapy prowadziły go podświadomie. A może już wiedziały, że miało stać się coś złego, mimo że jego umysł nawet nie brał takiej możliwości pod uwagę. Jedno było pewne, nie był przygotowany w żadnym stopniu na widok, jaki miał za chwilę zastać. A jednak – to właśnie on ją znalazł.
Poczuł, jak w jednej chwili serce podskoczyło mu do gardła. Obraz przed oczami zastąpiła ciemność spowodowana gwałtownym bólem głowy. Oczy zaszkliły się, a mięśnie odmówiły współpracy. Z jego pyszczka wyrwało się parę niewyraźnych słów; miał wrażenie, że jego świat właśnie rozdarł się parę maleńkich kawałków. Nie miał pojęcia, kiedy łzy zaczęły spływać mu po policzkach, kiedy stracił władzę nad tym, co przed sobą widział. To jednak nie przeszkodziło mu w podbiegnięciu do swojej siostry. Rozpaczliwie pociągnął ją za kark, żeby przedostać jej ciało na suchy ląd; otarł łapą oczy, przynajmniej na chwilę przywracając sobie orientację. To była Olchowa Łapa. Nikt inny. Jej ciało nie unosiło się, nie oddychała. Nie żyła. Miał ochotę wrzasnąć; zamiast tego przycisnął nos do jej szyi, przymykając zmoknięte powieki. Dlaczego ona? Co się stało? Dlaczego znalazła się w tej wodzie? Im więcej pytań sobie zadawał, tym bardziej dochodził do wniosku, że to nie ma żadnego sensu. Ona nie żyła. Tylko ona wiedziała, co tutaj miało miejsce, nikt więcej. Parę niesfornych łez spłynęło na jej przemoczoną sierść, kiedy przyciskał do niej swój nos. Świadomość, że umierała w samotności, bolała go chyba najmocniej. Nie mogła się pożegnać, nikt nawet nie mógł spróbować jej pomóc. Poczuł, jak zakręciło mu się w głowie, jak wzięło mu się na wymioty. Wiedział, że może się tak zdarzyć, że będzie musiał pochować bliskich. Był tego świadomy. Ale, chοlera, chyba nie był jeszcze na to gotowy. Uniósł pyszczek i zaczął wylizywać jej sierść, chcąc przynajmniej minimalnie wyczyścić ją z tego wszechobecnego mułu i brudu, który zabarwił jej krótki włos. Nie mógł leżeć tutaj wiecznie, zasługiwała na godny pogrzeb. Parę kolejnych łez napłynęło mu do oczu na samą myśl pochowania swojej przyjaciółki. Nie mógł w to uwierzyć; mimo że leżała tuż przed nim, mimo że czyścił jej brudne futerko, nadal naiwnie się łudził, że to wszystko sen. Że zaraz się obudzi, a Olchowa Łapa powita go codziennym „dzień dobry”. Nie wyobrażał sobie życia bez niej, byli w tym zawsze razem, od zawsze żyli razem. Zostanie z tym sam? Jak zareaguje na to Lśniąca Sadzawka? Jak… Nim jednak zadał sobie kolejne, nic niezmieniające pytanie, wreszcie wstał na równe łapy. Wciąż kręciło mu się w głowie, ale musiał być silny. Przecież miał być medykiem, a medycy muszą mieć twardy kark, nie mogą pozwolić, żeby uczucia wzięły górę nad obowiązkami. Nawet jeśli to było tak okropnie ciężkie.
Ostatkiem sił zdołał podnieść kocicę. Ostrożnie osadził ją na swoim grzbiecie, upewniając się, że na pewno jest stabilnie. Łzy przestały mu cieknąć z oczu, a chociaż było widać, że najpewniej wpadł w rozpacz, nie miał zamiaru przyprowadzać się specjalnie do porządku. On również był kotem, również miał uczucia. Jeśli ktoś zauważy, że płakał nad swoją przyjaciółką, to trudno. To było całkowicie naturalne i tylko głupcy uważaliby to za coś złego.
zt
Po wykonaniu swoich obowiązków poszedł zaczerpnąć świeżego powietrza. Bezustanne poruszanie się po podziemnych korytarzach lecznicy potrafiło skutecznie odciąć od świata zewnętrznego. Jednak świat się zmieniał. Nawet jego, mogłoby się zdawać, zamkniętym oczom, nie umknął widok powrotu roślinności do życia. Do uszu docierał wesoły trel ptaków, do nosa napływał lżejszy wiatr. Wszystko wskazywało na powrót Młodych Liści, na powrót pory, podczas której powracały chęci. To idealna okazja na rozruszanie się, trzeba było przyznać. Jego krok był lekki. Nie wiedział, gdzie szedł, łapy prowadziły go podświadomie. A może już wiedziały, że miało stać się coś złego, mimo że jego umysł nawet nie brał takiej możliwości pod uwagę. Jedno było pewne, nie był przygotowany w żadnym stopniu na widok, jaki miał za chwilę zastać. A jednak – to właśnie on ją znalazł.
Poczuł, jak w jednej chwili serce podskoczyło mu do gardła. Obraz przed oczami zastąpiła ciemność spowodowana gwałtownym bólem głowy. Oczy zaszkliły się, a mięśnie odmówiły współpracy. Z jego pyszczka wyrwało się parę niewyraźnych słów; miał wrażenie, że jego świat właśnie rozdarł się parę maleńkich kawałków. Nie miał pojęcia, kiedy łzy zaczęły spływać mu po policzkach, kiedy stracił władzę nad tym, co przed sobą widział. To jednak nie przeszkodziło mu w podbiegnięciu do swojej siostry. Rozpaczliwie pociągnął ją za kark, żeby przedostać jej ciało na suchy ląd; otarł łapą oczy, przynajmniej na chwilę przywracając sobie orientację. To była Olchowa Łapa. Nikt inny. Jej ciało nie unosiło się, nie oddychała. Nie żyła. Miał ochotę wrzasnąć; zamiast tego przycisnął nos do jej szyi, przymykając zmoknięte powieki. Dlaczego ona? Co się stało? Dlaczego znalazła się w tej wodzie? Im więcej pytań sobie zadawał, tym bardziej dochodził do wniosku, że to nie ma żadnego sensu. Ona nie żyła. Tylko ona wiedziała, co tutaj miało miejsce, nikt więcej. Parę niesfornych łez spłynęło na jej przemoczoną sierść, kiedy przyciskał do niej swój nos. Świadomość, że umierała w samotności, bolała go chyba najmocniej. Nie mogła się pożegnać, nikt nawet nie mógł spróbować jej pomóc. Poczuł, jak zakręciło mu się w głowie, jak wzięło mu się na wymioty. Wiedział, że może się tak zdarzyć, że będzie musiał pochować bliskich. Był tego świadomy. Ale, chοlera, chyba nie był jeszcze na to gotowy. Uniósł pyszczek i zaczął wylizywać jej sierść, chcąc przynajmniej minimalnie wyczyścić ją z tego wszechobecnego mułu i brudu, który zabarwił jej krótki włos. Nie mógł leżeć tutaj wiecznie, zasługiwała na godny pogrzeb. Parę kolejnych łez napłynęło mu do oczu na samą myśl pochowania swojej przyjaciółki. Nie mógł w to uwierzyć; mimo że leżała tuż przed nim, mimo że czyścił jej brudne futerko, nadal naiwnie się łudził, że to wszystko sen. Że zaraz się obudzi, a Olchowa Łapa powita go codziennym „dzień dobry”. Nie wyobrażał sobie życia bez niej, byli w tym zawsze razem, od zawsze żyli razem. Zostanie z tym sam? Jak zareaguje na to Lśniąca Sadzawka? Jak… Nim jednak zadał sobie kolejne, nic niezmieniające pytanie, wreszcie wstał na równe łapy. Wciąż kręciło mu się w głowie, ale musiał być silny. Przecież miał być medykiem, a medycy muszą mieć twardy kark, nie mogą pozwolić, żeby uczucia wzięły górę nad obowiązkami. Nawet jeśli to było tak okropnie ciężkie.
Ostatkiem sił zdołał podnieść kocicę. Ostrożnie osadził ją na swoim grzbiecie, upewniając się, że na pewno jest stabilnie. Łzy przestały mu cieknąć z oczu, a chociaż było widać, że najpewniej wpadł w rozpacz, nie miał zamiaru przyprowadzać się specjalnie do porządku. On również był kotem, również miał uczucia. Jeśli ktoś zauważy, że płakał nad swoją przyjaciółką, to trudno. To było całkowicie naturalne i tylko głupcy uważaliby to za coś złego.
zt
![[Obrazek: jcou1hQ.png]](https://i.imgur.com/jcou1hQ.png)
13
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
25
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W