Mistrz: Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Gronostajowy Krok [*] Ojciec: Kusowąsy [*] Trwałe urazy: rozległa blizna na prawej pięcie
Ogromna, klasycznie pręgowana bura kotka z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi i palcach, o bladozłotych oczach. Nieco zgarbiona, zawsze z nonszalancko potarganym futrem.
wesolutka i milutka
złoty pysk [kw], artemis [p]
Szyszka, jak mało kto, wiedziała jak to jest babrać się w błocie. Jako kociak, jeszcze na starych terenach uwielbiała się taplać w błocie, oczywiście Gronostajowy Krok nie była z takiego sposobu spędzania wolnego czasu zadowolona, ale przeznaczenia nie dało się ominąć - bura była bagiennym potworkiem i nie dało się tego ukryć. Losu nie oszukasz! Co prawda, to nie była zabawa w błocie, tylko raczej niefortunny wypadek, ale jakie Kusa miała szczęście, że akurat znalazł się przy niej błotny specjalista z doktoratem w dziedzinie mokrej i zimnej, ziemistej mazi.
Zaśmiała się na słowa kotki, ciesząc się, że córka nie bierze tego do siebie i jest w stanie śmiać się z takich małych potknięć. Podstawą wesołego życia był śmiech i dystans. Gdyby ktoś chciał się przejmować tym, że nie jest idealny, to tylko całe życie by się smucił - bo nikt nie jest idealny i to jest super. - Będzie dobrze, zaraz pewnie przestanie - uśmiechnęła się i zmrużyła lekko oczy. Do wesela się zagoi.
- Tak, znaczy... nie. Chciałam zapolować po patrolu, ale jakoś się rozkojarzyłam i zapomniałam o tym, że miałam szukać zwierzyny - zaśmiała się nerwowo, tłumacząc Wierzbowej Łapie jak się tu znalazła. Wstyd się przyznać, że pół dnia szwendała się po granicach i jak gdyby nigdy nic śmiała się do rozpuku z trzema innymi wojowniczkami. Lepiej, żeby Kusa nie brała z niej przykładu. - A ty, co tu robisz sama? Samotny spacerek? - zapytała jeszcze, szczerze ciekawa, gdzie wywiewa jej córkę po tym, jak odhaczy ze swojej listy wszystkie obowiązki na dzień.
- Postaraj się strzepać jak najwięcej błota, tyle ile ci się tylko uda. Resztę trzeba będzie zostawić - łatwiej będzie to doczyścić, gdy już zaschnie - powiedziała, widząc grymas na pyszczku córki. Jako ekspert w sprawach błotnych, Szyszka serio znała się na rzeczy. Biorąc pod uwagę, że Kusa miała krótkie futerko, na pewno z doprowadzeniem się do ładu nie będzie musiała jakoś długo się męczyć.
saraiprontoperlottare percercaresemprelalibertà eandareunpassopiùavanti, esseresemprevero spiegarecosa è ilcolore achivedebiancoenero
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
Nerwowy głos Szyszki poruszył Kusą. A czym tam się wojowniczka przejmowała! Nie ma czym, naprawdę. Czasami można się rozkojarzyć i po prostu spacerować, zamiast szukać zwierzyny. Szczerze powiedziawszy, Kusej zdarzało się to... Dosyć często, odkąd zaczęła wychodzić na polowania samotnie. Na szczęście zazwyczaj udawało jej się w porę ogarnąć i rzeczywiście zacząć robić to, co do niej należy. A... Nawet jeśli nie wyszło to mogła wytłumaczyć się, że nie potrafiła nic wytropić, prawda? W końcu nie jest żadnym doświadczonym łowcą, a terminatorką, która dopiero co nauczyła się polować. Chyba... Chyba ma jeszcze taryfę ulgową.
- Tak. Spacerowałam i... Nic więcej. - I w sumie było to prawdą. Podczas spaceru zastanawiała się nad spotkaniem ze Szkiełkiem, którego dopiero co się odbyło! Wszystko, co tam usłyszała było tajemnicze, lekko niezrozumiałe i nie zdążyła jeszcze tego rozwikłać. Czy Szyszka mogłaby jej pomóc? Pewnie tak. W końcu jest taka mądra i duża, pewnie udzieliłaby kilku ważnych rad. Z tym, że Kusa nie była pewna, czy powinna opiekunce mówić o tym spotkaniu. Czy nie dostałaby wtedy po uszach? Bo przecież ta wycieczka była niebezpieczna! Coś mogło jej się stać. Jej i Traszce, jednak wizja, że ucierpiałby rudzielec wydawała się być szylkretce bardziej zła niż jakby ucierpiała ona.
- A może... Mam pomysł. Potrafisz pływać? - zapytała, patrząc niepewnie na burą. Jeśli by się okazało, że Szyszka posiada tą trudną i niezbadaną przez wichrzaków umiejętność, mogłaby nauczyć Kusą. Poźniej w taki sposób koteczka mogłaby pozbyć się błota. Taki miała plan.
Mistrz: Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Gronostajowy Krok [*] Ojciec: Kusowąsy [*] Trwałe urazy: rozległa blizna na prawej pięcie
Ogromna, klasycznie pręgowana bura kotka z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi i palcach, o bladozłotych oczach. Nieco zgarbiona, zawsze z nonszalancko potarganym futrem.
wesolutka i milutka
złoty pysk [kw], artemis [p]
Z roztrzepania wypadałoby kiedyś wyrosnąć - na przykładzie Szyszkowego Ogona można jednak zobaczyć, że nie w każdym przypadku jest to możliwe. Roztrzepanie czasami ma się w krwi i pozbycie się go wymaga ogromnego uporu i samozaparcia. Na szczęście, Szyszka była zbyt zabiegana, żeby przejmować się takimi głupotami. Wychodziła z założenia, że życie jest za krótkie, żeby brać je cały czas zupełnie na poważnie. Bura zaczęła to zaważać jeszcze bardziej po tym, gdy cały obieg pór spędziła uwięziona u dwunogów. Nie zamierzała zmarnować szansy na przeżycie życia na całego po tym, gdy dostała szansę od losu na ucieczkę. Skinęła głową i uśmiechnęła się na odpowiedź Kusej.
- W porządku. Czasem każdemu potrzeba chwila sam na sam z naturą... A zwłaszcza taki bliski kontakt z ziemią - zaśmiała się, mając nadzieję, że szylkretka się nie obrazi za takie żarty! Nie był to wszakże żart mający na celu urażenie kotki, a zwykłe pośmianie się z sytuacji. Jakby Szyszka płakała za każdym razem, kiedy się przewróciła albo zaryła pyskiem w błoto, to raczej w jej życiu nie miałaby już czasu na śmiech! Dlatego lepiej się wywalić, pośmiać i lecieć dalej z uśmiechem na pysku! Przynajmniej taki styl życia zapewniał odpowiednią ilość radości i pozytywnej energii.
- Wiesz, bardzo bym chciała teraz powiedzieć, że umiem i mogę cię nauczyć, ale niestety nigdy się nie nauczyłam pływać - odpowiedziała, nieco zasmucona faktem, że musi rozczarować Wierzbową Łapę. Chciała jej pokazać wszystko, co ją tylko zaciekawi, jednak nie sądziła, że zostanie kiedyś poproszona o pochwalenie się umiejętnościami pływackimi. - Muszę się przyznać do całkiem wstydliwej rzeczy. Boję się wody. Ale to tak okrutnie, strasznie się jej boję! Jak wracałam do Klanu, to musiałam przeskoczyć Czarny Ogon - im dłużej się na niego patrzyłam, tym bardziej się on rozszerzał i rozszerzał! Musiałam trochę tam siedzieć, zanim się zebrałam na odwagę i przeskoczyłam. A Czarny Ogon nie jest przecież wcale taki szeroki! - zaśmiała się, wreszcie wyrzucając to z siebie. Może trochę podkolorowała historię o powrocie do Klanu, ale było mniej więcej tak, o! Wstydziła się tego od dawna, bo jak to tak! Wielki wojownik, a boi się wody? Z tego też powodu wolała działać na lądzie, ewentualnie w gęstszych substancjach. Na przykład w błocie!
saraiprontoperlottare percercaresemprelalibertà eandareunpassopiùavanti, esseresemprevero spiegarecosa è ilcolore achivedebiancoenero
Księżyce: 43 Mistrz: Szyszkowy Ogon [*] Płeć: kotka Matka: Szyszkowy Ogon [*] Ojciec: ? Partner: Byłoby super, kiedyś coś może Trwałe urazy: długa blizna przecinająca grzbiet, blizna ciągnąca się od prawego ucha do nosa
Niewielka i drobna, aczkolwiek szczupła czarno-ruda szylkretka o niecodziennym, egzotycznym wyglądzie; rex kornwalijski. Lewa strona twarzy ruda, natomiast prawa w całości czarna. Lewe oko niebieskie, a prawe zielone. Wibrysy dość krótkie i sterczące na wszystkie strony. Na szyi i brodzie ma białą łatę.
Pobyt na osiedlu wpłynął również na jej charakter, ale… Nie przesadnie. Bo wciąż jest miłą, wrażliwą koteczką, którą nie tylko łatwo zawstydzić, ale również w sobie rozkochać. Stała się nieco twardsza i nauczyła się, że w życiu można liczyć tylko na siebie, ale… Tak właściwie od zawsze była samodzielna, więc niewiele się pod tym względem zmieniło. Podobnie z jej cierpliwością. Niełatwo ją zdenerwować, bo granice jej cierpliwości są naprawdę duże, jednak gdy zostaną przekroczone, nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Szylkretka bowiem nigdy nie skłania się do przemocy i obrażania innych. Negatywne emocje po prostu chowa w sobie. Zdecydowanie mniej chętnie pomaga innym, szczególnie obcym, bo stała się ciut bardziej podejrzliwa. Mimo to, ciągle jest podatna na manipulacje, bo nie zawsze potrafi się zorientować, że jest wykorzystywana. Na szczęście zrobiła się asertywna, a nawet i odważna, więc potrafi powiedzieć stanowcze “nie”, gdy coś jej się nie spodoba. A zasady? Przestrzega je, chyba, że są skrajnie niezgodne z jej poglądami. W przeciwnym wypadku robi to, co jej każą, bo nie uważa się za odpowiednią do podejmowania ważnych decyzji. Chociaż… Będąc samotniczką tylko ona jest kowalem własnego losu. A właśnie, samotność. Nauczyła się z nią żyć, ale wcale tego nie lubi. To raczej przyzwyczajenie, do którego była zmuszona. I ceną tego jest fakt, że wyciszyła i “wycofała” się. Z jednej strony nie jest taka rozmowna i towarzyska jak dawniej. Gdy nie ma powodu, zazwyczaj nie rozpoczyna rozmowy z drugim kotem. Z drugiej strony jednak chciałaby mieć wokół siebie grupkę przyjaciół, których… Znalezienie przychodzi jej z trudnością. Ale to nie żadna nowość, bo przecież nawet będąc w klanie miała z tym problemy. Różnicą jest to, że wtedy wynikało to raczej z nieśmiałości, której pozbyła się całkowicie.
Przestała chodzić z głową w chmurach i z marzycielki stała się zorganizowaną, lubiącą porządek realistką. Wrażliwość na naturę i otaczający ją świat zniknęła. Rzadko się zamyśla, nie jest ciekawa świata, ani przesadnie kreatywna. Ale na jej twarzy wciąż gości wesoły uśmiech, a w głowie pojawiają się radosne myśli. I zawsze jest pełna energii oraz zmotywowana do działania. Lubi wyzwania, ale nie rywalizację. Dużo oczekuje od siebie, a od innych, wręcz przeciwnie.
Na pewno na dobre wyszło jej to, że nauczyła się unikać, albo rzadziej, radzić sobie ze stresem, który… Na osiedlu był codziennością. Język jej się nie plącze, łapy nie drżą, a ciało nie spina. Podniosła swoją samoocenę, a pomogły jej w tym koty oraz dwunożni, których spotykała na swojej drodze. Zrozumiała, że jej kręcone futro i niecodzienna twarz nie są przekleństwem, a darem, który… Można sprytnie wykorzystać. Ale nie uważa się za lepszą od innych. Opinia innych, ale tylko nieznajomych, zdaje się spływać po niej jak po kaczce. Dlaczego tylko zdaje? Ano, bo sama mówi sobie, że się nią nie przejmuje, jednak… Wiadomo jak to jest. Tak naprawdę ta jej przemiana może być twardą skorupą albo maską, którą stworzyło osiedle. Bo czy koty mogą się zmienić?
Karaczan [KG], Cytrynka [KC] i reszta bandy
- Masz rację, od czasu do czasu to jest potrzebne. - Kilkakrotnie pokiwała głową, chcąc przyznać Szyszce rację. Jejku, jaka ona mądra, jaka zabawna! Jej słowa w ogóle nie uraziły pstrokatej, a raczej sprawiły, że ta zaśmiała się, aby później na jej twarz wstąpił szeroki uśmiech. Gdyby była tutaj sama, zapewne ogarnęłaby ją wielka wściekłość przez to, co się stało. Kto wie, być może nawet zaczęłaby wyrywać sobie kępki futra, dochodząc do wniosku, że gdy całkowicie ołysieje, będzie jej... Łatwiej, przynajmniej dopóki nie nadejdzie Pora Nagich Drzew. Wtedy mogłaby umrzeć z zimna. Zapewne reszta klanu zastałaby ją, nieruchomą, zakutą w lodową kostkę, tak jak zazwyczaj przedstawia się to w kreskówkach. Potem wystarczyłoby jedynie wziąć młotek, lekko stuknąć w niektórych miejscach i proszę! Lód magicznie się skruszył, uwalniając uwięziony wewnątrz niego organizm. Gdyby wszystko było takie proste...
Ogonek terminatorki zadrżał z ciekawości, gdy ta usłyszała, że Szyszka musi jej się do czegoś przyznać. Czegoś bardzo wstydliwego. Co to mogło być? Gdy tylko się dowiedziała, otworzyła buzię z zaskoczenia. Nie wiedziała co ma powiedzieć! Szyszka boi się wody? Naprawdę? Przecież nie ma czego! Woda jest taka przyjemna, tak sobie faluje i płynie. Jest nieszkodliwa, naprawdę!
- Wody się nie trzeba bać, woda jest przyjazna! Można się w niej utopić, to prawda, ale... Nie wszędzie. Są przecież kałuże, myślałam, że każdy je lubi - powiedziała i nawet gdyby starała się utrzymać powagę, nie byłaby w stanie. Z resztą, skoro wojowniczka śmiała się ze swojego strachu, to... Kusej chyba też wolno? Nie sądziła, by miałby to być obraźliwe, więc również się zaśmiała. - Ale spokojnie, nikomu o tym nie powiem, możesz czuć się bezpiecznie - zapewniła, gdy nieco się uspokoiła. Postanowiła nie brać przykładu z Deszczowej Pogody i zamiast pochwalić się innym sekretem opiekunki, wolała zachować go tylko dla siebie. Właśnie tak postępuje dobry wojownik!
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Życie Antylopy było pełne niespodzianek.
W pewnym momencie trafiła do tego... całego Klanu Wichru, od razu pod skrzydła Szyszkowego Ogona, która później zaniemogła, oddając jej trening. Komarze Skrzydło... nie był najgorszy, ba, szylkretka cieszyła się, że nie pozostała długo bez mistrza po tym, jak jej treningi spóźniały się, a czasem nawet nie odbywały. Czuła po prostu... że potrzebowała jeszcze dłuższej chwili, by przyzwyczaić się do postaci białego kocura.
Wyszła na spacer, tym razem trzymając się wyznaczonych granic Wichru. Nie ciągnęło jej póki co na dłuższe wypady, z jednej strony obawiając się, co mogłoby się wydarzyć, gdyby syn Paprociowego Pyłu nakrył ją na tym. Tak, jak jej poprzednia mistrzyni nie zauważała tego, a orientalna kotka prędko uciekała przed wzrokiem innych... tak nie wiedziała, czy przypadkiem młodszy Komar nie dostrzeże jej tyłka daleko na Ziemiach Niczyich.
Próbowała uczyć się też na własną łapę, spacerując z innymi podczas patroli i poznając granicę. Dlatego tym razem wybrała się na granicę z... Klanem Rzeki? To chyba powinno być to. Z jednej strony spodziewała się kogoś spotkać, z pewnością rzeczne koty również pilnują swoich granic, tak samo jak wichrzacy. A z drugiej... no, byłaby zaskoczona, gdyby rzeczywiście nikogo nie spotkała.
Szła powoli, z głową podniesioną wysoko do góry i z biczowatym ogonem falującym delikatnie w powietrzu. Miała dobry humor, a jej mięśnie były rozluźnione. Chyba powoli zaczynała dojrzewać do bycia częścią klanu.
//anonek eoeoe
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Zapuszczanie się głębiej w tereny Klanu Rzeki, albo nawet przekraczanie jego granic do tej pory dla Czarnej Łapy wiązało się jedynie z przyjemnościami, Wilczą Łapą i Tundrą. Zrozumiał także, że nie były przypadkowe. Zarówno jedna, jak i druga kotka nie błąkały się przy Klanie Rzeki bez celu, szukały. A on na te poszukiwania odpowiadał. Zdarzało mu się więc patrolować granice właśnie po to, by umożliwić kolejne spotkania. Szczególnie granicę z Klanem Wichru, bo ten, zgodnie z zapowiedziami Ćmiej Gwiazdy, miał mieć w swoim składzie najpiękniejsze kotki w całym lesie.
Ale granice mu nie wystarczały. On nie chciał czekać, tak jak czekała poczwara Wilcza Łapa. Chciał brać, dlatego przekraczał granice tak, jakby go nie obowiązywały. Niezbyt często i niezbyt daleko, żeby nie pozostawiać po sobie zbyt wyraźnych śladów. Nie chciał zwracać na siebie uwagi całego Klanu.
Maskował swój zapach kwiatami. Preferował konwalie rosnące w obozie, których interesującą woń odkrył, gdy leżał wśród nich z Mętną Łapą. Była głęboka, dusząca, wdzierała się do nozdrzy i wypełniała je całkowicie. Przekraczała granice, zupełnie tak, jak on robił to teraz. Odpowiadała mu ta subtelna ekspansja, wkraczanie do czyjejś przestrzeni na tak podstawowym poziomie, jak interakcja z zapachem. Woń obcego Klanu była czymś jawnie wrogim. Ciężej byłoby wzbraniać się przed zapachem kwiatów. Kwiaty nie stanowiły zagrożenia.
Zobaczył Antylopią Łapę z daleka. Nie kryła się, nie bała, eksplorowała. Podobało mu się to, nawet jeśli miałoby być przejawem nieostrożności lub naiwności. Podchodził powoli, delikatnie stawiając łapy na grząskiej ziemi, dzisiaj nie chciał ich ubrudzić. Nie przy niej.
Bo Antylopia Łapa była ładna.
Ćma Gwiazda mówiła prawdę.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Tereny Klanu Wichru... przypominały jej o wielu rzeczach, jak i również pozwalały szylkretce na momenty melancholii, które otaczały ją, gdy spacerowała spokojnym krokiem. Czasami szła za wojownikami na patrolu, specjalnie zwalniając z lekka, by móc rozmyślać nad... swoim życiem? Swoim istnieniem? Nie wiedziała, w którym momencie bliska zaczynała być dwudziestu księżycy na karku, czasami wciąż czując się, jakoby była tym ledwo podrośniętym kociakiem, który stał przed Wężowym Błyskiem. Który stał i trząsł się jak ryba wyrzucona na brzeg, ledwo wyduszając z siebie słowa.
Przedłużający się trening, zmiany mistrza sprawiały, że Antylopa czuła, jakby teraz utknęła w jednym miejscu. Nie ruszając się ani w przód, ani w tył - pozostając w nicości, która ogarniała czasem ją całą. Jej edukacja nie szła najlepiej, mimo wielu spotkań z samotnikami, którzy często byli paręnaście księżycy starsi od niej, co jednoznaczne było z większą wiedzą. Terminatorka Komarzego Skrzydła jednak tkwiła wciąż w tym samym miejscu, zastanawiając się, czy tak naprawdę... coś nadejdzie po tym wszystkim.
Gdy podniosła głowę, dostrzegła zbliżającą się sylwetkę, na co jej ciało mimowolnie zareagowało spięciem mięśni. Nie spotkała jeszcze... rzecznego kota, jeśli to była akurat ta granica. Zastrzygła dużym uchem i postarała się rozluźnić, jednocześnie prostując się i mrugając dwukolorowymi ślepiami. W końcu jednak skinęła nieznajomemu głową, samej pozostając w tym samym miejscu, w którym przystanęła, oczekując rozwinięcia sytuacji.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Przyjazna jest. I – Och! – jaka śliczna.
Nie spodziewał się, że aż tak otwarcie do niego podejdzie. Zmierzał prosto z terenów Klanu Rzeki. Pachniał Rzeką. Był rzeczniakiem, kotem z wrogiego Klanu. A ona witała go kiwnięciem smukłej główki, tak jakby był kolegą. Brakowało tylko uśmiechu. I podejścia troszkę bliżej, bo zatrzymała się, wyraźnie się go bała.
Nie chciał wzbudzać strachu, przeciwnie, dlatego uśmiechnął się do niej, ślicznie, promiennie, uniósł przyjaźnie ogon do góry, rozluźnił postawę. Szedł w jej stronę balansując na długich łapach – ładnie. Starał się wyglądać pociągająco.
– Dzień dobry! – przywitał się miłym głosem, zatrzymując się na kilka kroków przed nią, żeby nie zbliżyć się zanadto, bo widział jak spinała mięśnie – Pierwszy raz jestem na terenach Klanu Wichru. Oprowadzisz mnie? – zapytał, wciąż z tym samym uśmiechem.
Czy wiedziała, że nie powinien tutaj być? Wcześniej nie planował zwiedzać. Teraz jednak, kiedy spostrzegł, że nie powinien próbować wtargnąć w jej przestrzeń osobistą, postanowił wedrzeć się w inną prywatną strefę. Sprawić, żeby dopuściła go do siebie, w ten, czy inny sposób. Przyjazne, otwarte nastawienie, granie naiwności i prostoty, miało mu to umożliwić.
Atletycznej budowy, chuda, jak i dosyć koścista i wysoka, orientalna kotka o krótkiej sierści. Jej ciało pokrywa czarno-rudo-białe futro, z czego czerń przeważa w tych kolorach, przenikając jednak poprzez rudy kolor, na którym widoczne jest pręgowanie tygrysie. Morda kotki jest z lekka wydłużona, dość trójkątna oraz o pstrokatych barwach, z różowym noskiem a nad nim osadzone są dwukolorowe ślepia - jej prawe zostało w swej kocięcej, błękitnej barwie, zaś drugie zyskało kolor wiosennej trawy, soczyście zielone. Wyróżniającym ją punktem są jej uszy, szpiczaste. Od wysokości oczu, do pyszczka poprzez gardło aż do brzucha oraz łap ciągnie się biały kolor, sprawiając wrażenie, że czerń i rudy otulają kotkę jak płaszcz. Łapy są białe, jednak dostrzec na nich można pionowe plamy w kolorze czarnym, które układają się na ich przodzie. Długi ogon, nie ma na sobie białego koloru, będąc w większości pokryty czernią, mając rude prześwity.
Zmieniła się przez księżyce przebywania w klanie, ucząc się wielu emocji i okazując po sobie więcej, niż samą nieśmiałość. Stała się pewniejsza siebie, choć wciąż nie jest typem, który krzyczałby przy każdej okazji. Przestała bać się odzywać, powoli zaczynając uczyć się stawiać na swoim i być asertywną, często te uczucia mając po prostu napędzane irytacją, która zaczęła jej towarzyszyć. Mówi pewnie lecz spokojnie, pozbywając się nawyku jąkania, który teraz zanikł w jej mowie. Jest ciekawa świata i zrobi wszystko, chociażby na własną łapę, by zdobyć intrygującą ją wiedzę i mieć możliwość poszerzenia swoich horyzontów. Nie przepada za rutyną, potrzebując przypływów emocji, które obudziłyby ją z braku większych odczuć, nie będąc związanymi z jej nerwowowością, który doskwierał jej wcześniej.
Czy Rzeczniacy byli dla niej wrodzy? Nie, raczej nie. A przynajmniej nie zdawała sobie sprawy z napiętych stosunków między dwójką klanów, mając zdecydowane braki wiedzy, jeśli chodziło o takie kwestie. Powinna była dawno mieć wszystko... wytłumaczone przez mistrza, który prowadzi jej trening. Zamiast tego, owa sytuacja opóźniała się w czasie, a Antylopa mogła wyłącznie polegać na plotkach krążących wśród Wichrzaków, jak i również podsłuchiwania rozmów wojowników, gdy dzieliła z nimi posiłek przy stosie.
Podniosła duże uszy na jego przywitanie, mimowolnie kiwając mu głową. Może nie powinien być na terenach, coś mówiło jej, że może powinna go przegonić... Jednak z drugiej strony byli sąsiadującymi klanami, a póki ten nie zamierzał kraść ich zwierzyny, lub robić... innych, niezgodnych raczej z Kodeksem (który szylkretka, cóż, niezbyt dobrze znała) rzeczy, nie miała powodów do krzywego patrzenia na czarnego kocura.
- Dzień dobry. - miauknęła krótko, przyglądając się przez krótką chwilę jego sylwetce, strzygąc lekko uchem i zastanawiając się. Czy było w tym coś złego? Musiała mieć tylko... warunki, na których mogła poprowadzić tę wycieczkę krajoznawczą. - Rzeczywiście, wichrowe tereny są w istocie dosyć... pociągające. Uważaj tylko, by łapy nie zaprowadziły cię zbyt daleko. Wtedy będą nici z przyjemnego spaceru. - posłała mu słaby uśmiech, mimo wszystko w środku będąc jeszcze trochę zbyt miękką, by móc wprost powiedzieć, że "nie, nie powinieneś się tu znajdywać, ani ja nie powinnam z tobą rozmawiać". Z drugiej strony, czy było coś złego w tym, że chciała zaprzyjaźnić się z kotem z innego klanu? Powinni żyć w zgodzie, póki jedno nie zagraża drugiemu.
Odsunęła się na odpowiednią odległość, mimowolnie uważnie obserwując sylwetkę czarnego kocura dwukolorowymi ślepiami. Z tyłu głowy jednak wciąż utrzymywała ostrożność, na końcu języka trzymając imiona wojowników, mogących znaleźć się na patrolu, który mógłby przechodzić za jakiś czas przez ten teren.
butsheknowsthe truth noteveryonecango onwith theirheartsplit in two |❆it’salreadycold❆ |she’s just achildbut shefeelslike aburdenand soonerorlatershe’llbreak |xxxxxxxxxxxxxxxpeoplewill say:“she’s worth nothing
she can’t even get out a miserable door”xxxxxxxxxxx |butone day,at least once,she’ll manage
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos Płeć: kocur Matka: Pajęcza Noga Ojciec: Gęsiopióry Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Musiał naprawdę mocno się kontrolować, żeby się nie roześmiać, żeby nie zdradzić się mową ciała. Tak, liczył na to. Liczył na to, że pozwoli mu aż na tyle, ale podejrzewał, że będzie musiał mocniej ją przekonywać. Ta śliczna nieznajoma naprawdę była idealna. Uśmiechnął się więc szeroko, pokazując radość, choć w rzeczywistości czuł po prostu zadowolenie i ekscytację.
Reszta jej wypowiedzi brzmiała jednak jak groźba, tak odebrał ją Czarna Łapa. Zmrużył natychmiast oczy. Jednocześnie ruszył do przodu, rozpoczynając spacer. Nadal jednak utrzymywał odpowiednią odległość do niej.
– Zbyt daleko...? – spytał delikatnie – Czemu miałoby przestać być przyjemnie?
Jego ton głosu był miękki, swobodny. Chciał wybadać, czy rzeczywiście mu groziła, bo do tej pory nie wyglądało na to, by rzeczywiście mogła być do tego zdolna.
Niziutka koteczka o krągłym brzuszku, czterech patyczkowatych nogach, biczowatym ogonie i lekko podłużnym pyszczku wyposażonym w nietoperze uszy i piegowaty nos, otoczony długimi, mlecznobiałymi wibrysami. Krótkowłosa, biała w rude pręgowane tygrysio plamy na szczycie głowy i uszach, całym ogonie, przednim lewym „łokciu” i plecach. Oczy duże, ciemnobrązowe, prawie zlewające się barwą ze źrenicą. Szelmowski uśmiech.
Śmiała, wesoła, niepokorna koteczka ze skłonnością do zadawania dziwnych pytań. Uparta, dziecinna jak to kociak, ale też pamiętliwa i niezdająca sobie sprawy z granic innych kotów.
Omszała Łapa [KC]
*****
xxxOstrokrzew. Mało brakowało a przez szum plot, oburzeń i rozmów na temat reform Lśniącej Sadzawki, kociąt Lawendowej Gwiazdy i coraz mroźniejszej Pory Nagich Drzew wieść o wysypie małych czerwonych kuleczek o mało by nie ominęła uszu Wrzos! Wieść może blado wypadająca przy ostatnich wydarzeniach, ale przecież dotycząca roślin, i to na dodatek nie powszechnych roślin, których Wrzos poszukiwała na okrągło. No i przekazywana przez ogół klanowy, kompletnie zazwyczaj zieleninę ignorujący. Skoro on ją dostrzegł, to przecież o niebo bystrzejsza i uważniejsza Wrzos też ją dostrzeż, znajdzie i zerwie! Nie ma. Innej. Opcji. xxxNapalona i z nową dawką motywacji, tfu, znaczy się kolejną dawką motywacji (której przecież nigdy nie straciła!) ruszyła przez Nie-Bzyczące Łąki w kierunku Klanu Rzeki. W końcu gdzie Klan Rzeki, to i rzeka, a gdzie rzeka tam dużo płynącej mimo pory wody, a gdzie dużo płynącej wody, tam z pewnością też wiele żyjących mimo śniegu roślin! Kierowana tą żelazną logiką dotarła do Podmokłego Brzegu, po którym natychmiast dokładnie się rozejrzała.
Mistrz: Wężowooki Płeć: kocur Matka: Zorza* Ojciec: Romantyk* Partner: Światła zgasły, nie ocalisz mnie.
Rudy kocur z białym o atletycznej budowie i zielono-żółtych oczach.
(szczegółowy w KP)
Spokojny, cierpliwy, rozważny, oszczędny w słowach kocur.
(szczegółowy w KP)
Paź (Rzeka), Zwinna (Samotnicy), pełna lista na dc "lista użytkowników"
Wrzosowa Łapa, zdeterminowana znaleźć coś przydatnego, co pomoże jej zgłębić wiedzę na temat leczenia ziołami i innymi Medykamentami, tym razem zdawała się mieć szczęście. Nie musiała długo spacerować, zanim natrafiła na coś, co mogłoby ja interesować. Kilka długości ogona od siebie zobaczyła mały, kolczasty krzew o ciemnych liściach błyszczących niczym wysmarowane woskiem. Pomiędzy liśćmi gdzieniegdzie błyszczały czerwone owoce. Niektórzy mogliby stwierdzić, że wyglądają całkiem smakowicie.
Gdzie jesteś? Gdzie jest nasze miejsce? W tym świecie, który nie chce byśmy odnaleźli szczęście?
Może się spotkamy nakońcu świata? Skoczymy z jego krawędzi, nauczymy się latać. Może spadającodnajdziemy chwilę szczęścia? Bo szukając jej na Ziemi wciąż przypominałem ślepca.
Niziutka koteczka o krągłym brzuszku, czterech patyczkowatych nogach, biczowatym ogonie i lekko podłużnym pyszczku wyposażonym w nietoperze uszy i piegowaty nos, otoczony długimi, mlecznobiałymi wibrysami. Krótkowłosa, biała w rude pręgowane tygrysio plamy na szczycie głowy i uszach, całym ogonie, przednim lewym „łokciu” i plecach. Oczy duże, ciemnobrązowe, prawie zlewające się barwą ze źrenicą. Szelmowski uśmiech.
Śmiała, wesoła, niepokorna koteczka ze skłonnością do zadawania dziwnych pytań. Uparta, dziecinna jak to kociak, ale też pamiętliwa i niezdająca sobie sprawy z granic innych kotów.
Omszała Łapa [KC]
xxxWrzos w wyjątkowo umiarkowanym jak na siebie tempie i z pewną dozą zaciekawienia przechodziła przez nieliczne zamarźnięte kałuże, wytrwale spychawszy do najdalszych zakątków umysłu wizję z powtórki ostatnich zielskich poszukiwań, kompletnej porażki i jak mantrę powtarzając zasłyszane opisy wyjątkowej zieleniny. Ciemnozielone, błyszczące liście, kolczaste… też chyba liście, choć tego nie była pewna. No bo jakim sposobem kolce miały rosnąć na cienkich liściach, a nie na łodydze. Czerwone, twarde, przypominające jagody (nie żeby Wrzos je kiedykolwiek widziała) owoce. Czerwone, małe… Zerwała się. Małe, drobne niczym krople krwi owocki, to musiała być ta roślina! Wrzos wyszczerzyła się na całego. To MUSIAŁO do czegoś służyć! Rozwarła szczękę gotowa już wyrwać cały krzaczek z ziemi. Zatrzymała się w połowie ruchu. Nie wpakuje przecież delikatnego pyszczka między te ostre liście. No i kto wie czy prócz owoców inne części rośliny też się do czegoś przydają? Wrzos odsunęła się krok do tyłu. Oceniła krzaczek krytycznym wzrokiem. Na wyrwanie korzeni z tej zamarźniętej ziemi chyba nie miała co liczyć, ale już cała reszta? Koteczka ostrożnie spróbowała od dołu odgryźć kilka gałęzi od głównego „trzonu” rośliny, po czym spróbowała się rozglądnąć za kolejnymi roślinami.
Mistrz: Wężowooki Płeć: kocur Matka: Zorza* Ojciec: Romantyk* Partner: Światła zgasły, nie ocalisz mnie.
Rudy kocur z białym o atletycznej budowie i zielono-żółtych oczach.
(szczegółowy w KP)
Spokojny, cierpliwy, rozważny, oszczędny w słowach kocur.
(szczegółowy w KP)
Paź (Rzeka), Zwinna (Samotnicy), pełna lista na dc "lista użytkowników"
Mimo usilnych prób i jak najszczerszego starania, Wichrowa terminatorka została z niczym. Co prawda udało jej się wyłuskać jedną z jagód, ta jednak rozpadła się na drobne kawałki kilka uderzeń serca po zerwaniu jej z krzaka. Reszta również do niczego się nie nadawała. Cóż, należało próbować dalej, Wrzosowa Łapa nie zamierzała zniechęcić się po jednym, drobnym niepowodzeniu, prawda?
Gdzie jesteś? Gdzie jest nasze miejsce? W tym świecie, który nie chce byśmy odnaleźli szczęście?
Może się spotkamy nakońcu świata? Skoczymy z jego krawędzi, nauczymy się latać. Może spadającodnajdziemy chwilę szczęścia? Bo szukając jej na Ziemi wciąż przypominałem ślepca.
Niziutka koteczka o krągłym brzuszku, czterech patyczkowatych nogach, biczowatym ogonie i lekko podłużnym pyszczku wyposażonym w nietoperze uszy i piegowaty nos, otoczony długimi, mlecznobiałymi wibrysami. Krótkowłosa, biała w rude pręgowane tygrysio plamy na szczycie głowy i uszach, całym ogonie, przednim lewym „łokciu” i plecach. Oczy duże, ciemnobrązowe, prawie zlewające się barwą ze źrenicą. Szelmowski uśmiech.
Śmiała, wesoła, niepokorna koteczka ze skłonnością do zadawania dziwnych pytań. Uparta, dziecinna jak to kociak, ale też pamiętliwa i niezdająca sobie sprawy z granic innych kotów.
Omszała Łapa [KC]
xxxChwyciła zębami trzon łodygi. Zmarszczyła zaniepokojona brwi. Zdrewniałe włókna z chrzęstem skruszyły się między jej kłami. Zacisnęła je mocniej, jakby chciała je podtrzymać, wycisnąć z nich jakikolwiek objaw życia, przebić przez wierzchnią warstwę w nadziei, że gdzieś głębiej poczuje zdrowe, sprężyste łyko, ale niczego takiego się nie doczekała. Gałązka z głośnym i kompletnie niesatysfakcjonującym trzaskiem ułamała się. Wrzos podniosła głowę zawiedziona nie tylko łatwością z jaką roślina się jej podała, ale też widokiem jej skruszonych liści, które w zetknięciu z lekkim śnieżnym puchem zmieniły się drobny pył. Pazury wysunęły jej się mimowolnie. Lisie łajno! Czy każda odnaleziona, nie będąca trawskiem roślina musi się rozpadać!! Wrzos wzięła głębszy wdech. Przecież wkurzaniem się niczego nie zwojuje, zmusiła się do uśmiechu, nachyliła nad zielskiem. xxx– Co my tu mamy? – skrzywiła słysząc jak przesadnie przesłodzony wyszedł jej głos. Pokręciła głową nad drobnymi owocami. Złowiła wzrokiem jedną, nawet nie tak mizerną jagódkę, zerwała ją, a ta… rozpadła się dosłownie w jej pysku. Wypluła ją bez zastanowienia. Powstrzymała od walnięcia mizernego krzaka. Odwróciła gwałtownie. Rozejrzała. Zapamiętała dokładnie gdzie się znajdowała. I ruszyła żwawym krokiem, wbijając każdą łapę jak najgłębiej w śnieżne zaspy. Nie będzie marnować teraz czasu na ten mizerny krzaczek, na pewno w okolicy jest jeszcze jakiś inny, lepiej rokujący! Poszerzyła uśmiech, by dodać sobie animuszu.