19.06.2021 20:33
Zapach Gryzącej Łapy nie był przyjemny. Ostry i mocny, niepokojący. Uderzył w nozdrza Baraniej Łapy mniej-więcej wtedy, gdy kocur zobaczył sylwetkę przybysza. Nie był to kot Klanu Wichru, to było pewne. Sierść na jego grzbiecie zjeżyła się automatycznie, a po karku przebiegły mi lodowate ciarki. Akurat dzisiaj!
Myśli Baraniej Łapy galopowały na złamanie karku. Nie miał pojęcia co robić. Istniała szansa, że jeszcze nie został zauważony - ale co wtedy? Uciec? Wrócić do obozu żeby zaalarmować o wtargnięciu intruza na tereny? Czy w ogóle miał szanse? Nie, złoty kocur był zdecydowanie zbyt blisko. To raczej byłby wyścig. Ale w takim razie musiał się z nim skonfrontować, a w najgorszym wypadku - walczyć. Poczuł gwałtowny napływ adrenaliny. Ogarnął go strach, który próbował pokonać. Dopiero po chwili zorientował się, że jego łapy drżą, a on sam zatrzymał się w miejscu. Żadna decyzja nie wydawała się być dobra.
W końcu jednak zdecydował się na konfrontację i cokolwiek, co mogło z niej wyniknąć. Nie było czasu na dalsze rozważania. Zbierając w sobie całą odwagę, na jaką było go stać, ruszył do przodu, wciąż z brzuchem przy ziemi, by znaleźć się jak najbliżej intruza nie będąc zauważonym, co mogło pozwolić mu na obserwację. W miarę jak zbliżał się do niego, coraz mocniej docierało do niego, że coś jest nie tak. Widział go już teraz wyraźnie. Gryząca Łapa nie wyglądał najlepiej. Wydawało się, że ledwo chodził, a może nawet nie do końca wiedział gdzie jest i co robi. Barania Łapa poczuł przypływ nagłej ulgi, która rozlała się ciepłem po całym jego ciele, zastępując strach. Kot w takim stanie nie mógł zrobić mu niczego.
Teraz nie musiał próbować się ukrywać - stanął na wyprostowanych łapach i szybkim, zdecydowanym krokiem podszedł do przybysza, stając mu na drodze. Nie pomylił się, kiedy oceniał go z większej odległości. Było źle, co idealnie reprezentowała obrzydliwa rana na głowie. Baraniej Łapie udało się zrozumieć prośbę o sprowadzenie medyka, która równocześnie jasno wskazywała na to, że kocur, który był przed nim pochodził z Klanów. Ale nie było obecnie żadnych szans na wyciągnięcie z niego większej ilości informacji. Prawdopodobnie nie usłyszałby nawet pytań, które próbowałby mu zadać. Jedno było pewne - potrzebował pomocy, a Baran nie zamierzał mu tej pomocy odmówić.
- Poczekaj tutaj. Sprowadzę pomoc. - powiedział do kocura, dotykając nosem jego policzka. Zawrócił i popędził w stronę obozu, biegnąc najszybciej jak tylko potrafił.
Kiedy zdyszany wpadł do środka, pierwszym kotem, na którego trafił była zastępczyni, Biały Puch. Całe szczęście, bo nie musiał już próbować znaleźć jej lub Lawendowej Gwiazdy.
- Biały Puchu! - krzyknął, ledwo łapiąc oddech - Na Wyjących Wzgórzach spotkałem rannego kota, który pilnie potrzebuje pomocy! Myślę, że musi należeć do któregoś z pozostałych Klanów, ale nie wiem skąd pochodzi. Przybył ze strony Czterech Drzew. Zawołaj Lśniącą Sadzawkę, trzeba koniecznie coś zrobić, wygląda jakby nie zostało mu dużo czasu!
Był zmęczony, przez szybki bieg i stres. Potrzebował złapać oddech, poprosił ją więc, by przyprowadziła medyczkę, a w tym czasie on będzie mógł odpocząć, żeby zaprowadzić je w miejsce, gdzie zostawił Gryzącą Łapę.
Nie miał teraz siły odpowiadać na pytania. Zresztą, nie potrafiłby powiedzieć więcej niż już to zrobił. Zaraz same zobaczą, co się działo, a może uda się wtedy wyciągnąć od przybysza jakieś informacje. Kiedy Biały Puch i Lśniąca Sadzawka dołączyły do niego, odwrócił się bez słowa i pobiegł z powrotem, wiodąc je do miejsca, w którym zostawił rannego kocura.
Myśli Baraniej Łapy galopowały na złamanie karku. Nie miał pojęcia co robić. Istniała szansa, że jeszcze nie został zauważony - ale co wtedy? Uciec? Wrócić do obozu żeby zaalarmować o wtargnięciu intruza na tereny? Czy w ogóle miał szanse? Nie, złoty kocur był zdecydowanie zbyt blisko. To raczej byłby wyścig. Ale w takim razie musiał się z nim skonfrontować, a w najgorszym wypadku - walczyć. Poczuł gwałtowny napływ adrenaliny. Ogarnął go strach, który próbował pokonać. Dopiero po chwili zorientował się, że jego łapy drżą, a on sam zatrzymał się w miejscu. Żadna decyzja nie wydawała się być dobra.
W końcu jednak zdecydował się na konfrontację i cokolwiek, co mogło z niej wyniknąć. Nie było czasu na dalsze rozważania. Zbierając w sobie całą odwagę, na jaką było go stać, ruszył do przodu, wciąż z brzuchem przy ziemi, by znaleźć się jak najbliżej intruza nie będąc zauważonym, co mogło pozwolić mu na obserwację. W miarę jak zbliżał się do niego, coraz mocniej docierało do niego, że coś jest nie tak. Widział go już teraz wyraźnie. Gryząca Łapa nie wyglądał najlepiej. Wydawało się, że ledwo chodził, a może nawet nie do końca wiedział gdzie jest i co robi. Barania Łapa poczuł przypływ nagłej ulgi, która rozlała się ciepłem po całym jego ciele, zastępując strach. Kot w takim stanie nie mógł zrobić mu niczego.
Teraz nie musiał próbować się ukrywać - stanął na wyprostowanych łapach i szybkim, zdecydowanym krokiem podszedł do przybysza, stając mu na drodze. Nie pomylił się, kiedy oceniał go z większej odległości. Było źle, co idealnie reprezentowała obrzydliwa rana na głowie. Baraniej Łapie udało się zrozumieć prośbę o sprowadzenie medyka, która równocześnie jasno wskazywała na to, że kocur, który był przed nim pochodził z Klanów. Ale nie było obecnie żadnych szans na wyciągnięcie z niego większej ilości informacji. Prawdopodobnie nie usłyszałby nawet pytań, które próbowałby mu zadać. Jedno było pewne - potrzebował pomocy, a Baran nie zamierzał mu tej pomocy odmówić.
- Poczekaj tutaj. Sprowadzę pomoc. - powiedział do kocura, dotykając nosem jego policzka. Zawrócił i popędził w stronę obozu, biegnąc najszybciej jak tylko potrafił.
Kiedy zdyszany wpadł do środka, pierwszym kotem, na którego trafił była zastępczyni, Biały Puch. Całe szczęście, bo nie musiał już próbować znaleźć jej lub Lawendowej Gwiazdy.
- Biały Puchu! - krzyknął, ledwo łapiąc oddech - Na Wyjących Wzgórzach spotkałem rannego kota, który pilnie potrzebuje pomocy! Myślę, że musi należeć do któregoś z pozostałych Klanów, ale nie wiem skąd pochodzi. Przybył ze strony Czterech Drzew. Zawołaj Lśniącą Sadzawkę, trzeba koniecznie coś zrobić, wygląda jakby nie zostało mu dużo czasu!
Był zmęczony, przez szybki bieg i stres. Potrzebował złapać oddech, poprosił ją więc, by przyprowadziła medyczkę, a w tym czasie on będzie mógł odpocząć, żeby zaprowadzić je w miejsce, gdzie zostawił Gryzącą Łapę.
Nie miał teraz siły odpowiadać na pytania. Zresztą, nie potrafiłby powiedzieć więcej niż już to zrobił. Zaraz same zobaczą, co się działo, a może uda się wtedy wyciągnąć od przybysza jakieś informacje. Kiedy Biały Puch i Lśniąca Sadzawka dołączyły do niego, odwrócił się bez słowa i pobiegł z powrotem, wiodąc je do miejsca, w którym zostawił rannego kocura.
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W