||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Mały sukces to zawsze sukces. Dla młodego nie było 'wagi' zwycięstw, tylko to, czy było się lepszym od innych. Choćby odrobinę. A on czuł się lepszy, szczególnie że był w stanie zahaczyć o ucho Pyłka. Może i nie pozostawił na nim żadnych urazów (co może wyszło na lepsze, z samego faktu że to trening a nie poważna walka), ale co się nacieszył to jego. Dostał jednak następnie łapą w szyję, przez co spojrzał się na brata złowrogo i sapnął, odskakując, by spróbować otoczyć pointa i skoczyć mu na szyję, zębami chcąc zaatakować kark (albo go chociaż przewrócić, jego ataki i tak nie były zbyt przemyślane).