Logo Artemidy
Bażancie Gniazdo
#91
Tknięta czymś na kształt matczynej intuicji (czyli tak naprawdę inbą na shoutboxie), Kosowa Pieśń miała możliwość zobaczenia jak jedna z jej najmłodszych córek wychodzi samotnie z obozu. Miała za nią ruszyć już od razu... ale powstrzymała się. Świetlik przez swoją chorobę z dzieciństwa, była jedną z najmniej zżytych z nią istot, a po kłótni na jednej z ceremonii matka właściwie nie chciała zbytnio mieszać się w życie Świetliczki. Bo nie czuła się zbyt chciana. Przez bitwę z myślami jej wyruszenie za córką trochę się opóźniło.
Układała sobie w głowie plan rozmowy, jakąś zaczepkę, umiejętne omijanie tematu treningu z Ćmą, skoro to było sprawą o jaką się pogryzły ostatnio. Szła za zapachem córki i w pewnym momencie miała nawet zawrócić. Może Świetlik chciała być sama? Może nie potrzebowała niepewnej siebie matki? Jej nachalnej opieki? Jej zdania. Jej opinii... Jednak uparcie szla do przodu. Krok za krokiem. W stronę jak się okazało, Czterech Debów. Tu znowu napadły ją wątpliwości. Może powinna jednak się odwrócić. Potruchtatć do obozu. Zaczepić czarno-białą wieczorem, gdzieś w legowiskach... może przy stosie?
Dotarła na miejsce i jej serce na moment przestało pracować, by po chwili bić w podwójnym tempie rozprowadzając pełen obaw gorąc po ciele. Córka. Leżąca. Słaba? Omdlała? ...martwa?
- Świetlik!? – popełniła w tym momencie wiele błędów dotyczących bezpieczeństwa własnego. Nie wiedziała przecież co się działo, może napastnik krył się w krzakach I Kos mogła stać się następną ofiarą… czego? Jakiś kamień spadł jej z serca, gdy usłyszała szloch. Świetlik żyła - Kochanie? Córeczko? – wyszeptała smutno w jej ucho, nie wiedząc co ma robić I czują, że zaraz sama się rozpłacze. Była bezsilna. Nieprzydatna. Była okropną matką.
✮x✮x✮
you knowxi leftxi flew the nest
andxyou knowxi won't be alone
and in my chest you know me best
AND YOU KNOW I'LL BE BACK HOME
LVL 5 165 / 400
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#92
Nie wiedziała jak długo tak leżała. Brudna, sponiewierana, odstraszająca swoim wyglądem. Wtem poczuła przy sobie jakąś obecność, ktoś wypowiedział jej imię, lecz to pierwsze dotarło do niej szybciej. Łaciata zerwała się na równe łapy i nastroszyła futro z przerażenia i wściekłości, ale zaraz zatoczyła się i znów klapnęła na ziemię. Przez ułamek chwili sądziła, że to jej oprawca wrócił, by dokończyć swego dzieła. Tylko co on tak naprawdę chciał osiągnąć i dlaczego to zrobił? Nie rozumiała. Chciał ją zabić, wystraszyć? To drugie zdecydowanie mu się udało.
- M-ma-amo? - jęknęła niemrawo i nieprzytomnie. Matka. Kosowa Pieśń. Dlaczego nie przybyła wcześnie, dlaczego dopiero teraz? Nie było jej, gdy Świetlikowa chorowała i nie było jej teraz, gdy ten kocur zrobił z nią co chciał. Z drugiej strony to wina łaciatej, bo przez tą pierdółkę na ceremonii zaczęła stronić od matki, dziecinnie się fochnęła, bo ta nie stanęła po jej stronie. Czy teraz będzie inaczej?
- Uc-cie-kł! J-ja ni-ie potr-rafiłam... C-ci-ień, koc-cur-r, o-on... ooo-on... - zaczęła bełkotać i wyrzucać z siebie pojedyncze słowa drżącym, przerywanym przez szloch głosem. Nie patrzyła na matkę, wpatrywała się tępo w ziemie i w swoje brudne łapy i pazury.
[Obrazek: 3Czq5DW.png]
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#93
Powoli do Kos zaczynały docierać różne rzeczy. To, że jej córka nie do końca pachnie sobą, że jej futro jest zmierzwione na grzbiecie i karku, to że chwieje się, mimo, że nie widać było na jej ciele ran. Jej głos się łamał. Kos przełknęła ślinę, czuła jak pęka w niej jakaś tama przerażenia, równego strachowi Świetliczki.
M-ma-amo?. Delikatnie zbliżyła się do córki, nie chcąc jej spłoszyć, czy sprawić jej jakiś ból.
- Już dobrze kwiatku. Już dobrze. Jestem przy tobie - szeptała, czując jak bezsensowne są teraz jej słowa. Czemu nie wyruszyła wcześniej? Czemu zamiast myśleć, nie cofnęła do obozu córki i nie zbeształa za samotne łażenie po granicach? Może i dwubarwna czułaby się skrzywdzona i byłaby zła na matkę... ale nie byłaby skrzywdzona tak jak teraz... - ciiii, kochanie, nie musisz nic mówić jeśli nie chcesz. Ja... rozumiem - szeptała dalej, jakby jej córka nie była wyrośniętą kotką, a małym kocięciem, które obudziło się z koszmaru. Kos głupia nie była, dodała dwa do dwóch, zrozumiała, że jej córkę spotkał właśnie ten sam los co kiedyś Kukułkę - to nie twoja wina, robaczku, to nie twoja wina - szeptała dalej, chcąc uspokoić biedną istotę, delikatnie rozpoczynając czyszczenie jej futra z nieułożenia i zapachu gwałciciela. Poczuła jak do oczu napływają jej łzy, ze złości, z przerażenia, z natłoku myśli, których na razie do siebie nie dopuszczała, ze względu na priorytetowość córki nad swoim własnym bałaganem.
✮x✮x✮
you knowxi leftxi flew the nest
andxyou knowxi won't be alone
and in my chest you know me best
AND YOU KNOW I'LL BE BACK HOME
LVL 5 165 / 400
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#94
Młoda kotka też czuła bezsensowność tego wszystkiego. Towarzystwo matki jej teraz po nic i nawet jeśli dawała jej wsparcie i ją pocieszała, to czasu nie cofnie. Dla dumnej i ambitnej Świetlik właśnie nadszedł koniec świata. Teraz wszyscy się dowiedzą, że jest beznadziejna i słaba, wszyscy usłyszą, że wystarczył jakiś randomowy kot żeby ją doprowadzić do takiego stanu.
- J-ja pró-óbow-wała-am wal-lczyć, al-le n-nie wi-iedziała-am j-jak, Ć-cma.... Kod-dek-ks... Uc-ciek-ł j-jak sk-kocz-czyłam muuu do g-gard-dła - wyrzuciła z siebie chaotycznie, niewyraźnie i bez składni. Uciekł. Musi go znaleźć i zapłacić mu za to! Musi go zabić i zniszczyć. Może wtedy wszystko co się wydarzyło zostanie cofnięte, wymazane z istnienia i znów będzie tak jak przedtem, jak jeszcze tego ranka lub przed godziną. Słowa i czyny matki przestawały do niej docierać. Stanowiły zlepek liter, których jej mózg nie interpetował.
- Zn-najdę ii z-zab-biję! - zawyła i nagłym szarpnięciem podniosła się na równe łapy. Powoli zaczęła stawiać drżące, nierówne kroki, ale nie w kierunku obozu, tylko w stronę, w którą uciekł kocur, czyli w kierunku klanu cienia. Tam go znajdzie. Tam się ukrył. Tam go dopadnie.
[Obrazek: 3Czq5DW.png]
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#95
Nawet jeśli ostatnie księżyce spędziła ucząc Śliweczkę mówienia, to bełkot Świetlik był dla niej nie do zrozumienia. Skąd nagle wzięła się w tym wszystkim Ćma? Tyle tylko, że walczyła. Próbowała. Nie mogła... jasne, że nie mogła, czy ktokolwiek mógł walczyć w takim momencie? Nawet ciotka Czerwia nie wywalczyła sobie zbyt wiele, a wiadomo jak silną osobą była. Kos odsuwała od siebie pytania, w momencie szarpnięcia zniknęły również łzy, bo wojowniczka zmuszona była podjąć jakieś mocniejsze działania. Nie mogła jej pozwolić na iście gdzieś przed siebie, na atakowanie, na szukanie zemsty. Nie teraz, źle się za to zabierasz kwiatuszku.
- Świetlik! - szybkim ruchem zasłoniła sobą dalszą drogę, uniemożliwiając córce ruch do przodu - Nigdzie nie pójdziesz w takim stanie. Musimy iść do Księżyc, chodź kwiatku, musisz odpocząć, proszę - szept przeszedł w jej normalny, ciepły ton, z nutką zmartwienia, ale też ze stanowczością jaka gościła dość rzadko w głosie czarnej kotki - Pozwól sobie pomóc, chodź ze mną, chodź, idziemy już - delikatnie naparła na Świetliczkę, w rozpaczliwej próbie odwrócenia jej kroków i rozpoczęcia wyprawy do obozu.
✮x✮x✮
you knowxi leftxi flew the nest
andxyou knowxi won't be alone
and in my chest you know me best
AND YOU KNOW I'LL BE BACK HOME
LVL 5 165 / 400
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#96
Bełkotała pierwsze co jej do głowy przyszło. Chciała się poskarżyć jak małe dziecko, że ona tu przyszła tylko po to, żeby się poboczyć na cały świat, pobyć trochę samą, a jeśli nie samą, to żeby poznać kogoś nowego spoza klanu, bo Jeziorna Łapa, Wierzbowa Łapa i Węglowy Pył są w porządku, więc na pewno znowu trafi na kogoś fajnego, ale wyszło jak wyszło. Chciała powiedzieć się o wszystkim, tyle że już nie potrafiła.
Bez przekonania naparła na matkę, lecz nie miała sił, by zrobić coś ponad szturchnięciem, na domiar złego zaczęło się budzić w niej coś nowego i jeszcze gorszego; dotyk, dotyk innej istoty przywołał to wspomnienie. Cofnęła się przerażona, majtając ogonem na boki i otwierając szeroko oczy. Nie chciała już, żeby ktokolwiek ją dotykać, choćby muskał, nie, nigdy więcej, nikomu. Stuliła uszy i zasyczała.
- A-ale... zem-msta, mus-si-i zapł-ła-łacić... Ks-sięż-życ pom-może, j-jak? - spytała płaczliwie z obłędem w oczach. Zaczęła się cofać krok po kroku, tak naprawdę nie wiedząc co robi. Chciała uciec, uciec jak najdalej, ale nie była w stanie, na dodatek idąc tak tyłem i plącząc łapami potknęła się o coś leżącego na ziemi, zatoczyła się i znów prawie nie wyrżnęła na glebę. W ostatniej chwili złapała równowagę i zastygła, wpatrując się w Kosową Pieśń dzikim wzrokiem. Ona ją gdzieś zaprowadzi, gdzieś gdzie będzie bezpieczniej, Księżyc pomoże... pomoże? Ale jak ma pomóc? Chwila, Księżyc, Księżycowy Pył, medyczka, tak, ona faktycznie pomoże! Świetlik powoli, bardzo powoli kiwnęła głową matce, lecz wyglądało na to, że będzie musiała jej wskazać kierunek, bo łaciata nie ma pojęcia gdzie iść. Tylko niech nie próbuje już jej dotykać, nikomu już nie pozwoli, bo nikomu nie można ufać.
[Obrazek: 3Czq5DW.png]
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#97
Na syk córki machnęła dość szeroko ogonem. Wiedziała, że to co się wydarzyło musiało się jakoś odbić, ale nie spodziewała się takiego szaleństwa i wrogości. Spojrzała poważnie na córkę, patrząc jak ta cofa się, jak ulega, jak o mało nie ląduje znów na ziemi.
- Na pewno zrobi coś żebyś poczuła się lepiej - powiedziała, nie spuszczając z niej wzroku, puszczając mimo uszu słowa o zemście, o zapłacie. Oczywiście, że polecą głowy, gdy tylko Świetlik będzie bezpieczna ruszy mała, Ptaszynowa krucjata, odwiedzając ciotkę i spychając pierwszą kuleczkę reakcji łańcuchowej. Ale na to jeszcze będzie pora, na razie Kos wykazywała troskliwą stanowczość, chcąc zaprowadzić córkę do medyczki. Trasę wyznaczyła oczywiście przez swoją ukochaną Bobrową Tamę, by nie trudzić Świetlik pływaniem. Na razie jednak szła powoli, kontrolując czy młoda nie wywinie jakiegoś numeru, czy po prostu kozła, za cel obierając odległą na razie lecznicę.
- Kogo chcesz zniszczyć? - zapytała najdelikatniej jak mogła, ale chcąc sprawdzić, czy z młodej da się wyciągnąć jakieś informacje. Jeśli tak - wyciągnąć ich tyle, by było z czym iść do Gwiazdy. Jeśli nie, żeby móc ostrzec innych, by nie naciskali na jej Świetliczkę.
✮x✮x✮
you knowxi leftxi flew the nest
andxyou knowxi won't be alone
and in my chest you know me best
AND YOU KNOW I'LL BE BACK HOME
LVL 5 165 / 400
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#98
Tak naprawdę dopiero okaże się jak bardzo dzisiejsza sytuacja odbije się na córce kruczoczarnej wojowniczki. Teraz jest w szoku, pełna sprzecznych emocji, a świadomość tego co się stało jeszcze nie docierała do niej w pełni. Nie przewidywała konsekwencji oprócz tego, że teraz wszyscy ją odrzucą, spiszą na straty, bo okazała się za słaba.
- Pocz-czuła... się lep-p-piej? - powtórzyła głupio, jakby nie zrozumiała słów matki. Stała tak ze zjeżonym futrem i wysuniętymi pazurami, ale dała się poprowadzić w stronę obozu. Nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, że w ogóle idzie. Wszystko zaczyna przypominać jej koszmar, niewyraźny i rozmyty. Nielogiczny. Kroczyła w stronę obozu, potykając się i tracąc co chwile równowagę, ale nie pozwoliła sobie pomóc. Ilekroć Kosowa Pieśń próbowała w jakikolwiek sposób jej pomóc; podtrzymać, podeprzeć ją czy cokolwiek, co wiązało się z dotykiem, ponieważ na to kotka reagowała paniką i ostrzegawczymi agresywnymi syknięciami.
- Tego kocura! - wykrzyknęła z histerią w głosie. Dlaczego matka zadaje jej takie głupie pytanie? Łaciata nie potrafiła tego zrozumieć, jeszcze przed chwilą Kosowa Pieśń zdawała się wszystko wiedzieć, a teraz przeciwnie. Jeśli czarna kotka chciała się dowiedzieć czegoś konkretniejszego musiała zadawać jej przejrzyste i bardzo proste pytania. Świetlikowa Łapa nie jest w stanie teraz myśleć. No prawie.
- Mamo, nie chcę ż-żeby ktokolwiek mnie teraz widział - jęknęła płaczliwie. Jeśli nikt jej nie zobaczy, to może nie zostanie stracona. Jeśli Kosowa Pieśń i Księżycowy Pył nikomu nie powiedzą, to może honor i reputacja łaciatej zostanie uratowana, a oni wszyscy będą udawać, że nic się nigdy nie wydarzyło? Tak! Tak, na pewno! Problemem jest tylko dojście do obozu tak, by pozostać niezauważoną. Żeby nie zobaczył jej absolutnie nikt. Kosowa Pieśń musi mieć jakiś pomysł, jak tego dokonać!
[Obrazek: 3Czq5DW.png]
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#99
Sytuacja coraz bardziej dopadała umysł Kosiczki. Każdy syk córki, każde jej potknięcie, każda drobna różnica między tym co było, a tym co właśnie się dzieje. Że w jednej krótkiej chwili, Świetlik straciła całą swoją pewność siebie, buńczuczność i wszystko co mogło kiedyś irytować i straszyć jej matkę. Wędrówka stała się czymś co rozwaliło tamę, jaką wcześniej założyła na swoje myśli i cała rzeka własnego niepokoju ją zalała. Nie mogła już jasno wyrażać siebie, nie była już pewnym oparciem, sama zaczynała szaleć.
- Nie wiem. Przecież gorzej nie możesz się poczuć, więc na pewno zrobi coś żebyś nie czuła się tak jak teraz. Jakieś... zioła. Cokolwiek - powiedziała i widać było po jej ruchach, że przestają być gładkie, a zaczynają sztywnieć. Jak jej postawa zaczyna przestawać być taka jak zwykle...
- Jakiego kocura? Jaką miał sierść, jak się nazywał, był wojownikiem, terminatorem? Stary, młody? - podsunęła jej pytania pomocnicze pod nos, podirytowanym tonem, sama nie wiedząc czemu. Jak nie teraz, to o jego futrze dowiesz się za parę księżycy. Po sierści wnucząt dojdziesz do zięcia... Machnęła ogonem, czuła kamień na sercu, czuła te dziwne myśli, które zniknęły naprawdę CZAS temu. Czy Świetlik w ogóle wiedziała co się stanie? Że... że to niemal niemożliwe by nie... nie... miała... mieć...
- Oczywiście, że nie - powiedziała bez zaprzeczania i zastanowienia. Bo przecież Kos też nie chciała. By ktokolwiek widział jej córkę w tym stanie. Tak... słabą. Przerażoną. Gdy były w pobliżu obozu, ale nadal na tyle daleko, by nikt się nie kręcił w tym miejscu ze zwiększoną częstotliwością, przystanęła - Schowaj się tu. Przyprowadzę Księżyc - powiedziała, wskazując na kępę trzcin. Tu nikt jej nie zobaczy. Nie powinna narzekać. Chyba.
✮x✮x✮
you knowxi leftxi flew the nest
andxyou knowxi won't be alone
and in my chest you know me best
AND YOU KNOW I'LL BE BACK HOME
LVL 5 165 / 400
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niepewność matki i odpowiedź inna niż "tak, zdecydowanie pomoże, a czas można cofnąć, popatrz, wystarczy skinąć pazurem" sprawiła, że łaciata stała się jeszcze bardziej nerwowa o ile to w ogóle możliwe. Kotka rzuciłaby się do ucieczki na oślep w byle jaką stronę gdyby nie ból w całym ciele i drżące, niepewne łapy, które nie są w stanie spełnić jej życzeń.
- N-nie wiem, nie wiem! Zakradł się do mnie, ja nawet nie wiedziałam CO mnie atakuje! Uci-ciekł na tereny klanu cienia - zawyła bezradnie, kręcąc szaleńczo głową i majtając na boki ogonem. Ale chwila! Przecież ją puścił, Świetlikowa Łapa się na niego rzuciła i próbowała go zabić, i wtedy miała okazje mu się przyjrzeć. Kotka zacisnęła zęby i powieki, mimowolnie kuląc się na myśl o oprawcy.
- B-był młody i wielki z krzywą mordą, i-i długą sierścią. Jasną... Biel. K-krem-ową. Srebrną. Nie miał jednolitego futra, nie, nie - wydusiła w końcu siebie. Chaotycznie i nieskładnie, ale jednak. Uspokoiła się odrobinkę, gdy matka powiedziała, że przyprowadzi tu Księżycowy Pył. Dobrze. Może być. Kotka podeszła chwiejnie do kępy trzcin i ukryła się tam, strzelając na boki oczami z niepokojem. Bardziej niż powrotu oprawcy bała się jakiegoś patrolu, który ją zobaczy w takim stanie. Gdyby tu wrócił ten kocur po prostu by go zabiła j byłoby po sprawie lub sama by zginęła. Ta myśl nie wzbudzała w niej przerażenia.
[Obrazek: 3Czq5DW.png]
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kremową. Srebrną, Jasną. Z krzywą mordą. Może i nie był to najlepszy moment na denerwowanie się w środku, że Świetlik nie umie odpowiedzieć jednoznacznie, ale Kos paliła irytacja. I strach. I przerażenie. Właściwie to całe życie jej się paliło, z niewiadomych przyczyn uderzając ją w pysk z całej siły. Chciała tylko spokojnie i cicho BYĆ. Nie musieć się martwić niczym więcej niż porannym patrolem. A to co się teraz działo, to co się miało dziać...!
Gdy córka była już ukryta i mniej więcej uspokojona, czarna wojowniczka potruchtała do lecznicy, poszukując tam kremowej medyczki. Nie mówiąc zbyt wiele poprosiła o pomoc, powiedziała tylko, że chodzi o Świetlik i że chodzi o gwałt. Choć drugą informację podała z widoczną niechęcią. Gdy szły w stronę czarno-białej, rzuciła tylko jedno pytanie:
- Nie będzie mieć kociąt, prawda? - co było ostatnim ochłapem nadziei, że nie wszystko będzie tak jak u Kukułki, że może Świetlik będzie wstanie kiedyś zapomnieć o tym co się stało, o tym, że ktoś ją zniszczył... choć sama bardzo w to nie wierzyła i po prostu chciała potwierdzenia, czegoś co nie będzie jej myślą, ale rozwali cały świat, cały cudowny świat z iluzji jaką sobie budowała. Tylko głos w głowie się cieszył, czując, że znów nadejdą czasy dla niego.

/Księżyc
✮x✮x✮
you knowxi leftxi flew the nest
andxyou knowxi won't be alone
and in my chest you know me best
AND YOU KNOW I'LL BE BACK HOME
LVL 5 165 / 400
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
9
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie spodziewała się tego typu wizyty, jednak pozwoliła sobie tylko na krótką chwilę zawahania, nim chwyciła ze składzika liść rumianku. Księżycowy Pył nigdy nie była świadkiem gwałtu, ale spodziewała się, że kotka będzie roztrzęsiona i przerażona. Na pytanie ze strony Kos westchnęła ciężko przez zaciśnięte zęby.
- Nie wiem. Trudno powiedzieć... dopóki nie pojawią się pierwsze oznaki - powiedziała powoli, uważając przy tym, by nie wypuścić medykamentu.
Zmrużyła powieki, czując żółć w gardle i na języku. Nie rozumiała co kierowało kotami, które krzywdziły w ten sposób innych. Zmarszczyła lekko nos, jednak gdy dotarły do łaciatej terminatorki, jej wyraz pyszczka był na powrót neutralny. Położyła przed kotką przyjemnie pachnący liść rumianku.
- Zjedz. Przeżuj dokładnie. To na uspokojenie - poinformowała krótko i zwięźle. - Możesz spać przez najbliższy czas w Królikarni... jeśli to ci pomoże - zaoferowała także po chwili zastanowienia, oddalając się o krok.
Nie była pewna jak powinna się zachować przy ofierze gwałtu, dlatego wolała postępować ostrożnie i nie przytłaczać kotki pytaniami na temat tego co się stało. Jako medyk musiała pomagać również i tym Rzeczniakom, których rany nie były fizyczne. Po raz kolejny czuła się jakby błądziła po omacku w labiryncie, ale choć nie lubiła popełniać błędów, prędzej odgryzłaby własny ogon niż pozwoliła sobie na brak jakiejkolwiek reakcji.
x x
[Obrazek: ItvDGz5.png]
x
x
x
x
x
x
xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
my birds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we have fewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline from throwing fuel to the fire of that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring me nothing that.
x
x
LVL 5 65 / 400
MedLVL 7 645 / 1100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Skoro życie Kos się paliło, to co dopiero z życiem łaciatej? Zostały już po nim tylko dymiące zgliszcza. Zgliszcza zaprzepaszczonych ambicji, dumy i pewności siebie. Nici z jej planów, nici z jej marzeń. Nie będzie pierwszą wojowniczką z rodzeństwa, nie będzie nawet ostatnią, bo zwyczajnie się do tego nie nadaje. Nie nadaje się skoro pozwoliła na coś takiego. Już nigdy nie pozwoli się nikomu dotknąć i już nigdy nie poczuje się oewnje na granicy.
Świetlika Łapa drżała skryta w krzakach, czekając na powrót Kosowej Pieśni i klanowej medyczki z zaciśniętymi tak mocno zębami, że prawie się połamały. Bała się, że za chwile przejdzie tędy jakiś patrol i wszyscy ją zobaczą. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło, za to pojawiła się Księżycowy Pył. Łaciata najeżyła futerko i syknęła ostrzegawczo, lecz kremowa nie próbowała jej dotykać. Przeciwnie. Zachowała odpowiedni dystans. Pewnie miała już w tym doświadczenie: Kukułka i Czerwona Gwiazda zyskały nową koleżankę jadącą na tym samym wózku co łaciata. Jak tak dalej pójdzie to w klanie rzeki większość kotów będzie miało swój początek w gwałtach.
Przez moment wpatrywała się tępo w położony przed nią liść, by w końcu powoli po niego sięgnąć, przerzuć i przełknąć. Nie wierzyła, że cokolwiek jej to da, kawałek zieleniny niczego nie naprawi, ale tak jak mówiła Kosowa Pieśń: gorzej nie będzie. Świetlikowa Łapa skinęła sztywno głową i mruknęła pod nosem ciche podziękowania. Ironia losu. Tak bardzo nie chciała już nigdy więcej oglądać królikarni od środka, nie chciała się do tego miejsca nawet zbliżać, a teraz znów tam wróci. Na nie wiadomo jak długo. Może na zawsze. Jeśli to będzie wyglądało tak jak ostatnio, to nikt nie będzie jej odwiedzał i będzie miała spokój.
Świetlikowa Łapa podniosła się i nie patrząc obu kotkom w oczy dała się odprowadzić do obozu, tyle że starała się kryć za matką i medyczką, żeby jak najmniej osób widziało ją po drodze. Żeby plotki się nie rozniosły. W najlepszym wypadku wszyscy uznają, że znów zachorowała. Szkoda jedynie, że wszystkie jej starania i tak zdadzą się na nic, ponieważ w jej brzuchu zaczynają rozwijać się małe pasożyty.

chyba zt?
[Obrazek: 3Czq5DW.png]
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bratek naprawdę nie lubiła terenów Rzeki. Zawsze mokre, błotniste - niezależnie od pory. W gorący dzień miło było popluskać łapy, ale oprócz tego - fu. Nie widziała nigdy Pory Nagich Drzew, ale z tego co słyszała, wtedy nie ma błota. Jest śnieg, zimny, tylko trochę mokry, a rzeka zamarza. Liczyła więc na to, że wtedy będzie lepiej. Ho ho, jak bardzo się myliła. Najwyraźniej Klan Gwiazdy naprawdę jej nienawidził i tego obiegu pór to był żart, a nie Pora Nagich Liści. Jak śnieg jakiś spadł, to znikał w trybie natychmiastowym, wszędzie było tylko więcej błota. A i tak było cholernie zimno i po kilkudziesięciu uderzeniach serca na dworze kocica nie czuła łap.
Znudzona leżeniem w obozie - jako że nie miała dziś treningu - postanowiła się przejść. Wzięła jakąś sikorkę na drogę i z ptakiem w pysku ruszyła w stronę Wilgotnych Skałek, chcąc dotrzeć do Czterech Drzew. Może tam było mniej błota. Przechodząc Piaszczystą Mieliznę i Zielony Pagórek, znalazła się na granicy z miejscem zgromadzeń - dokładniej przy Bażancim Gnieździe. Spotkała tu kiedyś jakąś szylkretową kotkę, ale nie porozmawiały długo. Gniazdo, ku uciesze niebieskiej, było suche. Wskoczyła więc do niego, nie chcąc ani chwili dłużej moczyć łap. Odpocznie tu sobie, w końcu to nie był taki krótki kawałek. Wzięła się tam za jedzenie sikorki - podczas spaceru jakoś nie zgłodniała, właściwie to zapomniała, że ma ze sobą ptaka.

/topniejący
[Obrazek: 20051648_VWRqemYa7hggJ7L.png]
LVL 3 180 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Coraz częściej wybierał się na samotne spacery. Chociaż niegdyś nie wychylał nosa z obozu, jeśli nie było trzeba, tak teraz zaczął robić to na okrągło, a nawet czerpał z tego jakąś przyjemność. Lubił samotność, a takie wycieczki pozwalały mu na ochłonięcie i zaczerpnięcie powietrza, z daleka od wścibskich kotów, na których wzrok stał się jeszcze bardziej wyczulony. Nie znaczyło to jednak, że chciałby opuścić klan − doskonale zdawał sobie sprawę, że tutaj ma zapewnioną wygodę, a gdyby opuścił, kh, rodzinę, mógłby mieć ciężko. Swoje kroki skierował w stronę Czterech Dębów; ostatnim razem, gdy tutaj przyszedł, miał nadzieję, że nikogo nie spotka, i tym razem było podobnie. Jakiś czas temu spotkał Wiewiórczy Skok i przedstawiła mu ona teorię łowienia, więc uznał, że inne koty już się nie przydadzą, więc nie miałby nawet czego szukać. Co prawda pozostawało jeszcze pływanie, ale tego nie wystarczyłoby jedynie pokazać, a on nie miał zamiaru fatygować się z nieznajomym na niczyje. Gdy dotarł w docelowe miejsce, usiadł pod drzewem, chcąc uniknąć słońca. Chociaż nadeszła już Pora Nagich Drzew, a powietrze było chłodniejsze, nadal zamiast śniegu widać było jedynie błoto, a słońce raziło w oczy, z racji bezchmurnego nieba. Nie poczuł jeszcze zapachu obcej kotki, która osiedliła się w gnieździe, z czego właściwie się cieszył, bo przez to myślał, że naprawdę jest tu sam, na co liczył od początku. Owinął łapy ogonem, zaczął rozglądać się dookoła, lustrując otoczenie, nieświadomy czyjejś obecności. Za to Bratkowa Łapa mogła go doskonale zobaczyć.
LVL 7 305 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
17
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości