wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
No cóż, jak widać dziś nad strumień przyszło dwóch terminatorów Nietoperzego Nieba. Jeden były, a drugi obecny. No i jeden częściowy, a drugi całkowity. Ona jednak patrzyła na Nietoperz trochę inaczej niż Miodek. Po byciu świadkiem akcji na Grzmiącej Ścieżce patrzyła na czarną wojowniczkę jak na kogoś kto potrzebuje zdecydowanej pomocy i jeśli jej była mistrzyni nie zrobi tego sama to Jodła obiecała sobie, że ona w jakiś sposób przejmie pałeczkę w tej sprawie. Teraz jednak o tym nie myślała, miała na głowie zaginięcie Wrzosowej Łapy.
Zastrzygła uszami kiedy usłyszała głos i odwróciła się w tamtą stronę. Nie sądziła raczej że kogoś tutaj spotka. Miała nadzieję, że pobędzie tutaj sama przez jakiś czas, wyładuje się, pomyśli, a potem wróci do obozu w bardziej spokojnym nastroju. No, ale jak widać jej plan legł w gruzach kiedy pojawił się tutaj ten nowy, jak on miał, Miodowa Łapa, nie? Ten co został mianowany terminatorem na poprzedniej ceremonii i dostał jej byłą mentorkę na mistrza.
-Chyba po prostu był w złym miejscu w złym czasie -powiedziała smętnie, spoglądając na chwilę na miejsce, w którym kamyk wpadł do wody jeszcze przed chwilą, a potem znowu na czekoladowo-białego kocura- Zdarza się.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 129 Mistrz: Nietoperze Niebo Płeć: kocur Matka: Rosa | Lawendowa Gwiazda (adopcja) Ojciec: Ciemnooki Trwałe urazy: Blizna na lewej tylnej łapie. Nie uciążliwa w codziennym życiu
Księżyce: 129 Mistrz: Nietoperze Niebo Płeć: kocur Matka: Rosa | Lawendowa Gwiazda (adopcja) Ojciec: Ciemnooki Trwałe urazy: Blizna na lewej tylnej łapie. Nie uciążliwa w codziennym życiu
Wiek sprawił, że Miodek niesamowicie wydoroślał. Grube, choć dość krótkie futro tworzy iluzję, że kocur jest znacznie masywniejszy niż w rzeczywistości. Choć faktem jest, że jeśli się dobrze przyjrzeć można spokojnie dojrzeć zarys umięśnionych łap i masywnego grzbietu. Futro kocura ma bardzo charakterystyczne białe znaczenia. Od trójkąta na pysku, częściowo biały brzuszek i kark aż po białe sięgające prawie brzucha skarpetki na wszystkich łapach. Nie jest to już maluszek, który utracił matkę, zyskał nową... A potem znów ją stracił. Patrząc na niego dojrzysz czekoladowo-białego słodkiego zabójcę. Oczy prawie zlewają się z kolorem futra. Piękne, głębokie spojrzenie piwnych ślepi. Najbardziej charakterystycznym śladem na jego ciele jest blizna na lewej tylnej łapie. Prawdopodobnie po spotkaniu z jakimś drapieżnikiem... Lub innym złym.
Z małego rozszalałego i radosnego kocięcia... Nie zostało nic. Może tylko poza iskrą diabełka i niechęci do jakiegokolwiek posłuszeństwa. Będąc poza klanem samotnie utwierdził się w przekonaniu, że to najbardziej mu się podoba. Dosyć pewny siebie, momentami nawet opryskliwy. Jedyny autorytet jaki uznaje to Lawendowa Gwiazda. Do życia podchodzi z dużym dystansem, ponieważ pamięta jak los go oszukał... i zabrał jedynego kota, którego kochał. Matkę.
Cichy Wiatr [RIP]
Kocur spoglądał spokojnie na Jodłową. Choć w sumie nie bardzo obchodziła go sytuacja kotki to postanowił, że postara się zdobyć jakieś nowe znajomości. Skoro miał tu zostać dłużej... Może warto by mieć kogoś, kto w razie czego wstawi się za nim? Udawanie miłego szło mu bardzo dobrze. Bez problemu potrafił się podlizać każdemu.
Chcąc nie chcąc, skupił teraz swoje myśli na wojowniczce. Sprawiała wrażenie jakby była w jego wieku. Plus minus parę księżyców. Chociaż to jak wygląd mógł mylić było okropne. Równie dobrze mogła być w wieku jego matki - A może to Ty znalazłaś się gdzieś w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiednim czasie? - spytał udając ciekawość w głosie. Podniósł się i zbliżył do wody. Usiadł za plecami czarno-białej i spoglądał w nurt. Jeśli wojowniczka miała jakieś swoje problemy, to rozumiał czemu przyszła właśnie tutaj. Szum wody uspokajał i oczyszczał umysł - Mam nadzieję, że się mylę... Ale sprawiasz wrażenie... Wściekłej... - zaczął bardzo spokojnym i cichym głosem dalej nie patrząc na rozmówczynię - Na kogo lub na co? I za co? - kocur nie wiedział co to tematy tabu. Nie znał pojęcia "sprawy prywatne" czy "nietakt" w rozmowie. Miodowa Łapa walił prosto z mostu. Nie przejmował się konsekwencjami.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Ona znalazła się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie? Czarno-białej wojowniczce to stwierdzenie jakoś za bardzo do gustu nie przypadło. Dla niej nie do końca miało ono w ogóle sens… zwłaszcza po tym jak rozmowa zaczęła się tak naprawdę od tego co Jodełce zrobił jakiś losowy kamień przy rzece.
Wściekłej? Naprawdę? Jodłowa Gałązka jeszcze chyba nigdy nie usłyszała określenia wściekła w stosunku do siebie. Czy naprawdę tak wyglądała? Osobiście ona chyba czuła się bardziej zawiedziona i przygnębiona, ale może faktycznie z zewnątrz tak wyglądała?
Przez dłuższy czas siedziała cicho. Nie wiedziała czy w tym momencie chciała rozmawiać o swoim problemie, a zwłaszcza z kimś kogo tak naprawdę nie zna. Przecież ten Miodowa Łapa był jej całkowicie obcy, czemu musiała spotkać akurat jego? Jakby nie mogła to być na przykład Jabłoniowa Łapa. Wtedy może miałaby jakieś większe chęci, żeby się otworzyć w tym wypadku. W końcu Jabłonkę i resztę jej rodzeństwa znała od małego.
-Bardziej zawiedziona niż wściekła, rozżalona może -odparła, spoglądając znów na taflę wody skoro nowy i tak na nią nie patrzył- Zdecydowanie nie spodziewałam się tego co się stało i tyle -a może to była jej wina? Może Wrzos uciekła przez nią? Przez to jak się ostatnio pokłóciły? Może dalej jej nie wybaczyła i przez to nie potrafiła się już na Jodełkę patrzeć? Było tyle niewiadomych, na które pewnie Jodłowa Gałązka nigdy nie znajdzie odpowiedzi.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 129 Mistrz: Nietoperze Niebo Płeć: kocur Matka: Rosa | Lawendowa Gwiazda (adopcja) Ojciec: Ciemnooki Trwałe urazy: Blizna na lewej tylnej łapie. Nie uciążliwa w codziennym życiu
Księżyce: 129 Mistrz: Nietoperze Niebo Płeć: kocur Matka: Rosa | Lawendowa Gwiazda (adopcja) Ojciec: Ciemnooki Trwałe urazy: Blizna na lewej tylnej łapie. Nie uciążliwa w codziennym życiu
Wiek sprawił, że Miodek niesamowicie wydoroślał. Grube, choć dość krótkie futro tworzy iluzję, że kocur jest znacznie masywniejszy niż w rzeczywistości. Choć faktem jest, że jeśli się dobrze przyjrzeć można spokojnie dojrzeć zarys umięśnionych łap i masywnego grzbietu. Futro kocura ma bardzo charakterystyczne białe znaczenia. Od trójkąta na pysku, częściowo biały brzuszek i kark aż po białe sięgające prawie brzucha skarpetki na wszystkich łapach. Nie jest to już maluszek, który utracił matkę, zyskał nową... A potem znów ją stracił. Patrząc na niego dojrzysz czekoladowo-białego słodkiego zabójcę. Oczy prawie zlewają się z kolorem futra. Piękne, głębokie spojrzenie piwnych ślepi. Najbardziej charakterystycznym śladem na jego ciele jest blizna na lewej tylnej łapie. Prawdopodobnie po spotkaniu z jakimś drapieżnikiem... Lub innym złym.
Z małego rozszalałego i radosnego kocięcia... Nie zostało nic. Może tylko poza iskrą diabełka i niechęci do jakiegokolwiek posłuszeństwa. Będąc poza klanem samotnie utwierdził się w przekonaniu, że to najbardziej mu się podoba. Dosyć pewny siebie, momentami nawet opryskliwy. Jedyny autorytet jaki uznaje to Lawendowa Gwiazda. Do życia podchodzi z dużym dystansem, ponieważ pamięta jak los go oszukał... i zabrał jedynego kota, którego kochał. Matkę.
Cichy Wiatr [RIP]
Kocur zaczął zdawać sobie sprawę, że nie powinno go tu być. To nie były jego problemy. Nie znał kotki, choć mieszkali w jednym klanie. I w sumie zastanawiał się, czy powinien drążyć temat "tego co się stało". Ale już tu był. Zapytał. I sprawa się potoczyła. Kocur westchnął. Po co on w ogóle zaczepia obce koty? Mógłby w spokoju spać i udawać, że coś robi. Ale jak zwykle musi zrobić coś głupiego. - Może tak musiało być. Może tak chcieli Gwiezdni. Może los. Cokolwiek się wydarzyło... Mogłaś nie mieć na to żadnego wpływu - kocur postawił na "lanie wody". Nie chciał pytać co się stało. Po pierwsze mało go to obchodziło, a po drugie miał wrażenie, że kotka nie chciałaby o tym za bardzo mówić. A jeśli zechce... To sama mu wyjawi powód swojego smutku. Mówił więc to, co mogłoby jakkolwiek pasować do "nie spodziewałam się tego co się stało i tyle". - Czasem ktoś przychodzi... A czasem ktoś Cię zostawia bez nawet słowa. A ty myślisz, czy to Twoja wina? Czy ona odeszła z Twojego powodu? A może to wszystko nie ma najmniejszego znaczenie i po prostu byłeś przypadkową zmienną w równaniu? - kocur miał oczywiście na myśli swoją matkę, która go zostawiła zaraz po narodzinach. Nie miał pojęcia o wydarzeniach, które wstrząsnęły życiem Jodłowej - Nie na wszystko mamy wpływ. Smutek nie naprawi krzywd... - zakończył trochę zbyt pompatycznie.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
To w sumie dobrze, że nie pytał, bo Jodła nie była zbyt chętna do rozmawiania z Miodkiem na swoje prywatne wrażliwe tematy. Starała się omijać raczej zawężanie pola manewru terminatora w tej sytuacji niż w jakiś sposób podać mu konkretny powód swojego zachowania. Przewróciła żółtymi ślepiami kiedy usłyszała pierwszą odpowiedź Miodowej Łapy. Standardowa formułka, która nic tak naprawdę do sprawy nie wnosiła poza pustymi słowami. Nie pomagała, nie przeszkadzała, po prostu tam była i egzystowała gdzieś z boku z przyklejoną na sobie łatką "próbowałem", żeby rozmówca mógł poczuć się lepiej z samym sobą.
Zmarszczyła brwi i spojrzała na kocura ze zdziwieniem i zarazem podejrzliwością. Jego słowa dziwacznie wpasowywały się w jej myśli i rozterki, które teraz przeżywała. Skąd on to wiedział? Gdyby Jodła była młodsza pewnie pomyślałaby, że typ po prostu najzwyczajniej w świecie czyta w myślach i tyle, no ale nie była już kociakiem, żeby takie rzeczy wymyślać, a wierzyć w takie cuda na kiju to już w ogóle nie było opcji.
Nie odezwała się, jedyne co to wpatrywała się w Miodka, próbując odszyfrować czy to był po prostu przypadek, a może on coś za dużo wie. Niech się wytłumaczy ze swoich słów.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 129 Mistrz: Nietoperze Niebo Płeć: kocur Matka: Rosa | Lawendowa Gwiazda (adopcja) Ojciec: Ciemnooki Trwałe urazy: Blizna na lewej tylnej łapie. Nie uciążliwa w codziennym życiu
Księżyce: 129 Mistrz: Nietoperze Niebo Płeć: kocur Matka: Rosa | Lawendowa Gwiazda (adopcja) Ojciec: Ciemnooki Trwałe urazy: Blizna na lewej tylnej łapie. Nie uciążliwa w codziennym życiu
Wiek sprawił, że Miodek niesamowicie wydoroślał. Grube, choć dość krótkie futro tworzy iluzję, że kocur jest znacznie masywniejszy niż w rzeczywistości. Choć faktem jest, że jeśli się dobrze przyjrzeć można spokojnie dojrzeć zarys umięśnionych łap i masywnego grzbietu. Futro kocura ma bardzo charakterystyczne białe znaczenia. Od trójkąta na pysku, częściowo biały brzuszek i kark aż po białe sięgające prawie brzucha skarpetki na wszystkich łapach. Nie jest to już maluszek, który utracił matkę, zyskał nową... A potem znów ją stracił. Patrząc na niego dojrzysz czekoladowo-białego słodkiego zabójcę. Oczy prawie zlewają się z kolorem futra. Piękne, głębokie spojrzenie piwnych ślepi. Najbardziej charakterystycznym śladem na jego ciele jest blizna na lewej tylnej łapie. Prawdopodobnie po spotkaniu z jakimś drapieżnikiem... Lub innym złym.
Z małego rozszalałego i radosnego kocięcia... Nie zostało nic. Może tylko poza iskrą diabełka i niechęci do jakiegokolwiek posłuszeństwa. Będąc poza klanem samotnie utwierdził się w przekonaniu, że to najbardziej mu się podoba. Dosyć pewny siebie, momentami nawet opryskliwy. Jedyny autorytet jaki uznaje to Lawendowa Gwiazda. Do życia podchodzi z dużym dystansem, ponieważ pamięta jak los go oszukał... i zabrał jedynego kota, którego kochał. Matkę.
Cichy Wiatr [RIP]
Wywód kocura wywołał większe wrażenie na Jodłowej niż Miodek się spodziewał. Stała teraz wpatrując się w niego jakby zobaczyła ducha. To było niesamowicie dziwne. Co on takiego powiedział? Czyżby jego słowa, które dotyczyły tylko jego samego, opisywały dokładnie to samo co się wydarzyło w życiu wojowniczki? To było jedno z kilku rozwiązań. Kocur odsunął się niepewnie. - Stało się coś? - spytał niepewnie widząc zdziwienie na pysku kotki - Czym Cię tak zszokowałem? Przecież nic takiego nie powiedziałem - kocur wolał nie wymyślać jakichś teorii, które mogłyby się okazać nieprawdziwe. Mówił przecież o swoim własnym życiu - Nie mam pojęcia, o co Ci chodzi, ale zachowujesz się mega dziwnie - burknął kocur i spojrzał znów w taflę wody.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Miodek jak widać nie za bardzo chciał się tłumaczyć ze swoich słów co nie spodobało się za bardzo czarno-białej wojowniczce. Chciała uzyskać jakieś odpowiedzi od tego nowego wichrowego nabytku, a jedyne co dostała to kolejne pytania, na które trzeba było odpowiadać. Jodłowa Gałązka westchnęła, a później skierowała wzrok w dół, jednak nie na wodę a na swoje przednie łapki. Chyba można było spokojnie założyć, że to był po prostu przypadek… bardzo dziwny i specyficzny, ale jednak przypadek.
-Nie… nic mi się nie stało. Po prostu twoje słowa brzmiały jakbyś jakimś cudem wręcz czytał w myślach -odparła w końcu, odpowiadając na jego słowa- I powiem ci, że to dosłownie, jakby cię to interesowało.
Przez jakiś czas siedziała cicho, zastanawiając się czy zadać na głos pytanie, które pojawiło jej się w głowie. Niby się nie znali, ale Jodła nie wiedziała jakie tematy są dla Miodowej Łapy wrażliwe, a jakie nie. No, ale w końcu ciekawość zwyciężyła.
-Skąd takie przemyślenia? -zapytała, ona miała swój powód, jaki był Miodka?- Te o odejściu.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 129 Mistrz: Nietoperze Niebo Płeć: kocur Matka: Rosa | Lawendowa Gwiazda (adopcja) Ojciec: Ciemnooki Trwałe urazy: Blizna na lewej tylnej łapie. Nie uciążliwa w codziennym życiu
Księżyce: 129 Mistrz: Nietoperze Niebo Płeć: kocur Matka: Rosa | Lawendowa Gwiazda (adopcja) Ojciec: Ciemnooki Trwałe urazy: Blizna na lewej tylnej łapie. Nie uciążliwa w codziennym życiu
Wiek sprawił, że Miodek niesamowicie wydoroślał. Grube, choć dość krótkie futro tworzy iluzję, że kocur jest znacznie masywniejszy niż w rzeczywistości. Choć faktem jest, że jeśli się dobrze przyjrzeć można spokojnie dojrzeć zarys umięśnionych łap i masywnego grzbietu. Futro kocura ma bardzo charakterystyczne białe znaczenia. Od trójkąta na pysku, częściowo biały brzuszek i kark aż po białe sięgające prawie brzucha skarpetki na wszystkich łapach. Nie jest to już maluszek, który utracił matkę, zyskał nową... A potem znów ją stracił. Patrząc na niego dojrzysz czekoladowo-białego słodkiego zabójcę. Oczy prawie zlewają się z kolorem futra. Piękne, głębokie spojrzenie piwnych ślepi. Najbardziej charakterystycznym śladem na jego ciele jest blizna na lewej tylnej łapie. Prawdopodobnie po spotkaniu z jakimś drapieżnikiem... Lub innym złym.
Z małego rozszalałego i radosnego kocięcia... Nie zostało nic. Może tylko poza iskrą diabełka i niechęci do jakiegokolwiek posłuszeństwa. Będąc poza klanem samotnie utwierdził się w przekonaniu, że to najbardziej mu się podoba. Dosyć pewny siebie, momentami nawet opryskliwy. Jedyny autorytet jaki uznaje to Lawendowa Gwiazda. Do życia podchodzi z dużym dystansem, ponieważ pamięta jak los go oszukał... i zabrał jedynego kota, którego kochał. Matkę.
Cichy Wiatr [RIP]
Kocur odetchnął. Czyli o to chodziło. Zwykły dość nietypowy zbieg okoliczności. Kocur musiał przeanalizować co właśnie usłyszał. Jego słowa DOSŁOWNIE opisywały myśli kotki. Czyli, ktoś bliski Jodłowej odszedł? Ktoś bez słowa ją zostawił lub porzucił. A ona jest przez to smutna, bo się oto obwinia. - Moje przemyślenia dotyczą... Mojej prawdziwej matki. Porzuciła mnie zaraz po narodzinach... - podsumował szybko. Nie wiedział, czy chciał rozgrzebywać swoje uczucia i ból, jaki zżerał go przez wiele księżyców. Ból, który pchnął go na samotną wędrówkę po terenach niczyich - Czyli skoro ja wiem co mi się przytrafiło... To podejrzewam co przytrafiło się Tobie. Kto odszedł? I dlaczego obwiniasz siebie? - spytał szybko chcąc uniknąć opowiadania swojej historii życia.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
-Moja siostra -najpierw zaczęła dość skromnie. Nie chciała otwierać się i wylewać swoich żali przed praktycznie nieznajomym jej kotem, i nie, to nie wina tego że nie urodził się w Klanie, po prostu Jodła nie mówiła zbyt wiele jeśli nie było trzeba, zwłaszcza przed bliżej jej nieznanymi wichrowiczami- Nie mam pojęcia czy to moja wina, czy nie… ostatnio się trochę pokłóciłyśmy, a zawsze byłyśmy blisko… od małego… może to dlatego… -nie powiedziała więcej. Tak samo jak Miodowa Łapa wolała nie rozdrapywać ran. Reszty terminator mógł albo się domyślić sam, albo po prostu pozostać w niewiedzy, to już zależało od niego i jego umiejętności dedukcyjnych.
-Przykro mi… z powodu twojej matki -odparła po kilku uderzeniach serca, nie wiedząc co dalej począć ze sobą i swoim towarzystwem w postaci Miodka.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 133 Mistrz: Jakiś Czub Płeć: kocur Matka: Krokusowa Łąka (npc) Ojciec: Zielona Stopa (npc) Partner: ogon ci odgryźć? Trwałe urazy: Ślad po szczurzych zębach nad prawym okiem
Wyrósł na co wszyscy się spodziewali, na kota w miarę przeciętnej postury. O jego wichrzanym pochodzeniu mogą świadczyć chude, nieco dłuższe kończyny i ciało. Jednak was nie zmyli ten początkowy opis. Dorosły Żwawik nie jest jakimś przerośniętym patyczakiem. Choć wychudzony z braku poprawniej diety, pod czarną sierścią rysują się twarde, żylaste mięśnie. Można to zwłaszcza zauważyć na barkach kocura. Wcześniej wspomniana sierść nie zmieniła koloru przez te księżyce, jest tylko mniej lśniąca, wypłowiała i zmierzchniona, gdyż wizerunek nie był priorytetem. Spod tej ciemności kontrastują żywe zielono-żółte ślepia, błyszczące arogancją i wyższością. Ślad po szczurzych zębach znajduję nad prawym okiem.
Arogancki, nietowarzyski, krnąbrny, nie bojący się powiedzieć co myśli, zdeterminowany. Lepiej przeczytać KP
Wiewiórka (KG), Malinowa Łapa (GK) Herbatka (NKT)
Dom. Po długiej wykańczającej podróży, Żwawa Łapa w końcu wyczuł smród swojego dawnego miejsca zamieszkania. Słońce Pory Nowych Liści parzyło go bezlitośnie w jego czarne, wychudniałe cielsko. Jedyny minus takiej aparycji. Za młodszych księżyców kruczoczarne futro, pomagało mu schować się w cieniu. Tu też by pomogło jakby BYŁ jakikolwiek cień. Słońce sięgnęło zenitu kiedy dawny Terminator zbliżył się do strumienia, wyznaczającego granicę. Albo do czegoś co było kiedyś strumieniem. Serio?! Przez tą skichaną pogodę woda ledwo sięgała mu do łap. Trzepnął z niezadowolenia ogonem. Wyglądał do dupy, czuł się do dupy, cały ten obszar był do dupy. Jednak jedno jest pewne. I tak wszystko miał w tej dupie. Wyprostował się i napiął swoje nowo nabyte mięśnie™. Może i jest "osłabiony", ale nie wszyscy muszą to zauważyć. Od terenów Klanu Patyczaków oraz co najważniejsze, cienia, dzielił go jedynie jeden duży sus. Wraz z ciepłym wiatrem, który poniósł jego zapach w głąb terytorium, Żwawik czuł gotowość do rozpędu i skoku w las. Niech go najpierw wyczują. Nie ma co się kryć z powrotem. Niech się przygotują na gorętszy skwar niż jaki teraz przeżywają.
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
Nietoperze Niebo wraz z Rzeżuchowy Kiełekiem wyszły na spacer. Jak do tego doszło Toperz nie ma pojęcia. Starała się unikać zarówno Deszczowej Pogody jak i jej partnerki, ale one chyba jednak nie żywiły do niej takiej niechęci jak jej się wydawało. I tego czarna kocica zupełnie nie rozumiała. Przecież tam na ścieżce Deszczyk obiecywała jej dozgonną nienawiści, a teraz zachowywała się jakby nic się nie stało. Może jednak w całe nie była aż tak zła na nią. Albo starała się zachowywać kulturalnie, mimo że nie żywiła odrazę do Toperz. Zastanawiało ją też ile o tym co się stało wie Rzeżuchowy Kiełek.
- Emm... mmmam dzidzidziwne pppytanie... czczczy Dddeszcz... Dddeszczowa Pogoda ooopowiadała cicici ooo mmmnie... Ooo tttym ccco sisisię ssstało nnna Gggrzmiącej Śśścieżce? - zapytała, bo jak inaczej miała się o tym dowiedzieć, unikała jednak kontaktu wzrokowego, przez co szybko rzucił jej się w oczy czarny samotnik. A może miała już omamy przez bezsenność? - Umm... ssspójrz tttam... mmmamy coś zrobić? - powiedziała to tak niepewnie że zabrzmiało jak pytanie.
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Księżyce: 133 Mistrz: Jakiś Czub Płeć: kocur Matka: Krokusowa Łąka (npc) Ojciec: Zielona Stopa (npc) Partner: ogon ci odgryźć? Trwałe urazy: Ślad po szczurzych zębach nad prawym okiem
Wyrósł na co wszyscy się spodziewali, na kota w miarę przeciętnej postury. O jego wichrzanym pochodzeniu mogą świadczyć chude, nieco dłuższe kończyny i ciało. Jednak was nie zmyli ten początkowy opis. Dorosły Żwawik nie jest jakimś przerośniętym patyczakiem. Choć wychudzony z braku poprawniej diety, pod czarną sierścią rysują się twarde, żylaste mięśnie. Można to zwłaszcza zauważyć na barkach kocura. Wcześniej wspomniana sierść nie zmieniła koloru przez te księżyce, jest tylko mniej lśniąca, wypłowiała i zmierzchniona, gdyż wizerunek nie był priorytetem. Spod tej ciemności kontrastują żywe zielono-żółte ślepia, błyszczące arogancją i wyższością. Ślad po szczurzych zębach znajduję nad prawym okiem.
Arogancki, nietowarzyski, krnąbrny, nie bojący się powiedzieć co myśli, zdeterminowany. Lepiej przeczytać KP
Wiewiórka (KG), Malinowa Łapa (GK) Herbatka (NKT)
No i ruszył. Wyskoczył jak rakieta na górę. Prawdopodobnie by pognał przez cały las oraz zielone, wichrowe pagórki, gdyby nie fakt, że nie musiał tego robić. O i oto w oddali okazały mu się dwa mizernie wyglądające kształty. Ha. Od razu widać z jakiego Klanu pochodziły. I od razu widać, że potrzebują JEGO. Przecież pomimo bycia osłabionym mógłby je zgnieść na miazgę jak pchełki. Pff. Jednak skoro już tu są, ułatwi to cały proceder dołączania. Może nie znał tej okolicy za najlepiej, gdyż na treningu zwiedzał przeciwny kierunek, ale no cóż. OCZYWIŚCIE, że po jakimś czasie dałby sobie sam radę, ale i tak mu już było wszystko jedno.
- HEJ, MIERNOTY! Przyprowadźcie Lawendową Gwiazdę. O ile jeszcze żyje - burknął głośno, tak by szałasy z badyli usłyszały jego polecenie. Starą sprychę Lawendę zapamiętał jako gburowatego dinozaura, nie znającego się na żartach, aczkolwiek czuj jakiś wyraz wdzięczności. To w końcu ona przydzieliła mu Ostry Kolec, jednego z nielicznych kotów jakie wielbił za młodu. Lecz jasne, że za nią nie tęsknił, pfff, to niegodne i niedorzeczne. Poza tym o tak już wraca. A właśnie. W sumie te pionki babci też wyglądały znajomo. I chyba coś tam robiły czy tam mówiły. Eh tam, w zadzie to ma. Niech się nie odbijają, bo on nie będzie czekał aż go mech obrośnie i uschnie.
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Księżyce: 124 Mistrz: Węglowy Pył -> Ostry Kolec Płeć: kotka Zaimki: wszystkie Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień Trwałe urazy: blizny po kocich pazurach, na lewym policzku, jąkanie się
Chucherko, o krótkim, czarnym, lekko przykurzonym futrze. Niebieskie oczy, czarny nos i blizna na lewym policzku.
Nietoperze Niebo jest nieśmiała i nerwowa. Ma tendencje do wahań nastroju lub okazjonalnych dołków. Chce być wsparciem dla swoich najbliższych. Kłopoty z samooceną. Stara się stawiać na swoim i samemu się bronic. Jąka się i nie patrzy rozmówcy w oczy.
Toperz nie usłyszała żadnej odpowiedzi bo w tedy pojawił się on. Pan maruda niszczyciel uśmiechów dzieci. Może jest okrutna, ale nie cieszyła się z jego powrotu. Czuła się z tym strasznie, ale nie mogła zmienić tych uczuć. Nadal pamiętała jaki kocur był okropny i jego zachowanie i słowa świadczą tylko o tym że się nie zmienił. Bała się jego powrotu, był teraz znacznie starszy, silniejszy i mógł jej zrobić faktyczną krzywdę. Na pewno się dogadają z Pajęczą Łapą, oboje mają wspaniałe charaktery.
Przez chwilę walczyła ze sobą by coś mu odpowiedzieć, ale ostatecznie nieśmiałość wygrała. Skrzywiła się więc z nadzieją że Rzeżuchowy Kiełek odpowie mu coś sensownego.
- Pppójdę pppo Lllawendową Gggwiazdę - szepnęła Rzeżusze ucho, po czym ruszyła w stronę obozu. Miała nadzieje że jakoś się dogadają, w końcu byli rodzeństwem. Może wojowniczka się cieszyła z powrotu brata, nawet jak ten zwyzywał ją już na same powitania.
I'm alright, I'm okay
I'm alright I'm okay I'm not a monster, I'm just human
And I've made a few mistakes I'm alright, I'm okay,
I'm alright, I'm okay I'm not gruesome, just human
And I've made a few It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay You're not a demon, there's a reason
You behaved in that way It's alright, It's okay,
It's alright, It's okay I belive, yes I belive that
you will see a better day
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Niebieska kotka zbierała mech do swojego legowiska, kiedy podeszła do niej Nietoperze Niebo. Nie prezentowała się najlepiej, ale jej mina świadczyła o tym, że coś ją trapi. Biedna, nawet Medycy nie są wstanie jej pomóc, ba, nawet nie podejmą się tego wyzwania, a jak nie oni to kto? Lawenda wysłuchała o co chodzi i mina jej zrzedła. Żwawa Łapa do łatwych kotów nie należy. Czy potrzeba im dodatkowych problemów? Wystarczy jej kotów, które przysparzają kłopotów. Pytanie czy odważy się go potraktować jak Mgiełkę? Tym razem będzie łatwiej, Żwawa Łapa nie ma rodziców. Lawenda kiwnęła głową i poprosiła, aby Nietoperz ją poprowadziła. W międzyczasie kotka sporo marudziła, co córka Czyżyka odebrała to jako dobry znak. Wreszcie dotarły na miejsce. - Witaj, Żwawa Łapo!- przywitała się z kocurem.
Księżyce: 133 Mistrz: Jakiś Czub Płeć: kocur Matka: Krokusowa Łąka (npc) Ojciec: Zielona Stopa (npc) Partner: ogon ci odgryźć? Trwałe urazy: Ślad po szczurzych zębach nad prawym okiem
Wyrósł na co wszyscy się spodziewali, na kota w miarę przeciętnej postury. O jego wichrzanym pochodzeniu mogą świadczyć chude, nieco dłuższe kończyny i ciało. Jednak was nie zmyli ten początkowy opis. Dorosły Żwawik nie jest jakimś przerośniętym patyczakiem. Choć wychudzony z braku poprawniej diety, pod czarną sierścią rysują się twarde, żylaste mięśnie. Można to zwłaszcza zauważyć na barkach kocura. Wcześniej wspomniana sierść nie zmieniła koloru przez te księżyce, jest tylko mniej lśniąca, wypłowiała i zmierzchniona, gdyż wizerunek nie był priorytetem. Spod tej ciemności kontrastują żywe zielono-żółte ślepia, błyszczące arogancją i wyższością. Ślad po szczurzych zębach znajduję nad prawym okiem.
Arogancki, nietowarzyski, krnąbrny, nie bojący się powiedzieć co myśli, zdeterminowany. Lepiej przeczytać KP
Wiewiórka (KG), Malinowa Łapa (GK) Herbatka (NKT)
Odprowadzał wzrokiem oddalającą się żałosną kupę kości. Jest to wręcz KOMICZNE, jak można wyglądać jak żyjący trup. Ale no cóż. Ten trup ma chociaż sprawne uszy. Żwawik podszedł w międzyczasie do drugiej kotki. Szczerze mówiąc, nie pamiętał jej kim była. Na pewno była znajoma. Jednak nie było to w jego interesie by dowiadywać się o jej tożsamości. Bo po co??? Jest tylko nic znaczącą sługą Lawendy. Czarny kocur przysiadł niedaleko niej, aczkolwiek wciąż z wyraźnym odstępem. Jeszcze się czymś zarazi. Np. takim TCHÓRZOSTWEM. Albo jeszcze inną słabością. Siedzieli tak w ciszy nie wiadomo jak długo. Może żadna rozmowa nie wynikła przez zniesmaczoną minę dawnego terminatora. PFF. Po jakimś czasie, staruszka się w końcu wygramoliła na obrzeża Wichrowe. Żwawik analizował w ciszy każdy ruch postarzałych mięśni liderki. Może stara, ale jeszcze się trzyma po tylu przeżyciach. Pora było wyciągnąć zakurzony teatrzyk. Wstał i podniósł ogon na przywitanie. - Ah, Lawendowa Gwiazdo! Witam, witam! - przywitał się szczodrze, jakby widział dawną najlepszą przyjaciółką na całutkim świecie. Z Lawendową Gwiazdą nie był zbyt blisko, ale czego się nie zrobi dla własnych interesów. - No dobrze to by nie tracić czasu, przejdźmy od razu do interesów. Chciałbym wrócić do Klanu. - rzekł trochę pośpiesznie. Wyszło może leciuteńko "arogancko", ale już miał taki typ głosu. No sorry musiało nieco wylecieć, starał się jak mógł, ale takiego tupetu trudno schować. Niech się cieszy, że syn Krokus nie przywitał wielmożnej, starszej Pani tak samo jak jej wojowników.