14.10.2026 01:13
Jej trening powoli szedł do przodu. Nie miała powodów do narzekania, rzecz jasna, bo rodzice od zawsze ją uczyli - lepiej uczyć się wolno, ale dokładnie, niż przejmować się swoim tempem. Zgodnie z obietnicą złożoną swojemu mistrzowi, nie wychylała się zbytnio póki nie była jeszcze pewna swoich umiejętności. Dopóki nie skończyła nauki walki i polowania, miała trzymać się blisko obozu i unikać jakichkolwiek zagrożeń.
Tamtego dnia znalazła się na granicy zupełnie przez przypadek. Obiecała Miodowej Łące, że po treningu przyniesie jej trochę świeżego mchu z terytorium. Być może trochę za bardzo zamyśliła się po wyjściu z obozu i... gdy zaczęła już szukać mchu, nieświadomie znalazła się nieco dalej niż sądziła. W pewnym momencie poczuła masę dziwnych zapachów, które po chwili zastanowienia zaczęła kojarzyć ze swojej wycieczki przy granicach z Nocną Gwiazdą. To był... Klan Wichru! Początkowo kotka zjeżyła się w niepokoju, zastanawiając się, co wichrzacy robią na jej terytorium. Polują na ich zwierzynę? A może jeszcze gorzej, skradają się właśnie do obozu by zaatakować z zaskoczenia? Na szczęście zanim Różanka wpadła w panikę, zorientowała się skąd tak naprawdę dociera zapach. Rozpoznała miejsce, w pobliżu którego mistrz prowadził ją na treningu. Tutaj zapach ich oznaczeń granicznych był mocny, a oznaczenia z Klanu Wichru doleciały przez wzmożony wiatr.
Odetchnęła z ulgą, uświadamiając sobie brak zagrożenia. Skoro już tutaj jest, to może poszukać mchu w tym miejscu.
Zaczęła spacer wzdłuż granicy, w ostatecznie bezpiecznej odległości i z nosem w górze, szukając wilgotnego zapachu mchu. Zanim jednak go wyczuła, zobaczyła ciemną sylwetkę, przez którą ponownie stanęła jej sierść na grzbiecie.
Po stronie Klanu Wichru siedziała dojrzała kotka o czarnej sierści i bliznach. Różankowa Łapa przylgnęła do ziemi z nadzieją, że nie została zauważona. Wysunęła zza trawy tylko oczy i nos, by ponownie zerknąć na nieznajomą. Dlaczego siedziała na granicy? Nie wyglądała, jakby miała nikczemne zamiary... ale jakieś zamiary musiała mieć, skoro na coś tutaj czekała. Różanka spędziła kilka chwil zastanawiając się nad tym, co zrobić. Mogłaby spróbować wymknąć się niezauważoną i pobiec do Nocnej Gwiazdy, by go poinformować... ale wtedy mistrz dowie się, że była przy granicy, a to pewnie go zdenerwuje. Trzepnęła ogonem, sfrustrowana. Nie chciała go zawieść. W związku z tym wolała już podejść do nieznajomej wichrowej kotki i spytać, co tutaj robi. Przy okazji... mogła porozmawiać z kimś spoza Klanu Rzeki po raz pierwszy. Jej serce przyspieszyło w ekscytacji.
Podniosła się na równe łapy i przydreptała bliżej kotki, wciąż ostrożnie pilnując aby nie przekroczyć granicy. Ogon uniosła wysoko, w uprzejmym przywitaniu, ale starała się wyglądać pewnie i tak groźnie jak tylko potrafiła. Może i była zwykłą terminatorką, ale chciała pokazać, że w razie potrzeby przegoni niechcianego gościa!
- Witaj, czy mogę ci jakoś pomóc? - zawołała, starając się ukryć stres i drżenie głosu.
Tamtego dnia znalazła się na granicy zupełnie przez przypadek. Obiecała Miodowej Łące, że po treningu przyniesie jej trochę świeżego mchu z terytorium. Być może trochę za bardzo zamyśliła się po wyjściu z obozu i... gdy zaczęła już szukać mchu, nieświadomie znalazła się nieco dalej niż sądziła. W pewnym momencie poczuła masę dziwnych zapachów, które po chwili zastanowienia zaczęła kojarzyć ze swojej wycieczki przy granicach z Nocną Gwiazdą. To był... Klan Wichru! Początkowo kotka zjeżyła się w niepokoju, zastanawiając się, co wichrzacy robią na jej terytorium. Polują na ich zwierzynę? A może jeszcze gorzej, skradają się właśnie do obozu by zaatakować z zaskoczenia? Na szczęście zanim Różanka wpadła w panikę, zorientowała się skąd tak naprawdę dociera zapach. Rozpoznała miejsce, w pobliżu którego mistrz prowadził ją na treningu. Tutaj zapach ich oznaczeń granicznych był mocny, a oznaczenia z Klanu Wichru doleciały przez wzmożony wiatr.
Odetchnęła z ulgą, uświadamiając sobie brak zagrożenia. Skoro już tutaj jest, to może poszukać mchu w tym miejscu.
Zaczęła spacer wzdłuż granicy, w ostatecznie bezpiecznej odległości i z nosem w górze, szukając wilgotnego zapachu mchu. Zanim jednak go wyczuła, zobaczyła ciemną sylwetkę, przez którą ponownie stanęła jej sierść na grzbiecie.
Po stronie Klanu Wichru siedziała dojrzała kotka o czarnej sierści i bliznach. Różankowa Łapa przylgnęła do ziemi z nadzieją, że nie została zauważona. Wysunęła zza trawy tylko oczy i nos, by ponownie zerknąć na nieznajomą. Dlaczego siedziała na granicy? Nie wyglądała, jakby miała nikczemne zamiary... ale jakieś zamiary musiała mieć, skoro na coś tutaj czekała. Różanka spędziła kilka chwil zastanawiając się nad tym, co zrobić. Mogłaby spróbować wymknąć się niezauważoną i pobiec do Nocnej Gwiazdy, by go poinformować... ale wtedy mistrz dowie się, że była przy granicy, a to pewnie go zdenerwuje. Trzepnęła ogonem, sfrustrowana. Nie chciała go zawieść. W związku z tym wolała już podejść do nieznajomej wichrowej kotki i spytać, co tutaj robi. Przy okazji... mogła porozmawiać z kimś spoza Klanu Rzeki po raz pierwszy. Jej serce przyspieszyło w ekscytacji.
Podniosła się na równe łapy i przydreptała bliżej kotki, wciąż ostrożnie pilnując aby nie przekroczyć granicy. Ogon uniosła wysoko, w uprzejmym przywitaniu, ale starała się wyglądać pewnie i tak groźnie jak tylko potrafiła. Może i była zwykłą terminatorką, ale chciała pokazać, że w razie potrzeby przegoni niechcianego gościa!
- Witaj, czy mogę ci jakoś pomóc? - zawołała, starając się ukryć stres i drżenie głosu.
3
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
