Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Cóż, nie spodziewał się żadnego innego zakończenia. Księżyce doświadczenia sprawiły, że teraz radził sobie bez żadnego problemu. Wiatr coraz rzadziej płatał mu figle, a sama pozycja i pojęcie w kwestii polowania było bezbłędne. Nie żeby kiedyś robił to gorzej, po prostu, jakby to powiedzieć, pewne okoliczności czasami nie pozwalały mu na satysfakcjonujące upolowanie danej mu piszczki. Upewnił się, że wiewiórka naprawdę wyzionęła ducha i oblizawszy z początku biały, a teraz nieco poplamiony pysk, zakopał ją w uprzednio zrobionej dziurze. Całość dopełnił postawieniem jakiegoś zwykłego patyka, żeby móc później wrócić w to samo miejsce bez zbędnych niepowodzeń. To znaczy, korzenie tego drzewa były całkiem charakterystyczne, ale wolał mieć pewność, że to na pewno to miejsce, zamiast później wykopywać po kolei następne to dołki.
Po chwili zaś – ruszył. Polowanie, wbrew pozorom, dopiero się rozpoczęło. Liczył na to, że wypatrzy kolejną zwierzynę równie szybko i dołoży coś do swojej kolekcji, może nawet coś ciut większego.
Wojownik zakopał to, co złapał, i ruszył dalej. Choć jeszcze trwała Pora Nagich Drzew, to najwyraźniej okolica była bardziej odwiedzaną. Niebieski kocur bowiem szedł tylko przez chwilę dopóki nie zauważył poruszenia na jednym z rosnących przy Syczącym Dole krzewów, na którym to przysiadł brązowo upierzony ptaszek. Drozd siedział tyłem do kocura i wywijał łebkiem, czyszcząc sobie pióra.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Ciut większe to zdecydowanie nie było, lecz nie miał zamiaru się skarżyć. Doskonale pamiętał czasy, gdy nie mógł dojrzeć niczego przez większość czasu, a tutaj zwierzyna niemalże pchała mu się pod łapy, co przyjął z niemałym zadowoleniem. To wspaniały znak, szczególnie że Pora Nagich Drzew jeszcze się nie skończyła, a to zawsze podczas niej zwierzyny było o wiele mniej. Obecna sytuacja mogła zaś sugerować, że z każdym dniem będzie lepiej, co było bardzo zadowalające.
Ugiął łapy nisko i zrównał ogon i głowę z linią grzbietu. Upewnił się, że wiatr przywiewa mu do nosa zapach drozda, a nie na odwrót. Zaczął skradać się w stronę zajętego kąpielą ptaszka, co jakiś czas zerkając pod łapy, żeby na nic nie nadepnąć i nie spłoszyć potencjalnej ofiary. Niestety ta okolica była pozbawiona drzew, za którymi mógł się spokojnie chować, musiał zatem zatrzymywać się co jakiś czas, w razie gdyby skrzydlata istota miała spojrzeć w jego stronę. Poruszał się spokojnie, z wyrównanym oddechem, praktycznie nie spuszczając wzroku z lotnego zwierzęcia, jedynie co jakiś czas, żeby upewnić się, że nie narobi hałasu. Dopiero gdyby podszedł na odpowiednią odległość, wybiłby się do skoku, żeby złapać drozda w swe łapy i szybko zabić go wbiciem kłów w jego najbardziej czułe miejsce. Liczył na to, że nie porozcina się przy okazji gałązkami krzewu, byłoby to bardzo niefortunne.
Topniejący Lód zaczął podkradać się do ptaka, i wszystko tak naprawdę szło dobrze niemal do samego końca. Drozd, choć rozglądał się po okolicy, nie dostrzegł skradającego się kocura... Dopóki ten nie był naprawdę blisko. Ptak go zauważył, gdy wojownik był dosłownie o skok od niego, z paniką więc zaczął machać skrzydłami i zeskoczył z gałązki, by odlecieć. Topniejący Lód jednak miał jeszcze szansę go złapać.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Co za ścierwo. Sapnął wściekle, będąc dosłownie o krok przed zwierzyną, która, jakżeby inaczej, miała wielkie szczęście i zdołała w porę przekonać się o jego obecności. Już nawet nie interesowało go to, że dzięki temu przynajmniej uniknął nieprzyjemnego spotkania z ostrymi gałęziami krzaka, całą swoją uwagę poświęcił drozdowi, który najwidoczniej sądził, że ma z nim jakiekolwiek szanse, zamiast od razu pogodzić się z niezwykle oczywistym losem. Topniejący Lód w przeciwieństwie do niego zdawał sobie sprawę, jak to się skończy; od razu rzucił się szybko za żałosnym zwierzęciem, a będąc w odpowiedniej odległości skoczył do góry, chcąc złapać go za skrzydła i ściągnąć na ziemię – na niej zaś wolno pozbawiać go życia.
Niestety, choć Topniejący Lód podszedł blisko, to jednak drozd w tej walce okazał się sprytniejszy. Ptak machał skrzydłami na tyle, ile miał sił. Choć niebieski kocur machnął łapą, to jedyne co zdołał zrobić, to lekko dotknąć skrzydeł niedoszłej ofiary, która już wystartowała z krzaczka i wisiała w powietrzu. Choć to nieco zmąciło tor lotu, to brązowy ptak szybko odzyskał równowagę i uniósł się w górę, poza zasięg łap wojownika, który w tym przypadku musiał obejść się smakiem.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
To nie było normalne, zdecydowanie. Jak to się w ogóle stało, że jakiś głupi ptak zdołał mu uciec? Miał szczęście i tyle, i tak prędzej czy później zdechnie, jak nie z jego łap, to kogoś innego, to mógł mu zagwarantować. Przez chwilę patrzył na odlatującego drozda, ale po jakimś czasie w końcu postanowił powrócić do poszukiwań zwierzyny. Miał nadzieję, że ta napatoczy się szybko, i równie szybko zostanie pozbawiona życia. Nie bawiło go takie ciągłe szukanie, a już zwłaszcza nieudane próby podchodzenia zwierzyny, w których nie było jego winy, a tylko fart głupiej ofiary. Wytężył więc wszystkie zmysły, nawet lekko ugiął łapy, i powoli szedł, licząc na to, że szybko coś znajdzie.
Jak widać, drozd był na tyle inteligentny, albo po prostu miał szczęście, że zdołał uciec spod łap doświadczonego wojownika, jakim był Topniejący Lód. Niebieski kocur mógł tylko patrzeć, jak niedoszła ofiara unosi się w górę, daleko poza zasięg jego łap i odfruwa bezpiecznie. Czasem jednak tak się zdarzało, nie każde polowanie było udane. Kocur jedyne, co mógł zrobić w tym momencie, to wrócić do obozu lub dalej poszukiwać innej szansy na złapanie piszczka.
Cienisty wojownik wybrał tą drugą opcję. Przybierając pozycję łowiecką, ruszył dalej. Gwiezdni czy czy inne mojry miały nieco inny plan na obecną chwilę. W pewnym momencie bowiem kocur mógł dostrzec twór przypominający żmiję. Podczas zbliżania się jednak musiał sobie uświadomić, że coś było nie tak. Twór nie ruszał się i był zdecydowanie zbyt blady i przezroczysty, by był prawdziwym zwierzęciem, choć trochę mógł pachnieć, jak takowe.
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Księżyce: 122 Mistrz: Płomykówkowy Lot Płeć: kocur Matka: Kukułcze Jajo Ojciec: Chrzanowy Korzeń Trwałe urazy: blizna po wyrwanym płacie skóry z lewego uda; blizna na boku po ugryzieniu przez lisa; długa blizna z tyłu głowy po pazurach; słabo widoczna, przykryta futrem blizna po zębach na gardle
Szczupły, wysoki, niebieski, tygrysio-pręgowany kocur o długim futrze, z białymi znaczeniami i zawsze wypielęgnowaną sierścią. Posiada złote, chłodne oczy, obserwujące wszystko dookoła.
Zazwyczaj jest chłodny, zdystansowany, niezdradzający po sobie zbyt wiele. Jego odpowiedzi są w głównej mierze krótkie i rzeczowe, nie jest to kot do luźnych pogawędek, już nie wspominając o tym, że najczęściej nie podejdzie do ciebie popchnięty własną ciekawością. Ma bardzo ograniczone tematy rozmów, nie jest kreatywny pod żadnym względem. Porażki przyjmuje bardzo źle, nie poddaje się i nigdy nie przyznaje się do błędów. Często kłamie.
Krwawnikowy Liść, Lamparci Krok, Wróbelek
Podszedł ostrożnie na lekko ugiętych łapach do czegoś, co nad wyraz mocno przypominało węża, których w Syczącym Dole nie było przecież tak mało. Zbliżył się subtelnie, lekko pochylając pyszczek; zauważywszy bezruch leżącej przed nim rzeczy powąchał ją nieufnie. Zdecydowanie nie było to żywe, lecz czym dokładnie to było? Musiał przyznać, że nie miał pomysłu. Dla pewności szturchnął to jeszcze delikatnie łapą, ale wskazywało jednoznacznie. Ewidentnie nie był to żywy wąż.
Znudzony takim obrotem spraw nie zatrzymywał się przy tym na dłużej. Lekko przysypał to zimnym śniegiem i ruszył dalej, licząc jednak na żywą zwierzynę, a nie jej pozostałości.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
Zasady były dla niego ograniczeniami, od zawsze. Jeszcze jako kocię złamał pierwszą i najważniejszą z nich - nie wychodź z obozu, bo to niemądre, bo tam są drapieżniki, bla, bla, bla. Kichał na takie niebezpieczeństwa, od samego początku wściubiał nos w najgłębsze zakamarki, ciekawości miał aż nadmiar, a energii jeszcze więcej. Ceremonia na terminatora pozwoliła mu jednak w końcu legalnie wyjść z obozu, aby nikt się go nie czepiał, że zrobił to za wcześnie, kiedy jeszcze nie powinien. Z resztą, nie tylko on, bo towarzyszył mu Olcha. Po skończonym dniu treningu z Pękniętą Krą postanowił, że zwiedzi nieco okolicy, bo dlaczego nie? Przemknął niczym cień między wszystkimi w obozie, a wszystko dzięki swojej ciemnej, upstrzonej brudem sierści, ruszając luźnym truchtem, aby następnie przejść w bieg, kiedy znajdował się już odpowiednio daleko. Długimi susami parł swoje szczupłe, gibkie ciało naprzód, przemykając niczym zwinna sarna między pniami wysokich drzew, kłującymi krzewami i wystającymi z ziemi, zdradzieckimi korzeniami, o które już nieraz zdarzało mu się potknąć i grzmotnąć łbem o runo leśne, jak ostatni frajer. Wiatr dawał mu w pysk, ale był dla niego utrudnieniem, wręcz przeciwnie, zdawał się dawać mu orzeźwienie i jeszcze bardziej napędzał. W końcu zwolnił, znów do truchtu, aż w końcu przystanął zupełnie, rozglądając się po okolicy.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Kukułka również miała gdzieś zakazy i nakazy, a szczególnie ten, że teoretycznie nie powinna się aż tak oddalać od obozu, skoro nadal nie umie się obronić, a najlepiej świadczył o tym fakt, że wszystkie cztery łapki zdążyła już położyć na rzecznym terytorium, skąd została odprowadzona przez niezwykle miłego, rzecznego kocura, który jej nie zaatakował za to i nie chciał skrzywdzić, a także nie wydawał się zainteresowany tym, by komukolwiek to zgłaszać - a co najważniejsze, odprowadził ją aż do jej granicy i trochę zdołała się z nim zapoznać. Miała nadzieję, że jeszcze kiedyś dane im będzie porozmawiać, ale może następnym razem w nieco mniej... ekstremalnych warunkach, o.
Dlatego też, gdy akurat nie miała treningu i nie miała co robić, to zazwyczaj podróżowała. Gdy miała robić coś, co sprawiało jej przyjemność jej leniwa natura natychmiast dawała o sobie zapomnieć i kotka nie miała żadnych problemów z tym, by nawet przebiec maraton, ale, jeśli miałaby to zrobić na treningu, to pewnie marudziłaby godzinami, że jej się nie chce. Jej entuzjazm niesamowicie spadał, gdy miała coś zrobić i było to coraz bardziej zauważalne. Co prawda, miała za sobą rozmowę z Mech, która próbowała jej doradzić co zrobić, by nie cierpieć na samą myśl o obowiązkach, ale szło jej średnio, acz, nie poddawała się, może kiedyś wstanie z pełnym entuzjazmem na trening, czy coś.
Truchtała akurat przed siebie, wdychając świeże zapachy wszelkich myszy, wiewiórek i innych zwierzątek, gdy do jej nozdrzy dopłynął znajomy, wyjątkowo znajomy zapach - jej rodzonego brata. Poruszyła wąsami z zadowolenia, bo dawno nie mieli okazji pogadać tak o, dłużej i więcej, a miała mu tyyyyyle do opowiedzenia, więc ruszyła za zapachem.
- Tooooooooooooooooonieek - rozległo się za czarnym jak atrament kocurem, który po odwróceniu się mógł zobaczyć równie czarną siostrę biegnącą w jego kierunku - bo wraz z podniosłym tonem głosu podniosło się też tempo kotki - z truchtu do biegu, bowiem w zamiarze Kukułki było stuknięcie brata w bok, a następnie szybkie odskoczenie, by nie mógł jej dosięgnąć. - Jak u ciebie, zwiedziłeś już większość terenów? - zagadnęła, z zadowoleniem unosząc brodę, bo ona, hehe, miała sporo osiągnięć w tym temacie, niech no on tylko posłucha!
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
Przez myśl przeszło mu w pewnym momencie, aby udać się w kierunku, gdzie słońce zachodziło za horyzontem, bo podobno tam znajdowała się granica z Terenami Niczyimi. Korciło go, aby wyjść poza Cieniste tereny i poszukać taty, którego... nie było już od dłuższego czasu i ten fakt denerwował go coraz to bardziej. Misja, na której początkowo myślał, że był przeciągnęła się na tyle, że Toń zupełnie zwątpił w jej autentyczność i zaczynał być coraz to bardziej podejrzliwy. Chyba będzie musiał porozmawiać o tym z mamą.
Głos siostry wyciągnął go z rozmyśleń. Został sprowadzony na ziemię bolesnym walnięciem w bok. Cóż, był wyjątkowo smukły i patykowany, a każdy cios odczuwał mocniej przez niewielką, praktycznie zerową ilość tkanki tłuszczowej, która mogłaby zamortyzować uderzenie, dlatego też z jego pyska wyrwało się ciche “umpf”, a on sam zjeżył chwilowo sierść na karku, chwiejąc się na łapach. Otrzepał się i odwrócił przodem do czarnej kotki, unosząc ogon. – W sumie to nie wiem – stwierdził z wzruszeniem ramion, przyglądając się Kukułce. – Trochę żem łaził tu i tam, ale nie wiem, czy obszedłem wszystko – stwierdził, odwracając się od niej i wskoczył na pieniek, który zapewne kiedyś był potężnym drzewem, jednak teraz stanowił jedynie punkt obserwacyjny na wysokość zajęczego susa. Usadowił się na nim wygodnie, patrząc na siostrę z wyższego punktu. Tak, czy siak był od niej wyższy, ale lubił patrzeć na innych z góry. Dodawało mu to pewności siebie… choć i tak momentami miał jej zdecydowanie aż za dużo. – A co? Ty już masz wszystko obcykane? Może mnie oprowadzisz w takim razie, bo sam to się zgubię – parsknął z przekąsem i doskoczył do niej zwinnie, opuszczając pieniek, a potem trącił ją kościstym łokciem w żebra na tyle prędko, by nie zdążyła uskoczyć. Takie tam odwdzięczenie się walnięcie w bok, nic specjalnego, tylko przekomarzanki. Jak brat z siostrą, o.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Wąsy czarnej poruszyły się z rozbawieniem. Wiedziała, że nie zrobiła mu większej krzywdy, bo nie celowała jakoś mocno, ale znała go na tyle, by wiedzieć, że mogło go trochę zaboleć. No, cóż, bywa, czy coś. Rozśmieszyło ją bowiem to, jak wydał z siebie dźwięk i się zatoczył. Mógł być większy, mógł być silniejszy, ale zdecydowanie przy wymierzaniu sobie kuksańców - ona wygrywała! Miała więcej futerka i, co prawda, nie wiele więcej tkanki tłuszczowej, bo była raczej ona skromna, ale jej też miała więcej!
- Ja tak - pochwaliła się, dumnie wyciągając pierś do przodu i delikatnie unosząc ogon. To był ten moment, w którym chwaliła się pierwszemu z braci swoimi osiągnięciami, a miała ich w tej naturze dość sporo - a teraz Tonąca Łapa miał być tym, który tego wszystkiego wysłucha. To zdecydowanie pocieszało ją i dodawało humoru, biorąc pod uwagę jak ciężko żyło się jej z treningiem. Niemniej, nie miała dzisiaj ochoty na popsuty humor i narzekanie, więc zamierzała pogadać z bratem o podbojach ich terenów i mieć nadzieję, że ten o treningu nawet nie wspomni. - Znaczy, w sumie nie wiem, czy wszędzie, ale wiem gdzie byłam - dodała, dla pewności, by zaraz brat nie zarzuciłby jej jakimś miejscem o którym by nie wiedziała i lipa, bo nie miałaby jak odpowiedzieć, skoro jej tam nie było, co nie? - Zwiedziłam w każdym razie trochę rzecznych terenów, wiesz?! - i zanim brat zdążyłby jakoś zareagować, kontynuowała: - Serio mówię, po ceremonii uznałam, że muszę się przejść, wiesz, odreagować to wszystko i w ogóle, i tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam, że przechodzę przez granicę! Nie to, żebym wiedziała i tak, gdzie ona jest, co nie? Ale na szczęście znalazł mnie bardzo przyjazny kocur, Szumiąca Łapa, i on odprowadził mnie z powrotem, ale hej, co zwiedziłam, to moje! I nie nakrzyczał na mnie, tylko wytłumaczył mi, że powinnam być ostrożna, blabla. O, i rzucałam się raz grzybami z Barwnym Płomieniem, taką kotką z klanu Gromu. O, te grzybki też ci muszę pokazać, no. Olsze i Lampartowi też. I rodzicom...! - dodała z pewnością, choć na koniec ogonek jej nieco przyklapł. Bo... jak mamę widywała niemal codziennie, tak taty dawno nie widziała. - Wiesz... gdzie tata zniknął? - spytała po chwili lekko przekrzywiając łeb. Tata był najważniejszym kotem w jej życiu, gdzie był... teraz?
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
Wyprostował się na pieńku, słuchając Kukułki. Coś go nagle zaswiędziało w bok, więc skorzystał z tego, że siostra nawijała jak najęta i podrapał się, unosząc tylną łapę. W pewnym momencie jednak usłyszał coś, co sprawiło, że spojrzał na nią z niezrozumieniem. Coś mu tu nie pasowało. – Czekaj, grzybami? Czemu rzucałaś się grzybami? – zapytał, marszcząc nos w zdumieniu. Rozumiał ziemię czy błoto, och, błoto szczególnie, ale grzyby? Dlaczego akurat nimi? Dziwne. Może był to jakiś rodzaj zabawy u Gromiaków, której zasadami ta cała Barwny Płomień podzieliła się z Kukułką. – Ty to masz przygody. Jak w ogóle zareagowali na to, że przeszłaś granicę? Byli źli? Coś ci mówili? – zapytał, będąc naprawdę ciekawym interakcji z obcymi kotami. Jeszcze nigdy nie spotkał żadnego, jak już to widział czasem patrole wzdłuż granic, ale nigdy nie podchodził do nich bliżej, jedynie obserwował z bezpiecznej odległości, kryjąc się w krzakach. W takich momentach jego brudne futro sprawdzało się wręcz idealnie, działając niczym kamuflaż i ukrywając go przed niepożądanym wzrokiem. Na wspomnienie o tacie przycisnął uszy do czaszki i zmarkotniał widocznie, a potem zeskoczył z pieńka, na sztywnych łapach podchodząc do kotki, zniżając łeb. – Nie wiem, ale się dowiem – odpowiedział jej, teraz już nieco bardziej poważnie, niż wcześniej. Gdyby wiedział, na pewno by jej powiedział, a także całemu rodzeństwu. Ale nie wiedział. – Szukam go, wiesz? Jak sobie chodzę po lesie i za każdym razem się zastanawiam, gdzie zniknął, a mama totalnie nic mi nie mówi, no a musi coś wiedzieć, nie wierzę, że nie – bo mama wyglądała na spokojną i opanowaną, jakby nic się nie stało. Natomiast on się zamartwiał i denerwował. – Słuchaj, a może on jest tam dalej, poza terenami Klanów? Słyszałem, że są tam samotnicy, może oni będą coś wiedzieć – zagaił, mrużąc szaro-niebieskie ślepia.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Zachichotała wesoło, unosząc ogonek z zadowoleniem, bo oto miała do przekazania bratu nową, superaśną zabawę! Najpierw pokazała mu "biip", a teraz miała jeszcze w zanadrzu pękające grzybki, ha! A co on miał do zaoferowania? Czyżby była lepsza w wymyślaniu nowych zabaw, ha? Ha?
- A widzisz - zaczęła, dumnie wypinając pierś do przodu, gotów opisać mu wszystko z najmniejszymi szczegółami, nawet rozejrzała się na boki, czy czasami gdzieś w pobliżu nie ma tych śmiesznych grzybków, ale oprócz paru drzew, krzaków i pnia, na którym jeszcze stał Toniek i dołu niedaleko, nie było tutaj ani jednego białego grzybka. No cóż. Musi się obejść bez pokazu co te rzeczy potrafią. - Znalazłam ostatnio na granicy takie fajne, białe grzybki, co nie? I one, jak się na nie naskoczy, to robią takie puf! I robi się taki, nie wiem, dym, one się rozbryzgują i dosłownie, robią PUF. I są superaśne do rzucania się nimi, wiesz?! Jak zrobią PUF na czyimś futrze, to jest większy efekt, niż jak na nie nadepniesz i zrobią srut - oznajmiła dumna z siebie, że to odkryła. - Mogę ci je raz pokazać, zobaczysz, są super! - dodała z ożywieniem, gotowa biec na gromową granicę nawet i teraz i pokazać bratu jakie to jest superaśne i jak fajnie się tym obrzuca. - Znaczy, no, Szumiąca Łapa był miły, a oprócz niego nikt z rzeki mnie nie zobaczył, więc nikt nie był zły - powiedziała z dumą kręcąc ogonem na boki. Takie przygody i to, ha, bez przyłapania przez kogokolwiek ważniejszego! Znaczy, nie żeby w klanowym życiu Szumiąca Łapa zapewne nie był znaczący, czy coś, ale na pewno mniej niż zastępca, przywódca, czy jakiś starszy wojownik, co nie?
- Też go szukam, ale jego nigdzie nie ma. Przecież by... powiedział, że gdzieś idzie, prawda? - jęknęła, ocierając się bokiem o bok brata, mając nadzieję, że przyniesie jej to ukojenie, ale strata ojca bolała. A raczej nie sama strata, tylko niepewność. Tego gdzie jest, czy żyje, czy wszystko z nim w porządku... - Myślisz... że obraził się na mnie, bo unikałam go, gdy miał mi przeprowadzić nauki? - spytała cicho, obniżając łebek i odwracając wzrok, by Toniek nie zauważył, że oczy zaczęły się jej podejrzanie szklić. - Myślisz, że... jakbyśmy poszli i spytali, to by nam powiedzieli? - spytała, lekko nadstawiając uszy, ale nadal nie odwracając się przodem do brata.