Lekkiej budowy, długołapa, chociaż wciąż mieszcząca się w kategorii "średni wzrost", obdarzona wdziękiem. Krótkie, szare futro, przeplatane cienkimi, czarnymi pręgami, na brzuchu i gardle przechodzące w brąz. Czarne spody łap oraz poduszeczki. Ciemny nos i oliwkowe oczy. Tuż za uszami i wokół gardła - blizna po psich kłach przypominająca obrożę. || więcej w kp
Droga była długa i męcząca, dokładnie tak, jak się spodziewała, a mimo to wciąż była zaskoczona, ile czasu zajęło im dotarcie do granicy Klanu Rzeki. Czas podróży zdecydowanie wydłużał żar, lejący się z nieba wręcz nieustannie, przeszkadzający w oddychaniu oraz wyciskający siły z mięśni. Do tego teraz - w przeciwieństwie do podróży w drugą stronę - Płotkowy Plusk nie mogła naginać swoich granic i nie jeść przez dzień lub dwa, iść przez całą noc czy biec, kiedy czuła przypływ energii. Teraz musiała zwracać uwagę na to, czy Słowik jadła, czy dobrze spała, czy nie forsowała się zbytnio, co sprawiało jej jakiś dziwny rodzaj radości - nie, bardziej poczucia dobrze spełnionego obowiązku - ale też zwyczajnie spowalniało ich tempo. Uparła się przy tym, aby w drodze nauczyć Słowiczą wszystkiego, czego nie zdążyły omówić na treningu, co dodatkowo zabierało czas. Ale, paradoksalnie, Rybce II nie bardzo się śpieszyło do Klanu Rzeki. Miała ze sobą Słowik i choć często myślała o swoim rodzeństwie, zastanawiając się, czy aby na pewno wszystko u nich dobrze, to w gruncie rzeczy była szczęśliwa, zasypiając wtulona w kremową sierść pointki. Regularnie upewniała się też, że Słowicza czuje się dobrze, pytała, czy niczego jej nie trzeba, słowem: starała się ułatwić jej podróż. Gdzieś tam w tle zdawała sobie sprawę z faktu, iż córka Dzwonek to nie kruchy, suchy liść i nie rozleci się przy najlżejszym podmuchu wiatru, jednak... Przezorny zawsze ubezpieczony. Chciała przychylić Słowik nieba (cokolwiek mogłoby się tam znajdować, hm) i to był jej sposób na wypełnienie tego celu w bardziej niż zwykle polowych warunkach. Czasami przynosiła jej kwiaty razem ze złapaną zwierzyną, starała się znajdować fiołki, jednak nie miała aż tak dobrego drygu do rozpoznawania zieleniny jak Łosoś, więc wielokrotnie po prostu wyrywała z ziemi to, co wyglądało jakoś ładniej niż wszystko inne. I chyba działało.
Od dłuższego czasu szły rowem wzdłuż Grzmiącej Ścieżki, gdzie roślinność była zdecydowanie niższa niż na Łanie Rzepaku, jednak gdy tylko Płotkowy Plusk zauważyła, że pole przechodzi w Kłujący Gąszcz, skręciła w tamtą stronę, torując Słowik drogę wśród gałęzi własną piersią. Doszły już tak daleko, przeszły tak wiele, że zdecydowanie nie da się zatrzymać jakimś suchym badylom. Trochę większym problemem był fakt, iż między krzewami temperatura rosła - a może po prostu brakowało tam wiatru? - przez co jeszcze ciężej przychodziło jej oddychanie. Co chwilę odwracała się, by sprawdzić, czy Słowicza wciąż za nią podąża, czy aby nie padła gdzieś z tyłu bez sił, bo szkoda by było tak zwyczajnie legnąć tuż przed linią mety. Jeszcze tylko kawałek. Przeszły już tyle, od samego Siedliska Dwunogów, więc nie zamierzała się poddawać. Wypadła z Gąszczu prosto na granicę z Klanem Rzeki, prawie potykając się o swoje własne łapy, ale zaraz stanęła pewnie na ziemi, unosząc głowę wysoko. Była w domu. Wróciła. Wróciły obie.
- Przyprowadźcie Świetlikową Gwiazdę - zawołała do pierwszego nadchodzącego patrolu - i powiedzcie mu, że Płotkowy Plusk wróciła! - Mówiła to tak, jakby powracała z wojny, na której uznano ją za martwą, a teraz oczekiwała powitania z honorami i parady na swoją cześć, co nie mogło być dalsze od prawdy. Chciała tylko, by wuj potwierdził ich prawo do wejścia na tereny Klanu, do obozu. Gdy tylko wojownicy zniknęli jej z oczu, odetchnęła głęboko i odwróciła głowę do Słowik, posyłając jej przy tym krzepiący uśmiech. Dotknęła boku kotki końcówką ogona. Wszystko będzie dobrze.
//Słowik i Świetlik
I'mBADBEHAVIORbut I do it inthebestway I'll be thewatcherof theeternalflame I'll be theguarddogof allyourfever dreams
Zapowiedź była marna, więc i efekt dostał nam się raczej mizerny. Słowik to drobna kotka, rzucająca się w oczy chyba tylko i wyłącznie dzięki swojemu nietypowemu umaszczeniu. Nie jest wysoka, raczej przeciętna wzrostowo, jednak często może sprawiać wrażenie niższej przez ciągłe chodzenie z opuszczoną głową i częste garbienie się. Jej ciało pokryte jest jasnym, beżowym futerkiem, z nielicznymi, ciemnoszarymi znaczeniami na pyszczku, uszach, łapach i ogonie, co stanowi niezmywalne znamię krwi pieszczochów jaka płynie w żyłach Słowiczej i tego co spotkało jej matkę. Kanciasty, trójkątny pyszczek zakończony jest brązowym noskiem, sponad którego spoglądają błękitne, często przepełnione smutkiem lub strachem. Do teraz łudzi się, że może ich barwę akurat odziedziczyła po matce. Całość dopełniają irracjonalnej wręcz, prawie że nietoperzowej wielkości uszy.
Na tym etapie życia, Słowik jest mocno... wszystkim przerażona. Odkąd opuściła kociarnię i została zmuszona do porzucenia jedynej, bezpiecznej przystani, praktycznie całymi dniami czuję się jak pod ostrzałem. Trening przeraża ją jak wszystko inne, nakaz walki lub polowania sprawia, że łapy się pod nią uginają i cóż, zrobienie czegokolwiek co wymagałoby opuszczenia obozu i działa na własną rękę doprowadza ją do histerii, którą jednak zadeptuje wewnątrz siebie. Nie umie i nie chce się uzewnętrzniać, boi się oceny ze strony innych, w rezultacie usłyszeć ją odzywającą się z własnej woli, to jest sztuka. Próbuje radzić sobie jak może, jednak to sprawia, że jest po prostu coraz bardziej przytłoczona sytuacjami, które na nią spadają. Nie chce wychylać się ponad szereg, wszystkie swoje cechy uznaje za dziwne i chowa do kufra, bojąc się wyśmiania. Słowo Omszałej Łapy jest dla niej świętością.
Mimo, że powietrze wokół nich można było kroić nożem, a żar lejący się z nieba nadawał okolicy klimat Sahary, Słowik z całej siły zaciskając kły, starała się trwać przy boku Płotki, nie ustępując jej ani na krok. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak żałośnie prezentują się jej fizyczna kondycja w porównaniu z Płotką, ale kurczowo starała się wmówić sobie, że wystarcza fakt iż daje z siebie wszystko. Nie brzmiało wiarygodnie, ale wystarczało. Musiało wystarczyć, bo było czymś. A cokolwiek było lepsze od zapadnięcia się w spiralę negatywnych myśli. Musiała myślec pozytywnie. Musiała pozostać obecna. Sprawę ułatwiała Płotkowy Plusk, która zdawała się dwoić, jak nie troić, by umilić Słowik ten trudny okres, sprawiając, że trudna podróż stawała się niemal jak luksusowa przechadzka. Pointka nie mogła w głębi duszy i często werbalnie przestać zachwycać się nad umiejętnościami, siłą, szczodrością, dobrocią i opiekuńczością córki Pierzastego Serca. Ilekroć dostrzegała choćby to jaka jest piękna, jak jej futerko lśni w promieniach słońca i jak wiele głębokich odcieni zieleni mają jej oczy i jak smukła i umięśniona jest zarazem, jej serce unosiło się pod chmury z radości i niedowierzenia tego, iż ktoś taki jak ona pokochał kogoś takiego. Nie rozumiała szczęścia jakim została obdarzona i często bała się, że jest zbyt nierealne a żeby faktycznie było prawdziwe i za byle dzień obudzi się by dostrzec, że ta wspaniała kocica wybrała sobie kogoś innego na towarzyszkę życia. Ta, jak gdyby dostrzegając to, okazała się najbardziej cierpliwą nauczycielką na świecie, znosząc wszystkie porażki pointki, obdarowywała Słowik co piękniejszymi kwiatami, za każdym razem narażając się na grad podziękowań i zapewnień, że nie trzeba było oraz raz po raz upewniając się, że kotka ma się dobrze.
Bezwiednie podążyła za wojowniczką, gdy ta skręciła, postanawiając zostawić Grzmiącą Ścieżkę za sobą. Szybkim krokiem starała się nadążyć za tempem narzucony przez Płotkę, mimo duchoty coraz bardziej obciążającej jej płuca. Jednak za każdym razem gdy szarofutra obracała się by skontrolować stan jej towarzyszki, starała się posłać jej ogromny uśmiech. Chciała by wiedziała, że da radę. Że też jest silna, a przynajmniej próbuje. Z zaskoczeniem przyjęła zatrzymanie się kocicy, by dopiero po chwili uchwycić unoszący się wokół, intensywny zapach Klanu Rzeki. Ten sam, którym jej futerko przesiąkło od czasu dzieciństwa. ten sam, który nosiła głęboko w sercu. Popatrzyła na Płotkę z niedowierzaniem. Czyli... to juz tu? Wróciły? Nagle skryte gdzieś głęboko w jej sercu nerwy, wypłynęły na powierzchnię, przyjmując postać ogromnej guli w gardle i suchości w pysku. Cofnęła się o kilka kroków, siadając tuż obok kotki i starając się nie ukazywać zdenerwowania. Przecież to nie była jej wina, że zniknęła. Nie zrobiła nic złego... Prawda? Z ulgą przyjęła pewność i dumę, które wręcz wylewały się z pyska Płotkowego Plusku oraz fakt, że to ona będzie przemawiać, zdejmując ten ciężar z ramion Słowik. Ze wstydem uświadomiła sobie jednak, że nawet gdyby samej udało jej się uciec od Dwunogów, zapewne nie wróciłaby do Klanu bo za bardzo bałaby się właśnie tego momentu. Na szczęście towarzyszyła jej najcudowniejsza kotka świata i nie miała się czego obawiać. I choć myślała, że wie to doskonale, dopiero teraz, gdy patrzyła na nią, wyprostowaną, emanującą dumą i siłą, ta myśl uderzyła ją z całej siły w klatkę piersiową. Gwiezdny Klanie, jaka ona piękna. Moc i gorąc, który nie miał nic wspólnego z panującą temperaturą, uderzenia sprawiły, że pysk kotki pokrył się rumieńcami i zawstydzenie momentalnie kazało jej odwrócić wzrok w jakimś przypadkowym kierunku, nawet nie zauważając, że wojowniczka musnęła ogonem jej bok.
- IguessIthoughtIcouldbepartofthis Ineverhadthiskindofthingbefore Ineverhadthatperfectgirl whosomehowcouldseethe good partofme
Świetlik to wysoki, przystojny kocur. Czarne jak noc, zadbane futerko jest miękkie i stanowi wręcz wizytówkę jego właściciela, oddając jego arystokratyczny styl. Kształtny pysk zdobi intensywnie zielone spojrzenie, smolisty nos oraz czarne wibrysy. Ciało Świetlika jest atletyczne - pod błyszczącym futrem delikatnie rysują się mięśnie oraz niemalże niewidoczne blizny po walce z dzikiem. Niezwykle długie łapy sprawiają, iż kocur należy do grupy najwyższych kotów w Klanie, z czego nieświadomie korzysta patrząc na rozmówców z góry. Od czasu walki z psem, w wyniku której stracił ogon, ma problemy z utrzymywaniem równowagi i nie jest w stanie poruszać się w swoim charakterystycznym, dumnym stylu.
Pierworodny syn NAJLEPSZEJ PARY WOJOWNIKÓW w Klanie Rzeki, istotnie charakteryzuje się klasą i stylem godnym arystokracji. Dumny i pewny swoich racji, jest również typowym rzeczniakiem - przepełniony często sprzecznymi emocjami, łatwo im ulega. Zwykle jednak opanowany, niewiele rzeczy jest w stanie wytrącić go z równowagi. Rozważny i skupiony na funkcji jaką pełni w Klanie, myśli zanim coś powie lub zrobi, nie jest jednak wolny od popełniania błędów. Wyrozumiały, czasem nawet za bardzo. Jego dobre serce kończy się jednak w momencie, kiedy coś zagraża Klanowi, gdyż dobro Rzeki stawia zawsze na pierwszym miejscu. Potrafi być bezwzględny i bezlitosny jeśli wie, że w ten sposób zapewni bezpieczeństwo swojemu Klanowi. Z kolejnymi księżycami w roli Przywódcy, powoli zrezygnował już z szukania pochwał, miłości i aprobaty, świadom iż Klan któremu przewodzi, nierzadko będzie niezadowolony z jego decyzji. Dopóki jednak on w nie wierzy, zamierza być im wierny. Marzy o utrzymaniu siły Klanu Rzeki i zbudowania z niego prawdziwej potęgi.
Piorun, Kopiec, Magik, Kret, Kurz, Twardy
Kiedy Świetlikowa Gwiazda usłyszał kto wrócił, rzucił przysłowiowy segregator w kąt, wybiegając z obozu jak gdyby Płotka lada moment mogłaby zniknąć i jeśli jej nie złapie teraz, to puf, przepadnie i na tym koniec. Widząc z daleka znajome sylwetki jeszcze bardziej przyspieszył, całe szczęście wyhamowując przed siostrzenicą, by się z nią ostatecznie nie zderzyć. Przez chwilę stał, z nieco uchylonym pyskiem, zipiejąc mniej lub bardziej (raczej bardziej) i patrząc na Płotkę, która wyglądała, jakby wróciła właśnie do domu ze złotym medalem. I trochę tak właśnie było, nawet jeśli jej złoty medal miał postać kryjącej się nieco z boku Słowiczej Łapy.
- Płotka. - rzucił w końcu, podchodząc do córki Pierzastego Serca i przytykając nos do jej czoła. - Wróciłaś. I znalazłaś. Znalazłaś swoją Słowik. Mówiłaś, że znajdziesz i znalazłaś. - nie żebym wątpił, bo w temacie determinacji uczennica zdecydowanie przerosła swoją mistrzynię i Świetlik był absolutnie pewien, że Jeżyna jakkolwiek ambitna i zdeterminowana i tak przegrywa w tej walce ze swoją dawną terminatorką, którą dodatkowo napędzała krew Pierzaka. A teraz - również miłość do siostry Białego Pióra (to jest ten moment, w którym Świetlik troszeczkę umiera w środeczku). Czy mogło być coś lepszego, niż powrót jednej z jego najbardziej zaufanych wojowniczek wraz z kotką, dla którego jego siostrzenica była w stanie porzucić nawet własny Klan? Czerwia mogła się krzywić ile tylko chciała, ale w tej kwestii czarny był nieugięty i czuł absolutny podziw dla Płoteczki. Tym bardziej, że odnalazła ją i przyprowadziła z powrotem. Czy potrzebował lepszego dowodu na to, że miała i serce i rozum na właściwych miejscach? Posłał jej krótki uśmiech, po czym wychylił się nieco w bok, by zerknąć w stronę Słowiczej Łapy. Trochę serce mu się ścisnęło na myśl, że niedawno z Klanu zniknęła jej matka - mimo iż wysłał patrole za śladem Dzwonek, kocica przepadła jak kamień w wodę. Nie chciał jednak mówić o tym już teraz, widać było że cała sytuacja i tak już ją nieco przerasta. - Słowik, cieszę się że jesteś cała i zdrowa. - miauknął w jej stronę, bo w sumie mogła przedstawiać znacznie gorszy obraz, po kilku księżycach spędzonych gwiezdni wiedzą gdzie. - I cieszę się, że jesteście tutaj obie. - dodał, znów przenosząc wzrok na siostrzenicę. - Razem. - mruknął jeszcze, uśmiechając się BARDZO SUGESTYWNIE do Płotkowego Plusku. - Wracajmy, na pewno jesteście zmęczone. - oświadczył w końcu, obracając się i ruchem głowy zachęcając kotki by ruszyły razem z nim. W głowie kłębiło mu się trochę pytań, ale uznał że poplotkuje sobie z Płoteczką na osobności, kiedy już nieco wypoczną, bez dodatkowego stresowania Słowiczej. Nie widział potrzeby wypytywać ich o szczegóły - jakby nie patrzeć Płotkowy Plusk sama zapowiedziała jaki jest cel jej wyprawy i fakt, że szła teraz obok wraz z córką Dzwonkowej Łąki był wystarczającym dowodem na to, że cel został osiągnięty. I nawet Czerwia będzie musiała to przełknąć, bo nie tylko nie stracili Płotki, lecz również zyskali Słowiczą. Same profity. Idąc, czekał na ich ewentualne pytania lub prośby, jeśli miałyby jakieś przed znalezieniem się na powrót w obozie Klanu.
...............Walkana ziemi i w niebie ★ Przeciwko sobie samemu,osiebie ..................I walka o święte cele ..................Owiecznenadzieje ♛..................................
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Lwia nie miała zbytnio co robić w obozie po za treningiem i terminatorskimi obowiązkami.
Niedawno od matki dowiedziała się o granicach klanu Rzeki i gdzie kilka z nich się znajduję. Mając tą wiedzę, swym rytmicznym krokiem przybyła na jedną z owych granic, która leżała spory kawał dalej niż klanowy obóz. Na miejscu zastała widok którego sama Ziąb albo Karp mogli by pozazdrościć, w ten przypomniała sobie, niektóre koty z jej rodzeństwa nadal nie były terminatorami i nie mogły tu przyjść razem z nią. Nawet jeśli Ziąb kiedyś dała jej w papę, to i tak Lwiej było szkoda siostry. Nie dała się jednak przygnębiającym ją myślach i podbiegła do miejsca gdzie jedna roślina oplatała drugą. Kasztanowej kotce wrócił humor, lecz poczuła zmęczenie. Przeciągnęła się, pokręciła chwilę w kółko pod drzewem i w końcu położyła się bez większego problemu na bok. Do uszu kotki dotarły dźwięki...Nowe dźwięki. Przechylając odrobinę głowę i lekko otwierając jedno z swych pomarańczowych ślepi ujrzała ruszające się ciałko, było ono podobne do tego które brązowa chciała kiedyś zjeść, lecz właśnie, ruszało się. Pierzak wzleciał w górę gdy tylko ją dojrzał. Wzrokiem śledziła gdzie szare stworzonko leci, a gdy znikło jej z pola widzenia, położyła swój pysk na łapach i przymknęła oczy, a z gardła wydobyła się ciche mruczenie.
Wysoki, chudy, krótkowłosy oraz bury lynx point o niebieskich oczach, długich uszach oraz trójkątnym pyszczku. Na prawej tylnej łapie posiada ledwo widoczną bliznę.
Zacząłem swój dzień jak zwykle od polowania, które okazało się być wielką klapą. Zaraz nieopodal Zajęczych Nór znalazłem samotnego zająca. Korzystając z okazji ostrożnie się do niego podkradłem i gdy szykowałem się do skoku, szarak nagle mnie zauważył i po chwili zaczął mi uciekać. Moje starania dogonienia go okazały się pójść na marne, gdy nagle zniknął mi z pola widzenia gdzieś w Kłującym Gąszczu.
Lekko zdyszany postanowiłem odpocząć pod jednym z wielu drzew. Odpoczynek ten jednak nie trwał długo - nieopodal zauważyłem borsuka, który na szczęście chyba nie zwrócił na mnie uwagi. By nie ryzykować, jak najszybciej się stamtąd ulotniłem i zatrzymałem się dopiero gdy znalazłem się w dosyć urokliwie wyglądającym miejscu, znanym jak Jeżynowy Zagajnik.
Usiadłem, wreszcie mogąc sobie wypocząć. Nadal dosyć zdyszany lekko przymknąłem oczy i dopiero gdy je otworzyłem, spostrzegłem, że nie jestem w tym miejscu sam. Nieopodal znajdowała się czekoladowa kotka, ewidentnie młodsza ode mnie o kilka księżyców. Pomyślałem, że na pewno musiała się zdziwić, gdy nagle do Jeżynowego Zagajniku wbiegł jakiś nieznajomy jej kot i w najlepsze sobie odpoczywał.
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Miejsce było spokojne, a na pewno bardziej spokojne niż obóz którym co chwila coś się działo. Brązowe futro na ciele kotki lśniło w drobnych promieniach słońca gdy ta unosiła swe boki w rytmicznych oraz spokojnych oddechach. Już szykowała się do snu w tym urodziwym na swój sposób miejscu.
Zastrzygła uszami gdy usłyszała, że coś wychodzi z krzaków. Już miała wskoczyć na równe łapy gotowa, by w każdym razie się bronić i zasyczeć na intruza, ale powstrzymała się gdy ujrzała sylwetkę owego "intruza".
Nadal leżała, a trójkątne uszy nadal były uniesione, lecz Lwia Łapa nie wyczuła zapachu lasu od białego kota, lecz zapachy innych stworzeń, kotce wydawało się, iż o wy kot uciekał od czegoś i dlatego jest również zmęczony.
Ale to nie zapach wzbudził ciekawość kasztanki, a wygląd kocura. Nie był on niskim zwykłym bielakiem... A kotem podobnym do niej, długie łapy, długi ogon, uszy też podobne! były trójkątne i duże! Lwia w swoim krótkim życiu widziała mało kotów podobnych do niej samej, a nawet jeśli, były one rodziną która i tak miała ją gdzieś, nie licząc ukochanej ciotki Zachód.
Brązowe ślepia były szeroko otwarte z wrażenia i wydawałoby się, że z owego uczucia nic nie przejdzie jej przez gardło, a jednak. Kasztanka po chwili siedzenia w ciszy z otwartym pyskiem pokręciła głową i miauknęła. -W-w-witaj. - Czuła się dziwnie wypowiadając te słowa, nie tylko z powodu jak je wymówiła, ale także do kogo.
Wysoki, chudy, krótkowłosy oraz bury lynx point o niebieskich oczach, długich uszach oraz trójkątnym pyszczku. Na prawej tylnej łapie posiada ledwo widoczną bliznę.
Zmierzyłem kotkę wzrokiem. Szeroko otworzyła oczy, lekko otwarty pysk... Na pewno ją w dużym stopni musiałem zaskoczyć swoim zjawieniem się. Pachniała Klanem Rzeki i wyglądała raczej na terminatorkę, co uzasadniało jej reakcję - zapewne nie widziała jeszcze kota z innego klanu, a co dopiero samotnika. Nic dziwnego też, że jąkała się podczas gdy się ze mną przywitała.
- Witaj. Jestem Pajęczyna. - również się przywitałem i od razu przy tym przedstawiłem, lekkim kiwnięciem głowy prosząc, by również zdradziła swoje imię. Lekko się uśmiechnąłem, by ją do tego jakoś zachęcić i by poczuła się trochę pewniej w mojej obecności.
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Zauważyła w nim kolejną cechę której nie widzi codziennie w swoim klanie, kocur miał niebieskie oczy.
Lew opuściła swe uszy, zamknęła pysk, a z ślepi uciekł jej błysk niepewności który miała wcześniej gdy ten się zjawił, teraz była niemalże pewna, że kocur nie ma co do niej złych zamiarów i wyglądało na to, że jest spokojnym osobnikiem...A także nie ocenia po czynach rodziców, jak robią to koty z klanu rzeki.
Kotka nie potrzebowała dużo czasu by załapać, iż biały zechce poznać jej imię. Powoli ogarnęła swoje zaskoczenie całą tą sytuacją i z lekkim mruczeniem odpowiedziała mu, przy czym ponownie położyła się na swój bok. -Fajne imię, ja nazywam się Lwia Łapa.- Kątem oka spojrzała w jego stronę. -Czemu tu przybyłeś? W końcu to terytorium Klanu Rzeki...Nie, że nie jesteś tu mile widziany... -Przypomniała sobie lecznicę i rozmowę z ciotką, o tym, jak dała kiedyś kotu z innego klanu w pysk. Lwia była zmieszana z jednej strony ciotka, której to młódka próbuje zaimponować, a z drugiej on...Brązowa wpadła na pomysł, najlepiej jak zachowa to w tajemnicy, tak, to dobry pomysł! Nie byłoby miło gdyby najlepsza ciotka się dowiedziała, że zamiast przepędzić przybysza ona z nim gawędziła, ale jeśli się o tym nie dowie, to nie będzie zła, bo w końcu, na co by była wnerwiona, jakby nic nie wiedziała? Kasztanka nie zmieniając swego tonu kontynuowała. -A wiesz co? Nieważne, może usiądziesz się koło mnie? wyglądasz na wycieńczonego...Co ci się stało?
Wysoki, chudy, krótkowłosy oraz bury lynx point o niebieskich oczach, długich uszach oraz trójkątnym pyszczku. Na prawej tylnej łapie posiada ledwo widoczną bliznę.
Nieznajoma po chwili się uspokoiła, widząc, że nie mam zamiaru zrobić jej krzywdy. Rozluźniła się i położyła na swój bok, więc wyglądało na to, że faktu, iż jestem samotnikiem praktycznie na terenie jej klanu nie spoglądała na mnie z jakąś wielką nieufnością.
- Również masz fajne imię. A moje przybycie... Nie było w ogóle planowane. - bo kto by planował natrafienie na borsuka gdy jest się wycieńczonym po długim ganianiu za zającem? No właśnie nikt. Westchnąłem cicho, wiedząc, że jeśli podszedłbym trochę inaczej do tego szaraka to może udałoby mi się go złapać. Ale przynajmniej miałem z kim porozmawiać, a Ringo nie było w naszej norze, więc raczej nie skończyłem w jakoś niezwykle złej sytuacji.
Usiadłem obok niej, tak jak to ona sama zaproponowała i szybko streściłem w głowie swoją sytuację zanim ją Lwiej przedstawiłem.
- Polowałem na zająca i chciałem go dogonić. Zniknął mi kompletnie z pola widzenia i gdy chciałem chwilę wypocząć, napotkałem borsuka. Raczej mnie nie zauważył, ale wolałem od niego jak najszybciej odejść aby nie kusić losu. No i to w sumie wszystko.
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Lwiej spodobał się...Sposób w jaki kocur rozmawiał, nie miał w sobie tej wrogości do nikogo i niczego, pewnie dlatego, że nie ma on klanu w którym to ciągle ktoś coś od ciebie chce.
Na jego komentarz machnęła ogonem i odwróciła głowę. -...Dzięki... Nigdy nie dostała ..."komplementu" od kogoś z jej klanu, a tu jakiś przybłęda odważył się tego. Brązowa leżała i czekała dość krótko na odpowiedź kocura czemu akurat tu przybył, a owa historia Lwiej wydawała się niezbyt przyjemna szczególnie gdy powiedział jej o tym, że nie złapał królika. Odruchowo odwróciła swój wzrok w jego stronę gdy usłyszała o borsuku, w jednej z historii Liliowej Sadzawki wiedziała jak te stworzenia mogą zranić porządnego kota bez powodu. Dość zatroskanym spojrzeniem w bursztynowych oczach patrzyła na kocura siedzącego obok niej i z również zatroskanym tonem głosu miauknęła.
-Napotkałeś borsuka? Nic ci nie złego nie zrobił? Albo jakiejś krzywdy? A może potrzebujesz czegoś do jedzenia?- - Przerwała i spojrzała na swoje łapy. Troszczyła się o swój klan, sama nawet uważała, że jest wierna, lecz czy właśnie nie ukazywała swej...nielojalnej strony gdy chciała wiedzieć czy innemu kotu nic się nie stało? Machnęła głową, a na pysku pojawił się uśmiech zakłopotania. -Wybacz czasami mnie ponosi, hehehe....
Wysoki, chudy, krótkowłosy oraz bury lynx point o niebieskich oczach, długich uszach oraz trójkątnym pyszczku. Na prawej tylnej łapie posiada ledwo widoczną bliznę.
Zauważyłem jak Lwia Łapa odwróciła głowę i machnęła ogonem po tym jak dostała ode mnie komplement, tak jakby trochę się zawstydziła. Ponownie lekko się uśmiechnąłem. - Nie musisz dziękować. Twoje imię naprawdę ładnie brzmi. - imię takie jak Lwia Łapa na pewno brzmiało lepiej od tych wszystkich Liści, Patyków, Wilków oraz wielu innych imion powszechnie noszonych przez samotników. Może i nie wiedziałem za bardzo co to ten cały lew, słowo to wydawało się dosyć dobrze pasować na imię dla klanowego kota.
- Nic mi nie zrobił... Znaczy się prawie nic, bo jednak swoją obecnością mnie wystraszył - trochę nerwowo się zaśmiałem. Nie stało mi się nic wielkiego i poczułem się przez chwilę głupio, że wystraszyłem się widoku borsuka który nawet nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności, jednak natychmiastowo sobie przypomniałem, że gdyby jednak mnie zauważył, to mogłoby się to dla mnie skończyć bardzo źle. - Nie poniosło cię. - zapewniłem ją.
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Zawstydzona? Tak. Czuła się dziwnie dostając takie komentarze z ust kocura którego dopiero poznała, a nie od własnej rodziny, matki, ojca czy kogokolwiek z rodzinnego klanu w którym się urodziła i jako jedyny znała i oddawała swoją lojalność, w którym podobno jedynie może znaleźć oparcie, a jednak nie, jeśli nawet Lwia była wierna swemu domu, to kocur miał w sobie to coś czego brązowa nie czuła w otoczeniu klanowych kotów. Czy jednak kocur wiedział coś o życiu w klanie i nazywaniem kotów w nim się znajdującym? -Kiedyś miałam na imię Zwinna, ale przywódca to zmienił, gdy stałam się terminatorem.- Odpowiedziała mu w swym radosnym tonem. -Chyba zrobił to dlatego by moje imię było podobne do... -Wstrzymała się na chwilę, lecz kontynuowała. -Mojego rodzeństwa, a ty, masz jakieś rodzeństwo?
Na odpowiedź Pajęczyny uspokoiła się i ponownie z spokojnym tonem ciągnęła rozmowę z kocurem. - To dobrze, że uciekłeś temu stworowi i nic ci się nie stało. - Nagle uświadomiła sobie jedną rzecz, co jeśli niebieskooki jest z innego klanu? -A twój klan...Masz jakiś? - Nie zmieniła tonu swojego głosu, bo nie było to potrzebne, nawet jeśli kocur okazałby się członkiem innego klanu, to ona nie widziała w nim wroga, a przyjaciela. Zapewnienie kocura dodało jej krzty otuchy -Czasami inne koty...Mam wrażenie, że chcą tylko bym zamknęła paszcze i nie zadawała tyle pytań...A ty, pewny jesteś, że nic ci nie trzeba? - Wystawiła czubek języka w stronę gdzie znajdował się obóz -Mogłaby bym ci coś skołować, tamte kupy futra nic by nie zauważyły. - Na koniec słów machnęła swym długim ogonem i kątem pomarańczowego oka patrzyła na Pajęczynę.
Wysoki, chudy, krótkowłosy oraz bury lynx point o niebieskich oczach, długich uszach oraz trójkątnym pyszczku. Na prawej tylnej łapie posiada ledwo widoczną bliznę.
Komplementy i miłe zachowania nieznajomych mi kotów nie były raczej dla mnie czymś dziwnym - przecież Ringo gdy tylko mnie poznała postanowiła mnie przegarnąć, pomimo iż znała mnie zaledwie niecały dzień. Prawdopodobniej przez księżyce jej towarzystwa sprawiły, że sam stałem się bardziej milszy i przestałem się wahać przez prawieniem komplementów dla innych. Przecież dzięki temu mogłem wywierać lepsze wrażenie na rozmówcy, a co za tym idzie; miałem większą szansę na dłuższe przebywanie w towarzystwie innych.
- Czy mam rodzeństwo? - zadałem pytanie, które bardziej skierowałem do samego siebie niż do Zwinnej. - Mam starszą siostrę. Nazywa się Ringo. - odpowiedziałem po chwili.
- Nie mam żadnego klanu, ale za to Ringo należała kiedyś do Klanu Gromu. - nie żeby mi to jakoś strasznie przeszkadzało. W klanie może miałbym dużo kotów z którymi mógłbym rozmawiać, jednak może trochę i za dużo. Gdybym miał wroga w swoim własnym klanie, to nie zniósłbym myśli o tym, że mieszkam w tym samym obozie co owy kot.
- Nie musisz. Na razie wystarczy nam tyle zwierzyny ile mamy. Nie chcę na nikim żerować.
Księżyce: 128 Mistrz: To takie coś jest? Płeć: kotka Matka: Okoniowy Ogon[NPC] Ojciec: Gilowe Gardło[NPC] Partner: Bros before hoes
Brudna Stopa wyrosła...Z patyka na jeszcze większy patyk i tak ustało. Wysoka jak brzózka, o długich nogach, starsza kocica szczyci się szorstką, lekko zmierzchwioną, krótką sierścią. Długi ogon, jak i czysto orientalny, w kształcie klina pysk zyskuje na uroku dzięki białym, chaotycznym wąsiskom i złotym, bursztynowym oczom w kształcie migdału. Szata kotki szczyci się kolorem kasztanowym, o ciemniejszych akcentach i prążkach o słabym kontraście - bez krzty bieli czy czegokolwiek innego.
Główną cechą koteczki są także jej duże, szpiczaste uszyska, pochodzące od jej orientalnym budowy.
Zwinna jest beztroską i zabawną kotką,często też buja w obłokach, bywa dumna i pełna siebie. Głośna i pełna śmiechu, jest łatwo rozbawiona i bardzo impulsywna. Jest źle wychowana, niepodporządkowana i trochę leniwa; w dużym stopniu szkodzi, ale stara się dobrze dla wszystkich i jest chętna do pomocy.
Kotka jest jednak trochę niechętna kiedy chodzi o rozmowe z kociętami w jej wieku. Można by nawet rzec że jest nieśmiała.
Bzycząca Łapa(KC), Porzeczkowa Pestka(KC)
Przekręcając się na drugi bok wciąż utrzymywała pomarańczowy wzrok swych ślepi na kocurze.
Zapytała o rodzeństwo białego z grzeczności, a na odpowiedź czekała dość długo. "Może Pajęczyna nie ma rodzeństwa?" pomyślała sobie, niedawno od matki dowiedziała się, że niektóre koty nie mają rodzeństwa wcale, a niektórych rodzeństwo jeśli jest dobre, odchodzi do klanu Gwiazdy. Z toku myślenia wyrwała ją odpowiedź kocura który podał jej imię jego siostry. -Ringo? To nazwa jakieś zwierzyny? - Miauknęła z lekkim zdziwieniem, w końcu żaden klanowy kot nie nazywa się w taki specjalny sposób. Lwia spotkała koty nazywane od roślin, innych zwierząt, a nawet od części ciała, ale nigdy nie "Ringo". -Mogłabym ją kiedyś poznać?
Biały nigdy nie był w klanie, a jego siostra tak? Kasztanka bardziej podejrzewała kocura, o bycie w klanie, głównie po jego imieniu które trochę brzmiało jakby mogło należeć do klanowego kota. -Ty nigdy nie byłeś w klanie...? A jak twoja siostra mogła być w klanie, a ty nie? - Spytała się go z czystej ciekawości, bo takich sytuacji nie spotyka się codziennie. A umiesz polować albo pływać? Moja matka mówi, że koty z klanu rzeki mają pływanie w jednej łapie, chociaż ja wolałabym popływać z kimś kto już wie, że to umie.
Wysoki, chudy, krótkowłosy oraz bury lynx point o niebieskich oczach, długich uszach oraz trójkątnym pyszczku. Na prawej tylnej łapie posiada ledwo widoczną bliznę.
- Ringo to ponoć takie kółkowate coś czym rzucają dwunodzy. Przynajmniej tyle zrozumiałem z jej tłumaczenia. - zmarszczyłem lekko nos, gdy próbowałem opisać znaczenie słowa, które sam średnio znałem. Nie wiedziałem za bardzo dlaczego dwunodzy nazywali koty od kółkowatych rzeczy którymi rzucali. Czy według nich Ringo wyglądała jakby fajnie się nią rzucało? Nie byłem w stanie tego pojąć. - Raczej będziesz mogła. - odpowiedziałem na jej pytanie dotyczące spotkania się z Ringo.
- Znaczy się... Ja i Ringo nie jesteśmy prawdziwym rodzeństwem. Kilka księżyców temu postanowiła się mną zaopiekować i zostać dla mnie kimś na kształt starszej siostry. - wytłumaczyłem Lwiej Łapie. Miło było nazywać Ringo swoją siostrą i udawać, że nią naprawdę jest - mogłem udawać, że mam kogoś z rodziny przy sobie. Kogoś, kto się o mnie troszczy i martwi.
Czekoladowa terminatorka nagle zapytała się mnie o to, czy potrafię pływać. Pływanie na pewno wydawało się być dosyć przydatną umiejętnością której kiedyś bym się chciał nauczyć. Teraz jednak co najwyżej mogłem o tym pomarzyć.
- Potrafię polować, ale pływać już nie za bardzo. Sam chciałbym się nauczyć pływania.