O, no proszę, jednak nieznajomy coś tam zamierzał mówić z własnej woli. Wschód uniósł brew i delikatnie się uśmiechnął. Choć niebieski nie sprawił zbyt przyjemnego wrażenia jak na pierwszy raz, to na wieść o tym, że mogą sobie beztrosko poobgadywać inne klany, Wschód jakoś bardziej zechciał przebywać w jego towarzystwie, sukces. No ale do tej pory to swoimi opiniami to mógł się dzielić głównie z klanowiczami, taka zmiana była dla niego na plus.
- Ah, klan Wichru. Koty tam mają móżdżki mniejsze niż te zające, na które polują. - parsknął. A zdarzyło mu się spotkać parę kotów z Klanu Wichru i zawsze to były ciekawe spotkania, musiał przyznać. - Oh, poznałem co najmniej dwa koty od nich, które chciały mi się rzucić do gardła tylko dlatego, że na nie spojrzałem, ale większość raczej trzyma się tak daleko od granicy, jak tylko możliwe, tchórzliwe mysie bobki. - i oto rudy zaczynał wkraczać w swój żywioł.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Obgadywanie innych było świetnym zajęciem. Oczywiście w rozsądnych ilościach, nie mógł też wyjawić przy obcym wojowniku zbyt wiele, ale co nieco nie zaszkodzi powiedzieć, o ile rzecz jasna Bursztynowy Wschód również podzieli się swoim zdaniem, gdyż była to transakcja wiązana. Na uwagę rudego kocura zachichotał niemal bezdźwięcznie, uważając to powiązanie za całkiem trafne i zabawne. Może towarzystwo rzecznego kocura nie będzie aż tak ciężkie i męczące, choć wszystko zależy od tego, jak potoczy się to później. Jeden maleńki błąd mógł niemal wszystko zmienić.
– Ja z kolei mam inne doświadczenia – zaczął, ściszając trochę głos, a pochyliwszy głowę w stronę sąsiada, rozejrzał się dookoła. – Zwyczajna TERMINATORKA – podkreślił wręcz to słowo – była na tyle bezczelna i pewna siebie, by przekroczyć granicę, a później wyzywać mnie od wariatów, bo wygoniłem jej z cienistych ziem. Brak jakiegokolwiek instynktu samozachowawczego. – To z kolei powiedziawszy splunął w ziemię, by jeszcze bardziej pokazać, jak zirytowała go cała ta sytuacja.
Mistrz: Błękitna Toń Płeć: kocur Matka: Kolorowy Wiatr Ojciec: Chłodny Nos Partner: już nieważne...
Niski czarno biały kot o żółtych oczach i smukłej sylwetce. Bardziej tyka niż kupa mięsa. Biel rozciąga się na pysk, gardło, podbrzusze i łapy. Posiada żółte oczy. Długie puszyste futro utrzymywane w czystości.
Znacznie szczęśliwszy niż przedtem spokojny osobnik który jednak będzie bronił swojej opinii. Stroni od dotyku i mimo wszystko lubi mieć czas dla siebie, co nie zmienia faktu iż przepada za rozmową.
Jadowita Łapa [gk] Trzask [nk] Sierpówka [kg]
Szli długo a z każdym rokiem stawał się coraz bardziej niepewny. Byli na terenach Klanu Rzeki, co samo w sobie nie było problemem. Bardziej niepokoiło go z kim szedł, a nie gdzie. Wszystko mogło się stać i nawet jeśli złoty otrzyma pomoc, to co z nim? Czy w ogóle ich wpuszczą i jeśli tak, to jeśli będzie mógł zostać na granicy to od razu zwieje. Do Klanu, obozu, gdzie Gryząca Łapa nie będzie mógł mu nic zrobić bez konsekwencji. Obecnie miał możliwość ukryć swoje zbrodnie, to jeśli je popełni. W Klanie zostanie ukarany, wykopany lub nawet zabity. Zależy co pręgus zrobi.
Księżyce: 154 Mistrz: Kuni Syk Płeć: kocur Matka: Białowąsa Ojciec: Dębowy Pień Trwałe urazy: Oderwane 2/3 lewej małżowiny usznej.
Szeroki, ciężki kocur o długiej, złotej sierści z pręgowaniem tygrysim. Ma białe znaczenia, które ciągną się od żuchwy, poprzez pierś i brzuch, aż do końca ogona. Biel rozjaśnia również końce wszystkich jego łap oraz wnętrze ud. Jego ślepia są ciemnozielone, lekko szarawe.
Szarówka pożarła już niebo i otuliła nijakością wszelkie ziemie, kiedy nareszcie wkroczyli na rzeczne łąki. Aż nie mógł uwierzyć w to, ale z każdym krokiem coraz ciężej było mu trzymać ciało w pionie. Z oderwanego ucha wciąż sączyła mu się krew, nawet mimo twardniejących na brzegach małżowiny strupów. Mdleć nie zamierzał, oczywiście, ale mierziło go to uświadamianie mu wiotkości jego jaźni. Jeżeli tyle tylko starczyło, żeby zmącić spojrzenie jego ślepiów, to jak działały na kota prawdziwe rany? Żałosna była ta nieświadomość kruchości. Budowanie osobowości na mięsie było jak budowanie drzew z błota. Drzewa...
Widział na horyzoncie Cztery Dęby. Spojrzał na nie przelotnie i na myśl przyszedł mu Kuna. Zdrajca.
- będziemy czekać aż ktoś przyjdzie - wyjaśnił, odwracając łeb do niespokojnego towarzysza. - odpowiedz mi mamy czas.
his face lit up under yellow street light
with eyes of fear as he caught me in sight
i won't hurt him but he knows that i might
Mistrz: Błękitna Toń Płeć: kocur Matka: Kolorowy Wiatr Ojciec: Chłodny Nos Partner: już nieważne...
Niski czarno biały kot o żółtych oczach i smukłej sylwetce. Bardziej tyka niż kupa mięsa. Biel rozciąga się na pysk, gardło, podbrzusze i łapy. Posiada żółte oczy. Długie puszyste futro utrzymywane w czystości.
Znacznie szczęśliwszy niż przedtem spokojny osobnik który jednak będzie bronił swojej opinii. Stroni od dotyku i mimo wszystko lubi mieć czas dla siebie, co nie zmienia faktu iż przepada za rozmową.
Jadowita Łapa [gk] Trzask [nk] Sierpówka [kg]
Mamy czas
Zabrzmiało mu w uszach. No właśnie, za dużo tego czasu sam na sam. Ale i tak będzie mówił, cenił swoje życie i na dłuższą skalę to niewielka cena. Choć teraz będzie ciężko, bardzo ciężko. - Więc tak, poza byciem miłym i dobrym kotem, Wąż ma w sobie coś więcej. Jest gotów mnie bronić; jest gotów bronić każdego. Jak też mówiłem, jest kotem miłym. Choć z samego początku miałem wątpliwości, gdy był jeszcze Głośną Łapą. Szybko się jednak okazało że Wąż to coś więcej niż góra mięśni - to przyjaciel i więcej. Często rozmawiamy i nie boję się mu mówić o swoich problemach (w przeciwieństwie do Gryzącej Łapy), a on wysłucha. Nie zawsze odbierze wszystko jak ja przekazałem, ale nawet wtedy stara się pomóc. Jest kotem którego potrzebowałem wcześniej i którego pragnę teraz. Rozumie dlaczego mam pewne opinie na niektóre tematy, rozumie też mnie. Szanuje mnie i moje słowa, a także granice, a ja staram się rozumieć jego. Nie zawsze mi się to udaje, choć nawet bez tego mogę mu współczuć. Wygląd nie zawsze jest czynnikiem decydującym, bo gdybym patrzył jedynie poprzez pryzmat piękna. Szukałbym smukłego kocura o jasnej sierści i ciemniejszym pysku, ogonie, łapach i uszach. Mów jeśli mam coś jeszcze opisać, a jeśli nie to czekajmy dalej. -
Czuł się trochę pewniej mówiąc o liliowym i żałował że tu go z nim nie było. A tak to nie musiałby się bać, bo niezależnie co sądził o złotym, i tak by mu pomógł. Ale tak to musi tu siedzieć, pod groźbą potencjalnej krzywdy, nie koniecznie zadowolony. Co jednak poradzić?
Księżyce: 154 Mistrz: Kuni Syk Płeć: kocur Matka: Białowąsa Ojciec: Dębowy Pień Trwałe urazy: Oderwane 2/3 lewej małżowiny usznej.
Szeroki, ciężki kocur o długiej, złotej sierści z pręgowaniem tygrysim. Ma białe znaczenia, które ciągną się od żuchwy, poprzez pierś i brzuch, aż do końca ogona. Biel rozjaśnia również końce wszystkich jego łap oraz wnętrze ud. Jego ślepia są ciemnozielone, lekko szarawe.
Nareszcie udało mu się przymusić Srokę do uronienia czegoś istotniejszego, czegoś głębszego. Trwał w milczeniu przez dłuższą chwilę, z ponurym wzrokiem skierowanym gdzieś w przestrzeń. Śledził ruch gałęzi Dębów, nękanych teraz przez nasilający się wiatr. Korony sczepionych drzew kołysały się niespokojnie; łyse były i ciemne nawet na tle martwego nieba o zmierzchu. Wymęczone były, ale kompletne - niestrudzone wichry nie były w stanie wyrwać żadnego z ich konarów, chociaż wiały od wielu Pór. Sam również czuł tę płonność.
Zaskakująco gniewne spojrzenie zwrócił ku ślepiom kocura.
- ty też mi mówisz o swoich problemach a ja słucham - powiedział nagle. - możemy rozmawiać częściej i mogę cię bronić.
his face lit up under yellow street light
with eyes of fear as he caught me in sight
i won't hurt him but he knows that i might
Mistrz: Błękitna Toń Płeć: kocur Matka: Kolorowy Wiatr Ojciec: Chłodny Nos Partner: już nieważne...
Niski czarno biały kot o żółtych oczach i smukłej sylwetce. Bardziej tyka niż kupa mięsa. Biel rozciąga się na pysk, gardło, podbrzusze i łapy. Posiada żółte oczy. Długie puszyste futro utrzymywane w czystości.
Znacznie szczęśliwszy niż przedtem spokojny osobnik który jednak będzie bronił swojej opinii. Stroni od dotyku i mimo wszystko lubi mieć czas dla siebie, co nie zmienia faktu iż przepada za rozmową.
Jadowita Łapa [gk] Trzask [nk] Sierpówka [kg]
Poczuł lekkie obrzydzenie wypowiedzią kocura. Mówił o problemach z PRZYMUSU a zagrożeniem był sam Gryzącą Łapą. Jak w ogóle mógł tak pomyśleć? Do Węża mówi bo mu UFA, a nie BOI. Ale nie powie tego na głos, nie w tej formie. Jeszcze złoty zacznie wygadywać dzisiejsze rzeczy i będzie mieć szczęście jeśli wyjdzie z tego cało. Zresztą on? Nie, dzięki. Złamana gałąź by była bezpieczniejsza bo go nie skrzywdzi nie zależnie co powie. Właśnie dlatego jest "niezrozumiany". Gdyby koty brały to na serio dawno już go by w Klanie nie było. Jednak kontynuując - Ważne jest też zaufanie, no i praktycznie cię nie znam, i racja, możemy częściej rozmawiać, ale nie każdego kota mogę lubić. A nawet jeśli, to jest już kot którego lubię. I składa się na to więcej niż
rozmowa i obrona. -
Musiał się pilnować by nie powiedzieć "Ale ty mnie do tego zmuszasz i prędzej zaufam szerszeniowi by mnie nie ugryzł niż tobie", bo wtedy dopiero byłoby źle! I teraz mogło być źle! Czemu złoty tak się zachowywał, jak gdyby bycie kotem który nie chce robić krzywdy było takie wymagające.
Księżyce: 154 Mistrz: Kuni Syk Płeć: kocur Matka: Białowąsa Ojciec: Dębowy Pień Trwałe urazy: Oderwane 2/3 lewej małżowiny usznej.
Szeroki, ciężki kocur o długiej, złotej sierści z pręgowaniem tygrysim. Ma białe znaczenia, które ciągną się od żuchwy, poprzez pierś i brzuch, aż do końca ogona. Biel rozjaśnia również końce wszystkich jego łap oraz wnętrze ud. Jego ślepia są ciemnozielone, lekko szarawe.
Awersyjna reakcja kocura nie umknęła mu - w ciszy przyglądał się jego pyskowi, starając się pojąć, co może teraz czuć. I dlaczego. Do cholery, dlaczego. Zastrzygł oderwanym uchem, bryzgając swoje czoło i szyję kilkoma kroplami świeżej juchy.
- ah. - Jego lico utrzymywało znudzony, pusty wyraz. - nie lubisz mnie.
Milczał chwilę, później postawił krok w kierunku Sroki.
- nie lubię czuć bólu.
his face lit up under yellow street light
with eyes of fear as he caught me in sight
i won't hurt him but he knows that i might
Mistrz: Błękitna Toń Płeć: kocur Matka: Kolorowy Wiatr Ojciec: Chłodny Nos Partner: już nieważne...
Niski czarno biały kot o żółtych oczach i smukłej sylwetce. Bardziej tyka niż kupa mięsa. Biel rozciąga się na pysk, gardło, podbrzusze i łapy. Posiada żółte oczy. Długie puszyste futro utrzymywane w czystości.
Znacznie szczęśliwszy niż przedtem spokojny osobnik który jednak będzie bronił swojej opinii. Stroni od dotyku i mimo wszystko lubi mieć czas dla siebie, co nie zmienia faktu iż przepada za rozmową.
Jadowita Łapa [gk] Trzask [nk] Sierpówka [kg]
Nie wiedział co sądzić po reakcji Gryzącej Łapy, wiedział jednak że miał ochotę uciec z tej niekomfortowej sytuacji. Powiedzieć tak? Nie skłamie. Powiedzieć nie? Skłamie. Konsekwencje mogły być i tu i tu. I chyba niedługo nastąpią, bowiem złoty wziął krok naprzód. Jeszcze się nie odsuwał, choć równie dobrze mógł. - To nie twoja wina, ale nie jestem w stanie lubić każdego kota. Przepraszam. -
Nie było mu przykro bo tak myślał, a było bo może zaraz zamienić się w krwawą plamę. - Ja też -
Odparł krótko na drugie, obawiając się że zupełnie nic to nie zmieni. Nawet jeśli go fizycznie nie skrzywdzi, więcej go szukać nie będzie. Dla złotego nie było ratunku, choć dla niego samego też mogło już nie być.
Księżyce: 154 Mistrz: Kuni Syk Płeć: kocur Matka: Białowąsa Ojciec: Dębowy Pień Trwałe urazy: Oderwane 2/3 lewej małżowiny usznej.
Szeroki, ciężki kocur o długiej, złotej sierści z pręgowaniem tygrysim. Ma białe znaczenia, które ciągną się od żuchwy, poprzez pierś i brzuch, aż do końca ogona. Biel rozjaśnia również końce wszystkich jego łap oraz wnętrze ud. Jego ślepia są ciemnozielone, lekko szarawe.
I ten krok wystarczył, żeby wizja zaszła mu mrokiem. Paskudne zawroty głowy; jednocześnie czuł, jakby krew rozpierała mu czaszkę i jakby powoli brakowało mu jej w żyłach. Ale złapał równowagę, później już stał twardo.
- jestem taki zmęczony - wymamrotał, lewą łapą przecierając oczy. - ale nie jestem głupi.
Byłoby to może brzmiało jak groźba, gdyby nie mrukliwy, cichy ton Gryziela.
- to boli rozumiesz - uparcie mówił dalej. - koty przychodzą i odchodzą. wszyscy. nie mogą. zrozumieć.
Ale mówił z trudem. Większym niż zwykle. Gdyby nie jego martwa mimika, to po głosie Sroka mógłby pomyśleć, że złoty kocur zaraz zacznie płakać. Nareszcie posadził zad na rozmiękającej glebie, dając sobie chwilę ulgi.
- kłamią. kiedy im zaufasz. po postu odchodzą. nie zależy im na tobie.
his face lit up under yellow street light
with eyes of fear as he caught me in sight
i won't hurt him but he knows that i might
Mistrz: Błękitna Toń Płeć: kocur Matka: Kolorowy Wiatr Ojciec: Chłodny Nos Partner: już nieważne...
Niski czarno biały kot o żółtych oczach i smukłej sylwetce. Bardziej tyka niż kupa mięsa. Biel rozciąga się na pysk, gardło, podbrzusze i łapy. Posiada żółte oczy. Długie puszyste futro utrzymywane w czystości.
Znacznie szczęśliwszy niż przedtem spokojny osobnik który jednak będzie bronił swojej opinii. Stroni od dotyku i mimo wszystko lubi mieć czas dla siebie, co nie zmienia faktu iż przepada za rozmową.
Jadowita Łapa [gk] Trzask [nk] Sierpówka [kg]
Dopiero teraz się odsunął, choć wydawało mu się że to nie wystarczająco. Co miał niby zrobić? Czy Gryząca Lapa czegoś próbował czy mówił jak myślał? I to i to było straszne, i podobnie jak w przypadku złotego, gdyby nie jego kamienna mimika to wyglądałby na najbardziej przerażonego kota w Klanie. - No dobrze... to co chcesz zrobić z tym faktem? -
Nie wiedział co mógł jeszcze odpowiedzieć. Po tym zresztą milczał, gotowy w razie czego wiać. Złoty mimo wszystko jeszcze nic nie zrobił, ale jednak łapa za wysoko i go już tu nie ma. Zresztą smutny i zły terminator mógłby chcieć się na nim wyżyć. Był pierwszym któremu się dostanie, bowiem póki co nikogo innego tu nie było. I czekał, obawiając się reakcji.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Gawędzących sobie Gromiaków nakrył Lisi Ogon, czołowy Rzeczny podróżnik. Z chwili niezręcznej konwersacji między kocurami wywiązał się jeden wniosek - sprowadzenie na granice Goryczy. Zapadała noc. Wychudzona kotka truchtała dosyć szybko w kierunku Czterech Dębów obok wojownika, a na jej mordce widniała zblazowana, antypatyczna minka, co do której czuła, że ma już nie tyle święte prawo, co wręcz obowiązek. Nagle zrobiła się taka ważna i potrzebna; ta świadomość napełniała ją złośliwym zadowoleniem, ale również irytacją. Do niedawna zgniłe jajo przerzucane z łap do łap, dziś wielce pożądana prawie medyczka - kto by przypuszczał, że tak to się potoczy.
Teraz jednak ponad wszystko inne wybijało się zaintrygowanie. W swojej krótkiej medycznej karierze nie miała jeszcze takiego przypadku, który wymagałby fatygowania się poza Królikarnię. W takiej sytuacji, sugerując się opisem Lisiego Ogona, musiała zabrać część lecznicy ze sobą. Ona trzymała w pyszczku patyk z nawiniętą nań pajęczyną, z kolei rudy kocur pozostałe potrzebne medykamenty. Mogłoby to sugerować, że Gorzka w ciemno postanowiła udzielić pomocy Gromiakowi, ale nic bardziej mylnego - prędzej zniszczy przyniesione dobroci niż wykorzysta je pochopnie tak, jakby Gromiak sobie życzył.
Wyhamowała przed dużym złotym kocurem, ani trochę nieskrępowana rażącą dysproporcją między nimi. Żółte oczy prześlizgnęły się po jego mordzie, a gdy dotarły do zdeformowanego ucha oblanego apetyczną czerwienią, rozbłysły uciechą.
Goryczka niechętnie oderwała się od rany i nawiązała powierzchowny kontakt wzrokowy z rannym.
- Wasza Medyczka umarła - wyburczała niemożliwie płasko, od razu chcąc wydobyć na powierzchnię konkrety. Nie była tu towarzysko, żeby zaczynać od dennych powitań. Oczekiwała wyjaśnień, dlaczego została tu ściągnięta. Najlepiej dobrych.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 154 Mistrz: Kuni Syk Płeć: kocur Matka: Białowąsa Ojciec: Dębowy Pień Trwałe urazy: Oderwane 2/3 lewej małżowiny usznej.
Szeroki, ciężki kocur o długiej, złotej sierści z pręgowaniem tygrysim. Ma białe znaczenia, które ciągną się od żuchwy, poprzez pierś i brzuch, aż do końca ogona. Biel rozjaśnia również końce wszystkich jego łap oraz wnętrze ud. Jego ślepia są ciemnozielone, lekko szarawe.
Wpatrywał się w Srokę bez słowa. Wiedział, co chce zrobić. Wiedział, co musi zrobić. Rozwiązanie było tylko jedno - jedno i ostateczne. Po nim nie było już powrotu do normalnego życia. Musiał się zastanowić, czy Kuna naprawdę był tego warty.
Wtedy rudy wojownik wychynął spomiędzy zarośli. Na ich szczęście Rzeczniak nie zachowywał się agresywnie, więc prędko przeszli do wyjaśniania sytuacji. Gryziel bardzo szczątkowo opowiedział o tym, co się wydarzyło - poinformował Lisi Ogon, że pochodzi z Klanu Gromu, że przypadkiem został ranny i że potrzebuje pomocy medyka. Wyjawienie obcemu, że ranę zadała mu przywódczyni, mogło zasugerować, że był karany i, nawet, że jest zdrajcą. Nie chciał, żeby Rzeka potraktowała go jak zdrajcę.
Wszystkie te chwile, podczas których czekali na medyczkę, przesiedział w bezruchu, ze wzrokiem utkwionym w niknącym zarysie dalekich gałęzi Czterech Dębów. Gdy pojawiła się nareszcie, zwrócił nań spokojne spojrzenie i skinął łbem. Nie spodziewał się kogoś tak młodego (chyba w jego wieku?) i nie spodziewał się kogoś, kogo pysk będzie miał aż tak gorzki wyraz. Nie umknęło mu to, w jaki sposób patrzyła na jego ranę - że jej ślepia aż rozbłysły, że nie mogła oderwać od niej wzroku. Zastanawiał się, co wtedy myślała. Zastanawiał się jak samice przeżywały... ekscytację. Czy to było to? To mogło być to.
- niestety nie - odparł beznamiętnie na pytanie rdzawej.
Ale to mogło mu się wydawać. Nie myślał teraz jasno.
his face lit up under yellow street light
with eyes of fear as he caught me in sight
i won't hurt him but he knows that i might
Mistrz: Błękitna Toń Płeć: kocur Matka: Kolorowy Wiatr Ojciec: Chłodny Nos Partner: już nieważne...
Niski czarno biały kot o żółtych oczach i smukłej sylwetce. Bardziej tyka niż kupa mięsa. Biel rozciąga się na pysk, gardło, podbrzusze i łapy. Posiada żółte oczy. Długie puszyste futro utrzymywane w czystości.
Znacznie szczęśliwszy niż przedtem spokojny osobnik który jednak będzie bronił swojej opinii. Stroni od dotyku i mimo wszystko lubi mieć czas dla siebie, co nie zmienia faktu iż przepada za rozmową.
Jadowita Łapa [gk] Trzask [nk] Sierpówka [kg]
Nie spodziewał się aż takiej ulgi po przyjściu kotów Klanu Rzeki. Gryząca Łapa, cokolwiek planował, skupił się na czymś innym. Ciekawe czy będzie mieć okazję uciec? Jeśli tak to zaraz bierze łapy za pas i zdecydowanie komuś powie. A jeśli nie to będzie tu stał, i tak bezpieczniejszy niż wcześniej. Szczerze wolał już walczyć z wojownikiem niż spędzić choćby uderzenie więcej sam na sam z złotym pręgusem. - Dziękuję -
Powiedział mimowolnie, czując jak ciężar spada mu z grzbietu. - Zarówno Truskawkowy Gąszcz jak i Wieczorna Łapa żyją, jednak powód dla którego go jesteśmy wiąże się z czymś innym. Choć nie wiem czy to wyjaśnienie miałoby sens, to i tak cieszę się że jesteście -
I kolejne linijki zdania wypadły z jego pysku. Problem będzie jak już uporają się z ranami zielonookiego i znów będą musieli wracać we dwójkę. Choć wtedy powinien być spokojniejszy, i tak z nim nigdy nie wiadomo. W każdym razie teraz czekał na reakcję, pozytywną, negatywną, cokolwiek. I tak będzie to lepsze niż Gryząca Łapa.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Gdyby była człowiekiem, założyłaby ręce na piersi, a tak nawet nie drgnęła, absorbując dziwaczne zachowanie Gromiaków. Ten z poszarpanym uchem był jeszcze rozgrzeszony - utracił pewnie sporo krwi, to i mógł jednocześnie zdolność rozumowania, ale ten drugi, na którego zwróciła uwagę dopiero kiedy się odezwał... Bredził. A Goryczka miała trzy stadia: nielubienie, nielubienie bardzo i nienawidzenie. Marnowanie jej czasu i mętne wypowiedzi kwalifikowały się jako bardzo nielubiane. Oczekiwała, że skoro chcą pomocy, ściągnęli ją tutaj tak późno, to przynajmniej potrafią określić, w czym zioła ze składziku Rzeki były lepsze od tych z Gromu poza tym, że oczywiście są darmowe. Tymczasem od wyrażania radości, że ich widzą, po coś innego, co powodowało niechęć do skorzystania z wiedzy i sporego doświadczenia Truskawkowego Gąszczu, nic z tego nie miało absolutnie żadnego zakorzenienia w logice.
Obróciła żylasty pyszczek na Lisiego i znacząco przewróciła do niego ślipkami. Kocur, nieco zmieszany, odchrząknął, ale mimo wszystko zrozumiał ekscentryczną, cały czas milczącą terminatorkę medyka, więc jako tłumacz burknął do Gromiaków: "Słuchamy, w takim razie. Czemu nie możecie iść do Waszej medyczki?". Równocześnie wojownik skierował wzrok na biało-czarnego, który był bardziej skory do paplania. Gadzie spojrzenie Chochliczki znowu przyciągnęła natomiast całkiem poważna rana długowłosego. Chciałaby jej dotknąć. Ciekawe jak bolała. Czy bardzo? Postąpiła kroczek w kierunku Gryzącej Łapy.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz