Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Tam gdzie tereny Klanu Cienia stykają się z Gromowymi sąsiadami i ziemią niczyją płaski do tej pory teren opada nagle, przechodząc w dość łagodnie zagłębiony dół wyścielony drobnymi kamykami i żwirem. Pochodzenie nazwy jest dość łatwe do przewidzenia - na dnie można napotkać różne gatunki węży, które kryją się pomiędzy kamieniami i odstraszają przechodzące nieopodal koty głuchym sykiem. Głównie są to nieszkodliwe zaskrońce, ale ostrożności nigdy za wiele - kto wie czy nie można się tu też natknąć na naprawdę jadowitą żmiję!
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Ceremonia zbliżała się wielkimi krokami, a Wiewiór nie mógł się jej doczekać z dnia na dzień jeszcze bardziej. Chcąc jakoś zająć sobie czas, udał się na polowanie. Patrolował tereny bardzo często, więc wydawało mu się, że wszedzie jest bezpiecznie. Nawet jeśli nie było, to obowiązkiem rudzielca było pozbycie się zagrożenia.
Najpierw, terminator upewnił się, że idzie pod wiatr. Zgiął łapy. Ogon, głowę i brzuch miał na jednej linii, prawie przy ziemi. Spłycił oddech i spróbował wyostrzyć każdy swój zmysł, żeby zwiększyć szanse na znalezienie zwierzyny. Następnie ruszył powoli przed siebie, kładąc łapy najostrożniej jak potrafił.
Mistrz: Pstra Chmura Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka* Ojciec: Północny Podmuch* Partner: this is fine
Szczupły, acz już nie wychudzony i wyniszczony, długołapy kocur. Posiada krótkie, wciąż roztrzepane, dymne futro, które nabrało blasku, podobnie zresztą jak jego intensywnie zielone ślepia.
Wyruszyłeś. Doskonale wiedziałeś jak polować, co pokazałeś już na samym wstępie, przyjmując pozycję łowiecką, ustawiając się pod wiatr. Zasługa mistrza czy może był to wrodzony talent? Ciężko stwierdzić. Niemniej jednak nawet najlepsi nie zawsze mają szczęście... Tak jak ty teraz. Parłeś przed siebie, acz nie byłeś w stanie napotkać zupełnie nic, poza wiatrem. Ale to dopiero początek, prawda?
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Niestety, rudy terminator nie był w stanie niczego wychwycić, pomimo tego, że wszystko zrobił dobrze. Nie zamierzał się oczywiście poddawać i wracać do obozu. Dopóki czegoś nie złapie, nie wróci. Nie zmieniając zatem pozycji, ruszył w stronę przeciwną do kierunku wiatru. Nadal miał ogon, brzuch i głowę przy ziemi, a oddech spłycony. Uważnie stawiał kroki, aby nie spłoszyć okolicznej zwierzyny. Nie mógł sobie pozwolić na powrót z pustymi łapami.
Mistrz: Pstra Chmura Płeć: kocur Matka: Stokrotkowa Łąka* Ojciec: Północny Podmuch* Partner: this is fine
Szczupły, acz już nie wychudzony i wyniszczony, długołapy kocur. Posiada krótkie, wciąż roztrzepane, dymne futro, które nabrało blasku, podobnie zresztą jak jego intensywnie zielone ślepia.
Oczywiście, że nie mogłeś. Kodeks tego nakazywał - polujesz, przynosisz coś na stos, albo nie jesz nic. Prawo bywało czasami brutalnie, aczkolwiek trzeba było się do niego dostosowywać. Los był dla ciebie łaskawy. Zrobiłeś parę kolejnych kroków przed siebie, kiedy usłyszałeś ciche popiskiwanie i delikatny szelest trawy kawałek przed tobą. Zaraz wiatr przyniósł kolejne informacje - mysz. Miałeś szansę złapać coś i nie wrócić z pustymi łapami do obozu.
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Rudzielec usłyszał piszczenie myszy. Lepszy rydz niż nic, wybrzydzać nie zamierzał, w końcu zawsze to coś. Upewnił się zatem, że idzie pod wiatr i nie zmieniając pozycji rzucił się na mysz, próbując zabić ją jednym klaśnięciem. Dla tak silnego kocura nie powinien być to problem. Terminator Wilczego Szlaku cały czas miał zgięte łapy, ogon, głowę i łapy prawie dotykały ziemi, a oddech nieustannie miał spłycony. Gryzoń nie miał szans, a tak przynajmniej myślał Wiewiór. Czy faktycznie tak będzie - zobaczymy.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Dla kogoś tak silnego zabicie myszy nie było wielkim problemem. Szarawe stworzonko nawet się nie zorientowało, kiedy terminator skoczył w jego stronę i uderzył w nie przednimi łapami, zabijając je samą siłą tego uderzenia. Widocznie tym razem Gwiezdni byli po jego stronie, a może to po prostu umiejętności Wiewióra były na wysokim poziomie? +5exp
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór nie musiał się specjalnie długo męczyć z gryzoniem, wszakże ten padł od samego skoku. Rudzielec nie musiał nawet zaciskać na nim zębów. Teoretycznie mógłby już wrócić do obozu, ale wstyd byłoby zanieść tylko mało myszkę, będąc tak umięśnionym kocurem, prawda? Syn Świerkowej Igły postanowił zatem iść dalej. Upewnił się zatem, że idzie pod wiatr, a następnie ustawił się w pozycji łowieckiej. Łapy zgięte, brzuch, ogon i głowa nisko, prawie że przy ziemi. Oddech spłycony. Ruszył ostrożnie, sprawdzając przed postawieniem kroku, czy nie ma na zimie czegokolwiek, co mogłoby narobić szumu i spłoszyć potencjalną ofiarę. Łapy stawiał powoli, niemalże bezszelestnie. I w taki właśnie sposób szedł, wyostrzając swoje zmysły najmocniej jak mógł, aby nic nie przegapić.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Tym razem nasz kochany terminator uzyskał pewną magiczną liczbę, która pozwoli mu się zdecydowanie popisać przed klanowiczami. Kilka lisich długości od kocura w trawie usiadła ptaszyna nieco mniejsza od gołębia, po której bardzo było widać, że jest nie na swoim miejscu - jej skrzydła i głowa były czarno-białe ze znaczną przewagą tego pierwszego, brzuch był natomiast jasnoniebieski, a malutki dziób mocno przylegał do ciała. Najprawdopodobniej ptak uciekł jakiemuś dwunogowi i zawędrował jakoś na tereny Cienia. Ale ptak to ptak, racja?
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Rudzielec miał szczęście i długo szukać nie musiał. Szybko bowiem dojrzał ptaszka, który nie do końca wyglądał na takiego, co by sobie normalnie tutaj żył, ale skoro już jest, to czemu by nie skorzystać. Ptak to ptak. Upewnił się zatem, że nadal idzie pod wiatr i poprawił swoją pozycję, jeżeli coś uległo zmienia. Łapy zgięte, głowa, ogon i brzuch przy ziemi - tutaj nie było co poprawiać. Oddech spłycony. Wszystko było jak należy. Ruszył zatem powolutku, uważając na każdy krok. Stawiał łapy ostrożnie, delikatnie, upewniając się, że na nic nie nadepnie i nie spłoszy ćwierkacza. Jeżeli ofiara go nie zauważy, kiedy będzie w odpowiedniej odległości, Wiewiór zamierzał skoczyć, celując w skrzydła, aby nie miał jak odlecieć, a następnie pozbawi go życia poprzez ugryzienie. Czy jednak tak się stanie - zobaczymy.
Czas zmienia zmienia koty i nie chodzi tu tylko o charakter. Lniana urosła, jednak niewiele, jest ledwo przeciętnych rozmiarów, więc nie ma się czym chwalić. Jej ciało jest smukłe, właściwie wychudzone z prawie widocznymi żebrami. Ma długi ogon, z którego z czasem zniknęły ciemniejsze prążki, pozostawiając kotkę z idealnie grafitowym, krótkim futrem, o którego wygląd zawsze stara się dbać. Jej oczy mają barwę bladej zieleni, a nos jest ciemny. Jedno nie zmieniło się przez całe jej życie, a jest to chód, zawsze stara się poruszać dumnie i z gracją, zaś jej postura jest przez większość czasu wyprostowana. Na jej grzbiecie można dostrzec podłużne blizny po kruczych pazurach.
Jest raczej pewną siebie, dumną - choć nie wywyższającą się - kocicą, której prawie nie da się rozbawić. Zachowuje chłodną i twardą postawę, trudno po niej poznać, iż coś ją trapi, chowa wszystkie odczucia wewnątrz siebie, co jednak ma pewne skutki uboczne, ponieważ gdy przeleje się czara goryczy, wystarczy jedno słowo, aby cały tworzony przez nią wizerunek prysnął niczym bańka mydlana, a niebieska załamała się na oczach kota, z którym akurat rozmawiała. Jest dość oschła, nie nastawiona zbyt przyjaźnie do obcych. Nie należy do łatwowiernych ani do leniwych - wykonuje swoje obowiązki aż nadto sumiennie, przez co często chodzi przemęczona. Jednak nie narzeka na to. Jest poważna, odnosi się z szacunkiem do innych tak długo, jak się jej czymś nie narazili.
Niedoświadczona w tym terenie ptaszyna nie miała najmniejszych szans ze znającym sztukę polowania rudzielcem, który dodatkowo znał te tereny o wiele lepiej. Papużka nawet nie zdążyła odwrócić się w jego stronę, gdy została przygnieciona do ziemi przez silne łapy cienistego, a zaraz później była już tylko ciemność. Przynajmniej będzie się czym popisywać przed klanowiczami - ptak miał w końcu całkiem ładne pióra. +10 exp
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
Wiewiór podszedł na odpowiednią odległość i hop, był ptaszek, nie ma ptaszka. Nie mógł jednak spoczywać na laurach, co to to nie. Mała myszka i papużka to nic, dla takiego kocura. Ustawił się więc ponownie pod wiatr i ustawił w pozycji łowieckiej, której nauczył go Wilczy Szlak. Łapy, brzuch i głowa przy ziemi, jednak jej nie dotykając, w jednej linii. Łapy zgięty, oddech spłycony. Nie pozostało zatem nic innego, niż tylko ostrożnie ruszyć przed siebie, uważając na każdy kroczek, aby nie był za głośny. No i trzeba też uważać, żeby w nic nie wdepnąć, co syn Świerkowej Igły robił cały czas.
po jej drobnym wypadku, jej wygląd przeszedł wiele zmian. Przycięte do połowy prawe ucho, zerwane niemal całe lewe, do tego blizna przechodząca od brody aż nad prawe oko - a to tylko sam pysk. Na szyi widnieją ślady po pazurach, choć te w dużym stopniu zostały zasłonięte przez futro. Długie ślady po kocich pazurach są również przez całą długość grzbietu, do tego na prawej przedniej i lewej tylnej są ślady po ugryzieniach. Jej futro wciąż pozostaje czysto białe i długie, a ślepia mają ten sam kolor - lewe zielone i prawe niebieskie. Wciąż jest smukła i wysoka, lecz do dawnej piękności jej daleko. Na szyi ma ciemnoczerwoną obrożę z kontaktem do jej człowieka.
podobnie jak wygląd, jej charakter przeszedł zmiany. podczas dochodzenia do siebie po walce z samotnikiem miała wiele czasu na przemyślenia, co miało na nią zaskakująco dobry wpływ, być może przez towarzystwo, jakie miała. w efekcie nie tylko jej ciało, jak i jej umysł przeszły przez proces leczenia, dzięki czemu jest w pewnym sensie weselsza. nadal jest mocno wyciszonym kotem, jednak znacznie łatwiej jest się jej uśmiechać. wciąż jest bezpośrednia w swoich słowach, często nie przejmując się tym, jak może to wpłynąć na jej rozmówców, ale zaskakująco nabrała nieco charakteru, więc zdarzy jej się dogryzać innym tu i ówdzie, oczywiście oczekując tego samego w swoją stronę. są to jednak niegroźne uszczypnięcia, nie obrazy. zdecydowanie chętniej też rozmawia, a jej ciekawość została na nowo rozpalona i nie boi się pytać, jeśli coś ją zainteresuje. nadal zostało w niej jednak wiele mniejszych lub większych problemów, z którymi ciężko jej sobie poradzić, jak strach przed opuszczeniem przez bliskich czy problemy ze snem.
Tym razem nasz młody kocur natrafił na coś, co zdecydowanie nie było zwierzyną ani niebezpiecznym drapieżnikiem, a… innym kotem - konkretnie dojrzałą kocicą, od której aż biło pewnością siebie, jej futro miało ciemne buro-rude ubarwienie. Nie patrzyła w kierunku, w którym był rudy cienistym, była zbyt zajęta jedzeniem jednego z upolowanych przez siebie zaskrońców. No to co z tym zrobisz, drogi kolego?
there's so much more here, a life worth living and with time you drown the FEELING out it's so n o s t a l g i c maybe all the love was worth the pain?
Długowłosy, tygrysio pręgowany rudy kocur o żółtych oczach. Ma bliznę idącą od lewego oka, pod nos i do prawego oka oraz na szyi, z prawej strony, po wyrwanym płacie skóry. Oprócz tego, na karku, z lewej strony, posiada również ślad po ugryzieniu przez lisa.
//przenoszę to na bardziej aktualną czasoprzestrzeń, tak jakby co.
W poszukiwaniu zwierzyny Wiewiór natrafił na... samotniczkę. Normalnie pewnie nic by z tym nie zrobił, ale była na terenach klanu Cienia, zatem jego obowiązkiem było pozbycie się jej stąd. Wyglądała na równą rudzielcowi, jeżeli chodzi o siłę, ale nie zmieniało to faktu, że nie mógł jej pozwolić ot tak polować sobie na tych ziemiach. Podszedł więc, trzymając ogon wysoko w górze i wysuwając pazury.
- Jesteś na terenach klanu Cienia, jeżeli nadal zamierzasz tu polować i tu pozostać, będę zmuszony użyć siły. - Poinformował intruza. Był gotowy do skoku w ramach uniku, gdyby bura szylkretka okazała się być nadto agresywna. Ostrożności nigdy za wiele.
Czas zmienia zmienia koty i nie chodzi tu tylko o charakter. Lniana urosła, jednak niewiele, jest ledwo przeciętnych rozmiarów, więc nie ma się czym chwalić. Jej ciało jest smukłe, właściwie wychudzone z prawie widocznymi żebrami. Ma długi ogon, z którego z czasem zniknęły ciemniejsze prążki, pozostawiając kotkę z idealnie grafitowym, krótkim futrem, o którego wygląd zawsze stara się dbać. Jej oczy mają barwę bladej zieleni, a nos jest ciemny. Jedno nie zmieniło się przez całe jej życie, a jest to chód, zawsze stara się poruszać dumnie i z gracją, zaś jej postura jest przez większość czasu wyprostowana. Na jej grzbiecie można dostrzec podłużne blizny po kruczych pazurach.
Jest raczej pewną siebie, dumną - choć nie wywyższającą się - kocicą, której prawie nie da się rozbawić. Zachowuje chłodną i twardą postawę, trudno po niej poznać, iż coś ją trapi, chowa wszystkie odczucia wewnątrz siebie, co jednak ma pewne skutki uboczne, ponieważ gdy przeleje się czara goryczy, wystarczy jedno słowo, aby cały tworzony przez nią wizerunek prysnął niczym bańka mydlana, a niebieska załamała się na oczach kota, z którym akurat rozmawiała. Jest dość oschła, nie nastawiona zbyt przyjaźnie do obcych. Nie należy do łatwowiernych ani do leniwych - wykonuje swoje obowiązki aż nadto sumiennie, przez co często chodzi przemęczona. Jednak nie narzeka na to. Jest poważna, odnosi się z szacunkiem do innych tak długo, jak się jej czymś nie narazili.
Samotniczka gwałtownie uniosła głowę, trzepnęła biczowatym ogonem o ziemię i wbiła w kocura przeszywające, pomarańczowe ślepia. Teraz, kiedy kocur podszedł bliżej, mógł od niej wyraźnie wyczuć, że była matką. - Możesz se być z Cienia, Nieba czy nawet od tych przeklętych ludzi, nie obchodzi mnie to. - warknęła ostro, jeżąc futro na karku i ogonie. - To moje tereny, ty złodziejska klanowa wypluwko. Tu się urodziłam i tu urodziłam moje kocięta. Nie przestanę na nich polować, bo tak zażyczyliście sobie wy, durni intruzi. - syknęła ze zdenerwowaniem, a w jej głosie słychać było wyrzuty. - I jeśli chcesz, to proszę. Mogę ci wtłuc, byle tylko mieć czym wykarmić moje młode. Proszę bardzo. A może jesteś tylko mocny w gębie? - splunęła gdzieś na bok, stając niżej na łapach i uniosła wysoko swój najeżony ogon. Rudzielec mógł wyczuć od niej mocną woń jej dzieci, a gdzieś pod nią również zapach dorosłego kocura - brata lub partnera - który zanikał pod innymi woniami. Co teraz zrobisz, Wiewiórczy Ogonie, jak sobie z tym poradzisz?