||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Czy aby na pewno przemyślał swoje słowa i chciał obrazić Szafirka? Hmmm...tak. To znaczy, nie, nie przemyślał, ale obrażenie go było w planie, żeby kocur odczuł, że jest nudny, bo młody chętnie by go poskładał dalej. Może by znalazł nawet większy patyk. Albo połączył to z gryzieniem mu uszu. Bez znaczenia jak, coś by wykombinował na swój niekonwencjonalny sposób. - Okeeeeeeej - przeciągnął rozczarowanie, ruszając łapy z miejsca, by dorównać kroku bratu. - Khkgfshh....No są kocięta. Chociaż ja tam nie wiem czy to jest ranga. Są terminatorzy, jak ja, są wojownicy jak ty. Hmmm. Przywódca...O, medyk jeszcze! - przytaknął samemu sobie głową. - To wszystkie.