#2
Czy Roześmiany Wąs miał robaki w zadzie pozostawało kwestią względną. Czego zaś można było być zupełnie pewnym, to że na głowie miał mięczaki. A konkretniej jednego małego ślimaka. Na czole.
Jak do tego doszło? Cóż, Wróbelek nie bez powodu chciał mieć po ceremonii chwilę przerwy przed treningiem. W końcu wszystko wydarzyło się tak szybko, że nawet nie zdążył zawczasu przygotować niczego dla swojego mistrza. Oczywiście wiedział, że dawanie prezentów nie było obowiązkiem, ale było to chyba miłe. Tak po prostu, na dobry początek ich wspólnego czasu. Najpierw pomyślał więc o kwiatku. W końcu jeden dał już kiedyś Konwojowej Łapie podczas nauk, ale aktualnie było ich w obozie pełno, więc Wróbelek stwierdził, że będzie to zbyt banalne. Improwizowanie i kreatywność nigdy zaś nie były jego mocnymi stronami. I tak siedząc w Ciepłych Skałkach, coraz bardziej spanikowany, wpatrywał się uważnie w ślimaka, który wędrował po jego przedniej łapie, a którego chwilę wcześniej nieomal nie rozdeptał. Miał małą, czerwonawą skorupkę i zdecydowanie wyróżniał się spośród pięciu kamieni różnej wielkości oraz patyka - jedynych rzeczy, jakie Wróbelkowi udało się do tej pory znaleźć.
Ale czy ktokolwiek chciałby dostać ślimaka? Czy jego mistrz aby nie weźmie go za dziwaka...?

- Ro-Roześmiany Wąsie! - Głos Wróbelka wybrzmiał zdecydowanie za głośno i za wysoko. To jednak nie było jego największym zmartwieniem. Ani nawet to, że wyrwany z zamyślenia podskoczył tak gwałtownie, jakby ktoś nadepnął mu na ogon. Łapy zaplątały mu się jedna o drugą, ciężkie ciało szarpnęło do przodu i tylko cudem nie wyrżnął pyskiem o ziemię. Prawdziwym problemem było jednak to, że... ślimak zniknął!
Jasne ślepia rozszerzyły się szeroko. Spojrzał na swoją łapę. A potem wyżej. Jeszcze wyżej. I zamarł. Mała, czerwonawa skorupka przykleiła się właśnie do czoła wojownika. Który notabene coś mówił, ale w tym momencie znaczenie jego słów nie doszło do burasa.
- Ja, prze... - zaczął desperacko, ale mistrz odwrócił się i zaczął przed nim uciekać. - Po-poczekaj! ŚLIMAK! - Zawołał głośno, zbyt przejęty tym jakim fajtłapą był, żeby złożyć jakieś sensowne zdanie, jednocześnie ruszając ciężkimi susami za rudym kocurem.

Then there is You-u!
You make the summer so much nicer,
thanks to You-u!
The mockingbirds sing like a choir
They go:
[Obrazek: oHkIZiV.gif]
*Doo-doo-doo-hoo!*
*doo-doo-doo-hoo~*


Now I know!
There's no need to be afraid
You make the sun rise up.
LVL 3 60 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W