Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Już od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad tym, czy rozmawiać ze swoim mistrzem. Nie zamieniliśmy słowa chyba ani razu odkąd wyruszyliśmy do Szepczącej Sadzawki. Odczuwałam szacunek do Krwawnika, był tym, który pozwolił mi wspiąć się na szczyt. Nie uważałam się za gorszą od niego, ale miałam też na tyle rozumu, aby wiedzieć, że kocur miał większe doświadczenie niż ja. Cieszył się uznaniem. Szczerze powiedziawszy to potrzebowałam po prostu rozmowy z kimś kompetentnym. Chociaż Bóbr tego nie wiedział - ponieważ nie pozwoliłam mu tego odczuć - to wciąż żywiłam uraz co do tego, co zrobił na ceremonii. Zawiódł mnie.
Gdy doszłam na granicę, udało mi się trafić na patrol. Poprosiłam więc grzecznie jednego z jego członków, czy mógłby zapytać białego medyka, czy chciałby porozmawiać. Jednocześnie zaznaczyłam, iż nie jest to pilne, więc jeśli nie miał akurat czasu to nie zamierzałam go ściągać niepotrzebnie. Teraz pozostało mi po prostu czekać - albo na kota z odmową albo Krwawnika.