Mistrz: Wiewiórczy Skok
Płeć: kotka
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
No i wyruszyła. Jej całe ciało mrowiło w podekscytowaniu by znaleźć jakąś zwierzynę. Zamiast tego ujrzała bure cielsko jakiegoś drapieżnika. Serce stanęło jej w gardle, a sierść stanęła dęba. To czego najbardziej się obawiało właśnie się wydarzyło. Bezszelestnie zaczęła się wycofywać, tak by jenot jej nie zauważył. Już trochę się oddaliła nie mając w sumie pewności czy drapieżnik nie zdał sobie sprawy z jej obecności, gdy do jej uszu dotarł krzyk. Bolesny, przeszywający całe jej ciało. To Zboże krzyczało. Bez jakiejkolwiek trzeźwości umysłu wybiła się mocno swymi łapami by natychmiast przejść do biegu. Leciała niczym błyskawica po niebie z nadzieją, że uda jej się znaleźć na miejscu zanim wydarzy się coś tragicznego. Jej oczy rozszerzyły się w przerażeniu, gdy zobaczyła swe biedne rodzeństwo w walce z borsukiem. Drapieżnikiem tak ogromnym, że tamten sierściuch spotkany wcześniej wyglądał jak niegroźny piszczek. Nie czuła teraz strachu o samą siebie. Zrobiłaby wszystko byle tylko, żeby Zboże było całe. Bez wahania ruszyła w stronę tylnych łap borsuka chcąc jedną złapać w swe szczęki i wbić się najmocniej jak potrafiła. Ugryźć głęboko lub oderwać skórę. Tak wyglądał najlepszy scenariusz.
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦