xxZastanowiła się chwilę, słysząc pytanie popielatej. Było to dobre pytanie. Zanim jednak odpowiedziała, rzeczna kotka zdążyła dodać kilka słów o tym, jak oni nazywają ludzi. Rosa postanowiła jednak najpierw skupić się na pierwszej kwestii. xx— Masz rację. Kierują nimi ludzie. Dwunodzy. — odparła, po czym znów na moment zamilkła. — Może nazywają się tak dlatego, że poruszają się same w takim sensie, że... nie potrzeba siły, aby się ruszyły. — Nie była pewna. Nigdy nie zastanawiała się nad tym słowem, po prostu je znała od dziecka. — Nie wiem. Po prostu tak się na nie mówi. — Tam, skąd pochodzę. Wszyscy tak mówili. Matka, inne koty, czy wolno żyjące czy te mieszkające z ludźmi. A właśnie, a propos nich. Dwunodzy. Brzmiało dość śmiesznie, ale miało sens. A na pewno więcej sensu, niż ludzie, gdyby się nad tym zastanowić. Niemniej kremowa kotka chyba wolała zostać przy własnym nazewnictwie. xx— Ciekawe. — Miauknęła w zastanowieniu, patrząc gdzieś przed siebie. Ciekawe, że koty potrafią mieć różne nazwy na te same rzeczy. Interesujące, jak te nazwy potrafią brzmieć i jak nakłaniają do myślenia nad ich pochodzeniem. Ciekawe też, że tylko niektóre rzeczy nazywane są inaczej, póki co związane z aktywnością ludzką. Skąd takie zjawisko? Rosa nie miała pojęcia, mogła tylko zgadywać.
Tym razem poczekała aż kotka skończy mówić, nie wcinała jej się w słowo, tylko z czujnie nastawionymi uszami analizowała jej kolejne wypowiedzi. Argumenty. Wyjaśnienia, z których wynikało, że kremowa ma jedynie swoje domysły, ale w ogólnym rozrachunku wiedzą tyle samo w tej kwestii. Albo podobnie.
Nie wiedziała co dodać, więc przez moment znowu zapadła cisza. Nie chciała rozgrzebywać tematu, nie chciała dalej siedzieć nad samochodami. Nie rozumiała w jaki sposób do ich ruszenia nie była potrzebna siła; przerastało to jej mały, rybi móżdżek. Nie zamierzała jednak przywiązywać się nadmiernie do pozaklanowych nazw skoro swoją najbliższą przyszłość wiązała z Klanem Rzeki, więc też nie czuła mocnej potrzeby drążenia tematu. Niektóre rzeczy mogła po prostu przyjmować takimi jakimi były.
Właśnie...
- W sumie jak tak mówili to niech tak mówią, nie wszystko musi mieć sens. Większość używanych słów jest taka po prostu i nikt się nie zastanawia dlaczego akurat tak. - podsumowała, uznając temat za zakończony ze swojej strony. I wtedy przypomniało jej się o tym, że przecież kremowa zmierza do Klanu Cienia. - Chociaż klanowe koty są zwykle przywiązane do swojego nazewnictwa. Z ludźmi, samochodami i drogami będziesz odstawać. - ostrzegła na wypadekz gdyby kotka zamierzała na dłużej zabawić w Klanie.
xxZerknęła przelotnie na popielatą, gdy ta odezwała się po chwili ciszy i uświadomiła sobie, że spinała się przez cały ten moment milczenia. Rozluźniła nieco mięśnie, co było satysfakcjonującym uczuciem. Rzeczna kotka miała rację. Zastanawianie się nad sensem słów było interesujące, ale na dłuższą metę mogło zapewne przyprawić o ból głowy, ponieważ słów było od groma i większość z nich w ogóle nie miała sensu. Po prostu było i już. xxZawiesiła wzrok na niebiesko-białej, gdy ta zasugerowała odstawanie Rosy od innych. Czy na prawdę powinna się tym przejmować? Nie sądziła, że to może być jakikolwiek problem. Z resztą nie zamierzała stawać się klanowym kotem ani nic z tych rzeczy. Chyba. Z tego co wiedziała, musiałaby urodzić się w takim klanie, aby w nim żyć, więc nawet nie przyjmowała takiego scenariusza jako opcji. Tak więc nazewnictwo, jakim się posługuje, nie powinno stanowić większego problemu. W końcu z tą rzeczną kotką, z którą właśnie rozmawiała, nie miała problemu się porozumieć, a wręcz przeciwnie, dlaczego więc inne klanowe koty miałyby reagować inaczej? xxMilczała, tocząc wewnętrzne dialogi i monologi oraz obserwując otoczenie. Nagle uświadomiła sobie, że w zasadzie nawet nie zna imienia tej sympatycznej kotki z Klanu Rzeki, która jej pomagała. Nie wpadło jej to wcześniej do głowy zupełnie. Chyba nie było teraz za późno, aby spytać o coś takiego, prawda? Niemniej chciała znać godność swojej nowej znajomej. xx— W ogóle, jak masz na imię? — spytała, zerkając na popielatą kocicę i próbując wymyśleć jakieś pasujące do niej imię. Kurz? Śnieg? Pył? Chmura? Ciekawe, czy będzie chociaż blisko.
Och, gdyby chociaż część wewnętrznych rozważań kremowej ujrzała światło dzienne to Karasiowa Ość by mogła dalej brnąć w wyjaśnienia. Mogłaby opowiedzieć o tym, że sama miała w swoim życiu epizod życia poza klanem i wówczas oswoiła się nieco z różnorodnymi nazwami, ale po powrocie szybko zrezygnowała z nich, gdy spotykała się ze zdezorientowanymi spojrzeniami. To nie było tego warte, nie gdy chciała się wtopić w tłum klanowych kotków, wyróżnianie się było w takich momentach nieintuicyjne.
Żaden komentarz jednak nie padł, więc i popielata wojowniczka już się nie odzywała w tym temacie. Swoje zrobiła, uprzedziła kotkę, że klany nie są przyzwyczajone do nowości. Ominęły w międzyczasie Korzenny Jar, który do połowy był zalany przez ostatnie deszcze (paskudna sprawa).
- No tak, nie przedstawiłam się. - zauważyła po czasie, bo dopiero słysząc pytanie. - Karasiowa Ość... w teorii. Ale starczy sama Ość, jakoś nie jestem przyzwyczajona do pełnego imienia. - nadrobiła prędko to niedopatrzenie. Po co każdemu przedstawiała się jako Karasiowa Ość, skoro już uderzenie serca później prosiła o zwracanie się kocięcym imieniem? Nie miała pojęcia, może jednak trzeba było sobie wybrać nowe, własne imię, jak Piryt radziła. - A ty jak się nazywasz?
xxNiestety wiele myśli i rozważań Rosy nigdy nie wychodziło poza jej głowę, ponieważ samotniczka miała tendencję ukrywania wielu swoich przemyśleń, jak i emocji czy uczuć. Nie było tak zawsze, jednak kremowofutra ledwo już pamięta tamte czasy, gdy była kociakiem i zdążyła się przyzwyczaić do obecnego stanu rzeczy. Nauczyła się, że lepiej mówić za mało, niż za wiele, bo może się to na tobie odbić. Tak samo z okazywaniem zbyt wiele. Łatwiej było się ukrywać, niż narażać na nieprzyjemne sytuacje. xxZastrzygła uszami na popielatą, gdy ta odpowiadała na pytanie. Rosa zupełnie nie zgadła imienia rzecznej kotki. Karasiowa Ość. Zaskoczyło ją dwuczłonowe imię, dopiero po chwili przypominając sobie, że przecież ponoć takie imiona noszą klanowe koty. Jej matka też kiedyś takie miała - Pustułcza Pieśń. xx— Ciekawe. — miauknęła, szczerze będąc zaintrygowana tematem. Zawsze była, teraz jednak miała styczność z autentycznym kotem o takim imieniu. Klanowym kotem. Wow. — W sensie te imiona. Że mają dwa człony. Nie spotyka się takich. — przynajmniej Rosa nigdy nie zetknęła się z innym kotem o podobnym imieniu. Było to dla niej ciekawe, nieco dziwne, ale w sumie mogłaby to polubić. Dwuczłonowe imię brzmiało egzotycznie. xx— Rosa — odparła Ości. Jej imię było krótkie, jednoczłonowe. Niezbyt wyróżniające się. Ciekawe, jakby to było, gdyby urodziła się w klanie i miała klanowe imię? Jak by ono brzmiało? Przerwała jednak te myśli, aby znów odezwać się do popielatej. — Jesteś wojownikiem? — spytała, wygrzebując z pamięci jak najwięcej informacji o klanach, jakie zapamiętała. Matka mówiła coś, że są tam wojownicy i uczniowie (?) i że ci wojownicy mają właśnie takie "pełne" imiona, bo uczniowie mają jakieś inne, ale Rosa nie pamiętała, jakie. Być może niedługo się dowie.
Ciekawe. Samotniczka coś bardzo lubiła to słowo, bo już któryś raz pojawiało się w trakcie ich rozmowy. Albo rzeczywiście interesowało ją wszystko co z klanowymi kotkami związane, albo uznała to za najbezpieczniejszy komentarz. Ość obstawiałaby to drugie, bo sama pewnie by tak zrobiła normalnie. W obecnej sytuacji jednak mogła pozwolić sobie na więcej luzu, od tej rozmowy nie zależało jej życie w Klanie Rzeki. I w efekcie udało jej się rozgadać ponad swoje zwyczajowe standardy.
A więc Rosa. Znajome słowo, aż dziwnie tak, w porównaniu do wymyślnych imion samotników, których napotkała już. Ale było ładne, krótkie, łatwe do zapamiętania.
- Mhm, jestem. Stąd dwuczłonowe imię. No teoretycznie jeszcze teeminatorzy mają dwa człony. Więc jeśli zamierzasz się kręcić przy Klanach to spotkasz sporo kotów z takimi imionami. Krótkie mają tylko kocięta. - wyjaśniła, kołysząc leniwie ogonem przy kolejnych krokach. - Moim kocięcym imieniem była Ość właśnie. - dodała jeszcze, ze świadomością, że to prawdopodobnie zupełnie zbędna informacja dla kremowej.
xxPrawda była taka, że obydwa powody były trafione. Rosa rzeczywiście uważała te wszystkie rzeczy za ciekawe, a z drugiej strony taki krótki komentarz był bezpieczny i zwięzły. Po co używać wylewniejszych wypowiedzi. Lepiej mieć wewnętrzne monologi. xxUważnie słuchała odpowiedzi Karasiowej Ości. Czyli była wojownikiem. Rosa dobrze pamiętała. A ci uczniowie o których myślała, nazywali się najwyraźniej terminatorami. Dziwna nazwa. Krótkie imiona miały natomiast kociaki. xx— Czym imiona terminatorów różnią się od imion wojowników w takim razie? Bo... terminatorzy potem stają się wojownikami, tak? — spytała, próbując zrozumieć tę dość skomplikowaną dla niej sprawę. — A kociaki terminatorami? — dodała jeszcze, chcąc być pewna, że dobrze rozumie. Odkąd matka opowiadała jej o tych wszystkich rzeczach minęło sporo czasu i Rosa nie mogła być pewna, że zapamiętała wszystko z tego, a jeśli nawet, to czy coś jej się nie pomyliło w procesie. Nie ma co, ale ta rozmowa z rzeczną znajomą bardzo ją zaangażowała, bardziej niż zwykle. Nie często też spotykała koty, z którymi udawało jej się rozmawiać na tematy, które ją wystarczająco interesowały. Właściwie to prawie nigdy tak się nie działo. Tak więc obydwie kotki doświadczały ponadstandardowej konwersacji, co było całkiem miłe w odczuciu Rosy.
- Mhm, dokładnie. Kociaki są mianowane na terminatorów, a ci, po ukończeniu treningu, na wojowników. - zaczęła wyjaśnienia od tej części, wywracając kolejność do góry nogami. Może nie powinna opowiadać kremowej aż tyle o klanowych zwyczajach i strukturach? Ale Kosowa Pieśń chyba nie miałaby jej tego za złe? Rosa i tak zmierzała w stronę Klanu Cienia, dobrze by było, gdyby nie szła z wiedzą bliską zera na te tematy. Mogło jej to ułatwić życie, a Karasiowa Ość nie widziała możliwości wykorzystania tych informacji na szkodę Klanu Rzeki, więc chyba nie robiła nic złego? Tak sobie to argumentowała.
- Wszyscy terminatorzy jako drugi człon mają słowo Łapa. Nie mam pojęcia dlaczego akurat to słowo, ale właśnie tak to wygląda. Zwykle to jest połączenie z kocięcym imieniem. Na przykład... na przykład Agrest została Agrestową Łapą. Albo jak masz Szerszenia to po mianowaniu na terminatora został Szerszeniową Łapą. Czasem jest to zupełnie nowe imię, ogólnie zależy od fantazji przywódcy.
xx— Hm — zamruczała na znak, że zrozumiała. Kociak, terminator i wojownik. A żeby zostać wojownikiem, trzeba ukończyć trening. Czy matka opowiadała jej coś o treningu? Nie była pewna. — Na czym polega taki trening? — zapytała, pochłonięta rozmową i tym tematem. Nawet nie myślała już, czy powinna o coś pytać, czy powinna w ogóle się odzywać, po prostu była ciekawa i chciała znać odpowiedzi na swoje wątpliwości. Można powiedzieć, że czuła się w towarzystwie Karasiowej Ości dość... swobodnie. xx— Łapa... — powtórzyła po rzecznej kocicy, sama zastanawiając się nad sensem takiego imienia. Doszła jednak do wniosku, że chyba nie warto szukać jakiegoś znaczenia, bo pewnie i tak go nie znajdzie. Tym bardziej, że nawet sama Ość go nie znała. Zatrzymała się na moment myślami nad słowem "przywódca", próbując dokopać się do posiadanych informacji we wspomnieniach. Chyba słyszała coś o przywódcy. Albo o dwóch? Albo może o przywódcy i jakimś jego pomocniku? Nie była pewna. xx— A ten przywódca... kim on jest? — spytała, zerkając na popielatą. Chyba taki przywódca rządził kotami w klanie, a jeśli tak, to w jaki sposób? Co dokładnie robił? Jak działał w ogóle taki klan? Tyle pytań!
Zakołysała wyżej gąsienicowatym ogonem, szukając odpowiednich słów do opisania treningu. Nie chciała przynudzać obszernym opisem, więc musiała zebrać prawie pół swojego życia w dwa zdania na krzyż. No, może mniej niż pół, tylko część z Czereśniową Gałązką zaliczała jako prawdziwy trening.
... więc koniec końców zamiast na własnych doświadczeniach, skupiła się na ogólnych informacjach.
- Przede wszystkim na nauce o Kodeksie, rangach. Ale to też poznawanie terenów klanowych, nauka walki i polowania. Nie wydaje się tego jakoś dużo, ale w praktyce łatwo nie jest, trochę to zajmuje. - wyjaśniła ostatecznie. Osobiście najmilej wspominała poznawanie terenów klanowych z szylkretką, które zdarzało jej się czasem traktować jako zwykłe spacerki, a nie ścisły trening. Miłe czasy, tęskniła za nimi. Tak samo jak za mistrzynią, chociaż bez pretekstu treningu nie byłaby już w stanie z nią rozmawiać.
Kolejne pytanie ją nieco... zbiło z tropu. Obrzuciła Rosę krótkim, pytającym spojrzeniem, nim na powrót zwróciła łeb w stronę ścieżki, którą szła. W oddali już było czuć zapach rzeki. - Przywódca to no... przywódca... co masz na myśli?
xxW tym momencie rozmowy każda nowa wypowiedź rzecznej wojowniczki generowała coraz więcej nowych pytań ze strony Rosy, która słyszała niektóre słowa pierwszy raz w życiu i próbowała zrozumieć to, co do niej docierało. xx— Czym jest Kodeks? — była pewna, że ani razu nie słyszała tego słowa i nie miała pojęcia, co ono oznaczało. Rangi to pewnie były terminatorzy, wojownicy i w ogóle. Poznawanie terenów, walka i polowanie. Te dwa ostatnie przypominały Rosie nauki, jakie udzielała jej matka, gdy była młodsza. Być może miała swojego rodzaju trening? To by było ciekawe. xxZawahała się na moment, gdy Karasiowa Ość poinformowała ją, że nie do końca rozumie pytanie. Musiała wyrazić się nieco jaśniej. Spięła nieco ciało. xx— W sensie, co on robi? Rządzi innymi, tak? W jaki sposób? — doprecyzowała jak tylko mogła, mając nadzieję, że tym razem dostanie klarowną odpowiedź. Uwagę od rozmowy odwróciła woń, którą samotniczka wyczuła w tamtym momencie. Czuła wilgoć i taki charakterystyczny zapach wodnych stworzeń i roślin. Czyżby rzeka? Jeśli tak, to oznaczało to, że zbliżają się do granicy z Klanem Wichru. Wiązało się to też z końcem rozmowy pomiędzy nią a Karasiową Ością. Rosa nie chciała się żegnać, chciała dalej dowiadywać się nowych rzeczy, popielata kotka była sympatyczna i rozmowa z nią była przyjemna i bezbolesna. Może jeszcze kiedyś się spotkają? Ciekawe, czy rzeczna wojowniczka w ogóle odczuwała to samo w stosunku do Rosy, czy może tak na prawdę jej nie lubiła i nie będzie chciała nigdy więcej widzieć jej na oczy? Chyba nie... gdyby tak było, to nie zgodziłaby jej się pomóc. Chyba, że była zmęczona tyloma pytaniami kremowofutrej i nie mogła się doczekać, aż w końcu ich drogi się rozejdą?
- Kodeks to taki, hm, zbiór zasad? Nazywany jest Kodeksem Wojownika, chociaż dotyczy wszystkich kotów w Klanie, niezależnie od rangi. No, może za wyjątkiem kociąt, ale to ze względu na wiek. - zamyśliła na moment - Podobno koty, które go nie przestrzegają nie trafią do Gwiezdnego Klanu po śmierci. Ale Kodeks jest bardziej po to by Klan działał sprawniej, wiesz, zasady o tym, że terminator musi najpierw nakarmić starszyznę nim sam będzie mógł zjeść, że kocię musi skończyć sześć księżyców nim zostanie terminatorem, takie rzeczy. Ale też takie oczywistości jak to, że trzeba codziennie sprawdzać granice, zbędne zabijanie przeciwników jest niemiłe porządnym kotom, a także że zwierzyna na terenach innych klanów jest nietykalna.
Prychnęła cicho. Im dłużej chodziła po świecie tym bardziej sztuczny jej się ten Kodeks wydawał. Niepraktyczny. Miejscami uwłaczający.
- A, no to tak. Rządzi innymi, podejmuje decyzje, reprezentuje Klan. Przeprowadza ceremonie, mianuje terminatorów i wojowników. Ogólnie po prostu to najważniejszy kot w Klanie, a jego słowo jest prawem. No, chyba że jego rozkazy będą zupełnie bezsensowne, albo sprzeczne z Kodeksem, wtedy wskazany jest sprzeciw. - a przynajmniej tak była młoda Karaś uczona. Nie wiedziała jednak co jeszcze dodać do wyjaśnień, nie miała pojęcia czy to w ogóle odpowiadało na pytanie jak rządzi.
Szare uszy powędrowały do przodu, gdy dotarł do nich okazjonalny plusk ryby, która zbliżyła się zbytnio do tafli wody. Zdecydowanie rzeka była już coraz bliżej, tak samo jak koniec ich wspólnej wędrówki. Szybko zeszło, coś za szybko. Karasiowa Ość nie chciała jeszcze wracać do szarości wojowniczego życia, więc zdecydowała nie komentować niczego. Podprowadzi Rosę pod sam brzeg rzeki.
xxZbiór zasad. Tym był ten Kodeks Wojownika. Jakie zasady mogły znajdować się w takim kodeksie? Uwagę Rosy zwrócił Gwiezdny Klan. Co to takiego? Jeszcze jeden klan? Ale że po śmierci się do niego trafia? Huh? Klan dla trupów? Samotniczka postanowiła jednak nie wcinać się Ości w słowo i poczekała, aż ta skończy tłumaczyć, słuchając uważnie. Dostała mniej więcej odpowiedź na wcześniejsze pytania dotyczące tych zasad w Kodeksie. Służyły, aby trzymać klan w porządku. W sumie miało sens, a przynajmniej ta część, jaką podzieliła się z nią rzeczna wojowniczka. xx— A Gwiezdny Klan? Czy to jakieś... miejsce pochówku? — spytała, nie będąc pewna, czy rozumuje w dobrym kierunku. Może zasłużone koty trafiały po śmierci na specjalne miejsce wśród innych zasłużonych kotów, a pozostałe... były chowane gdzieś indziej? To jedyne pomysły, jakie przychodziły jej do głowy. Miała nadzieję, że Karasiowa Ość jej to wytłumaczy. xxSłuchając kolejnych słów popielatej, próbowała wykreować sobie w myślach taką postać przywódcy. Kieruje wszystkimi, podejmuje decyzje, najważniejszy kot w klanie. Zastanawiała ją kwestia tego, że słowo takiego przywódcy jest prawem. Władza absolutna? Ciekawy koncept, aby jeden kot kierował grupą wielu innych. Jednak jego słowo można podważyć. To dobrze. Przecież chyba nie możliwe jest, aby każdy członek klanu zgadzał się ze wszystkim, co robi przywódca, prawda? xx— Czy taki przywódca wybierany jest przez klan? I co się dzieje, jeśli potem klan nie chce już danego kota jako przywódcy? — zapytała, intensywnie wpatrując się w rzeczną kocicię. Również i uszy Rosy zastrzygły w kierunku, z którego dobiegł je plusk wody. Były coraz bliżej, jednak popielata nic nie mówiła na ten temat, więc kremowofutra również nie zamierzała. W końcu nie znała zupełnie tych terenów, może to była jakaś inna rzeka albo zbiornik wody po drodze, kto wie.
- No... nie do końca. - odparła. Żeby nie powiedzieć od razu, że zupełnie nie tak. - To bardziej taka... hmm... obietnica. Że jak będziesz dobrym kotem za życia to po śmierci trafisz do Gwiezdnego Klanu, będziesz już zawsze szczęśliwa i inne takie. Gwiezdny Klan to zmarli przodkowie, którzy teraz obserwują poczynania żywych, w teorii mają nam pomagać, ale tego nie idzie zwykle odczuć. - machnęła ogonem. Gdyby nie nawiedził jej we śnie duch zmarłego brata to by jej wiara w Gwiezdny Klan była ujemna. W obecnej sytuacji jedynie oscylowała w okolicach zera. Jasne, mogła uwierzyć, że koty po śmierci nie znikają, ale ciężko było przypisać Gwiezdnym jakąś znaczącą rolę. - A no i przeciwieństwem Gwiezdnego Klanu jest Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Wiesz, dla złych kotów, wieczne potępienie i samotność.
I prawdopodobnie tam właśnie Ość trafi, gdy już ją zmiecie z tego świata. Nie było szans żeby na Srebrną Skórkę wpuszczali takie pasożyty jak ona.
- A widzisz, to zabawna sprawa. Gwiezdny Klan wybiera przywódcę. Znaczy w zasadzie to działa tak, że jest przywódca i wybrany przes niego zastępca, przywódca umiera, zastępca wskakuje na stołek i dobiera sobie swojego nowego zastępcę. Ale oficjalnie to Gwiezdny Klan musi zaakceptować przywódcę z tego co pamiętam. - pokręciła łbem - A co do tej sytuacji... nie mam pojęcia. Wiesz, z reguły przywódcy są lubiani i nikt się nie buntuje. Nie interesowałam się nigdy tym co by było w przeciwnym razie.
Niewiele później rzeka pojawiła się w zasięgu wzroku, a na szarym czole zawitała zamyślona zmarszczka. Nie ma chyba co przeciągać, nie ma co zwalniać tempa, ale twardo jeszcze nic nie mówiła.
Zaprowadzi. Aż. Do. Brzegu.
xxRosa uważnie słuchała wypowiedzi rzecznej wojowniczki, próbując zrozumieć, czy był ten Gwiezdny Klan. Obietnica. Zmarli przodkowie. Kremowofutra nigdy wcześniej nie brała pod uwagę możliwości, że cokolwiek może się dziać z kotem po śmierci. Ot umiera i już. Smutne, ale takie było życie. Znikało razem z biciem serca. Tymczasem Ość opowiadała jej o tym, że po śmierci coś jeszcze jest. Rosie trudno było to pojąć. Nie odpowiadała na początku nic, próbując przetrawić nowe informacje. Słowa o miejscu przeciwnym do Gwiezdnego Klanu przyprawiły ją o niewygodne uczucie. xx— Ah, czyli dobry kot to taki, co przestrzega zasad klanowych, tak? A zły to taki, co ich nie przestrzega? Czy na czym to polega? — spytała, badając nowy temat, który nie do końca jej się podobał. W ogóle z jakiej racji ktoś ma decydować o tym, czy jakiś kot jest dobry czy nie? Co w ogóle oznaczają te słowa? Według Pustułki koty nie były raczej ani dobre ani złe, wiadomo, bywały niektóre, co wykazywały się wyjątkową wredotą, ale czy to od razu skazywało je na potępienie? Chyba potrzebowała wyjaśnień, bo ewidentnie czegoś tu nie pojmowała. xxPrzechyliła lekko głowę, gdy popielata tłumaczyła jej kolejne zagadnienia. Przywódcę wybiera niby poprzedni przywódca, ale jednak Gwiezdny Klan. Pogmatwane to i mało zrozumiałe. Dobrze przynajmniej, że zwykle przywódcy są lubiani przez klan, a przynajmniej tak twierdziła Karasiowa Ość. xx— W jaki sposób ten Gwiezdny Klan akceptuje przywódcę? Przecież to martwe koty... — jedno że martwe, drugie że Rosa nadal nie rozumiała, w jaki sposób miał działać ten Gwiezdny Klan i życie po śmierci. Gdy dostrzegła taflę wody, zerknęła na rzeczną wojowniczkę, która wciąż nic nie wspominała o końcu ich podróży. Koryto rzeki, jakie się przed nimi malowało, zdecydowanie wyglądało jak granica, jaką opisywała Ość. xx— To ta rzeka? — spytała po chwili.