Długonoga kotka o szczupłej sylwetce, którą zdobi większości biała, krótkowłosa sierść. Srebro i czarne tygrysie pręgi znalazły są ostoję jedynie pod postacią plamy z tyłu prawej, przedniej łapy; łatą, która rozciąga się od prawego policzka, przechodząc przez oko aż do czubka głowy oraz do spiczastych, dużych uszu. Rozlewa się nierówno, pozostawia sierść wokół lewego oka białe, tworząc pewnego rodzaju strzałkę; oraz na krótkim, grubym ogonie. Drobny pyszczek zamieszkują duże, okrągłe ślepia o soczystozielonej barwie i różowy nosek. Chodzi dumnie z wysoko podniesionymi uszami i głową.
Rosa nie należy do najprzejrzystszych kotów. Wyuczona by na początku słuchać – potem mówić, woli taktycznie odpowiadać niż angażować się z rozmówcą. Pasuje jej to, gdyż i tak woli wchłaniać wiedzę i klanowe plotki, ale jak już musi coś powiedzieć zrobi to ostrożnie. Na początku myśli potem działa. Pogardliwie patrzy na koty w podobnym wieku, zwłaszcza na terminatorów młodszych od niej. Często za plecami ich plecami obraca oczami lub wzdycha z zażenowania, gdy wchodzi z nimi w jakąkolwiek interakcje. Nie powiedziałaby nigdy wprost czegoś okrutnego czy niemiłego, no bo tak to nie wypada, aczkolwiek jej słowa nigdy nie należą do … najszczerszych. Jedynym autorytetem dla niej i kotami, do których zwraca się pełnym szacunkiem są jej matki, starsi wojownicy i trójka klanowa. Jest bardzo ambitna, chciałaby zaistnieć swoim Klanie i służyć mu jak najlepiej, zrobiłaby wszystko by dowieść swoją wartość.
Dziękuję Ci Gwiezdny Klanie. Druga szansa, tym razem ptak. Dobra, teraz pora otworzyć protokół na skrzydlate bestie."Ptak zobaczy" W słowa mistrzyni wybrzmiały w głowie. Momentalnie zamieniła się posąg, ruch spowodowuje szybsze wykrycie. Ukrycie, zasłona cokolwiek. Skanowała teren wokół siebie, aż natrafiła na wyższą trawę, gdzieś w pobliżu ptaszka. Bingo. Przemknęła cicho do miejsca zasadzki. Dobra, teraz plan B. Z ptakiem gorzej niż lądowym stworzeniem, terminatorka nie miała skrzydeł, by gonić go po niebie. Będzie musiała odbić od razu od ziemi, jeśli nie trafi w cielsko. Jeśli się nie uda.. NIE. Musi się udać. To będzie perfekcyjne polowanie. Trochę czekała na odpowiedni moment w zaroślach, wciąż w pozycji łowieckiej. Łapy bolały STRASZNIE. Czas może się za niedługo skończyć. Zatem gdy tylko ptak, znowu był odwrócony od niej, wyskoczyła prędko z zarośli, próbując szybko zagryźć podwórkowego dziubaska.